kilka dni temu zaczelam sledzic Wasz watek i postanowilam dolaczyc. mam 26
lat, meza i 18 miesieczna corke. maz ma oprocz malej corke, lat 4. nie wiem z
jakiego powodu, ale odczuwam potrzebe opisania naszej historii, mimo ze nie
sadze, aby kogos ona interesowala. tak wiec ja sobie tutaj troche napisze, ale
nie znaczy to, ze ktoras z Was zmuszam do czytania

moze troche o eksi.
kobieta lat 34, rozwodka, dzieci w liczbie 2- corka lat 9 i mlodsza, mojego M.
lat 4. wyjatkowo prosta i prymitywna osobka, z wyksztalceniem podstawowym. moj
M. lat 24, sportowiec, obecnie trenuje w W.B., niegdys jeden z lepiej
zapowiadajacych sie zawodnikow, powolany do kadry Polski. poznali sie, kiedy
moj M.robil mature- on ok 18 lat, ona 28. byla przyjaciolka jego przyjaciolki,
kobieta wiecznie "krzywdzona", nieszczesliwa i potrzebujaca pomocy. moj M. to
chlopak wyjatkowy pod kazdym wzgledem, chetny do pomocy, altruista prawie

wiec zaczal jej pomagac. a to zakupy zafundowal, a to opal zalatwil, to gdzies
podwiozl, to lzy otarl, gdy wredny eks maz chcial ja pobic (bzdura kompletna,
jak sie potem okazalo) itede... . jak mozna przewidziec w bardzo krotkim
czasie wyladowali w lozku... , zabezpieczac sie nie musieli, gdyz eksi usilnie
twierdzila, ze jej oba jajniki zostaly usuniete, i obaw co do ciazy nie ma. w
miedzy czasie moj M. zdal egzaminy na studia, a eksi, ni z tad ni z owad
zaszla w ciaze... M. ze studiow dziennych zrezygnowal, z kadry narodowej
rowniez, przeniosl sie na studia zaoczne, i poszedl zasowac do pobliskiej
fabryki... ale eksi i tak bylo malo... te cale studia to strata czasu i
pieniedzy, no i dziewczyn tam sporo, jeszcze nie daj Boze mogl by ja
zostawic...wiec po kilku zjazdach M. i z tego zrezygnowal...zyc nie umierac.
no i urodzilo sie dziecie. sielanka po prostu. w wieku lat 19 zostal ojcem,
majacym na utrzymaniu dziecie swoje, dziecie eksi i sama eksie... . i wtedy
poznal mnie. bylam wtedy na 2 roku studiow, a jako ze wakacje byly, dorabialam
sobie serwujac drinki za barem. no i stalo sie jak sie stalo, zadurzylam sie
po uszy, z wzajemnoscia zreszta. rzecz jasna kochanie moje o swojej "rodzince"
mi nie wspomnialo od razu, a dopiero po kilku tygodniach, kiedy juz od
rodzinki owej odeszlo. bylo mi tak strasznie ciezko! eksi, ze zrozumialych
powodow, dreczyla mnie smsami i telefonami, a ja tak strasznie zakochana
bylam, ze nie bylam w stanie z niego zrezygnowac. wiele by opisywac, ale
przeszlam z eksi gehenne. wspomne chociazby plakaty porozwieszane na slupach z
moim zdjeciem, wyjetym M. z portfela, moim nr telefonu i dopiskiem "daje za
jogurt"...ale bylo, przeszlo, nie ma. po 2 latach znajomosci wzielismy slub,
zaszlam w ciaze, dokonczylam studia, M. wrocil do sportu, dokonczyl studia,
wyjechal trenowac do londynu,jest w polsce jeden tydzien w miesiacu, ale
dajemy rade. z eksi juz kontaktu nie mam, z jej corka tylko przypadkowe.
czesto przywozi ja do mojej tesciowej, i tam sie spotykamy. M. widuje corke za
kazdym razem, kiedy jest w kraju, eksi przywozi ja wtedy do tesciowej wlasnie,
i tam spedzaja razem czas. mysle, ze nasz uklad jest zdrowy, mimo ze kilka
osob, w tym moja mama ,twierdzi inaczej. uwazaja, ze powinnam sama zintegrowac
sie z ta mala, ze powinnam poswiecac jej swoj czas. ja uwazam inaczej- ona ma
matke, ja mam swoje dziecko, nasze rodziny nie maja ze soba nic wspolnego.
zreszta M. uwaza podobnie- to jego "problem" i nie chce mnie w to mieszac. i
chwala mu za to.