felicity1202
19.03.09, 13:44
Witam Was serdecznie
Właściwie nie wiem od czego zacząć...sporo się tego zebrało...
Cóż... z M. jestem od 3 lat. 2,5 roku temu poznałam jego, obecnie 13-
letnią córkę - Karolinę.
Nie mam własnych dzieci, M nie jest moim mężem, nie jest nawet moim
narzeczonym, jest moim...partnerem...ale czy rzeczywiście?
Karolina jest u nas w każdy weekend. Na co dzień mieszka z matką, jej
nowym mężem i babcią.
Młoda nie akceptowała mnie od samego początku.
Starałam się nawiązać z nią relacje przyjacielskie - w imię zasady,
że skoro dziecko matkę ma, to nie należy jej zastępować.
Karoliną opiekowałam się jak mogłam: wymyślałam wspólne zabawy,
wyjazdy, spacery, kino, odrabianie lekcji, pytałam o
zainteresowania...
I nic. Zero.
1.W przypadku zabaw - słyszałam komentarz, że są głupie i nie będzie
w nich uczestniczyć. Kiedy pytałam, czy ma jakieś inne propozycje -
kwitowała to milczeniem, lub odpowiedzią: "odwal się".
W takich przypadkach, zaskakująca była dla mnie reakcja M., który z
dumą stwierdzał w jej obecności : "ale ci powiedziała!".
2. Wyjazdy - ja sama w hotelu, pensjonacie, lub gdzieś tam, oni razem
na plaży, na obiedzie...Dlaczego? Bo Karolina potrzebuje opieki i
czuje się zaniedbywana, a kiedy ja jestem w pobliżu - cóż, ona ma
dyskomfort.
3. Spacery - patrz j/w.
4. Do kina ze mną Karolina nie pójdzie, bo wybrałam złą godzinę, nie
ten film(na który zresztą bardzo chciała iść) i jestem idiotycznie
ubrana.
5. odrabianie lekcji - ja lub ojciec czytaliśmy materiał z
podręczników( bo tak chciała),Karolina w tym czasie leżała na kanapie
z komórka w ręku...Tak jest do tej pory, z tym, że ja już w tym nie
uczestniczę.Zrezygnowałam.
Właściwie wszystko wyglądało tak jak powyżej.
Mam żal do jej ojca. M. twierdzi, że "ona tak ma i już", a "ty się
czepiasz", i że "nie będzie z nią o tym rozmawiał, ponieważ to
wrażliwe dziecko".
Poza tym, za każdym razem, kiedy M. się z nią u nas pojawia, na
powitanie podaje mi rękę i mówi "dzień dobry", a kiedy ją odwozi do
matki, podaje rękę i mówi "do widzenia, będę za dwie godziny".Wg
niego, Karolina źle znosi okazywanie mi czułości. W związku z tym
podczas jej pobytu u nas, pełnię rolę sublokatora.
Młoda natomiast, nie widzi potrzeby ani witania się ze mną,ani
żegnania. Na moje "cześć" nic nie odpowiada.
Nie używa również mojego imienia, jeżeli czegoś chce, to zwraca się
bezosobowo.
W domu zachowuje się jak gość hotelowy. Nie sprząta, nie poczuwa się
do tego, żeby po posiłku odnieść naczynia do zlewu. Nie jeden raz
prosiłam, żeby mi pomogła w drobnych pracach domowych, na co
odpowiadała, że "jej się nie chce i ona nie od tego tutaj jest, sama
sobie posprzątaj".M. również podczas jej pobytu do tego typu
czynności się nie poczuwa, więc dlaczego ona by miała?
Jest absolutnie niesamodzielna:
"Tato źlób mi hilbatkę, pośmaluj chlebek naśelkiem, zawiąś mi buciki,
bo mam lękawicki, tatuś kupkę mi się chcie"...13 - letnie dziecko...
To Karolina decyduje, o której kładziemy się spać, co będziemy
oglądać, o której spożywać posiłki...
Szokują mnie również niektóre jej zachowania:
- wydłubywanie żyjącej jeszcze rybie oczu nożem (Reakcja M.:"może
będzie lekarzem?")
- kopanie kota, bo podrapał,
- tłuczenie drzwiami psa, który miał pecha, bo akurat stał na progu,
-potraktowanie łopatą wiewiórki, która miała sparaliżowane tylne
łapy,
- kiedyś zasłabłam, a Młoda stała nade mną z uśmiechem na twarzy...
To tylko część z tego, co mogłabym jeszcze napisać...
Przeprowadziłam z M. setki rozmów, dyplomatycznych, "na spokojnie",
ale były też i kłótnie. Prosiłam, żeby z nią porozmawiał, zaczął
wytyczać granice, ustalił zasady. Mówiłam, że to ja jestem osobą z
zewnątrz, że sama niewiele mogę, że to on powinien być głównym
motorem napędowym poprawnych relacji i wskazywać Młodej
kierunek.Mówiłam wprost, że z Karoliną dzieje się coś złego...
I nic. "Przecież on się nie rozdwoi", a z "jego córką wszystko jest
ok"..." a ty,nie jesteś psychologiem".
Nigdy nie wdałam się z Młodą w tzw. pyskówkę, nie pozwoliłam się
również sprowokować, chociaż przyznaję, że czasami wszystko się we
mnie gotowało...
Od dwóch miesięcy totalnie się odizolowałam.Doszłam do wniosku: "nie
mój cyrk, nie moje małpy". Sama organizuję sobie czas w weekendy.
Spotykam się ze znajomymi, chodzę z psem na szkolenia, czasami do
kina, kosmetyczki, albo z książką w łóżku...ale czy tak ma to
wyglądać? Przecież nie o to chodzi.
Jakiś czas temu rozmawiałam z M. o dziecku, o naszej
przyszłości...Cóż, okazuje się,że moje macierzyństwo zależy od tego,
czy Karolina wyrazi zgodę na rodzeństwo, a o zaręczynach mowy być nie
może, bo ona tego nie akceptuje.
Poza tym, od poniedziałku do piątku, z M. żyje nam się naprawdę
dobrze, bez konfliktów,jest czuły i opiekuńczy...Zależy mi na tym
związku, ale czuję, że powoli się wypalam.
Nie wiem, jak mam z nim rozmawiać, jak tłumaczyć...
Jutro będzie Młoda...
Felicity(31 lat)