Dodaj do ulubionych

JUŻ NIE DAJĘ RADY...

19.03.09, 13:44
Witam Was serdecznie
Właściwie nie wiem od czego zacząć...sporo się tego zebrało...
Cóż... z M. jestem od 3 lat. 2,5 roku temu poznałam jego, obecnie 13-
letnią córkę - Karolinę.
Nie mam własnych dzieci, M nie jest moim mężem, nie jest nawet moim
narzeczonym, jest moim...partnerem...ale czy rzeczywiście?
Karolina jest u nas w każdy weekend. Na co dzień mieszka z matką, jej
nowym mężem i babcią.
Młoda nie akceptowała mnie od samego początku.
Starałam się nawiązać z nią relacje przyjacielskie - w imię zasady,
że skoro dziecko matkę ma, to nie należy jej zastępować.
Karoliną opiekowałam się jak mogłam: wymyślałam wspólne zabawy,
wyjazdy, spacery, kino, odrabianie lekcji, pytałam o
zainteresowania...
I nic. Zero.
1.W przypadku zabaw - słyszałam komentarz, że są głupie i nie będzie
w nich uczestniczyć. Kiedy pytałam, czy ma jakieś inne propozycje -
kwitowała to milczeniem, lub odpowiedzią: "odwal się".
W takich przypadkach, zaskakująca była dla mnie reakcja M., który z
dumą stwierdzał w jej obecności : "ale ci powiedziała!".
2. Wyjazdy - ja sama w hotelu, pensjonacie, lub gdzieś tam, oni razem
na plaży, na obiedzie...Dlaczego? Bo Karolina potrzebuje opieki i
czuje się zaniedbywana, a kiedy ja jestem w pobliżu - cóż, ona ma
dyskomfort.
3. Spacery - patrz j/w.
4. Do kina ze mną Karolina nie pójdzie, bo wybrałam złą godzinę, nie
ten film(na który zresztą bardzo chciała iść) i jestem idiotycznie
ubrana.
5. odrabianie lekcji - ja lub ojciec czytaliśmy materiał z
podręczników( bo tak chciała),Karolina w tym czasie leżała na kanapie
z komórka w ręku...Tak jest do tej pory, z tym, że ja już w tym nie
uczestniczę.Zrezygnowałam.
Właściwie wszystko wyglądało tak jak powyżej.
Mam żal do jej ojca. M. twierdzi, że "ona tak ma i już", a "ty się
czepiasz", i że "nie będzie z nią o tym rozmawiał, ponieważ to
wrażliwe dziecko".
Poza tym, za każdym razem, kiedy M. się z nią u nas pojawia, na
powitanie podaje mi rękę i mówi "dzień dobry", a kiedy ją odwozi do
matki, podaje rękę i mówi "do widzenia, będę za dwie godziny".Wg
niego, Karolina źle znosi okazywanie mi czułości. W związku z tym
podczas jej pobytu u nas, pełnię rolę sublokatora.
Młoda natomiast, nie widzi potrzeby ani witania się ze mną,ani
żegnania. Na moje "cześć" nic nie odpowiada.
Nie używa również mojego imienia, jeżeli czegoś chce, to zwraca się
bezosobowo.
W domu zachowuje się jak gość hotelowy. Nie sprząta, nie poczuwa się
do tego, żeby po posiłku odnieść naczynia do zlewu. Nie jeden raz
prosiłam, żeby mi pomogła w drobnych pracach domowych, na co
odpowiadała, że "jej się nie chce i ona nie od tego tutaj jest, sama
sobie posprzątaj".M. również podczas jej pobytu do tego typu
czynności się nie poczuwa, więc dlaczego ona by miała?
Jest absolutnie niesamodzielna:
"Tato źlób mi hilbatkę, pośmaluj chlebek naśelkiem, zawiąś mi buciki,
bo mam lękawicki, tatuś kupkę mi się chcie"...13 - letnie dziecko...
To Karolina decyduje, o której kładziemy się spać, co będziemy
oglądać, o której spożywać posiłki...
Szokują mnie również niektóre jej zachowania:
- wydłubywanie żyjącej jeszcze rybie oczu nożem (Reakcja M.:"może
będzie lekarzem?")
- kopanie kota, bo podrapał,
- tłuczenie drzwiami psa, który miał pecha, bo akurat stał na progu,
-potraktowanie łopatą wiewiórki, która miała sparaliżowane tylne
łapy,
- kiedyś zasłabłam, a Młoda stała nade mną z uśmiechem na twarzy...
To tylko część z tego, co mogłabym jeszcze napisać...
Przeprowadziłam z M. setki rozmów, dyplomatycznych, "na spokojnie",
ale były też i kłótnie. Prosiłam, żeby z nią porozmawiał, zaczął
wytyczać granice, ustalił zasady. Mówiłam, że to ja jestem osobą z
zewnątrz, że sama niewiele mogę, że to on powinien być głównym
motorem napędowym poprawnych relacji i wskazywać Młodej
kierunek.Mówiłam wprost, że z Karoliną dzieje się coś złego...
I nic. "Przecież on się nie rozdwoi", a z "jego córką wszystko jest
ok"..." a ty,nie jesteś psychologiem".
Nigdy nie wdałam się z Młodą w tzw. pyskówkę, nie pozwoliłam się
również sprowokować, chociaż przyznaję, że czasami wszystko się we
mnie gotowało...
Od dwóch miesięcy totalnie się odizolowałam.Doszłam do wniosku: "nie
mój cyrk, nie moje małpy". Sama organizuję sobie czas w weekendy.
Spotykam się ze znajomymi, chodzę z psem na szkolenia, czasami do
kina, kosmetyczki, albo z książką w łóżku...ale czy tak ma to
wyglądać? Przecież nie o to chodzi.
Jakiś czas temu rozmawiałam z M. o dziecku, o naszej
przyszłości...Cóż, okazuje się,że moje macierzyństwo zależy od tego,
czy Karolina wyrazi zgodę na rodzeństwo, a o zaręczynach mowy być nie
może, bo ona tego nie akceptuje.
Poza tym, od poniedziałku do piątku, z M. żyje nam się naprawdę
dobrze, bez konfliktów,jest czuły i opiekuńczy...Zależy mi na tym
związku, ale czuję, że powoli się wypalam.
Nie wiem, jak mam z nim rozmawiać, jak tłumaczyć...
Jutro będzie Młoda...
Felicity(31 lat)
Obserwuj wątek
    • blondgirl Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 14:07
      Nie zazdroszczę Ci tej sytuacji.
      Moim zdaniem, to nie wina Młodej, że taka jest, a lej jej - przepraszam -
      DURNEGO ojca.

      Moja rada, że jeżeli rozmowy z chłopem nie przynoszą rezultatu, to wtedy gdy
      jesteście sami zacznij go traktować, to jak on ciebie, kiedy jest u was Młoda.
      Jeśli ci powie, że czuje się źle, kiedy traktujesz go z dystansem, powiedz, że
      ty tak się czujesz w każdy weekend. Może zadziała na niego jak sama przekona się
      na własnej skórze co to znaczy odrzucenie. Z własnego doświadczenia wiem, że
      taka "terapia" w przypadku faceta jest najskuteczniejsza.

      Poza tym żadnych wspólnych spacerów, odrabiania lekcji itd. - traktuj Młodą jak
      powietrze, nie zwracaj na nią uwagi. Zostawi brudne naczynia - niech stoją póki
      ojciec nie posprząta (wiem, czasami bywa trudne).

      Mam żal do jej ojca. M. twierdzi, że "ona tak ma i już", a "ty się
      > czepiasz", i że "nie będzie z nią o tym rozmawiał, ponieważ to
      > wrażliwe dziecko".
      Jak go ugryzie/podrapie pies lub kot (bo wnioskuję, że macie zwierzaki) i będzie
      chciał go ukarać - stań w ich obronie. W końcu zwierzęta też są wrażliwe i mają
      swoje uczucia.

      Kiedy pytałam, czy ma jakieś inne propozycje -
      > kwitowała to milczeniem, lub odpowiedzią: "odwal się".
      > W takich przypadkach, zaskakująca była dla mnie reakcja M., który z
      > dumą stwierdzał w jej obecności : "ale ci powiedziała!".
      Gdyby mój NM tak zareagował, chyba dałabym mu w twarz, nie patrząc na nic i nikogo
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 14:33
        Dzięki.Masz rację, innej metody chyba w tym przypadku nie ma. Poza
        tym, od kilku tygodni w związku z tym, że Młoda mnie lekceważy, ja
        ignoruję ją.
        Tak, czuję się odrzucona. Wiesz, M. sugeruje mi, ze ja stawiam się na
        poziomie 13-latki, że z nią rywalizuję. Uważam to za kompletną
        bzdurę.Ja nie wymagam skupienia na sobie uwagi, tylko stworzenia
        normalnych i zdrowych relacji. Poza tym, Młoda ma w sobie duże
        pokłady agresji.
        Te jej relacje ze zwierzakami, ludźmi...smutne. Znęcanie się juz
        ukróciłam.
        Fakt, za to stwierdzenie powinnam była go strzelić.
        • blondgirl Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 14:46
          Zanim dalej będziesz próbować zmienić jego postępowanie musisz sobie zadać
          pytanie czy na pewno chcesz z nim być.
          Ja czasami też mam takie rozterki... Ale też widzę, że mój NM się zmienia.
          Powoooooli, bardzo powooooli, ale się zmienia - in plus. Cały czas pojawiają się
          problemy, ale jakoś wszystko układamy w całość.

          Traktują cię jak sublokatora? Tak się zachowuj. Sublokator nie przygotowuje
          posiłków wszystkim, tylko sobie, sprząta też tylko po sobie.
          A propos dziecka. Po pierwsze, to się zastanów czy chcesz mieć z nim naprawdę
          dziecko. Na razie jesteś wolna. W każdej chwili możesz się spakować i wyjść albo
          jemu wystawić walizki za drzwi. I konsekwencje tej decyzji poniesiesz tylko ty.
          My nie mamy dzieci, ale nigdy się nie zdarzyło, żeby mój NM uzależniał od zgody
          lub jej braku Syna.
          Jak będzie chciał się kochać powiedz mu, że musisz się spytać mamy czy możeszsmile
          I przez cały czas witaj się z nim/traktuj go jak znajomego (dzień dobry, do
          widzenia, podawanie ręki)- jak zacznie się pytać. czemu tak się zachowujesz,
          powiedz, że pies nie lubi i stresuje się jak mu okazujesz czułość wink

          Po prostu, czasami mi się wydaje, że nie rozmową, nie tłumaczeniem, ale takim
          właśnie traktowaniem, żeby dać mu odczuć, jak my się czujemy, można z chłopem
          zdziałać więcej.

          • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 14:54
            Czas zacząć wcielać nowe zasady w życie. Zacznę od tego weekendu.
            Wszystkie inne metody zawiodły, może ta poskutkuje. A jeżeli
            nie...trudno.
            Ostatnio, kiedy M. była u nas, zapytałam go, kiedy leżeliśmy już w
            łóżku: "kochanie, a co ty tutaj robisz? Pomyliłeś pokoje?Przecież
            mówiłeś, że się nie rozdwoisz".
            Nadmienię tylko, że przez cały dzień byłam dla nich "niewidzialna".
    • dyderko Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 14:26
      Oj!
      Nie wiem co powiedzieć. Przyznam ze pierwsze co ustaliłam z jeszcze
      NM to to że dzieci mają się do mnie odnosić z szacunkiem, w tym to
      że nie mają prawa wtrącać się do naszego życia. Nie wiem jak byłoby
      gdyby miały z nami częstszy kontakt ale tak „na odległość” (głównie
      sam się z nimi widuje). To bardziej ja się w ich życie wtrącam ale
      to ich ojciec prosi mnie o radę lub opinię (nie jestem w stanie
      zliczyć ile razy usłyszał ode mnie że „spaprał coś” jako ojciec).
      Natomiast u Twojego partnera jest coś co mnie bardzo niepokoi i nie
      wiem czy to kompletne oszołomienie na punkcie córeczki czy brak
      normalnych ludzkich uczuć, chodzi mi o jego reakcję na jej
      zachowanie wobec Ciebie (przecież ukochanej kobiety) i o brak jego
      reakcji na zachowania według mnie sadystyczne wobec zwierząt... Ja
      bałabym się właśnie tego czy z nią nie jest coś nie tak, i czy
      przypadkiem nie po nim odziedziczyła to coś...
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 14:42
        on ma wobec niej poczucie winy, dlatego Młoda robi co chce i kiedy
        chce. To M. odszedł, złożył pozew o rozwód, jakieś 7 lat temu. Nie ja
        byłam przyczyną rozpadu rodziny - nie znaliśmy się jeszcze wtedy.
        M.do zwierzaków ma normalny stosunek, to od niego dostałam psa.Kiedy
        pies zachorował, o 2 w nocy pojechaliśmy do weterynarza, do domu
        wróciliśmy nad ranem. Kot jest przygarnięty, decyzja była wspólna i
        spontaniczna.
        Wydaje mi się, że większość wzorców czerpie od matki, może od babci,
        ponieważ to z nimi częściej przebywa.
        Niewybaczalne jest natomiast jego przyzwolenie na sposób, w jaki
        jestem przez Młodą traktowana...co tu dużo mówić - Karolina widzi
        również jego stosunek do mnie podczas jej pobytu, więc czuje się
        usprawiedliwiona.
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 14:48
        Dwa razy się wyprowadziłam. Powiedziałam jemu i sobie to koniec.Tak
        funkcjonować się nie da.
        Prosił, zapewniał, mówił że popracuje nad tym, że to się zmieni.
        Wróciłam, ale na obietnicach się skończyło.
        Jestem bliska podjęcia decyzji o statecznym rozstaniu. Żal mi jednak
        tego, co było dobre, a nie było tego mało.
        Czasami wydaje mi się, że jemu jest tak wygodnie. To przecież nie on
        ma z nią (wg niego) złe relacje, tylko ja, więc po co to zmieniać.
        Taki super tandem, wspólny front tatuś+córeczka.
        • dyderko Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:06
          Nooo... „wspólny front tatuś+córeczka” – ciekawe jakby się
          zachowywał jakbyś tworzyła wspólny front z własna matką? Ależ by się
          wściekał, oskarżał o nieodcięcie pępowiny i - co gorsza - miałby
          rację!
          Człowiek w związku niekoniecznie żyje po to by jemu było wygodniej,
          raczej po to by wygodniej było obojgu, jeśli on tego nie rozumie to
          jest krótkowzrocznym egoistą. Źle o nim świadczy i ten egoizm i ta
          krótkowzroczność i ta obojętność na Twoje uczucia i zgoda by
          ktokolwiek (nawet jego dziecko) robił przykrość komuś innemu...
          Jeśli masz chęć i nadzieję to słuchaj rad Blondgirl, postaw go w
          takiej samej sytuacji. Konsekwentnie pokazuj że dla Ciebie znaczy
          tyle ile Ty dla niego...
          • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:19
            Posłucham Waszych rad, bo tradycyjna perswazja zawiodła.
            Dziękuję.
            Dam radę. A czas pokaże czy z nim, czy bez niego.
            Prawda, bywa cholernym egoistą.
        • chalsia Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:42
          > Jestem bliska podjęcia decyzji o statecznym rozstaniu. Żal mi
          jednak
          > tego, co było dobre, a nie było tego mało.

          A ile było tego dobrego?
          5 dni na 7, czyli 70%. No ale zważywszy, że w dni powszednie spędza
          się większość czasu osobno (praca), a w weekendy ma się czas na
          bycie razem- to wychodzi, że nie więcej niż 50% tego dobrego bylo.
          A to coś mało.
          Z innym facetem masz szansę na więcej (czytaj - lepiej)

          > Czasami wydaje mi się, że jemu jest tak wygodnie. To przecież nie
          on
          > ma z nią (wg niego) złe relacje, tylko ja, więc po co to
          zmieniać.
          > Taki super tandem, wspólny front tatuś+córeczka.

          amen

          ps. jakoś mi ten opis sytuacji wygląda jak "wątek zbiorczy" z wielu
          innych wątków na forum (plus "wyjątki" z Coccolony - te o znęcaniu
          się nad zwierzetami).
          • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:54
            > ps. jakoś mi ten opis sytuacji wygląda jak "wątek zbiorczy" z wielu
            > innych wątków na forum (plus "wyjątki" z Coccolony - te o znęcaniu
            > się nad zwierzetami).
            Chalsia
            w jakim celu miałabym zbierać i wykorzystywać cudze historie?Dzieci
            są różne, Młoda ma problemy z agresją, wobec mnie, ojca...dlaczego
            zatem miałaby oszczędzać zwierzęta. Poza tym jest piekielnie
            rozpieszczona.Wobec psa była bardziej okrutna, niż kota, ponieważ
            pies jest prezentem dla mnie od jej ojca. Nie mogła uderzyć mnie, a
            pies, dodam, że szczeniak był akurat pod ręką.
            Karolina to nie jest odosobniony przypadek.
    • kicia031 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:11
      Jakiś czas temu rozmawiałam z M. o dziecku, o naszej
      > przyszłości...Cóż, okazuje się,że moje macierzyństwo zależy od
      tego,
      > czy Karolina wyrazi zgodę na rodzeństwo, a o zaręczynach mowy być
      nie
      > może, bo ona tego nie akceptuje.

      Pakuj manatki, nic z tego nie bedzie - facet ma zle w glowie...
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:29
        Myślę o tym bardzo poważnie. Zbieram w sobie siły.
        On przede mną był zaręczony z pewną kobietą. Powiedział, że miała
        rewelacyjny kontakt z jego dzieckiem. Czułam się paskudnie.
        Pomyślałam, że może to ze mną jest coś nie tak...i starałam się
        jeszcze bardziej. Bo przecież, skoro tamtej dziewczynie się udało, to
        może mi również?
        Jakiś czas temu, dowiedziałam się, że mnie okłamał. Relacje Karoliny
        i jego narzeczonej były fatalne, co doprowadziło do rozstania. Udało
        mi się porozmawiać z tą kobietą, powiedziała: "on idiota, ona mały
        potwór".Ich zaręczyny również nie trwały długo, Młoda tuż po nich,
        tak dawała popalić ( za jego przyzwoleniem), że dziewczyna dała sobie
        spokój...
        Nie wiem, na co ja liczę.Chyba durna jestem jakaś.
        • elakuz Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:37
          > Jakiś czas temu, dowiedziałam się, że mnie okłamał

          to swiadczy, ze jest do tego okrutnym manipulatorem
        • chalsia Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:49
          juz wiem !!!!
          czytałam praktycznie identyczna historię na którymś forum
          gazetowym, tylko napisaną przez ojca nastoletniej córki.
          Z tym, że kolejność była inna - najpierw narzeczona, która nie
          była "dość dobra" dla córki faceta. Skończyło się jakoś tak, że
          nastolatka natłukła partnerkę ojca po gębie i związek się skończył.
          Tatuś był szalenie dumny z zachowania swojej córusi i jak ona dba o
          jego dobro. Po czym związał się z inną panią, która zyskała łaskawą
          akceptację córki.
          Nietety nie pamietam nicka tego faceta - warto byś sobie
          przeczytała co i jak ten facet pisał - no wypisz wymaluj Twój
          partner.
          • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:03
            Chalsia
            z racji zawodu, mam styczność z wieloma podobnymi
            przypadkami,zmieniają się jedynie dane, miejsca, czasami sposób
            dokonania...
            Więc, proszę zlituj się...
            Jeżeli pamiętasz portal, to podaj mi proszę nazwę. Chętnie
            przeczytam.

            • chalsia Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:27

              > Jeżeli pamiętasz portal, to podaj mi proszę nazwę. Chętnie
              > przeczytam.
              >

              to było na jednym z for gazety. nie wiem czy nie na "etata"
              przypadkiem.
            • kicia031 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 17:15
              to bylo na forum zycie rodzinne
              • chalsia Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 23:53
                kicia031 napisała:

                > to bylo na forum zycie rodzinne

                dzięki za podpowiedź.
                Oto link do wątku, warto przeczytać cały, ze szczególnym uwzględnieniem
                wypowiedzi pana Acorns (pojawiają się w drugiej połowie wątku)

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=85316170&a=87857564&v=2&wv.x=0
    • elakuz Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:34
      jak czytam takie posty to zawsze zastanawia mnie jedno.
      Co dziewczyny widza w takich facetach, czy lubia byc zle traktowane,
      poswiecac sie, byc nieszczesliwe. Twoj facet nie zmieni sie, zadne
      metody nie pomoga, albo pomoga na krotko. Facet jest chory, krzywdzi
      nie tylko siebie, ale tez wlasna corke. Uwierz szkoda zycia na taki
      zwiazek. Masz dopiero 31 lat, spotkasz kogos, dla kogo bedziesz
      wazna, kto bedzie cie kochal i szanowal i nie przeszkodza mu w tym
      ani byle ani obecne dzieci.
      Przemysl to i zastanow sie ile jeszcze wytrzymasz i po co??
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 15:44
        Ja również się nad tym zastanawiam. Gdzieś się pogubiłam.To dlatego
        znalazłam się na tym forum.Jest to o tyle dziwne, że nie takie wzorce
        wyniosłam z mojej rodziny. Mam normalnych, kochających się rodziców.
        Okazywali szacunek nie tylko sobie, ale i mi.Są ze sobą od 32
        lat,znają się od dziecka. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji.To
        nie jest dla mnie naturalny stan...
        M. cierpi na jakiś dualizm - od poniedziałku do piątku - superman,a w
        weekendy wychodzi z niego...
      • liz-beauty Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 20:37









        "Byle" dzieci? Nie mam dzieci, moj partner ma, na razie jedno. Mam nadzieje, ze
        wkrotce bedzie jeszcze przynajmniej jedno i ze zadne nigdy nie stanie sie byle...






        • elakuz Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 08:07
          Liz prosze nie czepiaj sie slow, bo jezeli przeczytalas chociaz 1
          moj post to wiesz, ze nie mialam na mysli, ze o dzieciach z
          poprzedniego zwiazku ojciec ma zapomniec. Sama jestem na etapie, ze
          pewnie za chwile bede "wychowywac" "byle" dziecko mojego meza, bo
          jego mama nie sprawdzila sie.
          • liz-beauty Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 08:37
            Przeczytalam wszystkie, ktore napisalas ostatnio, w listopadzie o tym, ze
            poznalas Mloda. Zamieszka z Wami? Pytam, bo w pierwszej chwili zglupialam, jak
            przeczytalam o "bylym" dziecku. Nie wiem, czy ostatni post tez dobrze
            zrozumialam - "mama sie nie sprawdzila" - mama Mlodej? Przyznam, ze po pierwszym
            przeczytaniu pomyslalam, ze to Tobie sie nie uklada i bedziesz teraz wychowywac
            "byle" winkdziecko (swoje), ale chyba nie o to chodzi...?
            • elakuz Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 11:44
              nie ma to jak miec ten dar pisania ( to o mniewink)
              Mloda znam od momentu poznania a moim M czyli 7 lat prawie (mloda ma
              teraz 11) Rozstanie z matka dziecka nastapilo, jak mloda miala
              niecale 2 latka. Pierwszy raz staral sie o opieke zaraz po
              rozstaniu, ale mimo pozytywnej opinii z RODK nie dostal (male
              dziecko musi byc z matka).
              Po naszym poznaniu matka zaczela utrudniac kontakty a juz po naszym
              slubie uniemozliwiac. Zaplacila 2 kary pieniezne (z alimentow bo nie
              pracujewink, ale sad "obudzil" sie i skierowal ponownie na badania do
              RODK, ktore pokazaly prawde, ze matka nie nadaje sie do opieki.
              Sedzia oczywiscie dalej probuje szukac powodow, aby mala zostala u
              mamy, ale teraz moj M nie odpusci i prawnik jest przekonany, ze
              wygra. Co do mnie to oczywiscie przezywam to, ze mala moze za chwile
              mieszkac z nami, bo wiem, co mnie czeka. Nie mam dzieci, wiec nie
              moge sie w tym odnalezc, moze z braku doswiadczenia. Coz pozyjemy,
              zobaczymy.
              2 sprawa to ostatnie posty od macoszek, ktore swiadcza o tym, ze
              mezczyzni (niektorzy) nie potrafia stworzyc nowego zwiazku ,
              pogodzic go z "dawnym zyciem" Zauwazylas, ze sporo pojawilo sie
              takich postow pt. "pasierb mnie wkurza", ale tak naprawde to nie
              pasierb a partner ma problem.
              • liz-beauty Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 15:47
                Dzieki za wyjasnienia. Moj partner wychowuje swojego syna (teraz prawie 12)sam
                od dziesieciu lat, wiec podobna sytuacja. To co piszesz o problemach z facetem
                (a nie z dzieckiem), to oczywiscie prawda, ale wydaje mi sie, ze wielu samotnych
                rodzicow, nie tylko tatusiow, stwarza taka silna wiez z dzieckiem, cos jakby -
                dziecko jest sensem mojego zycia. Trudno ich za to potepic. Moj M na przyklad ma
                niezwykle absorbujaca i tworcza prace, ale nie mam watpliwosci, ze Mlody jest w
                jego zyciu najwazniejszy, musial byc dla niego matka i ojcem przez ponad 10 lat,
                stworzyli fajny tandem. Tworzenie zwiazku z rodzicem jest trudne, szczegolnie
                chyba z calodobowym rodzicem, ktory ze swoim dzieckim wypracowal jakies tam
                codzienne strategie, wiele rytualow itp. Trzeba to wszystko uszanowac i jeszcze
                znalezc dla siebie miejsce. Nie zrazic mlodego czlowieka, nie zranic partnera i
                nie skrzywdzic samej/samego siebie.
    • 13monique_n Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:12
      Ty chyba żartujesz????
      Jaki "dobry i czuły" od poniedziałku do piątku????? Kobieto,
      uciekaj, póki jeszcze masz możliwości. Ten facet nie chce i nie
      potrzebuje mieć nowej rodziny. Chce żyć z córką - niech sobie z nią
      zamieszka!!! O rany boskie....

      Dla jasności - mój partner ma 2 dzieci i ja też. Wiele wskazuje na
      to, że wkrótce cała 4 bedzie pod naszą opieką. Obie pary dzieciaków
      zostały "wprowadzone" łagodnie w nasz związek - oto mój
      wybranek/moja wybranka. Pierwsze chwile były takie ogólne i na
      zewnątrze, z czasem weszły na etap życia razem w czsie, który ze
      sobą spędzamy. I czułość nas nawzajem wobec siebie (mam na myśli
      nas, dorosłych) jest normalna i naturalna.
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:21
        Im więcej czytam, tym bardziej rozjaśnia mi się w głowie.Może
        faktycznie, nadszedł już czas, żeby to zakończyć. Czeka mnie weekend
        z Młodą, a ja już dzisiaj czuję narastające w sobie napięcie, bo wiem
        co będzie.
        Monique, gratuluję normalnej i zdrowej atmosfery. Czyli jednak
        można...
        • dyderko Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 11:08
          A propos zdrowej atmosfery, mój partner, jak jeszcze myśleliśmy że
          kontakty dzieci ze mną będą częstrze, mówił że sporo już zawalił ale
          chciałby swoim dzieciom pokazać jak wygląda stosunek do siebie ludzi
          w dobrym związku. Właśnie mu chodziło o to by dzieci zobaczyły jak
          się do siebie odnosimy, jakie ciepło jest między nami... Twój
          partner nie chce wyposażyć dziecka w takie wzorce, jest złym
          partnerem i złym rodzicem!
          • blondgirl Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 11:20
            U mnie było to samo.
            Na początku to ja byłam trochę zażenowana, jak leżeliśmy razem przytuleni
            oglądając z NM TV, a Młody wchodził do pokoju. Odsuwałam się wtedy od NM, a on z
            kolei przyciągał mnie z powrotem do siebie i nie pozwalał na takie odsuwanie
            się. Czasami nawet oglądamy TV wspólnie z Młodym wtedy przytulamy się wszyscy -
            ja po jednej stronie NM, a młody po drugiej.
            Podobnie z witaniem się/żegnaniem - robimy to tak samo jaj jesteśmy sami i jak
            jest Młody (buziak+"przytulaczek"). I to moim zdaniem jest normalne.
            • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 11:58
              Bo to właśnie są naturalne i normalne zachowania...
        • 13monique_n Felicity... 20.03.09, 14:54
          felicity1202 napisała:

          > Im więcej czytam, tym bardziej rozjaśnia mi się w głowie.Może
          > faktycznie, nadszedł już czas, żeby to zakończyć. Czeka mnie
          >weekend z Młodą, a ja już dzisiaj czuję narastające w sobie
          >napięcie, bo wiem co będzie.
          Dziewczyno, zbierz siły. Przetrzymaj i zbieraj się. NIe masz czasu
          na marnowanie go na takiego popapranego dorosłego. On dla Ciebie nie
          jest żadnym wsparciem, żadnym mężczyzną.

          > Monique, gratuluję normalnej i zdrowej atmosfery. Czyli jednak
          > można...
          smile))) To pogratuluj mi ciężkiej pracy, partnerowi też. Piszę o tym,
          abyś uwierzyła, że można. I ja to wszystko zaczęłam od nowa, kiedy
          skończyłam 36 lat big_grin Da się. Życzę powodzenia.
    • cleopa Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:27
      Pierwsze co pomyslalam po przeczytaniu Twojej historii :"troll" smile smile

      Jeżeli to prawda co piszesz ,to bardzo sie dziwie że jeszcze tam
      jesteś w tym mieszkaniu z tym panem...Przecież on Ciebie nie
      kocha.Nie jest mozliwe kochac kogoś i cieszyć sie że moje dziecko
      tej ukochanej osobie "dowaliło"..
      Ten facet albo cos ma nie tak z psychika albo po cos Cie potrzebuje
      tak od poniedzialku do piątku...Moze seks??? MOze
      sprzątanie,gotowanie???
      Gdybym ja tak byla igonorwana na wczasach czy choćby w domu ..po
      cichu bym wyszla i nie wrócila..nie odbieralabym telefonów ,odciela
      sie ..Przeciez on nie zachowuje sie normalnie w stosunku do Ciebie.
      Naprawdę chcesz tak żyć??? Uciekaj! Znajdziesz normalnego faceta i
      bedziesz normalnie traktowana..
      • chalsia Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:29
        cleopa napisała:

        > Pierwsze co pomyslalam po przeczytaniu Twojej
        historii :"troll" smile smile

        no patrz, Ty też smile
        • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:37
          Troll?
          • chalsia Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:42
            > Troll?

            osobowość wykreowana na potrzeby dyskusji/forum z wymyśloną historią
            Czyli, że Cleopa odniosła takie jak ja wrażenie.
            • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:51

              Rozumiem, że moja sytuacja jest z gatunku tych niemożliwych, czy też
              nieprawdopodobnych? Że takie rzeczy w normalnym życiu się nie
              zdarzają? Że pojawiłam się na forum po to, żeby co? No
              właśnie...zwiększyć zainteresowanie?Oglądalność reklam na stronie?
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 16:37
        Nie, nie chcę. Pomyślałam, że może jeszcze można coś zmienić,
        naprawić. Gdybym miała przeprowadzić statystykę Waszych wypowiedzi,
        to wychodzi na to, że jednak nie. Czyli rozwiewają się moje
        wątpliwości.
        • vadera12345 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 17:19
          Zrób bilans plusów i minusów Twojego związku, przeanalizuj, jakie priorytety ma
          Twój partner i sama znajdziesz odpowiedź.

          Moim zdaniem jest na świecie tylu interesujących mężczyzn nie obarczonych
          rozwydrzonymi nastolatkami, że nie musisz dalej babrać się w tym bagnie.
          • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 17:28
            Zapytałam go kiedyś jaką ma pasję w życiu. Odpowiedział: córka. A
            cel? Odpowiedź była taka sama.
            Znam jego priorytety.
            Tak, wiem. Nie muszę i nie chcę. Jestem zmęczona tą sytuacją i
            brakiem zmian. Myślę, że jego postępowanie jest niereformowalne.
            • vadera12345 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 19.03.09, 20:40
              Nie jesteś z nim za karę, nie łączą Was żadne zobowiązania,on jest
              niereformowalny, a ty ( przepraszam za szczerość ) starzejesz się przy boku
              nieodpowiedniego faceta. Ultimatum z żądaniem zmiany ( tak dla uspokojenia
              własnego sumienia, że próbowałaś ) i zakończ ten toksyczny związek. Szkoda
              Ciebie, psa i kota.
              • nini6 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 09:06
                Kopnij go w dupę. Nich spedzi reszte życia z córeczką.
              • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 09:42
                Wczoraj z nim rozmawiałam. Zobaczymy. Na metamorfozę jednak nie
                liczę.
              • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 09:48
                No tak, w wieku 31 lat czas płynie już nieco inaczej. Zaczyna do mnie
                docierać, że jeżeli teraz nie podejmę decyzji, to za jakiś czas może
                się okazać, że za późno na dziecko i rodzinę...
                • blondgirl Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 10:34
                  Ale sama, w swoim sercu i sumieniu musisz podjąć decyzję co dalej. Nie sugeruj
                  się niczym. To Twoja decyzja!
        • ataner30 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 09:09

          > Nie, nie chcę. Pomyślałam, że może jeszcze można coś zmienić,
          > naprawić. Gdybym miała przeprowadzić statystykę Waszych wypowiedzi,
          > to wychodzi na to, że jednak nie. Czyli rozwiewają się moje
          > wątpliwości.

          dziewczyno ty podejmujesz zyciowe decyzje kierujac sie statystyka wypowiedzi na
          forum internetowym??? Zwlaszcza ze spory procent osob ktore wypowiedzialy sie w
          twoim watku nie maja pojecia o byciu macocha i nigdy w zyciu nie byly nia nawet
          przez 5 minut. No prosze cie...
          • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 09:33
            Nie...nie kieruję się statystyką...decyzje życiowe podejmuję sama.
            • vadera12345 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 09:43
              Odszukany przez Chalsię link dopodobnego wątku ze szczególnym uwzględnieniem
              wypowiedzi pana Acorns (ojca takiej nastolatki), daje rzeczywisty obraz
              stosunków na linii ojciec - córka - partnerka z punktu widzenia ojca.
              Moim zdaniem dramat.

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=85316170&a=87857564&v=2&wv.x=0
              • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 09:50
                Dzięki za linksmile Za chwilę poczytam...
              • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 10:24
                Przeczytałam historię Doruli i Acrona. Szokujące. Niestety dla mnie,
                widzę pewne podobieństwa pomiędzy Acronem,mężem Doruli a M. Młoda nie
                miała dotąd aż tak drastycznych zachowań...przynajmniej wobec mnie.
                Miała natomiast wobec zwierząt.Co nie znaczy oczywiście, że czuję się
                tym faktem uspokojona.


              • blondgirl Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 10:37
                Moim zdaniem p. Arncorn to wyjątkowy poj....c. Przepraszam za słownictwo, ale
                innych słów mi brak. Takich ojców powinno się przymusowo sterylizować, bo są nie
                tylko zagrożeniem dla swoich potencjalnych partnerek, ale i całego społeczeństwa.
                Jakoś nie chce mi się wierzyć, że jego córka nagle złagodniała. Jak ktoś ma
                takie jazdy w domu(zachowuje się jak jego córka), to i poza nim aniołem nie będzie.
                • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 11:05
                  P. Acorn? Zwyrodnialec. Mówię szczerze i z pełną odpowiedzialnością
                  - do utylizacji, albo oddziału zamkniętego - i on i córka.
          • cleopa Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 10:00
            ..ale są też takie ktore macochuja na codzień sad
            • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 10:29
              Jeżeli dziecko, któremu macochują charakterologicznie przypomina
              Karolinę, a ojciec mojego M. - serdecznie współczuję.Spędzałam z
              Młodą wakacje - wiem, że może być naprawdę ciężko.
            • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 11:22
              Dodam jeszcze, że Młoda manipulację uczuciami ojca, doprowadziła do
              perfekcji. M. codziennie od poniedziałku do piątku dzwoni do niej,
              wysyłam sms'y. Młoda nie odbiera i nie odpisuje, co doprowadza go do
              białej gorączki. Po czym zjawia się na weekend i zaczyna się
              spektakl.On wypytuje, dlaczego milczała, ona mówi: tatusiu, nie
              słyszałam telefonu...albo było mi smutno, że nie mogę z tobą być,
              więc nie chciałam z tobą rozmawiać, bo zaczęłabym płakać...
              I z inna sytuacja, ale również związana z manipulacją:
              Kiedyś zabrałam Młodą do wedla. Ojciec miał do nas dołączyć. do
              stolika podeszła kelnerka, żeby przyjąć zamówienie. Zapytałam Młodą,
              na co ma ochotę, wybór był naprawdę duży. Trwało to dosyć długo,
              kelnerka była już zniecierpliwiona.Młoda wybrzydzała, aż doszła do
              wniosku, że na nic.
              Zamówiłam dla siebie kawę. Po jakimś czasie przyszedł M. Popatrzył na
              stolik, moją kawę i zapytał:"Karolinko, a ty nic nie masz?" Na co
              Młoda odpowiedziała, że miała ochotę na gorącą czekoladę, ale ja nie
              chciałam jej zamówić...Zdenerwowałam się, powiedziałam Młodej, że
              kłamie, ale że na szczęście da się to wyjaśnić, ponieważ świadkiem
              całego zdarzenia była kelnerka, która może opowiedzieć jak było.
              Młoda wyszła ostentacyjnie z kawiarnii...
              Ze strony M. jak zwykle nie było żadnej reakcji...
              • dyderko Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 11:50
                Kochana, wyjdź ostentacyjnie z jego życia. Szkoda czasu, szkoda
                nerwów, szkoda sił... Nawet jak jakieś zmiany na nim wymusisz to i
                tak zawsze będziesz dla niego winną wszystkich niepowodzeń,
                nieszczęść i smutków młodej, nawet jak Ci tego w twarz nie powie to
                będzie tak myślał i jego żal zatruje Wam życie.
                • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 12:33
                  Kiedy tak o tym wszystkim myślę, to zastanawiam się, skąd biorą się
                  takie anomalie?
    • carmena74 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 13:30
      Uciekaj....wiem , ze szkoda, ze masz nadzieje, ze sie pouklada ale
      juz dlugo sie uklada i nic dobrego nie wynika z tego. Ja tez
      wierzylam, ze bedziemy cudowna rodzina, dalam zrobic sobie dziecko
      (teraz oczywiscie kocham je nad zycie i tego akurat nie zaluje!)i
      juz nie moge tak po prostu odejsc. A M wie doskonale o tym i wlazi
      mi na glowe coraz bardziej...
      Robienie z Mlodej ksiezniczki, ustawianie calego zycia pod jej
      widzimisie itp itp....
      Gorace uczucie, ktore dzis Was laczy przygasnie(zawsze po czasie tak
      jest...niestety) i jesli nadal bedzie u Ciebie bez zmian to uwierz,
      zabraknie Ci sil na dalsza walke a jeszcze jak sie okaze ze masz
      swojego malucha ucieczka nie bedzie latwa sprawa...a pozostanie w
      zwiazku stanie sie koszmarem...
      Ja czuje sie totalnie uziemiona...nie chce malemu rozwalac rodzinki
      ale takie zycie obok M i jego corki wykancza...

      Przemysl wszystko jeszcze raz....
      Ja nie myslalam...i mam za swoje.
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 13:53
        Carmena, wiem że być może nie powinnam Ci tego mówić,ale jeżeli Twoja
        sytuacja przypomina moją, to czy nie obawiasz się, że brak
        odpowiedzialności Twojego męża wobec Młodej będzie rzutował także i
        na Wasze dziecko? Rozumiem, że jest jeszcze małe, ale kiedy zacznie
        więcej widzieć i rozumieć, to czy nie poczuje się gorsze, bo
        odrzucone przez ojca na rzecz kontaktów z córką? Jak mnie
        to(przepraszam i wybacz), wk...Przecież on ma dwoje dzieci, nie
        jedno!!!A Ty? Gdzie Ty w tym wszystkim jesteś? Twoje uczucia nie są
        ważne?! Nie mam co prawda dziecka, ale rozumiem Cię.Cholerni egoiści,
        ja, mój, moje...i to ciągłe wywoływanie w nas poczucia winy, żebyśmy
        zrozumiały, że to przez nas, że za mało się staramy, że się
        czepiamy...Totalne odwracanie kota ogonem...Normalnie, chyba nie
        wytrzymam...
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 14:22
        A skoro już jestem w takim nastroju, to napiszę jeszcze, że o ból
        głowy mnie przyprawia, wmawianie mi przez M., że ja nie rozumiem,
        tego, tamtego, owego...że nie ma we mnie akceptacji, że jestem
        radykalna i zasadnicza...że powinnam być wyrozumiała. A co ja mam
        akceptować? Tłuczenie zwierząt? Bycie niewidzialnym sublokatorem?
        Arogancję i chamstwo? Jego wygodnictwo? Tak? To mam zrozumieć i
        godzić się na to?
        Carmen, czy Ty też chcesz się na to godzić? I Ty i Twoje dziecko
        macie pełne prawo, do bycia traktowanymi na równi z jego córką. Tu
        nie powinno być wartościowania na pierwszą, czyli lepszą i drugą
        klasę. Wiem, co mówię, bo przechodzę przez to samo. Ale już dosyć.
        Więcej się nie dam.
        Nie można uszczęśliwiać kogoś kosztem cudzego szczęścia.
        • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 14:27
          A jeżeli Młoda w ten weekend kopnie psa, albo kota, a on znowu nie
          zareaguje, to podejdę i chyba mu strzelę i zapytam, czy przyjemnie.
          Piszę chyba, bo jeszcze nigdy, nikogo nie strzeliłam.
          • chalsia Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 14:42
            felicity1202 napisała:

            > A jeżeli Młoda w ten weekend kopnie psa, albo kota, a on znowu
            nie
            > zareaguje, to podejdę i chyba mu strzelę i zapytam, czy
            przyjemnie.
            > Piszę chyba, bo jeszcze nigdy, nikogo nie strzeliłam.

            to Ty zamierzasz jeszcze z nim i jego córka spędzić ten weekend?
            Ciekawe.
            • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 15:00
              Nie Chalsia, zamierzam wyprowadzić się już dzisiaj - pod most.
              Moja rodzina mieszka ok. 400 km od miejsca, w którym obecnie jestem.
              Moje mieszkanie jest wynajęte, więc muszę najpierw złożyć ludziom,
              którzy je zajmują wymówienie.
              Tak wiem, są hotele i znajomi.Z pewnością przyjmą mnie, 50 kg psa i
              kota z otwartymi ramionami.
              • 13monique_n Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 15:28
                felicity1202 napisała:

                > Nie Chalsia, zamierzam wyprowadzić się już dzisiaj - pod most.
                > Moja rodzina mieszka ok. 400 km od miejsca, w którym obecnie
                >jestem.
                Chalsia nie radzi źle. Oczywiście, że masz sensowne powody, aby
                chwilę odczekać. Myślę jednak, że rady Chalsi wynikają z
                doświadczenia, że kobieta najpierw szumnie zapowiada jakiś krok, a
                potem daje się zmiękczyć i tak to trwa latami. Sama zaś piszesz, że
                Twój facet od poniedziałku do piątku jest do rany przyłóż. Tylko
                mnie trzęsie, jak to czytam, bo dla mnie to najwredniejsza
                dwulicowość, która wielu kobietom już dobrze w głowie zamieszała. I
                myślę, że z tego wynika rada wyprowadzki "teraz zaraz"

                > Tak wiem, są hotele i znajomi.Z pewnością przyjmą mnie, 50 kg psa
                >i kota z otwartymi ramionami.
                Ja bym Cię przyjęła wink
                • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 15:50
                  Domyślam się,że Chalsia nie radzi źle. Zgadzam się z Tobą, mi też w
                  głowie nieźle namieszano i czuję się skołowana,chociaż już coraz
                  mniej. Poukładam sobie wszystko, "zbiorę się w sobie" i zostawię ten
                  bałagan na jego głowie. Dzisiaj dzwoniłam do najemców. W poniedziałek
                  wysyłam poleconym wymówienie. Jestem samodzielna i niezależna
                  finansowo - na szczęście, więc chociaż z tym nie będzie problemów.
                  Mieszkanie mam spore, zatem ja, pies i kot, damy radęsmile

                  >" Ja bym Cię przyjęła wink"
                  Dziękismile)
                  • 13monique_n Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 16:11
                    Trzymam mocno zaciśnięte kciuki. Pisz, jak minął weekend. smile))
                    • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 16:48
                      Oj...przydadzą sięsmile)Dam znać w poniedziałek albo w niedzielę
                      wieczorem, kiedy M. będzie ją odwoził...bo Młoda zwykle okupuje
                      komputer.
                      Pozdrawiam i Tobie również życzę udanego weekendusmile
                    • adela38 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 16:52
                      Kurcze jak czytam te posty to rozumiem historie o macochach trucicielkach... Bo
                      ja bym towarzystwu co najmniej srodka na zatwardzenie dolozyla do jedzenia, a
                      sama narzekala ze brzuch mnie boli i nie moge jesc...
                      Ta corunia jest taka jak jej rodziciel...i to juz nie mala dziewczynka tylko
                      rasowa suka...
                      Gdyby ktokolwiek kopnal mojego psa dostalby ode mnie takiego kopa, ze chyba
                      wszystkie gwiazdy by zobaczyl...i mowie to 100% na serio...
                      W takiej sytuacji jak to ona robi " niechcacy", niechcacy twardym butem bym
                      nadepla na jej stope by do konca zycia pamietala... Niestety- z doswiadczenia
                      wiem, ze takie osoby uczy sie szacunku "palka" i odplacaniem na
                      dwojnasob...Tyle, ze tutaj zwyczajnie nie warto "g..." tracac by smrodu nie
                      wachac...

                      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 17:07
                        Tak pół żartem, pół serio... Ta, jak piszesz córunia ma co prawda 13
                        lat, ale wygląda na 16, waży więcej ode mnie i nosi rozmiar buta
                        41...(choć, co prawda jest znacznie niższa). Jeżeli dołożymy do tego
                        tatusia i to, że mieszkamy w lesie, na zad..iu, to jestem bez
                        szans...
                        Historia z psem, kotem, wiewiórką...dla mnie absolutnie nie do
                        przyjęcia. Ja na swoje zwierzaki nawet nie podnoszę głosu, nie mówiąc
                        o fizycznym karceniu. Szkoleniowców dla psa zmieniałam dwa razy,
                        ponieważ używali wobec pozostałych psów przemocy.
                        Co nie znaczy, że nie miałam ochoty kilka razy Młodą i M. zdrowo
                        potrząsnąć.
                        • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 17:14
                          A propos psa...
                          Jest takie powiedzenie dotyczące psów: jeżeli pies jest
                          nieobliczalny,agresywny to należy spojrzeć, kto trzyma smycz.
                          Myślę, że jeżeli w/w zdanie sparafrazować, to takie dziecko, jaki
                          rodzic.
                          I możecie mnie za to stwierdzenie, porównanie totalnie zjechać.
                          • kicia031 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 20.03.09, 17:31
                            Myślę, że jeżeli w/w zdanie sparafrazować, to takie dziecko, jaki
                            > rodzic.

                            Tez mi sie wydawalo, gdy bylam bezdzietna i mialam jedno dziecko.
                            teraz patrze na swoje 2 dziecko i wiem, ze rodzice tak naprawde maja
                            noiewielki wplyw na zachowanie dzieci.

                            Co, nie zrozumncie mnie zle, nie oznacza, ze nie nalezy dziecka
                            wychowywac - nalezy i nie wolno sie nawet na chwile poddawac. a
                            efekty zawsze beda wypadkowa atran rodzica i natury dziecka.
        • carmena74 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 01.04.09, 14:15
          troche mnie nie bylo, bo pojechalam do rodzicow odpoczac od
          wszystkiego.
          Felicity,
          Czy mnie nie wkurza , ze jestesmy na drugim planie? bardzo....ale co
          ja moge. Nic. Mysle, ze moj maluch wyczuwa , ze jak pojawia sie
          Mloda to zachowanie taty zmienia sie i w domu panuje napieta
          atmosfera...jeszcze za maly jest by pytac ale na pewno czuje, dzieci
          pewne rzeczy biora instynktownie....Bardzo cierpie jak musze
          zostawic ich w trojke by cos zalatwic, bo wiem, ze bedzie M i jego
          corce tylko przeszkoda. Ostatnio moja tesciowa zaczela sie
          wywnetrzac ze Mloda taka biedna, ze ma glupia matke itp itp i ze
          tata ma dla niej teraz mniej czasu bo maly....I ponioslo mnie!A czy
          to ja na sile wrobilam go w rodzine i kolejne dziecko?przeciez to on
          wraz ze swoimi przebieglymi rodzicami robili wszystko, bym nie
          zobaczyla calej prawdy i nie uciekla od niego przed slubem!
          Ma czas dla niej co drugi weekend i jedno popoludnie w tygodniu,
          pol wakacji ferie i wszystkie wolne w szkole. Wiem, to malo dla
          dziecka ale dla nas, w zasadzie dla malego, bo siebie pomijam, to 3
          popoludnia(a w zasadzie 3 razy po 3 godz bo potem juz ja jestem) i
          co drugi weekend i to nie zawsze bo czesto wlasnie wtedy tez
          pracuje. Czasu dla mnie i M to wlasciwe nie ma, bo czy po calym dniu
          zajmowania sie malym i domem i jeszcze praca mam ochote na male co
          nieco z nim? niestety, nie...i czekam az pojdzie spac i da mi
          spokoj...Smutne to...Mialam nadzieje, ze z biegiem czasu nabierze to
          normalnego formatu ale ... ile mozna czekac, probowac cos
          zmienic....nadzieja odplynela. I prawde mowiac nie bardzo licze na
          odpowiedzialnosc mojego M za nasza rodzine, staram sie i mam zamiar
          jeszcze bardziej, bym mogla sama sobie radzic, bo nie wiem jak dlugo
          jeszcze wytrzymam w tym ukladzie i nie chce byc od niego
          uzalezniona...
    • aurelia-k Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 21.03.09, 22:39
      dla mnie brzmi przerażająco, a ja nie wytrzymuję i stawiam ultimatum jak partner
      gania za ex, żeby jej "przekazać" dziecko na weekend...naprawdę trzymam kciuki!
      • blueberry24 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 22.03.09, 12:52
        o kurcze...sorki, ze tak pisze ale wpakowalas sie w niezle bagno...czy naprawde
        partner jest czuly i delikatny dla ciebie, bo mi sie nie chce wierzyc po tym
        wszystki co napisalas.
        Nie wyobrazam sobie takiego zwiazku!
      • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 24.03.09, 11:02
        Zdarzało mi się nie wytrzymywać...Wiem, jak to jest...Dziękuje za
        "kciuki"smile) Przydadzą się.
        Tobie również życzę powodzeniasmile
    • 13monique_n Jak minął weekend? n/t :) 23.03.09, 10:39
      • felicity1202 Weekend 24.03.09, 10:37
        Spokojnie smileMłodej nie było.
        M. pojechał w piątek po Młodą, ale jej matka w ostatniej chwili
        oświadczyła, że Karolina musi zostać z nią, ponieważ mają w weekend
        jakieś bardzo ważne święto rodzinne, w którym Młoda musi
        uczestniczyć.
        Ps. Pies i kot odetchnęli z ulgąsmile
        A u Ciebie?

        • 13monique_n Re: Weekend 24.03.09, 16:05
          A, dziękuję smile. Odkąd w zeszłym tygodniu w furii zagroziłam
          dzieciorkom (własnym, dodam) cięciem bezwzglednym kieszonkowego przy
          każdym zaniedbaniu obowiązków, sprzątanko było dokładne i
          błyskawiczne. W piątek dołączyła do nas jedna z córek NM (druga była
          u drugich dziadków) i powygłupialiśmy się wspólnie. Włącznie z
          psicą, która była wniebowzięta mając większą grupę do molestowania o
          głaskacze big_grin

          A jeszcze a propos Twoich spraw - naprawdę córka Twojego NM jest
          mocno rozwydrzona. I Twoi znajomi nieco (sic!) przesadzają z
          wyrozumiałością dla jej wybryków. Ja w tej chwili wychowuję swoją
          dwójkę nastolatków - zapewniam Cię, że to ciężki kawałek chleba. Oni
          czasem się "zapominają", czy to w stosunku do mnie, czy NM. Ale moim
          zadaniem jest błyskawiczna TRZEŹWIĄCA ich reakcja. Nie da się
          inaczej. To dorośli i tylko dorośli odpowiadają za wytyczanie granic
          dzieciom. dzieci wezmą każdy kawałek przestrzeni i władzy, jaki im
          się udostępni, tylko że to będzie pajdokracja, a to nikomu nie
          wyjdzie na zdrowie.
          Pogłaszcz zwierzaki i dobrze, że miałaś spokojny weekend. Trzymaj
          się smile
    • felicity1202 Re: JUŻ NIE DAJĘ RADY... 24.03.09, 10:55
      Zaczynam wszystko sobie powoli układać i zbierać siły.... Moja mama
      mówi, że osobowość człowieka może zmienić zderzenie z tirem albo
      wylew. Im dłużej w tym tkwię, dochodzę do wniosku, że powyższa zasada
      odnosi się tak do M, jak i do Młodej.
      Wiesz, to mój pierwszy związek z mężczyzną, który ma dziecko.
      Zdawałam sobie sprawę z tego, że cała ta sytuacja mocno odbiega od
      normy, ale nie miałam porównania. Próbowałam rozmawiać kilkoma
      osobami na ten temat, ale twierdziły, że to tylko dziecko, że rozbity
      dom, że ono ma swoje prawa. Dodam, że te osoby, albo nie mają dzieci,
      albo mają i są w tzw. "normalnych" związkach małżeńskich.
      No i choć było i jest mi z tym źle, tkwiłam w tym, licząc na to, że
      być może w końcu się ułoży - nie, że jakoś się ułoży, ale że przy
      współpracy, wspólnym wysiłku i zrozumieniu - wyjdziemy wszyscy na
      prostą.
      Obawiam się, że może być jeszcze trudniej, ponieważ Młoda wchodzi w
      okres dojrzewania - czyli czas buntu i szalejących hormonów.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka