riddimdibidim
12.07.09, 22:53
Moja sprawa jest dosyć skomplikowana...mam 19 lat,pół roku temu odnaleźliśmy
się z moim tatą po 10 latach rozłąki,dodam,że rozłąki ani z jego,ani z mojej
winy. Tata mieszka w Niemczech ze swoją o 23 lata młodszą żoną i 2 córkami
(moimi siostrami). Wszystko do tej pory było ok...byłam u nich pierwszy
raz,drugi i wydawało mi się,że mamy ze sobą bardzo dobry kontakt...polubiłam
ją. Wszystko zaczęło się jednak sypać kiedy przyjechałam do nich po raz
trzeci,przez prawie miesiąc byłam u nich w Niemczech,tydzień temu
przyjechaliśmy na wakacje do Polski.
Domyślam się,że zaczęło się od jej kłótni z moim ojcem...nie pamiętam o co
poszło,ale to nie miało związku ze mną. Pocieszałam ją wtedy,uspokajałam
tatę,starałam się pomóc,po czasie pogodzili się i było ok.
Dręczyła mnie jedna rzecz,którą ona powiedziała mi kiedy siedziałam z nią w
pokoju i ją pocieszałam,mianowicie mój ojciec jest chory na raka,natomiast ona
stanowczo temu zaprzeczyła,pociskała mi głupoty,że to żaden rak,że on
symuluje...nie wytrzymałam i po paru dniach spytałam ojca czy to prawda,na co
on pokazał mi całą dokumentacje i strasznie był wściekły na nią. Od tamtej
pory ona zaczęła inaczej ze mną rozmawiać,z dystansem,ale niczego wprost mi
nie powiedziała,rzucała jedynie głupie teksty,że nic mi nie powie,bo zaraz
polece do taty i mu wygadam....
Ja zagryzłam zęby i starałam się,żeby było jak przed tym,nie miałam do niej
pretensji...
Teraz jednak nie wytrzymałam...do domku campingowego w którym
spędzaliśmy(spędzamy?) wakacje przyjechali jej rodzice i brat mojego taty z
synek (mój wujek z moim kuzynem) i zaczął się cyrk.
Najpierw zaczęła podpuszczać mojego wujka,który był już lekko pod wpływem
alkoholu,że to co ja robię jest fałszywe i że wcale nie kocham swojego ojca.
Skończyło się na tym,że wujek zaraz na drugi dzień pojechał do domu.
Następnego dnia wieczorem poszłam z kuzynem na spacer,nie było nas jakieś 2
godziny,więc specjalnie nie miała się czego do mnie czepić,więc wymyśliła,że
naśmiewam się z jej rodziców,co oczywiście było absolutną bzdurą,w którą nikt
jej nie uwierzył. Więc żeby mi życie uprzykrzyć nagadała takich głupot mojemu
tacie o moim kuzynie,że kuzyn o godzinie 1 w nocy zabrał swoje rzeczy i wrócił
do domu. Ale tego oczywiście za mało...obudziłam się rano,wszyscy już byli na
nogach i siedzieli na tarasie,ona myślała,że ja jeszcze śpię i kiedy tata
poszedł ze swoim teściem i z dziećmi ta przy swojej matce i koledze taty
zaczęła mnie upokarzać,opowiadać głupoty,że jestem dla niej złośliwa,że
podpuszczam swojego tatę i zaczęła opowiadać rzeczy,które wogóle nie miały
miejsca...ja tylko siedziałam w pokoju i płakałam,po czym spakowałam swoje
rzeczy,zostawiłam walizkę i wyszłam jeszcze na 3 godziny żeby ochłonąć i się
wypłakać,bo takiego fałszerstwa się po niej nie spodziewałam. Tata odwiózł
mnie do domu,o wszystkim mu powiedziałam,był strasznie roztrzęsiony,powiedział
mi,że tak tego nie zostawi i że przecież mówił mi jaka ona jest,a ja w to nie
uwierzyłam...dopóki sama się nie przekonałam.
Co ja mam zrobić? Nie chcę znowu stracić taty,kocham go z całych sił i nie
potrafię sobie wyobrazić,że znów mogłoby go nie być...jego i moich małych sióstr.
Przepraszam,że się tak rozpisałam,ale gdzieś musiałam wylać to,co we mnie
siedziało. Co zrobić? Zostawić to tak i czekać,co będzie dalej,czy wracać do
nich i zacząć działać? Tylko jak działać?
Proszę o jakieś rady,bo czuję się,jakby moje życie nagle się rozpieprzyło
przez jedną fałszywą kobietę....