Dodaj do ulubionych

Problem z macochą...............!!!

12.07.09, 22:53
Moja sprawa jest dosyć skomplikowana...mam 19 lat,pół roku temu odnaleźliśmy
się z moim tatą po 10 latach rozłąki,dodam,że rozłąki ani z jego,ani z mojej
winy. Tata mieszka w Niemczech ze swoją o 23 lata młodszą żoną i 2 córkami
(moimi siostrami). Wszystko do tej pory było ok...byłam u nich pierwszy
raz,drugi i wydawało mi się,że mamy ze sobą bardzo dobry kontakt...polubiłam
ją. Wszystko zaczęło się jednak sypać kiedy przyjechałam do nich po raz
trzeci,przez prawie miesiąc byłam u nich w Niemczech,tydzień temu
przyjechaliśmy na wakacje do Polski.
Domyślam się,że zaczęło się od jej kłótni z moim ojcem...nie pamiętam o co
poszło,ale to nie miało związku ze mną. Pocieszałam ją wtedy,uspokajałam
tatę,starałam się pomóc,po czasie pogodzili się i było ok.
Dręczyła mnie jedna rzecz,którą ona powiedziała mi kiedy siedziałam z nią w
pokoju i ją pocieszałam,mianowicie mój ojciec jest chory na raka,natomiast ona
stanowczo temu zaprzeczyła,pociskała mi głupoty,że to żaden rak,że on
symuluje...nie wytrzymałam i po paru dniach spytałam ojca czy to prawda,na co
on pokazał mi całą dokumentacje i strasznie był wściekły na nią. Od tamtej
pory ona zaczęła inaczej ze mną rozmawiać,z dystansem,ale niczego wprost mi
nie powiedziała,rzucała jedynie głupie teksty,że nic mi nie powie,bo zaraz
polece do taty i mu wygadam....
Ja zagryzłam zęby i starałam się,żeby było jak przed tym,nie miałam do niej
pretensji...
Teraz jednak nie wytrzymałam...do domku campingowego w którym
spędzaliśmy(spędzamy?) wakacje przyjechali jej rodzice i brat mojego taty z
synek (mój wujek z moim kuzynem) i zaczął się cyrk.
Najpierw zaczęła podpuszczać mojego wujka,który był już lekko pod wpływem
alkoholu,że to co ja robię jest fałszywe i że wcale nie kocham swojego ojca.
Skończyło się na tym,że wujek zaraz na drugi dzień pojechał do domu.
Następnego dnia wieczorem poszłam z kuzynem na spacer,nie było nas jakieś 2
godziny,więc specjalnie nie miała się czego do mnie czepić,więc wymyśliła,że
naśmiewam się z jej rodziców,co oczywiście było absolutną bzdurą,w którą nikt
jej nie uwierzył. Więc żeby mi życie uprzykrzyć nagadała takich głupot mojemu
tacie o moim kuzynie,że kuzyn o godzinie 1 w nocy zabrał swoje rzeczy i wrócił
do domu. Ale tego oczywiście za mało...obudziłam się rano,wszyscy już byli na
nogach i siedzieli na tarasie,ona myślała,że ja jeszcze śpię i kiedy tata
poszedł ze swoim teściem i z dziećmi ta przy swojej matce i koledze taty
zaczęła mnie upokarzać,opowiadać głupoty,że jestem dla niej złośliwa,że
podpuszczam swojego tatę i zaczęła opowiadać rzeczy,które wogóle nie miały
miejsca...ja tylko siedziałam w pokoju i płakałam,po czym spakowałam swoje
rzeczy,zostawiłam walizkę i wyszłam jeszcze na 3 godziny żeby ochłonąć i się
wypłakać,bo takiego fałszerstwa się po niej nie spodziewałam. Tata odwiózł
mnie do domu,o wszystkim mu powiedziałam,był strasznie roztrzęsiony,powiedział
mi,że tak tego nie zostawi i że przecież mówił mi jaka ona jest,a ja w to nie
uwierzyłam...dopóki sama się nie przekonałam.
Co ja mam zrobić? Nie chcę znowu stracić taty,kocham go z całych sił i nie
potrafię sobie wyobrazić,że znów mogłoby go nie być...jego i moich małych sióstr.
Przepraszam,że się tak rozpisałam,ale gdzieś musiałam wylać to,co we mnie
siedziało. Co zrobić? Zostawić to tak i czekać,co będzie dalej,czy wracać do
nich i zacząć działać? Tylko jak działać?
Proszę o jakieś rady,bo czuję się,jakby moje życie nagle się rozpieprzyło
przez jedną fałszywą kobietę....
Obserwuj wątek
    • 333a13 Re: Problem z macochą...............!!! 13.07.09, 09:08
      Nie przejmuj się głupim gadaniem jakiejś niezrównoważonej kobiety...
      Nie wiem jakie są przyczyny jej zachowania, ale wydaje mi się że w
      przypadku takich ludzi jakakolwiek rzeczowa rozmowa nic nie da, bo
      oni i tak "wiedzą i zrobią swoje". Porozmawiaj z ojcem i powiedz mu,
      że go kochasz i zależy Ci na wspólnym kontakcie. Jeśli kiedykolwiek
      usłyszy jakieś dziwne rzeczy od żony w Twoim kontekście, to przed
      wydaniem jakiegokolwiek wyroku czy działania, niech z Tobą najpierw
      porozmawia, bo Twoja macocha jest taka a nie inna... Poza tym
      trzymaj się jak najdalej od wtrącania do ich sporów i
      ich "łagodzenia", to dorośli ludzie i muszą się sami dogadać...
      Jeśli masz taką potrzebę i jest ona odwzajemniona, to utrzymuj
      oczywiście bliskie kontakty z ojcem i siostrami a macochę
      traktuj "normalnie", bez jakiejś przesadnej bliskości czy zwierzania
      się itd. To samo tyczy się rozmów o niej z ojcem... To żona Twojego
      ojca, matka jego dzieci, z którą ma dłuższe i może głębsze relacje
      niż z Tobą... więc moim zdaniem dla dobra Was wszystkich nie bierz
      wszystkiego do siebie i nie staraj się "wszystkiego" wyjaśniać i
      naprawiać... 3 maj się ciepło i cieszę się, że poznałaś swojego
      tatę smile
      • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 13.07.09, 10:53
        Jej gadaniem przestałam się przejmować,choć naprawdę bardzo mi przykro,że tak
        mnie potraktowała...
        Przejmuję się jednak tym,że przez nią znów mogę stracić ojca,a tego chyba bym
        nie przeżyła...
        Próbowałam się do niego dodzwonić wczoraj,ale nie odbierał,dziś ma chyba wogóle
        wyłączony telefon,a ja nie wiem,co się dzieje...czy to ona namieszała mu w
        głowie,czy coś mu się stało,czy ona schowała mu telefon....nie wiem,to wariatka!
        Wiem napewno,że przez nią moje kontakty z ojcem będą ograniczone,bo nie ma
        takiej możliwości,żebym była z nią jeszcze kiedyś pod jednym dachem...
        Może ja się faktycznie za bardzo przejmuję,ale to tylko dlatego,że bardzo kocham
        mojego ojca,zresztą on mnie też i przez ostatnie pół roku on jest dla mnie
        najważniejszy,dlatego nie mogę pozwolić,żeby coś nas rozdzieliło...
        Dziękuję Ci za dobre słowo...nie mam nawet z kim o tym pogadać,więc wszystko
        wylewam na to forum...
        • chalsia Re: Problem z macochą...............!!! 13.07.09, 11:02
          > Może ja się faktycznie za bardzo przejmuję,ale to tylko
          dlatego,że bardzo kocha
          > m
          > mojego ojca,zresztą on mnie też

          wybacz, ale trudno uwierzyć w wielką miłośc Twojego ojca do Ciebie,
          skoro to Ty odnalazłaś go po 10-ciu latach totalnego braku
          kontaktów. WOjna minęła dawno temu - a tylko ona dawała 100%
          usprawiedliwienie utraty kontaktów / niemożności odnalezniena
          drugiej osoby.
          • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 13.07.09, 11:11
            nie ja odnalazłam Tatę tylko on mnie odnalazł i brak kontaktu nie był z jego winy...
    • kicia031 Re: Problem z macochą...............!!! 13.07.09, 10:47
      Nie wtracaj sie do ich spraw, to co macocha wygaduje ignoruj i skup
      sie na swoich relacjach z ojcem i siostrami.
      • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 13.07.09, 10:56
        Przestałam się wtrącać,zresztą moje "wtrącanie" polegało jedynie na pocieszaniu
        jednego i drugiego,ale faktycznie chyba to był mój błąd...
      • mampy-tanie Re: Problem z macochą...............!!! 19.07.09, 18:07
        ...i nie stercz tam przez miesiąc.
        Poza tym - intrygujesz (sprawa raka) i się dziwisz, że kobieta Cię nie lubi?
    • reksia Re: Problem z macochą...............!!! 16.07.09, 11:33
      Straszna i zła ta macocha! Nigdy nie będzie go kochać, tak jak Ty!I
      nigdy nie zatroszczy się o jego zdrowie!Bo to jak sama widzisz zła
      kobieta jest!Proponuje byś wykuła jej lewe oko. Bez lewego oka
      ojciec nie będzie jej już chciał, a i fałsz z niej tym lewym okiem
      wypłynie...
      • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 16.07.09, 21:12
        Chyba Ci słoneczko za bardzo w łebek przygrzało...cóż bez komentarza.
        • edw-ina Re: Problem z macochą...............!!! 16.07.09, 22:24
          Hm, zdaje się, że Reksia w ten ironiczny sposób próbuje ci
          powiedzieć, że zbyt pochopnie, zbyt jednoznacznie i zbyt
          jednostronnie wyciągasz wnioski. Twój tata wybrał tę kobietę, żyje z
          nią od wielu lat i jak sądzę kocha. Ty możesz być w tej chwili
          przewrażliwiona, ona może nie radzić sobie z rolą.
          Opisujesz sytuację całkowicie chaotycznie (choć rozumiem, że dla
          ciebie zrozumiale) i wyciągasz bardzo ostre wnioski. Przyjrzyj się
          sytuacji chłodniejszym okiem, a zrozumiesz, o co napisała Reksia.
          • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 16.07.09, 23:38
            Chyba jednak przewrażliwiona nie jestem,bo tolerowałam jej głupie teksty
            kierowane w moją stronę od pół roku i te jej wszelakie złośliwości dnia
            codziennego,ale w tym momencie przesadziła.
            Tym bardziej,że jak się jeszcze dowiedziałam podobne głupoty opowiadała jak była
            u siostry mojego Taty,oczywiście pod jego nieobecność...
            Dla mnie sprawa jest prosta-jest o mnie tak zazdrosna,że stara się zrobić ze
            mnie wroga publicznego i przy okazji czarną owcę w rodzinie.
            Na szczęście moja rodzina nie jest tak durna i wszyscy się tylko z niej
            śmieją...a mnie tak naprawdę chodzi jedynie o to,żeby przez to wszystko nie
            zmieniło się nic w relacjach moich z Tatą.. .
            Ja wiem,że może chaotycznie i niezrozumiale opisałam to co się stało,ale żeby
            zobaczyć,jak sytuacja się przedstawia trzeba tam poprostu być,dlatego
            rozumiem,że nie każdy może wiedzieć o co chodzi i może się wydawać,że wyciągam
            pochopne wnioski i że jestem subiektywna,ale naprawdę tak nie jest.
            • edw-ina Re: Problem z macochą...............!!! 17.07.09, 00:05
              Skarbie, jesteś subiektywna, ponieważ tylko i wyłącznie osoba
              totalnie z zewnątrz może być obiektywna. Zrozum, że jedyne co
              możesz, to cieszyć się z kontaktu z ojcem. Reszta jest już jego
              sprawą. Też byłam pasierbicą, teraz jestem macochą i z doświadczenia
              mogę ci powiedzieć jedno - kiedy mamy naście lat wydaje się nam, że
              rozumiemy cały świat i wiemy wszystko najlepiej. Wiem, że teraz to
              niczego dla ciebie nie zmieni, ale za kilka lat spojrzysz na tę
              sytuację w inny sposób. Twój ojciec wybrał tę kobietę, zrobił jej
              dzieci, nie jedno (bo to mogłaby być kwestia wpadki), ale dwoje.
              Żyje z nią. Super, że odnalzałaś z nim kontakt, czy też on z tobą,
              ale przez 10 lat zajmował się innymi sprawami i wierz mi, nie
              siedział wieczorami zapłakany, że nie widzi córki. Nowa rodzina
              świadczy o tym dobitnie. Więc nie siedź im na głowie, możesz
              spotykać się z ojcem na gruncie neutralnym (ja tak robiłam i dobrze
              to funkcjonowało) ponieważ to jest ich życie, a nie twoje. A twój
              tata jest również ojcem innych dzieci, które w tym wszystkim również
              mają coś do powiedzenia. I jest mężem pewnej kobiety, która być może
              teraz nie jest w stanie poradzić sobie z chorobą ukochanego męża.
              Rozumiem, że dopiero odzyskałaś tatę, ale z tego co piszesz
              zachowujesz się okropnie egoistycznie. Ja go znalazłam, ja go
              rozumiem, ja go kocham i nikt inny tego nie pojmie - tak to brzmi.A
              twój ojciec wybrał kogoś innego, kto ma go kochać przynajmniej
              równie mocno.
              • kicia031 Re: Problem z macochą...............!!! 17.07.09, 15:52
                Więc nie siedź im na głowie, możesz
                > spotykać się z ojcem na gruncie neutralnym (ja tak robiłam i
                dobrze
                > to funkcjonowało) ponieważ to jest ich życie, a nie twoje. A twój
                > tata jest również ojcem innych dzieci, które w tym wszystkim
                również
                > mają coś do powiedzenia.

                Taaak jest gnojówo, wynocha z domu ojca, jak smiesz siedziec na
                glowie swojemu tacie i swoim siostrom! Przeciez tata musi sie o te
                siostry troszczyc, a nie pozwalac na jakies kontakty z dzieckiem z
                puierwszego malzenstwa, zresta, na pewno to nie jego dziecko, wszak
                wiekszosc pasierbow nie jest, prawda?

                Czy ty sie zastanowilas, co piszesz?
                • edw-ina Re: Problem z macochą...............!!! 17.07.09, 16:46
                  Taaak jest gnojówo, wynocha z domu ojca, jak smiesz siedziec na
                  > glowie swojemu tacie i swoim siostrom! Przeciez tata musi sie o te
                  > siostry troszczyc, a nie pozwalac na jakies kontakty z dzieckiem z
                  > puierwszego malzenstwa, zresta, na pewno to nie jego dziecko, wszak
                  > wiekszosc pasierbow nie jest, prawda?
                  - a czy ty się Kiciu zastanowiłaś co napisałaś? Nie wydaje mi się, by na
                  publicznym forum wypadało używać tego typu zwrotów.

                  Nie uważam, że ktoś jest gorszy, a ktoś lepszy. Że komuś coś się należy a innemu
                  nie. Raczej próbuję autorce wątku pokazać, że w tej danej chwili podchodzi do
                  sprawy szalenie emocjonalnie, nie patrząc szerzej na temat. A kiedy chodzi o
                  ludzi, niestety trzeba patrzeć szeroko.
                  Jeśli autorka odnalazła się z ojcem po 10 latach, to moim skromnym zdaniem
                  kontakty na gruncie neutralnym zrobią im lepiej niż zamykanie się w domu. Będą
                  mieli większą przestrzeń by uczyć się siebie na wzajem, swojego życia, swojej
                  emocjonalności. I nie ma to nic wspólnego, z jak to napisałaś "Przeciez tata
                  musi sie o te
                  > siostry troszczyc, a nie pozwalac na jakies kontakty z dzieckiem z
                  > puierwszego malzenstwa, zresta, na pewno to nie jego dziecko, wszak
                  > wiekszosc pasierbow nie jest, prawda?"
                  nie, nie prawda kiciu.

                  Ale prawda jest taka, że ten odnaleziony tata też ma rodzinę, dzieci, żonę i nie
                  jest wyłączną własnością córki z pierwszego małżeństwa. Zresztą nikt nie jest
                  niczyją własnością.
                  Przykro mi, że to co napisałam (podkreślałam parę razy, że z punktu widzenia
                  zarówno pasierbicy, jak i macochy) odebrałaś w tak nieposkromienie negatywnym
                  kontekście.
                  • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 17.07.09, 18:28
                    Widać,że nigdy nie byłaś w mojej sytuacji. Ja nigdy nie uważałam,że mój tata
                    jest teraz tylko i wyłącznie dla mnie i dla nikogo więcej.
                    Cieszyłam się i to bardzo,że kogoś ma i że nie jest sam,bo przecież ja z nim
                    jestem jedynie kilka razy w roku. Starałam się mieć dobry kontakt z macochą i
                    wydawało mi się,że tak właśnie jest,dopóki nie dowiedziałam się co o mnie
                    myśli,nawet złośliwość w jej zachowaniu względem mnie traktowałam z
                    przymrożeniem oka...bo rozumiem,że prezent w postaci 19-letniej pasierbicy to
                    nie jej marzenia.
                    Mój tata znalazł mnie po 10 latach ale powtarzam,że nieobecność nie była
                    spowodowana z jego winy (to długa historia,której nie mam zamiaru przytaczać).
                    Nie chcę też moim 3-letnim siostrom odbierać ojca,jak mogłoby się komuś
                    wydawać...przeciwnie! Bardzo je kocham i one też za mną przepadają! Nie jestem
                    zazdrosna ani o nie,ani o macochę.
                    A kontaktów na gruncie neutralnym z moim własnym ojcem poprostu sobie nie
                    wyobrażam...zresztą jak ojciec może być osobą dla mnie obojętną? Może jeszcze
                    powinnam przestać Go kochać?
                    • edw-ina Re: Problem z macochą...............!!! 17.07.09, 18:50
                      Słonko,
                      nikt nie każe ci przestać kochać ojca. Przeciwnie, kochaj go bardzo.
                      To, co przeczytałam w tej chwili brzmi inaczej, niż wcześniejsze
                      wypowiedzi, jest bardziej przemyślane i świetnie, bo to oznacza, że
                      kiedy schodzą z Ciebie emocje patrzysz na sytuację chłodniejszym
                      okiem.
                      Odnośnie neutralnego gruntu - może jeśli w kilku zdaniach opiszę jak
                      to wyglądało w moim przypadku, inaczej na to spojrzysz. Nie mieszkam
                      z rodzicami od 15 roku życia, wcześniej oni się rozstali. Wyjechałam
                      do wymarzonej szkoły, jednej, drugiej, wreszcie na studia. Mimo to w
                      niemal każdy wtorek przyjeżdżała mama, szłyśmy zwykle na dobry
                      obiad, na wystawę, na zakupy - gdzie nam się podobało i ten czas
                      miałyśmy tylko dla siebie. W inny dzień spotykałam się z ojcem,
                      czasami jechaliśmy przez pół Polki na jakiś spektakl, który sobie
                      wypatrzył, czy na koncert. Ten czas na "neutralnym gruncie" był
                      tylko dla nas i dzięki temu zbudowaliśmy dość dojrzałą relację.
                      Oczywiście co jakiś czas widywałam się z rodzicami też w ich domach,
                      czasami wpadałam po szkole na obiad, (mimo odległości ponad 50 km od
                      mojego mieszkania), a czasami po prostu gadaliśmy godzinami przez
                      telefon.
                      Nie usprawiedliwiam twojej macochy, ale jej nie mogę powiedzieć -
                      kobieto opamiętaj się - ponieważ tego nie przeczyta. Mogę tylko
                      poradzić tobie byś mniej emocjonalnie patrzyła na sprawę i nie
                      wchodziła w mrowisko, skoro możesz je obejść dokoła.
                      Może jeśli spędzisz z ojcem trochę czasu sam na sam to on również
                      będzie potrafił pomóc twojej macosze dojść do ładu z jej emocjami i
                      wybuchami. Im więcej o sobie wiemy, tym lepiej.
                      trzymaj się wink
                      • kicia031 Re: Problem z macochą...............!!! 17.07.09, 19:39
                        A czy mialas tez przyrodnie rodzenstwo, z ktorym tez chcialas miec kontakt? Bo
                        jesli nie, to twoje doswiwdczenie nijak sie maja do autorki watku.

                        I jeszcze jedno - Dla mnie to, co piszesz, jest doskonala ilustracja tego, jak
                        szkodliwe jest dla dziecka wyprowadzenie sie z domu w wieku nastoletnim. Dla
                        wiekszoci ludzi z rodzina nie chodzi sie na wylacznie na koncerty, czy do
                        muzeum, bo to mozna robic z kazdym nie najblizszym nawet znajomym. Z rodzina
                        spedza sie czas w domu- intymnym, prywatnym miejscu zarezerwowanym tylko dla
                        najblizszych. I nie widze nic dziwnego w tym, ze tak wlasnie chce sie spedzac
                        czas z wlasnym ojcem. Bo to nie kolega.
                        • edw-ina Re: Problem z macochą...............!!! 17.07.09, 20:53
                          Mam przyrodnie rodzeństwo, jestem również w kontakcie z dziećmi z
                          poprzednich związków macochy i ojczyma.
                          Nie widzę powodu siedzenia w domu, kiedy można coś zrobić, dzielić
                          się pasjami do świata, sztuki. Jestem wdzięczna za to, że te pasje
                          mieli i potrafili mi przekazać.
                          poza tym moi rodzice wychodzili z założenia, że dzieci się
                          wychowuje, żeby dorosły, więc tak nas traktowali.
                      • jowita771 Re: Problem z macochą...............!!! 20.07.09, 06:22
                        > Odnośnie neutralnego gruntu - może jeśli w kilku zdaniach opiszę jak
                        > to wyglądało w moim przypadku, inaczej na to spojrzysz.

                        To, że Ty tak miałaś i Tobie to odpowiadało, to nie znaczy, że reszta tez by
                        chciała. Powiem szczerze, takie spotkania na neutralnym gruncie to ja mogę mieć
                        z daleką ciotką. Z rodzicami wolałabym pobyć w domowych warunkach.
                  • jowita771 Re: Problem z macochą...............!!! 20.07.09, 06:19
                    > Ale prawda jest taka, że ten odnaleziony tata też ma rodzinę, dzieci, żonę i ni
                    > e
                    > jest wyłączną własnością córki z pierwszego małżeństwa.

                    Prawda jest również taka, że ta córka z pierwszego małżeństwa ma TAKIE SAMO
                    prawo do kontaktów z ojcem NA GRUNCIE DOMOWYM , jak dzieci z kolejnego
                    małżeństwa. Napisałaś "nie siedź im na głowie", jakby była kimś spoza rodziny.
                    Ona jest dzieckiem swojego ojca, takim samym, jak pozostałe dzieci, dlaczego
                    miałaby się spotykać z ojcem na gruncie neutralnym, bop dorosła kobieta sobie
                    nie radzi ze swoją zazdrością o przeszłość męża?
                    • 333a13 Re: Problem z macochą...............!!! 20.07.09, 09:16
                      Uważam, że Edwina ma w niektórych kwestiach rację. Oczywiście
                      historie, że autorka wątku "ma prawo", "jest dzieckiem" itd, są
                      słuszne, ale prawdą jest też to, że ojciec kocha swoją żonę i ich
                      wspólne dzieci. Poza tym z uwagi na to, że nie miał kontaktu z
                      pierwszym dzieckiem można mniemać, że ich więź jest inna niż z
                      dziećmi które wychowywał od dziecka. Dlatego też nie należy
                      ingerować w życie rodzinne ojca zbyt mocno, błędem jest
                      doprowadzanie do skrajnych sytuacji i kłótni wewnątrzrodzinnych, bo
                      kładąc na szali żonę i wspólne dzieci, i dziecko z którym nie miało
                      się kontaktu niestety wygrywa żona itd. Dlatego też wydaje mi się,
                      że należy unikać spięć i starać się jakoś powoli wejść w życie
                      rodziny, a jeśli to się nie uda to w życie ojca (w tym przypadku
                      raczej na neutralnym gruncie). I jeszcze jedno... przebywanie
                      dłuższy czas z osobą, której się nie zna, ma inne przyzwyczajenia,
                      nawyki itd. nie jest łatwe, więc należy też zrozumieć "starą"
                      rodzinę ojca i fakt, że mogą nie być zbyt szczęśliwi. Należy
                      zrozumieć tutaj 2 strony i starać się pogodzić interesy wszystich.
                      Więc na początku może zamiast 2 tyg. wspólnych wakacji można wpaść
                      na jakiś rodzinny obiadek czy na jednodniową wycieczkę raz na jakiś
                      czas...
                    • edw-ina Re: Problem z macochą...............!!! 20.07.09, 09:24
                      jowita771 napisał:

                      > > Ale prawda jest taka, że ten odnaleziony tata też ma rodzinę,
                      dzieci, żon
                      > ę i ni
                      > > e
                      > > jest wyłączną własnością córki z pierwszego małżeństwa.
                      >
                      > Prawda jest również taka, że ta córka z pierwszego małżeństwa ma
                      TAKIE SAMO
                      > prawo do kontaktów z ojcem NA GRUNCIE DOMOWYM , jak dzieci z
                      kolejnego
                      > małżeństwa. Napisałaś "nie siedź im na głowie", jakby była kimś
                      spoza rodziny.
                      > Ona jest dzieckiem swojego ojca, takim samym, jak pozostałe
                      dzieci, dlaczego
                      > miałaby się spotykać z ojcem na gruncie neutralnym, bop dorosła
                      kobieta sobie
                      > nie radzi ze swoją zazdrością o przeszłość męża?

                      w żadnej chwili nie napisałam, że nie jest dzieckiem swojego ojca. I
                      że nie ma prawa być w jego domu.
                      Tylko powiedz mi co zmieni takie stwierdzenie? Czy dziewczyna, która
                      zaczęła wątek wejdzie do domu ojca, tupnie nogą i powie, że ma być
                      kochana, szanowana, wyczekiwana i tak ma po prostu być? I co, w tej
                      chwili wszystko się zmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej
                      różczki? Obawiam się, że choć ma do tego pełne prawo, takie
                      postawienie sprawy niczego nie zmieni.
                      Więc może zamiast rozważać to, w jaki sposób mnie wychowano,
                      poszukaj konkretnych rozwiązań, które pomogą autorce wątku. Samo
                      poklepanie po plecach, jej nie pomoże. Potwierdzenie słuszności jej
                      potrzeb też nie.
                      To, co napisałam sprawdziło się w moim wypadku, poniważ miałam
                      niestandardowych rodziców, którzy wychowywali niestandardowe dzieci.
                      I wbrew temu, że twoim zdaniem "tak można z daleką ciotką", to nie
                      znam niczyjej dalekiej ciotki, która potrafi zabrać dziecko na
                      weekend do Wiednia na wystawę, czy przejechać 500 km by posłuchać
                      ulubionego jazzmana. I nauczyć tego wszystkiego własne dzieci, dać
                      im potrzebę otwierania świata i rozwijania się.
                      I powiem to tak - chociaż nie dostawałam codziennie kolacji pod nos,
                      w odróżnieniu od moich równolatków, którzy najchętniej uciekliby od
                      swoich rodziców gdzie pieprze rośnie, ja swoich szanowałam i
                      ceniłam, ponieważ oni cenili i szanowali mnie. Więc nie chrzań mi
                      proszę o jakiś "ciociach". Fakt, że ktoś może postępować inaczej niż
                      np. ty, nie znaczy, że postępuje niewłaściwie.
                      • jowita771 Re: Problem z macochą...............!!! 20.07.09, 12:18
                        > w żadnej chwili nie napisałam, że nie jest dzieckiem swojego ojca. I
                        > że nie ma prawa być w jego domu.

                        Napisałaś, żeby nie siedziała im na głowie. Ona nie musi tupać nóżką i zmieniać
                        sytuację, żeby być wyczekiwaną przez macochę. Ona chce kontaktów z ojcem i z
                        tego, co napisała, ojciec chce kontaktów z nią. To, że macocha ma z tym problem,
                        to sprawa macochy.

                        > To, co napisałam sprawdziło się w moim wypadku, poniważ miałam
                        > niestandardowych rodziców, którzy wychowywali niestandardowe dzieci.

                        A ja wolę, aby moje relacje z najbliższymi były standardowe. Relacja rodzice -
                        dziecko nie polega na bycie ze sobą od czasu do czasu, przynajmniej do pewnego
                        wieku.

                        > ceniłam, ponieważ oni cenili i szanowali mnie. Więc nie chrzań mi
                        > proszę o jakiś "ciociach". Fakt, że ktoś może postępować inaczej niż
                        > np. ty, nie znaczy, że postępuje niewłaściwie.

                        nie chrzanię. Takie jest moje zdanie i mam do niego prawo. Mam taką ciocię.
                        Właściwie to niedokładnie moja ciocia, tylko mojego byłego narzeczonego. Moja
                        relacja z nią dokładnie się pokrywa z tym co opisałaś na linii Ty - Twoi
                        rodzice. Wspaniała kobieta i uwielbiam ją, ale takie relacje to ona ma ze mną, w
                        sumie obcą osobą. Ze swoją córką tworzy całkiem inny układ.
                        • edw-ina Re: Problem z macochą...............!!! 20.07.09, 12:25
                          I nadal nie powiedziałaś niczego konkretnego dziewczynie, poza "masz prawo",
                          którego nikt nie kwestionuje.
                          Ja wolę szukać rozwiązań, zamiast wyrażać opinię. Bo w opinii to można
                          stwierdzić, że dziecko najlepiej wychowuje się w pełnej oddanej rodzinie. Tylko
                          co z tymi, których życie ułożyło się inaczej. Jowita, skup się na problemie, a
                          nie na mnie. Ja nie jestem alfą i omegą, ale przynajmniej szukam rozwiązań.
                          • jowita771 Re: Problem z macochą...............!!! 20.07.09, 12:35
                            Ja widzę rozwiązanie takie: zacisnąć zęby, jeśli chodzi o macochę, nie dać się
                            jej sprowokować i nadal robić to, co do tej pory. A niech się rzuca, jak
                            ratlerek dookoła bernardyna.
                            Ojciec jest chory na nowotwór, być może niedługo go zabraknie, warto więc
                            spędzić z nim czas, bez względu na fochy macochy.
                            Miałam nieco podobną sytuację, ojciec umierał, ja zamieszkałam z nim i jego
                            rodziną. Macocha mówiła, jak bardzo jestem jej pomocna i jak cieszy się z mojej
                            obecności. Jakiś czas po śmierci ojca, dowiedziałam się, że w tym czasie
                            kombinowała, żeby cały ich wspólny majątek przepisać tylko na nią. Radziła się u
                            bliższej i dalszej rodziny, bo obawiała się, że ja czekam na spadek po ojcu.
                            Nikt z rodziny nie chciał jej pomóc, a w dodatku po czasie przypadkiem się
                            dowiedziałam. Było mi potwornie przykro, w pierwszej chwili pomyślałam, że
                            gdybym wiedziała, to bym się wyniosła wtedy stamtąd. Teraz, kiedy ochłonęłam,
                            cieszę się, że nie wiedziałam. Uniosłabym się honorem i straciłabym ostatnie
                            chwile, jakie mogłam spędzić z ojcem. Sprawa mojej macochy nie ma przy tym
                            najmniejszego znaczenia.
                            • edw-ina Re: Problem z macochą...............!!! 20.07.09, 13:09
                              Ok,rozumiem w tej chwili twoje podejście. Z drugiej strony zdaje się, że ty z
                              ojcem nie miałaś 10-letniej przerwy w znajomości? To też wymaga czasu. 10 lat to
                              tak naprawdę przejście od dziecka do dorosłego, poznanie zupełnie nowej osoby.
                              Potrzeba w tym delikatności, wyczucia. I to z każdej strony.
                              • jowita771 Re: Problem z macochą...............!!! 21.07.09, 10:38
                                Nie miałam, ale w dzieciństwie widywałam się z ojcem bardzo rzadko. Kiedy
                                dorosłam na tyle, żeby sama do niego jeździć, widywaliśmy się coraz częściej. Na
                                pewno na początku nie było między nami takiej więzi, jak między nim a jego
                                dziećmi z drugiego małżeństwa, ale później to się zmieniło. Wiele razy
                                usłyszałam od ojca, że ze wszystkich jego dzieci ja mam najwięcej jego cech, że
                                ma ze mną więcej wspólnego niż z nimi.
                                Autorka nie nadrobi straconego czasu, ale mogą z ojcem zbudować naprawdę bliska
                                więź, ale nie może odpuścić sobie kontaktów tylko dlatego, że macocha ma problem
                                z jej obecnością w życiu ojca. To macochy problem, niech sobie z nim radzi,
                                autorka nie musi jej schodzić z drogi.
                                • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 21.07.09, 21:46
                                  Przez ten czas od kiedy się "odnaleźliśmy" powstała między nami naprawdę silna
                                  więź. Dla wielu ludzi to jest niezrozumiałe,jak przez tak krótki okres nam się
                                  to udało...a jednak. Mam wrażenie,że z ojcem mam teraz lepszy kontakt niż z
                                  matką z którą cały czas mieszkam. A kocham ich na równi.
                                  Doskonale się dogadujemy,mamy takie same charaktery,te same
                                  zainteresowania,nawet tej samej muzyki słuchamy.
                                  Często słyszę od Taty,że tak naprawdę to on ma chyba tylko mnie,bo tylko ja go
                                  rozumiem. Jak już wcześniej napisałam nie wyobrażam sobie,że moglibyśmy się
                                  spotykać tylko na gruncie neutralnym,bo zamiast jeździć z nim po jakiś
                                  wystawach,koncertach itp wolę poprostu posiedzieć z nim w
                                  domu,porozmawiać,pośmiać się,powygłupiać.
                                  Nie wiem co mam robić,żeby było tak,jak przed tym... zaczynam mieć do siebie
                                  pretensje,że mogłam to wszystko przemilczeć i nie zwracać uwagi na macochę,a
                                  kiedyś w końcu może i ona by zrozumiała...ale niestety musztarda po obiedzie.
                                  Może powinnam z nią poważnie porozmawiać,ustalić wspólnie jakieś zasady...tylko
                                  znając ją to chyba nie wiele da.
                                  Jedno jest pewne-poniosły mnie emocje i teraz mam pretensje jedynie do siebie,bo
                                  to jaka ona jest to już jej sprawa,a mi przecież zależy na ojcu i siostrach,a
                                  nie na niej.
                                  Tylko co ja mam teraz robić?
                                • hamerykanka Re: Problem z macochą...............!!! 22.07.09, 02:13
                                  Nie jestem macocha (juz nie), ale postaw sie na chwile w sytuacji
                                  tej zony. Nagle jak grom z jasnego nieba spada 19 letnia pannica i
                                  wprowadza sie do twojego domu, jak tesciowa na odwiedzinach. Nie
                                  czulabys buntu? Byc moze nie chodzi jej o kontakty z ojcem, ale
                                  wlasnie o te ekspansywnosc? bo to w koncu tez jej dom i nikt jej o
                                  zdanie nie pytal...
                                  • 333a13 Re: Problem z macochą...............!!! 22.07.09, 08:37
                                    Moim zdaniem napewno NIC nie powinnaś robić... Stało się tak jak się
                                    stało i zamiast rozpamiętywać co było nie tak itd. należy wyciągnąć
                                    wnioski i patrzeć w przód. Uważam, że roztrząsanie tematu,
                                    tłumaczenie, "ustalanie granic" z macochą nie jest dobrym
                                    posunięciem. Bądź sobą i oczywiście utrzymuj kontakty z rodziną tak,
                                    by nie były one przyczyną wielkich kłótni i "afer" rodzinnych. Nie
                                    wiem dlaczego Twoja macocha się zachowuje tak a nie inaczej, może
                                    jest wredną babą, a może po prostu nie radzi sobie z sytuacją... Im
                                    więcej przebywam z moim NM i jego synem tym bardziej podziwiam
                                    całodobowe macoszki... Bo wcale nie jest łatwo przebywać dłuższy
                                    czas z "obcą" osobą (myślę tu o dziecku patnera), która ma swoje
                                    przyzwyczajenia i nawyki mogące nas drażnić. Nie jest łatwo
                                    dostosować swój dzień i plany, może i rutynę dnia codziennego do
                                    kogoś spoza rodziny. Bo najzwyczajniej w świecie dłuższe przebywanie
                                    kogoś spoza rodziny w domu powoduje, że nie zawsze możemy odpocząć
                                    choćby psychicznie tak jak chcemy... itd. Młody mojego NM jest w
                                    miarę fajnym dzieciakiem, lubię dzieci i staram się zawsze o nie
                                    dbać jak najlepiej mogę, rozumiem że on potrzebuje ojca i zawsze
                                    będzie w jego/naszym życiu, ale mimo wszystko przy dłuższym
                                    kontakcie po prostu nie daję rady, jestem mega zmęczona dzieciakiem
                                    i najzwyczajniej w świecie puszczają mi nerwy. Zwykle wtedy muszę
                                    sobie odpocząć od Młodego, czy to na zakupach czy podczas samotnego
                                    weekendu... Dlatego też wydaje mi się, że Twoja macocha może czuć
                                    podobnie... Niestety jesteś dla niej obcą osobą, dorosłą kobietą
                                    która może "odbiera" jej i jej dzieciom czas z ojcem i mężem...
                                    Myślę, że po prostu musisz dać czas rodzinie ojca do oswojenia się z
                                    Twoim istnieniem, do przyzwyczajenia się i zaakceptowania Ciebie.
                                    Może na początek np. zamiast spędzania całego weekendu u ojca
                                    wpadnij tylko na obiad albo kolację? Wiem, że chciałabyś jak
                                    najlepiej i "masz prawo" do kontaktów z ojcem, to także nie Twoja
                                    wina że nie miałaś z nim wcześniej kontaktu i chciałabyś nadrobić
                                    stracony czas, ale ważne jest także by zrozumieć także drugą
                                    stronę ... Życzę powodzenia smile
                                    • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 22.07.09, 16:06
                                      Myślę,że masz dużo racji w tym,co piszesz...fakt ja i ona jesteśmy dla siebie
                                      praktycznie obcymi osobami i było do przewidzenia,że dłuższe przebywanie ze sobą
                                      pod jednym dachem źle się skończy.
                                      Na początku naprawdę bardzo się lubiłyśmy i nawet na początku mojego ostatniego
                                      pobytu u nich miałyśmy mnóstwo wspólnych tematów tak,że nawet czasem tata był
                                      zazdrosny,że więcej czasu spędzam z nią,niż z nim...aż w końcu po ich kłótni,w
                                      której nie chodziło wogóle o mnie,a o znajomego taty coś się stało i zaczęła się
                                      ode mnie odsuwać,inaczej traktować,aż w końcu wyszło jak wyszło....zresztą sama
                                      już nie wiem,czy to o tą kłótnie chodziło(nie ważne...).
                                      Nie odbierałam czasu moim siostrą z ojcem,doskonale zdawałam sobie sprawę,że one
                                      są jeszcze małe i potrzebują dużo więcej uwagi,niż ja,zresztą ja poświęcałam
                                      bardzo dużo czasu moim siostrą,a one są wręcz głupie na moim punkcie. Może o nie
                                      też była zazdrosna?
                                      Nie było też tak,że zamykałam się z tatą w pokoju,a macocha siedziała sama,bo
                                      zawsze wieczorami,kiedy dzieci już spały siedzieliśmy w trójkę i
                                      rozmawialiśmy,chociaż rozumiem,że pewnie ona też chciała być z tatą sam na sam.
                                      Niestety nie mogę wpadać do ojca tylko na obiad,czy kolację,nawet na sam weekend
                                      nie da rady,bo dzieli nas ponad 1000 km (Tata mieszka w Niemczech) i możemy się
                                      widywać jedynie,jak mam co najmniej tydzień wolnego...
                                      • mampy-tanie Re: Problem z macochą...............!!! 22.07.09, 22:25
                                        Uwaga- będzie szczerze i nieprzyjemnie smile
                                        z punktu widzenia macochy

                                        1. gość jak ryba- śmierdzi po trzech dniach
                                        2. przez miesiąc mieszkałaś u nich i nie wpadłaś na to, że może oni nie chcą spędzać wszystkich wieczorów z Tobą? Gdzie empatia?
                                        3. pocieszanie skłóconych to rola dla przyjaciółki, nie dla nowopoznanej- za przeproszeniem- smarkuli
                                        4. z Twoich postów wychodzi wiele agresji w stosunku do macochy, robisz z siebie ofiarę, tak manewrujesz faktami, żeby wykazać swoje "pokrzywdzenie", obrzucasz ją inwektywami (fałszywa itp.)
                                        5. jak ktoś podsłuchuje- to niestety może się nasłuchać o sobie.
                                        6. Czy wejrzałaś w siebie i zadałaś sobie pytanie: co skwasiło nasze stosunki? Jaka jest w tym moja wina?- odpowiedz sobie na to uczciwie.
                                        7. piszesz, że jesteś dla ojca najważniejsza, macie podobne gusta itp. Jeśli podkreślasz te podobne gusta, pokazujesz wszystkim, jak bardzo jestes najkochańszą córeczką tatusia, jak bardzo wielka miłość Was łączy i żadna inna nie może się z tym równać- powiewasz płachtą na byka.
                                        8. w skrócie:
                                        a) musisz się dogadać z macochą, bo - uwierz - to od niej zależy jak ułożą się Twoje stosunki i wizyty z ojcem.
                                        b) bądź tam gościem krótkoterminowym i czystym (czy sprzątałaś po sobie itp?- poczytaj to forum, jedną z głównych ości niezgody na linii macocha-pasierbowie jest fakt, że ci ostatni będąc w odwiedzinach zachowują się jak goście hotelowi). Jeśli w czymś pomagasz, upewnij się, że ta pomoc jest faktycznie oczekiwana.

                                        c) nie podkreślaj swojej pozycji, wielkiej miłości z ojcem i podobnych gustów. Nie zgadzaj się z nim we wszystkich kwestiach, zwłaszcza jeśli ma odmienne zdanie niż macocha. Nie przegnij też w drugą stronę- nie przytakuj we wszystkim macoszewink

                                        d) w stosunkach z siostrami też rywalizujesz z macochą- nie podkreślaj, jak one Cię kochają - no prawie tak jak rodzoną matkę- a może jeszcze bardziej?, ach cud miód i orzeszki wink

                                        e) nie skarz się na macochę do taty. Ani do innej osoby, jeśli może to dotrzeć do macochy.

                                        f) nie wierz w jej wielką sympatię do Ciebie. Wasze stosunki uległy na razie zniszczeniu- rywalizacja i robienie z siebie ofiary zrobiły swoje. Da się te stosunki naprawić pod warunkiem, że się nastawisz pozytywnie do macochy. Przestań sobie i innym wmawiać, że ona jest okropną osobą. Jak zaczniesz tłuc psa kijem, to w końcu Cię ugryzie.
                                        Z Twoich postów wynika, że to Ty nieźle zaszłaś jej za skórę. Tak więc- kochana- uszy po sobie, uśmiech na twarz i włącz pozytywne myślenie. Ona też chce mieć z Tobą na pewno pozytywne stosunki, daj jej szansę smile
                                        Pozdrawiam

                                        PS Mój post jest bardzo subiektywny, jednak oparty na osobistych doświadczeniach, podany z punktu widzenia macochy i bez sztucznej poprawności politycznej.
                                        • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 22.07.09, 23:07
                                          Owszem przez miesiąc u nich mieszkałam,ale na ich wyraźne zaproszenie i
                                          zapewnienie,że miesiąc to dla nich napewno nie za długo. Poza tym macocha cały
                                          czas zapewniała mnie jak to ona bardzo mnie lubi,nawet wtedy,gdy jak
                                          dowiedziałam się ostatnio wydzwaniała po rodzince i "obrabiała mi dupe".

                                          > 4. z Twoich postów wychodzi wiele agresji w stosunku do macochy, robisz z siebi
                                          > e ofiarę, tak manewrujesz faktami, żeby wykazać swoje "pokrzywdzenie", obrzucas
                                          > z ją inwektywami (fałszywa itp.)

                                          Możliwe,bo wcześniejsze posty pisałam pod wpływem emocji. Fakt,że emocje mnie
                                          poniosły i o to mam teraz do siebie żal. A pisałam dokładnie tak,jak było. Skąd
                                          się wzięło to jej zachowanie? Ciągle szukam odpowiedzi.

                                          > 5. jak ktoś podsłuchuje- to niestety może się nasłuchać o sobie.

                                          Tylko,że ja wolałabym,gdyby powiedziałam mi to wszystko prosto w oczy,a nie
                                          obrabiała mi tyłek przy każdej napotkanej osobie.
                                          A czemu nie powiedziała tego wszystkiego mi?
                                          Bo nie było w tym ani kropli prawdy.

                                          > 6. Czy wejrzałaś w siebie i zadałaś sobie pytanie: co skwasiło nasze stosunki?
                                          > Jaka jest w tym moja wina?- odpowiedz sobie na to uczciwie.

                                          Owszem,ciągle szukam mojej winy. Jeśli ona by mi pomogła w znalezieniu owej winy
                                          to zapewne byłoby łatwiej. Baaa byłabym nawet w stanie ją za to przeprosić,tylko
                                          ciągłe nie wiem za co.
                                          Mój ojciec,wujek,ciotka,kuzyn twierdzą,że to jedynie zazdrość i że niepotrzebnie
                                          się wogóle nią przejmuję...a jednak,mnie obchodzi to co ktoś o mnie myśli.

                                          > 7. piszesz, że jesteś dla ojca najważniejsza, macie podobne gusta itp. Jeśli po
                                          > dkreślasz te podobne gusta, pokazujesz wszystkim, jak bardzo jestes najkochańsz
                                          > ą córeczką tatusia, jak bardzo wielka miłość Was łączy i żadna inna nie może si
                                          > ę z tym równać- powiewasz płachtą na byka.

                                          Przy niej nigdy tego nie mówiłam,nie podkreślałam,Tata za to robił to na każdym
                                          kroku,tak samo jak podkreśla to jak moje siostry za mną przepadają i jak napewno
                                          bardzo je kocham...i tu mi dałaś do myślenia,bo wydaje mi się,że tata w ten
                                          sposób też dolał oliwy do ognia.

                                          > b) bądź tam gościem krótkoterminowym i czystym (czy sprzątałaś po sobie itp?- p
                                          > oczytaj to forum, jedną z głównych ości niezgody na linii macocha-pasierbowie j
                                          > est fakt, że ci ostatni będąc w odwiedzinach zachowują się jak goście hotelowi)
                                          > . Jeśli w czymś pomagasz, upewnij się, że ta pomoc jest faktycznie oczekiwana.

                                          Sprzątałam po sobie,zmywałam naczynia,co jakiś czas robiłam kolacje,kawę dla
                                          wszystkich,odkurzałam,kiedy zostawałam sama w domu to z nudów sprzątałam
                                          dom,zajmowałam się dziećmi,nosiłam do domu zakupy itp itd gościem hotelowym
                                          raczej nie byłam,a przynajmniej mi się tak wydaje...czy pomoc była oczekiwana?
                                          Wyglądała na zadowoloną jak jej pomagałam...

                                          > c) nie podkreślaj swojej pozycji, wielkiej miłości z ojcem i podobnych gustów.
                                          > Nie zgadzaj się z nim we wszystkich kwestiach, zwłaszcza jeśli ma odmienne zdan
                                          > ie niż macocha. Nie przegnij też w drugą stronę- nie przytakuj we wszystkim mac
                                          > oszewink

                                          Mojej pozycji nigdy nie podkreślałam,przeciwnie traktowałam ją z szacunkiem,jak
                                          kogoś o szczebel wyżej. Fakt to był mój wielki błąd-mieszanie się w ich
                                          spory,dyskusje,stawanie po stronie jednego czy drugiego,ale już dawno przestałam
                                          się mieszać i to się niestety nie sprawdziło,bo tata miał pretensje,że nie stoję
                                          po jego stronie,a macocha,że znowu jest sama...

                                          > PS Mój post jest bardzo subiektywny, jednak oparty na osobistych doświadczeniac
                                          > h, podany z punktu widzenia macochy i bez sztucznej poprawności politycznej.

                                          I bardzo się cieszę,że to wszystko napisałaś,bo dało mi trochę do myślenia i
                                          może pozwoliło w pewnym stopniu zrozumieć jej sposób rozumowania.
                                          • mampy-tanie Re: Problem z macochą...............!!! 23.07.09, 13:39
                                            > Owszem przez miesiąc u nich mieszkałam,ale na ich wyraźne zaproszenie i
                                            > zapewnienie,że miesiąc to dla nich napewno nie za długo

                                            Widać macocha myślała pełna dobrej woli, że będzie super. Czasem jednak człowiek bierze na siebie zbyt wiele i niestety nie wychodzi tak, jak zaplanował. Miesiąc z obcą osobą, nawet bardzo lubianą, może zniszczyć nawet największą przyjaźń smile

                                            > dowiedziałam się ostatnio wydzwaniała po rodzince i "obrabiała mi dupe".

                                            Hello, koleżanko, a ten wątek to cóż innego jak "obrabianie dupy"? wink) Czasem człowiek musi, inaczej się udusi smile)
                                            Chodziłaś zapewne do jakiegoś LO, czy to czasem nie jest tak, że uśmiechasz się koleżance w twarz a za jej plecami ple-ple? Hę? wink)

                                            >Skąd
                                            > się wzięło to jej zachowanie? Ciągle szukam odpowiedzi.

                                            Piszesz, że skarżyła się rodzinie, że jesteś złośliwa. Być może ona tak Cię odbiera? Poza tym nadwyrężyłaś jej zaufanie no i teraz wszystko co robisz ją pewnie wkurza wink Oliwy dolewa też Twój tatuś no i macocha to też pewnie niezbyt spolegliwy egzemplarz wink
                                            Naprawdę polecałabym trzydniowe wizyty. Z tym pomaganiem- to taka pracowita pszczółka kręcąca się po kuchni może wkurzać panią domu. Ona nie pokazuje po sobie, że ją to wkurza, no bo przecież pasierbica "chciała tylko pomóc, więc o co kaman"? Ale pomagając upewnij się, że nie wchodzisz na jej terytorium wink PYtaj, pytaj, pytaj wink

                                            > Tylko,że ja wolałabym,gdyby powiedziałam mi to wszystko prosto w oczy,a nie
                                            > obrabiała mi tyłek przy każdej napotkanej osobie.
                                            > A czemu nie powiedziała tego wszystkiego mi?
                                            > Bo nie było w tym ani kropli prawdy

                                            Patrz wyżej moja wypowiedź. Ona pewnie chce jak najlepiej, nie chce powielać schematu grimmowskiej macochy więc nie będzie dręczyć dziewczęcia, które zresztą fatalnie zapewnie zniosłoby krytykę. Zresztą o co się tu przyczepić? Że gmerla w garach? - przecież pomaga. -że wizytuje przez miesiąc? - przecież sami zaprosiliście. Itp. itd. No nie ma się o co przczepić wink)

                                            Żeby nie było- wina nie leży po żadnej stronie. Każdy z Waszej trójki musi coś z siebie dać. Przede wszystkim ojciec, bo im bardziej Ciebie broni, tym większy bicz na Ciebie kręci wink Macocha z kolei pewnie nie umie się przełamać i wprost powiedzieć: nie rób tego i tego, albo: chcielibyśmy zostać teraz sami. Być może nawet próbowała kiedyś postawić Ci granicę, ale strzeliłaś focha (tzn. uniosłaś się emocjamiwink i przestała już próbować.


                                            >kiedy zostawałam sama w domu to z nudów sprzątałam
                                            > dom

                                            ... broń mnie Boże przed taką pomocnicą wink)


                                            > się mieszać i to się niestety nie sprawdziło,bo tata miał pretensje,że nie stoj
                                            > ę
                                            > po jego stronie,a macocha,że znowu jest sama...

                                            na takie zarzuty odpowiedz obu stronom: pocałuj mnie w dupę wink)


                                            Szczerze mówiąc nie spodziewałam się po Tobie takiej reakcji na mój post- jak na 19-latkę bardzo dojrzały, całkiem nielicujący z postem inaugurującym wątek. Życzę Ci powodzenia i pisz regularnie co tam słychać wink


                                            PS Możesz pogadać z macochą: Słuchaj, trochę się między nami skiepsciło. Chciałabym, żeby było znowu ok. Za wszystko co sknociłam przepraszam- więcej w tym bylo mojej niezgrabności niż złej woli. Niechcący usłychałam twoją rozmowę i skarżyłaś się, że jestem złośliwa, taka i owaka. Od tej chwili proszę Cię, żebyś za każdym razem, jak uznasz, że coś robie nie tak, mów mi o tym w cztery oczy. Obiecuję, że jak czymś mi zajdziesz za skóre, to też Ci o tym powiem wink

                                            powodzenia i pozdrawiam!

                                            • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 23.07.09, 16:51
                                              > Widać macocha myślała pełna dobrej woli, że będzie super. Czasem jednak człowie
                                              > k bierze na siebie zbyt wiele i niestety nie wychodzi tak, jak zaplanował. Mies
                                              > iąc z obcą osobą, nawet bardzo lubianą, może zniszczyć nawet największą przyja
                                              > źń smile

                                              W 100 procentach się z tobą zgadzam...sama przed wyjazdem miałam obawy,czy to
                                              się źle nie skończy,ale co chwilę słyszałam zapewnienia od niej samej,że mam się
                                              nie wygłupiać,tylko przyjeżdżać,ale cóż chciała dobrze,a mi zależało na tym,żeby
                                              jak najdłużej móc nacieszyć się ojcem i siostrami i żeby z nią złapać jeszcze
                                              lepszy kontakt...a wyszło całkiem na odwrót.

                                              > Hello, koleżanko, a ten wątek to cóż innego jak "obrabianie dupy"? wink)

                                              Nie nazwałabym tego wątku jako obrabianie dupy,tylko szukanie rozwiązania
                                              problemu. Wątek założyłam dlatego,aby poznać zdanie innych ludzi na owy
                                              temat,ludzi takich,jak np. ty,którzy spojrzą na to z innej strony i może coś mi
                                              zasugerują.

                                              > Chodziłaś zapewne do jakiegoś LO, czy to czasem nie jest tak, że uśmiechasz się
                                              > koleżance w twarz a za jej plecami ple-ple? Hę? wink)

                                              Owszem do jakiegoś chodziłam,ale nie widzę w tym żadnego związku,co innego
                                              koleżanka,a co innego jakby nie było członek rodziny. Ja nie należę do ludzi
                                              fałszywych o których piszesz,nigdy nie obgadałam nikogo za plecami,bo to
                                              świadczy o niskim poziomie człowieka,który nie potrafi spojrzeć w twarz drugiemu
                                              i powiedzieć,co o nim myśli.
                                              Ja należę do ludzi,którzy "walą prosto z mostu" jeśli coś mi się nie podoba w
                                              kimś to mówię to prosto w twarz,bo takie obgadywanie za plecami do niczego
                                              dobrego nie prowadzi.

                                              >Z tym pomaganiem- to taka pracowita psz
                                              > czółka kręcąca się po kuchni może wkurzać panią domu. Ona nie pokazuje po sobie
                                              > , że ją to wkurza, no bo przecież pasierbica "chciała tylko pomóc, więc o co ka
                                              > man"? Ale pomagając upewnij się, że nie wchodzisz na jej terytorium wink

                                              To nie było tak,że cały dzień stałam przy garach,kolację robiłam ja,bo ona
                                              kolacji poprostu nie jada,a jeśli akurat była głodna to dla mnie żaden problem
                                              zrobić kilka kromek więcej,poza tym naczynia zmywałam za każdym razem,kiedy
                                              przynosiłam do kuchni jakieś brudne "gary",a w zlewie coś już stało...zresztą
                                              nie ważne,bo na nadmiar mojej pracy z tego co słyszałam nie
                                              narzekała...przeciwnie mówiła,że nawet naczyń nie potrafię po sobie umyć,a jak
                                              już wspomniałam myłam po sobie za każdym razem.

                                              > Żeby nie było- wina nie leży po żadnej stronie. Każdy z Waszej trójki musi coś
                                              > z siebie dać. Przede wszystkim ojciec, bo im bardziej Ciebie broni, tym większy
                                              > bicz na Ciebie kręci wink Macocha z kolei pewnie nie umie się przełamać i wpros
                                              > t powiedzieć: nie rób tego i tego, albo: chcielibyśmy zostać teraz sami. Być mo
                                              > że nawet próbowała kiedyś postawić Ci granicę, ale strzeliłaś focha (tzn. unios
                                              > łaś się emocjamiwink i przestała już próbować.

                                              Tu też się z tobą zgadzam,a co do tego zwracania uwagi to fakt była raz
                                              sytuacja,że raz zapomniałam wytrzeć po sobie mokrej podłogi w łazience i ona
                                              zwróciła mi uwagę przy moim ojcu,ja chyciłam się za głowe,przeprosiłam i
                                              poleciałam po mopa,a wtedy tata naskoczył na nią,że dlaczego zwraca uwagę jego
                                              córce,że każdemu może się zdarzyć,że jak nie pasuje to niech sama sobie
                                              posprząta,albo powie jemu to on posprząta...oczywiście racja leżała po jej
                                              stronie,ale ja się już wolałam za bardzo nie wtrącać,bo z mojego "wtrącania" w
                                              ich konflikty nic dobrego jeszcze nie wyszło,powiedziałam tylko,że przecież ja
                                              nie jestem jakaś księżniczka,żeby ktoś po mnie sprzątał i poleciałam z mopem do
                                              łazienki...

                                              > >kiedy zostawałam sama w domu to z nudów sprzątałam
                                              > > dom
                                              >
                                              > ... broń mnie Boże przed taką pomocnicą wink)

                                              Moja macocha akurat była wtedy tak szczęśliwa,że jej "przyjaźń" do mnie chwilowo
                                              wróciła i trwała aż do końca dniawink

                                              > PS Możesz pogadać z macochą: Słuchaj, trochę się między nami skiepsciło. Chciał
                                              > abym, żeby było znowu ok. Za wszystko co sknociłam przepraszam- więcej w tym by
                                              > lo mojej niezgrabności niż złej woli. Niechcący usłychałam twoją rozmowę i skar
                                              > żyłaś się, że jestem złośliwa, taka i owaka. Od tej chwili proszę Cię, żebyś za
                                              > każdym razem, jak uznasz, że coś robie nie tak, mów mi o tym w cztery oczy. Ob
                                              > iecuję, że jak czymś mi zajdziesz za skóre, to też Ci o tym powiem wink

                                              Tak planowałam,ale póki co każdy mi to wybija z głowy,mówiąc,że głupia jestem...
                                              • mampy-tanie Re: Problem z macochą...............!!! 23.07.09, 20:51
                                                No to teraz wiesz, że wspólny miesiąc - do bani, być może trzy dni wystarczą? Lepiej zostawić po sobie niedosyt, niż wywołać... podróż do Rygi wink) (może nietrafiona metafora, błagam nie bierz do siebiewink

                                                >
                                                > Nie nazwałabym tego wątku jako obrabianie dupy,tylko szukanie rozwiązania
                                                > problemu. Wątek założyłam dlatego,aby poznać zdanie innych ludzi na owy
                                                > temat,ludzi takich,jak np. ty,którzy spojrzą na to z innej strony i może coś mi
                                                > zasugerują.

                                                A może ona miała te same zamiary, tylko chciała poradzić się rodziny a nie obcych osób? No bo wiesz, nie chcę Cię posądzać o politykę Kalego... wink

                                                >Ja nie należę do ludzi
                                                > fałszywych o których piszesz,nigdy nie obgadałam nikogo za plecami,bo to


                                                ... ale przyjmujesz do wiadomości, że inni ludzie mogą się od Ciebie różnić i to nie znaczy, że trzeba ich nazywać fałszywymi czy też obrzucać innymi inwektywami?

                                                > świadczy o niskim poziomie człowieka,który nie potrafi spojrzeć w twarz drugiem
                                                > u
                                                > i powiedzieć,co o nim myśli.


                                                A ja właśnie uważam, że w pewnych sytuacjach lepiej nie mówić ludziom, co się o nich myśli. Bo jak by to wyglądało, gdybym np. kasjerce w sklepie wygarnęła, że ma tłuste włosy, rusza się jak mucha w smole i ma wredną gęcę, czy też lepiej po zakończeniu transakcji powiedziała to mężowi? Takie walenie kawa na ławę nie zawsze jest dobre, gdyż ludzie po prostu nie przyjmują za dobrze krytyki i sprawia im ona przykrość.
                                                Podrośniesz- nauczysz się tego. Sorry za protekcjonalizm, ale tak to właśnie wygląda. I nie jest to fałsz, a dyplomacja wink

                                                >
                                                > Tu też się z tobą zgadzam,a co do tego zwracania uwagi to fakt była raz
                                                > sytuacja,że raz zapomniałam wytrzeć po sobie mokrej podłogi w łazience i ona
                                                > zwróciła mi uwagę przy moim ojcu,ja chyciłam się za głowe,przeprosiłam i
                                                > poleciałam po mopa,a wtedy tata naskoczył na nią,że dlaczego zwraca uwagę jego
                                                > córce

                                                No to masz winnego. Podziękuj kochanemu tatusiowi za wzbudzanie w w macosze atawistycznej zazdrości. Piątka z plusem za takt i wyczucie dla staruszka wink Już od początku wątku mi tak właśnie on wygląda, że główkuję,główkuję i dojść nie mogę jak biedakowi udało się nie znaleźć córki przez dziesięć lat. Mieszkałaś w Chinach?


                                                > Tak planowałam,ale póki co każdy mi to wybija z głowy,mówiąc,że głupia jestem..

                                                No to spraw sobie lalkę voodoo wink)
                                                Trzymaj się i przede wszystkim pogadaj z tatuskiem, a najlepiej daj mu ten wątek do poczytania, może przejrzy na oczy smile
                                                Pozdrawiam!
                                                • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 24.07.09, 09:31
                                                  > A może ona miała te same zamiary, tylko chciała poradzić się rodziny a nie obcy
                                                  > ch osób? No bo wiesz, nie chcę Cię posądzać o politykę Kalego... wink

                                                  Ona nikogo o żadne rady nie prosiła,tylko dosłownie godzinami potrafiła
                                                  opowiadać jaka to ja jestem dla mniej zła,niewychowana i potrafiła przy tym
                                                  wymyślać sto tysięcy historii o mnie które wogóle nie miały miejsca,ja jak już
                                                  wspomniałam słyszałam tylko jedno jej takie "przemówienie",ale jak się dowiaduję
                                                  od rodzinki to było ich znacznie więcej,zanim wogóle cokolwiek podejrzewałam.

                                                  > ... ale przyjmujesz do wiadomości, że inni ludzie mogą się od Ciebie różnić i t
                                                  > o nie znaczy, że trzeba ich nazywać fałszywymi czy też obrzucać innymi inwektyw
                                                  > ami?

                                                  Jeżeli ktoś rozmawia ze mną normalnie,nie ma mi nic do zarzucenia,a zaraz potem
                                                  biegnie do innego nagadywać na mnie najgorsze głupoty,a za 5 minut znowu jest u
                                                  mnie i się do mnie znów pięknie uśmiecha to dla mnie taki człowiek jest właśnie
                                                  fałszywy! Fałszywy jest również jeśli nie potrafi powiedzieć mi czegoś prosto w
                                                  twarz,a potrafi za to obgadać za plecami.

                                                  > A ja właśnie uważam, że w pewnych sytuacjach lepiej nie mówić ludziom, co się o
                                                  > nich myśli. Bo jak by to wyglądało, gdybym np. kasjerce w sklepie wygarnęła, ż
                                                  > e ma tłuste włosy, rusza się jak mucha w smole i ma wredną gęcę, czy też lepiej
                                                  > po zakończeniu transakcji powiedziała to mężowi? Takie walenie kawa na ławę ni
                                                  > e zawsze jest dobre, gdyż ludzie po prostu nie przyjmują za dobrze krytyki i sp
                                                  > rawia im ona przykrość.

                                                  Nie chodzi mi to to,że trzeba iść ulicą i każdemu napotkanemu człowiekowi
                                                  mówić,co o nim myślę,zresztą nie można ocenić człowieka,którego widziało się
                                                  przez 5 minut,a to czy pani w sklepie ma tłuste włosy,czy wygląda jak lalka
                                                  barbie mnie to wogóle nie interesuje,bo to jej sprawa! Będąc w sklepie nie
                                                  zwracam na to uwagi i nie mówię,ani przykładowej pani w sklepie,co o niej
                                                  myślę,ani przykładowemu mężowi. Zresztą kwestia wyglądu jest akurat osobistą
                                                  kwestią każdego człowieka i będąc na przykładzie mojej macochy,która
                                                  zdecydowanie nie jest atrakcyjną kobietą,jednak ja ani jej tego nigdy nie
                                                  powiedziałam,ani nie powiedziałam,bo wiem,że ona zdaje sobie z tego sprawę,ani
                                                  nie powiedziałam,co myślę o jej wyglądzie nikomu innemu. Co innego kwestia
                                                  zachowania,bo jeśli czyjeś zachowanie względem mnie mi się nie podoba,to mówię
                                                  prosto w twarz o tym. I nie ważne,czy to macocha,koleżanka,czy pani w sklepie...

                                                  > Trzymaj się i przede wszystkim pogadaj z tatuskiem, a najlepiej daj mu ten wąte
                                                  > k do poczytania, może przejrzy na oczy smile

                                                  No tak...pogadać będę musiała,a nie będzie to łatwe,bo charakter to on ma i on
                                                  zawsze "wie najlepiej". A dogadać się z nim ostatnio jest szczególnie trudno,tym
                                                  bardziej,że widzę,że odkąd wyjechałam od nich zupełnie inaczej ze mną
                                                  rozmawia,tak oschle,jakby ta rozmowa była koniecznością...nie wiem co się
                                                  stało,jak się rozstawaliśmy to ciężko nam było i obydwoje mieliśmy łzy w oczach.
                                                  Pytam go co chwilę o co chodzi,a on omija ten temat,nie odpowiada. Nie wiem,co
                                                  się dzieje,ale on nie potrafi juz nawet napisać do mnie głupiego "kocham cie"...
                                                  Musze sobie odpocząć,bo dosyć mam wszystkiego,dziś wyjeżdżam na tydzień,a może i
                                                  trochę dłużej do rodziny w góry...tam może chociaż będę mieć spokój.
                                                  • mampy-tanie Re: Problem z macochą...............!!! 24.07.09, 10:27
                                                    Strzeż się osób, które powtarzają Ci, co kto inny mówił o Tobie złego. "Proszę mi nie powtarzać takich rzeczy"- tak należy reagować na zagajenia: czy wiesz, co ta małpa znowu o tobie nagadała?
                                                    Uwierz i zapamiętaj na całe życie wink

                                                    Ta sama osoba pewnie lata za Twoją macochą i skrzętnie powtarza jej, co Ty o niej powiedziałaś, oczywiście odpowiednio wszystko koloryzując.
                                                    I tak się nakręca spirala niechęci...

                                                    Z macochą pogadaj szczerze i bez agresji, może idź z nią na kawę i lody. Hm... ten wątek do poczytania już spalony, no bo napisałaś, że jest brzyda... jeśli Ty do tego grzezysz urodą to klaapa podwójnawink)

                                                    > bardziej,że widzę,że odkąd wyjechałam od nich zupełnie inaczej ze mną
                                                    > rozmawia,tak oschle,jakby ta rozmowa była koniecznością...nie wiem co się
                                                    > stało,jak się rozstawaliśmy to ciężko nam było i obydwoje mieliśmy łzy w oczach
                                                    > .
                                                    > Pytam go co chwilę o co chodzi,a on omija ten temat,nie odpowiada. Nie wiem,co
                                                    > się dzieje,ale on nie potrafi juz nawet napisać do mnie głupiego "kocham cie"..
                                                    > .

                                                    A to już to, co przewidziałam. Macorminator rozpoczął eliminację pasierbicy wink)
                                                    Wszystko się ułoży i uszki do góry smile
                                                    Pozdrawiam
                                                  • mampy-tanie Re: Problem z macochą...............!!! 24.07.09, 14:22
                                                    pobite gaaary wink)
    • kicia031 Re: Problem z macochą...............!!! 22.07.09, 13:15
      A czy twoj ojciec uswiadomil macoche, ze ma corke, czy tez ta wiedza
      spadla na nia jak grom z jasnego nieba?

      Jesli nie wiedziala, to nie najlepiej to swiadczy o ojcu, a jesli
      wiedziala, to trudno mowic, ze "nagla" spadla z nieba pasierbica.
      Zawsze byla, tylko z jakis wydumanych przyczyn nie bylo kontaktu.

      A w kwestii tego co masz robi - tak jak napisala 3331( nie moge
      twego nicka zapamietac, sorry). Kontaktowac sie ojcem i siostrami,
      dla macochy byc uprzejma i tyle.
      • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 22.07.09, 16:08
        Tata uświadomił ją,że jeszcze jestem ja od razu jak się tylko poznali i do tej
        pory moja obecność jej w niczym nie przeszkadzała....sama tak twierdziła.
        • konstancja16 Re: Problem z macochą...............!!! 22.07.09, 17:50

          nooo, z tego co napisalas wynika ze Twoja obecnosc byla jedna wielka
          nieobecnoscia. kazda macocha marzy o takiej pasierbicy. a tu nagle
          zmiana.

          tak jak wyzej dziewczyny. daj troche czasu. wszystkim. w tym
          sobie. to duza rewolucja dla wszystkich. no i nie zapominaj, ze
          macocha to jednak nie jest najblizsza rodzina. ojciec, siostry -
          tak. z macocha lekko chlodne dyplomatyczne stosunki wystarcza. nie
          musicie sie polubic. wystarczy jak bedziecie sie znosic.
          • smuga1.2 Re: Problem z macochą...............!!! 11.08.09, 14:26
            No nie, tak się wczytuję w ten watek i słabo mi się robi. Ułożyła sobie biedna
            macocha życie, dzieci urodziła, aż tu nagle spada z nieba anioł w postaci
            pasierbicy, która jak się okazuje "tylko jedna jedyna na świecie" potrafi
            zrozumieć tatusia i najbardziej z wszystkich istot na świecie go kocha. A tatuś
            z tego co widzę też chce z majtek wyskoczyć, aby dogodzić 19-letniej córeczce.
            Smutne to jakieś.Przede wszystkim kobieto czas pomyśleć o jakimś narzeczonym i
            tutaj inwestować uczucia i czas głównie, bo to już ten wiek,że tatuś raczej
            powinien być na drugim planie. A ty jak widzę oszalałaś na punkcie tatusia-
            niesmaczne to trochę i niezdrowe.Ojca należy kochać i szanować, ale opamiętaj
            się!!!ty niebawem założysz swoją rodzinę i daj w związku z tym tatusiowi pożyć w
            tym układzie na jaki się zdecydował, bo jak będziesz mieszać w jego życiu z tą
            swoją ogromną miłością, to rozwalisz chłopu życie i skażesz go na samotność a
            twoje przyrodnie siostry na półsieroctwo a one mają dopiero 3 latka, to chyba
            tatuś im bardziej potrzebny niż tobie.No chyba ze już tak bardzo kochasz tego
            tatusia, ze mu chcesz być i córką i żoną jednocześnie.Współczuję.
            • edw-ina Re: Problem z macochą...............!!! 11.08.09, 14:40
              Dobre smile
              podoba mi się smile
            • riddimdibidim Re: Problem z macochą...............!!! 01.09.09, 00:00
              Po pierwsze to chyba jednak się dobrze nie wczytujesz w ten wątek,bo widzę,że za
              bardzo pojęcia nie masz o tym,o czym piszę.
              Jak widać nie byłaś w mojej sytuacji,a twoja wyobraźnia jest znacznie
              ograniczona,dlatego bzdury piszesz.
              To,że w końcu mam kontakt z moim tatą i że kilka razy do roku u niego bywam to
              nie znaczy,że rozwalam związek mojego ojca.
              Poza tym piszesz,jakbym co najmniej dobierała się do własnego ojca...żałosne.
              Hahaha na narzeczonego za wcześnie...nie te czasy,kiedy kobiety wychodziły za
              mąż w wieku 18 lat,a w wieku 20 miały już trójkę dzieci... owszem mam chłopaka o
              którego macocha też robiła mi dym,bo wolał spędzać czas ze mną sam na sam,niż
              siedzieć z nią i wspólnie obrabiać mi dupe.
              Z tego,co piszesz wynika,że masz chyba marne relacje ze swoimi rodzicami...
              Ogólnie z tego co piszesz nie dość,że nie wynika nic mądrego,to jeszcze to twoje
              myślenie jest jakieś chore...cóż widzę,że masz ze sobą problemy. Jakieś ciężkie
              przeżycie z dzieciństwa?
              Współczucie się przyda,ale niestety tylko tobie.
              • mampy-tanie Re: Problem z macochą...............!!! 02.09.09, 21:07
                Droga, Riddimdibidim, zdradzisz na może w końcu, kim jesteś? Na tym forum piszesz jako pasierbica, na forum Bliźniaki piszesz jako matka trzyletnich bliźniaczek, na forum Wychowanie jako swoja ciotka Danna (czy jakoś tak) opisujesz sytuację pasierbicy i swojego brata, następnie odpowiadasz sama sobie już jako Riddimdibidim.

                Wszystkim uczestnikom tego wątku proponuję wrzucenie w forumową wyszukiwarkę nicka Riddimdibidim i pozostaje tylko pokiwać głową ze współczuciem...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka