taurusp
27.07.09, 13:07
Po krótce:
Mój facet ma dwóch synów z poprzedniego związku - 8,11 lat...
Odwiedza ich co 3 tyg. płaci alimenty i bardzo kocha...
uważa ze może sobie ułózyc nowe życie, problem tylko w tym że nas na
to nie stać i nie sądze żeby kiedykolwiek było stac, ani na ślub ani
na dzieci. Szukamy mieszkania do wynajęcia, ja moze zmienie prace bo
w tej chwili zarabiam grosze. TYlko czy to ma sens, skoro mnie tak
cholernie boli serce, tyle niespełnienia jest w tym wszystkim...
bo nie tak to miało byc, myslalam ze miłosc wystarczy, ale niestety
Macochą powinny byc silne, niezalezne, optymistyczne kobiety...
takie podziwiam niemal bezgranicznie
a ja - słaba, czarnowidząca i przyznaję - egoistyczna. Nie umiem,
dopadło mnie zwątpienie i wiem, ze przez reszte zycia bedzie mi
pękało serce,jeslibym sie zdecydowała na związek z dzieciatym. Bo on
tak kocha tych chlopaków i tyle chce dla nich zrobic. Rozumiem to i
uwazam za bardzo imponujące, pewnie inna kobieta (nieoczekująca
wsparcia finansowego albo sama mająca juz dzieci) byłaby w siódmym
niebie mając takiego partnera. To jest naprawde cudowny czlowiek i
nie uwazam ze powinien ponosic kare za to, ze ma dzieci...
ale ja byłabym karą, czuję to podskórnie, bo nie umiem sie z tym
pogodzic, ze musze byc na drugim planie i przełykac ten żal
niespełnienia... że sie nie zachwyci naszym dzieckiem, ze rozłozy
ręce nie mając możliwosci utrzymywania rodziny, gdy zostane bez
pracy, jak mi sie skonczy umowa
czuje sie taka podła, ze nie umiem sie tylko cieszyc naszą miłoscią
i niczego nie oczekiwac, ze nie potrafie byc odwazna i nie zwazac na
współczucie i politowanie kolezanek, bo one mają facetów bez
zobowiązan
nie sądziłam ze to tak boli...
miała któras z Was taki stan? jak sobie poradziłyscie??