Dodaj do ulubionych

ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli...

27.07.09, 13:07
Po krótce:
Mój facet ma dwóch synów z poprzedniego związku - 8,11 lat...
Odwiedza ich co 3 tyg. płaci alimenty i bardzo kocha...
uważa ze może sobie ułózyc nowe życie, problem tylko w tym że nas na
to nie stać i nie sądze żeby kiedykolwiek było stac, ani na ślub ani
na dzieci. Szukamy mieszkania do wynajęcia, ja moze zmienie prace bo
w tej chwili zarabiam grosze. TYlko czy to ma sens, skoro mnie tak
cholernie boli serce, tyle niespełnienia jest w tym wszystkim...
bo nie tak to miało byc, myslalam ze miłosc wystarczy, ale niestety
Macochą powinny byc silne, niezalezne, optymistyczne kobiety...
takie podziwiam niemal bezgranicznie
a ja - słaba, czarnowidząca i przyznaję - egoistyczna. Nie umiem,
dopadło mnie zwątpienie i wiem, ze przez reszte zycia bedzie mi
pękało serce,jeslibym sie zdecydowała na związek z dzieciatym. Bo on
tak kocha tych chlopaków i tyle chce dla nich zrobic. Rozumiem to i
uwazam za bardzo imponujące, pewnie inna kobieta (nieoczekująca
wsparcia finansowego albo sama mająca juz dzieci) byłaby w siódmym
niebie mając takiego partnera. To jest naprawde cudowny czlowiek i
nie uwazam ze powinien ponosic kare za to, ze ma dzieci...
ale ja byłabym karą, czuję to podskórnie, bo nie umiem sie z tym
pogodzic, ze musze byc na drugim planie i przełykac ten żal
niespełnienia... że sie nie zachwyci naszym dzieckiem, ze rozłozy
ręce nie mając możliwosci utrzymywania rodziny, gdy zostane bez
pracy, jak mi sie skonczy umowa
czuje sie taka podła, ze nie umiem sie tylko cieszyc naszą miłoscią
i niczego nie oczekiwac, ze nie potrafie byc odwazna i nie zwazac na
współczucie i politowanie kolezanek, bo one mają facetów bez
zobowiązan
nie sądziłam ze to tak boli...
miała któras z Was taki stan? jak sobie poradziłyscie??


Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 13:20
      miała któras z Was taki stan? - pewnie większość w którymś momencie, inaczej
      pewnie to forum by nie istniało.
      To jest naprawde cudowny czlowiek i
      > nie uwazam ze powinien ponosic kare za to, ze ma dzieci...
      > ale ja byłabym karą, czuję to podskórnie, bo nie umiem sie z tym
      > pogodzic, ze musze byc na drugim planie i przełykac ten żal
      > niespełnienia...
      to wszystko zależy, czego twój facet chce od Ciebie. Jeśli myślisz o rodzinie
      (własnych dzieciach), a on sądzi, że rodzinę już ma, to uciekaj jak najdalej, bo
      wtedy dopiero zacznie boleć, że ho ho! Jeśli ten żal jest wynikiem tego, że nie
      powiesz sakramentalnego tak w białej kiecce przy ołtarzu, to Ty musisz
      zweryfikować sama ze sobą, co dla ciebie oznacza związek.
      Odnośnie finansów to jest różnie, jeśli przeczytałaś wątek Annjen i kilka innych
      na tym forum, to nawet wiesz jak różnie. I trudno jest cokolwiek założyć z góry.
      bo nie tak to miało byc, myslalam ze miłosc wystarczy, ale niestety - każda
      dorosła osoba, która już coś w życiu przeszła powie ci, że niezależnie od
      sytuacji, sama miłość zwykle nie wystarcza. Trzeba dużo trudu włożyć w związek,
      by mógł się rozwijać.
      pozdrawiam!
    • dyderko Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 13:23
      Nie rozumiem co Cię boli? Czy boli Cię że on ma dzieci? Czy boli Cię
      że on ma zobowiązania? Czy boli Cię że nie może Was z dzieckiem
      utrzymywać? Czy boli Cię politowanie koleżanek?
      Sprecyzuj proszę co Cię boli, bo na razie to wygląda to tak jakbyś
      miała żal do losu że bajki się nie spełniają...
      • taurusp Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 13:58
        boli mnie to, ze przez fakt istnienia tych dzieci i jego zobowiązan
        wzgledem nich my we dwoje nie mamy praktycznie żadnych mozliwosci
        budowania wspólnego życia
        moze i masz racje, mam żal do losu... milosc to chyba nie jest tylko
        przebywanie razem i bycie dla siebie miłym. Kazdy czlowiek czegos
        oczekuje po innych, moje oczekiwania nie mają szans na spełnienie a
        i Jemu chyba nalezy sie lepsza dziewczyna
        żałuje, ze jestem taka słaba... i pytam czy mozna to jakos zmienic?
        psychoterapia, przeczekanie, rozmowa z księdzem???
        • dyderko Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 14:15
          Moim zdaniem wystarczy dorosnąć. Wybacz ale bajki nie istnieją,
          każde życie ma wzloty i upadki. Nikt nie może jak bluszcz wspierać
          się na partnerze bo co jak ten straci pracę lub zdrowie? Szanse i
          nadzieje na przyszłość są ale tylko wtedy gdy człowiek coś z życiem
          chce zrobić. Nikt nie jest całkiem bez przeszłości czy to
          sformalizowanej czy nie. Facet zupełnie bez przeszłości w związkach
          może kompletnie nie nadawać się do wspólnego życia. A mężczyźni
          koleżanek mogą, poza tym że są bezdzietni, do pięt Twojemu
          ukochanemu nie sięgać.
          Ale wiesz, jak tyle oczekujesz i już na wstępie jesteś tak
          rozczarowana tym jak mało Ci los dał, to może pozwól mu znaleźć inną
          dla której będzie się liczył on, jego osobowość, charakter... a nie
          to że ma dzieci, że się z nimi widuje, że je kocha, że płaci
          alimenty, że koleżanki mają lepiej...
          • taurusp Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 15:41
            masz calkowitą racje, nawet ja sama tak mysle
            Ty rozumiesz to tak jak trzeba i gdybys była na moim miejscu to bys
            potrafiła kochac tego faceta i byc z nim szczesliwa
            ja niby sobie zdaje sprawe z tego wszystkiego, ale nie umiem wyjsc z
            cienia tego rozczarowania... nie dlatego że chcialam od życia Bóg
            wie czego. Chciałam po prostu móc na kogos liczyc. Przynajmniej
            podejmując wazne zyciowe decyzje czuć, że robię dobrze i jestem
            pewna swoich wyborów. Ale nie jestem, bo wciąz dręczy mnie to, ze
            pewnych rzeczy nie da sie osiągnac w naszej sytuacji i bede musiała
            z tym życ. A przyjaciele rzekną mi "trzeba było sobie nie brac
            takiego garba, a teraz sobie radź"

            dac mu szanse na inną lepszą kobietę - tak, wlasnie tak zrobię i
            wiem, ze bedzie bardzo szczesliwy w życiu
    • ywwy Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 14:19
      z taką samooceną to ty długo nie wytrzymasz!

      mam wrażenie, że sama się nakręcasz...a dzieci, na pewno nie są
      tutaj winne! Pomyśl tylko - twój partner jeżeli kiedyś będzie ojcem
      twojego dziecka to będzie to bardzo dobry ojciec!
      • 13monique_n Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 14:30
        Ale dziewczyny, moim zdaniem Taurus własnie widzi to, że ona nie
        może, ani nie chce mieć takiego partnera. To niczyja wina. Z całym
        szacunkiem mogę przyjąć Twoją ocenę sytuacji. I zapewniam Cię o
        jednym, warto ufać SOBIE przede wszystkim. Dlaczego - bo tylko Ty
        będziesz żyć w tej sytuacji, z tym facetem 9i jego synami, albo bez
        niego. To trudna decyzja, ale warto jej poświęcić dużo uwagi. Może
        dotyczyć ładnego kawałka życia (całego?)
        • edw-ina Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 14:35
          Z pewnością nie ma co w to wchodzić, skoro już teraz ma tak wielkie wątpliwości.
          faktem jest, że nawet jak jest się dojrzałą osobą, to w praniu wychodzą różne
          rzeczy, różne nieplanowane sytuacje i nie zawsze można sobie z nimi łatwo poradzić.
          Ale skoro autorkę wątku boli sam fakt, że jej ukochany nie jest taki, jaki
          powinien być, to widocznie ulokowała uczucia w nieodpowiednim dla siebie partnerze.
          Bo to trochę jak płakanie, dlaczego jest szatynem, skoro moje koleżanki mają
          blondynów. Bez sensu.
          Do autorki wątku - Ile masz lat?
          • taurusp Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 15:54
            prawie 28
            • edw-ina Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 16:01
              to masz jeszcze czas, żeby znaleźć tego, który będzie ci bardziej pasował do
              potrzeb. W innym wypadku sama zgnuśniejesz w tym związku i facetowi zafundujesz
              kolejny nieudany związek.
              A odnośnie koleżanek - nie ich sprawa twoje życie. Koleżanka może pomóc jak
              widzi, że jest ci źle. A jeśli by rzuciła tekst o garbie to sorry, ale chyba
              czułaby tylko potrzebę by ci dopiec.
              tak na marginesie - teraz piszesz prawie 28 lat, za jakiś czas będziesz wolała
              myśleć "dopiero 27"
              pozdrawiam!
              • taurusp Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 16:57
                >W innym wypadku sama zgnuśniejesz w tym związku i facetowi
                zafundujesz
                > kolejny nieudany związek.

                otóż to! mam taki charakter że rozpamiętuję niepowodzenia i chocbym
                potem sie nie wiem jak starała to bede Go podswiadomie karac za to,
                co nie jest jego winą. Po co mu taka wiecznie niezadowolona jak ja?
                ciągle mysle, jak bardzo bym chciała byc inna, nie martwic sie tym
                wszystkim i nie udczuwac tej krzywdy (?)
                nie umiem bo juz naprawde nie wiem, co mam sobie kłaść do głowy żeby
                zmienic do tego nastawienie!!

                czytywałam to forum i wpisy dziewczyn mnie przyprawiały prawie o
                płacz... to jest takie trudne odejsc w cien, bo partner ma dzieci...
                ile przykrosci musiały wytrzymywac dziewczyny przez takie wlasnie
                związki... i często powtarzające się - "gdybym wiedziała, co mnie
                czeka nie zdecydowałabym sie na to" sad żal
    • nsc23 Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 16:26
      > miała któras z Was taki stan? jak sobie poradziłyscie??

      W sensie, czy martwilam sie, ze moj facet ma zobowiazania? Ano martwilam sie,
      ale co ja moge z tym zrobic? Nic. No to sie przestalam martwic. A moj partner ma
      nie tylko corke, ale i brata (swojego) i swoja mame na utrzymaniu. I o ile brata
      wkrotce przestanie utrzymywac, to mama i corka raczej zostana na jego utrzymaniu
      dlugo. No i co? No nic, kazdy orze jak moze, radzimy sobie jakos. Na pewno nie
      jest to powod, zeby rezygnowac ze swojej rodziny smile
      • jayin Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 27.07.09, 22:43
        Dla niektórych mężczyzn jest to powód.
        Myślą dośc chyba, hmm... rozsądnie i logicznie. Że są w stanie utrzymać np. max 3 osoby w rodzinie - np. siebie, drugą żonę/partnerkę i swoje dziecko z pierwszego małżeństwa. Wg nich np. na kolejne dzieci nie ma ani możliwości, ani finansów ani czasu.

        Z tego co pisała taurusp - wynikało dla mnie to, że nie tyle sam fakt tego, że jej facet ma dzieci z poprzedniego związku, jest "bolące" - ile to, jak ten fakt wpłynie na jej własne plany co do życia z nim - założenie rodziny, wspólne mieszkanie - bo już na starcie widać, że "przez to", że ma zobowiązania "poza-taurusowe"smile (że tak to nazwę), nie jest w stanie podjąć kolejnych zobowiązań - rodzinnych i mieszkaniowych - właśnie wobec taurusp.

        Jak dla mnie - i taurusp, i twój ukochany (chyba) myślicie realistycznie. I to dobrze. Nieważne, ze teraz to boli. Kiedyś przestanie, a ty sobie ułożysz życie, jakiego potrzebujesz dla spełnienia siebie samej. A on może sobie znajdzie kogoś, komu wystarczają same spotkania, bez zobowiązań i zakładania rodziny - i może tak mu będzie lepiej. Sama miłość nie wystarcza do życia razem.

        A szkoda smile
        • nsc23 Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 28.07.09, 01:03
          Jayin,
          moze wyjdzie tu moje nieopierzenie i brak znajomosci realiow 'doroslego' zycia,
          ale mysle, ze jezeli czlowiek sie postara, to da rade dziecko odchowac. Nie musi
          miec przeciez miodow i wszystkiego spod igly. Nie sugeruje, ze sama miloscia
          czlowiek wykarmi, czy ze Bog dal dziecko to da na dziecko, ale mysle, ze sam
          fakt, ze ma sie dwoje dzieci nie jest przeszkoda, zeby miec trzecie.
          Oczywiscie nie znam sytuacji finansowej taurusp ani jej partnera, wiec troche
          tak gdybam.

          Jezeli chodzi o sytuacje taurusp - ja bym sie tak latwo nie poddawala.
          Poszukalabym mozliwosci przekwalifikowania sie (siebie albo partnera),
          otworzenia jakiejs firmy, zainwestowania w cos. Wiem, ze klimat ekonomiczny nie
          sprzyja, ale to na dluzsza mete rozwiazanie, nie na dzis czy jutro.
          No chyba, ze kasa jest tylko przykrywka dla niecheci do posiadania wiekszej
          ilosci dzieci - na to juz chyba nie ma rady.
          • 13monique_n NSC :) 28.07.09, 15:46
            ... gdybys to Ty miała się zastosować do twoich rad, to na Ciebie
            postawiłabym wszystkie pieniądze (troche o sobie już piszesz, więc
            taki mam obraz Ciebie). Mam jednak wrażenie, że Taurus i jej
            wybranek mają inną osobowość i Twoja rada zwyczajnie stawia im za
            wysoko poprzeczkę. Wydaje mi się, że jayin dobrze pisze.
          • jayin Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 28.07.09, 19:57
            nsc,

            Oczywiście, że można odchować dziecko, zazwyczaj niezależnie od sytuacji materialnej smile Będzie miało ono lepszy lub gorszy lub przeciętny poziom życia, ale się da. Wystarczy mocno chcieć.

            Chociaż i rozsądek tutaj się przydaje, żeby nie "fundować" sobie dziecka w sytuacji, kiedy oboje rodziców np. nie pracuje i nie jest w stanie utrzymać siebie samych, a co dopiero dziecko.

            Co do drugiej części - tzn. do pracy, zarobków - też jeśli się chce, można się STARAĆ o polepszenie sytuacji materialnej. To czy to się uda w rezultacie, czy nie - to już inna bajka. Ale jak są chęci - to się człowiek stara, kombinuje, co tu zrobić, by znaleźć lepszą pracę, zarobić więcej, podnieśc poziom życia swojej rodziny.

            I to jest chyba słowo klucz.
            "CHĘCI".

            Jak są chęci - to przy niskich zarobkach ludzie zdecydują się na dziecko. Z miłości np. Jak są chęci - to się człowiek wysila i szuka na prawo i lewo lepszej roboty. Lub chociażby jakiejkolwiek na początek - jeśli nie ma pracy w ogóle.

            Ale jak tych chęci nie ma, to dupa blada.
            Za przeproszeniem smile

            Nawet przy wysokich zarobkach można wtedy twierdzić, że "nie stać nas na dziecko".
    • krowa_laciata Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 28.07.09, 00:19
      Przede wszystkim rada zupełnie niezwiązana z macochowaniem - zacznij
      liczyć na siebie. Nie tylko macochy powinny być silne i niezależne.
      Z doświadczenia mogę napisać, że związek z niedzieciatym też nie
      daje gwarancji na wspaniałe życie. Związałam się z wolnym facetem
      bez zobowiązań, miało być pięknie... wylądowałam sama z dziećmi,
      zdana na siebie, bo i marne alimenty raz były, a raz nie. Inny
      przypadek z bliskiej rodziny... młode małżeństwo z dzieckiem,
      pracował mąż, dokąd nie zachorował. Żona musiała utrzymać siebie,
      dziecko i męża, który pracować nie mógł, a do tego żeby żyć
      potrzebował kosmicznie drogich leków. Zmarł i została sama z
      dzieckiem. Życie różnie się układa i nie zawsze plany się idealnie
      realizują.

      > nie sądziłam ze to tak boli...
      > miała któras z Was taki stan? jak sobie poradziłyscie??

      oj miałam, miałam... Doświadczona wcześniej jedynie w związkach z
      facetami bez zobowiązań, trafiłam na faceta idealnego (czyli bez
      wad, które posiadali wcześniejsi i jeszcze wielu innych, których bym
      nie przełknęła wink) jednak z dziećmi, a do tego niełatwą eksią. Było
      super dokąd nie zamieszkaliśmy razem. Wcześniej ja miałam swoje
      życie, on swoje (każdy swoje dzieci) i w wolnym czasie siebie.
      Olśnienie, że nie jestem najważniejsza nadeszło po jakimś czasie
      życia pod jednym dachem. Jednak w naszym przypadku była to duża
      zasługa eks, która nauczona, że M jest na każde skinięcie kompletnie
      nie liczyła się, że teraz ma swoje życie i jakieś plany. Nie
      zrezygnowałam. Nad M małymi kroczkami pracowałam, tak żeby był jak
      najbardziej dla dziecka, ale nie dla eksi... czyli musiałam
      przetłumaczyć, że jeśli odmówi przyjazdu do eksi i zajęcia się
      dziećmi bo ona jest umówiona na imprezę, to nie będzie to powód do
      pozbawienia go praw rodzicielskich, jak mu sie odgraża smile Mimo
      średniej sytuacji finansowej wzięliśmy ślub, skromny, bez pompy i
      nie bajkowy... ale i tak był to jeden z najlepszych dni w moim
      życiu. Zdecydowaliśmy się też na dziecko, wyszło dwoje. Też miałam
      obawy czy będzie się zachwycał skoro już ma i ciąża, poród, dzieci
      to dla niego żadna nowość. Zachwycał się i zachwyca do tej pory.
      Może dlatego, że doczekał się wymarzonej córki, może dlatego że mamy
      bliźniaki i jednak rodzicielstwo (podwójne za jednym podejściem)
      okazało się nowym doświadczeniem, a może dlatego, że nasz związek i
      nasze wychowanie dzieci wygląda zupełnie inaczej niż jego poprzednia
      rodzina. W każdym razie dzięki postawie M wyzbyłam się już
      przekonania, że jesteśmy mniej ważni. W kwestii finansowej staram
      się (na ile mogę siedząc z dziećmi) dorabiać, tak żeby utrzymanie
      całej rodziny nie spoczywało na barkach chłopa i żebym kiedy ma
      gorszy miesiąc w pracy nie miała żalu, że na tamte dzieci dać musi,
      a dla naszych g...o zostaje. Jakoś udało sie wszystko poukładać przy
      chęci i zaangażowaniu dwóch stron, choć też byłam słaba,
      czarnowidząca... i paskudnie egoistyczna sad
      Tyle o mnie smile Jeśli natomiast chodzi o Twoja sytuację, ciężko
      radzić. Każdy jest inny. Jeśli zależy Ci na facecie i masz choć cień
      wiary, że potrafisz zmienić swoje podejście to walcz. Może pomoże
      rozmowa... nie wiem, z psychoterapeutą, życzliwą osobą (byle nie
      koleżanką, która uważa, że chłop dzieciaty to chłop be)? Jeśli nie
      to faktycznie zakończ ten związek. Szkoda żebyś cierpiała
      niespełniona i żeby cierpiał facet rozdarty między uszczęśliwieniem
      Ciebie i dzieci. Jesteś młoda więc masz szansę znaleźć kogoś dla
      siebie, no i masz już jakies doświadczenie, więc będziesz wiedzieć,
      że facetów z dziećmi należy omijać szerokim łukiem zanim sie
      zaangażujesz.
      • 333a13 Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 28.07.09, 08:23
        Nic nie piszesz Taurusp o tym jak długo ze sobą jesteście i czy
        mieszkacie razem... Zgadzam się z Krówką, że życie to nie bajka i
        różnie się w tym życiu układa. Nie masz gwarancji dobrego życia z
        facetem bez "obciążeń" (bo może zachorować, być nierobem, popaść w
        długi, alkoholizm), tak samo jak nie masz pewności co do przyszłości
        z męszczyzną z dziećmi. Bycie z facetem po przejściach łatwe nie
        jest, zwłaszcza w kwestii akceptacji jego poprzedniego życia i
        dzieci, ale z drugiej strony patrząc na mojego NM, jest to facet
        który wie czego chce w życiu, priorytetem jest rodzina i dzieci
        (jego 1 i nasze przyszłe smile Piszesz bardzo górnolotnie i miłości i o
        tym, że nie zawsze wystarcza... Jeszcze raz powtarzam, życie to nie
        bajka. Jeśli dwoje ludzi naprawde chce ze sobą być, to zrobią
        wszystko by tak było. I nikt mi nie wmówi, że względy finansowe są
        jedyną przyczyną, dla krórej związek dwojga ludzi nie może
        przetrwać. Twoja miłość jakoś chyba żyje, gdzieś mieszka i coś je.
        Ty również, więc skoro jesteście w stanie funkcjonować osobno, to
        życie razem też chyba nie powinno być większym problemem... Problem
        raczej tkwi gdzieś indziej... Przestań użalać się nad sobą
        dziewczyno i nad swoim smutnym losem, nie idealizuj tak swojego
        faceta i przestań opowiadać, że on na Ciebie nie zasługuje itd, bo
        tylko sobie umniejszasz. Jesteś młoda, masz całe życie przed sobą i
        masę możliwości, bo obecnie cały świat stoi przed nami otworem, więc
        to raczej Twój facet stoi tutaj na gorszej pozycji, bo nie potrafi
        zabezpieczyć finansowo Waszych potrzeb, jest pewnie starszy i ma
        zobowiązania...
        • taurusp Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 28.07.09, 11:19
          jestesmy razem 9 mies. i dojrzelismy do zamieszkania razem
          to nie jest tak, ze go idealizuję, tylko jestem swiadoma swoich
          ograniczen. Cos takiego we mnie siedzi, że nie umiem przełknąc
          tego "bycia na drugim miejscu" Wiem, ze on wiele zrobi dla
          dziewczyny którą kocha, ale mając nową rodzine stanie przed wielkim
          dylematem, kogo przede wszystkim wspierac emocjonalnie i finansowo.
          Wszystkich nie zadowoli. Ja sie w tym czuje przegrana... i jak sie
          będą miały czuc nasze ew.dzieci... jak jedna kolezanka tu
          wspomniała - po zaplaceniu alimentów na jej dzieci g...o zostaje.
          Czy tak to ma wyglądac, ze pierwsze dzieci muszą dostac swoje a te
          nastepne to juz niech liczą tylko na matkę. Tak wygląda rodzina?
          • mama_natalci Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 28.07.09, 14:55
            Jesli juz teraz masz tego typu watpliwości to zakoncz te znajomość
            bo pozniej moze byc tylko gorzej. Pisze tak bo wiem to z wlasnego
            doświadczenia.moj M ma z poprzedniego małżeństwa 2 synów (8,12. Na
            poczatku naszego małzeństwa bylo w porzadku bo kazdy wydadtek na
            jego dzieci byl w spolnie uzgadniany a takze ich przyjazdy do
            nas.Natomiast po jakis czasie zaczal mnie tylko informowac o
            koniecznych wydatkach na rzeczy dla dzieci , pobytach u nas. ja
            zaczelam zarabiac coraz lepiej i to spowodowalo tez ze wysylanie
            pieniedzy dla jego poprzedniej rodziny bylo wywyslane lekka reka.My
            mamy wspolna coreczke ktorej musze odmawiac wielu rzeczy bo sie
            okazalo ze jego synowie jada na wycieczka ktora trzeba oplacic itp.
            I tak mozna by bylo pisac bez konca. Dlatego ja niestety dopiero
            teraz przejrzalam na oczy ze niczego sie nie dorobimy a ja pomimo ze
            zarabiam to musze sobie i corce odmiawiac wiele rzeczy na rzecz jego
            dzieci.Obecnie zastanawiam sie nad sensem naszego zwiazku, b ja sie
            meczę myslac ze zawsze bede na drugim planie, poprostu nie mam juz
            sily. Jestem w twoim wieku i mysle ze moge jeszcze sobie ulozyc
            życie. Chciałam jeszcze nadmienic ze kazde swieta, długie weekandy i
            wakacje niemozna sobie zaplanowac bo okazuje sie ze jego eks ma
            plany i trzeba wziasc dzieci a moj M nie potrafi odmowic bo twierdzi
            ze jak sie z nia zacznie kłócic to sprawa trafi do sadu o
            podwyższenie alimentów i tak w kółko. pozdrawiam i zycze duzo sily.
            • taurusp Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 28.07.09, 16:43
              mamo_natalci-
              dokładnie takich sytuacji się boje i wiem, ze nie udźwignęłabym tego
              emocjonalnie. Bardzo Ci współczuję i uwazam, ze nie powinnas płacić
              za jego zobowiązania. Wlasciwie żona tez moze wystąpic o alimenty,
              wiec moze trzeba uświadomic Twojego męża. Jak tamte dzieci sie
              rodziły to Twój mąz płacił na nie bez ograniczen. Teraz gdy Ty
              urodziłas mu córke to tez powinnas byc priorytetem dla niego,
              równiez w kwestii finansowej i twoje lepsze dochody nie mają tu nic
              do rzeczy - chodzi o jego wkład. Wychodzi na to, ze jego synowie
              dostają, co im sie nalezy, a Twoja córka za przeproszeniem -
              resztki.
              Wyobrazam sobie, jak jest Ci ciezko. Mam jeszcze pytanie do Ciebie -
              bylas szczesliwa na ślubie z tym facetem? czy wahałas sie przed tym?
              czy mąż rozpieszcza waszą córke, czy raczej traktuje ją bez
              większych emocji i tylko synom stara sie wynagrodzic rozbitą
              rodzine??

              pozdro
              • 333a13 Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 29.07.09, 08:04
                Wiele kobiet na tym forum ma poczucie, że są gorsze i na drugim
                planie, ale mi się wydaje że to wszystko zależy od męszczyzny...
                Przyjrzyj się swojej dłoni i powiedz, który palec lubisz
                najbardziej... Tak samo jest z dziećmi i rodziną. W zdrowym układzie
                wszyscy tworzą jedną całość i każdy jest tak samo ważny. Problemem
                jedynie może być z czasem, który się poświęca członkom tej rodziny.
                Wiadomo, że w rodzinie z "dochodzącymi" dziećmi partner ma mniej
                czasu dla Ciebie, ale to nie oznacza że jesteś dla niego mniej
                ważna. Przynajmniej ja mam takie poczucie w swoim układzie. Nie
                powiem, lekko mi nie jest w wakacje czy w niektóre weekendy, ale te
                nagłe negatywne emocje są wynikiem jakiegoś tam mojego egoizmu. Co
                do finansów, sprawa nie jest prosta, bo 2 dzieci to duże
                zobowiązanie i "obciążenie". Ale nie wyobrażam sobie, żeby dziecko
                mojego NM jechało na wakacje a moje nie. Tym bardziej, że nie
                byłabym uzależniona finansowo od męszczyzny... Tarusp, jeśli źle się
                czujesz w tym związku i nie odpowiada Ci takie życie, to uciekaj
                póki czas. Jesteś młoda i masz dużo czasu na układanie sobie życia.
              • mama_natalci Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 29.07.09, 09:41
                taurusp,
                Jak bralismy ślub byłam juz w ciazy wiec była wielka sielanka i nie
                zastanawiałam sie za bardzo nad tym co będzie. Mąż od urodzenia
                córki (5 lat) ani razu nie wyszedł z nia na spacer, plac
                zabaw.Wszytskie atrakcje to ja organizowalam dziecku i dotad
                organizuje np. wyjscie do kina, wczasy itp. Natomiast maz nigdy nie
                mial ochoty planowac wspolnego wyjazdu na wczasy tylko na mnie to
                zrzucał (twierdzil ze jak chce gdzies jechac to mam sobie to
                załatwic), jemu to obojetne ale przyjazd jego synów na wakacje do
                nas to potrafil planowac,za czym id rozne wyjscia np. do kina. A
                nasze dziecko w wakacje musi chodzic do zastepczych przedszkoli i mu
                to nie przeszkadza a mnie boli i to bardzo.Jego eks nie pracuje,
                sidzi w domu a ja musialam wrócic do pracy jak corka miala roczek bo
                nie byloby za co zyc a corke trzeba bylo oddac do złobka.Nie mam juz
                sil pracowac na jego rodzine i nie pracujaca eks.Pozdrawiam.
                • edw-ina Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 29.07.09, 10:27
                  Właśnie takie zachowania, jak opisałaś wywołują "ukrytą macochę",
                  taką z Kopciuszka.
                  Mamo Natalki, dlaczego jesteś ze swoim mężem? Jeśli, z tego co
                  napisałaś on nie interesuje się ani twoim losem, ani waszego
                  dziecka, to co to za związek?
                  Skoro woli utrzymywać nie pracującą eks, to w jakiej roli stawia
                  Ciebie? kochanki? kobiety do towarzystwa? kucharki i sprzątaczki?
                  jeśli jesteś z nim ze względu na dziecko, to przestać. Z tego co
                  napisałaś to i tak lepiej się wywiązuje ze swoich rodzicielskich
                  obowiązków na odległość. A jeśli jesteś z nim, bo masz nadzieję, że
                  się zmieni, to wstrząśnij nim tak, by był zmuszony to zrobić już.
                  strasznie żal mi Ciebie, trzymaj się.
                  • braktalentu Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 29.07.09, 12:35
                    "Skoro woli utrzymywać nie pracującą eks"

                    To chyba nadinterpretacja.
                    • edw-ina Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 29.07.09, 12:42
                      Może i nadinterpretacja, po zastanowieniu stwierdziłam, że może ex ma własnego
                      next, który ją utrzymuje. Choć zdanie: "Jego eks nie pracuje,
                      sidzi w domu a ja musialam wrócic do pracy jak corka miala roczek bo
                      nie byloby za co zyc a corke trzeba bylo oddac do złobka" jakoś tak zrozumiałam.
                      Być może w przypływie negatywnych uczuć.
                      • mama_natalci Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 29.07.09, 13:07
                        Eks mojego meza nie pracuje ale wyszla zamąz i ma z obecnym mezem
                        dziecko. Z tego co wiemy to jej mąz oplaca rachunki, wyzywienie ale
                        nie daje jej gotówki wiec ona na swoje wydatki wykorzystuje
                        otrzymane alimenty a na potzrbey dzieci juz nie ma wiec wydzwania ze
                        nie ma pieniedzy na buty, kurtki, wycieczki, ksiazki itp.Moj M zdaje
                        sobie z tego sprawe ale caly czas tlumaczy ze jak jej nie da kasy to
                        ona zlozy pozew o podwyzszenie alimentów.Jej udzial w utrzymaniu
                        finansowym dzieci jest zaden.
                        • edw-ina Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 29.07.09, 13:50
                          Nawet nie wiem, co Ci odpisać. Czyli ona może dostać, bo grozi, a Ty nie, bo w
                          końcu masz w domu męża, więc po co więcej??
                          To może Tobie powinien również wypłacać alimenty? Przynajmniej wiedziałabyś na
                          czym stoisz.
                          Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Rozumiem, że nie masz już siły pracować na
                          wszystko. Powtórzę się - strasznie mi przykro.
                        • braktalentu Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 30.07.09, 15:02
                          "wiec ona na swoje wydatki wykorzystuje otrzymane alimenty a na potrzeby dzieci
                          juz nie ma"

                          Co jakiś czas natykam się na psot o niezwykle zaradnych kobietach. To te, które
                          ze średniej wysokości alimentów na dzieci potrafią zapewnić sobie zaskakujące
                          luksusy.
                          Ileż to tych alimentów otrzymuje była żona Twojego męża, że obawia się On ich
                          sądowego podniesienia (tu przypomnijmy sobie jakie są kryteria przyznawania
                          alimentów)? Ile Twoim zdaniem kosztuje utrzymanie dzieci w wieku Twoich
                          pasierbów? Jaki jest udział Twojego męża w CODZIENNEJ opiece i WYCHOWANIU dzieci
                          z pierwszego związku?



    • shedir1 Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 29.07.09, 08:52
      Czytając Wasze posty w każym moge doszukać się cząstki mojego
      związku i swoich obaw.Największe opisała krowa_laciata wink.Mój
      partner ma jedno dziecko 4latka ja nie mam żednego, mam 25lat ale
      bardzo chce. Obydwoje chcemy byc razem, stworzyć rodzinę, rozmawiamy
      o wspólnej przyszłości i wspólnym dziecku.Ja najbardziej się boje że
      on nie będzie tak przeżywał, wyczekiwał, tak się cieszył i zachwycał
      tym jak ja będe w ciąży i naszym dzeckiem jak swoim pierwszym.
      Rozmawiałm już o tym z moim partnerem ale we mnie nadal troche to
      siedzi. JA pierwszy raz w ciąży, emocje, euforia i chciała bym żeby
      on przeżywał to samo, a on już to miał. Wiem, że to pawnie tylko
      moje takie głupie nakręcanie się ale czasami o tym myśle.Jeśli
      chodzi o jego dziecko to mała mnie lubi i akceptuje jako partnerke
      ojca i często jest u nas. Kwestie finansowe mamy uzgodnione i zawsze
      razem je uzgadniamy więc wogóle nie mam zastrzeżeń. Wiem też że mój
      partner nie będzie odmawiał naszemu dziecku na koszt swojego.
      Dziecko ma tez matkę, która dostaje alimenty mimo,że dziecko spędza
      więcej czasu z ojcem i u nas wszysko ma zapewnione. Nie czuje się
      tez na drugim miejscu, wiem że mój partner kocha swoją córę ale
      kocha też mnie.Zawsze powtarza że obydwie jesteśmy na pierwszym
      miejscu u niego z tym że to troche inne pierwsze miejsca wink. Zreszta
      ja się z tego cieszę, nie mogła bym być z kimś kto zostawił swoje
      dziecko bo bała bym się, że może to samo zrobić z naszym.
      Na koniec chciałam Wam dziewczyny bardzo podziekować, pisze tu
      pierwszy raz ale jestem codziennie. Dajecie mi dużo wsparcia i rad.
      Nie byłam w żaden sposób przegotowana na taki związek, za mało
      dojrzała i nawet nie wyobrażałam sobie co mnie czeka. Przeszliśmy
      już przez tyle... Wiem że dużo przed nami jeszcze ale już inaczej na
      to wszystko patrze. Pozdrawiam Was gorąco.
    • mahadeva Re: ile mozna wytrzymać, skoro to tak boli... 13.09.09, 02:06
      dziwi mnie, gdy mowiesz, ze kolezanki patrza na Ciebie z politowaniem
      ja tez mam faceta z przeszloscia, ze zobowiazaniami, ale to jest najwspanialszy
      czlowiek, jakiego poznalam, dlatego z nim jestem i koelzanki moga mi co najwyzej
      zazdroscic...
      ja cale szczescie nie chce miec dzieci, potrafie sie tez utrzymac - ale ciezko
      na to pracowalam
      czasem zazdroszcze chlopu, ze ma sens zycia w postaci dzieci, a ja sama musze go
      szukac gdzie indziej, ale to moj wybor

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka