tomek854
27.07.10, 21:08
Odwiozłem dzisiaj członka rodziny (nie mojej na szczęscie) który odwiedzał nas
przez tydzień. Hardkorowa Świadkowa Jehowy.
Nawet mnie nie próbowała nawracać (próbowała kiedyś, ale że nie udało jej się
wyrwać poza "kółeczko nr 1" to chyba mam spokój) ale i tak wystarczyło.
Tacy ludzie nie powinni być nauczycielami - nie chodzi o to, że pani nie
wierzy w ewolucję, bo akurat uczy matematyki, ale o odpornośc na argumenty.
Opowiadała jak uczyła fizyki w zastępstwie i o tym, ze wszystko spada z tą
samą prędkością. Zauważyłem, ze w próżni, bo w warunkach codziennych należy
wziąć pod uwagę opór powietrza, ale gdzie tam.
Ona wie swoje, i wie że ma rację, więc nie interesują jej żadne argumenty,
które z założenia są niesłuszne.
Straszne to jest!
No, się wygadałem, lepiej mi.
P.S.: doceńcie moją siłę woli: po dyskusji o ewolucji (i o tym, ze to co było
stworzone na początku to jest, i że nic nowego człowiek nie może stworzyć)
zachciało się jej nektarynki. Strasznie dużo mnie kosztowało, żeby nie kupić
jej jabłka i brzoskwini i powiedzieć, że to jest właśnie nektarynka taką jaką
stworzył ją Jehowa...