Dodaj do ulubionych

Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji

28.07.11, 11:10
wyborcza.pl/1,76842,9999756,Chory_WF.html
Taki sobie artykuł. I obudziły się moje wsopomnienia z podstawówki i liceum. W podstawówce... to była maskara. Nauczycieli przetrwałem tam kilku ale dobre żadnego nie wspominam. Byłem (i jestem nadal) wysoki ale jakis niezgrabny, biegac szybko nie umiałem, 60m. z czasem 9,7 s. chyba w 7. klasie uznalem za własny rekord zyciowy bo nie potrafiłem biec szybciej... A to sie przekładało na ocenę zazwyczaj mizerną. Tak samo jako chuchro miałem problem z rzutem piłka lekarską. Dodatkowo maniacka gra w piłkę kopaną... nigdy mnie to nie bawiło i nie lubiłem tego, chłopaki pod tym względem traktowali mnie jak ofermę 9nie mam do nich zalu bo sam nie chciałem grać). Ale jeździłem duzo na rowerze, w wakacje jeździłem na obozy wedrowne na rowerach i przejeżdżałem dystanse które niektórym w klasie się nie śniły....

Liceum-21 lat temu rozpoczete XLII L.O. Konopnickiej w Warszawie i tam niejaki pan Janusz Omięcki. Nauczyciel starszej daty, wymagajacy bardzo dużo, ale nie patrzący tylko w tabelki z normami dla wieku. Bieg na 1000m? Zaliczał nawet jak delikwent go przeszedł (takich też miałem w klasie, chłopak ogólnie bez sprawności ale sie starał i zawsze ćwiczył chyba ze rzeczywiście był po ciężkiej chorobie-przez 4 lata może 2 razy tak było). Skoki przez skrzynie tez dawkował odpowiednio do mozliwości, jak ktoś był mniej wysportowany to nie musiał skakać przez wszystkie 6 czy 7 segmentów. Ale jak chciał spróbowac mimo swoich lęków i ograniczeń to był za to doceniany. Gość miał nieziemskie wymagania, także do zachowania. I pamiętam że na za zachowanie (mój brak opanowania w starciu z kumplami) z przedostatniej lekcji w IV klasie mnie wyrzucił... I owiedział że więcej mam sie nie pokazywać, obnizył mi ocenę i nie dał się przeprosić, powiedział że się jednak na mnie zawiódł. A ja go bardzo ceniłem, zetknąłem sie z nim jeszcze kilka razy po ukończeniu szkoły i jak do innych odnosił się normalnie to do mnie nadal zimno... Ale i za to go cenie i ceniłem bo dał mi duzo do myslenia.

Ciekaw jestem jakie spostrzeżenia przyniesie ze szkoły moja córka. Jest dosyc aktywna, próbuje, ale też ma pewne ograniczenia, lęki. Ciekaw jestem czy trafi na tak samo dobrego nauczyciela jak ja.
Obserwuj wątek
    • edek40 Re: Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji 28.07.11, 12:47
      W klasach 1-3 WF prowadzila wychowawczyni. I zdaje sie jakos, w oparciu o literature, probowala organizowac nam na korytarzu szkolnym korektywe i zajecia ogolnorozwojowe. Bylo fajnie.

      W klasach 4-8 i ogolniaku WF w zasadzie mozna opisac jednym zdaniem: "macie tu chlopcy pilke, pograjcie sobie". Z reguly byla to pilka kopana (ktorej nie cierpialem). Rzadziej kosz lub siatkowka. Gimnastyki rozwojowej bylo jak na lekarstwo. Bodaj w 2 klasie ogolniaka pan wpadl na pomysl biegu na 6 km. Bez przygotowania, bez rozgrzewki, bez glowy. Jeden kolega rozpoczal zbyt szybko i biegu nie ukonczyl. Zostal etatowym podpadziocha.
    • pizza987 Re: Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji 28.07.11, 12:59
      Żeby jeszcze takich akcji uczyli.... biertijd.com/mediaplayer/?itemid=29253 :D
    • emes-nju Sprostowanie. 28.07.11, 13:47
      Pilka lekarska nie ma nic wspolnego z leczeniem!
      • pizza987 Re: Sprostowanie. 28.07.11, 13:53
        emes-nju napisał:

        > Pilka lekarska nie ma nic wspolnego z leczeniem!
        >

        Ale może delikwenta doprowadzic do leczenia-jak sobie przy klasycznym szkolnym rzucie podrzuci za wysoko i przyjmie na głowę (niespodziewanie), taką atrakcję tez miał jeden z gości u mnie w podstawówce, nie pamietam tylko jakie były tego konsekwencje.
        • tomek854 Re: Sprostowanie. 28.07.11, 17:31
          Hihi, myśmy w podstawówce mieli taką malutką salkę gimnastyczną. Zawsze chcieliśmy (znaczy oni chcieli) grać w nogę, ale normalna futbolówką to byśmy się pozabiljali, więc nam dawali lekką piłkę lekarską :P

          Na dworze zaś myśmy z kolegami zawsze siedzieli w piaskownicy gdzie bawiliśmy się resorakami a jeden stał na czatach i jak nauczyciel, który nam pozwalał nie grać w nogę pod pretekstem, że chcemy potrenować skoki w dal, się zbliżał, to grabiliśmy piaskownicę.

          Aczkolwiek był nauczyciel z pasją, niejaki pan Turkiewicz (bo niektórzy z forum mogą znać) ten potrafił zachęcić nawet do tego stopnia że raz wystąpiłem w reprezentacji szkoły w piłkę ręczną ;-)

          W technikum to inna sprawa. Nauczyciel był exwojskowym trepem (w sensie umysłowych możliwości) którego nic nie ruszało. W pierwszej klasie chciał mnie oblać z WFu bo ja nie mogłem się podciągać (do dziś nie mogę - efekt połamanej w łokciu ręki. To znaczy podciągnąć może bym się i podciągnął, ale nie jestem w stanie jej pod obciążeniem wyprostować i straszny ból mi to sprawia). Nawet mu przyniosłem papier od lekarza, ale się nie przejął specjalnie.

          A że w jego programie nauczania w pierwszej klasie to były tylko albo pompki (też nie daję rady z tego samego powodu) albo wdrapywanie się po linie albo po drążku, albo podciąganie się i tak dalej.

          Powiedziałem, że niech mnie wyśle na komisa, ale dał mi ostatnią szansę i powiedział, że jak ładnie pobiegnę test coopera to mi zaliczy.

          Już wtedy udało nam się odkryć, że on umie liczyć tylko do ośmiu, więc jak biegaliśmy tą naszą piętnastką, to zwykle jedna trzecia chowała się w krzakach albo za takim nasypem a reszta robiła tłok na bieżni i co jakiś czas się zmienialiśmy. Więc coopera zaliczyłem wyśmienicie i dostałem tą mierną.

          Potem jakoś tam wyluzował, ale i tak lepiej jak trójkę to chyba nie miałem - bo zawsze miałem banie z pompek, wspinania się po linie i podciągania się na drążku.

          Był to generalnie rzecz biorąc człowiek mający bardzo wysokie mniemanie o sobie i nie znoszący sprzeciwu.

          Taka anegdotka: grabimy liście na boisku szkolnym (w ramach WF oczywiście :P)
          Prof: Ty weźmiesz grabki, ty wiaderko, ty miotłę a Ty Andrzej weźmiesz ten wózek.
          Andrzej: Ale panie profesorze, ale on jest przyczepiony łańcuchem do ławki!
          Prof: Nie dyskutuj!
          Andrzej: Ale...
          Prof: Co ja powiedziałem?
          Andrzej i reszta klasy: Ale panie profesorze...
          Prof: Andrzej masz uwagę, ktoś jeszcze chce do niego dołączyć?

          I dumny z siebie poszedł na boisko które było po drugiej stronie ulicy.

          Dopiero kanonada klaksonów spowodowana przez Andrzeja który przeciągał przez ulicę wózek z przypiętą do niego łańcuchem solidną żeliwną ławką trochę go ostudziła. Wysłał kogoś do woźnego po klucz a Andrzeja na dywanik do wychowawcy za powodowanie zagrożeń w ruchu lądowym. Na szczęście nasza ówczesna wychowawczyni była rozsądną kobietą a pan profesor od wfu był znany ze swoich wybryków, więc Andrzejowi nic nie zrobiono.

          Inna anegdotka: Profesor ma zastępstwo z dziewczynami przez cały semestr.
          Sprawdza obecność: A ty, Magda dlaczego nie ćwiczysz?
          - Bo panie profesorze, ja mam okres.
          - Dwa razy w tym samym miesiącu? Niemożliwe, jedynka.

          Jakoś mu nie przyszło do głowy, że przeważnie miesiące mają więcej niż te typowe 28 dni...

          Potem przydarzył nam się taki pech, że ów profesor został wychowawcą naszej klasy. Pierwsze co zrobił sobie to pieczątkę "Mgr X, wychowawca klasy IV D" i przystawiał ją na wszystkim na czym się dało...

          Tymczasem moja mama zawsze na mnie krzyczała kiedy mówiłem, że mój nauczyciel WFu jest kretynem. Po pierwszej wywiadówce przeprosiła mnie i przyznała mi rację. Po czwartej wywiadówce, gdzie się z nim ścięła powiedziała, że więcej tam nie pójdzie. Tato powiedział, że tak nie można, poszedł na jedną i wróciwszy oświadczył, że zaiste jest to wysoce nietypowa osoba... :-)

          Także u mnie na WFie też było zabawnie.
          • tomek854 Re: Sprostowanie. 28.07.11, 17:44
            Ach, no i zapomniałem jeszcze.

            Kiedyś, już po latach po maturze przechodzę koło szkoły, a tan profesor X na boisku prawi kazanie jakimś młodzianom. Zobaczył mnie i woła "Tomek, Tomek, pozwól no tutaj". No to podszedłem, przywitałem się, pyta co tam u mnie, aż w końcu zadaje pytanie "Tomek, a ty palisz papierosy?"
            Ja na to, zgodnie z prawdą "Nie, nigdy".
            Profesor, odprawiając mnie gestem ręki zwrócił się do klasy "Widzicie? Moja szkoła!"

            :-)

            A na studiach WF zaliczyłem na turystyce rowerowej. Niesamowity facet to prowadził, chyba miał ze 250 lat, a i tak mało kto za nim nadążał. A tymczasem nacisk był raczej na turystykę, więc pokazał nam takie niesamowite perełki w podwrocławskich wsiach i pasjonująco o nich opowiadał... Warto było.
            • szarykot Re: Sprostowanie. 08.08.11, 08:18
              > A na studiach WF zaliczyłem na turystyce rowerowej. Niesamowity facet to prowad
              > ził, chyba miał ze 250 lat, a i tak mało kto za nim nadążał.

              Pan Kazimierz Władyka :) Też miałem przyjemność z nim jeździć, to był świetnie spędzony czas, tak pod względem rowerowym, jak i czysto turystycznym. Do tego obaj władamy ukraińskim, więc często sobie w tym języku rozmawialiśmy ku zdziwieniu otoczenia :)
              • pizza987 Re: Sprostowanie. 08.08.11, 22:51
                szarykot napisał:

                > > A na studiach WF zaliczyłem na turystyce rowerowej. Niesamowity facet to
                > prowad
                > > ził, chyba miał ze 250 lat, a i tak mało kto za nim nadążał.
                >
                > Pan Kazimierz Władyka :) Też miałem przyjemność z nim jeździć, to był świetnie
                > spędzony czas, tak pod względem rowerowym, jak i czysto turystycznym. Do tego o
                > baj władamy ukraińskim, więc często sobie w tym języku rozmawialiśmy ku zdziwie
                > niu otoczenia :)
                >

                Czyli trafiłeś na czlowieka z powołaniem który potrafił się nim mądrze dzielić z innymi. I przed takimi nauczycielami/pedagogami należy stwierdzić szapo ba! ;)
              • tomek854 Re: Sprostowanie. 12.08.11, 22:06
                Tak, właśnie on! Wspaniały człowiek!

                A jeszcze jak do niego po wpis szedłem to mnie zaprosił do domu na herbatę, gdzie akurat jakiś jego kolega w podobnym wieku gościł. Wspominali dawne czasy... Chyba ze trzy godziny tam siedziałem tak pasnojująco opowiadali!
    • mrzagi01 Re: Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji 28.07.11, 15:14
      Fizkultury w wydaniu szkolnym zasadniczo nie lubiłem ze szczególnym wskazaniem na biegi (bo chyba anatomicznie nie jestem stworzony do tej metody poruszania- syn zresztą ma to po mnie) i piłkę kopaną (bo się dużo biega). No chyba że na bramce w silniejszej drużynie (co to piłka na stałe rezyduje pod bramką przeciwnika). Z podstawówki to dużo nie pamiętam. W liceum mieliśmy takiego maniaka któy mial dwa pierdolce- biegi przełajowe po pobliskim parku (to właściwie był taki masyw wzgórz) i elektryczna maszyna do liczenia pompek. Biegi przełajowe swego czasu zaliczał na trójczynę każdemu kto dopełzł do mety, do czasu jak jedna z klas solidarnie pobiegła do kawiarni na oranżadę i wróciła po 45 minutach. Maszyna do pompek to były takie dwa właczniki na statywach zajebanych z gabinetu chemicznego jeden do pozycji górnej do załączania plecami, drugi dla dolnej naciskany klatą. włączniki zapalały żarówki, a gostek je liczył. Fusbal w liceum był nawet znośny, bo mieliśmy w klasie takiego uzdolnionego maniaka- podawało mu się piłkę, a on sam już rozgrywał, sam dośrodkowywal do siebie, atakował, bronił, wykonywał rzuty karne, rożne, strzelał gole i sam sie cieszył.

      Na studiach zapisalem się na basen na śląsk i nawet uczęszczałem (bo plywać umiem i lubię) do czasu aż dostałem liszajów z których leczyłem się trzy miesiące, to odpuściłem, zresztą układ był taki, że babka od wuefu zawsze przed końcem semestru wpadała na uczelnie i podpisywała hurtem wszystkie indeksy

      reasumując WF to była chujnia z nędzą- to czego lubiłem (bicykl, pływanie, biegi na nartach zimą) nikt nie życzył sobie ocenić.
      Młody w szkole ma o tyle fajnie, że jest wyraźne stanowisko ogólu ciała pedagogicznego, że sport (zwłaszcza ten gdzie fruwają okrągłe przedmioty) jest urazowy, a uszkodzone kończyny nie sprzyjają szlifowaniu talentów muzycznych (bo młody do muzycznej chodzi), więc WF jest razej przedmiotem relaksacyjnym.
      • bassooner Re: Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji 28.07.11, 15:58
        - Wf w podstawówce to gry zespołowe, ćwiczenia, tory przeszkód po których połowa ze zmęczenia puszczała pawia i dyscyplina - stanie godzinę lekcyjną, na boisku, w pełnym słońcu, a był np. gorący czerwcowy dzień, na baczność z rękoma a'la Jezus z Rio.
        - szkoła średnia to gry zespołowe, ćwiczenia i dyscyplina, ale już bez przegięć...
        - studia muzyczne to 3 godziny tygodniowo zajęć z WF (na instrumencie miałem 2!) - godzina basenu wymiennie na 2 czegoś tam + 2 godziny czegoś tam. zrezygnowałem z basenu więc miałem 2 godziny kosza i 2 godziny siłowni + judo, a jak się miało nieobecności to trzeba było odrobić - byli tacy co to im nie wydano po obronie i skończeniu studiów dyplomu i wciąż musieli chodzić odrobić zaległe godziny wf... ;-)))
        ja miałem kilka nieobecności i przed końcem semestru chodziłem na 6 godzin wf tygodniowo.
        poziom wf na studiach niska, bo wiara była głównie po liceach muzycznychm, ja byłem po normalnej, wyśrubowanej średniej więc byłem ogólnie orłem, i pomimo że np. w pingla dostawałem w średniej baty od każdego, na studiach byłem dużo dużo lepszy od najlepszego... ;-)))
        w siatę gram do tej pory, dużo jeżdżę na rowerze, trochę macham hantlami i robię pompki... tak mi zostało.
        • winnix Re: Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji 29.07.11, 02:35
          W muzycznej w kosza graliście?!?!?! Pianiści też??
          • bassooner Re: Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji 29.07.11, 13:18
            kosz zabroniony nie był, ale przymusu też nie było. pianiści mogli przecież wybrać, basen, siłkę, nogę, czy jogę... choć przyznam, że w nogę grali głównie lutnicy, a prawie wszyscy byli z okolic Zakopca, więc z piłką szarżowali jak postrzelony odyniec i urazy nóg były dość częste... ;-)))
            ale pan Wieczorek od WF i tak uznawał prawie wszystkich studentów AM za mazgai, fajtłapy i lebiegi z dwoma lewymi... zresztą po części miał rację...
    • tiges_wiz Re: Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji 28.07.11, 18:57
      u mnie w technikum na we wrześniu i w czerwcu był test.
      ocena zależała od postępów.
    • rapid130 Re: Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji 29.07.11, 22:16
      "Ocena z wychowania fizycznego powinna zależeć od zaangażowania, a nie sportowych wyników" - uważa rzecznik praw dziecka i apeluje do MEN, by zajęło się tym przedmiotem.

      O, moja siostra-wuefistka wyprzedza MEN. :P No i dziewczęta-grubaski zaczęły przychodzić na WF, zamiast przynosić zwolnienia od rodziców.

      (I oczywiście stary wuefista na każdym kroku podkłada jej nóżkę, bo mu konkurencję robi).
      • lobuzek1 Re: Ciekawie o WF w szkole i trochę refleksji 13.08.11, 08:36
        Ja odkąd pamiętam trenowałem koszykówkę w Unii Tarnów, więc z WF-u nie miałem żadnych problemów, musiałem pokazywać wszystko na zajęciach z koszykówki w podstawówce i liceum. Na studiach grałem w AZS-ie, więc też nie było problemów. teraz po zerwaniu więzadła w kolanie przekwalifikowałem się z kosza na basen, rolki, łyżwy i rower. Cieszę się, bo Inga ma straszne zacięcie do sportu i widzę że coś z tego będzie, bardzo dużo razem jeździmy na rowerze na wycieczki i na rolkach, no i oczywiście basen. A pod koniec sierpnia zamrażają w Dębicy kryte lodowisko, więc trzeba będzie pojechać i zacząć sezon łyżwiarski.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka