tomek854
27.10.14, 19:57
Mieszkam w jednej z lepszych dzielnic w Glasgow. Tuż koło domu mam wielki park. Po drugiej stronie tego parku - jedna z mniej lepszych dzielnic.
Jak pierwszy raz przyjechałem do Glasgow w 2005 roku to lokalsi w tamtej drugiej dzielnicy marudzili, że się z niej robi jakieś azjatyckie miasto. Faktycznie, okolica opanowana jest przez Pakistańskich sklepikarzy, na każdym kroku sklep z pierdołami, azjatycki salon mody albo warzywniak z którego skrzynki z owocami wylewają się niemalże na ulicę a w rynsztokach gniją przemokłe kartony a między tym wszystkim snują się zakwefione niewiasty za którymi jak kaczuszki za mamą podążają stadka dzieci. Z tym warzywniakiem to może i ktoś powiedziałby, że to różnica kulturowa, ale warzywniak u mnie za rogiem też prowadzą Pakistańczycy a wygląda jak jakiś trędi sklepik dla hipsterów. Znaczy: jak chcą to mogą i to chyba jest po prostu tak, że dostosowują się do otoczenia.
No i tak do tej drugiej dzielnicy parę ładnych lat temu wprowadzili się moi znajomi, którzy Pakistańczyków się nie boją bo lubią multikulturowy koloryt a cieszyli się, że mieszkania są tańsze. Kiedy rozstawałem się z byłą i szukałem sobie miejsca na mieszkanie bardzo zachęcali mnie, żebym się tam przeprowadził, więc nawet się umówiłem na oglądanie jednego mieszkania, ale nie zdecydowałem się, bo na ulicy, na której ono było na parterze mieszkała rodzina Cyganów ze Słowacji. Usłyszałem wtedy jaki to ze mnie nie jest straszny rasista.
Tymczasem minęło parę lat, do tej rodziny dobijały kolejne, lokalni ludzie wyprowadzali się, właściciele mieszkań stawali przed rozpaczliwym dylematem wynajmowania mieszkania Cyganom za grosze albo trzymania ich pustymi, dziś cała ta ulica to jest jedno wielkie NO-GO zone. W czasach kiedy byłem tłumaczem dla policji obiłem się o kilka spraw Polaków których tam skrojono, do tego był duży problem z rodziną polskich Cyganów dręczących psy, które im odpowiednie służby zabierały a już za tydzień w mieszkaniu pojawiały się nowe...
No a potem otworzono granicę dla Bułgarów i Rumunów. Dzisiaj nawet moi znajomi miłośnicy multi-kulti uciekli stamtąd gdzie pieprz rośnie po tym, jak w ciągu dwóch miesięcy ukradziono im z zaparkowanej pod domem pandy lusterka, wycieraczki, antenę, dwukrotnie tablice rejestracyjne a tuż przed wyprowadzką wymontowano nawet reflektor. Poza tym mieli dość oglądania z okien swojego mieszkania cygańskiej dzieciarni srającej na znajdującym się po przeciwnej stronie ulicy skwerku.
W dzielnicy tej mieści się jeden z pobliskich Lidlów a niedawno przeniósł się także polski sklep który do niedawna miałem praktycznie pod domem... Ponieważ w polskim sklepie odbieram zaprenumerowane gazety (papierowa Polityka to jest taka odrobina luksusu, której nie potrafię sobie odmówić) zacząłem tam być stałym bywalcem... I po dwóch miesięcy już mam dosyć.
Sklep mieszczący się w znacznie mniejszym pomieszczeniu ma teraz praktycznie przez cały czas trójkę sprzedawców (zwykle był tylko jeden). Dwóch jest tylko po to, żeby pilnować towaru przed rozkradzeniem. Okoliczne cygańskie dzieciaki zabawiają się w taką grę żeby poślinionym palcem dotknąć np. wyłożonego w koszyczku pieczywa tak, żeby sklepikarze ich nie zobaczyli - już nikt kogo znam nie kupuje w owym sklepie nic, co nie było by zapakowane fabrycznie. W sklepie mieści się także punkt przekazywania pieniędzy - i owi Cyganie przelewają do swoich krajów takie kwoty, że ja w życiu tyle gótówki na oczy nie widziałem - podpytany sprzedawca mówi, że oni tak regularnie, co tydzień.
Do Lidla już praktycznie nie chodzę. Po pierwsze, zwyczajnie boję się, że mnie obrobią - przejeżdżam tamtędy regularnie jadąc do miasta i ostatnio bardzo często widzę stojącą pod sklepem policję. Po drugie - w sklepie nie da się już wytrzymać. Ok, Pakistańczycy mają mnóstwo dzieci, ale jakoś mniej lub bardziej nad nimi panują (albo się po prostu przyzwyczaiłem, bo pamiętam, że jak przyjechałem do Szkocji to uważałem, że nie potrafią nad nimi panować :-)) ale to co wyprawiają dzieci Cygańskie to jest jakaś masakra. Wszystkie biegają, wrzeszczą, rodzice, jeśli są, to nie reagują (a możliwe, że one sobie po prostu z Lidla zrobiły plac zabaw, bo na dworze pada, jak to jesienią). Po tym, jak w zacietrzewieniu jakiejś bitwy cygański kajtek wyciągnął mi z koszyka jajka, otworzył pudełko i zaczął nimi ruzcać w kolegę, po prostu postawiłem koszyk na ziemi i wyszedłem. Teraz nawet jak jestem w Polskim sklepie po gazety a chcę do Lidla to potem wsiadam w auto i jadę 2 mile w drugą stronę do drugiego Lidla który znajduje się w dzielnicy councilowych bloków...
W okolicy pojawiło się mnóstwo samochodów na balchach z Rumunii, Bułgarii, Węgier, Czech, Słowacji, Polski... Bardzo wiele z nich ma kierownice po prawej stronie, więc zapewne chodzi tylko o uniknięcie płacenia podatków i opłat w UK, ciekaw też jestem ile z tych samochodów jest na lewych papierach po tym, jak zobaczyłem Vauxhalla Omegę RHD na polskich blachach...
Nocami spotykają się oni na spocie koło myjni samochodowej do której kiedyś jeździłem, teraz po przerwie (w lato myłem sobie samochód karcherem w pracy, ale się popsuł więc znowu zacząłem odwiedzać myjnie) do niej zajrzałem i juz więcej nie pojadę. W myjni, w której pracowali kiedyś Pakistańczycy których nie potrafiłem się nachwalić pracują teraz sami słowaccy Cyganie. Samochód ostatnio dostałem w łaty, bo nawet nie chciało im się przejechać gąbką po całej karoserii, na stanowisku odkurzania pojawiło się wielkie ogłoszenie że "należy zabierać ze sobą wszystkie wartościowe rzeczy, bo za ich zniknięcie myjnia nie odpowiada" (ciekawe, że wcześniej nie było ono potrzebne), poczekalnia zaś nie nadaje się już całkiem do użycia, bo została przekształcona w cygański żłobek - siedzą w niej dwie cyganki przekrzykujące się wzajemnie, bo każda gada przez (najbardziej wypaśny oczywiście) telefon, a na sofach leżą obsrane i płaczące niemowlaki.
* * *
W swoim czasie dużo jeździłem autostopem, Cyganie zawsze bardzo chętnie podwozili. Oczywiście poznawało się ich na kilometr bo ich auta zwykle wyglądałuy jak to Daihatsu które bodaj qqbek niedawno wkleił na nasze forum, ale zawsze byli przyjaźni, człowiek nie bał się z nimi jechać, a raz nawet zdarzyła mi się super przygoda bo udało mi się zabrać z dwoma fascynującymi postaciami - dwóch starszych, jeden analfabeta, drugi jak na Cygańskie standardy (sam tak mówił) super wyedukowany bo po zawodówce jeździli z objazdem po cygańskich wioskach na Suwalszczyźnie żeby namawiać rodziców do tego, aby posyłali dzieci do szkoły. To była jedna z najfajniejszych moich jazd w życiu, dowiedziałem się wtedy chyba wszystkiego co dziś wiem o kulturze i społeczeństwie Polskich Cyganów. Ale na co się zdadzą takie działania samej romskiej społeczności, skoro potem jak się oni gdzieś pojawią to wygląda to jak wygląda... I ja nie mam pomysły jak to zrobić, żeby ich ucywilizować i zintegrować z resztą społeczeństwa, skoro nawet moi przyjaciele fani multikulturalizmu nie tylko wyleczyli się z niego jeśli chodzi o Cyganów, ale sobie chwalą, że w miejscu w którym mieszkają teraz są "sami biali i jest spokój"...