lobuzek1
23.02.08, 19:00
Sytuacja następująca. Około 17 wyjeżdżam z żoną i Ingusią z Jasła,
stoje na skrzyżowaniu ze światłami drogi głównej z mniej główną.
stoję jako pierwszy i jedyny na czerwonym, ruch mały. Po coś się do
tyłu odwróciłem (chyba Ingusia coś się pytała) i trochę zaspałem na
światłach. Ruszyłem, podjechałem, minąłem sygnalizator a wtedy z
lewej strony przez skrzyżowanie zapier.... coś czerwonego, chyba
jakieś Seicento. Skoro ja zaspałem ze 3-4 sekundy, to on musiał
zapierdalać na czerwonym palącym się od dłuższej chwili. Dodatkowo
widoczność z lewej ograniczał jakiś budynek i nie było szans kutasa
zauważyć. Gdybym nie przysnął to wjechałby w moją stronę i pewnie
bym teraz nie pisał. Cholera, miałem farta i to niezłego, a temu
kutasowi nogi z dupy bym powyrywał. Do tej pory mnie telepie jak o
tym pomyślę.