sven_b
05.05.08, 10:28
Przeżyliśmy weekendowy najazd. Miejscowość liże rany - ekipy zbierają śmieci
rozp* po całym lesie, naprawiają kosze, prostują znaki drogowe. Było tak. Fala
nadciągnęła w czwartek. Zaczęli od mycia aut i wietrzenia chat. Potem
przeczesali sklepy w poszukiwaniu kiełbasy i węgla. Przyjechali goście,
rodziny i miejscowość spowił zapach grillowania, któy nawet lubię. W okol.
22.00 co słabsi już spacerowali, tu i ówdzie pożygując. Rano przyszedł kac.
Sposobem było grabienie śmieci, pakowanie w wory lub palenie. Ten cykl
powtarzał się do niedzieli, która o tyle sie różniła, że gawiedź w zamian
grabienia udała się na mszę. Wieczorem zmasowany odwrót. W dobrym tonie było
jeszcze zwalić wory śmieci w lesie lub na nieodwiedzanych działkach. I w
drogę. I tu wydarzenie, w które się włączyliśmy. Ktoś zwalił nam 6 worów
śmieci pod bramę i nawiał. Na szczęście był mój brat który sprawców kojarzył.
Odczekaliśmy do 22. załadowaliśmy wory do auta i udaliśmy się do Łodzi. Tam
wjechaliśmy windą na ósme i ustawiliśmy wory pod drzwiami. W drodze powrotnej
zdążyliśmy jeszcze cośtam wypożyczyć do oglądania)