Dodaj do ulubionych

Bylem wczoraj w Miami

03.06.08, 13:34
Musialem corke odwiezc na samolot. 310 km w jedna strone = 2 h 50 minut z przerwa na jedzenie/tankowanie. Wrazenia:
- Lexus jest REWELACYJNY. Klima dziala tak ja trzeba - niezaleznie czy na zewnatrz jest 35 stopnii czy 20, w srodku jest przyjemnie i nie trzeba nic regulowac. Samochod sie trzyma drogi jak przyklejony. Siedzenia wygodne. Zryw przy predkosciach autostradowych zdumiewajacy. Swiatla wspaniale (wracalem w nocy). Wlaczenie trybu "snow" w czasie ulewnej burzy pododuje ze mozna pewnie jechac pomimo ze jest to bardziej plywanie niz jazda. Normalnie teraz juz wiem za co sie placi :)
- sporo ludzi nie ma zupelnie wyobrazni - jechanie 140-150 km/h w deszczu gdzie widocznosc jest na kilkadziesiat metrow a wody na drodze jest tyle ze bez problemu moznaby sie wykapac jest z lekka nierozsadne. Na moich oczach jeden gosc sie o tym przekonal - byl lekki zakret a jego truck (chyba Nissan Titan?) pojechal prosciutko do rowu. Ale to Floryda = rowy plytkie i pelne wody = zakonczyl po szyby w wodzie i wysiadl caly i chyba zdrowy. Nie zatrzymywalem sie bo lalo strasznie i walily pioruny
- z najdziwiniejszych ciekawostek jakie spotkalem bylo kolo jadace sobie z niewiele mniejsza niz ja predkoscia. Samotne. Ale skrecilo w prawo, przejechalo przed nosem paru innych samochodow powodujac zamet na jezdni i pojechalo na zwiedzanie Everglades...
- w Miami ludzie prawdopodobnie nie wiedza do czego sluza znaki ograniczenia predkosci - minal mnie motocyklista z predkoscia tak duza ze zastanawiam sie ile mogl jechac - ja jechalem jakies 120 km/h a on przemknal kolo mnie tak, ze wiem tylko ze byl to motocykl. Spotkalem tez pare BMW i Mercedesow oraz jedna Honde Accord uwazajacych ze droga to pas startowy. Co ciekawe policja nie interweniowala, pomimo ze jej sporo widzialem. A najciekawsza sytuacja byla taka ze jechalem 130 i zostalem wyprzedzony przez policje w SUV'ie prujaca dobrze kolo 150-160 i majaca na ogonie kilka samochodow ktore wyraznie jechaly "na sponsora". Policja nie miala koguta, ale tylko napis z boku a bylo ciemno wiec ci za nia nie wiedzieli ze to policja. I zastanawiam sie czy to byla jakas akcja i ich wszystkich zgarneli potem (choc nic takiego nie widzialem), czy po prostu mozna tak jezdzic w Miami...
- lotnisko w Miami to najwiekszy syf w jakim bylem i bije na glowe Newark.

Uff, musialem sie odreagowac tym postem, bo 6 godzin za kolkiem w jeden dzien daje sporo adrenaliny...

Obserwuj wątek
    • marekatlanta71 Re: Bylem wczoraj w Miami 03.06.08, 13:57
      Aha - srednie zuzycie na trasie to 23.5 MPG = 10 litrow na setke. Troche duzo,
      ale V8 wyraznie lubi benzyne...
    • winnix Re: Bylem wczoraj w Miami 03.06.08, 14:49
      > Musialem corke odwiezc na samolot. 310 km w jedna strone = 2 h 50
      minut z przer
      > wa na jedzenie/tankowanie

      Arrrghhhhh. Nie lubię Cię, wiesz? ;)))

      > Uff, musialem sie odreagowac tym postem, bo 6 godzin za kolkiem w
      jeden dzien d
      > aje sporo adrenaliny...

      Arrrrghhhh poraz drugi. Jak zrobisz taki dystans w jedną stronę w 6
      godzin i potem jeszcze będziesz miał perspektywę powrotu, to
      pogadamy o odreagowywaniu:)

      Zaskoczyłeś mnie tymi prędkościami, nie wiem gdzie i od kogo, ale
      obiło mi się o uszy, że Amerykanie jeżdżą dosć spokojnie. Może to
      było kolejne nie do końca trafione uogólnienie. Zdecydowanie muszę
      się w końcu wybrać do tego kraju, coby sobie własne zdanie wyrobić,
      bo na razie to tylko mogę "Słyszałam, że w Stanach...":)
      • marekatlanta71 Re: Bylem wczoraj w Miami 03.06.08, 15:27
        Miami to bardziej ameryka poludniowa niz USA. Latynosi maja barzo
        polski temperament. I polskie podejscie do przepisow drogowych. Poza
        Miami (i Atlanta, i Orlando i chyba kazdym duzym miastem) trudno
        znalezc szalonych kierowcow - wiekszosc trasy wczoraj pokonalem na
        cruise control nie uzywajac hamulca po kilkadziesiat minut. A w nocy
        sie jedzie rewelacyjnie bo ruchu nie ma wcale (ciezarowkom nie wolno
        sie poruszac po i-95 i Turnpike) i mozna skoncentrowac sie na sluchaniu
        muzyki. Jedyne com czasem psuje przyjemnosc to mistrzowie kierownicy
        jadacy lewym pasem - trzeba ich od prawej brac.
    • civic_06 Re: Bylem wczoraj w Miami 03.06.08, 16:00
      marekatlanta71 napisał:


      > - lotnisko w Miami to najwiekszy syf w jakim bylem i bije na glowe
      Newark.
      >

      Czy masz na mysli Newark, NJ? Samo lotnisko nie jest takie zle,
      nawet ostatnio cos tam jeszcze poprawiaja. Czego nie mozna
      powiedziec o miescie Newark, do ktorego po zmroku raczej nie ma sie
      co zapuszczac...

      Ostatnio odwiedzilem lotnisko w Cincinnati, OH/KY. To dopiero
      dziwolag. Samolot sie opoznil bo czekalismy na faceta, ktory wsiadl
      nie do tego co trzeba. Tam jest to mozliwe!
    • s4 Lexus??? 07.06.08, 21:59
      Nie wierze. Ty, kierowca nad kierowcami, jezdzisz Lexusem???
      Sa samochody dla kierowcow, ktorzy lubia KIEROWAC samochodem.
      BMW, Audi... I sa "samochody" dla emerytow. Jak Lexus.
      Nie moge wprost uwierzyc, ze jezdzisz Lexusem...
      • crannmer Re: Lexus??? 07.06.08, 22:14
        s4 napisał:

        > I sa "samochody" dla emerytow. Jak Lexus.

        Dorosniesz i dojrzejesz, to zmodyfikujesz poglady i podejscie do jazdy samochodem.
      • marekatlanta71 Re: Lexus??? 08.06.08, 00:12
        Postarzalem sie i zaczynam cenic wygode nad osiagi :) A poza tym juz
        pisalem ze na rynku byl tylko jeden samochod ktory mi spelnial
        wymagania.
      • marekatlanta71 Re: Lexus??? 08.06.08, 00:15
        A, jeszcze tylko male pytanko - czy Lexusa IS-F i LF-A tez uwazasz za
        pojazdy dla emerytow?
    • derwisz911 Re: Bylem wczoraj w Miami 08.06.08, 23:27
      > - lotnisko w Miami to najwiekszy syf w jakim bylem i bije na glowe
      Newark.

      A w Krakowie kiedys byles? :-)

      > Uff, musialem sie odreagowac tym postem, bo 6 godzin za kolkiem w
      jeden dzien d
      > aje sporo adrenaliny...
      No nie gadaj. Dwa tygodnie temu przejechalem w sumie ok 2000 mil po
      Wisconsin, Illinois, Indianie (Macie w tym kraju bajeranckie
      wyscigi!) i Ohio. Jezdzilem w ulewie i gradzie, a osiagnalem pelna
      harmonie i spokoj duszy.

      Natomiast po powrocie jazda Warszawa-Krakow sprawile, ze ze strachu
      musialem chwile posiedziec na parkingu.

      Ot - kontrasty ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka