sven_b
08.01.09, 01:26
Nawinęło mi się wieczorem trochę pustej drogi więc zrobiłem test. Z czystej
ciekawości poleciałem trochę szybciej po białym. Większość jechałem 80-90/h
zwalniając na łukach do 65. Poprawiając z czasem technikę, dociągnąłem na
chwilę do 110/h, a na łukach do 90/h. Auto dawało się w pełni kontrolować.
Warunek to niski bieg, obie ręce na sterze, min. 4000 obr/min i żadnych
gwałtownych ruchów. Z czasem wejście w łuki nie powodowało zadnych
nieprzewidzianych zachowań. Przeszliśmy je po sznurku, z lekkim uczuciem
uślizgu, dającym się kontrować minimalnym popuszczaniem gazu. Potem wróciłem
do 90/h i wprowadziłem auto w lekki wężyk. Na chwilę, bo co prawda przedni
napęd ciągnął, ale możliwość kontroli i przewidzenia co nastąpi spadły gdzieś
do 60%. Idąc dalej, wyrównałem do 100/h i wrzuciłem 5tke. I tu nastąpił
element grozy. Miałem jakieś 2200obr i uczucie, że na pierwszym lepszym
wyniesieniu powędruję w polę. Spadek możliwości kontroli praktycznie na
krawędzi jej utraty. O wejściu tak w łuk wolałem nie myśleć bo auto samo
sygnalizowało, że nie czuje nawierzchni. Opony robią 2 sezon, ale bieżnik ma
jeszcze przed sobą świat. Polecam Wam taki test na wyczucie własnego auta i
update zimowych technik. W Szwecji przewieziono mnie tak kiedyś 130/h co
napędziło mi stracha, ale i zwróciło uwagę na zaskakująco wysoką możliwość
kontroli auta. Zapewniam, że ilość danych jaka napływa do mózgu podczas jazdy
jest ogromna:) Acha, tylko nie piszcie o wybiegających sarnach:) Test miał
inny charakter.