Dodaj do ulubionych

dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic?

25.11.03, 11:39
Ciagle slysze te opinie - w Warszawie jezdza jak szaleni, po chamsku,
bezwzglednie, szybko - ale nie bylam jeszcze nigdy w Warszawie swoim autem.
Pytanie do warszawiakow i do tych, ktorym zdarzalo sie jezdzic po Warszawie i
moga porownac ze swoim miastem: czy to rzeczywiscie prawda? Co takiego robia
kierowcy w Warszawie, ze tak nieprzyjemnie podobno sie tam jezdzi? To co sama
moglam zaobserwowac to nieuprzejmosc i pospiech kierowcow autobusow i
tramwajow - czesto daja sygnal odjazdu i zamykaja drzwi jeszcze kiedy ludzie
wsiadaja, trzeba sie naprawde spieszyc, zeby nie zostac na zewnatrz albo z
nosem przytrzasnietym przez drzwi. Ale to co innego. Wiec moze ta potwornosc
Warszawy jako miasta po ktorym zle sie jezdzi ze wzgledu na innych kierowcow,
a nie na organizacje ruchu, to tylko stereotyp? I czy jest jakas wyrazna
roznica miedzy taka Warszawa a np. Krakowem albo Poznaniem?

Pozdro
Roza
Obserwuj wątek
    • pap10 Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 11:52
      Witam!

      Oj jest w W-wie niedobrze. Mieszkam w trojmiescie. Rozni sa kierowcy ale jednak
      jak chce sie wlaczyc do ruchu i daje sygnal to dosc szybko mnie ktos wpuszcza,
      ogolnie raczej mam wrazenie ze kultura jazdy jest coraz lepsza. Bylem W-wie
      pare miesiecy temu. Przy wlaczaniu do ruchu kierowcy zamiast zwlonic i mnie
      wpuscic wrecz przyspieszali zebym Bron Boze tylko sie przed nich nie "wbil". O
      zajezdzaniu drogi nie wspomne. Zdarza sie to wszedzie, jasne, ale w W-wie
      bardzo duzo :( No chyba ze trafilem pechowo na dzien nieuprzejmosci...

      Pozdrawiam (rowniez Warszawiakow) :)
      Pap
      • wiktor_l Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 12:11

        Witam,

        Nie, aż tak źle nie jest. Jestem z Poznania, choć coraz częściej przebywam w
        Warszawie (ale na szczęście nie tak często jak przemo_c ;). Wynajmuję
        mieszkanko na Ursynowie. Koło tego osiedla jest droga 2 pasmowa, zwężająca się
        jakieś 50m za skrzyżowaniem - "lejek" - pas z lewej znika. Wszystko jest dobrze
        oznakowane już przed skrzyzowaniem. Mimo tego, na lewym pasie ustawia się
        więcej aut do startu ma światłach - codziennie rano słychać tylko ryk -
        corolle, seicento, carismy itp itd wchodzą na najwyższe obroty, ażeby ruszyć i
        wyprzedzić tego na prawym pasie. Tyle, że jak na uprzejmego przystało, ten na
        prawym też daje po garach. Efekt - pełno hałasu jak na wyścigach, klaksony - bo
        pas się kończy, ale rajdowcy ze stolycy jeszcze po namalowanej wysepce się
        ścigają. No i najlepsze - 2 razy w tygodniu stłuczki - albo bokami, albo
        najechanie na tył po "dynamicznej" zmianie pasa.
        Żenada.

        Wiktor
        • przemo_c Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 12:22
          Chyba nawet wiem, o czym piszesz... Znam to skrzyżowanie... :D

          A ja nie mam nic przeciwko jeździe po Warszawie... Mi jeździ sie miło i
          przyjemnie... Poziom chamstwa drogowego na poziomie średnim krajowym :D
          • wiktor_l Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 12:56


            Przemo_c,
            A jakie masz blachy w aucie? Bo na jadąc na rejestracjach PO XXXX budzę
            agresję, głównie wśród wrednych taksiarzy (nienawidzę, a warszawscy to już
            totalne dno na jezdni). Jak jadę służbówką WI XXXXX, to wszystko już jest ok.
            Aha - nie jeżdżę wcale inaczej niż prywatnym.

            Ale w sumie też nie mogę powiedzieć że po Wawie się źle jeździ. Nie zgodzę się
            natomiast, że tak jak napisał darekk jeździ się tutaj dynamicznie i płynnie.
            Ten pęd do dynamiki wcale się nie opłaca na dłuższą metę - zestrojenie świateł
            itp.
            A najgorsze jest to, że "dynamiczny" (a objawia się chamskim wymuszaniem
            peirwszeństwa, najeżdżaniem na zderzak itp) styl mieszkańcy stolicy przenoszą
            na inne drogi, poza miastem. Tam już nie jest to takie fajne...Swoją drogą
            martwiąca jest też liczba potrąceń na przejściach dla pieszych - własnie w
            Warszawie jest ich bardzo dużo.
            Pozdrawiam
            Wiktor
            ps
            • przemo_c Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 13:02
              W większośc jeżdżę na służbowych WWL, czasami tylko na PO...

              PS. A jak widzę kogś z PO na tablicach to zawsze musowo wpuszczam przed siebie,
              choćby chcieli mnie za to zlinczować... taki lokalny patriotyzm...
    • x-darekk-x Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 12:32
      eee tam, duza przesada.

      w warszawie po prostu jezdzi sie szybciej i bardziej zdecydowanie. tego tez sie
      oczekuje od innych uzytkownikow drog. masz po prostu uzywac mozliwosci swojego
      samochodu do dynamicznego poruszania sie w ruchu miejskim i rownie dynamicznie
      podejmowac decyzje o tym, czy zmieniasz pas czy nie; czy skrecasz, czy jedziesz
      prosto. nie zaluj gazu przy ruszaniu spod swiatel, nie wjezdzaj na najszybszy
      pas jezeli masz tam hamowac ruch, wlaczaj sie dynamicznie w kolumne samochodow
      jadaca innym pasem i bedzie dobrze. musisz po prostu dostosowac sie do
      wiekszego tempa i tyle.

      jezdze po calej polsce i sporo po swiecie. mieszkalem dluzej i w katowicach i w
      krakowie i we wrocalwiu i w poznaniu i w olsztynie. i w warszawie jezdzi mi sie
      najlepiej (tu mieszkalem od urodzenia, dopiero niedawno wyprowadzilem sie pod
      warszawe). ruch jest dynamiczny, zdecydowany. "ewolucyjnie" wytepiono
      kierowcow, ktorzy oszczedzaja paliwo przy ruszaniu spod swiatel czy tocza sie
      60km/h szybszym pasem, bo za 3 skrzyzowania skrecaja w lewo.
      • lexus400 Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 13:17
        To są tylko plotki ludzi, którzy nie potrafią jeźdźić w normalnych warunkach ruchu miejskiego.Mój syn dwa lata temu (miał 18 lat)pierwszy raz prowadził samochód z Chrzanowa do W-wy i nie zapomnę nigdy jak przy Sobieskim stwierdził "tata oni tu w W-wie normalnie ruszają ze świateł" znaczyło to,że duża ilość samochodów przejeżdża przez jedną zmianę i ruch jest płynny.
        Pzdr.
        • przemo_c Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 13:24
          Chciał ym, żeby ruszali razem... Niestety, tu jest cały czas problem, nie raz
          stojąc jako 4-5 przed światłami nie zdążę, bo... No właśnie, bo ci kierowcy
          przede mną chcą zachowywać większe oddstępy... I tyle...

          Ale ruch na pewno jest dynamiczniejszy niż w pozostałej Polsce...
          • lexus400 Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 13:37
            przemo_c napisał:

            > Chciał ym, żeby ruszali razem... Niestety, tu jest cały czas problem, nie raz
            > stojąc jako 4-5 przed światłami nie zdążę, bo... No właśnie, bo ci kierowcy
            > przede mną chcą zachowywać większe oddstępy... I tyle...
            >
            > Ale ruch na pewno jest dynamiczniejszy niż w pozostałej Polsce...

            Zdaję sobie sprawę,że mogliśmy mieć farta ale jednak coś w tym jest skoro zauważył to chłopak, który nie jeźdźił wcześniej po W-wie,ja sam często bywałem i również twierdzę,że jeźdźi się lepiej niż np.w takim zasranym Chrzanowie,ruch jest o wiele płynniejszy biorąc pod uwagę ilość samochodów jaka się tam przemieszcza.
            Pzdr.
        • pap10 Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 16:09
          Oj, chyba sie nie do konca zgodze. Moze nie mam az takiej wprawy i
          doswiadczenia jak wiekszosc ludzi z forum ale poruszam sie po miescie ogolnie
          jakby nie patrzec n codzien, jezdze 5-6 razy w ciagu roku przez Polske, bylem
          ostatnio w Chorwacji (jako kierowca oczywiscie) i jakos ten "ruch miejski" po
          ktorym nie potrafie jezdzic zaobserwowalem tylko w W-wie. Nazwalbym go raczej
          ruchem W-wskim a nie miejskim. No chyba ze mialem po prostu takie szczescie ze
          wszedzie bylo znosnie poza W-wa...

          Pozdrawiam,
          Pap
      • kierowiec1 Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 13:38
        x-darekk-x dorabia filozofie do patologii:

        > w warszawie po prostu jezdzi sie szybciej i bardziej zdecydowanie. tego tez
        > sie
        [...]
        > jadaca innym pasem i bedzie dobrze. musisz po prostu dostosowac sie do
        > wiekszego tempa i tyle.
        [...]
        > ruch jest dynamiczny, zdecydowany.

        To inny opis zupelnego braku uzywania mozgu w jednosci z wysokim poziomem
        agresji.

        Prawo jazdy zrobilem i kilkanascie lat jezdzilem (rowniez zawodowo samochodami
        CE) w miescie wielkosci Warszawy, ale majacym trzy do pieciu razy tyle
        samochodow.

        Poza tym jezdzilem pare razy po innych, znacznie wiekszych miastach. Berlin,
        Amsterdam, Paryz, Wieden, Rzym...
        W Paryzu potrzebowalem 15 minut na przyjecie stylu jazdy mieszkancow. W Rzymie
        45 minut. I bylo w deche, a okres aklimatyzacji nie byl walka
        miedzy "przyjezdna sirota" a autochtonami. Amsterdam czy Berlin wogole sie nie
        licza, bo tam jest bezproblemowo. Ale w Warszawie bylo i po godzinie jeszcze
        zle, a po kilku dniach wcale nie lepiej. A tylu przypadkow checi zrobienia
        innym uzytkownikom drogi na zlosc albo wrecz szkody na jednostke czasu nigdzie
        indziej mi sie nie zdarzylo zobaczyc. Nawet w Brukseli jezdza co prawda bez
        glowy, ale nie tak agresywnie.

        > "ewolucyjnie" wytepiono
        > kierowcow, ktorzy oszczedzaja paliwo przy ruszaniu spod swiatel

        Jakby ci tepiciele spedzili kilkanascie godzin w kabinie ciezarowki, gdzie
        powierzchnia siedzen jest 2..2,5 m nad gruntem, a widocznosc nieco lepsza, niz
        z poziomu wzroku jamnikow, to pojeliby roznice miedzy wyscigiem dragsterow a
        ruchem miejskim.

        > czy tocza sie
        > 60km/h szybszym pasem, bo za 3 skrzyzowania skrecaja w lewo.

        To jest przeciez miasto. W ktorym liscie apostolskim pisze, ze nie mozna
        takiego minac z prawej?

        A wracajac do tematu, to cyfrowe uzywanie pedalow, zwalczanie kazdego slabszego
        uzytkowniak drogi i robienie sobie miejsca sila nie jest IMHO powodem do dumy.
        Wrecz przeciwnie.

        POzdr.

        K.
        • x-darekk-x Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 14:20
          > > w warszawie po prostu jezdzi sie szybciej i bardziej zdecydowanie. tego te
          > z
          > > sie
          > [...]
          > > jadaca innym pasem i bedzie dobrze. musisz po prostu dostosowac sie do
          > > wiekszego tempa i tyle.
          > [...]
          > > ruch jest dynamiczny, zdecydowany.
          >
          > To inny opis zupelnego braku uzywania mozgu w jednosci z wysokim poziomem
          > agresji.

          Probujesz mnie obrazic? Nie wiem po co, ale nie dbam o to.
          Dla mnie dynamiczna jazda nie jest tozsama z agresja. Jezdziles samochodami w
          USA lub Kanadzie? Ludzie depcza w gaz ruszajac spod swiatel, az sie kurzy. A
          mimo to nie nazwalbym tego agresja.


          > Prawo jazdy zrobilem i kilkanascie lat jezdzilem (rowniez zawodowo
          samochodami
          > CE) w miescie wielkosci Warszawy, ale majacym trzy do pieciu razy tyle
          > samochodow.

          O ile pamietam, to liczba samochodow zarejestrowanych w Warszawie juz kilka lat
          temu przekroczyla 1.000.000 (obecnie kolo 1.200.000) z czego okolo 10-15%
          (dokladnie nie pamietam) to leasing i samochody firmowe z siedziba firmy w
          Warszawie. Te odliczam. Ale w sumie zostaje kolo 1.000.000 samochodow na
          ulicach Warszawy. Powiedz mi, ktore miasto tej samej wielkosci (+/- 1.800.000
          mieszkancow) ma 3 do 5 razy wiecej samochodow? Po prostu jestem ciekaw, w
          ktorym miescie jest 2,5 samochodu na 1 mieszkanca.

          Zawsze sie mozna czegos nowego dowiedziec.

          > Poza tym jezdzilem pare razy po innych, znacznie wiekszych miastach. Berlin,
          > Amsterdam, Paryz, Wieden, Rzym...

          I pod tym wzgledem na pewno jestes jedyny. (dla ulatwienia dodam, ze napisalem
          to z nieukrywana ironia)

          > W Paryzu potrzebowalem 15 minut na przyjecie stylu jazdy mieszkancow. W
          Rzymie
          > 45 minut.

          We Wloszech chamstwo jezdzi jak chce. Trabia, wymuszaja, ocieraja inne wozy.
          Maja wszystkich w d... Na Slowacji, gdzie mieszkalem do niedawna, kierowcy
          spychaja pieszych z pasow zderzakami, zajezdzaja droge, wciskaja sie na trzy
          samochody na dwa pasy. W Paryzu w oslupienie wprawil mnie gosc, ktory
          przejezdzal rondo na Polach Elizejskich pod prad, bo dookola musialby zrobic
          ponad 300 stopni, co bylo mu nie wsmak. Nie byl jedyny. Wystarczyla reka na
          klakson i lapa przez okno. Akurat wybrales najgorsze przyklady z mozliwych.

          Dobrze mi sie jezdzilo w Wiedniu. Bardzo dobrze jezdzilo mi sie po Niemczech i
          Szwajcarii. Ale na pewno nie po Francji, Wloszech czy Grecji.

          > > "ewolucyjnie" wytepiono
          > > kierowcow, ktorzy oszczedzaja paliwo przy ruszaniu spod swiatel
          >
          > Jakby ci tepiciele spedzili kilkanascie godzin w kabinie ciezarowki, gdzie
          > powierzchnia siedzen jest 2..2,5 m nad gruntem, a widocznosc nieco lepsza,
          niz
          > z poziomu wzroku jamnikow, to pojeliby roznice miedzy wyscigiem dragsterow a
          > ruchem miejskim.

          Chwala Bogu tych "lepszych" przestaja wpuszczac do miasta. Centrum Warszawy nie
          jest dla wielkich ciezarowek.
          • truskava Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 14:58
            x-darekk-x napisał:

            (...)
            >
            > O ile pamietam, to liczba samochodow zarejestrowanych w Warszawie juz kilka
            lat
            >
            > temu przekroczyla 1.000.000 (obecnie kolo 1.200.000) z czego okolo 10-15%
            > (dokladnie nie pamietam) to leasing i samochody firmowe z siedziba firmy w
            > Warszawie. Te odliczam. Ale w sumie zostaje kolo 1.000.000 samochodow na
            > ulicach Warszawy. Powiedz mi, ktore miasto tej samej wielkosci (+/- 1.800.000
            > mieszkancow) ma 3 do 5 razy wiecej samochodow? Po prostu jestem ciekaw, w
            > ktorym miescie jest 2,5 samochodu na 1 mieszkanca.
            >
            > Zawsze sie mozna czegos nowego dowiedziec.

            Nie pamiętam liczb, ale Paryż jest porównywalny powierzchniowo z Warszawą,
            a mieszkańców (i samochodów) ma chyba sporo więcej. Nie znam proporcji
            ilość samochodów/1 mieszkanica, ale na 1 km kwadratowy to na pewno jest
            ich tam dużo więcej.

            (...)
            > W Paryzu w oslupienie wprawil mnie gosc, ktory
            > przejezdzal rondo na Polach Elizejskich pod prad, bo dookola musialby zrobic
            > ponad 300 stopni, co bylo mu nie wsmak. Nie byl jedyny. Wystarczyla reka na
            > klakson i lapa przez okno.
            (...)

            Dwa razy przejeżdzałem przez to rondo (wokół Łuku Triumfalnego) i za każdym
            razem był tam niesamowity kocioł. Można się spocić. Poza tym, mimo wielkiej
            ilości samochodów to jednak w Paryżu jeździło się na prawdę dynamicznie i
            płynnie (przynajmniej 10 lat temu).


            Co do Wa-wy to jakoś nie narzekam. Może przyzwyczaiłem się już do
            wszechobecnego chamstwa, cwaniactwa i innych dolegliwości,
            ale wjeżdżajac do innych miast nie zauważam jakiejś miażdżącej różnicy.
          • kierowiec1 Uderz w stol,... 25.11.03, 22:36
            a x-darekk-x sie obruszy:

            > > To inny opis zupelnego braku uzywania mozgu w jednosci z wysokim poziomem
            > > agresji.
            >
            > Probujesz mnie obrazic? Nie wiem po co, ale nie dbam o to.

            Czy gdziekolwiek napisalem "x-darekk-x nie uzywa mozgu podczas jazdy
            samochodem"? Czy moze jednak poczules sie dobrze trafiony moja wersja?

            Powtorze jeszcze raz innymi slowami: to, co sie dzieje na warzsawskich drogach
            (i co okreslasz "dynamiczna jazda") z dynamiczna jazda nie ma nic wspolnego. To
            pozbawione mozgu zwalczanie sie nawzajem.

            Co ma bowiem z dynamiczna jazda zaciesnianie szykow na sygnal migacza? Czy
            najezdzanie i trabienie na jadacego z predkoscia dozwolona + 10 % to sposob
            dynamicznej jazdy? Czy niszczenie wszelkimi dostepnymi srodkami jadacego
            niechby i 500 m po lewym pasie (zamiast go po prostu ominac prawym pasem) to
            demonstracja zdecydowanego stylu jazdy? Czy moze piekny warszawski zwyczaj
            objezdzania kolumny skrecajacej w prawo po chodniku i po trupach to przyklad
            odprezenia i relaksu? Albo wyrywania na wlasnie zapalone czerwone swiatlo z
            maksymalna mozliwa danym samochodem predkoscia?

            Moim skromnym zdaniem jest to chamstwo polaczone ze skrajna glupota.

            > Dla mnie dynamiczna jazda nie jest tozsama z agresja. Jezdziles samochodami w
            > USA lub Kanadzie? Ludzie depcza w gaz ruszajac spod swiatel, az sie kurzy. A
            > mimo to nie nazwalbym tego agresja.

            Po pierwsze ruszaja bez kwiczacych opon, a po drugie normalny amerykanski styl
            jazdy doprowadzilby szanujacego sie warszawiaka do apopleksji. Swa
            flegmatycznoscia i odprezeniem.

            > Zawsze sie mozna czegos nowego dowiedziec.

            Wycofuje 3..5 krotnosc.

            > I pod tym wzgledem na pewno jestes jedyny. (dla ulatwienia dodam, ze
            > napisalem > to z nieukrywana ironia)

            Coz, jedni wyciagaja wnioski z doswiadczen zyciowych. Inni nie. A co do
            refleksji nasuwajacych sie po przezyciach patrz analogie nieco nizej.

            > klakson i lapa przez okno. Akurat wybrales najgorsze przyklady z mozliwych.

            Nie moja wina, ze z paryskim stylem jazdy moge zyc, a z warszawskim ni cholery.

            > Dobrze mi sie jezdzilo w Wiedniu. Bardzo dobrze jezdzilo mi sie po Niemczech
            > i Szwajcarii.

            Nie dziwie sie.

            Zabawie Cie pewna analogia. Jak kazda analogia i ta nieco kuleje. Ale tylko
            troszke. A odnosi sie nie tylko do Ciebie, ale i do innych uczestnikow tego
            watku, ktorzy albo sie tak od poczatku nauczyli, albo przyzwyczaili i im nie
            przeszkadza.

            Otoz wyobraz sobie srodowisko, w ktorym sie pierdzi, beka i uzywa slownictwa na
            k i ch nieustannie i bez zenady, a za to prysznica i mydla tylko od swieta.
            Wszyscy sie do tego przyzwyczaili i jest im dobrze, a niektorzy nawet uwazaja
            to za pewien przymiot, czuja sie twardo, dziarsko, mesko i wogole w deche. I z
            gory patrza na reszte mieczakow.

            I jesli taki zawita kiedys u onych mieczakow, nie bedzie mial z tym wiekszego
            problemu. Niekoniecznie wogole zauwazy roznice.

            Tylko te zniewiesciale mieczaki przezyja maly szok kulturowy wpadajac
            niespodziewanie w przykladowe wyzej opisane srodowisko. Niekoniecznie
            pozytywny. I one mieczaki beda mialy problemy z powaznym traktowaniem kogos,
            kto wyzej wymienione przymioty i przyklady zachowan za pozytywne i godne
            nasladowania uwaza.

            "Kultura jazdy" tak sie nazywa, bo jest jednym z aspektow kultury osobistej.
            Tak jak uzywane na co dzien slownictwo, czystosc, punktualnosc, slownosc etc.

            > Chwala Bogu tych "lepszych" przestaja wpuszczac do miasta. Centrum Warszawy
            > nie jest dla wielkich ciezarowek.

            To w Warszawie beton na wszechobecne budowy taczkami wozicie?
            :->

            Pozdr.

            K.
        • jorn Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 15:01
          kierowiec1 napisał:

          Amsterdam czy Berlin wogole sie nie
          > licza, bo tam jest bezproblemowo.

          No w Berlinie się ostatnio nieco pogorszyło (w Berlinie jestem raz lub 2x w
          roku, zawsze na polskich blachach) i w centum, gdzie się zawsze kręci dużo
          samochodów z Polski jest OK, ale w dzielnicach mieszkalnych można znaleźć
          wielu "tępicieli obcych".

          Co do Warszawy, jeździe się tu nieco inaczej, niż w innych miastach Polski i
          wymaga to przyzwyczajenia. Ruch jest na ogół bardzo intensywny i, niestety
          zdarza się wielu chamów i cwaniaków omijających korki pasem do skręcania lub
          chodnikiem. Ja osobiście jeżdżę po Warszawie od 11 lat (pierwsze 5 lat na
          blachach z Zielonej Góry) i na początku był horror, później się poprawiło,
          częściowo zapewne dlatego, że się przyzwyczaiłem, ale chyba też ruch się nieco
          ucywilizował. Co do jeżdżenia na blachach warszawskich/obcych, to główną
          różnicą, jaką zaobserwowałem był fakt, że do samochodu z obcą rejestracją
          regularnie włamywali się złodzieje bagażu, co ustało po zmianie blach na
          warszawskie (prawie do zera). Ostatnio zaobserwowałem sporo kierowców, którzy
          nie popuszczą cwaniaczkowi na warszawskich numerach, ale przepuszczą samochód z
          obcą rejestracją, którego kierowca mógł nie wiedzieć, że musi się ustawić w
          kolejce, jeśli za 2 km ma skręcić w prawo.

          Pozdrawiam
      • mundek28 Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 02.12.03, 19:16
        Tak jak juz napisal x-darekk-x, w Warszawie sie jezdzi zdecydowanie, i
        zdecydowani kierowcy maja tam latwiej. Po kilku godzinach spedzonych w korku,
        niezdecydowani kierowcy, moga irytowac, stad byc moze opinia o chamstwie
        Warszawiakow. Jest tam duze natezenie ruchu, a drogi jakie sa, kazdy wie.
    • typson temat rzeka.... 25.11.03, 14:47
      jusz byl poruszany wielokrotnie na forum. Jako warszawiak nie narzekam ale nie
      mowie tez, ze jest rewelacyjnie. Ale pamietac nalezy, ze

      - jest tu masa przyjezdnych kierowcow - zalatwiaja sprawy
      - masa samochodow jadacych tranzytem
      - jest tu masa ludzi, ktorzy przyjezdzaja tu za praca. Trudno wiec stwierdzic
      czy brak kultury na drodze wynika z chamstwa warszawiakow czy przyjezdnych
      - podwarszawskie miejscowosci - inny klimat, inny watek
      - miasto ogolnie bardzo stresujace swym tempem, etc.


      Bylem ostatnio w Monachium. W miescie jezdza szybko, ulice sa duzo ciasniejsze,
      nie uzywaja kierunkowskazow przy zmianach pasow, czesto trabia. Miala byc taka
      kultura, ze dupa przez "ę i ą" a ch.. przez "rz". A rzeczywistosc okazala sie
      nieco inna. Roznie to wiec bywa

      pzdr
    • pap10 Re: Swiatelko w tunelu :) 25.11.03, 16:18
      Ogolnie W-wa dla mnie jest naprawde nieprzyjemna do jezdzenia. Musze jednak
      przyznac ze raz zostalem zaskoczony. Pierwszy raz bylem w W-wie, zagubilem sie
      szukajac Okecia, zatrzymalem sie (srodek nocy) obok alfy romeo 146 i zapytalem
      sympatycznego pana jak dojechac na okecie bo cos slabo z oznaczeniami i sie
      zgubilem. Podrapal sie w glowe, powiedzial ze to nie takie proste wiec pokaze
      mi droge. Jechalem za nim pod samo Okecie, pokiwal nam i zawrocil spowrotem...
      Plus dla W-wy :) Ogolnie bylem w szoku wtedy :)
      Ale to tylko taka dygresja w ramach ciekawostki :)

      Pozdrawiam,
      Pap
      • wiktor_l Re: Swiatelko w tunelu :) 25.11.03, 16:27

        Co ciekawe - niedawno byłem w Szczecinie, szukałem jakiejś firmy. Podjechałem
        na postój taxi, zapytałem. Koleś w carinie powiedział, że ma wezwanie trochę
        bliżej, ale mi pokaże. Pilotował mnie pod samo wejście (nie jest łatwo).
        Później wracał dosyć daleko (widziałem). NIC nie skasował.

        Wiktor
        • strongwaz Re: Swiatelko w tunelu :) 26.11.03, 09:24
          wiktor_l napisał:

          >
          > Co ciekawe - niedawno byłem w Szczecinie, szukałem jakiejś firmy. Podjechałem
          > na postój taxi, zapytałem. Koleś w carinie powiedział, że ma wezwanie trochę
          > bliżej, ale mi pokaże. Pilotował mnie pod samo wejście (nie jest łatwo).
          > Później wracał dosyć daleko (widziałem). NIC nie skasował.
          oo STARY,JAK JUŻ JESTEŚMY PRZY SZCZECINIE,TO JEST TAM TROCHE JAK KATOWICACH...
          pojechałem tam pociągiem i szukałem bankomatu mojego banku żeby podjąc całkiem
          spora sumkę i nie placić procentowej prowizji,,,nikt nie potrafił wskazać mi
          chociaż jednej z dziesieciu ulic!!!! LUDZIE JA W ZNACZNIE WIĘKSZEJ WARSZAWIE
          POKAŻE KAZDEMU KAŻDĄ DZIURE W PLOCIE,ALE NIC TO WZIĄŁEM TAKSÓWKE I ZDĄŻYŁEM NA
          PRZESIADKE,ZŁOOTWIARZ BYŁ BARDZO UPRZEJMY ZA DWA KURSY ZAPŁACIŁEM CHYBA 11
          ZŁOTYCH....

          PZDR
    • niknejm Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 18:24
      Może przyzwyczaiłem się, ale mi tam W-wa nie przeszkadza. Lubie tu jeździć, bo
      ludzie są w miarę przewidywalni w swoich (nawet chamskich) zachowaniach.
      Natomiast w Kielcach zawsze miałem wrażenie, że chcą mnie zabić. Wielokrotnie
      np. napotykałem ludzi jadących 30-40km/h lewym pasem. No to mijam ich z prawej.
      A oni AKURAT WTEDY na prawo i kierunkowskaz na potwierdzenie, no i z mojej
      strony hamowanie na maksa... A już zupełnie 'odpadłem' kiedy zacząłem zwracać
      uwagę na to, jak ludzie ruszają spod świateł. Mamy zielone. Pierwszy szuka
      biegu, rusza. Drugi szuka biegu, rusza. Trzeci szuka biegu... itd. W rezultacie
      przejeżdżają 3-4 auta zamiast 15, za to w odstępach 50 metrów jeden od
      drugiego :-) Nie powiem, w W-wie zdarza się gapa (sam potrafię raz na jakiś
      czas sie 'zagapić'), ale w Kielcach taka metoda ruszania spod świateł była
      normą :-) A potem gość, którego w W-wie obtrąbią po numerach opisanych powyżej
      pisze, jak to w W-wie straszliwie i agesywnie jeżdżą. W/g mnie w W-wie ludzie
      jeżdżą w miarę normalnie, tylko wymagaja więcej od innych, nie lubią 'czajenia
      się', gapiostwa, niezdecydowania. A że wielu ludzi jeździ agresywnie i chamsko,
      to fakt. Ale ich odetek nie jest znowu znacząco wiekszy niz gdzie indziej,
      tylko ilość aut jest większa, więc i wrażenie takie, jakie jest.
      Co do jeżdżenia za granicą, to miałem okazję do porównań. Najprzyjemniej,
      najbardziej uprzejmie (choć nie gapowato) jeździli Austriacy. Niemcy, Francuzi
      przeciętnie. A Hiszpanie, Włosi, Grecy, ufff... Ci to dopiero potrafią
      nieziemskie numery na drodze wyczyniać :-))

      Oczywiście wszystko jest to generalizowanie, próba wyciągnięcia średniej.

      Pzdr
      Niknejm
    • dwiesciepompka Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 19:32
      Moj dobry kolega zrobil moze miesiac temu prawo jazdy i jego firma od razu chce
      go firmowym autem gdzies wysylac.Prawdopodobnie pierwszym zadaniem bedzie
      pojechanie po kogos z Lublina na Okecie.Kolega moj wprawdzie zdal za pierwszym
      razem,ale nie widzialem jak jezdzi,podejrzewam ze urodzony za kierownica nie
      jest,bo nigdy w rodzinie nie mial samochodu i jakis czas temu wyznal mi,ze
      wieszosc zycia nie wiedzial ze w samochodzie sa 3 pedaly:)))).Za kolkiem nie
      siedzial w zyciu dluzej jak te kursowe 20 godzin,wiec uwazam,ze ktos w jego
      pracy pod sufitem ma nierowno poukladane,ze tak niedoswiadczonego kierowce chca
      wyslac do Warszawy.Podczas takiej wycieczki swoj dorobek czasowy za kólkiem
      zwiekszy o 1/4 mniej wiecej.Widac chca miec w firmie samochod mniej.....


      Z liścia i z reversa liścia.
      • rozaola Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 20:05
        O kurcze, ale sytuacja. Ja tam lubie wyzwania, wiec na jego meijscu zrobilabym
        tak: przez czas ktory mu pozostal do pojechania do Lublina, a potem na Okecie,
        intensywnie bym sie szkolila z azdy. Czyli - codziennie co najmniej godzinke z
        jakims fajnym instruktorem albo z kims zaprzyjaznionym, kto ma wieksze
        doswiadczenie w jezdzeniu. Po miescie, po rozjazdach, skrzyzowaniach, rondach.
        Codziennie z 6 godzin. Moglby sie bardziej otrzaskac. oja przyjaciolka miala
        podobna sytuacje - w pare dni po zrobieniu prawka firma wyslala ja z Poznania
        do Lyonu! Kobitka pojechala, opradzila sobie, zalatwila sprawe, wrocila calo,
        nic sie nie dzialo po drodze. A tez nie urodzila sie za kolkiem.


        Pozdro
        Roza
        • dwiesciepompka Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 25.11.03, 20:30
          Problem w tym,ze on nie ma samochodu,nie ma jak wiec ćwiczyc.Ja mogez nim
          wieczorem sie gdzies przejechac moim,ale zwyczajnie sie boje.Po za tym brak
          czasu ogranicza mozliwosci cwiczen,doba nie jest z gumy:)Z reszta co innego
          jezdzic z kims a co innego samemu.Wpadl on na "swietny" pomysl bym pojechal z
          nim,jeszcze sie nie zdecydowal,czy jako kierowca czy pilot.:)Mi sie srednio
          usmiecha prowadzenie cudzego-firmowego samochodu a nauczyciel ze mnie kiepski.
    • strongwaz Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 26.11.03, 09:16
      rozaola napisała:

      > Ciagle slysze te opinie - w Warszawie jezdza jak szaleni, po chamsku,
      > bezwzglednie, szybko
      TAK TO OCZYWIŚCIE PRAWDA BO JEŹDZI DUŻO SŁUŻBÓWEK I SAMOCHODÓW KTÓRE WŁAŚNIE
      PODDAJE SIE TESTOM...
      - ale nie bylam jeszcze nigdy w Warszawie swoim autem.
      > Pytanie do warszawiakow i do tych, ktorym zdarzalo sie jezdzic po Warszawie i
      > moga porownac ze swoim miastem: czy to rzeczywiscie prawda? Co takiego robia
      > kierowcy w Warszawie, ze tak nieprzyjemnie podobno sie tam jezdzi?
      tO DŻUNGLA!!!TRZEBA MIEĆ MOCNE NERWY BO DEBILI JEST NIE MAŁO LUDZI BEZ
      WYOBRAŹNI JESZCZE WIĘCEJ...
      \To co sama
      > moglam zaobserwowac to nieuprzejmosc i pospiech kierowcow autobusow i
      > tramwajow - czesto daja sygnal odjazdu i zamykaja drzwi jeszcze kiedy ludzie
      > wsiadaja, trzeba sie naprawde spieszyc, zeby nie zostac na zewnatrz albo z
      > nosem przytrzasnietym przez drzwi. Ale to co innego. Wiec moze ta potwornosc
      > Warszawy jako miasta po ktorym zle sie jezdzi ze wzgledu na innych kierowcow,
      > a nie na organizacje ruchu, to tylko stereotyp? I czy jest jakas wyrazna
      > roznica miedzy taka Warszawa a np. Krakowem albo Poznaniem?
      NIE WIEM JAK JEST W KRAKOWIE BO BYŁEM TAM LEDWIE PARE RAZY ,ALE ZARÓWNO U
      WIOŚLARZY Z łodzi jak i u ziemniaków z poznania nie widziałem takiego
      pośpiechu,ale głupoty na drodze jakby więcej..

      >
      > Pozdro
      > Roza
      właśnie pozdro,(ale dostane zaraz za epitety>>>)
    • oban Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 26.11.03, 13:24
      Trochę stereotyp, mnie po Warszawie jeździ się całkiem dobrze
      (pomijając koleiny i dziury w nawierzchni) czyli moje "nerwy" tego nie
      zauważają.
      Natomiast fatalnie jeździ się w Łodzi.
      Poza tym uważam że kultura jazdy się poprawia, może powoli ale jednak.
      Powoli zaczynamy się przyzwyczajać do jazdy na suwak przy zwężeniach pasów
      czy wpuszczaniu z podporządkowanej w korek itd.
      Dzieje się to niezależnie od miasta. Niezależnie od miasta możn rownież spotkać
      chama i bezmysła za kierownicą. Proporcje są jednak wszędzie podobne : ok 7 %
      kierowców to bezmysły
    • klemens1 Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 26.11.03, 15:48
      W W-wie jezdzi sie troche inaczej ze wzgledu na duza liczbe samochodow w
      stosunku do ilosci drog - to normalne ze w takich warunkach styl jazdy jest
      nieco inny. Sposobem na to jest praktyka - po paru przejazdach mozna nauczyc
      sie jezdzic jak wszyscy i wtedy przestaja cie zauwazac (nawet jak masz inna
      rejestracje).
      Co do wpuszczania po wlaczeniu kierunkowskazu - wg mnie w W-wie jest najlepiej -
      prawie zawsze wpuszczaja czego nie da sie powiedziec o reszcie kraju.
    • martyynka Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 02.12.03, 13:33
      Strach...ja wiem. Chyba nie trzeba aż tak demonizować sprawy.
      Jest odrobinę inaczej - jak w każdym mieście. Ja najbardziej zszokowana
      chamstwem byłam w Krakowie (Krak 2 lata temu w wakacje - był totalnie
      rozkopany, chaos komunikacyjny, czysty surrealizm). Po 2 dniach jeżdżenia
      czułam się ok. Podobnie było w Poznaniu, tyle, że tam odczułam "inność" mojej
      rejestracji.
      A w Wawie jak ktoś napisał, najbardziej chamscy sa taksiarze - pewnie takie
      skrzywienie zawodowe..lekarze obojętnieją, nauczyciele porzucają ideały a
      taksiarze chamieją na drodze....
      • tuptush Re: dlaczego w Warszawie (rzekomo) strach jezdzic 03.12.03, 11:43
        Czepiacie sie i tyle :)) Troche jezdzilem po Warszawie, i moje odczucia sa
        takie ze najwiekszy problem to tlok na ulicach, a to wymaga od kierowcy
        szybszych reakcji. Po prostu trzeba deptac po gazie od czasu do czasu, kiedy
        sytuacja tego wymaga, zmieniac szybko pasy i miec oczy wokolo glowy. Pamietam
        kiedy wsiadlem do samochodu na Okeciu po powrocie z Los Angeles, hehehehhe. Po
        prostu relaksik, tam sie jezdzi naprawde szybko i na centymetry, a na Bay
        Bridge w San Francisco to w ogole jest mlyn :D takiego wycisku to jeszcze nie
        dostalem, wyobrazcie sobie 6 pasow, zapchanych tak ze odstepy ze wszystkich
        stron nie przekraczaja 3 metrow, i cala ta masa zelaza pedzi 80-85 mph :) Dupa
        sie poci jak cholera...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka