groha
21.08.13, 15:18
Licząc od pierwszego wydania "Klina", to pół wieku minie w 2014, ale cóż znaczy rok dla tylu osobistych wspomnień, refleksji i retrospekcji? Nic. Jeden może nam nawet nie wystarczyć, nieprawdaż? Bo 50 lat dla ludzkości bywa tylko mgnieniem kosmicznego oka, ale dla człowieka, to jednak szmat czasu i sporo wszystkiego: śmiechu, smutku, radości, walenia głową w mur... Jak to w życiu. A ileż ciężkiego, życiowego czarnoziemu pomogła nam przeorać Chmielewska swoim symbolicznym szydełkiem, ileż? Lub kawałkiem półmiska, dodajmy. Tłuczkiem do mięsa. Pagajem. Nie mówiąc o pokonywaniu głębi życiowych oceanów na jednej wannie paliwa...
Tak, czy siak, Gurua ma niewątpliwie wielkie zasługi w dziedzinie podnoszenia wydajności radości życia z jednego hektara smętnych nieużytków, że tak się wyrażę. Czy takie przeżycia nie są warte memuarów? Są. Ba, powiedziałabym nawet śmiało i bez żadnych skrupułów językowych: guruaów... Ale upierać się przy nich nie będę. Możemy sobie gururzyć, memuarzyć, albo normalnie i po ludzku powspominać, jak to u każdego z tą Chmielewską było. Przez pół wieku, pół życia, lub przez pół godziny, wsio rawno. Voilà!