Dodaj do ulubionych

Pół wieku z Chmielewską

21.08.13, 15:18
Licząc od pierwszego wydania "Klina", to pół wieku minie w 2014, ale cóż znaczy rok dla tylu osobistych wspomnień, refleksji i retrospekcji? Nic. Jeden może nam nawet nie wystarczyć, nieprawdaż? Bo 50 lat dla ludzkości bywa tylko mgnieniem kosmicznego oka, ale dla człowieka, to jednak szmat czasu i sporo wszystkiego: śmiechu, smutku, radości, walenia głową w mur... Jak to w życiu. A ileż ciężkiego, życiowego czarnoziemu pomogła nam przeorać Chmielewska swoim symbolicznym szydełkiem, ileż? Lub kawałkiem półmiska, dodajmy. Tłuczkiem do mięsa. Pagajem. Nie mówiąc o pokonywaniu głębi życiowych oceanów na jednej wannie paliwa...
Tak, czy siak, Gurua ma niewątpliwie wielkie zasługi w dziedzinie podnoszenia wydajności radości życia z jednego hektara smętnych nieużytków, że tak się wyrażę. Czy takie przeżycia nie są warte memuarów? Są. Ba, powiedziałabym nawet śmiało i bez żadnych skrupułów językowych: guruaów... Ale upierać się przy nich nie będę. Możemy sobie gururzyć, memuarzyć, albo normalnie i po ludzku powspominać, jak to u każdego z tą Chmielewską było. Przez pół wieku, pół życia, lub przez pół godziny, wsio rawno. Voilà!
Obserwuj wątek
    • asia.sthm Re: Pół wieku z Chmielewską 21.08.13, 19:58
      Fiu fiu, no prawie jak Palac Kultury tylko mniej.

      Ja juz prawie nie pamietam czasow przed. Siedzialam w szkole na matematyce, a pan matematyk z kolezanka szeptali sobie cos na boku. Podsluchalam i wyszlo mi, ze oni kryminalami sie wymieniaja. Oburzylo mnie to na tyle aby wycedzic, ze ja kryminalow nie czytam. Na co oboje stwierdzili ze jestem glupia. Matematyk pozyczyl mi pierwsza ksiazke, ale zabijcie czy to bylo Wszystko Czerwone, czy Cale zdanie.. to nie pamietam , a moze dwie na raz ? Oddalam je strasznie sfatygowane, bo mietolily sie w torbach, kieszeniach, za paskiem. To co dokladnie pamietam, ze nie mrugnal, nie ochrzanil, zrozumial.
      Te ksiazki sie po prostu same rozpadywaly. Mam teraz wlasne najstarsze takie wlasnie uczytane w strzepach prawie. Te sa najcenniejsze.
      • april02 Re: Pół wieku z Chmielewską 21.08.13, 22:44
        A ja zaczęłam od "Nawiedzonego domu". Może to była trzecia może czwarta klasa podstawówki. Czytałam namiętnie i dziewczę z aktywu bibliotecznego (tak, tak było coś takiego smile) podsunęło mi właśnie Chmielewską. Zakochałam się od razu i natychmiast. Potem poszło już lawinowo.
        Tak mi się teraz właśnie skojarzyło: z podstawówki pamiętam ogólnie niewiele ale tę jedną scenę, kiedy stałam za kontuarem i z naciskiem prosiłam o coś jeszcze tej samej autorki widzę jakby to było wczoraj. Znaczy się musiała wywrzeć na mnie ogromne wrażenie smile I dokładnie pamiętam tamto wydanie. W domu mam niestety inne.
      • salam_ji Re: Pół wieku z Chmielewską 21.08.13, 23:25
        Oj pamiętam, pamiętam... Kuzynka na strychu odnalazła kawałek książki, bez początku i końca. Byłam wtedy na oko w piątej klasie podstawówki. Fragment ów bardzo, ale to bardzo nam sie spodobał i w naiwności swojej latałam po bibliotekach wierząc, że jakaś mądra bibliotekarka bedzie wiedziała co to i wypożyczy całe. Niestety- mądrej bibliotekarki nie znalazłam...
        Fragmentu prawie nauczyłam sie na pamięć, a tytułu domysliłam sie sama. Otóż dawniej książka skaładała się ze składek, a każda składka zaznaczona była pierwszysm członem tytułu. Ta nasza (jedyna) składka zaczynała sie tak: "Klin..." Po cholehę tam te trzy kropki walnęli to nie wiem, w każdym razie łaziłam po bibliotekach i pytałam o książkę "Klin" lub "Klin klinem". I też cholinder nie wiedziały! Dopiero przytomna pani z księgarni powiedziała kto to i co to i życie stało sie prostsze! Do dzis wspominam te wycieczki ciepło , nie wiem czy teraz chciałoby mi sie tak latać, dociekać i szukać. Chyba nie.
        Potem przez długie lata książką na chandrę były "Boczne drogi"- to najbardziej zaczytana książka w mojej chmielewskiej kolekcji. Następnie "Autobiografia".Teraz najwięcej przyjemności czerpię czytając te z serii kopenhaskiej.

        (Uwaga teraz bedzie jak w reklamie):

        Dzis sama jestem bibliotekarką... Bardzo dużo energii poświęcam na to, aby być mądrą bibliotekarką. Jak czegoś nie wiem z piekła wyciągnę i poinformuję. Za każdym razem mam przed oczami siebie z kawałkiem książki odchodząca z kwitkiem. No way. Takie skrzywienie smile każdy ma jakieś.
    • kanna U mnie ćwierć wieku ;) 21.08.13, 23:57
      A może nawet nieco więcej wink i zaczytane do granic możliwości "Wszystko czerwone" u mojej ciotki smile
      • kocio_pierzaczek Re: U mnie ćwierć wieku ;) 22.08.13, 08:56
        Wakacje przed szóstą klasą, upał, sama w domu i "CZN" czytane bez przerw na posiłki czy cokolwiek innego. Potem już poleciało. Podobno moja mama będąc w ciąży, namiętnie czytywała Chmielewską, rżąc dziko w pociągu w szóstym czy siódmym miesiącu ciąży. A teraz ma pretensje ("Ty Chmielewską mówisz! Jak tak można!").
      • dorka_31 Re: U mnie ćwierć wieku ;) 22.08.13, 09:12
        U mnie będzie coś koło 30-tki wink

        A zaczynałam dokładnie jak April, od "Nawiedzonego domu". Koleżanka mi podsunęła, bo miała z biblioteki i stwierdziła że fajne. Pamiętam, iż odkryłam wtedy, że jednak nie zawsze można czytać przy obiedzie, bo przy wybuchach śmiechu mało nie zadławiłam się zupą. Potem próbowałam szukać innych tytułów tejże autorki, ale w bibliotekach wiele nie było, a i trafienie na to co było graniczyło z cudem, więc moja fascynacja dorastała stopniowo.
        Przez wiele lat szukałam też "Lesia", który w bibliotece był, ale tylko teoretycznie, gdyż przypadkiem zupełnie trafiłam kiedyś w wakacje na fragment słuchowiska w radiu i spłakałam się totalnie. Pomyślałam wtedy, że skoro tak mnie rozbawił jakiś zupełnie przypadkowy fragment z tekstu, to chyba całość będzie niezła. No ale trafiłam wtedy na fragment z gaśnicą, więc nie ma się co dziwić... wink Samego "Lesia" zaś dorwałam dopiero pod koniec liceum, bo okazało się że jedna z koleżanek ma go na własność. Swojego zdobyłam dopiero na początku studiów, kiedy to zaczęto wydawać wszystkie od początku książki (takie w czerwonych oprawach). Od razu się na nie rzuciłam i byłam przeszczęśliwa gdy co i raz wychodziły kolejne tomy smile
        • szkorbut-lumbago Re: U mnie ćwierć wieku ;) 22.08.13, 15:49
          Ja zaczęłam właśnie od tych w czerwonych oprawach. Zasadniczo podchodziłam do nich dwa razy. Za pierwszym nie pamiętam nawet co czytałam, absolutnie mi się nie podobało. Za drugim razem, chyba w 6 klasie podstawówki, czytałam "Nawiedzony dom". Zaczęłam popołudniu, około trzeciej w nocy, tato (którego obudziły moje kwiki) przyszedł i kazał mi pościelić łóżko, co bym zasnęła w pościelonym, ale czytać mi nie zabronił smile. Poszłam spać nad ranem przeczytawszy całość, a następnie przeczytałam całą "czerwoną" kolekcję, bo na szczęście mama koleżanki miała zebrane i nie musiałam szukać i zdobywać. Ale własne zaczęłam zbierać dopiero w liceum.
          • dorka_31 Re: U mnie ćwierć wieku ;) 23.08.13, 14:23
            No proszę, ciekawe ile osób jeszcze zaczęło od "Nawiedzonego domu"... ; )
            • g0p0s Re: U mnie ćwierć wieku ;) 23.08.13, 15:21
              Ja już to pisałem, ale wieczór wspomnień się zrobił. Ci co wiedzą mogą pominąć.
              Gdzieś 3-6 klasa podstawówki. Byłem przeziębiony i zamiast do szkoły, to leżałem w łóżku. Z nudów podwędziłem rodzicom książkę, którą przytargali z biblioteki. Obśmiałem się jak norka i jednym ciągiem przeczytałem. Joanna Chmielewska "Lesio" to był. No i tyle. Nie wpadłem na to że ktoś może napisać jeszcze jedną książkę w życiu (poza Kraszewskim, którego gdzieś metr stał na półce) i nie szukałem niczego tej autorki. Czas sobie płynął, aż tu nagle kapitalizm nas dopadł. Promenując ulicami naszej pięknej stolicy pomiędzy łóżkami polowymi zawiesiłem wzrok na jednym z nich, pełniącym funkcję księgarni. Wśród tytułów i autorów coś zwróciło moją uwagę - Joanna Chmielewska. Zaraz, zaraz, coś mi to mówi. Lesio! No i nabyłem "Krokodyla z kraju Karoliny". W tamtym okresie było wydawane wszystko co Chmielewska do tej pory napisała i książki czekały u mnie w kolejce do przeczytania.
          • embepe Re: U mnie ćwierć wieku ;) 23.08.13, 15:05
            A ja mam na piśmie to, od kiedy weszłam w kontakt z dziełami JCh!
            W mocno zużytym egzemplarzu "Nawiedzonego domu" mam wpis, że to nagroda dla mnie za bardzo dobre wyniki w nauce i wzorowe zachowanie! Do tego trzy stemple, dwa autografy i data: 13 czerwca 1979 - czyli w przyszłym roku stuknie 35 rocznica. Nie przypominam sobie jednak, żeby akurat wtedy JCh jakoś szczególnie mnie zachwyciła. Bo bardzo młoda i głupia byłam!
            Ale rekomendowane przez zachwyconą koleżankę przygody Tereski i Okrętki spodobały mi się bardziej i czaiłam się na następne dzieła Guruy. Tu wyjaśnienie dla nieco młodszych: były takie czasy, że o tzw. poczytne książki nie było łatwo. Z księgarń znikały w ekspresowym tempie, w bibliotekach były kolejki, zapisy, czajenia się i polowania...

            Prawdziwe zauroczenie przyszło z "Lesiem" - pamiętam jak go wreszcie złapałam w bibliotece (wydanie w białej okładce, z pokraczną postacią) i zaraz natychmiast zaczęłam lekturę, w autobusie. W czasie półgodzinnej podróży dostarczyłam współpasażerom sporo wrażeń moim radosnym rechotem...big_grin
            Wkrótce potem nadeszły takie lata, że co chwilę ukazywało się jakieś wznowienie starszych utworów, a także pojawiały się rzeczy nowe - można sobie było spokojnie skompletować własną biblioteczkę. Miałam fajnie, bo JCh oczarowała także moją przyjaciółkę i mogłyśmy na bieżąco czytać, dyskutować i wymieniać wrażenia. Nie wiadomo kiedy zaczęłyśmy mówić po chmielewsku, cytaty utrwalały się w pamięci samoczynnie i same się pchały na usta w wielu sytuacjach.

            Pamiętam tę serię wydań w czerwonych okładkach - nie podobała mi się, bo te poważne, sztywne oprawy nie pasowały mi do radosnych treści w nich ukrytych.

            Ponieważ nie byłam bydlę i świnia - zupełnie jak Henio wink, to pożyczałam książki innym, niektóre nie wracały, uzupełniałam straty i skutek jest taki, że mam w tej chwili chyba ze trzy "Lesie"... Wcale nie uważam tego za nadmiar!
            smile
            • se_nka0 Re: U mnie ćwierć wieku ;) 23.08.13, 16:58
              W pierwszej pracy to było. Coś około 76 roku. Ile to już... Sama na 2 zmianie, mając nieco luzu znalazłam w szufladzie biurka ,,Lesia,,. Początek - przyznacie - wystrzałowy smile Ile ja się nalatałam, naszukałam innych książek Gurui - to szok. Wie ten kto żył w tych dawnych czasach.
              Najchętniej będąc w dołku sięgałam po ,,Romans wszechczasów,, - tytuł pisany łącznie i tak ma być. Mam wszystkie książki, nawet ,,Ducha,, osobnego smile
              Zmieniłam się ja, dzieci się postarzały, zmienił ustrój a bezwarunkowa miłość do Gurui trwa i trwać będzie. Do dnia ostatniego. Mego.
    • minerwamcg Re: Pół wieku z Chmielewską 23.08.13, 18:00
      U mnie też się zaczęło od "Nawiedzonego domu", w podstawówce, a więc za przedzeszłego lodowca. Już wtedy zwróciło moją uwagę, że książka jest niby dla dzieci, a jakaś inna... i to "inne" mi się najbardziej spodobało, jakby bardziej soczyste albo mocniej posolone, albo co - wtedy nie umiałam tego nazwać, dzisiaj wiem, że to właśnie był specyficzny humor i przenikliwość obserwacji, to, co odróżnia Chmielewską od wszystkich innych pisarzy.
      • balamuk Re: Pół wieku z Chmielewską 23.08.13, 18:39
        Też już gdzieś pisałam. Mądry starszy brat, który wpychał mi w nienasyconą gębę sensowną literaturę (czasami bezobiegowo, czyli bez wiedzy szanownych rodzicieli), kupił "Zwyczajne życie" i zalecił. Co brat zalecił, było święte, zaczęłam czytać, ze śmiechu dostałam zakwasów już na samym początku... Pokochałam. Potem pamiętam, jak z przyjaciółką z podstawówkowej szkolnej ławy zdobyłyśmy "Romans wszechczasów". Był problem, która ma czytać pierwsza. Ostatecznie usmażyłyśmy wielką michę placków ziemniaczanych (w tym okresie byłyśmy uzależnione, a ona z reguły miała wolną chatę), siadłyśmy i przeczytały wspólnie. Cud nastąpił, udało nam się tymi plackami nie udławić.
        Cdn.
        • edeka5 Re: Pół wieku z Chmielewską 23.08.13, 21:59
          Z takim wspólnym czytaniem kojarzą mi się "Boczne drogi" (chyba moja najulubieńsza książka JCh). Wzięłam ją ze soba na zimowisko i jako, że byłyśmy w 5 dziewczyn w pokoju, nie byłybyśmy w stanie zdążyć przeczytać pojedyńczo do końca zimowiska, to zaczęłyśmy czytać na głos. Na jedno z pierwszych czytań załapał się nasz kolega i po pierwszym śmiechu z nas, tak się wciągnął, że zagroził nam różnymi przykrymi konsekwencjami jak będziemy czytać bez niego.
    • czekolada72 Re: Pół wieku z Chmielewską 24.08.13, 19:39
      30 lat, mniej-wiecej...
      jakies chorobsko dopadlo mnie w 3 klasie, czytalam wszystko co mialam pod reka, a pod reka byla gooora ksiazek po wujku, tych gorszych, bo lepsze zabral.
      I miedzy nimi byly ksiazeczki z serii z jamnikem. Tytuly nic mi nie mowily, baralam "po obrazkach", przeczytalam min Zbrodnie na Cyrhli Toporowej i sporo Samozwaniec.
      Myslalam, ze Romans wszechczasow jest romansem....
      A To kryminalek... i wsiaklam....
      Na nastepne 30 lat wink
      • papuga_ara Re: Pół wieku z Chmielewską 26.08.13, 15:27
        "Ślepe szczęście". Jestem w III klasie liceum i dostaję książkę od siostry mojej matki, z komentarzem: "Lubię Chmielewską, więc kupiłam jej nową książkę, ale to jest bardziej dla młodzieży, może chcesz?" Chciałam, Chmielewską kojarzyłam o tyle, o ile - wiedziałam, że ktoś taki istnieje.
        No i zaczęłam czytać.... A dalej to już sami Wieciebig_grin
        Ślepe szczęście, jak nic.....
    • kizuk Re: Pół wieku z Chmielewską 01.09.13, 22:05
      Był rok 1976.Miałam troje malutkich dzieci,pracę,studia i chorą mamę.Zajeżdżona,jak nasza szkapa szukałam wytchnienia w babskich czytadłach.Widzę w księgarni:autor kobieta ,tytuł obiecujący:Romans wszechczasów,to wzięłam.No i wpadłam.smile
      Skorumpowany paczką kawy księgarz załatwił mi Boczne drogi,Studnie i jeszcze coś,ale nie pamiętam.Potem było polowanie w antykwariatach,u bukinistów,w bibliotece.Nie było łatwo,oj nie.Ale jakoś na przełomie 80/90 lat subskrypcja na serię w czerwonych okładkach ustawiła mnie,jako posiadacza.smile
      Szczególny sentyment mam do Autobiografii,bo ukazała się w najtrudniejszym dla mnie okresie: Leżałam sparaliżowana po wypadku i te książki bardzo mi pomogły przetrzymać to wszystko.Tylko moje sąsiadki z sali szpitalnej dziwiły się moim śmiechom przy czytaniu...
    • mika_p Re: Pół wieku z Chmielewską 02.09.13, 13:07
      U mnie ćwierć.
      Autocytat zrobię: koleżanka na koloniach powiedziała mi, że
      czytala świetną ksiażkę, to chyba było "Całe zdanie nieboszczyka". Po powrocie w
      biblioteczce mamy odkryłam ksiażkę tej samej autorki, to na pewno były "Studnie
      przodków". I tak wsiąkłam. Mocno nieletnia byłam, z 10 miałam?

      No, a teraz mam 35 smile

      Durszlak myję zaraz po użyciu od Autobiografii. To niewątpliwie podniosło mi wydajność radości życia. I tłuczek od kartofli, ale to już z inspiracji durszlakiem, wiec nie wiem, czy się liczy.
    • slotna Re: Pół wieku z Chmielewską 02.09.13, 14:44
      20 lat. Mialam spac u babci, mama obiecala przez telefon, ze przywiezie mi fajna ksiazke o psie Habrze (tak to sobie wyobrazilam wlasnie, przez samo h). Byly to "Skarby". Jak ktos wyzej tez nie pomyslalam, ze ksiazek tej autorki moze byc wiecej i dopiero, kiedy mialam 10 lat druga babcia dala mi "Wszystko czerwone". Do dzisiaj jest to jedna z moich najukochanszych ksiazek.
      • groha Re: Pół wieku z Chmielewską 02.09.13, 15:22
        A czy ktoś usłyszał kiedyś pytanie, skierowane pod własnym adresem: no coś ty, naprawdę nie znasz Chmielewskiej?!
        Bo ja i owszem. I choć minęło trzydzieści lat z okładem, to wciąż stoi mi w uszach ta mieszanina niedowierzania, zdumienia i współczucia godnego politowania...
    • eulalija Re: Pół wieku z Chmielewską 02.09.13, 17:03
      Zwyczajne życie i Większy kawałek świata w dwupaku od koleżanki po siódmej klasie.
      Jej Mama jakieś tajemnicze chody w księgarniach lub wydawnictwach miała.
      Pasowało mi na wakacje, szczególnie druga, przeczytałam kilka razy.
      Nie miałam cierpliwości i talentu do szukania i żebrania w księgarniach.
      Na dobre zaczęłam już koło wojennej matury, głównie biblioteki, jakieś giełdy, antykwariaty. Po 89 roku miałam już wszystkie pierwsze wydania.
      To wychodzi, że zaczynałam w 77 roku ten romans z Guruą.
      • goonia Re: Pół wieku z Chmielewską 03.09.13, 21:34
        W pierwszej chwili pomyslalam "TO JA JUZ JESTEM TAKA STARA" (bez obrazy), ale potem odetchnelam, ze jakby chwilunia mi brakuje do 60-tkitongue_out
        Zaczelam w wieku lat 8 od Wszystkiego Czerwonego, potem byl Krokodyl - ktorego pozyczylam takiej jednej Renacie - nie zebym pamietliwa byla, o nie -i oczywiscie przepadla. Ksiazka, nie Renata, niestety.
        Pozniej Studnie, reszty nie pamietam, ale serii w czerwonych okladkach nie pamietam wcale. A co zaczelo wychodzic pod koniec lat 80-tych z nowych pozycji, od razu kupowalam. Same biale kruki jednym slowem.
    • marta_k-a_78 Re: Pół wieku z Chmielewską 16.09.13, 19:19
      Nie będę oryginalna - w wakacje minęło równo ćwierć wieku, jak złapałam z półki "Wszystko czerwone" (z tą brzydką okładką, seria z jamnikiem) i przeczytałam jakieś 15 razy w kółko. Potem dostałam od kogoś "Zwyczajne życie" (MAW), a w 6 klasie na Mikołajki "CZN" (Alfa) i zaczęłam kupować sama, co tylko wyszło. Wszystkie te trzy pierwsze jakiś czas temu sobie odkupiłam w tych samych wydaniach, bo WC i CZN zmieniły się w kupki luźnych kartek, a ZŻ ktoś mi rąbnął.
    • gat45 Re: Pół wieku z Chmielewską 16.09.13, 19:52
      Miało być piękne lato na Roztoczu - wędrówki i spływ Tanwią - ale przyroda stanęła dęba i lało jak wół do karety, tylko bezprzerywnie. Wyczytawszy wszystko, com sama miała i co mieli towarzysze niedoszłych wędrówek zażądałam kategorycznie dowiezienia mnie do jakiejś kulturowej metropolii, gdzie byłaby księgarnia. I tak zjawiłam się w Domu Książki w pięknym mieście Biłgoraju, gdzie od bardzo miłej pani ekspedientki zażądałam czegoś, co by było ciekawe, babskie ale bez przesady, żeby się dobrze kończyło i w ogóle żeby było ciekawe i się dobrze czytało. Kto pamięta rynek książkowy w połowie lat 80-tych ten wie, że nie było to takie oczywiste. Pani wpuściła mnie za ladę (tak, tak, wtedy w Polsce klient nie miał dostępu do półek) ipozwoliła gmerać. Wygmerałam sama "Legendy ulicy Dziewiczej" niejakiego László Erdös (jak się to na miłość boską odmienia ????), a pani księgarka sama z siebie położyła przede mną "Złotą muchę".
      Tak, Gooniu, mnie też spotkało to niedowierzające pytanie "nie zna pani Chmielewskiej ????"
      Wzięłam tę muchę i wyszłam z dwiema książkami.
      A "Legendy ulicy Dziewiczej" też naprawdę polecam, gdyby komuś wpadły w ręce, a nawet poszukać specjalnie warto.
      Udane łowy miałam w tym Biłgoraju.
      • balamuk Re: Pół wieku z Chmielewską 16.09.13, 20:46
        Ciąg dalszy abstrakcyjnego wspólnego czytania. Musiałyśmy z najbliższą przyjaciółką dotrzeć do chatki na Niemcowej. Etapem, prawie kibitką. Albo odwrotnie, lata osiemdziesiąte to były. Czyli dojechałyśmy pociungiem do New Sącza, do najbliższego autobusu do Suchej Doliny miałyśmy ze cztery godziny, ale co tam, góry w nocy też ładne. Zahaczyłyśmy odruchowo o księgarnię - i objawienie, nowe wydanie "WJP", a starego w żadnej bibliotece nie było, więc dla nas nówka najnowiejsza. Kupiłyśmy po jednej na głowę, zasadziłyśmy się w najbliższej knajpeczce, zamówiłyśmy jakąś tam herbatę i zaczęłyśmy czytać. Czytałyśmy w tym samym rytmie, w rezultacie herbata (obsługa mocno komunistyczna była i nie szalała z pośpiechem) przyszła, kiedy obie leżałyśmy z głowami na stoliczku jęcząc bezsilnie "cicho leżał..."
        Że nas stamtąd nie wywalili - do dziś nie wiem, albo, mimo wszystko, robiłyśmy dobre wrażenie, albo bali sie wariatek. Wnikać nie będę, do tej pory mi to wspomnienie humor poprawia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka