Proszę o potraktowanie poniższego wyrozumiale i niepoważnie
Sięgnęłam wczoraj po "Jak wytrzymać z mężczyzną". Po raz kolejny, zresztą. I
oto co mnie zastanowiło: autorka dzieli się swym spostrzeżeniem, że (prawie)
wszystkie kobiety boją się myszy, lub, przynajmniej, udają ten strach, by dać
swym mężczyznom pole do popisu; mężczyźni zaś myszy (prawie) nigdy się nie
boją. Ale po przeczytaniu tego przypomniało mi się, że oto w tym samym dniu
poszliśmy we troje do vivarium. Dwie kobiety (w tym ja) i jeden mężczyzna.
Weszliśmy do pokoju i zobaczyliśmy zbiegłą z klatki mysz, a właściwie
myszątko. Ja (jako młodsza i zwinniejsza) zaczęłam ją łapać. I oto co w
trakcie pogoni za gryzoniem zauważyłam: kolega płci męskiej starannie usuwał
się z mysiej drogi

. No dobra, dajmy na to, nieliczny wyjątek

Ale
przypomniałam właśnie, że podobną reakcję prezentowałi jeszcze kilka
kolegów... Taka nieprawidłowość...

(( Ale muszę jednak zauważyć, że prawie
wszystkie kobiety z mego otoczenia na mysz reagują całkiem prawidłowo
(piskiem i wskakiwaniem na krzesła). No my z tą panią, o której już powyżej
wspominałam, się nie liczymy, bo my z tym od lat pracjemy
Otóż, zastanawiam się: czy ja się obracam w niewłaściwym towarzystwie, czy
też Pani Joanna przesadziła z tą niewraźliwością naszych kochanych mężczyzn
na myszy?