Dodaj do ulubionych

Castagnus i antykoncepcja

18.03.05, 22:48
Pewien medyczny NPR-owy autorytet (o którym już tu gdzieś wspominałem), na
moje psioczenie, że mamy z żoną jedynie 9-11 dni na współżycie w cyklach 28-
30 dniowych, zalecił nam stosowanie Castagnusa na wydłużenie 12-dniowej fazy
lutealnej.
Od razu pomyślałem sobie o wszystkich etycznych argumentach przeciw
antykoncepcji :)
Zobaczcie, co mi wyszło:
- 12-dniowa faza lutealna jest w normie? Jest.
- Jest zdrowa? Jest.
- Castagnus działa na przysadkę? Działa.
- Wielomiesięczne jego stosowanie jest zewnętrzną chemiczną ingerencją w
fizjologię cyklu? Jest.
– W jakim celu? Po to, by zmienić zdrowy, płodny cykl, w mniej płodny (więcej
dni niepłodnych).
– Po co? Byśmy mogli mieć więcej czasu na baraszkowanie bez troski o
naturalny skutek baraszek - dzidziusia.
- Jest to działanie w jakimś stopniu antykoncepcyjne? ...
:)
Obserwuj wątek
    • maruda79 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 09:20
      Artusie Castagnus nie jest środkiem antykoncepcyjnym. Są to ziołowe tabletki
      Herbapolu. I wg mnie raczej działa na korzyść prokreacji, bo wydłuża II faze :)
      podczas której dochodzi do zagnieżdzenia zapłodnionego jajeczka - oczywiście
      jeśli współżyje się w czasie dni płodnych. W przypadku Twoim i Twojej żony -
      rozumiem, że stosujecie NPR, aby uniknąć poczęcia Castagnus wpłynie korzystnie
      na wasze pożycie ;) Pozdrawiam
    • maruda79 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 09:25
      Aha a jeśli przeszkadza Ci "antykoncepcyjne działanie" NPR`u - bo Castagnus NIE
      DZIAŁA ANTYKONCEPCYJNIE to może się nie ograniczaj we współżyciu? ;) Wydaje mi
      się, że to kolejna próba z Twej strony, aby wywołać burzę w szklance wody.
      Niestety zauważam, ze atmosfera na tym forum robi się coraz gęściejsza, a
      niektórzy użytkownicy wręcz szukają sposobu, aby się pokłocić, posprzeczać.
      Przykre to jest. Cóż - już niestety taka jest ludzka natura ;) Jedni wyżywają
      się w kłótniach w rzeczywistoci inni wirtualnie ;)
    • maruda79 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 09:59
      :) To jeszcze raz ja. Jesli masz jakies watpliwosci co do Castagusa wklejam
      link do www Herbapolu
      www.herbapol.pl/pl/index.php?dz=produkt&id=castagnus
      A oto opis tego leku, gdyby Ci się nie chciało wchodzic do linku
      Castagnus jest roślinnym preparatem zawierającym w swoim składzie wyciąg z
      owoców niepokalanka mnisiego. Preparat reguluje pracę przysadki mózgowej, która
      poprzez centralny układ nerwowy kieruje cyklem miesięcznym i wydzielaniem
      regulujących go hormonów: estrogenów i progesteronu. Zalecany jest w celu
      łagodzenia dolegliwości zespołu napięcia przedmiesiączkowego oraz w leczeniu
      zaburzeń cyklu miesięcznego.
      Mam nadzieję, że Ci pomogłam i wyprowadziłam z błędu, że Castagnus to lek
      antykoncepcyjny.
      • toya3 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 10:30
        Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiałaś, o co Artusowi chodzi. Przecież nie
        pisze, że Castagnus to lek antykoncepcyjny. Z podanych przez niego faktów
        wynika tylko, że niektóre zarzuty w stosunku do antyków można zastosować do
        Castagnusa równie dobrze, a w takim razie - albo albo. Albo nie zarzucamy
        pewnych rzeczy antykom, albo nie propagujemy Castagnusa. Inaczej to demagogia i
        dorabianie filozofii.
        • maruda79 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 11:00
          Stosowałam antykoncepcje hormonalną i wiem na czym polega. Powiedz mi jak Ty
          zrozumialas Artusa? Czy Castagnus "STAJE sie" w jakims stopniu (wg. Ciebie)
          lekiem o działaniu "antykoncepcyjnym", bo wydluza II faze? Przecież to
          nielogiczne, bo Castagnus nie jest lekiem anty i moze tylko wydluzyc faze
          progestrogenowa. NPR to nie jest antykoncepcja. NPR to wykorzystywaniu wiedzy o
          działaniu kobiecego organizmu. O jakiej antykoncepcji jest mowa?
          Zacytuje Twoje slowa:
          "niektóre zarzuty w stosunku do antyków można zastosować do
          > Castagnusa równie dobrze, a w takim razie - albo albo"
          Nie rozumiem Cie albo albo? Antykoncepcja albo Castagnus? ;)))))
          Czy dobrze rozumiem co chcialas powiedziec?
          WIesz co? ;) Ja wybieram Castagnus bo:
          1. Nie tylko wydluza faze nieplodnosci poowulacyjnej co jest dobre dla
          malzenstwa ale
          2. Jesli pomylilabym sie w wyliczeniach NPR i zaszla w ciaze to zazywanie
          Castagnusa byloby dobre dla mojego dziecka - zarodek mialby czas zagniezdzic
          sie w macicy :)
          Czy tabletki hormonalne maja takie dzialanie jak castagnus? Nie sadze ;)
          • toya3 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 11:30
            > Powiedz mi jak Ty
            > zrozumialas Artusa?
            Czy Castagnus "STAJE sie" w jakims stopniu (wg. Ciebie)
            > lekiem o działaniu "antykoncepcyjnym", bo wydluza II faze? Przecież to
            > nielogiczne,

            Nie, ja tak tego nie zrozumiałam.
            Tak, jak napisałam:
            > > "niektóre zarzuty w stosunku do antyków można zastosować do
            > > Castagnusa równie dobrze, a w takim razie - albo albo"
            i to, co dalej - że nie można jednych rzeczy popierać, innych potępiać za
            porównywalne skutki. Ja to tak rozumiem. A że i Castagnus, i hormony mają
            oprócz tego działania zupełnie różne, to już całkiem inna sprawa i nie o to tu
            chyba chodziło.
            • maruda79 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 11:44
              Ktore zarzuty w stosunku do antykoncepcji hormonalnej mozna rowniez zastosowac
              w stosunku do Castagnusa? ja naprawde nie rozumiem...
          • artus1231 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 11:30
            Marudo, jeśli moje posty są prowokacyjne, to jest to prowokacja intelektualna,
            która ma prowokować do myślenia, a nie do kłótni. :)
            Toya mnie dobrze zrozumiała: "Albo nie zarzucamy
            pewnych rzeczy antykom, albo nie propagujemy Castagnusa. Inaczej to demagogia i
            dorabianie filozofii." Dokładnie o to mi chodzi.
            Można by pomyśleć ziołowy lek, który stymulowałby jakieś tam receptory,
            obniżając tym samym poziom jakiegoś tam hormonu odpowiedzialnego za wydzielanie
            płodnego śluzu. Taki śluz pojawiałby się np. na dzień, dwa - i tylko w tych
            dniach możliwe byłoby zapłodnienie. W pozostałe - hulaj dusza :)
            Byłaby to już antykoncepcja czy jeszcze NPR?
            W każdym razie, gdy ktoś dzięki moim pomysłom wymyśli taki preparat, zastrzegam
            kilka procent z zysku na... ofiary NPR :)
            • maruda79 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 11:42
              Artusie jesli to intelektualna prowokacja to chce Cie wyprowadzic z bledu :)
              Castagnus absolutnie nie hamuje wydzielania sluzu.Stosuje go i dni ze sluzem
              mam min 6 :) Z pieeeeknym sluzem :) Castagnus wplywa na dzialanie przysadki i
              moze obnizac prolaktyne. Redukuje PMS. Dziala przeciwko mastodynii - bolesnosci
              piersi spowodowanej nienaturalnym nadmiernym (m.in z powodu stresu)
              wydzielanniem hormonu, ktory nazywa sie prolaktyna. Prolaktyna moze hamowac
              owulacje - wtedy możemy miec do czynienia z hiperprolaktynemia albo niedomoga
              lutealna i nie mozna zajsc w ciaze lub moga wystepowac samoistne poronienia.
              Castagnus moze zredukowac wydzielanie prolaktyny, ktora naturalnie w duzej
              ilosci jest wydzielana przez przysadke kobiety podczas laktacji - karmienia
              piersia. TO dlatego czesto kobiety nie maja po porodzie okresu - dziala
              prolaktyna, ktora naturalnie blokuje owulacje, by organizm kobiety wykarmil
              potomka ;) i przygotowal sie na nastepna ciaze. Natomiast kiedy gospodarka
              hormonalna kobiety zostaje zachwiana o co nie trudno w dzisiejszych czasach to
              wlasnie ziolowe leki typu Castagnus moga pomoc w przywroceniu rownowagi.
              Naturalna jest dluga (12-14 dni) faza progestrogenowa. Jesli Twoja zona ma
              krotka faze to moze ma za duzo obowiazkow, stresow? :) Fajnie, ze ma takiego
              meza, ktory tak interesuje sie dzialaniem kobiecego ciala :) Na pewno majac
              wiedze o przyczynach krotkiej II fazy pomozesz zonie sie odstresowac ;)))))) i
              moze Castagnus nie bedzie potrzebny ;))) i II faza sama sie wydluzy ;)
              Pozdrawiam I pamietaj - Castagnus nie blokuje fazy plodnej czyli estrogenowej.
              Nie ma na nia wplywu. Wydluza II faze progestrogenowa. Co jak pisalam wczesniej
              moze sluzy na korzysc prokreacji :)
        • maruda79 Re: Do toya3 19.03.05, 11:08
          Rzeczywiście niezbyt dokładnie przeczytalam ten post Artusa. Pozwól, ze
          zacytuje jeden z jego argumentow i wypowiem sie:
          Artus pyta tu w jakim celu stosowac Castagnus:
          "W jakim celu? Po to, by zmienić zdrowy, płodny cykl, w mniej płodny (więcej
          dni niepłodnych)".
          Otóż wg mnie Artusie Castagnus jak najbardziej sprzyja plodnosci! :) Wydluza
          faze progestrogenową, od której długości zależy czy zarodek zdązy zagnieździć
          się w macicy czy tez nie i wtedy moze dojść do poronienia.
          Toya chodzilo mi o to, ze to nie Castagnus jest "antykoncepcyjny" to my, ktorzy
          mamy wiedze o kobiecym organizmie i stosujemy NPR, aby uniknąc poczecia
          wykorzustujemy ten fakt "naturalnej niemoznosci zajscia w ciaze" w II fazie, a
          czy poprzez branie castagnusa II faza sie wydluzy czy nie to sprawa
          indywidulana.

          • artus1231 Re: Do toya3 19.03.05, 11:36
            Marudo, 12-dniowa faza lutealna jest podobno całkiem zdrowa dla zarodka. Jeśli
            Castagnus coś tam stymuluje czyli pobudza, to ingeruje z zewnątrz w te
            skomplikowane i subtelne sprzężenia zwrotne w układzie hormonalnym. Gdy układ
            według wiedzy medycznej działa niesprawnie (czyli jest chory), to Castagnus
            działa jak lek. Ale w naszym przypadku?
            • maruda79 Re: Do Artusa tym razem 19.03.05, 11:53
              Rzeczywiscie - jesli Twoja zona ma 12 dniowa faze lutealna to nie widze
              osobiście potrzeby w zazywaniu Castagnusa. Jesli marudziles jak powiedziales w
              1 poscie to autorytem medyczny ;) po prostu chcial Wam pomoc. Wydaje mi się, ze
              dla Ciebie bardzo uciazliwe jest czekanie na momemnt "kiedy mozna" i ten moment
              wydaje Ci sie za krotki. Musisz odpowiedziec sobie na pytanie czy rzeczywiscie
              chcecie z zona stosowac NPR. Mam takie odczucie, ze NPR jest dla Ciebie b
              uciazliwy. Coz NPR ma swoje zalety, ma tez wady, ale ktora z metod unikania
              ciazy - tu mam na mysli typowa antykoncepcje jest idealna? Tabletka - w moim
              przypadku zlikwidowala calkowicie libido, nie mowiac o zdrowotnych
              konsekwencjach ;) Prezerwatywa tez ma swoje wady... Wkladki tak samo... Wydaje
              mi sie, ze w chwili obecnej NPR jest najmniej inwazyjnym sposobem unikania
              poczecia i najzdrowszym :) Wydaje mi się, ze duzo Twoich watpliwosci bierze sie
              z uciążliwości stosowania NPR. Ale czy tak jest to juz sam musisz sobie
              odpowiedziec :)
              • gosiaz75 do marudy79 19.03.05, 16:18
                Bez obrazy Marudo, ale widać, że w ogóle nie skumałaś o co chodzi Artusowi.
    • burczykowa Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 20:02
      Artus! Tak sie własnie zastanawiam, że chyba musi Ci być ciężko, bo wszystko
      rozpatrujesz pod wzgledem etyki ;-)
      To może w tym opisywanym przez Ciebie przypadku każ żonie ćwiczyć intensywnie w
      okresie najlepszego sluzu (np. zaprowadź na siłownię czy basen- 1000m kraulem
      np.)- jesli nawet do owulacji dojdzie, to najprawdopodobniej faza lutealna
      będzie krótka i nie bedzie za duzo miejsca na bezproduktywny seks; no a jesli
      do owulacji nie dojdzie, to dowiesz się o tym dopiero z chwilą pojawienia się
      miesiączki- więc znowu jako etyk katolicki powinieneś być zadowolony, bo z
      czystej przyjemności nici...
      Tak mi się wydaje, że jako etyk, byłbyś w pełni zadowolony, gdyby w cyklu nie
      bylo dni niepłodnych, co? Ale jako mąż- wolałbyś wykluczyć naturalnie fazę
      płodności? Cos mi tu jakaś sytuacja między dążeniem a unikaniem pasuje... ;-)
      A tak na powaznie- jesli żona karmi jeszcze piersia, to Castagusa sie nie
      stosuje.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia w szukaniu łąki :)))
      • toya3 No właśnie, a sport? 19.03.05, 21:29
        Jak w temacie - zaciekawiło mnie, że dotychczas o zależności między intensywnym
        wysiłkiem a wynikami obserwacji i pomiarów wiele mowy nie było. Czy to też ma
        wpływ? Jaki? Na zdrowy rozum, jakaś zależność powinna być, więc może warto do
        licznych obwarowań dot. pomiaru ptc dołożyć brak sportu? Tylko w jakim okresie,
        a może w ogóle? ;) Wyjaśniłoby to wiele niezrozumiałych sytuacji. Ja ćwiczę
        dość intensywnie, przez wiele miesięcy wykresy bywają naprawdę różne - możed
        właśnie dlatego?
        A może, skoro wysiłek utrudnia owulację - to też jakaś antykoncepcja? ;)) - to
        tylko żart i "intelektualna prowokacja" , Marudo.
        • reszka2 Re: No właśnie, a sport? 19.03.05, 21:55
          Wiesz, ja sądzę że mizerny sport jakiego zażywa przeciętny człowiek (tzn.
          pstrykanie przełącznikami pilota) nie zakłóca przebiegu cyklu w sposób
          znaczący. Natomiast wyczynowy, zawodowy, zwłaszcza jeśli jest związany z utrata
          tkanki tłuszczowej - pewno tak. Sportsmenki wyczynowe bywa że nie miesiączkują,
          ale jak się to ma do cyklu - nie wiem, może burczykowa wie. O ile pamiętam
          anorektyczki tracą cykl całkowicie - tzn, nie owulują i nie maja miesiączek,
          ale jako że moja memoria jest fragilis, więc upierać się nie będe.
        • burczykowa Re: No właśnie, a sport? 19.03.05, 22:10
          Intensywny, ponadprzecietny wysiłek fizyczny (nawet jednorazowy) przed
          owulacją, może ją zahamowac lub w ogóle wykluczyć. Chodzi m.in. o to, ze
          podczas wysiłku uwalniane sa np. testosteron czy prolaktyna w duzych ilościach-
          czyli jest to stres dla organizmu, a więc zagrożenie, co przez podwzgórze jest
          rozpatrywane jako przeszkoda w wydaniu na świat silnego potomka, czyli albo
          jest zaburzone wydzielanie FSH i LH, albo zakłocone powstawanie cialka żółtego
          (często są LUFy), albo jesli dojdzie do owulacji, to skraca sie faza lutealna
          (stres niszczy ciałko żółte- stąd np. poronienia zagrażające u kobiet, które
          doświadczyły lekkiego wypadku samochodowego: nie potłuczone, ale przezywają,
          boja się i w konsekwencji negatywnie reaguje ciałko żółte).
          Tylko chodzi tu o bardzo intensywny wysiłek, do którego nie jestesmy
          przyzwyczajone (też np. sportsmenki przed zawodami, jesli intensywniej trenują,
          miewaja częściej cykle bezowulacyjne). O tym sporcie napisałam, bo ostatnio
          jedna z dziewczyn planujących codziennie przesyłała mi swoje obserwacje: piekny
          sluz, potem oczekiwanie na skok i... nic. Okazało sie, że własnie w okolicach
          pojawienia sie pieknego , płodnego śluzu ona przypomniała sobie stare czasy i
          poszła na intensywny 2-godz. aerobik. No i z owulacji nici.
          No i nie chodzi o brak sportu, ale o systematyczność i umiar.
    • reszka2 Re: Castagnus i antykoncepcja 19.03.05, 21:50
      No od razu przypszczałm że prowokacja - przecież artus nie może nie wiedzieć że
      nawet najdłuzsza faza lutealna )sprowokowana castagnusem np) nie wyklucza
      owulacji, nie ingeruje w nią, o co głównie chodzi doktrynie KK (o ile sie nie
      mylę, bo zawiłości tejże przestałam juz dawno rozumieć). Czyli zasada zostaje
      ta sama, tylko czas na wykorzystanie dłuższy.
      A KK nie ma nic przeciw długiemu brykaniu.
      • artus1231 Re: Castagnus i antykoncepcja 20.03.05, 08:53
        reszka2 napisała:

        > No od razu przypszczałm że prowokacja - przecież artus nie może nie wiedzieć
        > że nawet najdłuzsza faza lutealna )sprowokowana castagnusem np) nie wyklucza
        > owulacji, nie ingeruje w nią, o co głównie chodzi doktrynie KK (o ile sie nie
        > mylę, bo zawiłości tejże przestałam juz dawno rozumieć). Czyli zasada zostaje
        > ta sama, tylko czas na wykorzystanie dłuższy.
        > A KK nie ma nic przeciw długiemu brykaniu.

        Nie, dziewczyny. Chodzi o "świętą" zasadę, że nie ingeruje się zewnętrznie i
        sztucznie w "naturę", by sobie życie ułatwiać. Przy antykach ingerencja jest
        drastyczna, bo kasuje cały naturalny cykl łącznie z owulacją (dochodzi zarzut
        działania przeciw płodności). Przy Castagnusie ingerencja jest dużo bardziej
        subtelna, płodność cyklu pozostaje, ale sztucznie wydłużony jest okres
        niepłodny, co ma nam ułatwiać życie (tu też jest działanie "przeciw płodności",
        choć nie tak drastyczne - po prostu zmienia się proporcje okresów płodności i
        niepłodności na korzyść tych ostatnich). Przypadek ten najwyraźniej podpada pod
        ową "świętą" zasadę głoszoną przez Kościół.
        Chciałem tylko pokazać, że jeśli wiernie trzymamy się takich zasad, będziemy
        mieć problem ze zdrowym rozsądkiem - np. etyczne problemy z niewinnym
        Castagnusem. :)
        • zamia1 Re: Castagnus i antykoncepcja 20.03.05, 09:09
          > Przy Castagnusie ingerencja jest dużo bardziej
          > subtelna, płodność cyklu pozostaje, ale sztucznie wydłużony jest okres
          > niepłodny, co ma nam ułatwiać życie (tu też jest działanie "przeciw
          płodności",

          Bo ja wiem... więcej dni niepłodnych i rzadziej owulacja, ale za to
          zaoszczędzone komórki jajowe, a zatem płodność chroniona (tak czytałam przy
          pigułkach) i wydłużona w czasie;-)

          (dla mnie w całości d.w.n.c)



          czyli
          dzielenie włosa na czworo;-)
        • mimoooza Re: Castagnus i antykoncepcja 20.03.05, 09:09
          Nie wiem czy ta dyskusja jest celowa, Artusie czy Twoja Żona w końcu
          zastosowała ten Castagnus?
          Ja brałam go przez kilka miesięcy ze względów zdrowotnych i wierz, że faza
          lutealna pozostała 12-dniowa tak jak przed Castagnusem. Przypuszczam, że wpływ
          leku jest uzależniony od konkretnego organizmu, ale może jest i tak, że
          Castagnus pomaga uregulować gospodarkę hormonalną i wydłuża fazę lutealną,
          jeśli jest za krótka, ale jeśli wszystko jest w porządku to nie wydłuży
          bardziej tej fazy.
          Pozdrawiam serdecznie :-)
        • burczykowa Artusie! 21.03.05, 09:53
          To popatrz swym okiem etyka na inny problem: jeśli kobieta ma krótkie cykle
          (czyli np. tylko 10-12 dniowe fazy lutealne, to ma w roku przynajmniej jeden
          cykl więcej, niż kobieta, u której ta faza jest dłuższa o 2-3 dni. Co to daje?
          Otóż jest coś takiego jak estrogeny- kobiece hormony, pod wppływem których
          wyglądamy nadzwyczaj ponętnie no i na wszystko się zgadzamy (to dla zachowania
          gatunku tak nas urządzono- ponętna, chętna kobieta to i mężczyźnie łatwiej:)
          ALE: własnie te estrogeny powodują wzrost ryzyka zachorowania na nowotwory
          estrogenozależne (np. jajnika). Wczesne rozpoczęcie miesiączkowania, późna
          menopauza, brak ciąż i karmienia piersią- to powoduje, że kobieta jest bardziej
          narazona na długotrwałe działanie estrogenów, czyli może mieć problem
          nowotworowy w przyszłości (a również i raka jajnika- bo po każdej owulacji
          pozostaje ślad, każde przygotowanie do owulacji to gwałtowne wzrastanie
          komórek). Z tego wniosek, że najlepiej, jesli kobieta ma dłuuugie fazy
          lutealne, bo rzadziej miesiączkuje i w związku z tym ma mniejsze narażenie na
          estrogeny (nie dotyczy to długiej fazy I- bo znowóż przez ten czas są
          wydzielane estrogeny). Czyli w kontekście Twoich rozważań- wydłużenie fazy
          lutealnej to jeden z elementów ochrony Twojej żony przed nowotworami
          estrogenozaleznymi. No i co Ty na to jako etyk?
          • artus1231 Re: Artusie! 21.03.05, 13:37
            burczykowa napisała:

            > No i co Ty na to jako etyk?

            Ach, Burczykowa, niechcący podsunęłaś mi straszny (!!!) argument w innej
            sprawie. Pamiętacie, jak w wątku "NPR a życie małżeńskie" podważałem takie
            proste i jednoznaczne kojarzenie natury z wolą Bożą? Co wynika z Twojego postu?
            Że "Bóg" tak cudownie stworzył kobietę z jej maszynerią hormonalną (nad czym
            tak się zachwycają NPR-owi ideowcy), iż to, co u Was najfajniejsze - ponętność,
            energia i duże chęci - zawdzięczacie... rakotwórczej truciźnie - estrogenom? O
            co "Stwórcy" chodzi? Czy o to: "Jeśli nie chcesz mieć raka estrogenozależnego,
            zachodź często w ciążę!"? To ma być zagrywka fair? A co mają robić te bidule,
            którym natura dała krótką fazę progesteronową - szpikować się medykamentami, by
            ratować się przed "Stwórcą" i jego "argumentami" (rakiem estrogenozależnym)?

            Wracając do bardziej bezpiecznego tematu - Castagnusa. :)
            Maruda może mieć rację, że spowodowałem burzę w szklance wody, ale nie z
            powodów, które przytoczyła. Powody przytoczyła Mimoooza. Jeśli rzeczywiście
            jest tak, że Castagnus "pomaga uregulować gospodarkę hormonalną i wydłuża fazę
            lutealną, jeśli jest za krótka, ale jeśli wszystko jest w porządku to nie
            wydłuży bardziej tej fazy", to całe moje rozumowanie pada. Wszystko zależy
            od "mechanizmu" oddziaływania tego leku. Jeśli jest inwazyjny i organizm nie
            może się przed nim bronić, jak go nie potrzebuje, to mam rację. Jeśli jednak
            przyswajany jest tak, jak magnez na zasadzie prostego mechanizmu osmozy (jak w
            organizmie jest wystarczająco magnezu, to nie jest wchłaniany), to nie mam
            racji. Czy ktoś wie, co to znaczy: "stymulacja receptorów dopaminergicznych,
            obniżająca poziom prolaktyny wydzielanej przez przysadkę"?
            • burczykowa Artusie- Czarnowidzu! 21.03.05, 18:28
              Hmmmm,
              Co do tego strasznego argumentu, to Ci jeszcze cos dołożę: czy wiesz, jaki jest
              czynnik, który obniża (i to naprawdę sporo!) ryzyko raka jajnika i piersi? No
              to usiądź wygodnie: CIĄŻE I DŁUGIE KARMIENIE PIERSIĄ!Własnie przez blokowanie
              wydzielania dużej ilości estrogenów! Czyli jeśli nie współżyjesz
              bezproduktywnie, TO CHRONISZ SWOJĄ POŁOWICĘ PRZED RAKIEM (problem tylko inny:
              jeśli dużo, ciężkich porodów z urazami szyjki macicy- to wzrasta ryzyko
              nowotworu szyjki). Tak to Stwórca wszystko ładnie, doskonale pomyslał :)))
              Co do ostatniego pytania:
              > Czy ktoś wie, co to znaczy: "stymulacja receptorów dopaminergicznych,
              > obniżająca poziom prolaktyny wydzielanej przez przysadkę"?

              No na pewno chodzi tu o przyzwoitą stymulację, a nie jakieś niekatolickie
              świństewka :)

              Nie orientuję się w tym, więc pytaj jeszcze innych . Napisze, co wydaje mi się:
              Receptory dopaminergiczne sa częścią ukł. współczulnego (czyli takiego, który
              odpowiada za funkcję mięsni gładkich, serca czy gruczołów wewnętrznego
              wydzielania (np. przysadka). Receptor może byc pobudzany albo hamowany przez
              neuroprzekaźniki (np. adrenalina , dopamina)i w zalezności od rodzaju tego
              neuroprzekaźnika pobudzane lub hamowane są czynności m. gładkich, serca czy
              gruczołów dokrewnych. Z Twojego cytowania wynika, że jeśli podasz "to cos", to
              pobudzi on receptory, które mają powinowactwo (czyli reagują) do dopaminy, a to
              pobudzenie (czyli stymulacja) doprowadzi do zmniejszenia wydzielania prolaktyny
              przez przysadkę.
              Jak widzisz- zero świntuszenia.
              Co do bidul z krótka fazą lutealna- może ciąża??? ;)
    • maruda79 Re: Castagnus i antykoncepcja 21.03.05, 08:17
      Przykro mi, że obecnie forum stało się polem jalowych
      polemik "pseudointelektualnych". Polemiki te wedlug mnie wcale nie wydają się
      mieć (wedlug mojej oceny) na celu zdobycia wiedzy lecz tak jak pisalam
      wczesniej - wywolanie burzy w szklance wody lub tez zdyskredytowanie NPR.
      Pojawili sie frustraci, ktorzy kompletnie nie sa zadowoleni ze stosowania tej
      formy planowania rodziny, ale stosuja ja z przyczyn sobie wiadomych a
      frustarcje wylewaja na forum. Sorry Artus, ale porownywanie castagnusa do
      tabletek anty to lekka przesada. Ze co? Ze wydluza II faze - faze nieplodna i
      tym samym jest więcej dni na seks małżenski? I tu ma byc to podobienstwo do
      tabletek anty? Pomimo zarzutow do mnie od Toya i Gocha, ze nie kumam o co
      chodzi Artusowi, jakos zadna z nich nie wyjasnila mi jaki jest zwiazek miedzy
      Castagnusem a antykoncepcja. Cieszę się, że ja trafilam na to forum kiedy gro
      postow nie mialo religijnopseudointelektualnych podtekstow. Cieszę sie rowniez,
      że moglam wyprowadzic z bledu Artusa, ktory twierdzil, ze Castagnus jest
      chemiczny i ingeruje w sluz ;) TO bedzie moj ostatni post nt i obiecuje sobie
      więcej nie wplatywac się w ideologiczne dyskusje. Jakos mi sie udawalo do tej
      pory ;) a ten watek to "moj pierwszy" - i mam nadzieje ostatni raz.
      Do Gocha i Toya. Opisze Wam z mojego doswiadczenia jak jak moj organizm
      reagowal na tabletki anty i Castagnusa, pewne stwierdzenia beda ogolne, a pewne
      komentarze będą wynikały z mojego osobistego doswiadczenia

      Tabletki Anty:
      1. Blokuja owulacje (brak normalnego cylku, brak sluzu plodnego)
      2. powoduja, ze endometrium (sluzowka macicy) nie narasta. Zapobiega to (jesli
      z roznych przyczyn np. niewchlonienie tabletki - doszloby do owulacji)
      zagniezdzeniu sie zarodka czyli - poronienie. Z moje doswiadczenia po 2 letnim
      braniu pigulek mialam b skape okresy - b to mnie zaniepokoilo i mialam robione
      USG. Moje endometrium nie mialo nawet 5mm grubosci!!!
      Pomijajac fakt cienkiego endometrium non stop POTWORNIE bolaly mnie piersi.
      Znow moje obawy zglosilam lekarzowi prowadzacemu, a na USG lekarz dostrzegl 2
      guzki!!! Bylam przerazona!!! Od razu odstawilam tabletki. Dostalam skierowanie
      do poradni chorob sutka na biobsje. Cale szczescie od m-ca juz wtedy nie bralam
      pigulek i okazalo sie, ze zadnych guzkow nie ma. Tabletki rozchwialy moje
      hormony - prolaktyne. Od lekarki z poradni na bole piersi dostalam MastodynonN -
      krople, podobne w dzialaniu do Castagnusa, ale 3xdroższe. Z powodow
      ekonomicznych - i nie tylko ;) porzucilam te kropelki na rzecz Castagnusa :) o
      ktorym dowiedzialam sie z tego forum :) Castagnus w pierwszych kilku cyklach
      zlikwidowal zupelnie bole :) i mial minimalny wplyw na II faze - wydluzyla sie
      moze o 1 dzien, nie mial wplywu na sluz w I fazie- hmmmm moze nawet jego jakos
      sie poprawila? ;) Ale raczej mialo to zwiazek z bardziej higienicznym trybem
      zycia ;) Z obserwacji mojego organizmu wysnuwam wniosek, ze wiekszy wplyw na
      moja plodnosc ma stres. A Artus zdaje sie "lapie" za jezyk medyczne autorytety
      NPR, zeby potem udowadniac jakie to skandaliczne dla sumienia katolickiego rady
      daje - porownywalne z sugerowaniem antykoncepcji!!! Sorry ja tak wlasnie
      odebralam maila Artusa. Gdybym ja miala watpliwosci co to za "lek" ten
      Castagnus to inaczej sformulowalabym pytanie... A rozpatrujac sprawe Castagnusa
      mozna podwazyc w ogole inne srodki medyczne, bo sa ingerencja w organizm czy
      cykl. Dam radę osobom niezadowolonym z NPR - wejdzcie sobie na forum
      poronienie, albo dla starajacych sie. Od razu przejdzie Wam narzekanie.
      Bedziecie dziekowac Bogu za zdrowa plodność, zdrowe dzieci. Tak to jest, ze gdy
      czlowiekowi jest dobrze to zaraz szuka dziury w calym i zaczyna narzekac. Mam
      nadzieje, ze nikogo nie urazilam tym postem. Pozdrawiam wszystkich :) I do
      uslyszenia w innych postach. Mam nadzieje na pomoc doswiadczonych NPR w kwestii
      ew. interpretacji :)))))
      • zamia1 Re: Castagnus i antykoncepcja 21.03.05, 15:11
        > Pojawili sie frustraci, ktorzy kompletnie nie sa zadowoleni ze stosowania tej
        > formy planowania rodziny, ale stosuja ja z przyczyn sobie wiadomych a
        > frustarcje wylewaja na forum.

        I w dodatku gadają unisono! ;-)

        • toya3 Re: Castagnus i antykoncepcja 21.03.05, 16:41
          Skoro unisono, to może coś "jest na rzeczy" ? ;))
    • maruda79 :) Zlamałam się - do Artusa :) 22.03.05, 07:56
      :) Miałam już nie brać udziału w tej dyskusji, ale nie wytrzymałam ;)
      Artusie poruszasz tu kwestie etyczne. Cóż, każdy ma swoje sumienie i kwestie
      związane z seksem małżeńskim, płodnością też musi rozważać we wlasnym sumieniu.
      W 1 poście poruszyłeś m.in. kwestię czy Twoja zona powinna zazywać Castagnus,
      by wydłużyc II fazę, choć ta jest u niej prawidłowa. To Ty i Twoja zona musicie
      we wlasnym sumieniu rozważyć tę sprawę. Czy chcecie spróbować, czy po tym
      ziolowym leku wydluzy sie II faza. Wierz mi - jesli Twoja zona ma wszystko w
      porzadku z hormonami to watpie, aby II faza sie radykalnie wydluzyla.W moim
      przypadku II fazy nadal nie sa zbyt dlugie - 10 max 11 dni. I takie mniej
      wiecej byly przed zazywaniem Castagnusa - choc zdarzaly sie i 7 dniowe.
      Castagnus to nie chemia, to ziolowy lek nie ingeruje radykalnie.
      Cytuję Twoj post poniżej:
      Nie, dziewczyny. Chodzi o "świętą" zasadę, że nie ingeruje się zewnętrznie i
      sztucznie w "naturę", by sobie życie ułatwiać. Przy Castagnusie ingerencja jest
      dużo bardziej subtelna, płodność cyklu pozostaje, ale sztucznie wydłużony jest
      okres niepłodny, co ma nam ułatwiać życie (tu też jest działanie "przeciw
      płodności", choć nie tak drastyczne - po prostu zmienia się proporcje okresów
      płodności i niepłodności na korzyść tych ostatnich). Przypadek ten najwyraźniej
      podpada pod ową "świętą" zasadę głoszoną przez Kościół.
      Chciałem tylko pokazać, że jeśli wiernie trzymamy się takich zasad, będziemy
      mieć problem ze zdrowym rozsądkiem - np. etyczne problemy z niewinnym
      Castagnusem. :)
      Widać, że Ty masz etyczny problem z Castagnusem (albo chcesz sprowokowac do
      dalszej intelektualnej dyskusji;)
      Watpię, aby kobiety z dluga II faza wydawaly pieniadze na ziołowy lek, ktory
      ew. (ale wcale niekoniecznie przy zdrowym organizmie)miałby wydłuzyć tę fazę.
      Ciekawe czy na forum jest taka osoba?
      "Świętą zasadę, że nie ingeruje się w naturę aby sobie życie ułatwic". Coż, to
      nie ingeruj i nie ułatwiaj. Kto powiedział, ze chrzescijanstwo jest łatwą
      religia? ;) Nie chce Cie urażać ani osądzać - w sumie dzieki Twojemu zaczepnemu
      postowi ;) ktoś może dużo dowiedzieć się o Castagnusie o jego działaniu,
      wpływie na organizm :) Pozdrawiam :) Hmmm, ale przyznam, ze naprawde imponujesz
      mi wiedzą o NPR i tym, ze tak udzielasz się na tym forum :)
    • grrrrw Re: Castagnus i antykoncepcja 27.03.05, 18:57
      Oczywiscie, ze nie jest, bo stosowanie tego preparatu nie powoduje, ze wasze
      wspolzycie staje sie czy w to w planowanym przebiegu, czy w trakcie, czy w
      rozwoju jego naturalnych skutkow nieplodne.
      Antykoncepcja nie polega na tym, ze wspolzyje sie w dzien nieplodny, ale na
      tym, ze plodny stosunek czyni sie swiadomie nieplodnym.

      Gdyby twoje rozumowanie bylo słuszne, to grzeszylabys podejmujac jakiekolwiek
      wspolzycie w dni nieplodne, moglabys wspolzyc tylko w dni gwarantowanie plodne,
      a przeciez tak KK nie uczy.
      A i nawet baraszkowania w łózku nie przygania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka