pamig
05.04.07, 14:12
Przekonałam się w końcu do NPR;)7 miesięcy temu odstawiłam pigułkii miesiąc
temu postanowiłam zacząć się stosować do zasad tych najprostszych -
temperatura i obserwacja śluzu. Tak naprawdę to robię to intuicyjnie od wielu
lat, ale dopiero teraz stwierdziłam, że potrzebuje znać na tyle moje ciało,
żeby poznać mechanizmy płodności.
Wiele argumentów mnie skłoniło do metody naturalnej:
- okres regularny jak w zegarku odkąd pamiętam 30-32 dni (mam 27 lat,
miesiączkuje od 15), kilka razy (na palcach obu dłoń moge wyliczyć) w ciągu
lat miesiączkowania wydłużył się te kilka dni (stres, wyjazd za granice)
- odkąd zaczęłam miesiączkować prowadziłam już kalendarzyk intymny, więc
wyrobiony mam nawyk zapisywania terminów pierwszej miesiączki
- od 2 lat współżyje regularnie i wyczuwam kiedy mam dni płodne
No więc, postanowiłam zaryzykować w tym miesiącu i dzień po miesiączce
współżyć bez całkowitego zabezpieczenia. Dzidziusia planujemy tak za pół roku,
wiec jeśli się wydarzy (zawsze jest jakieś ryzyko, nawet w antykoncepcji
hormonalnej), to uznam to, że tak miało być;)
Wyliczyłam sobie dni płodne dla cyklu 28-32 dni, żeby ustalić odpowiedni
margines bezpieczeństwa. Po tym razie dzień po miesiączce po zabezpieczenia
zauwazyłam dwa dni z ciągnący się śluzem jak białko jaja kurzego...Dni płodne.
Chyba, ze miałam "pecha"...
Problem mam z mierzeniem temperatury, bo mam normalnie nieco obnizoną
(36-36.6), ostatnio też często się lekko zaziębiałam i miałam stan
podgorączkowy (37-37,2). Także temperatura nie jest dla dobrym kryterium,
lepszym jest śluz, jak myślicie?
Pozdrawiam świątecznie