03.12.07, 00:13
Pomocy:( Mój problem, z pozoru błahy, jest dla mnie niezmiernie istotny, gdyż
dotyczy całego mojego życia. Otóż chodzi mi o to, że nie mogę się z moim
Narzeczonym porozumieć w sprawie metod zapobiegania ciąży w przyszłości (po
ślubie). Na wstępie chcę podkreślić, że bardzo Go kocham, jesteśmy razem około
4 lata, dobrze się dogadujemy, nigdy się ze sobą nie nudzimy, mamy podobne
aspiracje, pragniemy się o siebie nawzajem troszczyć oraz mieć razem dzieci
(najlepiej 2). Mamy już ustalony termin i bardzo mi na nim zależy, ponieważ
nie mogę się już doczekać.
Mój problem polega na tym, że nie chcę mieć dzieci na studiach, nie chce mieć
ich więcej niż troje oraz nie chcę ich mieć po 40 roku życia (z uwagi na
komplikacje zdrowotne matki i dziecka oraz częste poronienia), oczywiście w
ogóle pragnę mieć dzieci, ale w określonym przedziale wiekowym (25-35 lat
powiedzmy). Mój N również.
Osobiście optuję, aby owe planowanie rozwiązać poprzez stosowanie NMPR
uzupełnionych używaniem prezerwatyw (w tych okresach, gdy dzieci nie chcemy
mieć). Jeśli chodzi o stosowanie hormonalnych metod (pigułka, plastry etc)
oraz stałych (wkłada, spirala etc) to Nas nie interesują. Natomiast, jeśli
chodzi o stosowanie prezerwatyw nie widzę w nich kompletnie nic złego (chodzi
mi o czasowe stosowanie, a nie np przez całe życie)-nikomu nie robię tym
jakiejkolwiek krzywdy. Nie jest to żadna zachcianka, tylko potrzeba,
wynikająca z chęci dobrego zaplanowania swojego, męża oraz potencjalnych
dzieci życia! Uważam, że dobre, jest to, że chcę planować posiadanie potomstwa
w odpowiedniej sytuacji życiowej, gdyż wpływa to pozytywnie na rozwój oraz
zdrowie dzieci oraz rodziców.
Wiem o istnieniu NMPR oraz znam ich zasady działania, jednakże nie budzą one
we mnie zaufania, poprzez to napawają mnie ogromnym stresem. Dodam, że mam
nieregularne cykle, prowadzę nieregularny tryb dobowy (odpada metoda
termiczna, która jest najważniejsza), mój śluz nie jest jednoznaczny, ponadto
mam go zaraz po miesiączce, nie mam bólów owulacyjnych oraz nie wyczuwam
żadnych zmian w twardości szyjki macicy. Pozostaje, więc chyba tylko metoda
badania śluzu, w której łatwo mogę popełnić błąd interpretacyjny. Podam
jeszcze, że logicznym jest, iż kobieta ma największą chęć na zbliżenie właśnie
w dni płodne i na ogół tylko wtedy przeżywa orgazm. W związku z powyższym
stosowanie w moim przypadku samych NMPR byłoby zbyt stresujące i przypuszczam,
że powodowałoby kłótnie. Ponadto uważam, że metoda ta gorzej traktuje kobiety.
Chciałabym w związku z tym uzupełnić NMPR prezerwatywą. Jednakże podobno
Kościół uważa stosowanie prezerwatywy za grzech (ja osobiście nie widzę w tym
nic złego, uważam ponadto, że sprawa jest na tyle intymna, że Kościół powinien
w tej kwestii pozostawić wolny wybór, a nie narzucać z góry, że jedyną słuszną
metodą są NMPR). I w tym jest problem:( Dodam również, że niestety bardzo
często poradnie małżeńskie stosują swego rodzaju propagandę, nie mówiąc o
jakichkolwiek wadach NMPR (łatwość popełnienia błędu interpretacyjnego,
wynikającego ze stresu-który nota bene może być tym spowodowany, przyjmowania
niektórych leków, złego snu, przeziębienia etc, okresu karmienia piersią oraz
okresu menopauzy, która trwa wile lat), które ja uważam za niezwykle istotne.
Mój Narzeczony paradoksalnie w pełni zgadza się z moim punktem widzenia,
aczkolwiek kategorycznie nie zgodził się na stosowanie prezerwatyw, gdyż
miałby niespokojne sumienie. Nie potrafi wytłumaczyć mi dlaczego miałby
niespokojne sumienie albo mówi, że nie mam się wtrącać, bo to jest jego
sumienie. On również nie widzi w prezerwatywach nic złego, jednak uważa, że
może to być grzech i źle by się czuł w konfesjonale, gdyby je miał stosować.
Niby w encyklice oraz w KKK jest napisane, że stosowanie prezerwatywy jest
grzechem, ale tylko pośrednio, gdyż jest ona podpięta do innych metod
antykoncepcji, które mają inne zasady działania.
Jest mi bardzo przykro z tego powodu, że mój przyszły Mąż ma mieć takie
moralne problemy, nie chcę tego. Jednakże on dał mi tylko wybór albo on
niestosujący nigdy prezerwatyw albo zrywamy. Zaproponowałam kompromis, czyli
NPR+prezerwatywa (bo początkowo nie chciałam w ogóle stosować NPR), jednakże
dla Niegonie jest to żaden kompromis. Generalnie jest człowiekiem bardzo
upartym, ale ta sytuacja jest bardzo specyficzna. Nie wiem jak mam Go
przekonać?? Czy mam cierpieć (bo bedę cierpieć poprzez stres i zasady wbrew
mnie) dla Niego?? Dla dobra miłości?? Nie wyobrżam sobie tego! Moim zdaniem
srosowanie samych NPRów powodowałoby tylko kłotnie i ciągłe pretensje. Poza
tym sądze, że NMPR w przypadku, gdy nie chce się mieć dziecka są wręcz
NIENATURALNE-bo nienaturalnym jest się kochać, gdy się nie ma ochoty, a nie
móc jak się ma, ale nie można! Nie wiem co mam zrobić:( Od ponad miesiąca
wciąż płaczę nie wiedząc co zrobić.
Uważam, że Bóg dał nam po to wolną wolę żebyśmy mogli z niej zrobić dobry
użytek, a nie np zachodzić w ciążę z przypadku. Ja np dowiedziałam się po 20
latach, że jestem „wpadką” i było mi bardzo przykro, bo jakby nie patrzeć
oznacza to niechciane dziecko, mimo, że poźniej się je kocha.
Co mam zrobić:(:(:(????

POMOCY

Obserwuj wątek
    • bystra_26 Re: smutna 03.12.07, 09:47
      Zgadzam się z tym co napisałaś, zwłaszcza z obrazem NPR z większości
      poradni rodzinnych i robienia z niego 11 przykazania.

      To jest bardzo ważna kwestia i dobrze, że się nad nią zastanawiacie
      PRZED ŚLUBEM. Zawierając małżeństwo musicie wiedzieć oboje na co w
      sferze życia seksualnego się decydujecie. Jesli nie jesteście w
      stanie wypracować satysfakcjonującego obie strony rozwiązania, to
      rzeczywiście lepiej się rozstać teraz.

      Kwestia NPR nie jest kwestią dogmatyki, rozróżnienie znajdziesz tu:
      sporniak.blog.onet.pl/
      www.naturalnemetody.fora.pl/linkownia,19/blog-artusa-kosciol-seks-moralnosc,1110.html

      Poza tym w przypadku małżeństwa katolików, gdzie jedno jest
      przeciwko każdej metodzie antykoncepcji, a drugie jakąś stosuje, to
      ta strona, która jest przeciwko antykoncepcji współżyjąc nie ma
      grzechu, jeśli stosowanie antykoncepcji jest wyborem drugiej strony.
      Grzechem byłoby natomiast karanie brakiem współżycia w celu
      przymuszenia drugiej strony do "nawrócenia" na NPR.
      • skrzynka3 Re: smutna 03.12.07, 10:11
        Pewnie z Twojego punktu widzenia jest w tym co napisalas duzo racji.
        Ale litosci skad wzielas to, ze kobieta ma ochote na wspolzycie i
        miewa orgazm tylko w okresie okoloowulacyjnym???????

        CZESC kobiet zauwaza wzrost libido w okresie plodnym. To prawda ale
        nie jest tak ze okresie nieplodnym tego libido nie maja i nie sa
        zdolne do przezywania orgazmu. Mysle ze to bardzo osobniczo zmienne.
        Moim osobistym zdaniem -orgazm u koiety zaczyna sie w ... mozgu :))

        Stosuje czysty NPR od 13 lat urodzilam troje zaplanowanych dzieci o
        ktore staralismy sie po kilka miesiecy -nie zaobserwowalam
        znaczacych roznic w odczuciach ze wspolzycia w zaleznosci od momentu
        cyklu.
        Zauwazam natomiast istotne roznice w zaleznosci od tego ile czasu
        temu poswiecimi, jaki jest nastroj, nasze nastawienie itp.

        Ciezko przezywany zespol napiecia przedmiesiaczkowego moze tu
        bruzdzic -to prawda. Ale tu pole popisu dla mezczyzny zeby sobie z
        tym poradzil.

        Jedno jest pewne musicie to ustalic przed slubem. Jesli bedziesz sie
        czula zmuszona do tej metody-to nic z tego nie bedzie. Bedziesz
        sfrustrowana, rozzalona i nie poradzisz sobie z minusami (ktore sa
        jak w kazdej zreszta metodzie).
        • yadrall Re: smutna 03.12.07, 11:05
          Nie wiem jaka czesc kobiet nie czuje zmian w libido w trakcie
          cyklu,ale wiem,ze jest to bardzo osobiste odczucie i byc moze
          autorka watku juz cos takeigo u siebie zauwazyla (jezeli zna metody
          NPR to prawdopodobnie odserwuje swoje cialo i jego reakcje)

          Ja osobiscie gdyby nie prezerwatywa to nigdy bym sie nie zdecydowala
          na NPR w czystej postaci,gdyz w czasie po owulacji seks przestaje
          mnie kompletnie interesowac i zadna abstynencja czy inne sposoby nie
          dzialaja... Za to w okolicach owulacji to moglabym zjesc subnego...

          Ps.zreszta spadek libido jest tak wyrazny,ze wraz z metoda termiczna
          stanowi dla nas wyznacznik kiedy juz jest po owulacji...
          • skrzynka3 Re: smutna 03.12.07, 18:16
            Ok tylko jesli przyjmiemy ze te zmiany sa tak bardzo wyrazne u
            wiekszosci kobiet i ze w tak duzym stopniu zalezymy od hormonow to
            biedne sa te wszystkie kobiety jadace na pigulkach... Nie ma okresu
            okoloowulacyjnego-nie ma libido i orgazmu.

            Nie wierze, ze wszystkie sie tak katuja dla idei i zero przyjemnosci
            z tego maja. Owszem czesc przyznaje ze na pigulkach zauwaza spadek
            libido, ale nie wszystkie a i te co zauwazaja jakos sobie z tym
            radza. Choc znam osobiscie jedna kora z tego powodu zrezygnowala z
            pigulek.

            Przed slubem mialam bardzo ciezkie, tragiczne wrecz zespoly napiecia
            przedmiesiaczkowego. Po slubie zauwazylam prawidlowosc im wiecej
            wspolzycia w drugiej fazie tym zespol lagodniejszy.:)) Kiedys z
            Zamia ktora cos podobnego zauwazyla u siebie wysnulysmy na tym
            forum teorie ze moze to wplyw endorfin (tzw hormon szczescia).

            Zgadzam sie ze hormony wplywaja na nasze samopoczucie. Nie zgadzam
            sie ze nas w 100% determinuja, ze jestesmy ich niewolnikami. Ochota
            i jej brak to naprawde dosc subiektywne odczucia i (pisze z
            dosiadczenia) do pewnego stopnia mozna nimi sterowac. Zeby bylo
            jasne nie pisze o zmuszaniu sie do wspolzycia i cierpieniu z
            zacisnietymi zebami. Pisze o tym ze mozna miec na to wplyw
            (zwlaszcza jak sie ma zdolnego parnera, ktory wie jak do nas trafic).

            I jak zwykle gdzies na tej krzywej beda kobiety, dla ktorych sie to
            okaze problemem nie do przeskoczenia.

            Autorka jesli sie obserwuje to zmiany moze zauwazyc ale jesli nie
            wspolzyje (a zakladam ze nie skoro dla narzeczonego problemem jest
            prezerwatywa po slubie to i wspolzycie przedmazenskie tez zapewne
            jest)to nie wie jak bedzie reagowac jej cialo -a ono potrafi bardzo
            zaskoczyc. Nie mowiac o tym ze pewne rzeczy wypracowuje sie w
            zwiazku cierpliwie latami w miare poznawania siebie, uczenia sie i
            dopasowywania.
            • yadrall Re: smutna 03.12.07, 19:45
              To ja jestem druga,ktora poznalas,a ktora zrezygnowala z tabletek
              anty z powodu braku libido. Niestety u mnie branie tabletek bylo
              rowne brakowi seksu-poprostu nie mailam kompletnie ochoty.
              Jezeli zajrzysz na forum (Brak)seksu w malzestwie to poszukasz watku
              gdzie wiele dziewczyn bioracych tabletki anty cierpi z powodu braku
              checi na seks. I nie jedna rezygnuje z tej metody antykoncepcji z
              tego wlasnie powodu.

              Ps. jezeli zas chodzi o zespol napiecia miesiaczkowego to faktycznie
              dobry seks na krotko przed okresem jest lepszy niz tabletki
              przeciwbolowe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka