Dodaj do ulubionych

miłość francuska jako forma antykoncepcji

30.06.08, 17:56
czy uważacie że to jest grzech?? a inne formy seksu niż tradycyjny,
to grzech?? a stosunek przerywany? prosze o opinie! z góry dzięki
Obserwuj wątek
    • 5ala Re: miłość francuska jako forma antykoncepcji 30.06.08, 20:53
      wszystko na ten temat znajdziesz tu:
      www.szansaspotkania.net/index.php?page=5639
    • bystra_26 co rozstrzyga 01.07.08, 12:53
      To nie badanie opinii publicznej rozstrzyga, czy cos jest grzechem
      czy nie, ale Twoje sumienie i/lub nauka Kościoła.

      Kościół katolicki uważa, że godne współżycie katolików musi mieć
      jednocześnie jednoczący i prokreacyjny charakter, czyli w praktyce
      kończyć się wytryskiem w pochwie.. technicznie to ujmując.

      Miłośc francuska itp. jako elementy gry wstępnej są według KK OK, bo
      nie zastępują pełnego stosunku, który jest potem. Co do pozycji to
      też jest dowolność.

      I niestety wg KK antykoncepcja to bardzo szerokie określenie -
      dotyczy nie tylko środków antykoncepcyjnych, ale wszlekich innych
      sposóbów dzięki którym można przezywać przyjemność seksualną we
      dwoje... nie ryzykując poczęcia (stosunek przerywany, pieszczoty
      oralne, ...).

      Według KK zastępcze formy seksu podejmowane i zamiast pełnego
      stosunku, by zminimalizować ryzyko ciąży, jak i tylko dla
      przyjmności w czasie niepłodnym (średnia logika) są grzechem, ale
      czy ciężkim, to do rostrzygnięcia w poszczególnych przypadkach.

      Niespójnością w tym podejściu jest pełna akceptacja seksu w III
      fazie cyklu, gdzie na 100% nie ma szans poczęcia ;)
      • 5ala zjednoczenie 04.07.08, 18:50
        Bystra:
        "Kościół katolicki uważa, że godne współżycie katolików musi mieć
        jednocześnie jednoczący i prokreacyjny charakter, czyli w praktyce
        kończyć się wytryskiem w pochwie."

        Więc, nawet jeśli prokreacyjny charakter jest wyłączony ( III faza i 100% niepłodność) to pozostaje jeszcze funkcja jednocząca i dla niej współżycie powinno być pełne. Ja tak to czuję. Zjednoczenie nie może się dokonać jeśli wytrysk jest "byle gdzie", jeśli "odgradzamy" się od siebie prezerwatywą lub stosujemy inne metody zaspokajania się(sex oralny itp.) Wydaje mi się , że wtedy można by to bardziej nazwać "korzystaniem z siebie nawzajem" niż zjednoczeniem. Nie ma wtedy tej pełni,poczucia bezpieczeństwa, całkowitego oddania. Jest zaspokojenie ciała, ale już nie psychiki. Nie wiem jak to wyrazić, ale w sercu myślę, że każdy czuje różnicę niezależnie od wyznania. Ja też jestem po rekolekcjach u o.Knotza i Fajnie jest to wyjaśnione na jego stronkach.
        www.szansaspotkania.net/index.php?page=2042
        Odkrywają, że zostali wezwani z głębi samotności, aby dać się wypełnić drugą osobą i stać się całością. (...) Odkrywają, że ich cielesne istnienie zostało wezwane do spotkania przez drugą osobę, o którą się troszczą"1. Wybitny amerykański psycholog R. May na bazie długiego doświadczenia zwraca uwagę, że "momentem najistotniejszym w miłości, jeśli sądzić na podstawie tego, co ludzie zapamiętują, i tego, o czym marzą pacjenci, nie jest chwila orgazmu. Jest to moment wchodzenia, penetracji w pochwie kobiety. Jest to moment, który (...) wstrząsa, ma wiele z cudu; może być potężny i wspaniały albo bolesny i rozpaczliwy, co w sumie oznacza to samo. Jest to moment, w którym ludzkie reakcje na doświadczenie miłości są najbardziej niezwykłe, niepowtarzalne, najbardziej własne. Właśnie to, a nie orgazm jest momentem jedni"2. Moment wniknięcia członka do pochwy rodzi poczucie bezpieczeństwa, poczucie bycia razem, radość ze spotkania. Trwanie w miłosnym zespoleniu ma największe znaczenie dla odświeżenia i pogłębienia więzi małżeńskiej. W ciele kobiety mężczyzna znajduje jakby dom - zagłębia się w miejsce ciepłe i przytulne. Kobieta, przyjmując mężczyznę, otulając go tak jak tylko ona to potrafi zrobić, czuje się wypełniona. Mężczyzna doświadcza w swoich ramionach kobiecości, kobieta doświadcza męskości. Pozbawiony tych doświadczeń stosunek przerywany jest tylko namiastką opisanego spotkania małżonków.

    • lilith76 Re: miłość francuska jako forma antykoncepcji 01.07.08, 13:52
      Zakładasz, że wszystkie forumowiczki korzystają z npr z powodów religijnych :)

      Jeśli czujesz się członkiem Kościoła Katolickiego to starasz się żyć wg jego wytycznych.
      Jeśli nie, to też żyjesz wg jakiś zasad moralnych.
      Ja należę do drugiej kategorii osób, więc dla mnie to nie grzech, inne formy seksu to też nie grzech, a stosunek przerywany to wszystko byle nie metoda anty ;)
      • bystra_26 do lilith76 - nie zakładam, odpowiadam 01.07.08, 14:57
        Nie zakładam, post w treści sugeruje problem na linii ja-Kościół
        katolicki.

        Członkowie innych kościołów czy ateiści nie stawiaja sobie pytań
        typu "czy zastępcze formy seksu są grzechem". Katolicy... czasami
        tak.

        Co do forumowiczek - za rachunku prawdopodobieństwa wynika, że
        przynajmniej połowa jest wyznnania rzymsko-katolickiego, co
        oczywiście nie znaczy, że choć połowa z nich stosuje się z
        przekonaniem do całej katolickiej etyki seksualnej. Czytamy przeciez
        wiele postów pt. jak nauczyć się NPR na czas starań, a jak nie będę
        chciała kolejnego dziecka, to bezproblemowo znajdę wygodniejszą
        metodę niż czysty NPR.
        • bystra_26 cd. - motywy nie starających się 01.07.08, 15:01
          Jestem też głęboko przekonana, że odsetek osób stosujących NPR w
          wersji katolickiej "do odkładania poczęcia" jest znikomy.

          Reszta to osoby, które nie mogą lub nie chcą stosować antykoncepcji
          hormonalnej, wybierający metody ze względów ekologicznych lub
          katolicy stosujący FAM i nie przejmujący się zbytnio ideałem
          współżycia według KK.
          • makinka27 Re: cd. - motywy nie starających się 02.07.08, 13:05
            to w takim razie, jak nie chce dzidzia i nie chce mieć grzechu to co
            mam robić,jak nic nie wolno?? trzymać męża z daleka? bezsensu!
            przecież nie po to się pobraliśmy.... co wy na to??
            • bystra_26 witaj w klubie! 02.07.08, 14:23
              Poczytaj tu:
              www.sporniak.blog.onet.pl
              Ze swojego doświadczenia - nie czytać dzieł ludzi, którzy chcieliby
              zamknąć seks w kodeks przepisów na każdą sytuację, kierować się
              sumieniem i miłością, i nie dawać wzbudzać w sobie nieuzasadnionego
              poczucia winy przez tych, co uważają NPR za cud miód.

              Mam nadzieję, że dziecka nie chcesz poczynać na razie, a nie w
              ogóle, bo jak to drugie, to nie wiem jakim cudem ktoś wam dał ślub
              kościelny.
        • lilith76 Re: do lilith76 - nie zakładam, odpowiadam 02.07.08, 14:19
          Bystra26, mój post był do makinka27 nie do ciebie, ale odpowiedź oczywiście szanuję :)
          • makinka27 Re: do lilith76 - nie zakładam, odpowiadam 02.07.08, 14:42
            dzieci to ja już mam:)) dwójke! pozdrawiam
            • bystra_26 :) n/t 02.07.08, 15:27
              • basiaikrzys Re: :) n/t 02.07.08, 16:09
                Tak się zastanawiam...faza lutealna 100% pewniak, że do zapłodnienia
                nie dojdzie to co za różnica gdzie nasienie wyląduję???????????
                Stosujący npr tylko ze względów religijnych nie wydaje się Wam, że w
                hytry sposób próbujecie oszukac Pana Boga? To raczej nikomu się nie
                uda. Jeżeli sex- współżycie ma służyc tylko prokreacji (a tak jest
                wg Kościoła) to w takim razie uprawianie go dla przyjemności w fazie
                lutealnej również byłoby grzechem!!!!!!!!!

                Zakładając, że sex mógłby służyc również przyjemności (faza
                lutealna) to dlaczego forma pieszczot, która może służyc poznawaniu,
                polepszaniu relacji itp - odwołując się do pytania autorki postu sex
                oralny -jest grzechem?

                Wydaje mi się że należy darzyc się szacunkiem, nie robic nic wprew
                woli drugiej osoby, kochac i byc kochanym, byc dobrym człowiekiem to
                fundament udanego związku...

                Dużo możnaby filozofowac nad tą kwestią
                • bystra_26 do basiaikrzys 02.07.08, 23:12
                  > Tak się zastanawiam...faza lutealna 100% pewniak, że do zapłodnienia
                  > nie dojdzie to co za różnica gdzie nasienie wyląduję???????????

                  Dla używających rozumu katolików to żadna różnica, ale dla nauki Kościoła
                  istotna. Obowiązujący wciąz dokument Humanae Vitae dosłownie mówi, że każdy akt
                  seksualny małżonków ma zawierać w sobie i cel prokreacyjny, i jednoczący... Bez
                  wylądowania spermy w pochwie nie ma szans na ciążę... bo niestety, jak pisano HV
                  medycyna wciąz twierdziła, że w cyklu może dochodzić do wielokrotnej owulacji...
                  tak więc uznano, że ta III faza tak nie do końca jest niepłodna.

                  > Stosujący npr tylko ze względów religijnych nie wydaje się Wam, że w
                  > hytry sposób próbujecie oszukac Pana Boga? To raczej nikomu się nie
                  > uda.

                  Ale my nie chcemy oszukiwać Boga, a jedynie korzystać tak z seksu, żeby i z
                  nauką KK być w porządku, jak i z własnymi celami (począć/nie począć). Jest to
                  cholernie trudne... poza tym w moim wypadku KK nic nie zrobił, żeby w wieku
                  dorosłym miała postawę "katolickiej otwartości na życie". O czymś takim
                  dowiedziałam się w okolicach ślubu dopiero.


                  >Jeżeli sex- współżycie ma służyc tylko prokreacji (a tak jest
                  > wg Kościoła) to w takim razie uprawianie go dla przyjemności w >fazie
                  > lutealnej również byłoby grzechem!!!!!!!!!

                  I tu wykazujesz zupełną ignorancję na temat nauki Kościoła. Od lat
                  kilkudziesięciu w katechizmie jak byk stoi, że seks katolików ma dwojaką rolę:
                  prokreacyjną i równą jej jednoczącą/budującą więż małżeńską. Przyjemność jest
                  skutkim ubocznym, a nie celem samym w sobie, niezależnie od fazy. III faza z
                  punktu widzenia fizjologii też najmniej sprzyja seksualnym odlotom w przypadku
                  kobiety.
                  • basiaikrzys bystra_26 03.07.08, 09:54
                    Sama jestem katoliczką i borykam się z tym "problemem" od kilku lat.
                    Nie stosowałam nigdy (może poza jakimś małym wyjątkiem kilka lat
                    temu gumkę ze 2 dwa razy) antykoncepcji "współczesnej" - sztucznej,
                    włśnie ze względów religijnych. Na początku małżeństwa nie
                    chcieliśmy dzieci, w związku z tym ograniczaliśmy sex do minimum. Na
                    szczęście oboje mamy podobne poglądy i nigdy nie było z tego powodu
                    nieporozumień.

                    Na swojej drodze spotkałam wielu księży, należeliśmy do Świętej
                    Rodziny i powiem szczerze, że spotkałam się z różnym podejściem do
                    sexu. Niektórzy księża uważają, że sex powinien służyc wyłącznie
                    prokreacji - więc to nie jest ignorancja z mojej strony, a tylko
                    powtórzenie opinii "mądrzejszych" w tej kwestii. Oczywiście
                    spotkałam również takich, którzy potrafili we współżyciu dostrzec
                    nie tylko sam "akt prokreacji", ale również piękno.

                    Uwierz mi, że staram się ze wszystkich sił podporządkowac prawu
                    kościelnemu ponieważ nie ja jestem od tego aby je ustanawiac. Mogę
                    się jedynie podporządkowac.

                    Przyszła mi wczoraj do głowy taka refleksja dotycząca naszego życia
                    sexualnego, z którą chciałam się podzielic. Bo właśnie tak jak
                    piszesz:
                    > Dla używających rozumu katolików to żadna różnica, ale dla nauki
                    Kościoła
                    > istotna

                    A w naszym przypadku różnie to bywało, nie zawsze sperma lądowała
                    tam gdzie powinna, obecnie staramy się o następne dziecko więc za
                    bardzo nie ma problemu.
                    Ale co w przypadku kiedy tak nie jest. Kiedy małżonkowie nie używają
                    antykoncepcji sztucznej, ale zdarzy się, że podczas pieszczot sperma
                    wyląduje gdzie indziej jest to grzech z którego należy się
                    natychmiast spowiadac i nie wolno już przyjąc Komunii Świętej? Jak
                    uważasz bystra_26? Może roamawiałaś z jamiś mądrym księdzem na ten
                    temat bo ja jakoś nie zagłębiałam się nigdy w tą kwestię z księżami.
                    Oczywiście dużo czytałam na ten temat, ale nigdzie nie znalazłam
                    materiałów, w których byłoby wszystko jasno i "świetliście"
                    wyjaśnione.

                    Pozdrawiam Cię serdecznie
                    • bystra_26 Re: bystra_26 03.07.08, 11:49
                      basiaikrzys napisała:

                      >Na początku małżeństwa > nie chcieliśmy dzieci, w związku z tym
                      >ograniczaliśmy sex do minimum. Na szczęście oboje mamy podobne
                      >poglądy i nigdy nie było >z tego powodu nieporozumień.

                      Dla mnie to "ograniczanie do minimum" jest nie do przyjęcia,
                      zwłaszcza w młodym małżeństwie, które chce nauczyć się siebie w tej
                      sferze i ... ma przy NPR tak mało na to okazji czy w okresie
                      poporodowym, gdy na czystym NPR często wychodzi okazja raz na 2
                      miesiące albo wielomiesięczna abstynencja. To trochę wygląda jakby
                      prawo do seksu mieli tylko ci, co chcą i mogą mieć dużo dzieci, mają
                      dobre zdrowie... albo chcą kilkoro i są mało płodni.

                      Nieporozumień może nie ma, ale czy nie ma frustracji, że tak mało i
                      nieregularnie, i że po porodzie i w premenopauzie będzie jeszcze
                      gorzej.... i że czas radosnych starań niekoniecznie potrwa tyle,
                      żeby się do woli nacieszyć seksem... zwłaszcza, że nie planujemy
                      miec zbyt licznej rodziny.

                      > Na swojej drodze spotkałam wielu księży, należeliśmy do Świętej
                      > Rodziny i powiem szczerze, że spotkałam się z różnym podejściem do
                      > sexu. Niektórzy księża uważają, że sex powinien służyc wyłącznie
                      > prokreacji - więc to nie jest ignorancja z mojej strony, a tylko
                      > powtórzenie opinii "mądrzejszych" w tej kwestii. Oczywiście
                      > spotkałam również takich, którzy potrafili we współżyciu dostrzec
                      > nie tylko sam "akt prokreacji", ale również piękno.

                      Zdanie pojedynczego księdza nie jest dla Ciebie wiążące jesli stoi w
                      jawnej sprzeczności z oficjalną nauka Kościoła. Są tacy, co
                      chcieliby być świętsi od papieża... to może niech zaczną od reformy
                      swego życia, a nie od wpychania się pod kołdrę małżonkom.

                      > Uwierz mi, że staram się ze wszystkich sił podporządkowac prawu
                      > kościelnemu ponieważ nie ja jestem od tego aby je ustanawiac. Mogę
                      > się jedynie podporządkowac.

                      Jeśli Twój rozum jest w stanie się na to zgodzić i widzisz w tym
                      sens - proszę bardzo. Ja się z tym nie zgadzam. Nie jesteśmy
                      bezmózgimi owieczkami, które mają robić, co im każą nawet jak to nie
                      ma sensownego uzasadnienia. Dlaczego Kościół całe życie wydaje się
                      traktować dorosłych ludzi, jak dzieci, którym nie pozwala się na
                      coraz większoą samodzielność i próbuje trzymać w sztywnych ramach
                      rodzicielskich zakazów i nakazów?
                      Jak przechodziłam swój kryzys NPR, to naprawdę chciałam zrozumieć,
                      dlaczego katolicka etyka seksualna jest taka a nie inna, skąd to
                      wynika i czy jest wewnętrznie spójne. Sorry nie jest - pierwszy
                      lepszy przykład "sperma w pochwie obowiązkowa nawet w III fazie".

                      Poza tym odsyłam do jednego z początkowych wpisów na blogu Artura
                      Sporniaka - nauka Kościoła dzieli się na 3 czy 4 rodzaje, i w sumie
                      tylko 1 jest obowiązujący bezwględnie (dogmaty), katolicka etyka
                      seksulana należy do takiego rodzaju, w którym nie trzeba
                      bezwględnego poszłuszeństwa, gdy rozum się buntuje. Dowodem na to
                      jest, że księża dają rozgrzeszenie z gumek, a KK świadomy ilu
                      katolików stosuje antykoncepcję do tej pory nie wydał na nich
                      oficjalnej ekskomuniki... Zakładam, że z obawy, przed masowymi
                      wystapieniami z KK i świeckich, i duchownych, czyli poważnym
                      rozłamem w KK.


                      > A w naszym przypadku różnie to bywało, nie zawsze sperma lądowała
                      > tam gdzie powinna, obecnie staramy się o następne dziecko więc za
                      > bardzo nie ma problemu.
                      > Ale co w przypadku kiedy tak nie jest. Kiedy małżonkowie nie
                      >używają antykoncepcji sztucznej, ale zdarzy się, że podczas
                      >pieszczot sperma
                      > wyląduje gdzie indziej jest to grzech z którego należy się
                      > natychmiast spowiadac i nie wolno już przyjąc Komunii Świętej? Jak
                      > uważasz bystra_26? Może roamawiałaś z jamiś mądrym księdzem na ten
                      > temat bo ja jakoś nie zagłębiałam się nigdy w tą kwestię z
                      księżami.

                      Problemem jest, że 90% księzy w konfesjonale wierzy w cukierkową
                      wizję NPR, któego nie zna wcale. Oni się dziwią, jak ktoś mówi, że
                      ma takie cykle, że ma nie kilka dni bez seksu w cyklu tylko 20 czy
                      więcej. I że ta metoda naprawdę wymaga czasem nadludzkiej
                      wytrzymałości...

                      Byłam na rekolekcjach o. Knotza i ogólnie to on jest dość
                      ortodoksyjny, bo uważa, że czysty NPR to jest odeał, do którego
                      wszyscy mają dążyć (szkoda, że im dalej, tym gorzej - okres
                      popordowy, premenopauza), tylko że w zależności od Bożej łaski jedni
                      będa się cieszyć NPR od razu, inni po roku czy 5 latach, a jeszcze
                      inni niestety będą do menopauzy się z tym zmagać. :/

                      Grzechem jest podjemowanie pieszczot z intencją orgazmu w celu
                      zastąpienia nimi pełnego stosunku jako formy radzenia sobie z
                      okresem płodnym regularnie. Jak to jest od przypadku do przypadku,
                      to ciężar grzechu mniejszy.

                      A jak zdarzają się takie wypadki "zapędzenia się", gdy nie
                      chcieliście zaawansowanych pieszczot, ale jakoś to się tak
                      rozwinęło... (teoretycznie to może tak jest, a praktycznie raczej
                      chce się więcej), to nie należy się tym zbytnio przejmować, bo więź
                      małżeńska jest ważna i wpędzanie sie w takich wypadkach w poczucie
                      winy rzutuje negatywnie na życie małżeńskie.
                      Sam o. Knotz mówi, że jak małżonkowie próbują stosować NPR i nie
                      przystępują do Komunii, to prawdopodobnie "źle zrozumieli naukę
                      Kościoła".

                      Poczytaj o tym na www.szansaspotkania.net

                      > Oczywiście dużo czytałam na ten temat, ale nigdzie nie znalazłam
                      > materiałów, w których byłoby wszystko jasno i "świetliście"
                      > wyjaśnione.

                      www.sporniak.blog.onet.pl
                      Bo niestety nie jest świetliście wyjaśnione, a wkładanie seksu w
                      kodeks jest niezgodne z duchowościa chrześcijańska, bo.. jak masz
                      kodeks, to nie potrzebujesz sumienia ani reflksji, działasz jak
                      maszynka, w pewnym sensie odpowiedzialność za decyzje częsciowo
                      zrzucasz na twórców kodeksu.

                      Ja wcale nie jestem pewna, że idę najlepszą obiektywnie drogą,
                      jednak nie chcę się katować czystym NPR, który nie ma
                      wystarczającego uzasadnienia, a postawy "katolickiej otwartości na
                      życie" nie mam i mieć nie będę... Samo podejście, że jakby zdarzyła
                      się kinderniespodzianka to po początkowym buncie, ją zaakceptujemy
                      to dla KK za mało. Ciekawa jestem, jaki odsetek, a raczej promil
                      katolików stosujących NPR czy FAM, jak się okaże, że są w
                      nieplanowanej ciąży, skacze z radości itp.?
                      • basiaikrzys Re: bystra_26 03.07.08, 19:01
                        Dziękuję za linki- bardzo fajne.

                        Jeżeli chodzi o sex po małżeństwie to troszkę się przejęzyczyłam,
                        sex był a ograniczyliśmy do minimum współżycie ;-)

                        Obecnie dopadło mnie i tak rozmyślam i dumam i próbuję zrozumiec
                        sens tych zasad. Po prostu szlag mnie trafia jak mam isc do
                        konfesjonału i spowiadac się z naszej bliskości. Staram się byc
                        dobrym człowiekiem, nie stosuję antykoncepcji hormonalnej czy
                        mechanicznej i jeszcze źle...

                        Znalazłam w materiałach z linka fajne zdanie:
                        Nie są także grzechem wzajemne czułości i pieszczoty, dające
                        przyjemność, gdy zrodziły się one w wyniku potrzeby okazania sobie
                        miłości. Gdyby przypadkowo nastąpił orgazm, czego nigdy nie można z
                        całą pewnością wykluczyć, małżonkowie nie popełniają grzechu.

                        Pozdrawiam,
    • aston.villa Re: miłość francuska jako forma antykoncepcji 07.07.08, 02:12
      Nie uważam sexu oralnego za grzech. Jestem katoliczką, mój mąż też, przed ślubem
      byliśmy razem ponad 4 lata i zachowaliśmy czystość. Po drugim dziecku zaczęliśmy
      stosować gumki w I fazie, nie współżyjemy w II drugiej fazie (tej
      "statystycznej", rzecz jasna, na podstawie dotychczasowych obserwacji), JEŚLI
      zdarzy się, że mamy wtedy ochotę na zbliżenie, to wybieramy właśnie miłość
      francuską - i nie uważam tego za grzech, nie spowiadam się ani z tego, ani z gumek.
      Uważam, że zachowując czystość przedślubną i biorąc pod uwagę okresy płodne i
      tak nie mamy czysto przyjemnościowego podejścia do seksu (tym bardziej, że ja
      rzadko mam orgazm z klasycznego stosunku), więc gdzie tu grzech? A postawa
      otwarcia na życie wyraża się tym, że gdybym zaszła w ciążę mimo gumek, na pewno
      nie usunęłabym. Wszak żaden producent nie gwarantuje mi stuprocentowego
      bezpieczeństwa antykoncepcyjnego.
      Na takie postępowanie zdecydowaliśmy się z różnych względów, zważywszy np. na
      fakt, że mąż ma w miesiącu średnio 6 dyżurów, nie mam zamiaru ryzykować miesięcy
      bez seksu tylko dlatego, że akurat nie trafi mi się chłop w domu w III fazie.
      Poza tym cały czas tkwi mi w pamięci spotkanie przed ślubem w kancelarii, kiedy
      to ksiądz zadawał pytania z kwestionariusza, i przy pytaniu "czy zdajecie sobie
      sprawę, że po ślubie współmałżonek staje się najważniejszą osobą w życiu",
      pytanie powtórzył dwa razy, dodając: "najważniejszą, nawet przed dziećmi" - więc
      dla mnie to oznacza, że potrzeba okazania mężowi miłości i bliskości jest dla
      mnie ważniejsza niż chęć posiadania dzieci, co jednak tego nie wyklucza.
      Skoro zdecydowaliśmy się na czystość przedmałżeńską, to dla nas seks stanowi
      bardzo ważny element wspólnego życia, odróżniający nasz związek od
      narzeczeństwa, dzięki czemu mogliśmy się stać rodzicami, dzięki czemu możemy
      sobie w wyjątkowy sposób okazać miłość. Jeśli to, co przed ślubem było grzechem,
      po ślubie też miałoby być grzechem, to czułabym się bardzo....oszukana.
      • bystra_26 i nie tylko ty tak myślisz 07.07.08, 09:09
        Ale jak zajrzysz na orodoksyjne katolickiem forum NPR, to Ci za
        chwilę każą się wypisać z KK :/

        I tak jak opisujesz otwartość na życie, to nie to samo co KK
        nazywa "otwartością na życie".
        • dosiadpl Re: i nie tylko ty tak myślisz 07.07.08, 13:34
          Tak sobie czytam Wasze opinie i nasuwa mi sie refleksja jak bardzo
          decyzje kilku bezdzietnych "facetow" ktorzy nic nie
          wiedza /przynajmniej oficjalnie nie wiedza/ na temat relacji kobieta
          mezczyzna moze wplywac na Wasze zycie i relacje miedzy partnerami..
          i jeszcze w dodatku oczekuje sie od Was,ze bedziecie im o tym
          opowiadac... dla mnie to jest nei do przyjecia. Kurcze, co oni moga
          o tym wiedziec. Nei rozumiem tego tym bardziej ze wszystkie te
          nakazy/ zakazy zostaly wlasnei wymyslone przez ludzi, tak samo jak i
          celibat, ktory kosciol wprowadzil dla wygody i mozliwosci bogacenia
          sie.. Przepraszam, nie chce nikogo urazic, ale dla mnie to
          niezrozumiale.. widzicie np w moim kosciele - ewangelickim moje
          relacje z ksiedzem sa na zasadzie parterkiej, mozna go skrytykowac,
          powiedziec ze gada bzdury, porozmawiac na temat dzieci, na religii
          dla 16 latkow sa wyklady o roznych metodach antykoncepcji.. dlatego
          jestem zszokowana.. nie przypuszczalam ze kk wchodzi az tak gleboko
          do Waszych sypialni.
          • bystra_26 KK próbuje tylko 07.07.08, 15:07
            Bo w gruncie rzeczy, taki zwykły "niedzielny" katolik ma bardzo
            ogranoczone pojęcie o katolickiej etyce seksualnej, a mianowicie
            wie, że KK jest przeciwko seksowi przedmałżeńskiemu,
            pozamałżeńskiemu oraz antykoncepcji... i średnio się tymi sprawami
            (a są one większego kalibru niż miejsce lądowania spermy) przejmują.

            O tych bardziej "intymnych" zasadach wiedzą ci, co chcieliby żyć
            zgodnie z nauką Kościoła... i ta wiedza ich często frustruje. Im
            głebiej w las, tym więcej drzew.
            • dosiadpl Re: KK próbuje tylko 07.07.08, 15:21
              Masz racje, ja katoliczka nie jestem i takie mialam wyobrazenie,
              brak antykoncepcji, brak seksu przed... nie wyobrazalam sobie ze
              ludzie ktorzy o pozyciu malzenskim wiedza niewiele beda tak gleboko
              wnikac. Mysle ze zapoczatkowaniem takiego stanu rzeczy bylo
              ustanowienie przez KK malzenstwa jako sakramentu, zakaz rozwodow itp
              itd. W moim ewangelickim- kosciol wogole sie w to nie wtraca,
              malzonkowie slubuja sobie w obecnosci swiadkow, natomiast rozwody sa
              dozwolone /sama sie rozwodzilam i wychodzilam 2 raz za maz/ Zero
              pytan, zarzutow, nikt nikogo nie pyta. Po mszy ksiadz stoi przy
              drzwiach i z kazdym sie zegna podajac reke, ludzie komentuja i wdaja
              sie w dyskusje nt kazania, z czym sie nie zgadzaja, wielokrotnie
              slyszalam odpowiedz, "kosciol jest dla ludzi, a nie ludzie dla
              kosciola, dziekuje ze mi to wytknelas, moze faktycznie masz racje"..
              Poza tym spowiedz powszechna.. jak teraz to wszystko porownuje to
              faktycznie roznice nadal sa przeogromne... Chyba sie zapedzilam.. to
              nie to forum. Sorry
        • aston.villa zdaję sobie z tego sprawę 07.07.08, 23:03
          dlatego na ortodoksyjne forum nie zaglądam :-))
          Nie czuję się autorytetem w sprawach Kościoła, jedynie staram się żyć zgodnie z
          przykazaniami, zwłaszcza "nie cudzołóż" i "nie zabijaj" - odnośnie sfery
          seksualnej: nie stosuję antykoncepcji poronnej, nie zdradzam męża, nie uprawiam
          seksu wyłącznie dla przyjemności i rozładowania napięcia, więc nie wiem,
          dlaczego mam sobie narzucać dodatkowe ograniczenia, w dodatku nie nakazane przez
          Boga.
          Ale jeżeli ktoś inaczej interpretuje Boże przykazania, chce się dobrowolnie
          umartwiać, to jego wola - wolna, dana przez Boga każdemu człowiekowi.
          Co prawda czasem myślę sobie, że trochę dziwne, żeby o etyce seksualnej
          decydował ktoś, kto z zasady nic nie powinien wiedzieć na ten temat, ale w sumie
          podporządkowuję się władzy rozgrzeszania, nadanej duchownym przez Jezusa. I
          pewnie dlatego nie spowiadam się z tych gumek, bo się boję, ze bym rozgrzeszenia
          nie dostała ;-))) Nie, żartuję - nie spowiadam się, bo nie uważam tego za grzech.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka