Dodaj do ulubionych

Joint venture

IP: 217.97.135.* 19.05.03, 13:03
jeszcze go nie widziałem, ale to musi być zabawny film.
Obserwuj wątek
    • Gość: willy Re: Joint venture IP: *.wns.uni.wroc.pl 20.05.03, 13:33
      dzisiaj sie wybieram,zatem jak obejrze to cosk Wam napisze :)
      • kalifornia2 Re: Joint venture 20.05.03, 16:50
        tak, bardzo chętnie poczyam. a czy to może film z Nowych Horyzontów?
    • Gość: TON Re: Joint venture IP: 81.210.22.* 22.05.03, 16:01
      To bardzo nie zabawny, bardzo slabo zagrany,
      bardzo nieprzekonujacy, bardzo mierny (by nie powiedziec cieniutki) film.

      Bardzo nie polecam, choc czesc sali sie smiala z malo smiesznych dowcipow.

      Moim zdaniem strata czasu i pieniedzy!
    • Gość: Mary Re: Joint venture IP: *.bmj.net.pl 27.05.03, 00:27
      FILM JEST DEBEST!!! Akcje przednie, zabawa genialna, texty
      swietne - polecam, ale dla osob ktore czuja klimat joint...:)))
      • Gość: WEQ Re: Joint venture IP: 81.210.22.* 27.05.03, 09:42
        Gość portalu: Mary napisał(a):

        "swietne - polecam, ale dla osob ktore czuja klimat joint...:)))"

        CZYLI?

        W sumie jak sie upalisz to i filmy z Jimem Careyem sa przednie i maja super
        teksty. Ja nie czuje klimatu tego filmu. Nicanic!
    • Gość: Tomek Ciepły film IP: *.iep.ae.wroc.pl 27.05.03, 23:46
      super ciepły (i nie mam na myśli temperatury) film.
      brytyjskie kino, w którym próżno szukać hoolywoodzkich klimatów
      z dzieciakami palącymi marihuanę. polecam z całego serca palącym
      i nie palącym - udając się do kina palić nie trzeba - świetna
      zabawa i dobry humor gwarantowane, jeśli oczywiście nie liczysz
      na sex, drugs and rock'n'roll w hollywodzkiej zaprawie.



    • Gość: pbk_ Re: Joint venture IP: 80.55.16.* 28.05.03, 08:53
      Bardzo dobry. Wspaniale oddany klimat małego, sennego miasteczka,
      w którym wszyscy się znają. Wiedzą o swoich słabościach, a jednak
      w mniejszym lub większym stopniu je akceptują. Dla znawców
      świetna scena inicjacji z jointem - popłakałem się ze śmiechu,
      sala zresztą też.
      Film nie ma dłużyzn, ogląda się go, może nie z zapartym tchem -
      bo to nie ten rodzaj, ale z przyjemnością.
      Gorąco polecam.
      • Gość: Edziak Re: Joint venture IP: *.in-addr.btopenworld.com 18.06.03, 10:19
        Jak sobie czytalam tytul to mi nic on nie mowil a to brytyjski
        film a mieszkam w GB, wiec przeczytalam obsade i zaczelam czaic
        co i jak bo u nas byl ten film pt Saving Grace i bardzo mi sie
        podbal bo nie byla to na sile kreowana komedia ale film z
        komicznymi elementami i dlatego sie to dobrze ogladalo. Polecam.
    • roody102 Re: Joint venture 30.07.03, 04:16
      „Komedia” to pojęcie, które w ostatnich czasach mocno się zdewaluowało. Dobrze
      więc, że czasem pojawia się film, który przywraca mu pierwotny sens. Dziś
      bowiem nazywa się tak produkcje, w których kolejny puszczony przez bohatera
      głośny bąk winien wywołać salwę śmiechu publiczności. O ile pierwszy czasem
      jeszcze wywołuje, bo nawet bąka można puścić z klasą, o tyle po siedemnastym
      pozostaje już tylko smrodek. „Joint venture” był zapowiadany jako komedia na
      lato, w oparach marihuany i miałem obawę, że będzie w nim dużo prostackiego
      humoru, ale ostatecznie okazało się, że to dobra, angielska komedia, w dawnym
      tego słowa znaczeniu.

      Grace Trevethan spędza życie hodując kwiaty w małej szklarni przy starej,
      angielskiej posiadłości. Nie zajmowała się interesami męża, dopóki ten
      przedwcześnie zmarł. Niespodziewanie wdowa odkrywa, że miał kochankę a w spadku
      pozostawił górę długów zaciągniętych pod zastaw domu i szklarni. Jest załamana,
      nie wie jak ratować dom a komornik już zabiera meble. Gdy przyjedzie po
      kosiarkę, będzie musiała zwolnić młodego Szkota, który pomaga jej dbać o ogród.
      Matthew będzie miał jeszcze jedną prośbę do pani ogrodnik – żeby pomogła mu
      uratować jego „roślinkę”. W szklarni, pod doświadczonym okiem wdowy krzak
      marihuany szybko odżyje a w jej głowie zrodzi się szalony pomysł na ratunek.
      Grace i Matthew założą małą hodowlę. No, nie taką małą - wyprodukują całkiem
      dużo dobrego „towaru”, który będą w końcu musieli sprzedać. I tu pojawią się
      problemy.

      Nie chcąc sprowadzać kłopotów na swojego wspólnika, Grace sama zajmie się
      sprzedażą. Starsza pani z małej wioski handlująca narkotykami na ulicach
      Londynu? W roli dealera wzbudzi podejrzenia policji i nie od razu przekona do
      siebie gangstera, któremu będzie chciała sprzedać dużą partię marihuany
      wysokiej jakości za małą cenę.

      Wdowa, jej wspólnik, jego dziewczyna, starsze panie, które wypiły tego dnia
      wyjątkową herbatę, a do tego komornik, policja, gangsterzy i kochanka
      nieżyjącego męża – wszyscy spotkają się w końcu w szklarni. Klasyczne qui pro
      quo i takież zakończenie – happy end, w którym cała trawa zostanie, a jakże,
      spalona.

      Film nie podnosi wprost kwestii legalizacji, choć to, że pokazuje trawkę jako
      coś błahego, niegroźnego, że traktuje o niej z lekkością i pobłażliwością jest
      głosem w sporze, który w Anglii jest zresztą bardzo ożywiony. Fakt, że
      producent uzyskał zgodę brytyjskich ministerstw rolnictwa i spraw wewnętrznych
      na użycie prawdziwych krzaków konopi wywołał wprawdzie dyskusję, ale raczej o
      obyczajowości, niż o prawie. Bo to w gruncie rzeczy nie jest film o marihuanie,
      tylko o małej, lokalnej społeczności, w której wszyscy dobrze się znają, dzielą
      się problemami i starają się nie wchodzić sobie w drogę. Nawet starszy
      policjant, znając kłopoty Grace, udaje że nie wie co się dzieje w jej szklarni.
      O społeczności, która mimo wszystko daje oparcie w ciężkich chwilach.

      „Joint venture” zaprzecza trendom we współczesnej komedii – brak w nim
      wulgarnych wygłupów, dosadnych tekstów i szybkich, wieloznacznych dialogów.
      Jest za to naturalny plener, prosta dekoracja, swobodna gra aktorów i prawdziwy
      język a wszystko to pokazane z angielskim, absurdalnym poczuciem humoru.
      Swobodne kino obyczajowe, które nie stawia ważnych pytań, tylko poprawia
      nastrój. Nie należy doszukiwać się w nim manifestu – to po prostu inteligentna
      komedia, czyli całkiem niezły „towar”.

      Joint venture
      Saving Grace, Wielka Brytania 2000
      Reż.: Nigel Cole.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka