Dodaj do ulubionych

Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przeczytać

27.01.03, 04:13
Mam 25lat, podobno zniewalającą urodę i... AIDS. Pewnie Monika, od
tamtego dnia, też go ma. Zaraziłem się chyba od kogoś takiego, jak ona, więc
niech ona ma go, od kogoś takiego, jak ja. Skurwysyn ze mnie? Może... Jeśli
człowiek budzi się pewnego dnia, odbierając anonimową wiadomość SMS-
ową: "Mam AIDS, przebadaj się, bo mogłam Cię zarazić..." to ma prawo, po
medycznym potwierdzeniu jej podejrzeń, stać się takim właśnie skurwysynem.
Od czasu, gdy testują na mnie jakiś nowy specyfik na tę chorobę, zanikła mi
sprawność połowy organów. Także tego, przez który złapałem tę chorobę i
dzięki któremu licznik moich zdobyczy seksualnych kręcił się tak, jak
licznik przejechanych kilometrów w najszybszym modelu ferrari. Na jakiej
liczbie się zatrzymał? Właśnie próbuję to sobie przypomieć. Przeżyć wszystko
jeszcze raz, skoro pozostało mi żyć jedynie wspomnieniami. Nie wiem, czy
przypomnę sobie je wszystkie, ale opiszę te ważniejsze w moim życiu lub
przynajmniej ciekawsze. Te pominięte niech mi wybaczą, że zostały pominięte.
Te opisane niech mi wybaczą, że je opisałem. Te o których jest tylko
jednozdaniowa wzmianka niech dziękują Bogu, że jest o nich tylko tyle. Te o
których się rozpisałem na kilka stron, niech wiedzą, że były dla mnie kimś
naprawdę ważnym. Faceci niech mi wybaczą, że zdradzając naszą płeć, spróbuję
opisać prawa i procesy nami rządzące. Matki nieletnich córek niech mi
wybaczą wyrwanie Was z błogiej nieświadomości. Proszę o niezamykanie córek w
klasztorach po lekturze zagrożeń, jakie na nie czychają. Kobiety, które
jeszcze naiwnie ufają mężczyznom proszę o odłożenie tej książki na półkę.
Przynajmnie nie mówcie później, że Was nie ostrzegałem... Po wymaganych
prawem ostrzeżeniach, a także po nadaniu formułki, że "wszelka zbieżność
jest jedynie przypadkowa", przystępuję do wspomnień... (

Pierwsza była Anka... Było to w ósmej klasie szkoły podstawowej. Na
szkolnym obozie nad jeziorem. Każdemu zostają pewnie inne wspomnienia z
takich szkolnych wycieczek. Jedni po raz pierwszy poznają tam smak alkoholu,
inni papierosów, a jeszcze inni inicjują się tam sexualnie. Z trojga złego,
przypadła mi właśnie ta trzecia opcja. Nie czułem jeszcze potrzeby takich
doświadczeń, gdyż w stosunku do moich rówieśniczek, byłem opóźniony pod tym
względem. Chłopcy dojrzewają o wiele później od dziewczynek, lecz gdy się
wreszcie odezwie w nich zew natury, to nadrabiają to opóźnienie i to z
nawiązką. Jednak we mnie, jako niespełna 15latku taki zew się jeszcze nie
odezwał. Od początku tej szkolnej wycieczki czułem na sobie dziwny wzrok
Anki i właśnie na tym obozie poczułem nie tylko jej wzrok, ale i ją samą.
Ona, o wiele lepiej ode mnie wiedziała, do czego służy to coś, co noszę w
swoich spodniach. Widać, patologiczna, wielodzietna rodzina z której
wywodziła się Anka nie miała przed sobą żadnych tajemnic. Starsze
rodzeństwo, już od małego mogło na własne oczy przyglądać się temu, jak
rodzice dorabiali im młodsze rodzeństwo. Ja, mający dwóch braci, którzy bez
wątpienia nie byli zrodzeni w laboratoryjnych warunkach, nie dociekałem
nigdy dotąd, skąd oni tak naprawdę się wzięli. Byłem jedynie ciekaw, jak w
rzeczywistości wyglądają te okolice kobiety, które z wypiekami na twarzy
oglądałem w różnych zakazanych czasopismach. I tak oto, pewnej nocy, Anka
pokazała mi, jak to wygląda, a nawet, do czego to wszystko służy.
Jak może wyglądać pierwszy raz w tak młodym wieku? Beznadziejnie! Było to
bardziej z tego typu ciekawości, z jakiej dziecko wchodzi do kojca
niebezpiecznego psa i później nie wie za bardzo, co robić dalej. Tak samo
nie wiedziałem ja. Dziesięć lat temu, kiedy nie było jeszcze mądrych gazet
dla chłopców i podobnych dla dziewczynek, a cenzura wycinała z filmów te
cenne dla młodych widzów wskazówki, młodzież musiała eksperymentować sama.
Na własną rękę. A w tym wypadku nie tylko rękę... No więc pierwszy mój
eksperyment uważam za nieudany i niegodny uwagi. Przypominam, że działo się
to w roku 1992, kiedy miałem 15lat. W dzisiejszych czasach, pewnie miałbym
podobne doświadczenia już jako 14latek i dobrze wiedziałbym, czego chcieć od
Anki.

Tak na marginesie informuję, że działo się to w dwudziestotysięcznym
mieście, w którym przyszło mi przyjść na świat i mieszkać przez całe swoje
życie. W mieście, gdzie jest tylko jedna sala kinowa w której wyświetlają
filmy z wielotygodniowym opóźnieniem. W mieście, gdzie nie ma teatrów, sal
koncertowych, krytych basenów, sztucznych lodowisk, a w domu kultury nie ma
żadnych kółek zainteresowań. Przynajmniej takich, które by mnie
interesowały. No, może prócz tego, któro widnieje na drzwiach toalety dla
kobiet, bo za tymi drzwiami działy się czasem rzeczy mnie interesujące. W
małym mieście, w którym nie ma takich rozrywek, jakie dostarcza młodzieży
wielkie miasto, a gdyby nawet takowe były, to i tak większości młodzieży nie
byłoby na nie stać. W takim właśnie mieście, Tomaszowie Lubelskim główną i
jedyną rozrywką stał się... SEX! Sex jest wszędzie, w każdej ilości, w
każdym wieku. Na każdym nieoświetlonym skwerku, na większości parkowych
ławeczek, na wielkich połaciach poddyskotekowych łąk, w znacznej ilości
zaparkowanych samochodów, a nawet w ostatnich rzędach siedzeń w kinowej
sali. Przynajmniej tak jest teraz, czyli w 2002 roku. Alkohol jest drogi i
łatwo wyczuwalny przez rodziców. Papierosy i marichuana także, ale sex..?
Sex jest tani, wręcz darmowy, trudny do udowodnienia przez kogokolwiek, a
daje tyle przyjemności. Przynajmniej wtedy, gdy człowiek nauczy się go
uprawiać. Rozdziewiczająca mnie Anka na pewno mnie tego nie nauczyła. (

Czy doświadczenia z Anką wpłynęły jakoś na mój sposób postrzegania uczuć,
kobiet, sexu? Pewnie nie, bo uczuć w dzieciństwie zaznałem niewiele, więc i
nie miało co się we mnie wypaczać. Matka dzieliła swoją miłość pomiędzy nas
trzech i ojca, a ojciec dzielił swą miłość między butelki różnych trunków.
Wróciłem z obozu i pochwaliłem się kolegom z podwórka tym, że to, co
oglądamy w gazetach jest tak naprawdę o wiele ładniejsze, niż w
rzeczywistości.
- Nie mów, że widziałeś już pipę na żywo?! - przekrzykiwali się jeden przez
drugiego. Potwierdziłem to ich pytanie bardzo wymownym milczeniem, lecz nie
chciałem zdradzić im szczegółów. Nie jestem taki, jak jeden z nich, który
natarłszy sobie kiedyś palce jakąś rybą, ostentacyjnie dawał nam do
powąchania rękę, z pytaniem, czy wiemy co to za zapach. Typowaliśmy różnie.
Śledź, makrela, albo Jolka z trzeciego piętra. Właściciel ręki mówił, że to
właśnie Jolka, my że pewnie jakaś ryba. Tak więc kobiety zawsze będą moją
słodką tajemnicą. A dokładniej to kwaśną tajemnicą... Przynajmniej na
początku.

Po niefortunnym starcie, który dziś nazwałbym faulstartem, postanowiłem
poczekać aż dojrzeję do tego typu doświadczeń. Nie wiedziałem, czy pewnego
dnia zapala się jakaś lampka, która daje zielone światło do takich
kontaktów. A może ma podnieść się semafor, i po jego uniesieniu się człowiek
otrzymuje prawo seksualnych uniesień. A może pierwszy sen, po którym młody
człowiek płci męskiej budzi się zlany nie tylko potem? A może, może, może...
Tego typu pytań można zadawać sobie wiele. Ja postanowiłem ich sobie nie
zadawać. Cierpliwie czekałem na dzień w którym zgodnie z naturą, a nie przez
presję środowiska zaświeci się we mnie ta lampka. Nie chciałem tak, jak
robiło to większość moich kolegów, wykorzystywać wszystkich nadażających się
okazji, a później znosić docinki, że czepiłem się takiego to a takiego
brzydactwa. Albo docinek tegoż to brzydactwa, że jestem słabym kochankiem.
Marcinek uchodził więc za grzecznego i cnotliwego chłopca, dzięki czemu
wśród koleżanek zyskiwałem opinię bardzo odpowiedzialnego chłopaka, wręcz
romantyka. Marcin, to moje imię, jakby ktoś się jeszcze nie domyślił.

Moi rodzice nie przykładali zbytniej uwagi do potrzeby edukac
Obserwuj wątek
    • Gość: vesna Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: proxy / *.torun.mm.pl 28.01.03, 18:22
      Moim zdaniem bardzo kiepskie. Chaotyczne, pelne przesady, nudnych porownan i
      malo blyskotliwych gier slow ("na wlasna reke. I nie tylko reke"?! "Zlany
      potem i nie tylko" ?). I znowu o seksie... Na wstepie napisales, ze to o tym,
      jacy to meczyzni sa swinie. I zdaje sie, ze dalej niczego wiecej nie mozna sie
      dowiedziec.
      • Gość: talliskeeton Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.olesnica.sdi.tpnet.pl 28.01.03, 20:18
        Gość portalu: vesna napisał(a):

        > Moim zdaniem bardzo kiepskie. Chaotyczne, pelne przesady, nudnych porownan i
        > malo blyskotliwych gier slow ("na wlasna reke. I nie tylko reke"?! "Zlany
        > potem i nie tylko" ?). I znowu o seksie... Na wstepie napisales, ze to o tym,
        > jacy to meczyzni sa swinie. I zdaje sie, ze dalej niczego wiecej nie mozna
        sie
        > dowiedziec.

        bez przesady to nie jest takie złe.
        Mogło by byc z tego całkiem niezłe opowiadanie albo nowela ale na książke
        zbyt jednostajne i jednostronne.
        A ty vesna ile ksiazek napisalas, ze tak sie czepiasz ?
        Niektore zdanie sa bardziej sugestywne i wstrzasajace od tej nudnej,
        Maslowskiej
        poz
        tal
        • Gość: vesna jeszcze jedna wazna rzecz IP: 4.2.* / *.torun.mm.pl 29.01.03, 11:50
          >
          > bez przesady to nie jest takie złe.
          > Mogło by byc z tego całkiem niezłe opowiadanie albo nowela ale na książke
          > zbyt jednostajne i jednostronne.
          > A ty vesna ile ksiazek napisalas, ze tak sie czepiasz ?
          > Niektore zdanie sa bardziej sugestywne i wstrzasajace od tej nudnej,
          > Maslowskiej
          > poz
          > tal

          Nie czepiam sie. Byla prosba o krytyke to krytykuje. Takie jest moje zdanie. A
          to, ile ksiazek napisalam nie ma nic do rzeczy. Wazne jest raczej ile
          przeczytalam. Czy krytyk muzyczny musi byc muzykiem? A literacki pisarzem?
          O Maslowskiej nic nie pisalam wiec w ogole nie rozumiem nawiazania.
          A ten tekst powyzej uwazam za nudny. I ma jeszcze jedna istotna wade. Za malo
          zycia. Za duzo opisow, filozofowania: "wtedy bylem jeszcze niedojrzaly", "moja
          rodzina byla taka i taka". Widac, ze autor ma jakis pomysl na obraz tej
          sytuacji i probuje go opisac, a byloby ciekawiej, gdyby to POKAZAL, scenka,
          dialogiem, zeby ten obraz zrodzil sie dopiero w glowie czytelnika, a nie byl
          podany jak na talerzu. Nie pisz: "bylem jakis tam", "ona byla jaks tam" -
          opisz scene, zdarzenie, z ktorego to wynika. I nie stawiaj kropki nad "i".

          To nie jest czepianie. Krytyka i dobra rada. O to chyba chodzi?
    • denis77 Denis o swojej prozie... 29.01.03, 02:14
      OK, o to mi właśnie chodziło.
      Krytyka rzeczą ludzką, rzeczy ludzkich. Ale pragnę zauwarzyć, że Gawliński
      wyliczając swoje 16panienek w jednej z piosenek chyba nie wydawał się nudny,
      gdy przez całe lato słuchała go Polska cała? A i o rzeczach zwierzęcych nie
      należy pisać górnolotnym językiem człowieka. Ot, opisałem pewne zwierzę z
      mojego miasta, dobranym do tego zwierzęcie językiem.
      Dziękując za tyle, proszę o więcej wniosków.
      DENIS
      • fjufju denis 29.01.03, 09:13
        no niestety. jest to nudne i nieciekawe... to jest poczatek ksiazki, jak
        rozumiem? i co dalej? bedziesz tak na kilkudziesieciu stronach opisywał kolejne
        panienki? zdania miewasz zabójczo banalne i nieskładne:

        "Nie czułem jeszcze potrzeby takich doświadczeń, gdyż w stosunku do moich
        rówieśniczek, byłem opóźniony pod tym względem."

        i raczej nie możesz tłumaczyc tego faktem ze bohater jest włąsnie taki i mowi
        takim językiem... jezeli wchodzisz w jakas konwencje to wejdz w nia do konca.
        przykład gawlinskiego tez nie jest udany... to co sie moze sprawdzic w
        piosensce niekoniecznie musi sie psrawdzic w ksiązce (powiesci?). najlepiej
        wrzuc to co napisałes do szuflady i zajrzuj ponownie po jakims roku. nabierzezs
        dystansu i bedziesz w stanie ocenic to co napisałes. jak na razie to nudy.

        pozdrawiam;)

        • Gość: kaalkos Re: denis IP: *.dip.t-dialin.net 29.01.03, 10:28
          Sam pomysl byc moze jest i dobry - male miasteczko, choroba, seks - czytaj
          podswiadomosc i trauma dziecinstwa. Jednak takim stylem nie opiszesz czlowieka,
          nie zrozumiesz jego motywow, nie rozroznisz jednej postaci od drugiej. Akcja
          ksiazki moze sie dziac byle gdzie i w obojetnym tempie, dopiero chemia relacji
          psychologicznych tworzy dobra ksiazke, a tu bez wnikliwosci i stylu wlasnie ani
          rusz. Za jakis czas sam sie bedziesz smial czytajac to...
        • Gość: talliskeeton Re: denis IP: *.olesnica.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 23:15
          fjufju napisał:
          najlepiej
          > wrzuc to co napisałes do szuflady i zajrzuj ponownie po jakims roku.
          nabierzezs
          > dystansu i bedziesz w stanie ocenic to co napisałes. jak na razie to nudy.

          fakt. wroc do tego za pare miechow, popraw. potem jeszcze za rok.
          Ja tez tak robie ze swoimi wierszami. Np jest ich 10, po roku zagladania do
          nich zostawiam 2. Mysle, ze tak powinno sie cwiczyc. Bo do pisania potrzeba
          ćwiczeń, stalej pracy, szlifowania. Takjak do grania, komponowania, malowania
          obrazow.
          Wiekszosc ludzi, ktorzy chca pisac lub pisza popelnia podstawowy blad sadzac,
          ze wprawdzie, malarz musial sie nauczyc mieszac farby, nakladac podklady,
          i rozpoznawac style poprzednikow, kompozytor skladac nutki, pisac partytury
          i rozpoznawac dzwieki roznych instrumentow, a tlumacz musi znac jezyk, jego
          gramatyke, skladnie i literature, to pisarzem moze byc kazdy, no, bo przeciez
          pisac litery i skladac z nich zdania umiemy niemal wszyscy. Otoz nie, do
          wszystkiego trzeba treningu. Ostatnio zastanawiam sie nad wyslaniem moich
          wierszy do jakiegos wydawcy, ale tylko dlatego, ze wydaje mi sie, ze po 10
          latach cwiczen w poisaniu wierszy, esejow i recenzji mam jakis styl wlasny.
          Co moze byc blednym zalozeniem.
          Denis ja nadal uwazam, ze opowiadanie moglbys z tego napisac, takie
          " z życia ". Kto poza tym powiedzial, nakazal, zeby opowiadanie musialo
          sie skladac ze scen dialogowych, mozna owszem napisac takie z samymi dialogami,
          mozna takie z sama narracja, a mozna jakos to wysrodkowac. Ale dialogi nie sa
          potrzebne, bo to nie scenariusz.
      • agrafek Re: Denis o swojej prozie... 29.01.03, 10:25
        A wiesz, Denis, że czytając Twój projekt pomyślałem właśnie: "Baśka miała fajny
        biust...". Moim zdaniem koszmarnie kiczowata piosenka napisana pod łatwą
        publiczność. Gawliński to w ogóle grafoman kompilujący (tak tekstowo jak i
        muzycznie) kilka najpopularniejszych aktualnie tematów i przerabiający je
        na "swoje". Spróbuj nie wpaść w podobną pułapkę. I zgadzam się z jednym z
        przedmówców - to raczej temat na krótszą formę.
    • Gość: stirlitz Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.itpp.pl 29.01.03, 10:32
      Niedobre niestety.
      Pomysl na ksiązkę za słaby. w ogóle za słaby nawet na opowiadanie, bo zgrany.
      Takich "wyliczanek" była juz cała masa. To że bohater jest chory niestety nie
      czyni tego oryginalnym.
      Słaby język. W literaturze ważne jest nie tylko co się opowiada, ale przede
      wszystkim jak się opowiada. Dajmy na to Masłowska opowiadała bardzo
      konsekwentnym i innym niż wszyscy językjiem. Można się spierać o wartość jej
      książki (mi się zdecydowanie nie podobała), ale nie można odmówić jej
      oryginalności stylu i jezyka. Widzimy jakąs mikrospołecznośc.
      W tym fragmencie nic nie widzimy. Jest miasteczko, ale nie widac go. Skoro jest
      takie samo jak wszystkie inne to nas nie obchodzi, nie ma go. Cała sztuka
      literatury własnie to wziąc na warsztay ałe miasteczko nie rózniące się od
      innych i opisac je tak by zapadło w pamięc, by stało sie Macondo. Tak samo z
      bohaterami. Moga być ludźmi zupełnie przeciętnymi tak jak "Królik" Updike'a ale
      sztuka w tym, zeby tak ich opisać, żebysmy tego przecietniaka zapamietali na
      cale zycie.
      Zupełnie niezłosliwie: jeszcze poczytaj przez parę lat

    • ydorius powiedz mi... 29.01.03, 11:05

      Dlaczego to piszesz?

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
    • mrzagi01 przeczytac sie da..... 29.01.03, 15:07
      ...tylko nie za bardzo wiadomo po co.
      a na marginesie bardzo to podobne do scenariusza PORNO Marka Koterskiego "gdy
      nie moge w nocy zasnac licze dupy.... pierwsza byla asia..." (tam nie ma HIV-a
      ale pare razy syfilis)... jezeli dalej to ma leciec w tym kierunku to chyba nie
      warto...(ale to tylko moje zdanie!!! glupia baba ze wsi jestem- nie znam sie!)
    • w.alkiria nie da sie 29.01.03, 15:37
    • denis77 OK, Denis sam nie lubi tej książki.. 29.01.03, 15:50
      Dzięki, Ludziska za krytykę. To naprawdę uczy pokory! Tak więc nie będę już
      taki pewny przed moimi obecnymi Wydawcami;) Min. W.A.B.-em.
      Po co napisałem tę książkę, ktoś zapytał? Pewnie od tego trzeba było zacząć,
      że z zemsty. Jak i co pisać o kolesiu, który zerżnął ważną w Waszym życiu
      osobę,o tym nie wie pewnie nikt. Inni w afekcie rozwalają takiemu komuś głowę,
      albo sobie, a ja się wysiliłem na książkę. Złe emocje powodują, że to jest zła
      książka. Doskonale to czuję i rozumiem.. OK, to może powiecie coś o mojej
      wypocince nr 2? Pisana z punktu widzenia tej, która dała się zerżnąć...

      PS Proszę o nie udzialenie mi rad,bym więcej czytał,bo ja niestety nic nie
      czytam! Co najwyżej fora dyskusujne i SMSy:) Ot, obawiam się twórczości
      konkurencji.. DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO,co dobre i złe pod moim adresem.

      Tyle razy zastanawiałam się, jakby to wszystko zacząć i czy w ogóle zaczynać.
      Ludzie, zwykle mają kłopoty z zaczynaniem czegokolwiek. Od rozpoczęcia dnia
      począwszy.
      To, co zamierzam napisać, nie jest listem, żeby zacząć go prostym: Dzień dobry.
      Nie jest to także rozmowa, którą można zacząć: Cześć, co u ciebie słychać?
      Jest to (a przynajmniej, zamierza nią być) książka, więc chyba najlepiej
      zrobię, jeśli na początku się przedstawię.
      Nazywam się Nadia Monika Nowicka. W chwili, gdy zaczynam to pisać, mam
      niewiele ponad 19lat i chyba jestem u kresu drogi. Do napisania tej książki
      namówił mnie psycholog, czy też psychiatra, nie wiem, bo nigdy nie
      rozróżniałam tych dwóch zawodów. Mam ją napisać po to, by nią się oczyścić. By
      przekreślić nią moje dotychczasowe życie i po jej zakończeniu, zacząć żyć od
      nowa. Ma to być taka nietypowa terapia, skoro wszystkie inne terapie nie
      potrafiły mi pomóc. Podobno, pisząc o starych przeżyciach, zapomina się,
      chociaż na króciutką chwilę o tych niedawnych. Teraz, po jej napisaniu, wiem,
      że jest to prawda. Wspominając lata dzieciństwa na nowo poczułam się
      beztroskim dzieckiem. Malutką dziewczynką, której jedynym zmartwieniem były
      dziury w rajstopkach, albo zagubiona lala. Widząc siebie właśnie taką,
      malutką, po raz pierwszy od kilku tygodni się uśmiechnęłam. Nigdy w życiu nie
      przypuszczałabym, że chwilowe zapomnienie może być tak cudownym uczuciem.
      Chwilowe zapomnienie tego, co wydarzyło się w dzień moich dziewiętnastych
      urodzin...
      No dobrze, i co teraz? Teraz może coś o sobie. Tak od początku.
      Początku z wiadomych względów nie mogę pamiętać. Przecież nikt nie pamięta,
      jak komórka nasienna tatusia, narusza przestrzeń powietrzną komórki rozrodczej
      mamusi. Dziewięć miesięcy po tej cudownej dla moich rodziców chwili, przyszłam
      na świat ja. Nadia Monika Nowicka. Może nie tyle przyszłam, ile brutalnie mnie
      na ten świat wyciągnięto. Chyba za główkę, albo za rączki, albo za cokolwiek,
      mimo, że strasznie się przed tym broniłam. Podobno płakałam jak głupia, ale
      nie chciano mnie włożyć spowrotem i tak oto jestem. Do dziś nie wiem, czy
      byłam dla moich rodziców szczęściem, czy kłopotem? Czy byłam planowym
      dzieckiem, czy jedynie smutnym następstwem, niezabezpieczonego uniesienia.
      To była jesień, bo jedyne co z tego dnia pamiętam, prócz widoku zemdlałego na
      mój widok ojca, to opadające żółte jesienne liście.
      Czyżbym była aż tak straszna, że na mój widok się mdlało, tego nie wiem. Wiem
      natomiast to, że teraz jestem całkiem uroczą osóbką. I nie mówię tego, ot tak
      sobie, tylko powtarzam to, co słyszę od wszystkich chłopców, a nawet mężczyzn!
      Słyszę i o wiele więcej, ale o tym później, tak po północy, gdy dzieci pójdą
      spać...
      Skoro już o dzieciach zaczęłam. Dzieckiem byłam okropnym. Wiem to stąd, że
      nadal czuję się dzieckiem, i sama zauważam, jaka potrafię być okropna.
      Pominę w moich wspomnieniach okres, w którym jedyne co się robi, to robienie w
      pieluchy, odsysanie mamy i spanie. Chociaż to ostatnie, jest całkiem miłym
      zajęciem, pod warunkiem, że nie śpi się samotnie...
      Zaczęłam chodzić dość wcześnie. Świat mojego pokoju wydawał mi się zbyt mały,
      więc trzeba było włożyć traperki i pozwiedzać to, co się chce, a nie to, co
      chciała mi pokazać mama. Tup-tup-tup i już byłam w nowym świecie, w wielkim
      jak wszechświat... korytarzu naszego mieszkania. Z dołu, to znaczy z wysokości
      około 60 centymetrów, gdzie to miały swój pułap moje brązowe oczka, wszystko
      wygląda inaczej, niż z wysokości rąk mamy. Z samego faktu mojej ciekawości
      świata, która to podobno miała zaprowadzić mnie wprost do piekła, wynika, że
      aniołkiem nie byłam nawet jako taka malutka, przewracająca się ciągle istotka.
      Przysłowia będą miały duży wpływ na moje przyszłe życie, bo mama będzie mnie
      nimi faszerowała. Pamiętam, jak bojąc się nieszczęścia przynoszonego przez
      czarnego kota, przemalowałam naszego biednego Filemonka na biało. Chyba farbą
      olejną, bo gdy uciekł po tym malowaniu, to... zaginął. Dopiero tydzień później
      tato znalazł go przyklejonego do ściany garażu. Pewnie kiciuś chciał się
      powygrzewać na słońcu, a że farba nie zdążyła jeszcze zaschnąć... Przynoszący
      pecha kotek, sam miał pecha i nie przeżył tego malowania. Widocznie, to
      właśnie z tego czarnego kota przeszedł na mnie ten wieczny, życiowy pech.
      Rodzice przestali mi kupować kolejne zwierzątka tuż po tym, jak ugotowałam
      pierwszą w moim życiu zupę rybną. Pewnej zimy, zmartwiona losem akwariowych
      rybek podgrzałam im wodę grzałką, doprowadzając je do wrzenia. Kolejne
      zwierzątka dostawałam już w postaci uśmierconej, jako kożuszki, futerka,
      buciki. No ale w końcu, nie o zwierzątkach ja chciałam tutaj pisać.

      Mówić zaczęłam równie wcześnie. Nie pamiętam, jak brzmiało moje pierwsze
      słowo, ale pewnie było standardowe: Mama. Ciekawe, jak mama na nie
      zareagowała? Zapewne była bardzo szczęśliwa i obsypała mnie za to górą
      maskotek, słodyczy i kilogramem pocałunków. Dziś mama reaguje na to słowo
      złowrogim spojrzeniem. Wie, że im milej je wymawiam, tym coś gorszego mam na
      sumieniu, lub tym głupszą mam do niej prośbę. Najgorzej brzmi w moich ustach:
      Mamusiu, bo słowo to wypowiadam tylko w ostateczności. Tak, to tylko
      zawiadamiam ją o rzeczach najgorszych. Mamusiu, czy wiesz, że za kilka
      miesięcy będziesz babcią? Nie, nie, tego jeszcze jej nie powiedziałam...
      Gdy inne dzieci stały w kolejce u Pana Bozi po wzrost, urodę, mądrość, i
      inne takie pierdoły niezbędne w późniejszym życiu na ziemi, ja w tym momencie
      musiałam spać, albo stanąć w kolejce po głupotę! Niby wzrostu mam niewiele
      poniżej statystycznego (158cm w wieku 19lat), urodę równie niestatystyczną
      (taka ładniutka, mała lolitka), mądrość lekko ponad przeciętną (wg. danych ze
      świadectw szkolnych), to głupotą czasami wręcz grzeszę. Bardzo dobrze
      rozróżniam to, czym się różni dobro od zła. Wiem, kiedy robię coś, czego nie
      powinnam robić, a mimo wszystko kontynuuję to, żeby przekonać się, jak bardzo
      jest to złe. To coś jak liczenie, ilości przerżnięć (głupie słowo) jakich
      trzeba dokonać, aby przeciąć gałąź na której się siedzi. Albo jak liczenie
      długości lontu granatu z którego właśnie wyciągnęło się zawleczkę, a który
      ciągle trzyma się w dłoni. Ostatnio bardzo, ale to bardzo się przeliczyłam...
      • karmilla Re: OK, Denis sam nie lubi tej książki.. 30.01.03, 13:24
        jeszcze gorzej. żeby mężczyzna mógł pisać wiarygodnie z perspektywy kobiety
        musi bardzo dobrze znać kobiecą psychikę, a u Ciebie z tym kiepściutko. Zero
        rysunku psychologicznego, papierowa postać. Język też poniżej przeciętnej.
        Chyba jednak powinieneś więcej czytać, pomaga wyrobić styl i nabrać dystansu do
        własnej twórczości. Sama nie piszę (z wyjątkiem tego co muszę, żeby zdobyć
        kolejny stopień jakiegoś tam wykształcenia, ale to nie fabuła ;), za to dośc
        dużo czytam. Wystarczająco dużo żeby stwierdzić, że piszesz o rzeczach
        banalnych (oczywiście z punktu widzenia ilości książek, opowiadań etc. na ten
        temat, a nie z punktu widzenia osób, które to przeżyły) i mało interesująco. To
        chyba nawet gorzej niż grafomania. Nie zachęcam do przemocy, ale jak chcesz się
        zemścić, to raczej daj temu gościowi w mordę... Bo tą książką, gdyby ktoś ją
        zechciał wydać, to możesz zrobić większą krzywdę tej dizewczynie i sobie niż
        temu kolesiowi...
        • staua Re: OK, Denis sam nie lubi tej książki.. 30.01.03, 13:35
          To prawda, jezyk masz fatalny, ubogi, nieciekawy. Bledy ortograficzne
          (spowrotem) sa do poprawienia, ale styl - raczej nie.
          Kobieta nie powie o sobie np., ze wyglada jak lolitka. Generalnie bardzo widac,
          ze napisal to mezczyzna...
          Co to znaczy, ze W. A. B. jest Twoim aktualnym wydawca??? Czyzby zgodzili sie
          wydac ktoras z Twoich ksiazek? (pytam z ciekawosci)
    • Gość: lico Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.stacje.agora.pl 30.01.03, 15:02
      ups. Niestety stary, bryndza ci wyszła zamiast sera wykwintnego francuskiego.
      Widać że:
      - nie masz pomysłu na fabułę
      - nie wiesz co to jest szczegół (o tym mówili chyba wszyscy przede mną) i jak
      buduje obraz
      - nie umiesz pisać dialogów
      - ani poprowadzić akcji
      - nie masz ucha na rytm zdania
      - ani bogatego słownictwa (niestety jeśli nie czytasz to też go sobie nie
      wzbogacisz
      - nie zrobisz z tego krótkiej formy bo to sie na nią nie nadaje i nie chodzi
      już nawet o wątły pomysł ale o jakość wykonania.
      Niestety to jest, zaznaczam że to moje zdanie, grafomania.
      ps wyliczanka sama w sobie nie jest niczym złym. Nick Hornby też to
      wykorzystywał. Może czas poczytać choćby ”Wierność w stereo”by sie o tym
      przekonać?
      • denis77 Denis o krytyce... 30.01.03, 15:43
        No, nieźle...
        Dziwnym zbiegiem okoliczności recenzował mnie i pan Jan K. z Prószyńskiego, i
        naczelna WABu (gdzie o dziwo chcą mnie wydać- umowę i zaliczkę już mam), i
        kilku innych redaktorów, i oni jakoś nie lecieli po mnie jak po chorym
        grafomanie!
        Macie rację, ale co z tego? Co z tego, że np. pan Siwiec pisze pięknie o
        bocianie lecącym nad łąką, że zbiera nominacje do Nike, skoro sprzedaje max.
        2tys. książek. Na to forum zaglądają ludzie o nadprzeciętnym oczytaniu, którzy
        są promilem czytelników. A dziś pisze się właśnie dla tych, którzy są tą
        pozostałą resztą - 99,9%. Oni nie zwracają uwagi na bogactwo słownictwa, bo po
        prostu by go nie rozumieli. A i pisząc jako 19latka nie mogę używać takich
        słów, bo robię się niewiarygodna! Ot, co najwyżej kujonka, która nie ma już
        czasu na nic, a na pewno na przeżywanie rzeczy, o których pisze. Tak więc
        woląc nie przeczyć samemu/samej sobie, wybieram opcję pierwszą.
        PS Może wyrazi swoją opinię ktoś, kto już coś wydał?;)

        A że wydaję, o tym możecie się upewnić na www.wprost.pl/ar/?O=13498
        • fjufju troche cie denis nie rozumiem... 30.01.03, 16:06
          wiec jak to jest? mowisz ze wiesz ze to co napisałes nie jest dobre, ale
          wszystko jest ok, bo masz "kontrakt i zaliczke"? napisałes to tak jakby
          kontrakt i zaliczka były celem samym w sobie... jezeli tak to naprawde jestsmy
          zmakdonalizowani;(

          a ze ludzie tutaj pisali o grafomanstwie... no coz... przeciez chciałes zostac
          tu ocenionym... i zostałes...
    • Gość: lico Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.stacje.agora.pl 30.01.03, 16:11
      stary. poprosiłeś czytelników o recenzję i ją dostałeś.
      o dziwo rzetelne i jednak wyważone.
      A że niekorzystne dla ciebie? Tak wyszło.
      To, że ktoś chce to wydać, a ty masz do tego ideologię to zupełnie inna sprawa
      Co to ma wspólnego z jakością tego co piszesz?
      Z jakością tego co piszesz ma wspólnego na przykład to, że ja tej książki z
      pewnością nie kupię.
      pozdrawiam
      lico
    • Gość: otto Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.acn.pl 30.01.03, 17:45
      Przykro mi, ale dla mnie koszmar. Nie dobrnąłem do końca. Do wielu światłych
      rad, jakie już otrzymałeś, dorzuciłbym jeszcze zachętę do korzystania ze
      słownika ortograficznego.
    • denis77 Jezu, sami Wojewódzcy.. (rodzina Kuby W. z IDOLa) 30.01.03, 20:42
      Ten ostatni krytyk, który każe mi zaglądać w słownik jest najlepszy! Prof.
      Miodek jakiś, Bralczyk, albo co? Sam pewnie zaopatrzony w Worda z kilkoma
      autokorektami, jest zdolny i w ogóle. Nie robi błędów i literówek. Po prostu
      piśmienniczy wzorzec Polaka!
      A pisałeś chłopie kiedyś książkę? Siedziałeś kilkanaście godzin przed kompem,
      (najczęściej nocą), bo akurat miałeś (nie napiszę natchnienie,bo mnie
      wyśmiejecie- to było raczej wkurwienie). Po takim czasie spędzonym przed PCtem
      nie rozpoznalibyście czy macie przed sobą zdjęcie ojca czy matki, a co dopiero
      jakiegoś tam "ó",czy "u", "ż" czy "rz". Złemu krytykowi przeszkadza chyba
      nawet to,że książka się z rąk wyślizguje, bo ma okładkę z kredowego papieru...

      A jak wygląda pisanie? A no włącza się PC i pisze. Nie kontroluje, nie cofa -
      po to właśnie do cholery są redaktorzy! Pisze się 3-4mce, a później oni siedzą
      nad tym kolejne tyle dni,by tacy niezadowoleni z jakiegoś ortografa kolesie
      nie mieli się czego czepić. A język, srędzyk - wyjdźcie na ulicę i zobaczcie,
      czy ktoś posługuje się językiem literackim, złożonym, pięknym i w ogóle. Więc
      po co udawać, że takim właśnie wymarłym językiem chcę pisać. Cieszę się z
      krytyk, ale czy do końca są obiektywne? Na Ich Troje kazdy pluje i kiczuje,a
      jednak jadą na Eurowizję.. Ja się nie wypowiadam o ich muzyce, bo się nie znam
      na TEGO TYPU MUZYCE.

      PS Wolicie "NIE" czy "Gościa Niedzielnego"?;) Czytelnicy tego pierwszego nie
      biorą do ręki tego drugiego,i na odwrót! Ale mają swoich czytelników. Tak więc
      proszę nie obrażać ewentualnych moich. Ja się nie obrażam:)
      • staua Re: Jezu, sami Wojewódzcy.. (rodzina Kuby W. z ID 30.01.03, 21:02
        Jasne, zalezy, jakich chcesz miec czytelnikow. Moze nie czytaja oni tego forum.
        Ja nie czytam ani NIE, ani Goscia niedzielnego. Nie pisze tez beletrystyki,
        pisze, ale inne rzeczy. Staram sie zwracac uwage na forme tego, co pisze.
        Jesli wydawcy stwierdzili, ze Twoja tworczosc sie sprzeda, to milo. Zarobisz
        troche. Szkoda tylko, ze ludzie pisza i wydaja teraz ksiazki z takiego powodu.
      • Gość: vivi Re: Jezu, sami Wojewódzcy.. (rodzina Kuby W. z ID IP: *.goclaw.sdi.tpnet.pl 31.01.03, 20:15
        oj, Denis , nie znam ani Ciebie, ani nikogo z tego forum... Abstrachujac od
        Twojego tekstu, o ktorym nie chce mi sie pisac, musze przyznac, ze Twoja
        postawa jest ZALOSNA...
        pisze to hjako osoba ktorej wiasza losy Twojej powiesci... naprawde Twoje
        odpowiedzi na krytyke, o ktora sam prosiles sa ZALOSNE!
      • Gość: vivi Re: Jezu, sami Wojewódzcy.. (rodzina Kuby W. z ID IP: *.goclaw.sdi.tpnet.pl 31.01.03, 20:16
        oj, Denis , nie znam ani Ciebie, ani nikogo z tego forum... Abstrachujac od
        Twojego tekstu, o ktorym nie chce mi sie pisac, musze przyznac, ze Twoja
        postawa jest ZALOSNA...
        pisze to hjako osoba ktorej wiasza losy Twojej powiesci... naprawde Twoje
        odpowiedzi na krytyke, o ktora sam prosiles sa ZALOSNE!
      • Gość: vivi Re: Jezu, sami Wojewódzcy.. (rodzina Kuby W. z ID IP: *.goclaw.sdi.tpnet.pl 31.01.03, 20:16
        oj, Denis , nie znam ani Ciebie, ani nikogo z tego forum... Abstrachujac od
        Twojego tekstu, o ktorym nie chce mi sie pisac, musze przyznac, ze Twoja
        postawa jest ZALOSNA...
        pisze to hjako osoba ktorej wiasza losy Twojej powiesci... naprawde Twoje
        odpowiedzi na krytyke, o ktora sam prosiles sa ZALOSNE!
        • staua Re: Jezu, sami Wojewódzcy.. (rodzina Kuby W. z ID 31.01.03, 21:19
          vivi, wczuj sie w role Denisa, on nie przeczul, ze krytyka bedzie miazdzaca i
          usiluje sie bronic pod wplywem emocji, niestety. A chlopak jest, jak widac,
          ambitny i to mu sie chwali...
        • denis77 A co, sami tutaj KATOLICY? 31.01.03, 22:37
          Wiesz co, Vivi?
          Żałosny to jest koleś, który uderzony w jeden policzek potulnie nadstawia
          drugi. Bo co Ci się we mnie nie podoba? Ktoś mi pluje w twarz, to mam jej nie
          wycierać? Czekać, aż chara spłynie i sama wyschnie?
          Kto tu jest bardziej chory? Ja, czy Ty, którego słowa gówno mówią o moich
          błędach merytorycznych, ale za to dają Ci jakąś sadystyczną radość w
          dopieprzeniu mi chociaż kilkoma zdaniami. Człowieku, w Tobie kipi złość tak
          wielka, że nadałeś ten sam tekst aż 3razy! Pewnie aż zaciskałeś zęby gdy go
          pisałeś, waliłeś w klawiaturę. A może i małe zwierze pociągowe...
          Jesteś wielki i wspaniały po swojej stronie kabelka od SDI. Schowany za jakimś
          nic nie mówiącym nickiem. Pan i władca swojego gocławskiego Imperium.
          Każda książka jest jej autora dzieckiem, więc jakkolwiek byłoby ono brzydkie i
          nieudane, to ojciec ma prawo bronić swojego dzieciaka. I gówno Ci do tego,
          jakimi metodami będę go bronił. Najwyżej nie atakuj.

          Wszystko da się wyprostować, od psychiki po kręgosłup. Pewnie da się
          wyprostować nawet tak beznadziejną książkę, jak ta. Ale trzeba znaleźć
          lekarza, a nie kogoś, kto będzie się nabijał z krzywości.. Ha,ha,ha - Vivi.
          • Gość: vivi Re: A co, sami tutaj KATOLICY? IP: *.goclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.03, 10:37
            Przepraszam,Statua ma racje... po prostu wszyscy tu urazili Twoja dume...
            mysle, ze wszystkie mankamenty Twojej prozy zostaly juz wytkniete, wiec
            dlatego nie chcialam dolewac oliwy do ognia. Ja chcialam dobrze - zebys sie
            wreszcie opanowal, olal to forum i wrocil do pisania, jesli Ci ono jets
            potrezbne. Flaubert pisal dziennie pol kartki, w porywach - cala... pisanie to
            trudna sztuka, ale sam chciales komentarze - wiem ze liczyles na lepsze...
            przykro mi, ale uwazam ze Ci sie przydadza. Wiesz co, kiedy wydano moje
            opowiadanie w zbiorku ukazala sie w polityce niezbyt dobra (ale nie
            miazdzaca) recenzja (nie aktakujaca moje pracy, a glownie prace innych) -
            jednak czulam sie bardzo wsciakla i niesprawiedliwie potraktowana... myslalam -
            co tak pani Maja Wolny do k.. nedzy wie co myslmy chciali napisac...
            TO bylo bledne rozumowanie, ona miala prawo krytykowac, tak jak ja opisywac...
            Jest jeszcze ta roznica, ze ja o jej recenzje nie prosilam, ona byla w
            gazecie. Ty chciales opinii sam. Wiesz w gazetach ktyryka jest jeszcze
            gorsza - bo programowa... mysle ze powiniennes sie przyzwyczajac.
            Naprawde zle zinterpretowales moj poprezdni post - po prostu przyjete jest ze
            krytyka nie powinna podlegac krytyce - bo to absurd. Ty mowisz o
            nienadstawianiu policzka - nazwij to jak chcesz - ale zachowaj dla siebie...
            bo jesli wyglaszasz, to sprawiasz wrazenie zalosnego.
            ps. moj post poszedl 3 razy, bo jak go napisalam straszie dlugo sie wysylal -
            wiec kliknelam ,,zamknij okno" w gornym prawym rogu- myslalam, ze i tak nie
            pojdzie. Sam sprawdz, ze czasem jest tego taki efekt ze wiadomosc idzie pare
            razy.
      • Gość: sofia PROTESTUJE! IP: *.cua.edu 31.01.03, 21:48
        denis77 napisał:

        > A jak wygląda pisanie? A no włącza się PC i pisze. Nie kontroluje, nie cofa -
        > po to właśnie do cholery są redaktorzy! Pisze się 3-4mce, a później oni
        siedzą
        > nad tym kolejne tyle dni,by tacy niezadowoleni z jakiegoś ortografa kolesie
        > nie mieli się czego czepić.
      • Gość: sofia PROTESTUJE PONOWNIE IP: *.cua.edu 31.01.03, 21:51
        Tak, pisanie moze tak wygladac, ale to dopiero pierwszy krok! Pisze sie przez
        te 3-4 miesiace, a potem przepisuje, szlifuje, przerabia, urabia, formuje przez
        kolejne tzry, cztery, a nawet czterdziesci. "Wylewanie" wnetrznosci na papier
        moze byc poczatkiem czegos cennego, ale nigdy dzielem samym w sobie - najwyzej
        grafomanstwem!
    • Gość: mimik Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.itpp.pl 31.01.03, 00:02
      Wyglądas Denis jak wielka podpucha bo trudno uwierzyć zarówno w to co mówisz
      jak i w to co wydajesz. Ale jesli jesteś realny to tak:
      1. od sprawdzania błedów sa korektorzy a nie redaktorzy
      2. redaktorzy natomiast sa od uwag merytorycznych i ich zadaniem jest
      upiekszenie tego co napisałeś
      3.fragment , kótry tu zamieściłeś rzeczywiście wygląda na pisany przez trzy
      godziny a potem zapomniany
      4. nie masz niestety pojęcia jakim językiem mówi ulica, sadząc z tego co
      napisałeś. Język, którym się posługujesz jest językiem infantylnym i szkolnym.
      5. trudno byłoby mi znaleźć cokolwiek dobrego w tym co tu przedstawiasz, bo to
      jest żadne. Okrutne to stwierdzenie ale niestety.
      6. niestety w twoich wypowiedziach również trudno cokolwiek znaleźć z czym
      możnaby dyskutować bo nie jest tematem do dyskusji stwierdzenie: wiecie jak się
      pisze książkę? i dalej, że to męczące i to nakazuje wybaczenie ci ortografii.
      Ortografię to jeszcze wybaczyć można, ale banał już nie.
      Żeby była jasność: nikt nikomu nie zabrania wydawać książki. Rozmowa jest o tym
      co przedstawiłeś tu do recenzji.
      ps nie broń się nigdy pytaniem : a ty coś napisałeś? Taka rada. Możesz
      usłyszeć: owszem, nakład miło schodzi i będzie ci łyso. Poza tym wiesz, nie
      trzeba być cielakiem żeby wiedzieć jak wydoić z krowy mleko.
      • denis77 Język ulicy i inne takie, a może Denis podpuchą? 31.01.03, 02:31
        Denis podpuchą?
        Pewnie tak, bo nie uwierzył w moje istnienie nawet mój stary!
        1. Redaktorzy siedzą w W-wie,a ja w mieście oddalonym od niej o 290km, więc
        nie kontroluję tego, co robią i nie wnikam w ich kompetencje. Ty nie jesteś
        lekarzem, ale pewnie udzielisz pierwszej pomocy osobie rannej w wypadku, co?
        2. Redakcja mojego pierwszego txtu wcięła połowę jego treści, po to właśnie
        pieszę nudne naddatki, żeby było z czego wycinać.
        3. Zamieściłem dwa fragmenty, nie wiem, do którego nawiązujesz.
        4. Język ulicy powiadasz? Czyli język Marszałkowskiej, Wiejskiej, jakiejś ul.z
        Pragi Północ, i jakiegoś małego miasta we wschodniej Polsce ma być takim samym
        językiem? Dogadaj się z kimś władającym językiem Krupówek. A Krupówki to też w
        końcu ulica!
        4a. Język infantylny i szkolny? A jakim językiem ma się posługiwać nastolatka
        wspominająca swoje dzieciństwo, czy też koleś wspominający wydarzenia sprzed
        10lat?
        5. To co piszę jest żadne? "Jak to dobrze, że narody nie myślą"- powiedział
        chyba Hitler... A nie myśli się równie dobrze o tym co jest jakieś i żadne;)
        6. Moje wypowiedzi.. No wiesz, napisałeś aż 6punktów, do kolesia z którym wg.
        Ciebie nie warto za bardzo polemizować. Jeśli każdemu niewartemu uwagi
        poświęcasz tyle czasu, to dziękuję w ich imieniu.

        Ja naprawdę jestem wdzięczny za wszelkie opinie, a to, że się bronię, jest
        chyba rzeczą ludzką? Nikomu też nie każę kupować moich książek,ale mam uwagę
        taką, że jakbym zamiast iść najpierw do wydawców przyszedł na to Forum,to już
        do Wydawców bym nie poszedł! Może i niewielka strata dla polskiej prozy, ale
        mam na uwadze to, że możecie ciąć skrzydła innym proszącym o recenzję.
        • mrzagi01 a moze Denis zajął by sie korzenioplastyką... :) 31.01.03, 07:29
        • agrafek Re: Język ulicy i inne takie, a może Denis podpuc 31.01.03, 15:05
          > 5. To co piszę jest żadne? "Jak to dobrze, że narody nie myślą"- powiedział
          > chyba Hitler... A nie myśli się równie dobrze o tym co jest jakieś i żadne;)
          >

          No toś sobie, panie Autor, znalazł autorytet. Także literacki.
    • Gość: mimik Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.itpp.pl 31.01.03, 08:22
      Denis. Sam zacząłeś o języku ulicy. Ulica wbrew temu co myślisz mówi barwnie.
      Im prostszy cczłowiek tym ciekawsz jego język - mówi zbitką zasłyszanych
      wiadomości, Naj, eleganckich zwrotów. Naprawdę o tym nie wiesz?
      Pisze że mi sie nie podobaja - żaden z zamieszczonych tu fragmentów - ponieważ
      żadne z nich nie jest dla mnie literaturą. Trudno rozmawiać z kims kto mówi, że
      nic nie czyta ale jednak dam ci przykład literacki i nie polskich. Facet nazywa
      sie Keret. Pisze prostym językiem, ale prosty nie oznacza bylejaki ( a tak bym
      nazwała twój niestety ). Pisze krótkie opowiadanka ale uwaga każde z nich ma
      jednak jakiś pomysł i po przeczytaniu każdego możesz sobie jeszcze z dziesięc
      minut pomyśleć nad niuansami opisanej histori.
      Każde z nich jest przemyślanym, co do słowa, dziełem. On opowiada historię, to
      naskórek opowiadania i coś jeszcze co sobie sam zawsze musisz doczytać. Tam sa
      jakieś emocje. U ciebie ich nie ma.
      Masłowska opisując świat prostych ludzi opisała ich nic im nie odbierając z
      autentyczności wypowiedzi, jednak literacko. Stosuje porównania, metafory i jej
      sukces polega na tym, że są one trafione. Jej bohater odnosi sie do świata
      który zna i wykorzystuje go w opowieści. (Jest tam znakomita scena z lakierem
      do wosów i skojarzeniem ze spikerka telewizyjną, ale za długa by ją przytaczać)
      Twój fragment (ten nazwijmy to babski) jest opisem postaci. Długim. I po nim
      niestety nic nie wiem o tej dziewczynie. Wiem jak sie nazywa ale nie jestem w
      stanie powiedzieć co to jest za człowiek.
      Poza wyznacznikiem wieku jest jeszcze wyznacznik pozycji społecznej,
      doświadczeń. KIm innym jest 16-latka z pragi ciągnąca w bramie dresiara np a
      kim innym i inaczej wiedzi i i opisuje świat 16-lata z dobrego domu, wstydliwa
      niunia zaczytana w książkach. Gdybyś czytał np Masłowską to byś zobaczył
      portrety kilku dziewczyn z róznych światów i każdy z nich jest spójny.
      Piszę to wszystko ponieważ interesuję sie tym co teraz wychodzi na rynku
      czytelniczym i twoja historia jest dla mnie bardzo smutna. Bo oznacza, że można
      wydawać wszystko w jakiejś szaleńczej nadzieji że to chwyci i młodzi kupią.
      przyznaję natomiast, że rozmowa z Tobą staje sie coraz bardziej interesująca,
      bo nie masz w sobie żadnej pokory wobec świata i słowa pisanego. To fajna
      postawa, żałuje tylko,że nie wynika z niej nic dobrego do czytania, a taka
      odporność na świat czymś fajnym mogłaby zaowocować.
      • denis77 Dziękuję MiMiQ 31.01.03, 12:43
        O... właśnie!
        Wreszcie to,co chciałem usłyszeć, a dokładniej - przeczytać. Nie jakieś tam
        porady typu: kup se chłopie słownik ortograficzny, kup wielką szafę z wielkimi
        szufladami i tam chowaj te swoje "książki",itp. Człowiek uczy się na błędach,
        a póki ich nikt nie wytknie, to się ich nie zauważa, nieprawdaż? Tak więc
        właśnie o swoich błędach wolałem poczytać, niż o tym, że prędzej można się
        moją książką podetrzeć, niż ją przeczytać. Kolejne moje postacie będą już
        bardziej przejrzyste i może wreszcie "jakieś", jakby to powiedzieli w IDOLu.
        Może jednak lepiej jest pisać jako "myself", a nie "ktośself". I wreszcie
        przeczytam jakąś książkę, a nie tylko "Seans" Horwatha, którego dostałem od
        Wydawcy jako "dowód" tego, że splagiatowałem.
        Dzięki, MiMiQ i inni, którzy piszą mi w czym błądzę, a nie udzielają
        wspaniałomyślnych rad jak nie błądzić.. - w ogóle nie pisać!

        PS A do pani radzącej mi się zająć korzenioplastyką.. Korzeń może mi i wyrósł,
        ale buntuje się, gdy chcę Go uplastyczniać;) Złośliwa ta natura..
        • mrzagi01 Re: Dziękuję MiMiQ 31.01.03, 14:35
          denis77 napisał:

          > Dzięki, MiMiQ i inni, którzy piszą mi w czym błądzę, a nie udzielają
          > wspaniałomyślnych rad jak nie błądzić.. - w ogóle nie pisać!
          >
          > PS A do pani radzącej mi się zająć korzenioplastyką.. Korzeń może mi i
          wyrósł,
          > ale buntuje się, gdy chcę Go uplastyczniać;) Złośliwa ta natura..

          Zastanawialem sie skad smiala teza iz mrzagi01 jest pania... juz wiem-
          "...glupia baba ze wsi jestem." to taki dzyndz-michalek-powiedzonko (moze
          powinienem napisac- "ciemny kmiotek spod Tarnowca", ale co na to kmiecie spod
          Tarnowca...? :)
          A wracajac do korzenioplastyki, to:
          Nie wydaje mi sie, aby sama umiejetnosc poprawnego budowania zdan zlozonych
          (wielokrotnie zlozonych nawet) byla sama z sie przepustka do literatury. Jezeli
          o mnie chodzi, to "kupuje" utwor literacki, gdy autor przekona mnie, ze ma
          TALENT DO OPOWIASTEK. Uwazam, ze Tobie go brakuje i wnikanie w glebsze poklady
          analizy jest bezprzedmiotowe, gdyz sam sposob Twojego pisania jest bezbarwny, a
          historia ktora usilujesz sprzedac wtorna i nijaka.
          (ale ja tam ciemny kmiot jestem...)

    • Gość: mimik Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.itpp.pl 31.01.03, 23:01
      No dobra denis. A teraz zdejmij hełm i podaj nam swoje imię.
      Jak na człowieka z prowincji nieżle jesteś zorientowany w branży i stosunkach w
      wydawnictwie. MOżnaby przypuszczać że nawet tam pracujesz.
      Jesteś interesująco niespójny w mowie i piśmie. Rzekłbyś: rozdarta sosna.
      • denis77 Strach się przedstawić..:( 01.02.03, 01:05
        Się narobiło tak, że po raz pierwszy boję się przedstawić. Czuję się zaszczuty
        jak Larry Flint swojego czasu w Ameryce. A pewnie i połowa z tu piszących
        chciałaby mieć mnie na celowniku. I tak, jak chcieliby pociągnąć za spłuczkę,
        zmywającą moje wypociny w kanał, tak pewnie i za cyngiel nie byłoby dla nich
        problemem.
        MiMiQ, wierząc w Twą inteligencję podpowiem, że wszystkie moje dane ujawniłem
        na tym forum.. Komu złość i chęć dokopania bliźniemu nie przesłania widoku na
        świat, ten dostrzeże, gdzie prawda o nim się znajduje.. Pozdrawiam.
        DENIS dziękuje za uwagę:-)
        • Gość: belane Re: Strach się przedstawić..:( IP: *.michalowice.sdi.tpnet.pl 01.02.03, 01:33
          hej, stary, nie obraź sie za to, co następuje...

          Daj sobie spokój z dłuższymi formami (ponoć powieść piszesz, a to był ledwie
          fragment), napisz cos krótszego, bo widać w tym tekscie kurewską chęć
          rozwleczenia tematu ile sie tylko da, weź, napisz jakieś opowiadanie na stronę,
          góra dwie, bo ilość nigdy nie znaczy jakość, poza tym przynudzasz i nie staraj
          sie zrobić z tego tekstu nic więcej, niż tak naprawdę można z niego wycisnąć.
          Generalnie nie podobało mi się, ale wiesz, różnica między krytykiem (nie, żebym
          sie podawał za krytyka)a zwykłym czytelnikiem polega na tym, że krytyk
          przeczytał książke za darmo.

          pozdrawiam
    • Gość: go Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.proxy.aol.com 01.02.03, 02:23
      po co denis tracisz czas na te gaduly
      siadaj i pisz dalej
      zamiast sie uzerac, dawaj kawalek po kawalku
      jakich chcesz wskazowek? zeby napisali za ciebie inni?
      zeby ci fabule wymyslili?
      pisz i juz
      pisz, w morde, bo nudno czytac cudze porady
    • denis77 OD TEGO CHYBA POWINIENEM ZACZĄĆ... 01.02.03, 12:19
      Rozdarta sosna, ktoś mądrze tu napisał..
      Początek tego, o co rozgorzała ta dyskusja, został napisany w stanie silnego
      wzburzenia emocjonalnego. Ot, patrzycie na scenkę, której nie chcielibyście
      nigdy zobaczyć, i nie wiecie, co robić. Jak to wpływa na trzeźwe myślenie, na
      składne układanie słów i ich dopieranie tego nie mogę ocenić. To była raczej
      forma terapii, niż chęć podbicia świata swoją prozą.
      Zacząłem pisać. Ale pisząc, nie wiedziałem o czym chcę napisać. Po ok. 20%
      zamierzonej całości piszę Epilog,i dopiero wiem, że będzie to o tym, lub o
      czymś zupełnie innym. Tak więc to, co wisi powyżej jest jedną wielką
      niespójnością.Ale szkic/rękopis może być niespójny. Wielu ludzi zaczyna czytać
      od Epilogu, by zrozumieć, o co będzie chodziło. Tak można i w tym przypadku.
      Całość jest sprzeczna wewnętrznie już od samego początku. Bo chcę dokopać
      głównemu bohaterowi, jednocześnie jakoś się z nim utożsamiając. Koniec jest
      taki,że koleś zamiast zostać potępiony, pewnie zyska większą sympatię,niż ja,
      epizodycznie tam się pojawiający.
      Cieszę się,że na Forum rozgorzała jakaś dyskusja na mój temat.Że jestem aż tak
      beznadziejny, nie wiedziałem;) Możecie wytykać mi wszystko, ale nie możecie
      napisać - chłopie zapomnij o pisaniu. Tak się składa, że pierwszą moją książkę
      przeczytały różne osoby. Także dość w Polsce znane. Może nie przez to, że
      pięknie piszę,ale przez to,że opisałem coś ciekawego.
      Na spektaklach Sary Kane jedni wymiotowali już po kwadransie i wychodzili
      oburzeni,a inni siedzieli do końca,i kupowali bilet na następny raz. Podziwiam
      ją nie za twórczość,a za sposób z jakim zeszła z tego świata. Zabrakło jej
      papieru do pisania więc się zabiła.. Ja jeszcze mam papier.. Tylko po to piszę!
    • Gość: mimik Re: Piszę książkę,możecie ocenić,czy da się przec IP: *.itpp.pl 01.02.03, 14:29
      zadziwia mnie trochę, wiesz, że cie dyskusja ta cieszy. Niestety jest dość
      monotematyczna - ludziom sie nie podoba.
      Ale pare rzeczy mnie zastanawia. Ten Seans - czy to ta własnie rzecz ma byc do
      niego podobna tak, że aż splagiatowana. Pytam bo znam Seans, to świetna
      książka, z która nie masz nic wspólnego (to tak jakby uznać że narciarz co
      szusuje sobie z Zakopanem ma coś wspólnego z miestrzem alpejskim.
      W czym to podobieństwo?
      A jeśli chodzi o bohatera którego czytelnik polubi... ech wszystko już było.
      Cały pan riplay jest właśnie o tym. Kłania sie też człowiek z blizną Borgesa.
      Da się z toba o tym porozmawiać czy nie znasz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka