denis77
27.01.03, 04:13
Mam 25lat, podobno zniewalającą urodę i... AIDS. Pewnie Monika, od
tamtego dnia, też go ma. Zaraziłem się chyba od kogoś takiego, jak ona, więc
niech ona ma go, od kogoś takiego, jak ja. Skurwysyn ze mnie? Może... Jeśli
człowiek budzi się pewnego dnia, odbierając anonimową wiadomość SMS-
ową: "Mam AIDS, przebadaj się, bo mogłam Cię zarazić..." to ma prawo, po
medycznym potwierdzeniu jej podejrzeń, stać się takim właśnie skurwysynem.
Od czasu, gdy testują na mnie jakiś nowy specyfik na tę chorobę, zanikła mi
sprawność połowy organów. Także tego, przez który złapałem tę chorobę i
dzięki któremu licznik moich zdobyczy seksualnych kręcił się tak, jak
licznik przejechanych kilometrów w najszybszym modelu ferrari. Na jakiej
liczbie się zatrzymał? Właśnie próbuję to sobie przypomieć. Przeżyć wszystko
jeszcze raz, skoro pozostało mi żyć jedynie wspomnieniami. Nie wiem, czy
przypomnę sobie je wszystkie, ale opiszę te ważniejsze w moim życiu lub
przynajmniej ciekawsze. Te pominięte niech mi wybaczą, że zostały pominięte.
Te opisane niech mi wybaczą, że je opisałem. Te o których jest tylko
jednozdaniowa wzmianka niech dziękują Bogu, że jest o nich tylko tyle. Te o
których się rozpisałem na kilka stron, niech wiedzą, że były dla mnie kimś
naprawdę ważnym. Faceci niech mi wybaczą, że zdradzając naszą płeć, spróbuję
opisać prawa i procesy nami rządzące. Matki nieletnich córek niech mi
wybaczą wyrwanie Was z błogiej nieświadomości. Proszę o niezamykanie córek w
klasztorach po lekturze zagrożeń, jakie na nie czychają. Kobiety, które
jeszcze naiwnie ufają mężczyznom proszę o odłożenie tej książki na półkę.
Przynajmnie nie mówcie później, że Was nie ostrzegałem... Po wymaganych
prawem ostrzeżeniach, a także po nadaniu formułki, że "wszelka zbieżność
jest jedynie przypadkowa", przystępuję do wspomnień... (
Pierwsza była Anka... Było to w ósmej klasie szkoły podstawowej. Na
szkolnym obozie nad jeziorem. Każdemu zostają pewnie inne wspomnienia z
takich szkolnych wycieczek. Jedni po raz pierwszy poznają tam smak alkoholu,
inni papierosów, a jeszcze inni inicjują się tam sexualnie. Z trojga złego,
przypadła mi właśnie ta trzecia opcja. Nie czułem jeszcze potrzeby takich
doświadczeń, gdyż w stosunku do moich rówieśniczek, byłem opóźniony pod tym
względem. Chłopcy dojrzewają o wiele później od dziewczynek, lecz gdy się
wreszcie odezwie w nich zew natury, to nadrabiają to opóźnienie i to z
nawiązką. Jednak we mnie, jako niespełna 15latku taki zew się jeszcze nie
odezwał. Od początku tej szkolnej wycieczki czułem na sobie dziwny wzrok
Anki i właśnie na tym obozie poczułem nie tylko jej wzrok, ale i ją samą.
Ona, o wiele lepiej ode mnie wiedziała, do czego służy to coś, co noszę w
swoich spodniach. Widać, patologiczna, wielodzietna rodzina z której
wywodziła się Anka nie miała przed sobą żadnych tajemnic. Starsze
rodzeństwo, już od małego mogło na własne oczy przyglądać się temu, jak
rodzice dorabiali im młodsze rodzeństwo. Ja, mający dwóch braci, którzy bez
wątpienia nie byli zrodzeni w laboratoryjnych warunkach, nie dociekałem
nigdy dotąd, skąd oni tak naprawdę się wzięli. Byłem jedynie ciekaw, jak w
rzeczywistości wyglądają te okolice kobiety, które z wypiekami na twarzy
oglądałem w różnych zakazanych czasopismach. I tak oto, pewnej nocy, Anka
pokazała mi, jak to wygląda, a nawet, do czego to wszystko służy.
Jak może wyglądać pierwszy raz w tak młodym wieku? Beznadziejnie! Było to
bardziej z tego typu ciekawości, z jakiej dziecko wchodzi do kojca
niebezpiecznego psa i później nie wie za bardzo, co robić dalej. Tak samo
nie wiedziałem ja. Dziesięć lat temu, kiedy nie było jeszcze mądrych gazet
dla chłopców i podobnych dla dziewczynek, a cenzura wycinała z filmów te
cenne dla młodych widzów wskazówki, młodzież musiała eksperymentować sama.
Na własną rękę. A w tym wypadku nie tylko rękę... No więc pierwszy mój
eksperyment uważam za nieudany i niegodny uwagi. Przypominam, że działo się
to w roku 1992, kiedy miałem 15lat. W dzisiejszych czasach, pewnie miałbym
podobne doświadczenia już jako 14latek i dobrze wiedziałbym, czego chcieć od
Anki.
Tak na marginesie informuję, że działo się to w dwudziestotysięcznym
mieście, w którym przyszło mi przyjść na świat i mieszkać przez całe swoje
życie. W mieście, gdzie jest tylko jedna sala kinowa w której wyświetlają
filmy z wielotygodniowym opóźnieniem. W mieście, gdzie nie ma teatrów, sal
koncertowych, krytych basenów, sztucznych lodowisk, a w domu kultury nie ma
żadnych kółek zainteresowań. Przynajmniej takich, które by mnie
interesowały. No, może prócz tego, któro widnieje na drzwiach toalety dla
kobiet, bo za tymi drzwiami działy się czasem rzeczy mnie interesujące. W
małym mieście, w którym nie ma takich rozrywek, jakie dostarcza młodzieży
wielkie miasto, a gdyby nawet takowe były, to i tak większości młodzieży nie
byłoby na nie stać. W takim właśnie mieście, Tomaszowie Lubelskim główną i
jedyną rozrywką stał się... SEX! Sex jest wszędzie, w każdej ilości, w
każdym wieku. Na każdym nieoświetlonym skwerku, na większości parkowych
ławeczek, na wielkich połaciach poddyskotekowych łąk, w znacznej ilości
zaparkowanych samochodów, a nawet w ostatnich rzędach siedzeń w kinowej
sali. Przynajmniej tak jest teraz, czyli w 2002 roku. Alkohol jest drogi i
łatwo wyczuwalny przez rodziców. Papierosy i marichuana także, ale sex..?
Sex jest tani, wręcz darmowy, trudny do udowodnienia przez kogokolwiek, a
daje tyle przyjemności. Przynajmniej wtedy, gdy człowiek nauczy się go
uprawiać. Rozdziewiczająca mnie Anka na pewno mnie tego nie nauczyła. (
Czy doświadczenia z Anką wpłynęły jakoś na mój sposób postrzegania uczuć,
kobiet, sexu? Pewnie nie, bo uczuć w dzieciństwie zaznałem niewiele, więc i
nie miało co się we mnie wypaczać. Matka dzieliła swoją miłość pomiędzy nas
trzech i ojca, a ojciec dzielił swą miłość między butelki różnych trunków.
Wróciłem z obozu i pochwaliłem się kolegom z podwórka tym, że to, co
oglądamy w gazetach jest tak naprawdę o wiele ładniejsze, niż w
rzeczywistości.
- Nie mów, że widziałeś już pipę na żywo?! - przekrzykiwali się jeden przez
drugiego. Potwierdziłem to ich pytanie bardzo wymownym milczeniem, lecz nie
chciałem zdradzić im szczegółów. Nie jestem taki, jak jeden z nich, który
natarłszy sobie kiedyś palce jakąś rybą, ostentacyjnie dawał nam do
powąchania rękę, z pytaniem, czy wiemy co to za zapach. Typowaliśmy różnie.
Śledź, makrela, albo Jolka z trzeciego piętra. Właściciel ręki mówił, że to
właśnie Jolka, my że pewnie jakaś ryba. Tak więc kobiety zawsze będą moją
słodką tajemnicą. A dokładniej to kwaśną tajemnicą... Przynajmniej na
początku.
Po niefortunnym starcie, który dziś nazwałbym faulstartem, postanowiłem
poczekać aż dojrzeję do tego typu doświadczeń. Nie wiedziałem, czy pewnego
dnia zapala się jakaś lampka, która daje zielone światło do takich
kontaktów. A może ma podnieść się semafor, i po jego uniesieniu się człowiek
otrzymuje prawo seksualnych uniesień. A może pierwszy sen, po którym młody
człowiek płci męskiej budzi się zlany nie tylko potem? A może, może, może...
Tego typu pytań można zadawać sobie wiele. Ja postanowiłem ich sobie nie
zadawać. Cierpliwie czekałem na dzień w którym zgodnie z naturą, a nie przez
presję środowiska zaświeci się we mnie ta lampka. Nie chciałem tak, jak
robiło to większość moich kolegów, wykorzystywać wszystkich nadażających się
okazji, a później znosić docinki, że czepiłem się takiego to a takiego
brzydactwa. Albo docinek tegoż to brzydactwa, że jestem słabym kochankiem.
Marcinek uchodził więc za grzecznego i cnotliwego chłopca, dzięki czemu
wśród koleżanek zyskiwałem opinię bardzo odpowiedzialnego chłopaka, wręcz
romantyka. Marcin, to moje imię, jakby ktoś się jeszcze nie domyślił.
Moi rodzice nie przykładali zbytniej uwagi do potrzeby edukac