ogórkowo - obciachowo

30.07.06, 00:50
Mam książki, które nie są uznawane za literature wysoką. Niektóre do miana
literatury moze nie powinny pretendowac.
Ale wracam, lubię. Bo młodość, bo cos tam. Niektórych za obciachowe nie
uważam, choc inni tak.

Przyznaje: lubie np. "Błękitny zamek". Czytam se raz w roku.
I Bridget lubie (filmy straszeczne). Panbuk, mam tez jedna Mary Higgins Clark.

Natonmiast namawiana na Grochole itp - dawałam sie namówić. I niestety - nie
dało się. To nie snobizm. Nuda, panie i tyle. Gorzej, bo drazniąca. Niemal
jak disco-polo.

A Wasze "obciachy"?
    • formaprzetrwalnikowa Re: ogórkowo - obciachowo 30.07.06, 09:34
      hehe, własnie jestem w srodku układania ksiazek na nowych półkach w nowym domu.
      Cos trzeba było ustawić na dole, za kompem. no to się wstawiło tam to, do czego
      niekoniecznie się od razu odpowiadając na pytanie, jakie ksiazki lubię czytać,
      przyznaję: Kolekcję Chmielewskiej (ale bez tych wydanych w ciagu ostatnich 10
      lat)- przeczytaną kilkanascie razy i HArrego Pottera.
      Ale ten Cohelo to nie mój! nie wiem skąd on się tutaj wziął, bo mój chłop tez
      się do tej ksiązki nie przyznaje. chyba wyrzucę, bo wstyd!

      ;)
    • sol_bianca Re: ogórkowo - obciachowo 30.07.06, 09:51
      hmmm
      pytanie: co jest "obciachowe"?
      literatury rozrywkowej za obciach nie uważam - jeśli daje dobrą rozrywkę,
      spełnia swoją funkcję. nie wszystko musi być "ą i ę".
      Bridget lubię i się nie wstydzę, bo przypierwszym czytaniu wyłam ze śmiechu, i
      właśnie po to jest ta książka. Pottera lubię.
      moje prywatne "obciachy" to książki, które kupiłam z ciekawości (bo wszsycy o
      nich gadają, trzeba sprawdzić co to za dziwo) albo z potrzeby przeczytania
      czegos lekkiego, a które uznałam za stratę czasu. lądują gdzieś na najmniej
      dostępnych (żeby w oczy nie kłuło) półkach bibliteczki moich rodziców, bo
      zazwyczaj kupujemy je "na spółkę" z mamą, żeby chociaż dwie osoby przeczytały -
      mniejsze marnotrawstwo pieniędzy. albo wędrują na allegro.
      gdzieś tam stoi i pokrywa się kurzem Grochola, a nawet "Samotność w sieci" (obie
      kompletnie niestrawne). i zestaw kiepskiej fantastyki, z czasów, kiedy książek
      SF było w księgarniach mało, więc kupowało się prawie wszystko jak leci.
    • pilulka Re: ogórkowo - obciachowo 30.07.06, 11:40
      A ja nie cierpię Bridget, czytałam obie części, teraz w WO sa odcinki trzeciej.
      To jest właśnie obciach, że tą żałosną paplaniną zachwyca sie świat, a przeciez
      poziom tych ksiażek jest żenujący. To samo tyczy się Grocholi. Niestety
      wszystkie powyższe ksiązki posiadam i sa to prezenty, kupowane
      najprawdopodobniej szczerze, bo zgodnie z obowiązującą modą, że tak powiem.
      Zatem dopóki darczyńcy odwiedzają moje mieszkanie, ksiązki obciachowo stoją na
      półce.
      Z własnoręcznie kupionych obciachów mam wybrane pozycje Literatury w spódnicy,
      czy tez na obcasach, w każdym bądź razie tej kobiecej. I stoja wszystkie, bo na
      pewno wróće kiedys do "Smazonych zielonych pomidorów", czy książek Lisy Jewell.
      • Gość: ?? Re: ogórkowo - obciachowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.06, 12:56
        Coo? Trzecia Bridget? Została napisana? Nie wiecie kiedy będzie wydana??
    • bluebebe Re: ogórkowo - obciachowo 30.07.06, 12:02
      przyznam szczerze, że nie trafiłam w życiu na obciachową książkę. To znaczy nie
      nazwałabym tak tego. Zasadniczo czytam wszystko. Te tzw. obciachy również.
      Kiedyś przeczytałam Harlekina bo właśnie miałam taką ochotę. Sięgam rękoma w
      wiele stron.
    • gaudia Re: ogórkowo - obciachowo 30.07.06, 14:03
      dla jasności:
      wątek raczej rozrywkowy:)
      Nie ma u mnie pojęcia obciachu. Cos mi daje frajdę, cos innego męczy. Raz
      emocje zwiazane z fabułą, innym razem z kunsztem słowa czy egzotyką
      przedstawionego świata.

      Uzywanie słowa "obciach" serio - kojarzy mi sie fatalnie.
      Świat jest duzy, dla wszystkich jest miejsce. Dla wielbicieli mrocznego metalu,
      klasyki, Dody. Wszyscy sie zmieszczą:)
      Pewnie jak wielu lubię zaglądając do kogoś zerknąć na księgozbiór. I jeśli
      widzę tam przyjaciół - znaczy, że są duże szanse na wspólne fale:)
      Ale qrcze jest cos takiego, że chyba nie chciałabym coby nowym fajnym znajomym
      jako pierwsza wpadła w oko stojąca na mojej półce pani Clark z bibliotecznych
      remanentow :D

      Ot - hipokryzja:P

      I jeszcze - taki >błękitny zamek< daje mi radość. Taka najprostszą:)
Pełna wersja