gaudia
30.07.06, 00:50
Mam książki, które nie są uznawane za literature wysoką. Niektóre do miana
literatury moze nie powinny pretendowac.
Ale wracam, lubię. Bo młodość, bo cos tam. Niektórych za obciachowe nie
uważam, choc inni tak.
Przyznaje: lubie np. "Błękitny zamek". Czytam se raz w roku.
I Bridget lubie (filmy straszeczne). Panbuk, mam tez jedna Mary Higgins Clark.
Natonmiast namawiana na Grochole itp - dawałam sie namówić. I niestety - nie
dało się. To nie snobizm. Nuda, panie i tyle. Gorzej, bo drazniąca. Niemal
jak disco-polo.
A Wasze "obciachy"?