Dodaj do ulubionych

Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:)

06.03.10, 18:35
Witam,

Nie bez powodu "polubiłam" akurat to forum:) Wiem, że można tutaj dostać naprwdę dobrą radę, więc:

Ja 27, On 28, razem ponad 6 lat, może 7 nie liczymy...Planujemy ślub, może nawet w tym roku, ale ostatnio nie sypiam dobrze, myślę, czy nie będziemy żałowałć tej decyzji...

Poznaliśmy się na studiach, on ma duszę (i zawód) artysty, potrafi być męski, ale ogólnie to delikatny, dobry człowiek. Nie jest to "cioty", czy "maminsynka", po prostu lubi się przytulać, udawać zwierzęta:P, jest prześmieszny swoją drogą. Mamy dziwne, ale podobne poczucie humoru. W domu, bardzo pomocny, jesteśmy podzieleni ja: piorę, sprzątam i odkurzam, On wynosi śmieci, robi zakupy, gotuje i zmywa. Jeśli chodzi o seks, On jest zawsze gotowy, napalony i nie rozumie zupełnie dlaczego ja nie jestem...

I dlaczego ja nie jestem? Hm...W łóżku może bardzo długo i zawsze o mnie doba, nigdy nie zdarza się tak, że jak on skończy, a ja nie wiem, co zrobić z ciałem:)Po udanym seksie, jeszcze zakręcona, zastanawiam się, dlaczego nie robimy tego codziennie (tylko, np. raz, dwa razy w miesiącu?). Zawsze to on inicjuje zbliżenia, czasem jest trochę "natrętny" ze swoimi spojrzeniami, ale mniejsza z tym. On mówi, że chodzi non stop sfrustrowany, że ma kompleksy, ponieważ mnie nie pociąga. Ja tłumacze mu, że to nie prawda, że mnie pociaga, ale chyba oszukuję nas oboje...

Zawsze kręcił mnie typ łobuza. Moi poprzedni faceci byli aspołeczni, wytatułowani, zakolczykowani, budzili wśród ludzi niezrozumienie i strach i na takich ZAWSZE miałam ochotę. Może wynika to z faktu, że wśród takich ludzi się wychowałam, że jestem typem chłopczycy, że do szczęścia nie potrzebuję kwiatów i biżuterii, a trochę adrenaliny...W pewnym momencie, na studiach stwierdziłam, że wystarczy takich facetów, że muszę sobie poukładac życie jak inni. Poznałam mojego obecengo narzeczonego, zakochałam się w nim i tak oto jesteśmy. Wszystko, oprócz seksu jest super, dogadujemy się, potrafimy się śmiac do utraty oddechu, oddalibyśmy za siebie wszystko. Na pewno nie odejdę, nie zdradzę go i wiem, że w tym momencie on też nie myśli o takich rzeczach. Ale boję sie przyszłości...

Poradźcie, jak myślicie, czy istnieje coś, co mogłoby sprawić, że on zacznie mnie pociągać fizycznie? Jest bardzo przystojny, ale taki drobny (z natury), normalny. Myślicie, że mam prawo namawiac go na siłownię, na kolczyki, na tatuaż? A jeśli to nie pomoże, a on zostanie z tą wątpliwą "pamiątką" do końca życia?

A może ja powinnam zadbać bardziej o siebie, żeby poczuć się kobietą? Nigdy jeszcze nie byłam u kosmetyczki, paznokcie miałam pomalowane raz w życiu...Jestem wysoka i szczupła, poletcjał więc jest, ale dbam właściwie tylko o bardzo krótkie włosy i o zęby, maluję się delikatnie. Nie mam ani jednych butów na obcasie.

Wykończę Was jak już tyle napisałam: przeszkadza mi bardzo, że tylko ja mam prawo jazdy i mu to nie przeszkadza, że zaper...m po kilkanaście godzin jak gdzieś wyjeżdżamy a on śpi z boku...taki to niemęskie.

Co do rzeczy wykluczonych:
1.Nie porzucę typa i nie będę szukała szczęścia w ramionach wytatuowanego gangstera.
2. Skok w bok równa się zakończeniu związku. Nie potrafiłabym mu spojrzec w oczy po czymś takim. Mam nadzieję, że On mi tez by nie potrafił.

Teraz wy...

Jak w temacie, dobra wódka za bezcenną radę, obiecuję. Przy czym każda bezcenna rada, to osobna flaszka:)



Obserwuj wątek
    • krzysztof-lis Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 18:48
      > Jak w temacie, dobra wódka za bezcenną radę, obiecuję.

      1. Wyciągnij przed siebie prawą rękę (lub lewą, jeśli jesteś leworęczna),
      otwartą dłonią do góry.
      2. Zegnij dwa palce, wskazujący i środkowy, i zetknij kciuk.
      3. Następnie energicznie zegnij rękę w łokciu i
      4. pier--lnij się tymi trzema palcami w czoło.

      Związałaś się z facetem, który Cię nie pociąga. Dodatkowo nawet mu pewnie nie
      powiedziałaś, DLACZEGO tak jest. W końcu wciąż go okłamujesz, że Cię pociąga.

      Teraz chciałabyś, żeby coś się zmieniło.

      I szukasz jak dziecko we mgle, np. myśląc o tym, żeby kupić sobie buty na
      obcasie. Po cholerę? Myślisz, że Ci się włączy pożądanie w kierunku narzeczonego?

      Zacznij od poważnej rozmowy, w której przedstawisz mu jak jest NAPRAWDĘ. I
      powiesz mu co Cię kręci. Co lubisz. Że ma Cię zaciągnąć za włosy do sypialni,
      czy co tam akurat byś chciała.

      I daj mu trochę czasu. Określ sobie w głowie jakiś termin, po którym go
      sprawdzisz. Jak się jego podejście do Ciebie na stałe do tego czasu zmieni, to
      dobrze. Jak nie, to się rozstańcie.

      I tyle.

      Adres pod którym mieszkam podam na prv.
      • mujer_bonita Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 18:59
        krzysztof-lis napisał:
        > Zacznij od poważnej rozmowy, w której przedstawisz mu jak jest NAPRAWDĘ. I
        > powiesz mu co Cię kręci. Co lubisz. Że ma Cię zaciągnąć za włosy do sypialni,
        > czy co tam akurat byś chciała.

        Kurcze - ubiegłeś mnie. Ale ja niepijąca jestem to i nagrody mi nie szkoda ;)
      • kiwi_net Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 20:09
        Ale to co, mam mu powiedzieć, że mi mi się wizualnie nie podoba? Że jest niemęski, za chudy/raczej nie przytyje, bo geny mu nie pozwolą/? Przecież to go dobije, wpędzi w kompleksy. Tym bardziej po tylu latach, przecież, niby "widziały gały co brały":/ Nigdy w życiu mu tak nie powiem...

        Co lubię mówiłam mu setki razy. Rozmawiamy o naszym seksie. Przeszliśmy długą drogę. On robi wszystko jak trzeba. Nie zachowuje się jak baba, ale jak obiejmuję te kości... Najbardzej obawiam się, że chodzi TYLKO o wygląd, a to takie płytkie z mojej strony, że aż sama siebie się boję:(

        A z tymi butami chodziło o to, że może w momencie, kiedy ja poczuję się prawdziwą kobietą, to będę pewniejsza siebie, może będę się cieszyła swoim ciałem - ja sama, bo teraz to On się podnieca, a ja nie czuję się demonem seksu, a ni nawet demonkiem:)

        Jeszce tylko napiszę, że seks, czy jego brak nie jest u nas tematem nr jeden i nieustającym powodem zwad.
        • krzysztof-lis Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 20:44
          > Ale to co, mam mu powiedzieć, że mi mi się wizualnie nie podoba?
          > Że jest niemęski, za chudy/raczej nie przytyje, bo geny mu nie
          > pozwolą/? Przecież to go dobije, wpędzi w kompleksy. Tym bardziej
          > po tylu latach, przecież, niby "widziały gały co brały":/ Nigdy w
          > życiu mu tak nie powiem...

          Powtórz punkty od 1. do 5. przedstawione w poprzedniej mojej wypowiedzi. Jeśli
          nie pomoże, powtórz ponownie.

          Myślałem, że sprawa leży bardziej w postawie i zachowaniu. Jeśli w wyglądzie, to
          pozamiatane.
        • gardenersdog Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 21:16
          Fundujesz sobie siostrzany związek.

          I zastanów się, czy ty masz w ogóle realne oczekiwania względem niego. Facet
          może co najwyżej prawo jazdy zrobić, genów nie zmieni.
      • janznepomuka Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 15.11.10, 15:39
        NIE ZDZIERŻYŁEM.....

        To ONA ma MU wyznaczyć termin??!! ONA, która go oszukuje już tyle lat??? Nie kręci JEJ i już, czyli trzeba to uczciwie MU powiedzieć. JEGO i tylko JEGO decyzja. Oczywiście ONA może, jeśli chce, się MU jakoś zdeklarować. Tylko to bez sensu, bo JEJ nie przybędzie pociągu do NIEGO.

        Jan
    • duzymietek Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 18:59
      Jeżeli lubisz typ dominujący, a trafiłaś na "ciepłe kluchy" to sobie odpuść.
      Teraz masz wątpliwości, później zacznie Cię to drażnić, później wkurzać coraz
      bardziej w końcu trafisz na jakiegoś maczo, który zawróci ci w głowie i kopniesz
      w d.. obecne "ciepłe kluchy". Po co marnować kilka lat i komplikować sobie życie
      ślubem?
      A jak nie trafisz na swojego maczo, to będzie jeszcze gorzej.
      • anital36 glamourous miałam tą sama sytułacje !!!! 07.03.10, 11:23
        Witaj ;)

        U mnie było tak samo jak "glamourous" ale ja popełniłam ten bład i wyszłam za mąż bo mysle sobie teraz odwołać to małżeństwo taki wstyd ;( ale była to dla mnie poraszka ;( w tym związku byłam tylko 4lata ;(:(
        Póżniej zapoznałm innego faceta super zbudowanego,przystojnego owłosinego itd..i jestem w nim zakochna po uszy jestesmy w małżenstwie juz 13 lat a kochamy sie co dziennie albo co drugi dzien nie wyobrazam sobie życia bez niego jest wspaniale !!!!!
        Odradzam Ci z całego serca nie związuj sie z nim bo i tak sie rozejdziecie powiedz mu o wszystkim lepiej to bedzie dla niego i dla Ciebie !!!!

        Pozdrawiam Cie cieplutko i życzę powodzenie w trudnej decyzji :-)
        • kordet Re: glamourous miałam tą sama sytułacje !!!! 12.03.10, 14:00
          "> U mnie było tak samo jak "glamourous" ale ja popełniłam ten bład i wyszłam za
          > mąż bo mysle sobie teraz odwołać to małżeństwo taki wstyd ;( ale była to dla m
          > nie poraszka ;( w tym związku byłam tylko 4lata ;(:(
          > Póżniej zapoznałm innego faceta super zbudowanego,przystojnego owłosinego itd..
          > i jestem w nim zakochna po uszy jestesmy w małżenstwie juz 13 lat a kochamy sie
          > co dziennie albo co drugi dzien nie wyobrazam sobie życia bez niego jest wspan
          > iale !!!!!"

          A co się stało z tym pierwszym to już nieważne. To, że jest strzępem nerwów albo
          nie potrafi się do dziś pozbierać to mała rzecz. W końcu jest Mężczyzną, a oni
          nie mają uczuć, to takie chodzące reproduktory bez mózgu i serc ?
          • ditchdoc Re: glamourous miałam tą sama sytułacje !!!! 14.11.10, 16:41
            kordet napisał:

            > A co się stało z tym pierwszym to już nieważne. To, że jest strzępem nerwów alb
            > o
            > nie potrafi się do dziś pozbierać to mała rzecz. W końcu jest Mężczyzną, a oni
            > nie mają uczuć, to takie chodzące reproduktory bez mózgu i serc ?

            ano, mezczyzna sobie poradzi, trzeba dbac o uczucia kobietki, bo takie ladne i kruche ;)
            • bigbadpig Re: glamourous miałam tą sama sytułacje !!!! 14.11.10, 17:13
              kordet napisał:
              > A co się stało z tym pierwszym to już nieważne. To, że jest strzępem nerw

              ditchdoc napisał:
              > trzeba dbac o uczucia kobietki, bo takie ladne i kruche ;)

              porąbało was? kobieta ma zostać z mężczyzną tylko dlatego, żeby się źle nie poczuł jak ona odejdzie? wygląda na to, że nadopiekuńcze mamusie skrzywiły wam obraz relacji damsko-męskiej
              • kobieta-praktyczna Re: glamourous miałam tą sama sytułacje !!!! 14.11.10, 21:57
                Tylko po co tu pisać, jak autorka wątku się nie pojawia?
    • yoko0202 Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 19:17
      kiwi_net napisała:

      > Co do rzeczy wykluczonych:
      > 1.Nie porzucę typa i nie będę szukała szczęścia w ramionach wytatuowanego
      gangstera.
      > 2. Skok w bok równa się zakończeniu związku. Nie potrafiłabym mu spojrzec w
      oczy po czymś takim. Mam nadzieję, że On mi tez by nie potrafił.

      rada w takiej sytuacji jest jedna - nie porzucaj go w takim razie, poświęć się,
      i zafunduj sobie kilkadziesiąt (jak dobrze pójdzie) lat totalnej frustracji
      seksualnej, związkowej i życiowej.
      za flaszkę dziękuję, jestem przepita po wczorajszym.

      nie ma lekarstwa na brak pociągu

      poza tym to, że ten facet nie jest w twoim typie, nie musi wcale być decydujące
      (więc fundowanie mu tatuażu czy kolczyków pewnie będzie pomyłką) - mnie np. od
      zawsze podoba się typ mięśniaka [ale nie totalnie napakowanego], dość wysoki,
      króciutkie włosy, natomiast wśród moich dotychczasowych facetów znalazł się
      również długowłosy metalowiec, misiowaty szatyn i bardzo chudy blondyn - i na
      samą myśl o każdym z ówczesnych facetów miałam kisiel w majtkach, nawet jakby mi
      postawili pod nosem dziesięciu najprzystojniejszych "mięśniaków" z całego
      województwa, wybrałabym swojego ówczesnego mena.

      twój facet cię nie pociąga. pozamiatane.
    • glamourous Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 19:20
      Tez Ci dam bezcenna rade - tyle ze ja w wodce nie gustuje, wiec zrzekam sie jej
      dobrowolnie na cele charytatywne ;-)

      Sytuacje w jakiej jestes doskonale znam z autopsji. Niemalze co do joty. Tez
      bylam z facetem przecudownym z charakteru, partnerem wprost idealnym. Byl fajnie
      zbudowany, lecz niewysoki, bez wlosow na ciele (ktore sa moim fetyszem) i
      kojarzyl mi sie raczej z wiecznym chlopcem niz z MEZCZYZNA. ALE pasowal mi
      bardzo pod wieloma innymi wzgledami (wypisz wymaluj Twoja sytuacja) wydawal mi
      sie idealnym kandydatem na dobrego, wiernego meza, wiec spedzilam z nim pare lat
      ciagle zachodzac w glowe DLACZEGO u licha ochote na seks z nim mam w najlepszym
      razie raz na 3 miesiace. Wiedzialam, czulam, ze mnie nie pociaga bo jest za
      niski, za malo samczy, za dobry i bez meskiego "pazura". W koncu zaczal mnie
      strasznie irytowac, denerwowalo mnie w nim wlasciwie wszystko. Wkrotce poznalam
      faceta, ktory byl strzalem w dziesiatke jesli chodzi o moj gust - duzy,
      prawdziwy samiec z krwi i kosci, obdarzony takim seksapilem ze mdlalam na sam
      jego widok. I tamten "stary" koles poszedl w odstawke, niestety. Dzisiaj czasami
      zastanawiam sie, jak wygladaloby moje zycie gdybym ulegla presji ZDROWEGO
      ROZSADKU, a nie INSTYNKTU i wyszla za niego za maz na przyklad. I wzdragam sie
      na sama mysl, ze moglabym zyc z kims kto mnie praktycznie wcale nie krecil.
      Tamtego zwiazku nie daloby sie utrzymac i Twojego tez sie nie da na samych tylko
      zdroworozsadkowych kalkulacjach ze "taki fajny kandydat na zyciowego partnera".
      Bo predzej czy pozniej spotkasz kiedys kogos i (ze zacytuje pewien zapomniany
      film) staniesz twarza w twarz ze swoim libido. Zakoncz to wiec teraz, bo to co
      opisalas rokuje wylacznie fiasko, niestety. W tym zwiazku na dluzsza mete nikt
      nie bedzie szczesliwy - ani Ty, ani on.
      • kiwi_net Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 20:24
        Tak mi radzicie, jakbym poznała chłopaka pół roku temu i mogła go po prostu wykropkowac ze swojego życia.

        Uważam, że jesteśmy świetną parą. Kochamy się. Wypracowaliśmy sobie naprawdę dobry układ partnerski. Potrafimy dobrze się bawić, ale tez rozwiązywac problemy. Naprawdę ze sobą rozmawiamy. Chyba sere by mi pękło jakbym miała żyć bez niego...

        Dlatego zapytałam o sposoby wzbudzenia tego porządania z mojej strony...Na pewno jest jakis sposób...Musi być.

        Najbardziej to się obawiam, że może być tak, że jestem jak te głupie laski, co im sto osób tłumaczy, jaka jest sytuacja, a te ślepe i głuche, dalej klepia swoją mantrę, olewając racjaonalne do bólu argumenty...

        Ja nie mogę być na dłuższą metę z jednym z facetów, którzy mnie kręcą. To grozi makabryczną śmiercią jednej ze stron. Wbrew pozorom, chyba tylko związek z kimś, kto odpuści może miec szanse bytu w moim wykonaniu. Może to ja zabijam faceta w moim facecie? Może on odpuścił, bo mnie kocha?

        I jeszcze dla wielbicieli horoskopów, bo wiem, że tacy tu zaglądają, oboje jesteśmy skorpionami:)
        • yoko0202 Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 20:45
          wiesz co, ty chyba żyjesz w świecie bajek z mchu i paproci, i zbyt wiele sobie
          wmawiasz - w wieku lat bodajże 21 wmówiłaś sobie że czas na spokojne życie więc
          znalazłaś sobie grzecznego chłopca; wmawiasz sobie, że pociąg do niegrzecznych
          chłopców cię zabije; wmawiasz sobie, że na pewno jest jakiś sposób na wzbudzenie
          w sobie pożądania do kogoś itp itd.

          NIE oszukasz własnego ciała, nie ma jakiegoś magicznego sposobu, większość
          problemów w związkach z seksem wynika chyba właśnie z braku pożądania u jednej
          ze stron, nie ma na to tabletek na receptę.

          więc albo akceptujesz sytuację, i przyjmujesz do wiadomości że taka sytuacja
          będzie po prostu trwała, a z czasem może się z nią pogodzisz a może staniesz się
          totalnie sfrustrowana na skraju załamania, albo zaryzykujesz.

          imho potrzebujesz po prostu faceta z jajami, który czasami swojej części garów
          nie pozmywa, będzie cię czasami wqrviał, i nie będzie 24 godziny na dobę taki
          kochany i świetny, ale będziesz się na niego rzucać już w przedpokoju zanim
          zdejmie kurtkę. I nie musi być wcale wytatuowany, wykolczykowany i niebezpieczny.
          • glamourous Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 21:26
            Wodka dla Yoko, bo dobrze gada! :-)
            • yoko0202 Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 21:56
              grzecznie odmawiam, jestem nieco 'wczorajsza' :-)
            • janznepomuka Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 16.12.10, 10:17
              Nie do końca Yoko zasługuje na wódkę. Co z tego, że twórczyni wątku zafunduje SOBIE lata frustracji....To bez znaczenia, to będzie JEJ decyzja.

              Pomyślcie jednak, co ona w ten sposób zafunduje JEMU....

              Dlatego jest tylko jedna rada
          • fabiani Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 09.03.10, 17:20
            dodam tylko tyle że zgadzam sie z yoko...jestem facetem który sie
            zmienil w poczciwego faceta (takiego kochanego co to góry
            garówpozmywa)... a tego nie oczekiwała moja obezna żona i mamy
            kryzys... i różego rodzaju przemyślenia, rozmowy... facet musi byc
            facet (tyle że część z nas mężczyzn zaczyna kombinować żeby p
            [artnerce było dobrze i ja przyznam szczerze że przekombinowałem do
            potęgi 3).
            a teraz papa
        • mqmq Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 21:07
          Tak mi do głowy przyszło, żebyś sobie może wyobraziła a może
          naprawdę przeżyła zainteresowanie bardzo konkretne Twoim facetem ze
          strony innej kobiety... to może zadziałać, ale właściwie to rada dla
          niego jak wzbudzić Twoje pożądanie: natura, inna chce mojego faceta
          znaczy jest boski pewnie, rzucę się na niego a go zatrzymam...
        • duzymietek Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 21:32
          > Tak mi radzicie, jakbym poznała chłopaka pół roku temu i mogła go po prostu wyk
          > ropkowac ze swojego życia.

          Jesteś szczęściarą. Trafiłaś na to forum i masz możliwość podjęcia świadomej decyzji. Większość ludzi nie się łudzi, że wprawdzie teraz nie jest do końca ok, ale na pewno jakoś to będzie. Niestety dla większości ludzi to jakoś to zmiana na gorsze, pogłębienie problemów, frustracja itd i albo rozpad związku albo życie związku w którym trzyma tylko przyzwyczajenie, strach przed samotnością albo dzieci.
          Jeżeli chcesz brnąć dalej w związek z gościem, który Ci nie odpowiada i nic nie wskazuje na to, żeby to się zmieniło, to twój wybór. Ale zrób to ze świadomością na co się decydujesz.
        • glamourous Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 21:56
          kiwi_net napisała:


          kiwi_net napisała:

          > Tak mi radzicie, jakbym poznała chłopaka pół roku temu i mogła go po prostu
          wykropkowac ze swojego życia.


          A co ma do tego staz zwiazku? Wiem, ze to brzmi cynicznie, ale zrozum, tu chodzi
          o to, zebys dalej tego czasu nie tracila i zebys nie obudzila sie kiedys z reka
          w nocniku, kiedy bedzie juz za pozno na bezbolesne zmiany - bo wtedy bedzie
          laczyl was nie tylko staz, ale rowniez zobowiazania prawne, dzieci, kredyty i
          takie tam.


          > Uważam, że jesteśmy świetną parą. Kochamy się. Wypracowaliśmy sobie naprawdę
          dobry układ partnerski. Potrafimy dobrze się bawić, ale tez rozwiązywac problemy.
          > Naprawdę ze sobą rozmawiamy. Chyba sere by mi pękło jakbym miała żyć bez niego


          Mialam z tamtym facetem dokladnie tak samo. Mowie Ci, identyczna sytuacja. Wtedy
          bylam bardzo mloda, o wiele mlodsza od Ciebie i dzisiaj dziekuje losowi ze sie
          nie wpedzilam w klimaty "do grobowej deski", w jakies sluby, ciaze, zobowiazania
          itp. Brrrrr. Bo dzis juz wiem, po paru latach takie niekrecenie potrafi
          przeslonic te wszystkie zalety, niestety. No, chyba, ze jestes typem kobiety,
          ktora lubi byc w zyciu nieszczesliwa. Albo jezeli na udanym zyciu seksualnym w
          ogole srednio Ci zalezy - ale w takim razie nieszczesliwy bedzie on.

          Wmowilas sobie chyba, ze kreca Cie TYLKO jakies kryminalne typki rodem z ciemnej
          bramy. Wez Ty sie, dziewczyno wybierz na jakis ostry rockowy koncert i poszperaj
          w tlumie fanow ;-) Albo wkrec sie na backstage po koncercie :-)) Znajdziesz tam
          cala plejade wytatuowanych i wykolczykowanych kolesi o ostrym wygladzie, ktorzy
          wcale kryminalistami przy tym nie beda. Wrecz przeciwnie, w wiekszosci okaza sie
          pewnie zupelnie normalnymi ludzmi, tylko ze z tym meskim "pazurem" ktorego Ci
          tak teraz brakuje. Bo jedno drugiego nie wyklucza - trzeba tylko odfiksowac
          sobie w glowie schemat ze pewien image u faceta musi isc w parze z jakas
          patologiczna osobowoscia. Wcale nie musi. Wbrew pozorom dosc latwo znalezc
          faceta-kompromis. Naprawde sie da. Trzeba tylko nauczyc sie dostrzegac inne
          meskie odcienie niz tylko te ekstremalne - czarny (kryminal) oraz bialy (cieple
          kluchy udajace zwierzeta).
          • kiwi_net Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 22:35
            Moi poprzedni faceci, po kolei (żeby nie było, że z krainy mchu jestem i sobie wyobrażam, że świat w kolorach czarny/biały):

            1. Ja 16 lat/on 19, siedzi i długo jeszce posiedzi. Nie, nie wiem, co u niego.
            2. 17 lat/on 23 Prawdziwa miłość, na samo jego wspomnienie wracają wszystkie uczucia. Wspominam go często, ale nic z tym nie zrobię, bo facet nie żyje już jakiś czas.
            3. Ja 18 on 19, rzuciałam go, bo poszłam na studia i poznałam tam lepszego. Teraz on ma rodzinę i bije swoją żonę chujec.
            4. to ten lepszy ze studiów - Zginął po 6 mies. znajomości.
            5. Mój obecny, Kochany, normalny, tylko w łożku się nie układa...

            Był jeszcze jeden, epizodysta w sumie, w czasie, kiedy, jeszce na studiach, na 3 roku pamiętam, rzuciłam na kilka miesięcy Obecnego i znalazłam sobie kolejny ideał. Był tak głupi, że po kilku tygodniach nie mogłam na niego patrzeć. denerwował mnie nawet sposób w jaki jadł. Brrr.

            Teraz naprawdę doceniam, co mam...

            Ps. Przed chwilą, nawinęłam temat w domu. (Pijemy lekko u siebie, bo w sobotę trzeba, a niestety mamy zaległą robotę i okupujemy kompy). Liczę/a może się łudzę, że może coś ustalimy. Do jutra. I z tą flachą na serio jakby co:)
            • glamourous Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 23:18
              kiwi_net napisała:

              > 1. Ja 16 lat/on 19, siedzi i długo jeszce posiedzi. Nie, nie wiem, co u niego.
              > 2. 17 lat/on 23


              No to ja nie wiem, moze faktycznie masz jakies zboczenie, ze Cie normalni faceci
              nie kreca. Bo z tej Twojej wyliczanki wnioskuje, ze albo trafialy Ci sie jakies
              szemrane typki spod ciemnej gwiazdy, albo jezeli jakis normalny sie trafil, to
              szybko schodzil z tego padolu. Wspolczuje...
              Nie wiem, naprawde nie wiem, co Ci w takim razie doradzic. Powiem Ci tylko, ze
              gdybym byla na Twoim miejscu to bardzo by mnie ciekawilo, skad sie u mnie wziela
              taka dziwna prawidlowosc. Jakis podswiadomy mechanizm autodestrukcyjny? Jakies
              rodzinne zaszlosci? DDA? Hmmm... Moze gdyby Cie rozgryzl jakis porzadny
              psycholog byloby Ci latwiej wyjsc z tych toksycznych schematow?
              • kiwi_net Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 23:52
                Ci, co zeszli normalni też nie byli...Dlatego zeszli najszybciej.

                Jestem juz lekko nastukana, także nie będę się uzewnętrzniać, bo pewnie nie doczytałam dokładnie i palnę coś głupiego ale do DDA to na pewno się zaliczam.

                Już myślałam, że zawsze tak fatalnie trafiam, bo potrafię zobaczyć COŚ, w człowieku skazanym na odrzucenie społeczne i chcę to budować. Z drugiej strony, nie jestem naiwna...wiem, kiedy ktoś mnie próbuje oszukać, wiem jak postępować z narkomanami (apropos miłości życia, która, jako jedyna/y zeszła sama) i nie daję się robić w wała. Idę sobie. A teraz co, żyć nie umierać, myślę, że jak teraz odejdę, to będę się miotać bez końca. A przeciez nie młodnieję...


                • glamourous Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 07.03.10, 00:13
                  kiwi_net napisała:

                  > Ci, co zeszli normalni też nie byli...Dlatego zeszli najszybciej.

                  Aha. Czyli jest to u Ciebie scisla regula, wewnetrzny przymus, zeby wlasnie
                  takich uwazac za atrakcyjnych. Nieciekawie to wyglada, ale przynajmniej sprawa
                  jest jasna - jestes uwarunkowana. A klasyczne uwarunkowania latwiej sie w
                  psychologii diagnozuje i wykorzenia niz jakies pogmatwane i zawile "ni-to-ni-owo".

                  > Jestem juz lekko nastukana, także nie będę się uzewnętrzniać, bo
                  > pewnie nie doczytałam dokładnie i palnę coś głupiego ale do DDA to > na pewno
                  się zaliczam.


                  A no widzisz. Nic nie dzieje sie bez przyczyny. Forumowa Aandzia43 ma taka fajna
                  sygnaturke, ze dopoki w pelni nie uswiadomimy sobie naszych problemow, to one
                  pojawiaja sie w naszym zyciu jako los. Nie chcialam Ci tego pisac wprost, zebys
                  nie myslala, ze odbieramy Cie tu jako osobe lekko porypana, ale czy probowalas
                  kiedys pogadac z jakims dobrym psychologiem? Moze on pomoglby Ci sie wyplatac z
                  tych zakorzenionych w Tobie gleboko schematow? Reszte napisalam Ci w poscie ponizej.
                • yoko0202 bardzo ważną rzecz tu napisałaś 07.03.10, 11:55
                  kiwi_net napisała:

                  > A teraz co, żyć nie umierać, myślę, że jak teraz odejdę, to będę się miotać
                  bez końca. A przeciez nie młodnieję...

                  czyli generalnie wszystko z Tobą w porządku:-) po prostu typowo dla kobiety
                  zastanawiasz się, czy będziesz miała szansę ułożyć sobie życie z kimkolwiek
                  jeżeli teraz odejdziesz, bo czujesz że czasu masz coraz mniej.
                  nie wiem za bardzo skąd u Ciebie takie parcie na UKŁADANIE sobie życia; życie
                  trzeba po prostu przeżyć, a nie układać, bo to nie jest domek z klocków lego.
                  • nie_do_pary Re: bardzo ważną rzecz tu napisałaś 09.03.10, 17:21
                    "życie trzeba po prostu przeżyć, a nie układać, bo to nie jest domek
                    z klocków lego"

                    Kurcze, czy ja bym sobie mogła to wpisać w sygnaturkę? ;)
                    Strasznie dużo życia zajęło mi doście do tego wniosku, a że nigdy
                    nie umiałam prawd życiowych uubierać w słowa...

                    A co do dyskusji.
                    Właśnie zakończyłam związek z Panem, który był super partnetem, ale
                    do chodzenia z nim do łóżka przydałaby mi się ta flaszka, którą
                    obiecujesz. Nawet jeżeli niewiele mnie jeszcze w życiu spotka, bom
                    już nie młoda, mam nadzieję, że w ten sposób dałam sobie i jemu
                    szansę.
            • pacio Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 14.11.10, 13:17
              kiwi_net napisała:


              >
              > Był jeszcze jeden, epizodysta w sumie, w czasie, kiedy, jeszce na studiach, na
              > 3 roku pamiętam, rzuciłam na kilka miesięcy Obecnego i znalazłam sobie kolejny
              > ideał. Był tak głupi, że po kilku tygodniach nie mogłam na niego patrzeć. dener
              > wował mnie nawet sposób w jaki jadł. Brrr.

              wasz związek nie jest warty funta kłaków, chyba że świadomie tworzycie związek siostrzany.
      • druginudziarz Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.12.10, 08:36
        glamourous napisała:
        > ciagle zachodzac w glowe DLACZEGO u licha ochote na seks z nim mam w najlepszym
        > razie raz na 3 miesiace. Wiedzialam, czulam, ze mnie nie pociaga bo jest za
        > niski, za malo samczy, za dobry i bez meskiego "pazura". W koncu zaczal mnie
        > strasznie irytowac, denerwowalo mnie w nim wlasciwie wszystko. Wkrotce poznalam
        > faceta, ktory byl strzalem w dziesiatke jesli chodzi o moj gust - duzy,
        > prawdziwy samiec z krwi i kosci, obdarzony takim seksapilem ze mdlalam na sam
        > jego widok.

        A mogłabyś przypomnieć (do celów naukowych) ile z nim jesteś i czy wyszłaś za niego (bo dzieci o ile pamiętam nie macie).
    • yoric Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 21:07
      Słowo w słowo takie coś mogłaby napisać parę lat temu moja ówczesna dziewczyna.
      I pewnie bym tego wtedy nie dostrzegł :).

      Rada: zrób sobie 'szukanie zaawansowane', zaznacz to Forum i poszukaj na nim
      wątków o 'Graalu', 'szukaniu Graala', itd.
    • arronia Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 21:38
      Ja Ci rady żadnej nie dam, ale spytam dla porządku: zawsze było tak jak teraz
      czy kiedyś go pożądałaś? To tak na wszelki wypadek, żeby oddzielić ewentualne
      fluktuacje libido od pożądania lub nie tego konkretnego mężczyzny.

      (BTW myślę, że jakbyś założyła te obcasy i może nawet nabrała dzięki nimi wiary
      w siebie i swoją kobiecość, to niekoniecznie ta kobiecość będzie zwrócona w
      stronę partnera. Niewykluczone, że to byłby moment, kiedy jemu powiedziałabyś
      baj baj a z wiarą w siebie poszła szukać swojego graala.)
      • kiwi_net Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 22:43
        Odpowiadam: Raczej zawsze tak było, tylko kiedyś, były te amorki wszystkie, co człowieka ogłupiają. Teraz, kiedy pojawił się temat ślubu, staram się wszystko na tyle chłodno, na ile się da przemyśleć.

        Ostatnio pożądałam go pod koniec września 2008, to było na przyjęciu weselnym u naszych znajomych. Mazury, chłodno, byliśmy na fajce i zaczęliśmy się całować. Wszystko skończyło się "zdemolowaniem" pokoju hotelowego:)i chyba nigdy lepiej nie było. Później bawiliśmy się do rana jak nigdy. Ehhh
        • glamourous Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 06.03.10, 23:44
          kiwi_net napisała:

          > Mazury, chłodno, byliśmy na fajce i zaczęliśmy się całować.
          > Wszystko skończyło się "zdemolowaniem" pokoju hotelowego:)i chyba nigdy lepiej
          > nie było. Później bawiliśmy się do rana jak nigdy. Ehhh


          U la la ;-) Wydaje mi sie, ze jestes dosyc, jak to sie mowi anglojezycznej
          czesci swiata, "extreme". Mam wrazenie, ze masz w sobie chyba jakies
          autodestrukcyjne zapedy i tego Twojego obecnego faceta postrzegasz podswiadomie
          jako zbawienne kolo ratunkowe, kogos kto Cie wyciszy i przytrzyma w normalnosci.
          A ze nie idzie to w parze z pozadaniem - no coz, jest to chyba wkalkulowane u
          Ciebie w koszty tej bezpiecznej przystani...

          No to wylamie sie teraz z porad :-) Kto wie, moze faktycznie ten facet to dla
          Ciebie jednak optymalne wyjscie i rodzaj samozachowawczego instynktu, co by nie
          spalic sie jak cma w ogniu u boku krecacego Cie do bolu, ale podobnie jak Ty
          ekstremalnego faceta?? Moze faktycznie instynktownie sie trzymasz swojego
          aktualnego, spokojnego mena, bo wiesz, ze z krecacym Cie typem faceta
          zjechalabys po zyciowej rowni pochylej gdzies w dol do tej symbolicznej ciemnej
          bramy? Cholera wie... Moze ten wlasnie facet jest u Ciebie taka niezbedna
          przeciwwaga? Juz pal licho problemy z seksem... Czasem faktycznie jest to
          mniejsze zlo. Nie ulega watpliwosci, ze ja jednak na twoim miejscu ZDECYDOWANIE
          przyjrzala sie blizej tym Twoim sklonnosciom do niestandardowych, esktremalnych
          klimatow i facetow...
          • kiwi_net Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 07.03.10, 00:24
            Glamourous, jak w Warszawie mieszkasz, to stawiam alkohole... W czym tam nie gustujesz:) Przeczytanie tego, co napisałaś i co, NIBY, niczym odkrywczym nie jest, sprawiło, że sobaczyłam siebie jakby z innej perspektywy. Zawsze miałam tylko kłopoty i duże kłopoty, a teraz, od kilku lat żyję normalnie, skończyłam studia, mam przyjaciłół/powiedzmy, dogaduję sie z rodziną. Praca wymaga ode mnie wyżycia, więc się trochę tam wyżywam. I leci. Jestem raczej pozytywnie nastawiona do życia. Jutro jeszcze raz wątek przeczytam, ale myślę, że wszyscy jesteście bardzo mądrymi ludźmi...Dzięki
            • zakletawmarmur Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 07.03.10, 00:58
              > t, sprawiło, że sobaczyłam siebie jakby z innej perspektywy.
              Zawsze miałam tylk
              > o kłopoty i duże kłopoty, a teraz, od kilku lat żyję normalnie,
              skończyłam stud
              > ia, mam przyjaciłół/powiedzmy, dogaduję sie z rodziną. Praca
              wymaga ode mnie wy
              > życia, więc się trochę tam wyżywam.

              Niby wszystko pięknie, z Twojej perspektywy to może być taki "układ
              prawie idealny". Problem polega na tym, że w związku są dwie osoby.
              Przecież nie chodzi o to, żeby na kimś żerować, tylko wzajemnie
              zaspakajać swoich potrzeb. Twój facet ma potrzeby seksualne. Co z
              tym zrobisz? Będziesz się częściej zmuszać? Dasz radę przez
              kilkadziesiąt lat się regularnie sama nakręcać na seks? Pozwolisz mu
              realizować potrzeby gdzieś indziej? Czy olejesz to, bo dojdziesz do
              wniosku, że to on ma problem? Pamiętaj, że narzeczony z czasem
              będzie Cię kręcił coraz to mniej. Jeśli zdecydujecie się na ślub,
              dzieci to możesz już całkowicie stracić ochotę.

              >Ja tłumacze mu, że to nie prawda, że mnie pociaga, ale chyba
              oszukuję nas oboje...

              Okłamujesz go. Może właśnie szczerość byłaby lepszym rozwiązaniem?
              Zaboli, ale dasz facetowi szanse na świadome podjęcie decyzji co
              dalej. Może będzie chciał się zmienić, żeby bardziej Ci się podobać,
              może zmieni dziewczynę a może świadomie wybierze sobie układ z
              rzadkim seksem... Ale to już będzie jego decyzja!
    • songo3000 Smutne to 07.03.10, 00:32
      Jeżeli jest tak jak to Autorka przedstawia to nie ma co dywagować. Nie ma, nie będzie, nie ... i tyle.

      Skoda babki ale chyba bardziej szkoda chłopaka. Ona ma sygnały, przykłady, rady i WYBÓR a on.... guzik w tej swojej nieświadomości ma.

      I będzie tak: Pani wyprze co jej ciało i otoczenie wyłuszcza czarno na białym. Po kilku latach sfrustrowana spotka (nie ma bata, na pustyni nie żyjemy) FACETA, który w końcu ją porządnie przerżnie i będzie po jabłkach w wyjątkowo paskudnym stylu. Tylko chłopaka szkoda, bo dostanie obuchem przez łeb.

      Stawiam na to nie flaszkę ale kratę całą. Znowu zdefraudowałem trochę mienia publicznego to mnie stać ;)

      Jeszcze jedno. Droga autorko, trochę mniej zakłamania:
      - doskonale wiesz jaka jest sytuacja, sama ją opisałaś,
      - wiesz, że dla tego faceta sfera seksualna jest ważna,
      - nie jest w Twoich oczach mężczyzną, mimo tego ciągle go okłamujesz.

      I podsuwasz tu nam w świetle powyższego tak absurdalny tekst jak Ty go baaardzo kochasz? Bzdura, kochasz koleżanko głównie SIEBIE i swoją w miarę wygodną sytuację w tym związku. I zabierasz mu SZANSĘ na pełnię szczęścia z inną. Tak nie postępują osoba, która kocha kogoś innego.

      Wiem, brutalne. Jakby co, zawsze możesz znaleźć sobie setkę wytłumaczeń.
      • zakletawmarmur Re: Smutne to 07.03.10, 01:00

        To chyba trochę Cię Songo zdublowałam:-)
        • songo3000 :) 07.03.10, 01:03
          Jeśli mamy być lustrzanymi odbiciami tej samej osobowości to ja chcę być tą mroczną :PPP
          • zakletawmarmur Re: :) 07.03.10, 01:10
            > Jeśli mamy być lustrzanymi odbiciami tej samej osobowości to ja
            chcę być tą mro
            > czną :PPP

            Nie ma szans:-)

            "Jestem czarna jak róży westchnienie
            Jej krew..."
    • zebra12 A ja myślę, że... 07.03.10, 08:36
      Jesteś z nim od 7 lat. A masz 27, czyli z tymi
      innymi, "niegrzecznymi" byłaś jako młoda dziewczyna, może nawet
      nastolatka. No, ale czas leci, związałaś się z typem mężczyzny, z
      aktórego się wychodzi za mąż. Jak to sama określiłaś "normalnym".
      Ale minęło te 7 lat. Jesteś już poważną kobietą, nie napiszę
      jeszcze, że dojrzałą. W każdym razie w tym wieku zaczyna się już
      patrzeć wstecz. No i wspominasz, jak to było. Wydaje się, że to co
      było w wieku lat 18-20 to było coś super. Dlatego tęsknisz za tym.
      A, że akurat takich partnerów miałaś, to za takimi tęsknisz. Do tego
      dochodzi aspekt długiego związku z obecnym partenrem. Związku, który
      z fazy zauroczenia dawno przeszedł w fazę stabilizacji. A Tobie (i
      jemu pewnie też) brakuje tej namiętnej gry hormonów. Normanie
      małżeństwo w takiej sytuacji walczy o związek, próbuje coś w nim
      zmienić. Ty czujesz się wolna i się wahasz, ale wiedz o tym, że
      powrót do przeszłości może Cię rozczarować. Pewne rzeczy
      bezpowrotnie mijają. Zachłyśniesz się chwilę, przez moment poczujesz
      się jak dawniej, szczęśliwa, szalona, kochana, namiętna, ale potem
      zaczniesz znów tęsknić za stabilizacją, która praktycznie każdej
      kobiecie jest potrzebna. No i na koniec mojego wywodu: sama sobie
      odpowiedz, co dla Ciebie jest ważne: szalony seks z "niegrzecznym"
      chłopcem, który za chwilę uprzyjemni noc innej panience, a potem
      poleci na jakiś koncert, czy też partner, który jest dla Ciebie
      wsparciem, przy którym możesz się budzić i zasypiać.
      Wybór zawsze należy do Ciebie. ale skoro planowaliście przyszłość,
      to przez chwilę pomyśl nad tym i może zacznijcie od próby naprawy
      związku?
      • songo3000 To pomyśl jeszcze raz... 07.03.10, 10:15
        > Wybór zawsze należy do Ciebie.
        Hehe, i tu wedle bab się kończy 'partnerstwo'. Wybór to powinien należeć do NICH.

        > ale skoro planowaliście przyszłość,
        > to przez chwilę pomyśl nad tym i może zacznijcie od próby naprawy
        > związku?
        Jakiej naprawy? Przecież 'związek' ma się wyśmienicie. Seksu i pożądania tylko coraz mniej z JEDNEJ strony.
        • zebra12 Re: To pomyśl jeszcze raz... 07.03.10, 12:00
          No tak. Wybór nalezy do niej. Bo to ona jest niezadowolona. Może
          więc pogadać z partenerem i próbować coś zmieniać, albo nie.
          Ostatecznie razem muszą postanowić, co dalej. Tylko, co w sytuacji,
          gdy jedno postanawia, że rezygnuje, a drugie, ze chce nadal związku.
          Co wtedy z partnerstwem?
          • panna.w.paski Re: To pomyśl jeszcze raz... 07.03.10, 16:21
            No to ja napiszę może coś od siebie.
            24 lata, 2 poważne związki na koncie.
            Byłam w długoletnim związku z facetem, który bardzo mnie kręcił -możliwie, że to
            nastoletnie hormony :). W łóżku uczyliśmy się wszystkiego razem, od początku i
            to przydawało temu uczuciu jeszcze więcej świeżości. Z perspektywy widzę, że
            technicznie teraz jest mi lepiej, z obecnym partnerem, ale na ową chwilę
            wystarczało mi z nawiązką.
            Tamtego faceta odbierałam jako bardzo męskiego - był introwertyczny,
            inteligentny, cyniczny, nieokazujący zbędnych emocji, emanował spokojem i
            dodatkowo miał posturę mięśniaka naładowanego testosteronem. Dla mnie bywał
            najczulszym facetem na świecie, ale dla ogółu nie był "miły" - w gruncie rzeczy,
            mnóstwo ludzi brało go za sk..na, a jemu jakoś to nie przeszkadzało ;]

            I gdy poznałam obecnego faceta czułam, że to spotkałam przeciwieństwo eks. Fajny
            facet,inteligentny, przedsiębiorczy i wiedzący, czego chce w życiu, ale,
            właśnie...bardzo chłopięcy jeszcze - z wyglądu, bo z charakteru nie. Również w
            łóżku początkowo mniej odważny, łagodniejszy.

            I podobnie jak Ty zaczęłam się zastanawiać: czy zaprzepaścić to, że na
            wszystkich innych płaszczyznach układa nam się dobrze, tylko przez to, że nie
            mam kisielu w majtkach na sam jego widok? Że jego szczupła klatka wzbudza we
            mnie tkliwość a nie pożądanie? Co, jeśli po kilku głębszych dam się zmacać
            młodszemu i przystojniejszemu bratu Hulka Hogana? ;-)

            Seks układał się dobrze, miałam na niego ochotę i vice versa. W łóżku
            traktowałam go jak mężczyznę, gorzej nieco poza, a to jednak czasem przekładało
            się na to, jak postrzegam go w wymiarze erotycznym.

            Postanowiłam walczyć. Ale nie sama - razem z nim. Powiedziałam mu o wszystkim.
            Że ważne jest dla mnie, żeby był WYZWANIEM. Że musi czasem tupnąć nogą, być
            niedostępny. Najpierw w życiu codziennym musi stać się dla Ciebie męskim
            facetem, żebyś dostrzegła to w łóżku.
            Co z tego, że on technicznie bierze Cię świetnie od tyłu albo poddusza w trakcie
            seksu, skoro Ty i tak widzisz w nim samca co najwyżej gamma?

            ja wyrzuciłam z siebie wszystko,co leżało mi na wątrobie, On mnie wysłuchał..Nie
            wiem, czy on się zmienił czy jakoś trafił w moją czułą strunę i sprawił, że
            dostrzegłam w nim mężczyznę.Nie widzę już jego chudej klatki ani tyłka
            mniejszego niż mój ;)Widzę go całościowo - jako mężczyznę, kochanka,
            partnera.Zadziałało. Jest chemia - zupełnie inna od tamtej z "chmurnym i
            durnym", ale śmiem twierdzić, że lepsza.

            Jestem żywym przykładem na to, że czasem facetowi trzeba po prostu dać szansę
            się wykazać. Nie koncentrować się na tym, że Ci nie odpowiada, tylko
            zakomunikować mu swoje potrzeby i pozwolić, żeby on przejął inicjatywę. A Twoim
            zadaniem niech będzie wyzbycie się uprzedzeń typu "och, słodziak, będzie bardzo
            się starał, ale znów mu się nie uda" tylko próba spojrzenia na niego
            obiektywnym, świeżym okiem.

            Myślę, że powinnaś z czystej uczciwości wobec faceta powiedzieć mu o tym i
            pozwolić działać.Jeśli nadal po jego staraniach będziesz czuła, że nie budzi się
            w Tobie ogień, a tylko pogłębia się Wasza duchowa więź i inne tego typu
            dupersznyty, a zarazem Twoja frustracja, to knock it off, Baby.

            Powodzenia i mądrego wyboru życzy
            Zebra
            • volfi Re: To pomyśl jeszcze raz... 08.03.10, 02:34
              To ja tez się podłączę do rozmowy. Wolny zawód + dostęp do internetu i chyba uzależniłam się od tego forum.

              Dużo mądrych stwierdzeń tu już padło, to się nie będę powtarzać. Bardzo trafna wydaje mi się diagnoza glamourous, która napisała o instynkcie autodestrukcyjnym, który przejawia się u Ciebie w upodobaniu do niebezpiecznych panów. Może właśnie nad tym powinnaś się zastanowić, a nie zmieniać faceta (zmieniać=przekształcać). Czy to nie jest jakieś niezaspokojone marzenie, do którego wracasz, mimo, że jego spełnienie wcale nie przyniosło by Ci szczęścia. Piszesz o zastrzeżeniach co do wyglądu partnera. Pomysł z tatuażem, tudzież kolczykiem wydaje mi się nie tylko powierzchowny, ale i infantylny. W dodatku nieautentyczny. To tak jakby partner Ci powiedział "powiększ se piersi o 3 rozmiary", a Ty może lubisz swój biust. Myślę, że zmiana wyglądu niewiele zmieni, ale rozmowa - owszem. Skoro nigdy nie powiedziałaś partnerowi o swoich oczekiwaniach względem niego to skąd ma o nich wiedzieć? Mówisz, że macie niestandardowe poczucie humoru, on udaje zwierzątka, czy coś :) skoro reagujesz na niego radością w takich sytuacjach, to on myśli, że TAKIEGO GO CHCESZ. Takiego pociesznego, przytulaśnego, kochanego. Ktoś tam wyśmiał Twój pomysł zmiany własnego wizerunku na bardziej kobiecy. Jeżeli to byłoby w granicach nazwijmy to Twojej tożsamości, tzn. gdybyś poczuła się sobą w takim nowym wcieleniu, gdybyś pokazała mu się ze strony kruchej kobiety, to może wzbudziłoby to w nim mężczyznę. Może to nie taki głupi trop.

              Jeszcze coś ze swoich doświadczeń. Zawsze podobali mi się mężczyźni postawni, zarośnięci, tacy bardzo męscy i nonszalanccy i tylko bruneci. Żaden z facetów z którym w życiu coś mnie łączyło tak nie wyglądał i nie stanowiło to dla mnie większego problemu, bo zawsze tak naprawdę podoba mi się tylko jeden facet- MÓJ facet. Zastanów się czy tęsknota za wyimaginowanym typem faceta, nie jest tęsknotą za pełnym adrenaliny stylem życia i nastoletnią beztroską.
              • bi_chetny Re: To pomyśl jeszcze raz... 08.03.10, 11:16
                Tatuaż czy kolczyki to tylko zewnętrzny objaw pewnego typu osobowości. Szukasz
                kotwicy, jak pisała glamourous. I ją znalazłaś. Twoje rozterki wynikają z faktu,
                że chcesz związać się z nim mocniej i nie wiesz jak to będzie z seksem. Pogadaj
                ze swoim facetem, może on ma w sobie trochę takiego szalonego gościa ? Jak nie
                ma, to musisz pomyśleć, czy na pewno dasz radę z nim być, również seksualnie.
                Jeśli on cię nie kręci, to nic niestety z tego nie będzie.
                Ja mam żonę-kotwicę: po lekturze forum i analizie mojego przypadku widzę to dziś
                dobrze. Może dlatego szukałem kotwicy, bo inaczej skończyłbym jak Sid Vicious...
                Z tym, że moja żona kręci mnie fizycznie, mimo braku fantazji erotycznej,
                mniejszego libido.
                • aandzia43 Re: To pomyśl jeszcze raz... 08.03.10, 17:28
                  > Ja mam żonę-kotwicę: po lekturze forum i analizie mojego przypadku
                  widzę to dzi
                  > ś
                  > dobrze. Może dlatego szukałem kotwicy, bo inaczej skończyłbym jak
                  Sid Vicious..
                  > .
                  > Z tym, że moja żona kręci mnie fizycznie, mimo braku fantazji
                  erotycznej,
                  > mniejszego libido.

                  No, no... Nie chcę nawet myśleć, jak ja bym skończyła, gdyby nie
                  moja kotwica;-D


                  --"To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
                  jako los"
            • fabiani Re: To pomyśl jeszcze raz... 09.03.10, 17:32
              jak to anglicy mówią Panno w paski: POINT TAKEN.

              Też tak uważam a sie zmieniłem i czar prysł (gdzies ogolnie o tym
              wyzej wspomniałem)
    • melek-taus Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 08.03.10, 11:40
      Kiwi!!! Zalogowalam sie na forum specjalnie po to, zeby do Ciebie
      napisac.

      Sluchaj, jak dla mnie sprawa wyglada tak. Facet jest pewien, ze Ty
      jestes ta jedna jedyna, a Ty sie nakrecasz watpliwosciami i chyba
      obciaza Cie swiadomosc, ze z jego strony decyzja jest juz podjeta i
      masz poczucie winy, ze on Cie kocha bardziej, niz Ty jego.

      Wydaje mi sie, ze Wasz zwiazek jest naprawde dobry (zreszta sama to
      podkreslasz), a problemem sa te Twoje odczucia i watpliwosci,
      ktore... sa SUBIEKTYWNE i bardziej zaleza od TWOJEGO stanu ducha,
      niz od obiektywnych cech Twojego narzeczonego.

      Moja rada - koniecznie zaryzykuj i pogadaj z nim, powiedz o swoich
      watpliwosciach. Na pewno go zranisz, ale w tym przypadku trzeba
      jasno postawic sprawe, bo oszukiwanie jest gorsze. Powiedz wprost,
      ze nie chcesz na razie zrywac zwiazku, ale potrzebujesz troche
      czasu, ze nie jestes pewna, czy decyzja o slubie jest sluszna.
      Popros, zeby on sie emocjonalnie odsunal, nie naciskal. I... zrob to
      w taki sposob, zebys sama zwatpila, czy przypadkiem nie poszlas w
      tej rozmowie "o jeden most za daleko". Cel jest taki - niech on sie
      na jakis, dluzszy czas "zamknie", bedzie dla Ciebie emocjonalnie
      niedostepny, milczacy. Zebys zaczela sie bac, czy on przypadkiem nie
      rozwaza zerwania.

      Jest duza szansa, ze towar mniej dostepny momentalnie zyska na
      atrakcyjnosci i spojrzysz na caly Wasz zwiazek innym okiem :)

      Wiem co mowie, bo pisze z wlasnego doswiadczenia. Oczywiscie jest tu
      pewne ryzyko (ze nim wstrzasniesz tak bardzo, ze naprawde postanowi
      zerwac), ale bez ryzyka ta metoda nie zadziala.

      Jesli chcesz, bardzo chetnie pogadam z Toba na mailu.

    • melek-taus Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 08.03.10, 11:51
      Dodam jeszcze, ze b. madrze pisza Glamourous i pozostale osoby,
      ktore radza porozgryzac problem upodobania do niebezpiecznych
      facetow od strony psychologii.

      Jak dla mnie to "cos", co w Tobie siedzi, to po prostu... strach
      przed bliskoscia. Podswiadomie zrazasz sie do swojego mezczyzny,
      kiedy Wasz zwiazek zaczyna byc zbyt bliski i bezpieczny, bo sie
      zwyczajnie boisz takiego ukladu. Boisz sie uwiazania? Utraty
      swobody? Boisz sie, ze on Cie kiedys zrani, wiec chcesz to uprzedzic
      i uciec pierwsza?

      Poczytaj sobie na sieci o borderline personality disorder,
      zaburzeniu osobowosci typu borderline, czy w jakims stopniu nie
      dotyczy to Ciebie. Tudziez Enneagram - osobowosc nr 4 (dostepne na
      sieci testy osobowosci oparte na Enneagramie sa kiepskie, ale
      poczytaj sobie opisy typow, a nuz cos Cie olsni).

      Napisz cos wiecej o swoim mezczyznie, jaki jest z charakteru.
      • kiwi_net Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 08.03.10, 16:11
        Bardzo, naprawdę, bardzo, dziękuję Wam za wszystkie rady. Nigdy nie myślałam, że forum może być tak pomocne, w sensie metafizycznym:)

        Melek-taus, dzięki, weszłam na stronkę Enneagram zrobiłam test i wyszło że 5w4 jestem, po czym poczytałam i myślę, że opis 4w5, aka włóczęga to ja jak w mordę strzelił:) No, ale to w pracy jednym okiem, w domu poczytam Wasze wpisy i opowiem, co się wydarzyło na włościach...
        • melek-taus Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 08.03.10, 17:45
          Darmowe testy na sieci oparte na Enneagramie sa niestety o tyle
          problematyczne, ze uzyskuje sie duuzy rozrzut wynikow :)
          Mi potrafilo wychodzic, ze jestem 4, 4w5, 5w4, 4w3 lub 1 :) Wiec nie
          nalezy im za bardzo wierzyc. Ale opisy typow sa naprawde ciekawe i
          daja do myslenia - pokazuja pewne mechanizmy. Jesli wychodzi Ci 4w5
          lub 5w4, to znaczy, ze jestesmy przynajmniej troche podobne :), wiec
          mozesz pewne rzeczy odbierac podobnie jak ja. Kiwi, w pigulce -
          mysle, ze problem polega na tym, ze Twoj partner odrobine Cie
          przydlawil swoja miloscia, wiec wlacza Ci sie odruch, zeby uciec. To
          jest (jak wnosze z opisu) szczery, cieply facet. Z kolei Ty jestes
          niezalezna osoba i potrzebujesz w zwiazku dystansu, nie zamiziania
          na smierc. Czy "meskosc" nie da sie sprowadzic w pigulce do tego, ze
          facet ma byc po trosze NIEDOSTEPNY emocjonalnie? Troche jak glaz, z
          wlasnym swiatem, do ktorego nie zawsze Cie wpusci - a nie slodki,
          czuly i na kazde zawolanie?

          Wiele osob z tego forum pewnie sie ze mna nie zgodzi, ale mysle, ze
          jesli w zwiazku jest szacunek, komunikacja i przyjazn, facet jest
          dla Ciebie atrakcyjny wizualnie, a brakuje tylko iskier pozadania,
          to warto przynajmniej dac sobie szanse na to, zeby te iskry
          rozbudzic. Ktos tu (chyba panna w paski) pisal, zeby szczerze
          pogadac z zainteresowanym i ja sie pod tym podpisuje obiema lapami.
          Mysle, ze gdyby on sie odsunal - nie na krok, ale na dziesiec
          krokow - gdyby wyszedl z niego taki "glaz", o ktorego uczucia trzeba
          zawalczyc, Ty nagle poczulabys, ze tesknisz, i pobieglabys za nim.

          • janznepomuka Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 16.12.10, 10:39
            Nie macie racji
        • zakletawmarmur Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 10.03.10, 01:21
          > Melek-taus, dzięki, weszłam na stronkę Enneagram zrobiłam test i
          wyszło że 5w4
          > jestem, po czym poczytałam i myślę, że opis 4w5, aka włóczęga to
          ja jak w mordę
          > strzelił:)

          Czyżby na forach same 5w4 siedziały? Ja też się zaliczam... Myśle,
          że wśród obrazoburców można znaleźć sporo włóczęgów:-)

          Co do horoskopu to zobacz co o skorpionach piszą:

          magia.onet.pl/2844,2689,214,horoskop.html?spin=9754
          "Najlepsze pary tworzy Skorpion z Rakami i Rybami. Są to zgodne
          związki oparte na głębokich uczuciach, oddaniu i wzajemnym
          zrozumieniu. Każdy Skorpion spotyka jednak w swoim życiu Byka i ...
          zaczyna się. Nie będzie im ze sobą nudno. Oboje zmysłowi i
          nienasyceni będą się sobą fascynować nawet długo po tym, kiedy ich
          drogi się rozejdą."

          Uważaj więc, żeby któreś z was nie wpadło w sidła jakiegoś byczka:-)

          Oczywiście z tymi horoskopami to sobie jaja robię. Jednak, jeśli
          facet ma być "wyborem logicznym", to warto byłoby przemyśleć sobie
          czy faktycznie nim będzie? Teraz macie idealną sytuacje:
          - nie masz w pobliżu żadnego buntownika,
          - on jeszcze nie przeżywa tych wszystkich frustracji z powodu braku
          seksu, które będzie przeżywał za 5-10 lat,
          - nie jesteście uwiązani, to często zmienia sposób postrzegania wad
          partnera na bardziej liberalny.

          Myślisz, że w mniej sprzyjających warunkach też dacie radę?
    • forencka Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 08.03.10, 13:11
      Miałam tak samo. Spotkałam odpowiedniego łobuza - co ułatwiło sprawę - i z
      potwornym (rozdzierającym dosłownie) bólem zostawiłam drobnego chłopca. Przeszło
      mi dopiero gdzieś po 1,5 roku. Przyjaźń to nie miłość i choć serce pęka - nie
      można tak żyć, jeżeli seks jest ważny. Powodzenia.
      • superprawda Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 08.03.10, 18:54
        "Poradźcie, jak myślicie, czy istnieje coś, co mogłoby sprawić, że on
        zacznie mnie pociągać fizycznie?"

        nie, nie ma czegos takiego.

        Zawsze mozecie dalej zyc bez formalnego zwiazku a ty powinas miec
        kochankow w typie aspolecznego kryminalisty. I wszystko bedzie ok.
    • yoric Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 08.03.10, 23:59
      1. Często cytowany przeze mnie morał Forum: "jeśli teraz cię pociąga, to nie
      znaczy, że za kilka lat nadal będzie; jeśli teraz cię nie pociąga, to za kilka
      lat na pewno nie będzie".

      2. Jestem przekonany, że ta "skłonność do złych chłopaków" to wyolbrzymianie
      problemu. ŻADNEJ kobiety nie pociąga archetyp księgowego w sweterku z
      kołnierzykiem. Każdą kobietę kręcą 'źli chłopcy'.

      3. Właśnie dla takich historii warto byłoby wprowadzić przymuswracania na Forum
      po kilku latach i zdawania raporu co się jak potoczyło.

      Pozdro
      • melek-taus Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 09.03.10, 09:09
        Yoric, troche racji masz, a troche nie. Uogolnienia sa zawsze jak
        sito z duzymi otworami.

        Dziewczyna napisala, ze facet jest obiektywnie przystojny, ona
        kiedys sie w nim plomiennie zakochala, od czasu do czasu chodza ze
        soba do lozka i jest im wtedy fajnie, problemem jest to, ze ona zbyt
        rzadko ma na niego ochote. IMO jest potencjal i warto przynajmniej
        sprobowac te iskry wykrzesac. Inaczej - nie mozna sie zmusic do
        pozadania "na rozsadek", ale jesli to pozadanie CZASEM JEST, w
        ogolnie dobrym zwiazku, tzn ze za wczesnie tu na
        krzyczenie "zerwij". Trzeba pomyslec i popracowac.

        Autorka przyznala, ze jej upodobanie do zlych chlopcow bierze sie ze
        skrzywienia na autodestrukcje i ze w pewnym momencie podleczyla sie
        z tego. Pytanie - ktora czesc archetypu "zlego chlopca" to jest to,
        czego ona potrzebuje do szczescia w KAZDYM zwiazku, bo inaczej
        facet, chocby byl siodmym cudem swiata, nie bedzie dla niej mrr. Czy
        element "ratowania zagubionej duszy", milosc do kogos wyrzuconego na
        margines, bycie "ukochana upadlego aniola" (wtedy faktycznie jest
        zle, obecny zwiazek jej tego nie da). Ja obstawiam caly czas, ze
        chodzi po prostu o dystans i niepewnosc, choc moge sie mylic.

        IMO w opisanym ukladzie facet jest wesolym, przyjaznym psem, a Kiwi
        jest wilczyca. On jest cieply, fajny, PRZEWIDYWALNY, a dla
        niej "mrr" jest dystans, niepewnosc, adrenalina. Moze warto mu dac
        szanse, zeby odnalazl w sobie wilka. Nie chodzi o kolczyki czy
        tatuaz, tylko o zmiane zachowania, a przez to dynamiki ukladu.
        Dziewczyny (yoko, panna w paski) pisaly juz o tym samym.
        • yoko0202 Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 09.03.10, 09:28
          ogólnie dobrze prawisz, ale osobiście mam ogromne wątpliwości, czy w ogóle
          możliwa jest próba przystosowania kogokolwiek do modelu człowieka, jak nas kręci
          - bo tutaj tak by to musiało wyglądać; przy czym autorka przyznaje że nie do
          końca chodzi tylko o zachowania, ale też o wygląd, imho w takim przypadku jest
          niestety po sprawie
        • janznepomuka Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 16.12.10, 10:56
          > Dziewczyna napisala, ze facet jest obiektywnie przystojny, ona
          > kiedys sie w nim plomiennie zakochala, od czasu do czasu chodza ze
          > soba do lozka i jest im wtedy fajnie, problemem jest to, ze ona zbyt
          > rzadko ma na niego ochote. IMO jest potencjal i warto przynajmniej
          > sprobowac te iskry wykrzesac. Inaczej - nie mozna sie zmusic do
          > pozadania "na rozsadek", ale jesli to pozadanie CZASEM JEST, w
          > ogolnie dobrym zwiazku, tzn ze za wczesnie tu na
          > krzyczenie "zerwij". Trzeba pomyslec i popracowac.


          Zrozumże wreszcie, że CZASEM to każda ma CHCICĘ. I wtedy bez znaczenia, z kim. A ten tu jest pod ręką zawsze chętny. I to, że ma tę chcicę raz w miesiącu świadczy tylko jedynie o poziomie jej libido (jak widać: marnym). To może jednak najpierw do endokrynologa pójść (bardzo ważne pytanie do autorki
      • yoko0202 dokładnie! 09.03.10, 09:24
        yoric napisał:

        > 2. Jestem przekonany, że ta "skłonność do złych chłopaków" to wyolbrzymianie
        problemu. ŻADNEJ kobiety nie pociąga archetyp księgowego w sweterku z
        kołnierzykiem. Każdą kobietę kręcą 'źli chłopcy'.

        poczytując ten wątek można dojść do wniosku, że mamy wyłącznie dwa rodzaje
        facetów: a) grzeczny chłopiec, którego można przedstawić mamie, będzie zawsze
        bez szemrania zmywał swoją porcję garów i głaskał nas po głowie, + wzruszał nas
        swoją nieporadnością; b) bardzo zły chłopiec, wytatuowany narkoman,
        rockandrollowiec kłamca i do tego złodziej....

        a w realu, powyższe 2 typy to chyba niewielki ułamek populacji męskiej.

        padły tu ciekawe stwierdzenia odnośnie znalezieniu sobie przez autorkę wątku
        takiej życiowej kotwicy - no wszystko fajnie, tylko że ja np. też swego czasu
        znalazłam taką kotwicę, moją oazę - myślę sobie: mój boże dzięki ci, wreszcie
        normalny facet, robotę ma na etat a nie znowu 'wolny strzelec', dzwoni
        codziennie a nie raz na tydzień, śniadanie robi i zmywa po kolacji, nie znika na
        całonocne popijawy z sąsiadem... i wytrzymałam z tą moją oazą raptem parę miesięcy

        siebie i swojego ciała po prostu nie da się oszukać.
        • melek-taus Re: dokładnie! 09.03.10, 10:16
          W bardzo wielu przypadkach, nie tylko opisanym, warto sie wglebic i
          rozbroic sprawe na czynniki pierwsze. Kluczowe jest to, czego
          autorka potrzebuje, zeby mezczyzna wywolywal w niej odruch mrr, i
          czy obecny facet jest w stanie jej to dac. Ludzie sa do pewnego
          stopnia elastyczni i w pewnych granicach moga sie dostosowywac do
          drugiej strony. Oczywiscie nie chodzi mi o to, zeby zmieniac druga
          osobe pod swoj dyktat i np. na sile robic z tego nieszczesnego
          artysty wytatuowanego zboja :), tylko o drobne zmiany, ktore w
          zaskakujacym stopniu wplywaja na postrzegana jakosc zwiazku.

          Wiec ponawiam pytanie do Kiwi - niech sie zastanowi, ktory element
          archetypu "zlego chlopca" jest dla niej tym kluczowym. O co mi
          chodzi - czesto nasz zakodowany ideal partnera tak naprawde ma dwie,
          trzy wyraziste cechy psychiczne, ktore go definiuja, a reszta to juz
          dodatki o mniej istotnym znaczeniu. Kiwi, jaki jest Twoj archetyp
          idealnego faceta - "silny, meski, niezalezny" czy "buntownik, Hell's
          Angel, swiat mnie odrzuca, wiec dam swiatu w twarz",
          czy "zniszczenie, depresja, Low Man's Lyric", czy jeszcze cos
          innego? Ile z tego jestes w stanie "zepchnac do fantazji" i nie
          realizowac w zyciu, z realnym partnerem? Cholera, pogadalabym sobie
          z Toba gdzies nie na forum.

          Z perspektywy siedmioletniego zwiazku powiem jeszcze, ze to, jak
          postrzegamy jednego i tego samego partnera (nawet jego wyglad!) moze
          ogromnie zalezec od aktualnego nastawienia do tej osoby. Niby
          truizm, ale wazny.

          Yoko - ja bym postawila duzy nacisk na to, czego sie NAPRAWDE w
          glebi serca chce. Widocznie Twoja "kotwica" nie mogla dac czegos, co
          dla Ciebie bylo najbardziej istotne. Pytanie, jak jest u Kiwi. Moj
          przypadek akurat byl dokladnie odwrotny - kiedys wydawalo mi sie, ze
          szukam czegos innego, a w praktyce okazalo sie, ze idealem jest
          wlasnie "kotwica", poukladany, "grzeczny" facet (ale jest to
          kotwica, ktora ma kluczowe dla mnie cechy - nie wczepliwy mis, tylko
          zdystansowany milczek).
    • dziewczyna_na_poscie Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 09.03.10, 14:46
      A mnie zmartwiło to:

      "Był jeszcze jeden, epizodysta w sumie, w czasie, kiedy, jeszce na
      studiach, na 3 roku pamiętam, rzuciłam na kilka miesięcy Obecnego i
      znalazłam sobie kolejny ideał."

      Nie bardzo wierzę w takie powroty. Ale to pewnie dlatego, że sama
      miałam podobną sytuację. Epizodysta był nie do wytrzymania na
      dłuższą metę. Kotwica przygarnęła mnie z powrotem. Pobraliśmy się.
      Małżeństwo się rozpadło. Z tym, że ja byłam młoda i głupia :)
      Myślałam chyba, że jakoś to będzie. Zresztą to skomplikowane...

      W każdym razie dla mnie niepokojące jest to, poza innymi sprawami,
      które już zostały poruszone, że już raz go zostawiłaś.

      Nie twierdzę, że mnie się nie udało to i tobie się nie uda. Ty masz
      jeszcze szansę na podjęcie świadomej decyzji, na życie z Obecnym, na
      życie bez Obecnego. Zastanów się czy z nim wytrzymasz (np. w
      wierności), a jeśli wytrzymasz, to czy pozostaniesz sobą i czy wtedy
      on wytrzyma z tobą ;)
      • kiwi_net Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 09.03.10, 16:27
        A mnie zmartwiło to:
        >
        > "Był jeszcze jeden, epizodysta w sumie, w czasie, kiedy, jeszce na
        > studiach, na 3 roku pamiętam, rzuciłam na kilka miesięcy Obecnego i
        > znalazłam sobie kolejny ideał."

        To było z 5 lat temu...I uprościłam, rzuciłam Obecnego, nie z powodu epizodysty, epizodysta się trafił po prostu. Zresztą, wtedy nie myśleliśmy o sobie na poważnie z moim. Ja nie chciałam się wiązać, to było na długo przed pierwszym "Kocham Cię", niczego nie obiecywałam. I powrót też nie wyglądał tak, że on mnie przygarnął w swej litościwości, tylko po prostu się nie poddał, a ja sie złamałam i można powiedzieć, że wtedy naprawdę zaczęliśmy ze sobą być (chociaż niby parą byliśmy od ponad roku). Co jak co, ale ja nie jestem typem, który zdradza. Nie wróciłabym po zdradzie. Już nie jeden raz miałam okzję i w każdych okolicznościach i każdym stanie, czy "formie" odmówiłam (im, albo sobie:).

        Apropos mojego faceta, jak się już uzewnątrzniam:

        On kiedyś: Uparty, zawzięty, zamknięty w sobie, chociaż dusza towarzystwa (czasem błazen, co mnie zawsze irytowało i walczyłam z tym zawzięcie), nieśmiały, bardzo obcy i niepewny, w sensie, nie wiadomo jak zareaguje na dana sytuację, nerwowy, dumny. Bardzo go wtedy krzywdziłam psychicznie, odpędzałam, traktowałam jak kogoś, kto sie do mnie przyczepił i łazi za mną bez sensu.

        On teraz: Od czasu, kiedy mnie "oswoił" i przekonał się, że nic złego mu nie grozi z mojej strony: Otwarty, miły, zabawny, ale bardzo kapryśny i chwiejny emocjonalnie - jeśli coś mu się uda, kocha cały świat, jeśli coś nie pójdzie po jego myśli wpada w zły nastrój, wszystko jest na nie, nie ma tajemnic, swoich sekretów, wydaje się być zupełnie bezbronny, to co czuje, to widać, często przeprasza, jest dziecinny. Krzyczy, kiedy jest zły. BARDZO rzadko przestaje się odzywać, od razu wiem, że o coś chodzi i muszę to z niego wyciągnąć. Zwykle jest to coś, co dotyczy zazdrości o mnie i zwykle jest niesłuszne (rzeczy, które mogą budzić podejrzenia nie dostrzega)Wtedy jest przeprawa, muszę go zapewniać o swojej miłości godzinami i musi być przytulony wtedy, żeby było wiadomo, ze jest kochany:P

        Przerywnik: Jeszce nigdy w życiu się tak nie uzewnętrzniłam jak na tym forum...

        Ja od zawsze: Zamykam się w sobie, w chwilach dużego stresu, albo zagrożenia potrafię odpłynąć dosłownie, nie słyszę, widzę przez mgłę, czuję się błogo. Nie jestem towarzyska, trzymam dystans, zamieram, kiedy, ktoś jest zbyt blisko mnie, potrzebuję dużo przestrzeni. Jestem raczej nieczuła na ludzi, ale bardzo wyczulona na różne "obrazki" z ulicy, na dziwaków...Jestem bardzo taktowna, nigdy nie zdradzam tajemnic, nie mieszam się do czyjegoś życia i nie lubię jak ktoś próbuje dawać mi nieśmiertelne rady. Jestem bardzo samodzielna, ale w momencie, kiedy przebywam z moim facetem, staję się obojętna i nieporadna, bo on robi wszystko za mnie, to po co mam się wysilać...Uwielbiam wysiłek fizyczny i adrenalinę (bamdżi i takie tam też), ciemne uliczki, ludzi wyrzuconych za margines. Lubię czarny humor.
        Mój ulubiony pisarz, to Henry Miller:)- ja zachwycam się każdym zdaniem, ale ze względu ogólna treść, polecam wszystkim z tego forum, szczególnie trylogie Różoukrzyżowanie, czyli Plexus, Nexus i Sexus:)

        A faceci...To musi być w oczach. Taki bunt, nienawiść, ból, zapalczywość, gniew i niemoc za razem. Nie wiem jak to ująć, niektórzy mają takie oczy...Nie mam tak, że podobają mi się mięśniaki, goryle, długowłosi, raczej tacy nie, to musi byś coś takiego, nie wiem, chłopaka w takim typie na pewno bym nie przeoczyła:

        tnij.org/edgar_flores



        • kiwi_net Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 09.03.10, 16:37
          A jak już się tak rozpisałam,

          Zaczęłam ten wątek w sobotę bodajże, wtedy pisaliście mi, żebym go zostawiła, a ja, że przekorna jestem niesamowicie, od soboty wprawiam nas w dobry nastrój, nie, nie zmuszam się:)

          Zdjęłąm pierścinek, bo mi ciążył i ulżyło trochę. Chyba mieliście rację, muszę zapewnić sobie bodźce co jakiś czas, takie na pograniczu rozstania, bo od razu mnie to motywuje. Tylko, że jest dopiero wtorek, a ze mnie już schodzi ten niepokój...



        • dziewczyna_na_poscie Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 10.03.10, 00:02
          kiwi_net napisała:

          > To było z 5 lat temu...I uprościłam, rzuciłam Obecnego, nie z powodu epizodysty
          > , epizodysta się trafił po prostu. Zresztą, wtedy nie myśleliśmy o sobie na pow
          > ażnie z moim. Ja nie chciałam się wiązać, to było na długo przed pierwszym "Koc
          > ham Cię", niczego nie obiecywałam. I powrót też nie wyglądał tak, że on mnie pr
          > zygarnął w swej litościwości, tylko po prostu się nie poddał, a ja sie złamałam
          > i można powiedzieć, że wtedy naprawdę zaczęliśmy ze sobą być (chociaż niby par
          > ą byliśmy od ponad roku). Co jak co, ale ja nie jestem typem, który zdradza. Ni
          > e wróciłabym po zdradzie. Już nie jeden raz miałam okzję i w każdych okolicznoś
          > ciach i każdym stanie, czy "formie" odmówiłam (im, albo sobie:).

          Ależ ja nigdzie nie napisałam, że zdradziłaś i nigdzie też nie napisałam, że ja
          zdradziłam :) Ja też nie rzuciłam ówczesnego z powodu epizodysty. Epizodysta
          pojawił się później, potem kiepsko skończył, ja zostałam sama, a ówczesny
          przygarnął mnie nie w sensie "z litości". Miałam na myśli to, że ja chyba byłam
          trochę zagubiona, przy nim czułam się wyjątkowo bezpiecznie. Myślałam chyba, że
          złapałam Pana Boga za nogi ;)

          W małżeństwie też nie zdradziłam. Zdradził mąż :)

          Teraz tak sobie przypominam... Mąż, mimo tego, że był dla mnie "kotwicą", miał w
          sobie sporo z łobuza. Potem w małżeństwie trochę skapcaniał :/ ale to już temat
          na osobny wątek (jak podtrzymać łobuza w porządnym facecie;)
        • nangaparbat3 Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 21.11.10, 21:09
          > A faceci...To musi być w oczach. Taki bunt, nienawiść, ból, zapalczywość, gniew
          > i niemoc za razem. Nie wiem jak to ująć, niektórzy mają takie oczy...Nie mam t
          > ak, że podobają mi się mięśniaki, goryle, długowłosi, raczej tacy nie, to musi
          > byś coś takiego, nie wiem, chłopaka w takim typie na pewno bym nie przeoczyła:
          >
          > tnij.org/edgar_flores
          >

          Łomatko, to naprawdę koło ratunkowe ten Twój chłopak, masz rację, że się go trzymasz, taka mieszanka bólu, wściekłości i okrucieństwa, jaka jest na twarzy ze zdjęcia, to tylko wiać jak najdalej.
          Ale seks dwa razy na miesiąc to jednak bardzo mało.
          Myślę sobie - pożądanie się nakręca spiralnie - albo spiralnie zanika.
          I jest tak, że im częściej to robisz, tym większą masz ochotę.
          Sama miałam straszną seksualną zapaść jak karmiłam dziecko, głupia byłam i nie miałam świadomości, jakie to ma znaczenie, chłop-artysta wrażliwy i delikatny nie domagał się zbyt stanowczo, więc sie nie przejmowałam. Szcześciem któregoś dnia zwierzyłam się mamie - i dostałam ochrzan, że ho ho. Zaczęłam się wspomagać lietraturą soft porno - podziałało i zaczęło się nakręcać in plus, przeżylismy potem parę lat naprawdę fantastycznych własnie pod względem seksu, z czasem już bez protezy literatury. Bo też mężczyzna zadowolony z seksu i pewny swojej kobiety staje się nieodparcie pociągający - ot, taki samograj.
    • gomory Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 09.03.10, 15:03
      Ja z kolei sadze, ze byc moze mocno poukladalo by Ci proporcje
      swiata gdybys sie spotkala z jakimis swoimi "bylymi"
      znajomymi/chlopakami. Gdybys dostrzegla, ze Ty w zyciu dokonalas
      kroku w przod. Masz wlasne zdanie na rozne kwestie, potrafisz
      dojrzalej ocenic rzeczywistosc, a oni nie i miedzy wami jest
      mentalna przepasc. Owszem rozumiesz ich motywacje, zachowanie,
      jezyk, swobodnie sie przy nich czujesz, szczerze i glosno smiejesz
      ale cipka wilgotnieje nie na mysl o nich dzis, tylko do nastolackich
      wspomnien i wyobrazen. Zebys tak potencjalnie rzucila okiem czy z
      przyjemnoscia wpuscilabys miedzy uda kogos takiego dzisiaj.
      Moze to skloni Cie do refleksji, ze nazbyt rozbudowalas sfere swojej
      fantazji? Albo wrecz przeciwnie, ugruntujesz sie w przekonaniu, ze
      jednak takich partnerow seksualnych potrzebujesz i musisz jednak
      poprawic swoje zycie.
      Wiele kobiet ma calkiem podniecajace mysli o bezceremonialnym
      samczym jebaku :). Pomiedzy tymi myslami a rzeczywistoscia jednak
      przebiega granica i czasem warto sie dokladnie przyjrzec gdzie jest
      ta linia. Zeby sie nie okazalo, ze wzdychasz do tajemniczej
      nieosiagalnej postaci i wlasciwie to nie masz na kogo wymieniac
      obecnego partnera.
      Wg mnie to tez nie jest do konca tak, ze nie panujemy nad wlasna
      seksualnoscia. Nieprawda, ze nie mamy wplywu na to kto jest dla nas
      atrakcyjny! Owszem, wplyw mamy mocno ograniczony ale jednak mamy.
      Jesli w glowie zaczniesz budowac wizje swojego faceta jako pizdusia-
      plastusia to z czasem faktycznie nie bedzie juz odwrotu i ochoty na
      bzykanie z nim nie bedziesz miala.
      Wielu mezczyzn nakazuje swoim laskom kiczowaty makijaz, buty,
      bizuterie, ubrania ktorych noszenie jest uciazliwe, czasem wrecz
      naraza na choroby ale je za to seksualizuja. Analogicznie mozesz
      oczekiwac, ze Twoj facet wydziara sobie czache na przypakowanym
      bicku ;). Czy on bedzie chcial Tobie ULEC w ten sposob to inna
      sprawa - a moze wlasnie wtedy wykarze sie intrygujaca
      niezaleznoscia ;).
      Madrze i celne uwagi napisala Glamourous. Zwlaszcza o jakims
      psychoterapeucie.
    • dupablada9999 ale o co chodzi? 09.03.10, 15:48
      przecież wszystko jest ok - on gotuje, ja piorę itd..

      wyjdź za niego - z takim gościem możesz spokojnie zachodzić w ciąże i brać
      wspólne kredyty - na pewno je spłacicie.

      A że po jakimś czasie gość będzie sfrustrowany bo żona mu nie daje - ucieknie w
      pracę żeby o tym nie myśleć i dodatkowa kasa będzie, albo zajmie się np.
      majsterkowaniem - same korzyści...

      a nawet jak nie wytrzyma i znajdzie se kogoś na boku - przynajmniej nie będzie
      Ci d.py zawracał

      A ty w ramach pracy własnej i tak będziesz miała sporo roboty z małymi dziećmi

      a jak podrosną i będziesz miała więcej czasu wolnego, to sobie znajdziesz kogoś
      z kolczykiem na przychodne

      i tyle...

      będzie dobrze.

      a jeżeli chodzi o flaszkę, to chivas regal (adres na priv)
      • sisi_kecz Re: ale o co chodzi? 09.03.10, 16:05
        Chodzi o to, ze zycie nie jest sprawiedliwe.

        Kochajacy i porzadny facet ma babke, ktora dzieli wlos na czworo i
        przezywa meczęństwo w dotykaniu jego wystajacych kosci.

        Uwazam podobnie jak juz tu napisano, ze jesli z powodu wygladu
        skreslasz gościa to nie doszukuj sie głębi osobowosciowo-
        astrologicznej, bo to przerost formy nad trescia.

        Kolezanka uslyszala w lozku, po pol roku wspolzycia od swojego
        faceta, ze ona go w sumie nie pociaga fizycznie- to zdanie konczyl
        juz za drzwiami, ciuchy polecialy przez okno.

        I tu nie ma filozofii- ma byc plus i minus,
        wiec NIE TRAC JEMU CZASU.

        duze pozdro!!!
      • efi-efi Re: ale o co chodzi? 09.03.10, 16:28
        yoric 08.03.10, 23:59 napisał:
        >>3. Właśnie dla takich historii warto byłoby wprowadzić >>przymuswracania na Forum
        >>po kilku latach i zdawania raporu co się jak potoczyło.

        - jestem za!

        dupablada9999 napisał:

        > a jeżeli chodzi o flaszkę, to chivas regal

        - ja też chcę chivasa! Glam dobrze radzi a się zrzekła swojej na cele charytatywne.

        • sessualita A więc nie wódka tylko dobre Merlot? 10.03.10, 00:02
          1) Z własnej autopsji wnioskując, trzymaj się wypowiedzi Glamorous i to
          mocno, pisze bardzo mądrze i na temat ...
          2) W związku z pkt 1) wodka należy się Glamorous
          3) Jestem zbyt zmeczona wiec postaram się jutro ustosunkowac i byc moze
          pomoc piszac o moich doswiadczeniach - bardzooooo podobnych do Twoich
          • atak_kobry Re: A więc nie wódka tylko dobre Merlot? 23.11.10, 19:39
            > 1) Z własnej autopsji wnioskując

            masz na myśli swoją sekcję zwłok?

            dziękuję
    • anital36 Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 10.03.10, 09:00
      Kiwi napisz nam jak załatwisz ta sprawe ok


      życzę powodzenia ;)
    • tarantinka Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 10.03.10, 10:38
      wyślij go na operację plastyczną, zrobią mu większe kości. Jakby mi facet
      powiedział, że jest ze mną bo mu wygodnie a tak w ogóle to go nie kręcę i lubi
      przysadziste brunetki to bym podziękowała za współpracę. Dlaczego zakładasz, że
      to jest wybór zero jedynkowy - albo udany seks albo udany związek. Mnóstwo na
      świecie mężczyzn, którzy będą cię pociągać nie ściągając jednocześnie w jakieś
      otchłanie destrukcji. Za dużo tu pitu pitu do prostej sprawy - nie ma recepty na
      fakt, że ktoś nie pociąga cię fizycznie. Odwróć sytuację, chciałabyś być w
      związku, w którym nie pociągasz fizycznie partnera i jest z tobą bo sobie
      ubzdurał, ze nie ma szczęścia do kobiet a ty będziesz świetną żoną i matką ???
      • fajnylaksa Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 12.03.10, 06:38
        przeczytałem wątek- moja szybka konkluzja zmień faceta nie rób mu krzywdy!

        facet cię nie kręci i wątpie czy będzie cię kręcił i to wcale nie dlatego że
        jest "zdechlakiem" i "kochanym dziubkiem" a a ty potrzebujesz "drania".W mojej
        ocenie masz rozchwiane emocje i nie do końca wiesz czego chcesz.Można by to
        próbować tłumaczyć młodym wiekiem gdyby nie to, że z tego co pisałaś 17stu
        wiosen już nie masz. Jaka jest przyczyna niestety nie wiem. Co w mojej ocenie
        powinnas zrobić to mu wprost powiedzieć, że czegoś Ci brakuje i nie mów tylko
        wprost o deficycie męskości, bo to go zapiecze jak to coś brakującego mu
        wyklarować to już sama powinnaś pomyśleć.
        Może się okazać że jak mu pięknie to wyłożysz to zrozumie i powie ok idziemy na
        ostatnie piwo albo nawet z miejsca powie Ci że chce być TWOIM LWEM ale tak
        naprawdę najciekawsza będzie Twoja reakcja na jedno z powyższych.

        Powyższe jest tylko moją oceną tego co napisałaś i zbyt bezpośredni ton może
        wydawać się niegrzeczny ale po prostu miało być rzeczowy.

        Po lekturze wątku w głowie pojawiła mi się parafraza "Kryzysowy narzeczony" i
        w dodatku odskocznia od "łobuzów" a to troche za mało..

    • andrea4 Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 12.03.10, 15:16
      Czego ty właściwie oczekujesz od forumowiczów dziewczyno? Przecież odpowiedź
      dałaś sama sobie. Oszukiwanie w związku dwojga ludzi ( a przecież to robisz nie
      mówiąc partnerowi całej prawdy o twoich doznaniach, na dodatek tłumaczysz to
      "jego dobrem" , hehehe... ) ma króciutkie nogi. Tak naprawdę jest to mierzenie
      sobie samemu w głowę z broni palnej, która wypali, jest to tylko kwestią czasu.
      Dlaczego boisz się porozmawiać z partnerem szczerze?
    • ernest69 Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 13.11.10, 18:30
      nie wiem czy autorka watku jest ciagle zainteresowana jego rozwijaniem, ale ja moglbym podrzucic swoja historie, ktora moglaby rzucic nieco inne swiatlo na cala sprawe. dajcie znac
      • efi-efi Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 14.11.10, 12:17
        Jakżeś już wygrzebał ten wątek to wklejam jeszcze raz:

        yoric 08.03.10, 23:59 napisał:
        >>3. Właśnie dla takich historii warto byłoby wprowadzić >>przymuswracania na Forum
        >>po kilku latach i zdawania raporu co się jak potoczyło.

        - Co wymyśliłaś kiwi-net?
        • asocial Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 21.11.10, 19:03
          na faze niegrzecznych chlopcow jest rada: znajdz sobie NAPRAWDE niegrzecznego chlopca. nie Dylana z BH90210, ktory ostatecznie byl slodkim misiem z problemami, tylko NAPRAWDE niegrzecznego. Po tym jak Cie np. zgwalci, bedziesz marzyla o normlanym facecie. Powaznie.
          Wybacz, ale strasznie mnie denerwuje ta gloryfikacja ´´niegrzecznych´chlopcow. to, ze kreca Ciebie tatuaze i piercing nie oznacza, ze koniecznie chcesz byc ujezdzana przez masakrycznego wuja. To jakis masochistyczny syndrom, ktory czesto sie objawia z wielka sila u nastolatek, dorosle kobiety sa juz w stanie to kontrolowac.

          Z tego co opowiadasz, to koles raczej Ciebie oswoil, upierdliwoscia i cierpliwoscia. Moze najwyzszy czas wybrac sie do psychologa pod katem jakiejs zaleglej depresji albo masochizmu? Moze po prostu po Twoim poprzednich zwiazach jestes ´´zdziwiona´´ ze jest tak fajnie i dobrze, ze brakuje Tobie adrenaliny? Albo powiedz mu, to co mowisz nam? Zapisz go na silownie, to urosnie w barach? Tylko w sumie czy jest sens, byc z kims, kto naprawde sie Tobie nie podoba? Jedno jest pewne, cudow nie bedzie.

          Mialam kiedys podobny przypadek. Bylismy razem trzy lata, a chlopak byl po prostu idealny: z swietnym meskim cialem (czesto jezdzil na skalki-ach te ciala wspinaczy- i trenowal boks), ale w domu zachowywal sie jak ciota. Mowil do mnie per niuniu (wtf?!?!) i spelnial kazda moja zachcianke. Kazdy moj foch traktowal powaznie (mowie Wam, facet ideal:P), wskazywalam tylko palcem, a on sprzatal, zmywal i prasowal. Podczas tego zwiazku moje libido spadlo do -10 i mialam wrazenie, ze robie to z wlasnym bratem. Z czasem bylo tylko gorzej.
          • urquhart Ideał a libido -10 21.11.10, 20:33
            asocial napisała:
            > Mialam kiedys podobny przypadek. Bylismy razem trzy lata, a chlopak byl po pros
            > tu idealny: z swietnym meskim cialem (czesto jezdzil na skalki-ach te ciala wsp
            > inaczy- i trenowal boks), ale w domu zachowywal sie jak ciota. Mowil do mnie pe
            > r niuniu (wtf?!?!) i spelnial kazda moja zachcianke. Kazdy moj foch traktowal p
            > owaznie (mowie Wam, facet ideal:P), wskazywalam tylko palcem, a on sprzatal, zm
            > ywal i prasowal. Podczas tego zwiazku moje libido spadlo do -10 i mialam wrazen
            > ie, ze robie to z wlasnym bratem. Z czasem bylo tylko gorzej.

            Nadaje się do FAQ tego forum, niestety.
            • przepio Re: Ideał a libido -10 22.11.10, 00:45
              Odeszłam kiedyś od ideału do niegrzecznego chłopca, sama twierdząc,że ideał był za dobry dla mnie.Po paru latach stwierdziłam jednak,że niegrzeczny chłopiec jest absolutnie nie dla mnie i znalazłam drugi ideał. Nie umierałam nigdy z pożądania, ale kochałam męża bardzo i nie miałam dylematów czy przez brak pożądania z mojej strony możemy się rozstać. Jakoś się dopasowaliśmy-zawsze potrafiłam się "rozkręcić" w trakcie seksu, za to teraz- jesteśmy 21 lat razem- mam wrażenie,że wraz z wiekiem coraz bardziej mi zależy na kochaniu się z nim i wynagradzam mu chyba wszystko z nawiązką.. I stawiając pożądanie z miłością w konkursie wybiorę miłość.
              • urquhart Re: Ideał a libido -10 22.11.10, 07:47
                przepio napisała:
                > Jakoś się dopasowaliśmy-zawsze potrafiłam s
                > ię "rozkręcić" w trakcie seksu, za to teraz- jesteśmy 21 lat razem

                "Dopasowaliśmy" w tym kontekście sugeruje że on przestał naciskać i zredukował swoje potrzeby, jak to przystało na grzecznego chłopca.

                > I stawiając pożądanie z miłością w konkursie wybiorę miłość.

                Ciekawe co by powiedział grzeczny chłopiec który ani pożądania ani wyboru nie ma? :)
            • ditchdoc Re: Ideał a libido -10 06.12.10, 01:09
              urquhart napisał:

              > Nadaje się do FAQ tego forum, niestety.

              zgadza sie ;)
    • atak_kobry Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 23.11.10, 19:45
      najmij typów, niech mu zrobią szramę na mordzie
      kup mu sterydy i wyślij na miesiąc na siłownie
      wytatuuj na klacie wielkiego kutasa
      powiedz żeby cię zerżnął jak sukę
    • znj2 Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 26.11.10, 16:19
      Skoro upłynęło 7 lat, to według mojej oceny ślub jest bezsensu. Po zawarciu związku, w niedługim czasie weźmiecie rozwód.
    • magumagu Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 26.11.10, 23:18
      Po pierwsze - to co opisałaś to dokładny opis mojego związku z kuzynem. Tylko, że nam nigdy nie wpadło do głowy, żeby iść do łóżka. Błeeee! Ale mieszkało by się nam razem świetnie!
      Po drugie - czy myślisz, że koleś nie czuje, że coś jest nie tak? Niestety, biologia nami żądzi, nie da się jej oszukać, nawet przez rozsądek. No, chyba, że stawiasz na rozum - po 30 latach małżeńswa, dzieciach, kredytach, zdradach, kryzysach, Twoje rozterki będą bez znaczenia.
    • dignen Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 15.12.10, 23:22
      Olej to.
      Jeśli piszesz, że nie chcesz go rzucić i jest ci z nim dobrze to nie ma sensu sie zamartwiac.
      U mnie w poprzednim związku seks był super ale TYLKO seks. Facet nawet mi jajecznicy nigdy nie zrobił ani śmieci nie wyrzucił.
    • mgla_jedwabna Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 16.12.10, 00:41
      Nie wiem, czy jestem uprawniona do udzielania rad, bo mam problem nader podobny do twojego i nie bardzo sobie z nim radzę. Ale może coś ci się przyda:

      Piszesz: "Po udanym seksie, jeszcze zakręcona...", a za chwilę "Ja tłumacze mu, że to nie prawda, że mnie pociaga, ale chyba oszukuję nas oboje...". Wytłumacz proszę nam i sobie ten paradoks: facet cię nie pociąga, a jednak seks jest/bywa udany. To jak?

      Czy z seksem zawsze było tak, jak teraz, czy ostatnio się tak porobiło? Jeśli ostatnio, to co się zmieniło?

      Jeśli chodzi o zmiany u faceta - zrób sobie listę rzeczy, które chcesz, żeby zmienił. Następnie podziel je na takie, o które możesz prosić i takie, o które lepiej nie prosić (bądź też są niemożliwe do realizacji). Np. siłownia dobrze mu zrobi, ale tatuaż może wyglądać idiotycznie na kimś, kto nie jest skłonny zrobić go sobie bez próśb narzeczonej.Efekt byłby odwrotny do zamierzonego.

      I oddziel sobie rzeczy, których chcesz od niego ze względu na seks od takich, które nie są z nim powiązane. Np. dlaczego chcesz, żeby zrobił prawo jazdy? Żeby cię odciążał w czasie podróży czy żeby zyskał nowy "męski" aspekt?

      (Żebym to ja w życiu była taka mądra... Robię facetowi awantury o rozmaite sprawy, które on owszem, zawala, ale nie wurzałoby mnie to nawet w połowie tak bardzo, gdyby nie było przejawem tego samego braku męskiej energii, co w łóżku. A chłop nie bardzo rozumie, dlaczego ja się tak drę, że znowu mu się nie chce czegoś tam.)

      Zadbać o swoją tzw. kobiecość zawsze można i ogólny nastrój się od tego poprawia, ale sprawy łóżkowe jako takie - ani tyci. Damskie zakupy itp. pomagają w kwestiach łóżkowych wyłącznie kobietom, które nie czują się pożądane przez partnera, czują się przez to gorszymi kobietami, więc wspierają swoją kobiecość na innych polach. Ty nie czujesz się porzuconym łachmanem, więc "odłachmanienie" nie jest konieczne.

      A w ogóle to pewnie tak jak ja, masz poczucie "rybki albo akwarium" - albo fajny seks albo fajna cała reszta. A ta cała reszta jest naprawdę nie do pogardzenia (dobry charakter, poczucie humoru, podejście do organizacjiżycia np. obowiązków domowych itd.). Do tego choćby nawet się zjawił książę na białym koniu, dzierżący rybki w akwarium, to przecież obecnego partnera nie pogonisz, bo go zwyczajnie kochasz i nie chcesz go skrzywdzić.

      Pat jak nic. Bo nawet nie można facetowi powiedzieć, co robi nie tak, bo to kwestia budowy fizycznej i ogólnego typu, a nie sposobu postępowania.

      Tymi dywagacjami chyba na wódkę nie zarobiłam, ale jeśli w twoim wątku (czyli dzięki tobie) wyjdą jakies sensowne odpowiedzi, to masz u mnie pół litra.
      • janznepomuka Re: Stawiam dobrą wódkę za bezcenną radę:) 16.12.10, 11:28
        > Piszesz: "Po udanym seksie, jeszcze zakręcona...", a za chwilę "Ja tłumacze mu,
        > że to nie prawda, że mnie pociaga, ale chyba oszukuję nas oboje...". Wytłumacz
        > proszę nam i sobie ten paradoks: facet cię nie pociąga, a jednak seks jest/byw
        > a udany. To jak?

        Ty, a masturbowałaś się kiedyś, bo miałaś straszliwą chcicę? I co, często ta masturbacja była nieudana? No to masz odpowiedź.....

        > Czy z seksem zawsze było tak, jak teraz, czy ostatnio się tak porobiło? Jeśli o
        > statnio, to co się zmieniło?

        To napisano, a właściwie NIE napisano, tu sto razy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka