kiwi_net
06.03.10, 18:35
Witam,
Nie bez powodu "polubiłam" akurat to forum:) Wiem, że można tutaj dostać naprwdę dobrą radę, więc:
Ja 27, On 28, razem ponad 6 lat, może 7 nie liczymy...Planujemy ślub, może nawet w tym roku, ale ostatnio nie sypiam dobrze, myślę, czy nie będziemy żałowałć tej decyzji...
Poznaliśmy się na studiach, on ma duszę (i zawód) artysty, potrafi być męski, ale ogólnie to delikatny, dobry człowiek. Nie jest to "cioty", czy "maminsynka", po prostu lubi się przytulać, udawać zwierzęta:P, jest prześmieszny swoją drogą. Mamy dziwne, ale podobne poczucie humoru. W domu, bardzo pomocny, jesteśmy podzieleni ja: piorę, sprzątam i odkurzam, On wynosi śmieci, robi zakupy, gotuje i zmywa. Jeśli chodzi o seks, On jest zawsze gotowy, napalony i nie rozumie zupełnie dlaczego ja nie jestem...
I dlaczego ja nie jestem? Hm...W łóżku może bardzo długo i zawsze o mnie doba, nigdy nie zdarza się tak, że jak on skończy, a ja nie wiem, co zrobić z ciałem:)Po udanym seksie, jeszcze zakręcona, zastanawiam się, dlaczego nie robimy tego codziennie (tylko, np. raz, dwa razy w miesiącu?). Zawsze to on inicjuje zbliżenia, czasem jest trochę "natrętny" ze swoimi spojrzeniami, ale mniejsza z tym. On mówi, że chodzi non stop sfrustrowany, że ma kompleksy, ponieważ mnie nie pociąga. Ja tłumacze mu, że to nie prawda, że mnie pociaga, ale chyba oszukuję nas oboje...
Zawsze kręcił mnie typ łobuza. Moi poprzedni faceci byli aspołeczni, wytatułowani, zakolczykowani, budzili wśród ludzi niezrozumienie i strach i na takich ZAWSZE miałam ochotę. Może wynika to z faktu, że wśród takich ludzi się wychowałam, że jestem typem chłopczycy, że do szczęścia nie potrzebuję kwiatów i biżuterii, a trochę adrenaliny...W pewnym momencie, na studiach stwierdziłam, że wystarczy takich facetów, że muszę sobie poukładac życie jak inni. Poznałam mojego obecengo narzeczonego, zakochałam się w nim i tak oto jesteśmy. Wszystko, oprócz seksu jest super, dogadujemy się, potrafimy się śmiac do utraty oddechu, oddalibyśmy za siebie wszystko. Na pewno nie odejdę, nie zdradzę go i wiem, że w tym momencie on też nie myśli o takich rzeczach. Ale boję sie przyszłości...
Poradźcie, jak myślicie, czy istnieje coś, co mogłoby sprawić, że on zacznie mnie pociągać fizycznie? Jest bardzo przystojny, ale taki drobny (z natury), normalny. Myślicie, że mam prawo namawiac go na siłownię, na kolczyki, na tatuaż? A jeśli to nie pomoże, a on zostanie z tą wątpliwą "pamiątką" do końca życia?
A może ja powinnam zadbać bardziej o siebie, żeby poczuć się kobietą? Nigdy jeszcze nie byłam u kosmetyczki, paznokcie miałam pomalowane raz w życiu...Jestem wysoka i szczupła, poletcjał więc jest, ale dbam właściwie tylko o bardzo krótkie włosy i o zęby, maluję się delikatnie. Nie mam ani jednych butów na obcasie.
Wykończę Was jak już tyle napisałam: przeszkadza mi bardzo, że tylko ja mam prawo jazdy i mu to nie przeszkadza, że zaper...m po kilkanaście godzin jak gdzieś wyjeżdżamy a on śpi z boku...taki to niemęskie.
Co do rzeczy wykluczonych:
1.Nie porzucę typa i nie będę szukała szczęścia w ramionach wytatuowanego gangstera.
2. Skok w bok równa się zakończeniu związku. Nie potrafiłabym mu spojrzec w oczy po czymś takim. Mam nadzieję, że On mi tez by nie potrafił.
Teraz wy...
Jak w temacie, dobra wódka za bezcenną radę, obiecuję. Przy czym każda bezcenna rada, to osobna flaszka:)