alicee1234
06.03.11, 21:15
Historia jakich wiele. Czuły mąż. Zawsze taki sam: czuły i pieszczotliwy. I mało pomysłowy. Seks zawsze taki sam, choć na początku często inicjowałam szybkie numerki (które uwielbiam) w jakichś przedziwnych miejscach. Potem dziecko, brak szybkich numerków, znudzenie.
Od 3 miesięcy mam kochanka. Wcześniej miałam przygodę, ale była to ogromna fascynacja i z seksem nie za wiele to miało wspólnego. Obecny związek jest i bardzo emocjonalny i bardzo seksualny. Był już seks przez telefon, dla mnie pierwsze takie doświadczenie. Zrobiło zresztą na mnie ogromne wrażenie. Był lodzik i zaawansowane pieszczoty. Umawiamy się na wspólną noc, ale ja przekładam datę już chyba po raz czwarty. Potrafi mówić o seksie w sposób
otwarty, "chcę cię zerżnąć", słyszę co drugi dzień. Nigdy nie słyszałam tego od męża, który o seksie nie potrafi za bardzo mówić, ani od żadnego wcześniejszego partnera. Nie wiedziałam, że słowa mogą na mnie tak podziałać. No i ta obietnica ostrego rżnięcia... Nie chcę przytulanek, czułości i miziania. Chcę ostrego seksu. Wiem, że z mężem nie mogę na taki seks liczyć. Nawet jeśli próbowałam wprowadzić ostrzejsze elementy do naszego współżycia, to
kończyło się tak, że mu opadał i słyszałam "nie jestem maszyną". Kocham męża, rozumiem jego typ seksualności, ale nie chcę rezygnować z czegoś, co teraz jest dla mnie bardzo ważne - z satysfakcji seksualnej, z odkrywania seksu jako przygody, jako czegoś niespodziewanego, z seksu jako spotkania z kimś, kto jest silniejszy niż ja i chce mnie zerżnąć. Mój kochanek chyba wie, że chcę czegoś ostrzejszego. Przedstawiam się zresztą na zewnątrz jako silna, dominująca kobieta. W łóżku chyba jednak już (!) nie potrafię taka być. Zbyt wiele razy zostałam odrzucona, kiedy przejawiałam inicjatywę, zmieniałam pozycje, próbowałam coś zmienić, itp. Boję się, że z kochankiem sytuacja będzie taka sama. Pewnie dlatego odkładam "to" w bliżej nieokreśloną przyszłość.
Zastanawiam się, czy ta potrzeba bycia zdominowaną w łóżku, którą mam od zawsze, jest typowa dla kobiet. Z wiekiem staję się coraz bardziej pewna siebie i to już zupełnie odstręcza męża (nie jest typem pantoflarza, realizuje się zawodowo, zarabia dużo więcej niż ja, choć moje zarobki są wysokie). Ostatnio nazwał mnie babochłopem, stąd ten post. To chyba normalne, że silna kobieta chce w łóżku spotkać jeszcze silniejszego mężczyznę. Czy się mylę? Czy mam zrezygnować z przejawiania swojej siły i udawać grzeczną pensjonarkę w łóżku, żeby przypadkiem nie dać odczuć swojemu mężowi, że jest słabszy? Tak naprawdę nie jest słabszy, ale moją siłę odbiera jako zagrożenie.
Problem może się wydawać wydumany, ale ja naprawdę zastanawiam się teraz, czy w międzyczasie nie stałam się babochłopem, któremu zaraz wyrosną wąsy.