yellow_papillon
29.04.18, 19:23
Nie sądziłam, że będę kiedyś zakładać taki wątek, ale cóż. Do rzeczy. 2.5 msc temu poznałam faceta. On 36 lat, ja 30. Dobrze wygląda, dużo pracuje, ma własny biznes, któremu poświęca dużo energii, jest mocno ekstrawertyczny - dobra gadka, poczucie humoru, taki trochę hop do przodu. Od pierwszego spotkania było wiadomo, że mamy na siebie ochotę. Pierwszy raz mi się tak zdarzyło, żeby dać sobie na luz.
No i teraz jest tak. Spotykamy się raz w tygodniu, spotkania inicjujemy 50/50. Nie jestem bluszczem, inwestuję tyle, ile się inwestuje we mnie. Pomiędzy jakiś kontakt via sms, ale bez elaboratow jak w gimnazjum. Pocałunki i pieszczoty zaczęły się na 3 randce, seks był po 4 spotkaniu.
I tyle, seksu nie ma.
Dalej się spotykamy. Zostały pocałunki. Zdarzają się spotkania, gdy pocałunki inicjowane są tylko przeze mnie. Same spotkania są OK, spacery, festyny, wystawy, knajpy, tańce, etc. Nie daje się zaprosić do mnie, podwozi pod blok i tyle, bo praca na wieczór. Zdarzały się randki, kiedy wygladałam jak milion dolarów, a on mnie nawet palcem nie dotknął. Próbowałam mu się wbić z powrotem do mieszkania, ale bez efektu, zawsze kończy się na mieście. Przyznam, że odczuwam niepokój. Nie mam dużego doświadczenia, nie umiem gadać o swoich potrzebach i nie wsadzę mu ręki w majtki, pytając o co mu właściwie chodzi. Mam za soba dwa paromiesieczne związki, gdzie czułam się pożądana i jeden, też krótki, w którym seksu w ogóle nie było, więc się pożegnaliśmy, bo dla mnie było to okropne doświadczenie, jakbym była przezroczysta.
I teraz nie wiem, co robić, czuję się jak ostatnio.
On wie, że chciałabym częstszych spotkań, ja z kolei wiem, że na razie ma do końca msca do zamknięcia duży projekt i urwanie głowy, więc nie cisnę. Z niczym. Niemniej więź się nie buduje bez spotkań. I nie buduje się bez seksu. Od czasu do czasu złapie mnie za udo albo klepnie w tyłek. Niby mówi, że jestem dla niego atrakcyjna, tylko że nic z tym nie robi. Jak próbuję się do niego przytulić i zaczynam go całować, to mówi, że jesteśmy w miejscu publicznym i on co on zrobi ze wzwodem?!
Przyjaciółka mi wmawia, że zapracowany. I że może chce mnie poznać poza łóżkiem. Ew. że nie chce mnie do siebie przywiązać seksem. A ja nie wiem, zaczyna mi się to wydawać dziwne. Niestety nie jestem tak ekstrawertyczna i mam problem z zapytaniem wprost. Subtelne aluzje nie zdają egzaminu.
W poprzedniej relacji próbowałam inicjować i rozmawiać, ale facet, który za mną biegał, najpierw potrzebował czasu żeby określić, co to za relacja, potem był zmęczony, potem zestresowany, a na końcu się okazało, że właściwie, to od czasu do czasu możemy się pobzykać, jak ON będzie miał ochotę.
Aktualnego pytałam, czy z kimś się jeszcze spotyka. Zaprzeczył, zapytał mnie o to samo. Ma za sobą trzy kilkuletnie związki, mieszka sam. Wytwarza wokół siebie aurę zapracowanego i zabieganego. Spotkań nie odwołuje, jak milczę dzień, dwa - pisze. Nie wiem, czy to materiał na cokolwiek, trudno mi na razie ocenić, za mało się znamy. Niemniej jednak - czy przesadzam? Generuję problem? Za bardzo się śpieszę? Chcę...za dużo?