marcjanna26
14.01.24, 21:46
Cześć! Jestem tuż przed 30. W związku od 8 lat.To mój pierwszy partner, nie uprawiałam seksu z nikim innym. W tej chwili jestem w takim momencie, że nawet nie wiem, jak miałabym się do tego zabrać. Jak w ogóle miałabym uprawiać znowu seks. Nie uprawiamy seksu od 8 miesięcy. Ja chcę, mam chęci. Mówię o tym, przymilam się. Niemniej to nic nie daje. Udaje, że nie widzi. Olewa. Albo jeszcze opieprzy, że mu wchodzę pod nogi.
Ktoś może powiedzieć "załóż seksowną bieliznę i do dzieła". Nie, nie zrobię tego. Powiedziałam sobie, że nie. Wiele lat czekałam w seksownej bieliźnie, stroiłam się, zakładałam pończochy. A potem słyszałam odmowę albo wręcz czułam się jak natręt. Przysięgłam sobie, że więcej nie będę się tak poniżać. Oczywiście, gdybym zobaczyła chęci z jego strony, to co innego. Ale dopóki on siedzi i gra przed komputerem, to ja nie mam zamiaru się wić po podłodze w koronkach. Po prostu nie. Dosyć. Tylko on nie inicjuje zbliżeń. Wiele bym dała, żeby chociaż mnie złapał za nogę przy oglądaniu filmu. Zrobił cokolwiek. Dlaczego ja tego nie robię? Bo ja już po prostu nie mam siły. Czuję się poniżona i zdeptana tym, że miałabym coś inicjować i znowu usłyszeć "nie mam ochoty" albo zostać zlana. Już wolę nie robić nic. Może to głupie, ale co mogę zrobić?
Nie mam problemów z wyglądem. On wiele razy mówił, że mu się podobam (ale już w to wątpię). Zawsze miałam opinię ładnej. W pracy zawsze się podobałam, na studiach zawsze się podobałam. Miałam milion sytuacji, gdy faceci ze mną flirtowali, zwracali na mnie uwagę. Mam duże piersi, szczupłą figurę, ładną buzię. Tak o sobie myślę, kiedy jestem poza domem. Albo kiedy jestem sama ze sobą. Ale kiedy znoszę odrzucenie, to zaczynam myśleć, że jestem nieatrakcyjna. Nie jestem dość dobra. Pogrążałam się w kompleksach już wiele razy. Ale teraz już o tym nie myślę. Miałam taką sytuację, że na spotkaniu w pracy z kontrahentami bardzo przystawiał się do mnie jeden facet. Przystojny, wygadany. To śmieszne, ale miałam wtedy ochotę się popłakać. Widząc, jak obcy mężczyzna potrafi na mnie patrzeć, jak mnie "obsługiwać" (podawać drinka, trzymać płaszcz), żeby mnie poderwać. Mój NIGDY tak nie robił. Dodam, że nie doszło do żadnej zdrady ani nawet nie byłam zainteresowana. Po prostu miałam takie przemyślenia wtedy, normalnie wróciłam do domu i tylko rozmawialiśmy w dużym gronie.
Mój parter mi mówi, że ja niczego nie rozumiem i mi się wydaje, że jak jestem ładna i seksowna, to on powinien mieć ochotę. Zarzuca mi, że nie rozumiem, że może mieć ciężki dzień, może miedzy nami nie być coś ok. Rozumiem. Tylko między nami nie jest ok, bo właśnie nie ma bliskości! Poza tym, szczerze mówiąc TAK. Uważam, że jak mu się podobam, to przez 8 cholernych miesięcy powinien mieć choć raz ochotę.
No i tak funkcjonujemy, moi drodzy. Kiedyś seks był co miesiąc albo co dwa. Czasem był częściej. A teraz to już w ogóle pewnie raz na rok albo wcale. Jak już był, to trwał krótko. Miał przedwczesny wytrysk. Zresztą, nie dziwi mnie to, jak seks uprawialiśmy zawsze rzadko. On uważa, że seksu nie ma, bo się nie dogadujemy. Ja uważam, że się nie dogadujemy, bo nie ma seksu. I tyle w temacie.