jagienka82
27.04.05, 11:22
Jesteśmy małżeństwem z małym stażem i jeszcze mniejszym dzieckiem. Duże są
tylko problemy. Mąż nigdy nie był typem romantyka, ale w naszym związku nie
brakowało ani seksu, ani czułości. Zaczęlo się do tego, że kochaliśmy się
tylko z "mojej inicjatywy", niby nic, ale w końcu czułam się, jakbym go do
tego zmuszała. Spróbowałam wziąźć go na przetrzymanie- nie kochaliśmy się 4
miesiące, to ja nie wytrzymałam. Teraz zobojętniałam na to wszystko, mam
ochotę na seks, ale czuję jakby on mnie już nie pociągał. Obok mnie leży obcy
facet. A jeśli już się kochamy raz na kilka miesięcy, to samo zbliżenie trwa
nie więcej niż minutę, o grze wstępnej nie wspominając. Już od ponad roku
mnie nie dotknął, nie pocałował, nie objął. Przyznam, że po takim czasie, ja
też już tego nie robię. Wcześniej, jeśli podchodziłam do niego i się
przytulałam, albo chciałam go pocałować, to mnie odpychał("Odbiło ci?!"),
albo szybko się wykręcał("No to ja idę posprzątać garaż"etc). Staliśmy się
kompletnie obcymi ludźmi. Do tego dochodzą domowe awantury o drobiazgi, on
jest strasznym pedantem, a mnie jest trudno utrzymać w domu porządek
na"błysk" przy 1,5 rocznym dziecku, zwłaszcza że pracuję. Mąż nie zajmuje się
już naszym synkiem, chociaż wcześniej bardzo chętnie to robił, nie daje mi
też pieniędzy na życie,chociaż pracuje, utrzymujemy się z mojej(niewielkiej)
pensji. Ja nie byłam od porodu u ginekologa, bo mnie nie stać, a mąż wydaje
wszystkie swoje pieniądze na motory.
Nie wiem, co robić. Rozmowy już próbowałam, jeśli za bardzo go "naciskałam",
żeby ze mną o nas porozmawiał, to albo w ogóle się nie odzywał, albo
wychodził z domu i tyle. Chciałam iść do specjalisty-to samo.
Gdyby nie to, że mamy syna, już dawno bym go zostawiła. Ale mając dziecko
próbuje się ratować związek za wszelką cenę.