awork 21.09.05, 14:12 ...ma mnie dosyć:( Powiedzcie-ile trzeba czasu by "odpocząć od siebie"?Rok,dwa...? Czy powroty się zdarzają? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
anula36 Re: Mój facet... 21.09.05, 14:20 ajaka masz gwarancje ze po roku od powrotu on znow nei bedzie mial dosc? Lepiej odejsc na dobre. Odpowiedz Link
tomek_abc Re: Mój facet... 21.09.05, 14:35 dla pewnosci i bezpieczeństwa na ten rok wyślij go na bezludną wyspę Odpowiedz Link
anula36 Re: Mój facet... 21.09.05, 14:37 mysle ze lepiej nico chlodnego juz zabetonowac w garazu:P Odpowiedz Link
ankamk78 Re: Mój facet... 21.09.05, 14:47 Naprawde zywisz nadzieje na zwiazek z kims kto ma Cie dosyc? Nie gniewaj sie ale to niedorzeczne. Bycie razem opiera sie na obopolnej checi obydwojga partnerow. Skoro teraz pojawia sie zniechcenie, to co bedzie potem,nawet po jakies tam przerwie? Odpowiedz Link
matko74 Re: Mój facet... 21.09.05, 14:55 Więc jedynie, póki co, ja się wypowiem dając Ci szansę. Nie przywiązuj się do niej, bo nie znam Ciebie, ani Twego faceta. Nie wiem też dlaczego ma Ciebie dosyć i czy chce odejść do innej. Ja wierzę w powroty i wierzę, że miłość w nich może ponownie wskrzesić się mocnym ogniem. Wiele zależy od powodów rozstania, od tego czy uda Ci się, kiedy już nie będziecie razem, zmienić się w tę stronę, której być może on oczekiwał, ale nigdy nie powiedział, a jeśli określił, Ty zbagatelizowałaś, albo nie chciałaś się przemóc. Może znajdziesz sobie kogoś innego, a on poczuje przypływ zazdrości, który z czasem, ale konieczny jest czas, przerodzi się w ponowne odkrycie Ciebie....Jest cała masa możliwości i zdarzeń, ale w tym momencie zawsze skrzywdzisz tego kogoś trzeciego. No chyba że zostaniesz samą i będziesz krzywdzić samą siebie czekając (i oby wtedy aktywnie) na jego powrót. Odpowiedz Link
awork Re: Mój facet... 21.09.05, 15:30 Dzięki matko,reszcie również dziękuję... Więc jednak powroty czsem się zdarzają? Oczywiście będę żyć swoim życiem,ale może czasem warto spojrzeć w jego stronę? Odpowiedz Link
happysmutasek Re: Mój facet... 21.09.05, 20:01 Tzn. że on wyszedł z tą propozycją abyście od siebie odpoczęli? Pamiętam jak kiedyś też tak mi się wydawało... Coś tam się między nami nie kleiło.Zacząłem myśleć o rozstaniu.Wiem, że główną przyczyną tych myśli było moje osobiste poczucie, że nie jestem odpowiednim facetem dla mojej Połówki, a które wynikało pośrednio z Jej zachowania.Czułem, że nie jestem taki jakim ona by chciała abym był.Moja połówka jest bardzo bezpośrednia (chyba jak większość kobiet nawiasem mówiąc), ale niestety ta Jej bezpośredniość często bardzo mnie dotykała. Potrafiła mnie poniżyć w obecności moich przyjaciół i znajomych choć robiła to nieświadomie.Kwestionowała moje kompetencje i możliwości i bez przerwy porównywała jak nie z jednym to z drugim facetem pod każdym względem.Nie mówię o sexie ale o przyziemnych sprawach.I jeszcze te gadki w stylu "gdybyśmy się rozstali kiedyś to chciałabym żebyśmy byli przyjaciółmi...".Po pewnym czasie czułem się jak śmieć.Zupełnie jakby założyła okulary przez które widzi mnie wyłącznie w negatywnym świetle a innych w jak najbardziej różowych barwach.Dodam przy tym, że charakter mam raczej łagodny ( a w zasadzie miałem, bo te kilka lat naszego pożycia zmieniło mnie na bardziej nerwowego człowieka :)) więc raczej nie robiłem Jej z tego powodu wyrzutów żeby nie jątrzyć jeszcze bardziej sytuacji. W każdym razie po pewnym czasie naprawdę zacząłem o sobie myśleć jak o kimś kto jest niewiele wart.Ponadto wydawało mi się że Ona mnie jednak nie kocha. W końcu zdobyłem ją, a raczej przyzwyczaiłem do siebie, po bardzo długim okresie czasu podczas którego cierpiałem męki a których finał był dla mnie bardzo traumatyczny (nie wiem, ja chyba jakiś neurotyczny jestem :))Wracając do wątku to cała ta sytuacja doprowadzała mnie do ogromnych frustracji i powoli zacząłem dostrzegać realność naszego rozstania.Myślałem, że tak będzie dobrze dla nas obojga.Czemu Ona musi się męczyć z takim facetem jak ja skoro może znaleźć sobie kogoś, kto będzie Jej odpowiadał.No i ten ciągły stres i poczucie winy że nie potrafię Jej sprostać...Po co to nam było? Wydawało mi się również, że w miarę lekko to zniesiemy skoro tak się męczymy ze sobą.Prawda jednak okazała się inna.Gdy tylko padły słowa o rozstaniu poczułem sie strasznie, Ona zresztą też.To był dla mnie bardzo długi weekend bez Niej i.... na tym weekendzie się skończyło! Wróciliśmy do siebie tak szybko jak się rozstaliśmy.Nie doceniliśmy chyba uczucia jakie między nami było, a które jednak wygrało.Od tego czasu było już znacznie lepiej.Zauważyłem że moja kochana Żonka postanowiła zmienić swój stosunek do mnie.Jesteśmy już jakiś czas ze sobą i jest bardzo dobrze.Bardzo Ją kocham.Jednak moje zdanie o kobietach bardzo się zmieniło przez te lata i to raczej na gorsze (oczywiście z mojego punktu widzenia).Potwierdzają je również posty na tym forum.Wydaje mi się że kobiety kierują się jednak bardziej egoizmem niż mężczyźni.Przykład: posty typu "chce mi się a jemu nie-myślę o kochanku".Jak słusznie jeden z panów to zauwazył pojawia się zaraz wiele rad typu "zrób to dyskretnie,przecież masz swoje potrzeby".Denerwują mnie one bo np. na początku naszego związku to ja musiałem wykazać się wyrozumiałością gdy mogłem się kochać kilka razy dziennie a Ona nie chciała.Ponieważ kocham moją Żonkę zdrada nigdy nie wchodziła w rachubę więc musiałem zaspokajać swoje potrzeby w inny sposób (ku zgrozie niektórych forumowiczek).Chyba każdy tutaj wie, kiedy przypada szczyt możliwości sexualnych mężczyzny a kiedy największą radość z sexu czerpią kobiety.Pytam więc czy opierając się na tej wiedzy oraz Waszych radach drogie zdradzające forumowiczki, my, młodzi mężczyźni powinniśmy również szukać sobie tylu kochanek ile dusza zapragnie a ciału wystarczy?Czy też powinniśmy korzystać z życia bo jak to jedna z pań napisała "zegar tyka"? Mam nadzieję że w przyszłości nie okażę się głupcem który sam wystrychnął się na dudka i teraz tego żałuję i ew. szuka pocieszenia u młodych , mniej wymagających sexu partnerek.Czego i wam panowie życzę. PS.Wyszedł mi z tego niezły misz-masz, ale co tam.Leżało mi na wątrobie to zrzuciłem ;) Odpowiedz Link
awork Re: Mój facet... 21.09.05, 20:14 Myślę,że moje zachowanie przypomina zachowanie Twojej żony:(Dlaczego tak go ranię?Nie wiem.Dużo narzekam,nic mi się nie podoba...Kto by to wytrzymal? Echhhh.... Odpowiedz Link
ewolwenta Re: Mój facet... 21.09.05, 21:48 Nie rozumiem czemu całe zło przepisujesz kobietom? Czy mężczyźni nie mają dyskretnych kochanek? Wcale taki obraz kobiety nie wynika z tego forum. Ty patrzysz przez pryzmat własnych złych doświadczeń. Jeżeli wydaje Ci się, że to płeć piękna gównie doprawia rogi to weź pod uwagę, że kobiety są może bardziej wylewne (może więcej wypowiedzi na forum) ale statystyki podobno są na „korzyść” mężczyzn. Odpowiedz Link
raqu46 Re:ależ 22.09.05, 11:44 jego doswaidczenia w cale nie są złe. one poprostu są. i jak mi sie wydaje raczej to jest norma, opisywana w literaturze, ze potrzeby kobiet rosna z wiekiem a facetow maleją. w ameryce prawo do orgazmu jest utrwalona normą społeczną. a jakoś nie jestem przekonany ze to jest podejście prawidłowe. wojna płci jest nie do wygrania. Odpowiedz Link
ewolwenta Re:ależ 22.09.05, 11:47 Tylko po co ta wojna? współpraca byłaby bardziej owocna :) Odpowiedz Link
raqu46 Re:ależ 22.09.05, 11:49 sorki z tę wojnę. ale do współpracy dojrzewa sie na emeryturze. Odpowiedz Link
ewolwenta Re:ależ 22.09.05, 11:51 tyle, że czasem biologia już wtedy staje sie stroną :( Odpowiedz Link
raqu46 Re:ależ 22.09.05, 11:53 biologia właśnie wtedy jest neutralna i łatwiej sie dogadać. potrzeby staja się wspólne. na marginesie, nie dostrzegasz jałowosci tych dyskusji? Odpowiedz Link
raqu46 Re:ależ 22.09.05, 12:05 >:O nie chodzi mi na naszą, ale o jałowość dyskusji na forum w ogóle? Odpowiedz Link
ewolwenta Re:ależ 22.09.05, 12:08 Czemu tak sadzisz? Mnie się zdaje, że jednak jakiś sens to ma. Jedni chcą się wypłakać, inni zebrać myśli, jeszcze inni szukają rozwiązań (do których i tak sami musza dojąć). Temat jest trudny. Raczej nie podejmuje się go z bratem albo kumplem z pracy. Wiec gdzie? Odpowiedz Link
raqu46 Re:ależ 22.09.05, 12:13 tak to się zaczyna. wypowiedź, złudne uczucie zrozumienia, kilka wypowiedzi belebleble. życie każdego z nas jest tak niepowtarzalne, nieprzekazywalne i tak utopione w jakies tam swoje racje, ze zrozumienie jest nieosiagalne. jezeli nie mozemy sie dogadać z drgim człowiekiem w realu to jaka jest szansa na dogadanie sie z kimkowiek na forum? więc bleblemy to tu to tam i odchodzimy z zalem od komputera, bo go sie do łóżka zabrać nie da. pozdrowienia. :* Odpowiedz Link
malinka83 Re: Mój facet... 22.09.05, 15:23 Ja też jakiś czas temu miałam dość swojego faceta. Doprowadzal mnie do szału, irytowal mnie. W końcu rozstaliśmy sie, bo nie mogłam go znieść. Przerwa trwala pół roku. Teraz jesteśmy razem, jest rewelacyjnie, jakbym pokochała Go na nowo. Zależy mi na nim, tęsknię jak nie widzimy się kilka godzin...Wydaje mi sie, że powrót byl spowodowany zazdrością, którą celowo bądź "niechcący" wzbudzał we mnie podczas rozstania.Powroty są możliwe, ale nie można sie narzucać drugiej osobie, tylko dać jej czas do zastanowienia nad sobą i swoim życiem, nad tym, co tak naprawdę jest najważniejsze, no i oczywiście delikatnie wzbudzać zazdrość;) Odpowiedz Link