dixia Co jest "trendy" a co "passe"? 13.06.06, 10:20 No właśnie co według Was rypki kochane ma teraz wzięcie na rynku? Czy rzeczywiście małżeństwa są "passe"? Czy dobry związek tylko z jednym partnerem to archaizm jak napisał Petar? Czy passe jest posiadanie dzieci? ______________________________ Co jest więc trendy? Homikowanie? Znam parę osób, które zaczęły praktykowac odmienność właśnie przez modę! No nie wiem jak może być modna zmiana orientacji albo przynajmniej jej rozszerzenie... Związki dinksów? (DINKS - double income no kids) Japiszony? Groupies? Związki wolne lub artystyczne? Zdrady? A może jednak swingowanie jest trendy? ______________________________ Zapraszam do dyskusji bo coś "walenie" przeżywają ostatnio kryzys... ;o))) Odpowiedz Link
dixia Co jest "trendy" a co "passe"? ZDRADA!!! 14.06.06, 10:55 Zdrada jest modna!! Stwierdzam to z całą stanowczością!!! Jest potrzebna w każdym związku choć tego nie powiemy głośno, nie przyznamy się itd. A czy my sami jesteśmy bez winy? Czy przenigdy nie zdażyła nam się chwilka zapomnienia? Hę? Po za tym zobaczcie tematy na forum - zdradza mnie mąż... zdradziła żona... Tłumaczenie zdrady, ze winę ponosi w równym stopniu zdradzany... Jest modna - ponieważ daje związkom powiew świeżości, pozwala się wyluzować, zapomnieć o troskach itd! Czy ktoś dołączy do dyskusji - czy też znów moje przemyślenia pozostaną na poziomie bloga dadaisty? ;o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Co jest "trendy" a co "passe"? ZDRADA!!! 14.06.06, 11:04 to mozeminimy nazw forum z "brak seksu w malzenstwie " na "zdrada w malzenstwie" i beda mogli sie wpisywac ci ktorzy jeszcze nie zdradzili, w ten sposob zgromadzimy tu "elyte" poza tym ...gdyby nie bylo malzenstwa toby nie bylo pojecia zdrady - zatem nie ma sensu tego oddzielac..:)) Odpowiedz Link
dixia Re: Co jest "trendy" a co "passe"? ZDRADA!!! 14.06.06, 11:18 Pojęcie byłoby... Z ojczyną się nie bzykam - ale zdradzić ją mogę... ;o))) Odpowiedz Link
kici10 Re: Co jest "trendy" a co "passe"? ZDRADA!!! 19.06.06, 09:42 Zdradę przyrównałabym do wykolejenia pociągu, który sobie jechał po wybranych torach. Jak podczas każdej kraksy może polec kochanek, kochanka, mąż, żona lub wszyscy. Pociąg można potem poskładać, wyklepać i postawić na inne tory. Ale pasażerowie będą już inni. Jacy? To zależy od pasażerów. W moim przypadku jest dużo lepiej niż było. Jak długo? Zobaczymy. Ja także się zmieniłam. Bardziej podoba mi się ta osoba, którą teraz jestem, a po którą kiedyś nie miałam odwagi sięgnąć. Carpe diem. Odpowiedz Link
dixia Świadomość zdrady... 14.06.06, 11:41 W jednym z wątków padło: ""Ona zrobila cos czego nie wolno było jej zrobic jako mojej zonie.I ciesze się ze nie mamy dzieci.Nie chciałbym żeby moje dzieci mialy taka matke". Z tych slow dla mnie wynika jedno: ja jestem panem i wladca i ja decyduje co ci wolno robic a co nie." Zapytanko: jak byście pogodzili się z myślą, że Wasza Mama - waliła w rogi Tatę? A Tata - łaził na dziwki? Czy wówczas też byście twierdzili jak aksamitka? Odpowiedz Link
aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:14 I po co ta jalowa dyskusja? Jestes pewny ze zadna matka ani ojciec nikogo z forumowiczow nie mieli nikogo na boku? Dla wyjasnienia - sa dzieci ktore wiedza co robil ich ojciec i wcale sie od niego nie odwracaja z tego powodu. Pogodzily sie z mysla - bo dla dzieci nastaly rowniez trudne czasy ujawniania zdrad malzenskich (nie to co w ubieglych pokoleniach kiedy wszyscy zdradzali a nikt o tym nie mowil). Dla dziecka najwazniejsze jest czy ten ojciec nie odejdzie do kochanki. Dziecko chce tylko miec rodzine. A kazda rodzina jest w pewien sposob nienormalna. Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:20 Nienormalna? W sumie tak - bo czymże jest norma w zwiąku? Indywidualna sprawa... Ale nie chciałbym wiedzieć, że moi rodzice zdradzali się wzajemnie - straciłbym przez to szacunek dla nich... Odpowiedz Link
aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:35 Czy w twojej moralnosci nie ma takich pojec jak: przepraszam, przebaczenie, zblądzilem/lam, czlowiek jest bardzo slaby, trzeba wysluchac racji drugiej strony, wielkodusznosc, szansa? Jesli ktos jest szczesliwy w zwiazku nie szuka poza nim. A jesli nie jest szczesliwy - to trzeba sobie uswiadomosc ze zwiazek to dwoje ludzi a nie jedno. Nie wiem nic o zdradach moich rodzicow ale po swoich doswiadczeniach (bylam zdradzana) mysle ze probowalabym zrozumiec, widocznie czegos im brakowalo. To nie moja sprawa. Dla mnie byli super rodzicami i sa nadal. Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:46 W mojej moralności jest bardzo wiele miejsca na przebaczenie... Ale nie ma miejsca na sklerozę... ______________________ Świadomość ułomności rodziców w kontekście zdrady spowodowałaby naruszenie i dobrego imienia jakim się cieszą w moich oczach. Tak trudno to zrozumieć, że skoro nie są idealni pod wieloma względami to w oczach ich dziecka powinni być chociaż pod tym właśnie? Po za tym jakiego rodzaju zasady mogliby mi wpoić (wiecznemu buntownikowi bez powodu) gdyby nie dawali sami przykładu? Inaczej - czy ja chcę być wzorem dla dziecka? Chcę! I dlatego staram sie unikac pewnych zachowań, które są nie do wytłumaczenia dla niego! Miłość to rezygnacja z siebie na rzecz drugiej osoby. Zdrada jest zaprzeczeniem tego!!! Odpowiedz Link
petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:56 > W mojej moralności jest bardzo wiele miejsca na przebaczenie... Ale nie ma > miejsca na sklerozę... Dixia, nie wystawiaj się bezpośrednio na słońce ;-) > Świadomość ułomności rodziców w kontekście zdrady spowodowałaby naruszenie i > dobrego imienia jakim się cieszą w moich oczach. Zapewne. Podobnie jak inne, nieznane Tobie ich grzeszki. >Tak trudno to zrozumieć, że > skoro nie są idealni pod wieloma względami to w oczach ich dziecka powinni być > chociaż pod tym właśnie? Dość trudno. > Po za tym jakiego rodzaju zasady mogliby mi wpoić > (wiecznemu buntownikowi bez powodu) gdyby nie dawali sami przykładu? Podążając tą logiką należy przyjąć, że rodzice aby dobrze wychować dzieci muszą być lepsi od nich (no bo nie wszystkie zasady da się wpoić). Każde następne pokolenie powinno być gorsze a moralność powinna się toczyć po równi pochyłej. No i jak to mżliwe, że Kmicic jest bohaterem wielu pokoleń młodzieży? > Miłość to rezygnacja z siebie na rzecz drugiej osoby. Dixia, możesz tak uważać ale to bzdura. Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:10 Ale nie ma miejsca na sklerozę... Dixia, nie wystawiaj się bezpośrednio na słońce... Wiem z doświadczenia własnego, że zdradę można wybaczyć ale nie sposób o niej zapomnieć. Tkwi ona w na niczym zadra i bardzo boli... Dlatego napisałem o sklerozie... __________________________ Zapewne. Podobnie jak inne, nieznane Tobie ich grzeszki. - no jak tak sobiepomyślę to możesz mieć rację. W 10%... Ponieważ owszem - nie wiedzą o moich grzeszkach (jak to subtelnie nazwałeś) natomiast moje grzechy - są im znane! I nie jestem przy tym ekshibicjonistą... __________________________ Dość trudno. - no niestety na to ja już nic nie poradzę... __________________________ Podążając tą logiką należy przyjąć, że rodzice aby dobrze wychować dzieci muszą być lepsi od nich (no bo nie wszystkie zasady da się wpoić). Każde następne pokolenie powinno być gorsze a moralność powinna się toczyć po równi pochyłej. No i jak to mżliwe, że Kmicic jest bohaterem wielu pokoleń młodzieży?... Tok rozumowania logicznie nawet do obrony - ale zdrowego rozsądku w nim za grosz... Może zaczniemy się zastanawiać czy talerz stoi czy leży? Będziemy mieli równie dobrą okazję by pochwalić się znajomością logiki, erudycją i lekkim piórem... tylko jaki jest tego sens? Czy chęć bycia dobrym rodzicem, ktory daje dobry przykład swoim postepowaniem, to rzecz godna wyśmiania? ____________________________ Miłość to rezygnacja z siebie na rzecz drugiej osoby. Dixia, możesz tak uważać ale to bzdura. :o))) No cóż... Pozwól, że pozostanę przy swoich poglądach. Zgodnych zresztą z nauką KK... Odpowiedz Link
petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:39 > Zapewne. Podobnie jak inne, nieznane Tobie ich grzeszki. - no jak tak >sobiepomyślę to możesz mieć rację. W 10%...Ponieważ owszem - nie wiedzą o moich > grzeszkach (jak to subtelnie nazwałeś) natomiast moje grzechy - są im znane! I > nie jestem przy tym ekshibicjonistą... Spowiadasz się przed dziećmi? > Tok rozumowania logicznie nawet do obrony - ale zdrowego rozsądku w nim za > grosz... Może zaczniemy się zastanawiać czy talerz stoi czy leży? Będziemy > mieli równie dobrą okazję by pochwalić się znajomością logiki, erudycją i > lekkim piórem... tylko jaki jest tego sens? > Czy chęć bycia dobrym rodzicem, ktory daje dobry przykład swoim postepowaniem, > to rzecz godna wyśmiania? Dixia, nie udawaj, że nie rozumiesz. Nie wyśmiewam chęci bycia dobrym rodzicem, wręcz przeciwnie. Wyśmiewam Twoją obsesję, mitologizowanie i absolutyzację zdrady. > Miłość to rezygnacja z siebie na rzecz drugiej osoby. Dixia, możesz tak uważać > ale to bzdura. > :o))) No cóż... Pozwól, że pozostanę przy swoich poglądach. Zgodnych zresztą z > nauką KK... Że co? Rezygnacja z siebie to absurd z punktu widzenia psychologii i religii. Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:00 Nie spowiadam się przed dziećmi... Zresztą sa na to za małe. Uważam jedynie, że każde świństwo wyjdzie na jaw wczesniej czy później... Wiem nie przekonam nikogo. Osmiesze się. Nicto! Nie mitologizuję zdrady!!! Staję tylko w obozie przeciwnym to liberalnych poglądów nt zdrady. Uważam ja za maksymalne świństwo jakie można wyrządzić drugiej osobie! Dlatego bronię m4! Z tego też powodu uważam, iż ględzenie nt udziału osoby zdradzonej w zdradzie partnera to mydlenie oczu i wynajdywanie "okolicznosci łagodzących". Czemu nikt nie napisze - zdradziłem/łam i wstyd mi za siebie? Czemu tyle osób broni tych, którzy zdradzają? Nie potrafię zrozumieć co jest absuredem w moim przekonaniu. Czyż związek z inną osobą nie jest rezygnacją z siebie? Przeciez zamiast rozmawiać z żoną mogę pójść na piwo z kolesiami... Miłość to dar siebie na rzecz drugiej osoby. Rezygnacja ze swojego ego na rzecz właśnie tej ukochanej... Przykro mi, ze nie potrafisz tego zrozumieć... Odpowiedz Link
aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:05 dixia napisał: >Czyż związek z inn > ą > osobą nie jest rezygnacją z siebie? Przeciez zamiast rozmawiać z żoną mogę pójś > ć > na piwo z kolesiami... Miłość to dar siebie na rzecz drugiej osoby. Rezygnacja > ze swojego ego na rzecz właśnie tej ukochanej... Biedny jestes skoro musiales zrezygnowac z siebie i ze swojego ego. To okropne. Ciekawe jak dlugo bedziesz w stanie tkwic w takim wiezieniu? Nie, to wogole bzdura jakas z ta rezygnacja z siebie. Po prostu oburzajace. Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:09 Tak, tak... taki właśnie biedny żuczek jestem.... Odpowiedz Link
kici10 Re: Świadomość zdrady... 19.06.06, 10:13 Bzdury opowiadasz Aksamitko. Związek to ustawiczne kompromisy. Zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. A kompromis, to rezygnacja z części siebie. Nie z całości. Z czegoś rezygnujemy, po to by dostać coś dla nas ważniejszego. Odpowiedz Link
dixia Miłość jako rezygnacja z siebie dla kochanej osoby 14.06.06, 15:24 W naszej wzajemnej miłości jesteśmy wezwani do takiej samej postawy względem siebie: do oddania się sobie i szukania wypełniania swoich wzajemnych pragnień. Rezygnacja z własnej woli i upodobań, by poddać je woli i upodobaniom kochanej osoby, wyraża prawdziwą miłość i przyjaźń. Poszukaj Petarze!!! :o))) 72.14.221.104/search?q=cache:kMkrL94MVVcJ:www.mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-322.htm+mi%C5%82o%C5%9B%C4%87+rezygnacja+z+siebie&hl=pl&gl=pl&ct=clnk&cd=1&client=firefox-a Odpowiedz Link
aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:57 Widzisz, dla mnie rodzice SA idealni pod wieloma innymi wzgledami, a ich sprawy lozkowe nie sa tematem interesujacym dzieci. Kazdy chce dawac dobry przyklad. Moj maz tez chcial. Ale zawalil i to okropnie. Teraz sie rehabilituje, daje dzieciom tyle ile nie jeden "wierny" matce ich dzieci facet nawet nie jest sobie w stanie wyobrazic. Chce pod innymi wzgledami dazyc do idealu. Moze nawet zrezygnowal z siebie (swojego nowego zycia i szczescia) dla drugiej osoby, dla dzieci wlasnie (bo nie smie marzyc ze dla mnie jednak tez). W kazdym razie po tym co rodzice dla mnie zrobili, jakie zapewnili mi szczesliwe dziecinstwo,, nie jest dla mnie wazne czy sie zdradzali a ja zylam w nieswiadomosci. Gdybym sie teraz o czyms takim dowiedziala to i tak ich kocham i szanuje za wybory jakich dokonali: tworzyli rodzine. Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:12 No a dla mnie jest ważne :o))) Ważnym jest przykład. Zasady itd itp. Dlatego bardzo dobrze rozumiem m.4! Nie chciałbym gdyby ktoś powiedział moim dzieciom, że ich ojciec to dziwkarz a matka to latawica... Odpowiedz Link
aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:16 Czy swiat Twoich wartości naprawde kreci sie wokół d..y? Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:40 No tak... ten argument skutecznie mnie zniechęcił do dalszej dyskusji w tym temacie... Bez kszty poważania... Odpowiedz Link
petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:59 Uwaga Aksamitki celna. Dixia, zwykle zrównoważony, wyluzowany i żartobliwy, w temacie zdrady strasznie się stroszysz i radykalizujesz. Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:04 Mnie zaś niesamowicie bawi fakt, że zdrada ma tak wielu adwokatów... :o))) A uwaga wcale nie była celna. Bo jak skomentować ją skoro rozmawiamy o zdradzie a więc o akcie płciowym? Gdybyśmy pisali o dorożkach - to również byłaby celna? Odpowiedz Link
petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:34 > Mnie zaś niesamowicie bawi fakt, że zdrada ma tak wielu adwokatów... :o))) Spór nie dotyczy akceptacji czy obrony zdrady. Sam czyn jest negatywny, nie ma rozbieżności. Natomiast co innego z oceną osób, motywacji, okoliczności, życia po zdradzie. Dla Ciebie to jakoś zadziwiająco proste. >A uwaga wcale nie była celna. Bo jak skomentować ją skoro rozmawiamy o zdradzie >a więc o akcie płciowym? Gdybyśmy pisali o dorożkach - to również byłaby celna? Dixia, to Ty wynosisz zdradę ponad inne "grzechy", jest traktowana wyjątkowo. To rzecz której byś nie wybaczył rodzicom czy partnerce. Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:52 Rzeczywiście zadziwiająco proste. Uważam, że nie ma sensu szukać niepotrzebnych wymówek! Zdradziłem kiedyś swoją dziewczynę bo inna mi się podobał. Żałowałem, było mi wstyd. konsekwencje poniosłem. Ale nie doszukuje się winy w mej ówczesnej partnerce. Zaraz dojdziemy do patologii i billboard'ów "bo zupa była za słona". Nie dorabiam teorii... Ot i wszystko. No niestety rzeczywiście rodzice lub żona - mają inne prawa. Dlatego zdradę bym napewno wybaczył - ale jej nie zapomniał. Percepcja tych w/w osób jest inna. I to jest powodem dla którego znacznie straciłyby w moich oczach. Chcę wierzyć w mój prywatny świat gdzie nie ma miejsca na zdradę! Czy to za dużo? Odpowiedz Link
petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 15:01 > Chcę wierzyć w mój prywatny świat gdzie nie ma miejsca na zdradę! Czy to za > dużo? W dyskusji na forum wykraczamy poza nasz prywatny świat, wypowiadając się formuujemy szersze opinie. Dlatego jeśli to dotyczy Twojego prywatnego świata to to wyłącznie Twoja sprawa. Tylko jedna uwaga. Taka postawa jest mało odporna. W przypadku nastąpienia zdarzenia które wykluczasz lub choćby podejrzenia, ten świat się zacznie walić i konsekwencje niewspółmierne do problemu. Odpowiedz Link
dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 15:12 Ale nasze dyskusje są prowadzone na gruncie naszych przekonań... No chyba, że nie a wtedy jedynie bawimy się słowem i mamy inny rodzaj rozrywki umysłowej. ___________________________ Zgadzam się z Twoja uwagą. Podjąłem ryzyko świadomie! Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 21:54 A ja powtórzę za chrześniakiem Elżbiety I (Tudor) " że zdrada nie popłaca taki dowód kładą, bo kiedy popłaca któż ją nazwie zdradą". Nie w dyskusji wprawdzie, ale w temacie. Odpowiedz Link
kici10 Re: Świadomość zdrady... 19.06.06, 10:20 Mnie zaś niesamowicie bawi fakt, że zdrada ma tak wielu adwokatów... :o))) I zadziwiające, że zwykle wśród tych, którzy się jej dopuścili. Odpowiedz Link
ewolwenta No DIXIA 14.06.06, 13:21 Czemu z tematycznym wątkiem wynieśliście się do waleni??? Odpowiedz Link
kawitator Re: No DIXIA 14.06.06, 15:46 Czemu z tematycznym wątkiem wynieśliście się do waleni??? Bowiem moga sobie spokojnie popisać Ci którzy ich czytają też nie muszą wyszukiwac postów wśród wielu innych - to o mnie. Odpowiedz Link
abdulian lato wszędzie & testosteron :) 17.06.06, 21:42 Hejka Walenie :) Dzisiaj popołudniu byłem w mieście (a przyjechałem na weekend do rodziców do miasteczka w tzw. Polsce C) i z racji obchodów "dni miasta" jest mnóstwo imprez itp. itd. Idę przez miasto i mnie skręca jak widzę dziesiątki roznegliżowanych, atrakcyjnych i młodych kobiet... Jestem wprawdzie amatorem wrażeń estetycznych, ale czasem skacze mi poziom testosteronu i odzywają się we mnie samcze instynkty. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja po prostu czasem wymiękam jak to wszystko widzę... A piszę to dlatego, że moja kobieta niestety (czasem na prawdę tego żałuję) nie należy do najszczuplejszych i najbardziej atrakcyjnych kobiet... Cóż, za to ma piękne wnętrze... Głupie nie? Odpowiedz Link
kawitator Re: lato wszędzie & testosteron :) 18.06.06, 00:44 Głupie nie? Nie mój znajomy ma powiedzenie Taka wiosna wokłł, takie dziewczyny a ja taki żonaty. uwalony jak stodoła, radosny ja skowronek przyturlany do domu przez pierwszą slubna Kawi Odpowiedz Link
dixia Re: lato wszędzie & testosteron :) 18.06.06, 08:11 A mi się najbardziej podoba wielka ilość "miniówek" na cmentarzach 1'go listopada. Kiedyś z bratem robiliśmy nawet zakłady. On zwykle wygrywał bo obstawiał, że na 1 cmentarzu będzie około 20-30 tak ubranych panienek. Ja zakładałem, że 5-10 :o))) ________________________________ Wo w/w trochę z boku od tematu ale w pobliżu ;o))) ________________________________ A my dziś obchodzimy 1 rocznicę ślubu kościelnego.... Jak ten czas szybko leci ;o))) Odpowiedz Link
dixia Re: lato wszędzie & testosteron :) 18.06.06, 08:49 A tak swoją drogą... To lepiej jest mieć "reprezentacyjny model żony" (ja mam taki np... niż taki mniej... Kawi - nie wybierasz się do Wawki na jakiś "returnik" - w temacie stodoły? ;o))) Odpowiedz Link
abdulian Re: lato wszędzie & testosteron :) 18.06.06, 10:10 Powiedzenie wpisuję na listę złotych myśli, bo jest po prostu genialne :) swoim klimatem troszkę frywolnym Sztaudyngerem zalatuje, ale to oczywiście dobrze :) Odpowiedz Link
dixia Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 08:07 Siemacie rypki! :o))) Jak tam kwitniw Wasza działalność w temacie "zdrada"? Czy posiłkujecie się nią gdy doskiwera BSwM? ;o)))) A jak humory przed pełnowymiarowym tygodniem pracy? Napewno wszyscy sa wypoczęci itd... :o))) A tymczasem sennie pozdrawia dixanik ;o))) Odpowiedz Link
abdulian Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 10:49 ziewanie jest zaraźliwe chociaż nikt tego naukowo nie udowodnił :) Czytałem to WILowe "aaaaaaaaaaaaa" i potężne ziewnięcie mało co mnie nie uśpiło :) a szkoda, chętnie bym sobie "komarka uciął" Odpowiedz Link
dixia Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 10:58 Nie no - komar w pracy to podstawa dobrego humoru ;o))) Mi się to wczoraj zdarzyło podczas kazania w kościele.... Odpowiedz Link
kawitator Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 11:44 Drzemka nic zdrożnego. Walczyć z obgarniającą cię sennością kiedy nie możesz nie powinieneś usnąć to jest trauma To kieruję do Abduliana bowiem zrozumienie u niego będę miał. Po całodziennej walce w zimie z opornym cielskiem i dzika przyrodą udałem się na koncert. Grali świetnie ale był to kwartet smyczkowy a nie jakaś symfonia gdzie to co chwila kotły czy blachy wyrywają cię z uśpienia. Ciepełko, wygodny fotel, zmęczenie wyłażące każdym porem. Co ja nie robiłem żeby nie usnąć i nie dać ciała donośnym chrapaniem Tragedia, trauma, Pamiętam do dzisiaj i na samo wspomnienie pot zimny mnie oblewa Odpowiedz Link
dixia Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 11:47 Ooooo taaaaak!!!! Znam to aż za nadto dobrze!!!! Ja bym zaczął chrapać w operze... Było to na pierwszej "prawdziwej i kulturalnej" randce z moją przyszłą żoną... Walka była wyrównana... Alem w końcu zmógł senność. W sumie warto było bo randka zakończyła się śniadaniem... ;o))) Odpowiedz Link
kawitator Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 12:11 I nagle pokazało się ze fakt niezaśnięcia na operze z pozoru błahy i nieistotny stanowił punkt zwrotny w życiu Dixi. Nie zasnął : Szczęśliwy maż i tatuś. Zasnął : Sfrustrowany samotnik dziwkarz i alkoholik i bym może strach pomyśleć gwałciciel . Jak widać fakt „nie zaśnięcia” zmienił jego życie na plus . Co prawda nie wiadomo co z żoną ? Dla niej było to równie szczęśliwe ? Może gdyby zasnął a ona zdegustowana takim zachowaniem kandydata na męża wybrała by innego miała by lepiej ? Odpowiedz Link
dixia Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 12:24 No może niekoniecznie fakt niezaśnięcia o tym zdecydował... :o))) A czy "dixiowa" miałaby przez to lepiej? Hmmmm.... Napewno inaczej... Może częściej a może rzadziej...? ;o)))) ____________________ Ale co by było gdybym się zawczasu szybko nie uwinął? No w tym pewnie Szanowny Kawitator ma rację... No może tylko gwałcicielem bym nie został... ;o))) Odpowiedz Link
kawitator Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 12:47 Ale co by było gdybym się zawczasu szybko nie uwinął? No w tym pewnie Szanowny > Kawitator ma rację... No może tylko gwałcicielem bym nie został... ;o))) Napoleon B. cesarz francuzów powiedział Pan Bóg stoi po stronie silniejsztych batalionów. Czyli wykorzystałeś okazję a zmarnowania okazji kobiety nie wybaczają howgh! Odpowiedz Link
dixia Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 12:59 Napoleon, Napoloenem... "A ile dywizji ma papież?" Tez ktos tak powiedział po czym cały jego system runął bez wystrzału i dywizji :o))) ________________________________ Co do okazji... Hmmm - teraz cieszę się, że nie wszystkie okazje wykorzystałem ;o))) Odpowiedz Link
abdulian Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 14:30 A ja po prostu zwijam manatki i zmykam do domu, bo szkoda mojego czasu tutaj :) na szczęście mam na tyle liberalnego bossa i na tyle fajną pracę, że nic się nie stanie, jak udam się do domu na popołudniowe chrapanie (rymy układam jak Mickiewicz Adam) Tym optymistycznym akcentem plus mega ziewnięciem żegnam i pozdrawiam serdecznie :) Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 21:53 Ja swoją wytestowałem na "Stworzeniu świata". Nie zasnęła. Potem długo też nie:)))). dixia napisał: > Ooooo taaaaak!!!! Znam to aż za nadto dobrze!!!! Ja bym zaczął chrapać w > operze... Było to na pierwszej "prawdziwej i kulturalnej" randce z moją przyszł > ą > żoną... Walka była wyrównana... Alem w końcu zmógł senność. W sumie warto było > bo randka zakończyła się śniadaniem... ;o))) Odpowiedz Link
dixia Re: Poniedziałek kolejny... 20.06.06, 08:36 A w naszym przypadku była to "Podróż do Reims". Mało ciekawe libretto, muzyka mocno średnia - ale na szczęście reżyseria była fajna :o))) Odpowiedz Link
dixia Wtorek... potworek :o))) 20.06.06, 08:52 I co tu zagaić? Brak pomysłów i pustka pod kopułką... Odpowiedz Link
dixia Ciekawa rzecz... 20.06.06, 10:13 wiadomosci.onet.pl/1341952,12,item.html Może zastosować to u nas? W dowolnej konfiguracji np wynajmować mężów? ________________________________ Swoją drogą - kłóci się to bardzo z poglądami wielu ludzi nt "wielkiej duchowości" orientu... No ale można się zachwycać przedsiębiorczością niektórych ludzi :o))) Odpowiedz Link
dixia Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 12:24 Napisałem o facetach... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=43816534&a=43886838 Chciałbym zaproponowac abyśmy napisali co nas drażni w kobietach. Zwłaszcza tych nowoczesnych, z partnerskich związków ;o))) wykształconych, dobrze zarabiających i... samotnych... Mnie drażni: - przekonanie, że wszystko można zrozumieć, omówić, szybko (tu i teraz) oraz bezboleśnie załatwić... Nieocenionym dowodem na to są posty zMagdy1 ;o))) - bezkrytyczne przyjmowanie tego co napiszą w pismach kobiecych... - życie ideałami i nagła konstatacja iz "turnus mija a ja niczyja"... :o))) - fenomen tej trzeciej, omawiany w wątku o artykule z "Polityki"... _______________ To tak na początek... Może ktoś włączy się do dyskusji? Po cichu liczę na W-i-L, Marcina73, Kawitatora, Petara, Misssaigon, Drobiazg, Annubis74 i innych :o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:09 bo nowoczesne kobiety sa generalnie za: - madre -wyksztalcone -ambitne -dobrze zarabiajace -wymagajace np w lozku -pewne siebie i swojej wartosci itd itp natomiast faceci sa za: -wygodni -leniwi zeby dorownywac albo co gorsza przewyzszac -egocentryczni zeby zniesc konkurencje np dziecka w zwiazku... wniosek: rozkwit klubow dla singli Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:12 :o))) A potem dziwić się, że np. jakiś fajny farmaceuta bierze sobie malowaną lalę, która potrafi tylko siedzieć i błyszczeć :o)))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:19 a to było w temacie jakim? Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:30 A tak mi się przypomniało w temacie wymagających kobiet i jednego mojego znajomego ;o)))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:34 sa tacy co lubia skrajnosci...ponadto rzadko ktory mezczyzna jest w stanie zaakceptowac madrzejsza parnerke..za to jak sie znjdzie tlumoczka to mozna blyszczec ze hej... Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:29 Starzy i mądrzy ludzie mawiają, że mądra kobieta to taka, co nie da poznać po sobie, iż jest mądrzejsza od swojego faceta... ;o))) ________________________ A wracając do głównego nurtu czyli biadolenia nt nowoczesnych kobiet to dodałbym jeszcze, że wymagania kobiet zwiększają sie nieporównywalnie wobec zmian jakie następują w środowisku ;o))) Faceci to zwykle konserwatyści. Kobiety zaś biegną za nowinkami... Może warto poczekać parę lat i znaleźć faceta, który będzie odpowiedni albo zrezygnować z części wymagań i założyć związek??? Albo zostać tą trzecią... _________________________ Bo jak doświadczenie uczy nie mżna mieć wszystkiego naraz... Odpowiedz Link
petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:46 Dokładnie !!! Tylko jeden komentarz: > Starzy i mądrzy ludzie mawiają, że mądra kobieta to taka, co nie da poznać po > sobie, iż jest mądrzejsza od swojego faceta... ;o))) Nie chodzi o mądrość wynikającą z wykształcenia, przeczytanych książek czy IQ tylko o mądrość życiową powodującą, że prości czy skromni ludzie są szczęśliwsi od tych błyskotliwych i wykształconych. Mądrość, która daje nam satysfakcję z realizacji i spokój wewnętrzny a nie rozterki i zagubienie. Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:55 Problem wykracza trochę poza kwestie relacji damsko-męskich. Mozna pokusić się o stwierdzenie, że należy zacząć od siebie i starać się być skromnym, prostolinijnym człowiekiem. Wówczas szansa na znalezienie podobnej bratniej duszy jest większa. Dla krzykliwych i wyzwolonych, nowoczesnych i skomplikowanych ludzi będziemy po prostu nudni ;o)))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:56 "Starzy i mądrzy ludzie mawiają, że mądra kobieta to taka, co nie da poznać po >sobie, iż jest mądrzejsza od swojego faceta... ;o)))" dixia, a czemu ty utrwalasz anachroniczne stereotypy? jakby twoja zona wykazala ci czarno na bialym ze jest madrzejsza od ciebie to co bys zrobił? pogonil ja? nie ma to jakis zgrabny truizm ukuc ... Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:01 Ona nie musi!!! Jest mądrzejsza i tyle... A przynajmniej w tym ją utwierdzam :o))) _________________________________ A tak bardziej na poważnie - wcale nie uważam tego stwierdzenia, za anachroniczny stereotyp... To sie sprawdza w życiu. Poczytaj link, jaki znalazł nieoceniony Your_and (który dziwnie milczy nie włączając sie do dyskusji w tym temacie) i wówczas może zmienisz lekko zdanie... Ale może i nie - bo nie ma to jak byc wojująca oświeconą feministką ;o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:02 dixia w dodatku "nowoczesnosc" to dla ciebie pejoratywne okreslenie....eh..szkoda słów Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:09 Cóż... Coś w tym jest! Przyznaję, że rzeczywiście zbytnia nowoczesność mnie mierzi... Przesada i egzaltacja, kursy medytacji i różnych zawiłych ćwiczeń, rozmowy o wyższości kobiet wyzwolonych nad nikczemnymi facetami... ;o))) Dla konserwatysty (w moherze) każdy kto myśli inaczej będzie liberałem ;o))) Odpowiedz Link
petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:34 Jeśli nowoczesne kobiety są takie jak piszesz to widzę sprzeczność. Jeśli mądre, wykształcone i pewne swojej wartości to dlaczego nie udaje im się zrealizować wewnętrznej potrzeby większości kobiet tzn rodziny i dzieci? Oczywiście jest część kobiet, która tego nie potrzebuje albo zagłusza potrzeby pracą zawodową, sukcesem, realizacją na innych polach. Nowoczesnej kobiecie po prostu wydaje się, że jest mądra i wiele rozumie. Wykształcona (co za problem z dyplomem w dzisiejszych czasach, więcej studentek niż studentów ale jakoś kiepsko się przekłada na sukces), wychowana postępowo z podkładem romantycznym szuka muzyka rockowego bez grosza przy duszy, wściekle o nią zazdrosnego, z 9-cyfrowym kontem w banku szwajcarskim, normalnego, konserwatywnego gościa, rozumiejącego jej zaintrygowanie nowymi facetami, ekstrawaganckiego, nieszablonowego itd Ale nawet nowoczesna kobieta w końcu dostrzega, że to utopia, niestety, często dość późno. Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:42 W sumie tak. Zwykle opamiętanie przychodzi w wieku post balzkowskim ;o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:57 znasz takie kobiety? bo twoje argumenty sa wyszydzajace ale niemerytoryczne... kiedys mezczyna byl wartoscia sama w sobie teraz to za malo zeby znalezc normanalna i sensowna kobiete... te madre i wyksztalcone dlatego nie moga znalezc mezczyzn na swoim poziomie bo ich po prostu nie ma..a ich wymagania wcale nie sa takie aburdalne jak opisujesz..kiedys bylo "zeby tylko nie pił, nie bił i pensje do domu przynosil", obecnie kobiety wymaga wspoluczestniczenia w obowiazkach domowych, utrzymaniu domu, opiece nad dziecmi - to jest to mimimum minimorum do spelnienia Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:00 Nie no, paru by się znalazło... :o))) Odpowiedz Link
petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:19 Nie wyszydzam. Rażą Cię moje zdecydowane sformułowania? Miałem 2 dość długie związki z takimi kobietami, z jedną z nich przyjaźnię się więc poznałem trochę zagadnienie. Miss, jeśli ubzduram sobie, że dla mnie autem na poziomie jest furka ze spalaniem 0,5l/100km i 5s do setki to oczywiste, że nie znajdę takiego. Czy wobec tego obecne samochody są nic niewarte i powinienem chodzić piechotą? Minimalne wymagania nie oznaczają wystarczających, te które podałaś to za mało, zresztą to sprawa indywidualna. A mówimy o wyborze partnera, te wymagania są do weryfikacji dopiero po założeniu związku, urodzenia dziecka. Facet to nie ekspres do kawy na półce w hipermarkecie gdzie bilansujemy oczekiwania z możliwościami i ceną i kupujemy lub nie. Zachowanie partnera w związku w przyszłości jest taką samą zagadką jak i nasze zachowanie. Należy zdawać sobie sprawę z tego, że decyzja podejmowana jest przy dużym stopniu niepewności i ograniczonej informacji. Z wiekiem gotowość na ryzyko spada, oczekiwania rosną bo wykształcenie, awans, niezależność itd i jak Dixia napisał "turnus mija a ja niczyja". Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:45 ok, moge obnizyc poprzeczke pod warunkiem ze nie bede musiala wkopywac jej w ziemie....jednakowoz upieram sie ze istnieje nadpodaz "nowoczesnych" kobiet i nie jest to tylko moje stwierdzenie...bidulki zapuszczaja korzenie na Sympatii pl czy innych randkowych portalach z czasem coraz bardziej luzujac kryteria... faktem jest, ze jesli nie znajdzie sie partnera przed wlasnymi trzydziestymi urodzinami to potem mozna tylko grzebac kijem w metnym bajorku "wyławiajac nieciekawe niespodzianki meskiego gatunku" a tak btw - patrzac po sobie- coz za kuriosa meskie udawalo mi sie w zyciu "zlowic" i to nie bynajmniej z powodu ze mnie nikt inny nie chcial jakos tak jest w zyciu jak w dowcipie dixii o wyborze zony i samochodu - im dluzej sie przygladasz przed lubem tym wieksze prawdopodobienstop ze wybierzesz fatalnie:)) Odpowiedz Link
kawitator Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:13 W całej przyrodzie samce do których zaliczam tez między innymi siebie cechuje znacznie większa zmienność genetyczna niż samice z tej samej populacji Krzywa Gaussa w przypadku facetów jest znacznie bardziej płaska i rozciągnięta na boki. Mówiąc do kobitek wśród facetów jest znacznie więcej naukowców ale też więcej kretynów Ponieważ obecnie wykształcenie wyższe a co za tym idzie pewne wymagania stały sie powszechne łatwo można wykazać nakładając na siebie krzywe dla kobiet i facetów ze w interesującym kobitki przedziale facetów jest jak na lekarstwo Dlatego co bardziej mądre (nie mylić z wykształceniem ) już na pierwszych latach studiów zaklepują sobie co bardziej atrakcyjne z ich punku widzenia osobniki męskie. Koło trzydziestki zostają tylko przebierki lub z odzysku. Przyczyny Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Każda zmiana w tym także emancypacja niesie ze sobą zmiany korzystne z punktu widzenia kobiet ale także niekorzystne bowiem na tym najlepszym ze światów nie ma nic za darmo. Nie można wybrać sobie dobrych cech emancypacji kobiet nie ponosząc jednocześnie jej kosztów tego stanu Z wypowiedzi wielu kobiet na forum widać że nie chcą przyjąć tego do wiadomości Bardzo je to bardzo dziwi. Że wyemancypowana współczesna kobitka nie jest traktowana jak dziewiętnastowieczna dama. Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:15 No bo. która z nich zachowuje się jak dama?... Hehehehehe :o))) Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 22:43 Moja żona nie jest nowoczensa. Ani trochę. Nie czyta pism kobiecych, nie wierzy w zrozumienie wszystkiego, uważa że zdrowiej jest jak facet (czyli ja) zarabiam, a domem zajmuje się kobieta (czyli ona) przy lekkiej pomocy faceta no bo ona tez zarabia (1260 brutto czy 1500 mniejsza z tym - zatem pomoc musi byc lekka:)))). Marcin dixia napisał: > Chciałbym zaproponowac abyśmy napisali co nas drażni w kobietach. Zwłaszcza tyc > h > nowoczesnych, z partnerskich związków ;o))) wykształconych, dobrze zarabiającyc > h > i... samotnych... > Mnie drażni: > - przekonanie, że wszystko można zrozumieć, omówić, szybko (tu i teraz) oraz > bezboleśnie załatwić... Nieocenionym dowodem na to są posty zMagdy1 ;o))) > - bezkrytyczne przyjmowanie tego co napiszą w pismach kobiecych... > - życie ideałami i nagła konstatacja iz "turnus mija a ja niczyja"... :o))) - > fenomen tej trzeciej, omawiany w wątku o artykule z "Polityki"... > _______________ > To tak na początek... Może ktoś włączy się do dyskusji? Po cichu liczę na W-i- L > , > Marcina73, Kawitatora, Petara, Misssaigon, Drobiazg, Annubis74 i innych :o))) Odpowiedz Link
drobiazg Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 08:51 Co kryje się pod szerokim pojęciem „nowoczesna kobieta”??? Dla jednego szczytem feminizmu i nowoczesności będzie wydepilowana okolica bikini i stringi wystające nad spodnie. Inny ma „wyzwoloną” kobietę, bo ona kilka razy do roku wylatuje na szkolenia na druga półkulę i przyznaje się do posiadania stałego gacha . Patrzymy na świat przez pryzmat osób posiadających pracę , stały dostęp do netu, pewnie większość z nas jest z wiekszych miast, taka perspektywa nie uprawomocnia do głoszenia „prawd objawionych” . Yoric napisał że uogólnianie daje nam poczucie bezpieczeństwa, że szukamy norm i reguł rządzących światem żeby poczuć się w nim pewniej. Może musimy. Dixie zarzuca tu różne „przynęty” na rozmowy. Tematem było co drażni panów. Osobiście nie ma przekonania, że wszystko można zrozumieć, omówić, szybko (tu i teraz) oraz bezboleśnie załatwić ale staram się zrozumieć i omówić (często po czasie bo na bieżąco byłby problem ;-) Nie mam wśród swoich znajomych kobiet bezkrytycznie dających wiarę tz. „babskim gazetką’ ale znam faceta którego „męski” magazyn przekonał, że BMW wystarczy, żeby kobietą miękły nogi ( nie wystarczyło, żeby utrzymać własną żonę ). W temacie wymagań i szukania faceta po 30 …. nie szukam, kumpela, która szukała znalazła młodszego, mądrego i dobrze im, może to kwestia fartu;-) Druga znalazła faceta swojego życia (wcale nie z odzysku w wieku 33 lat, przed chwilą został mamą, promienieje szczęściem, facet jest wykształcony, ma dobra pracę, fajny jest z niego herbatnik ;-) Żyje w bajkowym świecie ??? Nie! wokół mnie ludzie też się rozwodzą, zdradzają, budują związki na nowo . Jestem po prostu totalnym przeciwnikiem głoszenia ”prawd absolutnych” i klasyfikacji. Dlatego nawet jak mi smutno to uśmiech na mojej twarzy wywołuję odkrywcze stwierdzenie „Nowoczesnej kobiecie po prostu wydaje się, że jest mądra i wiele rozumie.” A nowoczesny facet rekompensuje sobie różne niedostatki przekonaniem o wiedzy absolutnej ????? ;-) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 10:23 ad dixia: skad u ciebie podejrzenie ze dopadła mnie frustracja????? ad drobiazg: musze powiedziec ze rownie powazne dyskusje toczylam w czasach licealnych siedzac po lekcjach w Alhambrze, Borynie i innych gastronomicznych przybytkach - teraz tez chetnie bym podyskustowala przypominajac sobie chmurna i durna mlodosc ale dziecie mi zwykle wisi przy piersi podczas pisania - a jedna reka dluzszych tekstow pisac mi sie nie chce..poza tym mam nieodparte wrazenie ze sie bardzo powtarzamy, to wszystko zostalo juz odkryte, napisane, przedyskutowane wczesniej... Odpowiedz Link
dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 10:48 No jak to skąd? Przecież z Twoich postów jasno wynika, że: - dzisiejsi faceci są generalnie do bani... - nie lubisz facetów... - jesteś tu bo doskwiera Ci żal na męża, kochanka i paru innych.... - gros wypowiadających się tu facetów to mizogyni... (czy jakoś tak) ;o))) A może nieuważnie czytam? ;o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 10:50 a pewnie dixia pewnie, ale abo to ja jedna tu sobie gebe przyprawiam?? Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 11:08 wszystko co napisales - jestem totalna frustratka nienawidzaca facetow..hehe Odpowiedz Link
petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 11:15 Tak jak my myzoginami wyżywającymi się na marniejszych istotach - kobietach. Odnośnie tego co napisała Drobiażdżek, polemika na forum rządzi się swoistymi regułami. Wypowiedzi bywają ostre, skrajne, przesadzone, prowokujące czy żałośnie dowcipne. Nie zamierzam zaczynać co drugiego zdania od "myślę, że", "to zależy" czy wystrzegać się uogólnień i stereotypów. Odpowiedz Link
misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 11:21 chyba mizogynami? Odpowiedz Link
petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 11:24 > chyba mizogynami? No, trudne słowo ale się uczę. Odpowiedz Link
drobiazg Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 19:19 petar2 napisał: > Odnośnie tego co napisała Drobiażdżek, polemika na forum rządzi się swoistymi > regułami. Wypowiedzi bywają ostre, skrajne, przesadzone, prowokujące czy > żałośnie dowcipne. Nie zamierzam zaczynać co drugiego zdania od "myślę, > że", "to zależy" czy wystrzegać się uogólnień i stereotypów. Pieknie opdisała i burza zabrała prąd i znikneło. Niecierpie jeszcze raz pisać ;-( 1. Nie czuję sie w żadnym stopniu marniejszą istotą, czasem się czuje marnie tak poprostu ale to przechodzi ;-) 2. Reguły polemiki na forum są dla mnie klarowne i naprawę pojmuję, że skoro w poście podpisanym Petar2 napisane stoi "że nowoczesna kobieta głupia jest" to nie oznacza, że ona jest głupia tylko, że Petar2 tak uważa albo uznał, że fajnie będzie jak tak napisze ;-) 3. Nie musisz co drugie zdanie pisać, że myślisz ;-) Uogólnień i stereotypów również Ci nie zabronie (nawet nie myślałam, że jestem aż tak wielkoduszna ho ho)ale za to ja mam prawo wysmarować odpowiedź na każdy Twoj post albo warczeć na monitor czy uśmiechać się do niego z ... no mniejsza o to z czym ;-) Zdrowego rozsądku, odrobiny dystansu do samego siebie i wyrozumiałaści dla innych ... sobie i Wszystkim życząc pozdrawiam Drobiazg Odpowiedz Link
ewolwenta Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 21:09 mój ulubiony drobiazg, dyg :) Odpowiedz Link
petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 22.06.06, 13:17 > 1. Nie czuję sie w żadnym stopniu marniejszą istotą, czasem się czuje marnie > tak poprostu ale to przechodzi ;-) To faceci mają bardziej przechlapane (umieralność, jeden orgazm na godzinę itd) więc łatwiej mi ich bronić. > 2. Reguły polemiki na forum są dla mnie klarowne i naprawę pojmuję, że skoro w > poście podpisanym Petar2 napisane stoi "że nowoczesna kobieta głupia jest" to > nie oznacza, że ona jest głupia tylko, że Petar2 tak uważa albo uznał, że > fajnie będzie jak tak napisze ;-) Ejże, a gdzie to Petar tak napisał??? > 3. Nie musisz co drugie zdanie pisać, że myślisz ;-) Uogólnień i stereotypów > również Ci nie zabronie (nawet nie myślałam, że jestem aż tak wielkoduszna ho > ho)ale za to ja mam prawo wysmarować odpowiedź na każdy Twoj post albo warczeć > na monitor czy uśmiechać się do niego z ... no mniejsza o to z czym ;-) No jakoś nie mogę sobie wyobrazić tego warczenia tak miłej osóbki, jakiś *.avi poproszę ;-) Odpowiedz Link
dixia Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 08:29 Na kanwie wczorajszej dyskusji o kobietach (a także atakach na nas ze strony sfrustrowanej Misssaigon) ;o))) chciałbym się zapytać gdzie się podziali faceci? Orły, sokoły, herosy... Czy rzeczywiście jest tak, że faceci są zniewieściali? Że model "Radziu" albo "David" czyli metroseksualny, wypachniony, wydepilowany, opalony, delikatny kolunio ma takie wzięcie wśród kobiet? Jakie cechy powinien mieć prawdziwy facet? Czy musi byc delikatny czy też trochę szorstki? Macho czy mamisynek szukający schronienia w biuście partnerki? Czy rzeczywiście jest tak źle? Mamy kryzys osobowości facetów? Ojcostwa? Wreszcie jakimi jesteście facetami (to pytanie do mężczyzn rzecz jasna...) albo z jakimi facetami jesteście? (do kobiet) :o))) _________________________________ Dixia - facet(?) ;o))) - brodaty, łysiejący (niektórzy mówią, że wyleniały), zaokrąglony w okolicach pępka. Typ macho!!! Z objawami szukania biustu... ;o))) Odpowiedz Link
your_and Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 11:12 dixia napisał: > Czy rzeczywiście jest tak, że faceci są zniewieściali? Że model "Radziu" albo > "David" czyli metroseksualny, wypachniony, wydepilowany, opalony, delikatny > kolunio ma takie wzięcie wśród kobiet? Wzięcie to ma ale na pierwszej randce. Po zaraz okazuje się że ten typ zamiast uwielbiać, adorować i zachwycać się kobietami sam jedynie szuka zachwytu na swój obraz w ich oczach. I czar pryska, bo ktoś tu musi byc płcia piękną... > Macho czy mamisynek szukający schronienia w biuście partnerki? Maminsynek ma się świetnie na początku związku u partnerki która lubi matkować. Potrafi być długo słodko. Ale taka kobieta z reguły szybko dąży do otoczenia się gromadką maluchów żeby się dalej realizować. I maminsynek natychmiast po pojawieniu się dziecka przegrywa uczuciową stawkę z rzeczywistym dzieckiem, odstawiony na bok i zagubiony. Zaczyna szukać dalej u innych tego co go zbliżyło do partnerki i co tak szybko utracił. Macho, ten model odchodzi po prostu w zapomnienie. Coraz trudniej imponować i dominować nad równie dobrze wykształconymi i zarabiającymi kobietami. Udaje się to miedzy starszymi panami najczęściej po rozwodzie i dzierlatkami wchodzącymi w życie które rozczarowane są płytkimi emocjonalnie rówieśnikami, albo w wersji nizin społecznych gdzie jakiekolwiek wątpliwości co do pozycji i braki szacunku do męża regulowane są zaraz pięścią. Generalnie w psychologii mówi się o najlepszym modelu: partnerstwa. Ale do tej pory kobieta miała wyższe o oczekiwania wobec związku a mężczyzna wyższą pozycje która umożliwiała kontrolę i konsensus. Dziś ta równowaga jest zakłócona. Odpowiedz Link
misssaigon Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 11:24 yuor& - czy naprawde wierzysz ze rzeczywiste partnerstwo jest mozliwe? ze uda sie utrzymac te rownowage w dawaniu i braniu w podziale obowiazkow i przyjmnosci? zwykle na poczatku zwiazku odbywa sie walka o pozycje i wplywy - zwykle w efekcie szala przechyla sie na jedna strone..uwazam ze naturalne jest ze w zwiazku ktos muis dominowac , narzucac ton, jak w zaprzegu - wtedy moze jechac prosto Odpowiedz Link
dixia Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 11:33 wazam ze naturalne jest > ze w zwiazku ktos muis dominowac , narzucac ton, jak w zaprzegu - wtedy moze > jechac prosto - oczywiście pod warunkiem, że będziesz to Ty... ;o))) Odpowiedz Link
your_and Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 14:49 Dominować? Pozwól że odpowiem ciekawym cytatem (kobiety zresztą): Wielokrotnie mówiono o małżeństwie jako karze dla mężczyzny (metaforyka pozbawienia wolności, kajdan małżeńskich czy galer jest powszechnie eksploatowana). Kara polega zaś przede wszystkim na rezygnacji z większości swoich praw i mnożeniu w zamian obowiązków. Wątek kary małżeńskiej i światowego życia streszcza taki aforyzm: Są mężczyźni, którzy mają to, na co zasłużyli. Pozostali są kawalerami. Gdzieś zaraz po rezygnacji z praw czyha na mężczyznę despotyzm kobiety, która chce mężem sterować, prowadzić go za rączkę (o tych, które nie umiały wpływać na męża mawiano - gąski, o tych, które nie chciały - święte). To bodaj najpoważniejsze wady instytucji małżeńskiej od strony męskiej. kobieta.wp.pl/kat,26339,wid,8229486,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1 Odpowiedz Link
misssaigon Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 15:29 your - jest jeszcze kilka innych mozliwosci oprocz kobiety z syndromem "ofiary " czy kobiety dominujacej , hetery itp... despotyzm mezczyzny w zwiazku jest rownie powszechny co kobiety a wbrew potocznym opiniom to raczej kobieta zaklada malzenskie kajdany a nie mezczyzna - na nia spada gros spraw zwiazanych z administrowaniem domem, opieka nad dziecmi, to z nia w razie rozwodu zostaja dzieci i musi sie utrzymywac z symbolicznych alimentow - ten tradycyjny wizerunek rodziny niestety jest pomimo XXI wieku nadal dominujacy... najlepszy przyklad z wlasnego podworka - kiedy maz chce sie wyrwac na piwo z kolegami to prosze go zebysmy ustalili termin mojego wyjscia i on wtedy zostanie z dziecmi - maz jest zdumiony - jak to? wyjscie na piwo z kolegami to swiety meski przywilej - jak moge sie domagac czegos w zamian? ponadto - w dobrym tonie jest w meskim tonie narzekac na swoja polowice, akcentujac roznorakie "poswiecenia" chocby ww byla najlepsza z zon - rzadko ktory mezczyzna ma odwage wylamac z tej konwencji Odpowiedz Link
your_and Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 20:07 > potocznym opiniom to raczej kobieta zaklada malzenskie kajdany a nie mezczyzna > na nia spada gros spraw zwiazanych z administrowaniem domem, opieka nad > dziecmi, Tu sie nie do końca zgadzam. Zobacz jak wyglądają domy samotnych facetów. Znam paru. Oni nie poświecają czasu uwagi porzątkom w domu, jak dbają to głównie o swój samochód... Więc tak sie to ma do "wspólnych" obowiązków, które odnoszą sie często do potrzeb głownie jednej strony. Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Gdzie ci mężczyźni? 24.06.06, 00:11 Ja dlatego zaczynam odwrotnie: Najpierw wysyłam ją. A potem w rewanżu z kolegami z pracy idziemy na jakąś wódeczkę, której nie piję, a którą sącza oni wyglądając przezabawnie i licytując się w złosliwościach i innych zaletach najdoskonalszych z żon. > najlepszy przyklad z wlasnego podworka - kiedy maz chce sie wyrwac na piwo z > kolegami to prosze go zebysmy ustalili termin mojego wyjscia i on wtedy > zostanie z dziecmi - maz jest zdumiony - jak to? wyjscie na piwo z kolegami to > swiety meski przywilej - jak moge sie domagac czegos w zamian? > ponadto - w dobrym tonie jest w meskim tonie narzekac na swoja polowice, > akcentujac roznorakie "poswiecenia" chocby ww byla najlepsza z zon - rzadko > ktory mezczyzna ma odwage wylamac z tej konwencji Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Gdzie ci mężczyźni? 24.06.06, 00:08 Idealne partnerstwo niemożliwe rzecz jasna. Musi ktoś decydować. I moim (a i mojej żony zdaniem) jest to facet. misssaigon napisała: > yuor& - czy naprawde wierzysz ze rzeczywiste partnerstwo jest mozliwe? ze uda > sie utrzymac te rownowage w dawaniu i braniu w podziale obowiazkow i > przyjmnosci? zwykle na poczatku zwiazku odbywa sie walka o pozycje i wplywy - > zwykle w efekcie szala przechyla sie na jedna strone..uwazam ze naturalne jest > ze w zwiazku ktos muis dominowac , narzucac ton, jak w zaprzegu - wtedy moze > jechac prosto Odpowiedz Link
marcin1973 Re: Gdzie ci mężczyźni? 25.06.06, 21:12 Jasne, że nie o wszystkim, ale o najważniejszych sprawach, typu wychowywanie dzieci, iwestowanie pieniędzy itd. ewolwenta napisała: > tak o wszystkim? > > o naiwny ;P Odpowiedz Link
dixia Prawdy absolutne... 21.06.06, 10:25 Na kanwie tego co napisała Drobiazg - zadaję pytanie: czy są jakiekolwiek prawdy absolutne? Moim skromnym zdaniem takie pojęcie (poza teologią) nie istnieje!!! Po za tym jest jakby oksymoronem. Samo pojęcie "prawda" jest zero jedynkowe. A po co jeszcze włączać do tego absolut? _______________________ I jak sobie tak pomyślę - tu raczej nikt nikogo nie przekona. Prezentujemy tu nasze zdania, poglądy itd :o))) Odpowiedz Link
kawitator Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 12:12 Na kanwie tego co napisała Drobiazg - zadaję pytanie: Trudność z dyskusją w gronie humanistów mam od wielu lat Klasycznym przykładem niech będzie że jeżeli stwierdzisz : Na podstawie danych statystycznych wypalanie paczki papierosów dziennie skraca życie około 8 lat natychmiast dostajesz odpowiedź A ja znam dziadka i jeszcze jednego starego co to palili i dożyli do 98 lat. No i co z tego Co to zmienia w ogólnych procesach czy danych statystycznych Nie potrafią zrozumieć ze nic To że Drobiazg zna taką czy inna parę nie zmienia danych statystycznych. W tej chwili różnica w ilości kobiet i mężczyzn kończących wyższe studia wynosi kilkadziesiąt tysięcy korzyść tych pierwszych Wynika z tego te kilkadziesiąt tysięcy dziewczyn po studiach chcąc sie wydać będzie musiało wybierać wśród absolwentów zawodówek czy techników. Tyle i tylko tyle Odpowiedz Link
ewolwenta Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 12:28 jasne, ale mając świadomość pewnych procesów można znaleźć się przez swe działanie we właściwym kwantylu Odpowiedz Link
kawitator Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 14:14 Z zadwoleniem konstatuję ze statystyka i prawdopodobieństwo co poniektórym białogłom nie jest obce. Odpowiedz Link
misssaigon Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 14:19 ale niektore musialy zdawac egzamin z logiki - ktory, o wstydzie pokonaly przy pomocy mini i dekoltu do pepka - egzaminator ogornal to rozumiejacym wzrokiem - wstawil "3 -" do indeksu i rzekl jedno slowo "miserere" ... Odpowiedz Link
dixia Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 15:02 Dobrze, że tylko na skąpym ubiorze się skończyło... ;o)))) Odpowiedz Link
dixia Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 14:19 Wszystko dlatego, że niewielka liczba humanistów orientuje się choćby z grubsza jak liczy się średnie statystyczne :o)))) ______________________________ A dziewczyny po studiach zawsze mogą: - zostać "tą trzecią" - zabawić się w "odbijanego" - pójść i zasilić szeregi zakonów - zmienić orientację preferncji seksualnych - wieść żywot "starych panien" wrzeszczących na dzieci i dokarmiających koty i gołębie :o))) Nie ma co - fajne perspektywy :o)))) Odpowiedz Link
drobiazg Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 19:30 kawitator napisał: > To że Drobiazg zna taką czy inna parę nie > zmienia danych statystycznych. W tej chwili różnica w ilości kobiet i mężczy > zn kończących wyższe studia wynosi kilkadziesiąt tysięcy korzyść tych pierwszy > ch Wynika z tego te kilkadziesiąt tysięcy dziewczyn po studiach chcąc sie wyda > ć będzie musiało wybierać wśród absolwentów zawodówek czy techników. Tyle i t > ylko tyle Znasz jakieś dane statystyczne mówiące o tym, że nie może stworzyć wspaniałego związku kobieta mikrobiolog i facet technik poligraf ? Nie rozumiem problemu ?? Będą za mądre, żeby mieć orgazm z mniej wykształconym gościem ?? (teoretycznie mniej bo wykształcenie w moim przekonaniu to nie tylko papier inforujący o skończeniu danego kierunku studiów a jeszcze do tego inteligencja, obycie kulturalne, czy choćby oczytanie często nie idą z tym papierem w parze ;-) Odpowiedz Link
dixia Re: Prawdy absolutne... 22.06.06, 07:55 Tu nie chodzi o kwestię samego wykształcenia. Bardziej o towarzystwo w jakim się kto obraca. Nie wmówisz mi, że będą mieli to samo towarzystwo oczytany murarz i polonistka... Już raz pisałem tu na forum podając przykład rozmowy o tym, że dziś w pracy były jaja bo się betoniarka przewróciła... Na początku wszystko jest OK ale potem zaczynają się schody. Niestety po pewnym czasie wszystko zaczyna drażnić - nawet to co kiedyś tak bardzo się nam podobało... Odpowiedz Link
dixia Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 08:01 Ten temat już pojawił się jakiś czas temu. Pisała dziewuszka o tym, że ona kończy studia a jej chłopak ma dyplom podstawówki. Pytała się czy jest to aż tak ważne... No właśnie Drobiazg twierdzi, że nie ma to wpływu na pożycie. Osobiście zgodzę się, że może nie mieć na pożycie seksualne (do pewnego czasu) ale na wspólne życie ze sobą ma! Nie wierzę, że polonistka z murarzem stworzą trwały, wieloletni związek, w którym nie będzie kwasów na tym tle!!! A jaka jest Wasza opinia? Może moje zdanie jest zbyt staroświeckie? Konserwatywne? Może szlachetny dzikus jest lepszy niż wykształcony facet? Szczególnie ciekaw jestem jak na to patrzą kobiety ;o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 09:35 eh dixia - mistrzu uogólnień- oczywiscie ze polonistka z murarzem nie stworza...jesli tylko uznamy ze polonistka musi miec IQ miedzy 100 a 120 minimum a murarz ponizej 90 - do ukonczenia studiow inteligencja nie jest konieczna - czasami wystarczy duzo samozapracia a czasami tylko kasa ...uwazam ze problem lezy raczej w elastycznosci, otwartosci umyslu - murarz bedzie chcial sie rozwijac - podciagac a polonistka nie bedzie z nim dyskutowac o Haeglu np ponadto jka dla mnie wazniejsz esa roznice w wychowaniu, kindersztubie, obyciu, wzorcach wyniesionych z domu... Odpowiedz Link
dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 09:55 Wzorce... Hmmm - mam znajomego, który jest inteligentnym nieudacznikiem, kokainistą... Z domu wyniósł raczej porządne wzorce... Matka - sędzia, Ojciec - filozof, działacz społeczny. Ożenił sie dziewczyną po podstawówce bo mu się bardzo spodobała jak melanżowali przez 2 miesiące. Po jakimś czasie doszedł do wniosku, ze nie ma o czym z nią rozmawiać... Inny przykład: ojciec inżynier, matka technik - a syn? Ma fajną żonę, dziecko - i od paru lat żyje na jej koszt. Markuje szukanie pracy i jest obrażony na cały świat. ____________________ Moim zdaniem wychowanie może jedynie pomóc człowiekowi. Jeśli nie będzie chciał to zda się ono psu na budę... :o((( Odpowiedz Link
misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 10:13 ok, tylko co wynika z tego co napisales? ze wyjatki potwierdzaja regule? albo ze nie ma zadnych regul? to wszystko prawda....i dlatego tez co kilka lat drukuje sie nowe podreczniki do socjologii, psychologii bo stare teoriee sie dezaktualizuja...teorie Freuda to stek brednii kostycznego staruszka w dodatku niezrealizowanego w malzenstwie i romansujacego ze swoja szwagierka... Odpowiedz Link
dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 10:28 Czyli reasumując - oboje mamy rację i jej jednocześnie nie mamy... A wszystko przez relatywizm... Chyba wszędzie sprawdza się Szczególna Teoria Względności Einsteina :o))) Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:22 hej, Wy_Dwoje - wykształcenie dotyczy rejonu powyżej pasa, a o związku decyduje (tak, tak!) to co ponizej :-) Odpowiedz Link
dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:30 W-i-L gdybym Cię nie znał to faktycznie pomyślałbym, że tak myślisz :o))) Ale co maja powiedziec faceci, którzy lubia blondyny z dużym cycem? Wszak te walory są powyżej pasa... ____________________________ A zresztą... Mawiają iż "czy księżniczka czy kucharka, ważane co by była szparka..." :o))) Zgadam się więc z Twoja teorią! I odtąd wszystkim będę powtarzał "nie ważne co myslisz, nie ważne co wiesz, nie ważne jak mówisz, nie ważne ile zarabiasz itd... Ważne żebyś miał DUŻEGO!!!!!: :o)))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:31 w-i-l a czy to nie za daleko idace uogólnienie??? moze lepiej powiedziec ze istotne jest dopasowanie sie powyzej i ponizej pasa??? Odpowiedz Link
dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:36 Czyż z czasem uogólnienie nie przeradza się w kolejny truizm z gatunku tych, że dziś jest czwartek... ;o))) Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:48 no tak, żeśli chodzi o kobioety to zgodzę się, ze to co powyżej tez sie liczy :- ))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:51 hhee, szczegolnie rozczulaja mnie te nasto lub dwudziestoletnie szukajace mezow - "tylko zeby przystojny byl" Odpowiedz Link
dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:52 Rozumiem, że nieważne jaka twarz dołączona jest do tego co poniżej pasa - bo można przykryć gazetą, co? ;o))) Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:52 a zauważyłeś, jaka dzisiaj fajna data? Odpowiedz Link
misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 12:07 za 3 miesiace moje urodziny...auuuuuuu...dixio wylenialy kto powiedzial ze w trakcie gazetki nie mozna postudiowac??? polecam super expres lub fakt - maja duze tytuly ktore robia za tresc... Odpowiedz Link
dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 12:13 Masz rację! Zgadzam się w pełni, że studiowanie takiej gazetki jest dużo bardziej ciekawe niz patrzenie na grymas twarzy żony, która akurat ma inne plany a mąż ją dopadł gdzieś chytrze... ________________________ Tylko w takim razie po co te wszystkie zabiegi kobiet z malowaniem oczu, twarzy itd? Odpowiedz Link
dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 12:10 Dziś? Data? Czyżby związana z podbojem Rosji przez Napoleona i późniejszego planu Barbarossa czyli Wehrmacht vs. Armia Czerwona? Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 14:15 dwie dwójki i dwie szóstki (pokerzyści - czy to wystarczy do sukcesu?) Odpowiedz Link
dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 15:12 Ło Matko :o)))) Dwójek jest 3... no i jeszcze 2 zera.... :o))) Odpowiedz Link
your_and Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 23.06.06, 16:09 Wracając do wykształcenia, zobaczcie pewną prace doktorską: RYZYKO ROZPADU MAŁŻEŃSTW W POLSCE. EMPIRYCZNE IMPLIKACJE TEORII LEVINGER (...) Przeprowadzone analizy pozwalają na rozstrzygnięcie postawionych na wstępie hipotez. Potwierdzone zostały następujące hipotezy: 1. Ryzyko rozpadu małżeństwa jest tym większe im wyższy jest poziom wykształcenia 2. Ryzyko rozpadu małżeństwa jest tym większe im większa jest miejscowość zamieszkania 3. Ryzyko rozpadu małżeństwa jest tym większe im bardziej lewicowa jest orientacja polityczna 4. Ryzyko rozpadu małżeństwa jest tym większe im wyższe są dochody z pracy www.roztocze.stalwol.pl/Prywat/levinger1.htm Odpowiedz Link
dixia Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 08:19 Czy ktos pamięta wątek, w którym W.S. Kawitator zadał pytanie "dlaczego nie ma seksu"? Później watek przekształcił się w bardzo wesołą gadaninkę... Aliści może wrócić do tego, co? Bo tak się zastanawiam - czy rzeczywiście brak seksu jest aż tak istotny w związku? Moja babcia z dziadkiem jakoś nie narzekali na brak ;o))) A może to jest tak, że jesteśmy już tak konsumpcyjnie nastawieni do życia, że seks traktujemy jak nienaruszalne prawo? Jak ulubiona zabawkę, której brak determinuje nasze prywatne fiksum dyrdum? A forum? Sądzę, że gros osób nie ma (już) problemów z seksem. Więc siedzi tu z potrzeby akceptacji i samorealizacji albo tylko i wyłącznie "dla jaj". A reszta? Może tak jak Zmagda1/groszek76 pisze aby dać upust emocjom ale nie traktuje naszych "rad" poważnie. Moze jak dixia i Petar2 siedzą tu przyczajeni by od czasu do czasu "sieknąć komuś zza roga centralnie między oczy" :o)) Czasem zaś powodowani wrodzoną męską próżnością - niczym rasowi MSS - będą prowadzić polemiki czyniac ze swoich filipik manifest sfrustrowanych facetów... ;o))) A może jak nestor Kawitator spoglądają z uśmiechem przy porannej kawie na radosną twórczość by potem celnym komentarzem usadzić towarzystwo... ;o))) Jest jeszcze W-i-L, która jakoś nie mieści się w żadnych w/w kryteriach i jej powody bytności na forum można raczej rozpatrywać w kategoriach misji lub silnego uzależnienia... ;o))) ____________________________ I tyle mam do powiedzenia o poranku sennym, deszczowym i ciepłym (ale bez kawy) :o))) Czy ktoś dorzuci cegiełeczkę albo opitoli mnie znów, że pisze bloga? ;o))) Odpowiedz Link
petar2 Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 08:59 Dixia!!! Jakem romantyk twardo stąpający po ziemi, realista z napadami pesymizmu i marzycielskimi skłonnościami, konserwatysta z lewackimi poglądami na wolną miłość ;-) etc, no to teraz mnie przestraszyłeś! Albo jesteśmy bliźniakami jednojajowymi albo istnieje telepatia! Wczoraj wieczorem pomyślałem o tym samym, tzn o słynnym, zaginionym wątku Kawiego (swoją drogą, ciekawe czy On wie o tym). Może był bardziej głupawy niż śmieszny ale warto go przypomnieć z jednego powodu: miał największą dynamikę, z tego co pamiętam to blisko setki postów w 1,5 godz. Więc prośba do miłych moderatorów, przywróćcie choć na krótko :-) To tak z jesieni jakoś. Odpowiedz Link
dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:05 • dlaczego nie ma seksu kawitator 22.11.05, 14:53 + odpowiedz Proponuję przeczytać Moze zastanowi i sprowokuje do myślenia • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 14:55 + odpowiedz Zastanawiam się właśnie.... I zostałem mocno sprowokowany do myślenia.... • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:03 + odpowiedz ja też przeczytałem ! Zajebisty tekst !!! • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:05 + odpowiedz Ale nie uważasz, że gościu ma sporo racji? Zwłaszcza w tym "dlaczego"!!!! • Re: dlaczego nie ma seksu drobiazg 22.11.05, 15:08 + odpowiedz chłopcy to tak jak z nowymi szatami cesarza...bo ja ..no ten ..no nie widzę...czy osiołek ze mnie jest .... • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:10 + odpowiedz No, no... Ale osiołka się jakoś nie doczytałem w tym wątku... Ale jeszcze raz go przejrzę - może coś przeoczyłem. W końcu to dość poważna literatura... • Re: dlaczego nie ma seksu drobiazg 22.11.05, 15:12 + odpowiedz ja mysałamże on tam coś załączył tylko jako osiołek tego nie widze nie potrafie uruchomić ? ale wychodzi mi teraz że sam topic wątku Was fascynuje i ta treśc enigmatyczna postu ja Wam moge dać odpowiedż na to pytanie nie pytanie ;-) BO NIE ;-) • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:15 + odpowiedz A w ogóle to ktos pytał???? • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:15 + odpowiedz > BO NIE ;-) Nooo rewelka!!! Dawno już nie doświadczyłem tak głębokiego dialogu intelektualnego, jestem w szoku. Czerwony balonik dla tego wątku !!!! • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:19 + odpowiedz Tylko balonik? Chorągiew, sztandar normalnie!!! • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:12 + odpowiedz > chłopcy to tak jak z nowymi szatami cesarza...bo ja ..no ten ..no nie > widzę...czy osiołek ze mnie jest .... Drobiażdzku, zamknij tego świerszczyka pod biurkiem !!! • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:09 + odpowiedz mnie mocno zaniepokoiła budowa zdania. Szyk wskazuje na pytanie ale nie ma na końcu znaku zapytania ! Strasznie to mroczne i głęboko egzystencjalne !!! • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:14 + odpowiedz No właśnie - chyba on po prostu jest. Gdyby nie było to wówczas było by pytanie. A tak owe "dlaczego" staje się "dlatego"! Ja bym widział tu odniesienie do Galileusza "a jednak się kręci" !!! • Re: dlaczego nie ma seksu halaha 22.11.05, 15:19 + odpowiedz jesli potraficie dac tak dowcine odpowiedzi,, to tylo swiadczy o istnieniu sexu. Bo w koncu to on przyczynia się tez do lepszego krązenia , ukrwienia i lepszej pracy mózgu. • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:19 + odpowiedz abstrahujesz w stronę kosmologii. Ja odłożyłem taką interpetację na wieczór, gdy złomotany 3 drinkami będę mógł spojrzeć w gwiazdy i jeszcze raz kontemplować ten traktat filozoficzny. • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:20 + odpowiedz ja ten, tego - no wiesz... Ale w zasadzie to sam nie wiem po co i dlaczego... • Re: dlaczego nie ma seksu drobiazg 22.11.05, 15:20 + odpowiedz jak nic znów nas wytną i banicja murowana bedzie mi Was brakowało a odpowiedź BO NIE jak wszystko co nie skomplikowane jest genialna w swej prostocie • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:21 + odpowiedz Dlaczego gotujesz obiad w 10 garnkach... • Re: dlaczego nie ma seksu drobiazg 22.11.05, 15:24 + odpowiedz dixia napisał: > Dlaczego gotujesz obiad w 10 garnkach... ja skądże dziś rosół z niedzieli przerabiam na pomidorową ,ale mężowi pewnie wsiorawno bo będzie złomotany po 3 drinkach ;-) (podobieństwo do osób w postach powyżej jest czysto przypadkowe ;-) • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:31 + odpowiedz taaa, a jutro z resztek pomidorowej zrobisz kechup :) • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:25 + odpowiedz Nie wiem czemu ale nieodparcie nachodzi mnie czytając ten wątek dowcip: Facet w sklepie: - jest piwo? - nie ma - a co jest? - pepsi, cola, fanta, mleko ... - nie nie, pytam co jest, że nie ma piwa??!?? • Re: dlaczego nie ma seksu drobiazg 22.11.05, 15:27 + odpowiedz petar2 napisał: > Nie wiem czemu ale nieodparcie nachodzi mnie czytając ten wątek dowcip: > > Facet w sklepie: > - jest piwo? > - nie ma > - a co jest? > - pepsi, cola, fanta, mleko ... > - nie nie, pytam co jest, że nie ma piwa??!?? a facet hondą podjechał był ?? • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:28 + odpowiedz Pamiętaj! Nie stawiaj roweru przy lodówce bo ci się telewizor spali!!! • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:38 + odpowiedz > a facet hondą podjechał był ?? A co, nie było piwa wczoraj? • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:28 + odpowiedz Popłakałem sobie trochę ze śmiechu... dawno nie miałem takiego ubawu :))) Ciekaw jestm kiedy zostaniemy "w pień wycięci".... ale ten watek powinien zostać - "ku pokrzepieniu serc" • Re: dlaczego nie ma seksu drobiazg 22.11.05, 15:30 + odpowiedz potrzebuje zmienic pracę może jakis film nakrecimy remake "A teraz z innej beczki " • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:32 + odpowiedz A nie znam tej pozycji filmowej... • Re: dlaczego nie ma seksu wiesia42 22.11.05, 15:36 + odpowiedz A "Latający cyrk..." znasz? • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:38 + odpowiedz Tak - słyszałem - ale osobiście owlę Mela Brooks'a • Re: dlaczego nie ma seksu wiesia42 22.11.05, 15:40 + odpowiedz "Lęk wysokości" • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:42 + odpowiedz Historia Świata... • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:34 + odpowiedz no kurna, bywanie na tym forum (a głównie w Waszym towarzystwie) przyspiesza powstawanie zmarszczek wokół moich ust. Mam nadzieję, że jak nas wytną to na tydzień conajmniej! • Re: dlaczego nie ma seksu wiesia42 22.11.05, 15:35 + odpowiedz i pracować nie mozna! Przeszkadzają cały czas! • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:37 + odpowiedz Ej - ale przeciez to nie jest nasza wina... Ten post az się prosił o komentarz... Nie mów, że zostałeś zmuszony... • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:41 + odpowiedz > Ej - ale przeciez to nie jest nasza wina... Ten post az się prosił o > komentarz... Nie mów, że zostałeś zmuszony... No trochę, jak napisałeś, że zostałeś zmuszony do myślenia. Przestraszyłem się, że sobie coś zrobisz ... ;-))) • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:42 + odpowiedz I pomyślałeś o mnie... Och jak miło.... • Re: dlaczego nie ma seksu wiesia42 22.11.05, 15:32 + odpowiedz Jak dla mnie Kawitator to kwintensencja mężczyzny. Zwięźle i rzeczowo napisane. • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:33 + odpowiedz Prawda? "Dlaczego nie ma seksu" i .... nic... :))) • Re: dlaczego nie ma seksu petar2 22.11.05, 15:36 + odpowiedz Oczywiście Wiesia, krótko, rzeczowo i na odpowiednim forum! Wypowiedzi nie powinny przekraczać długości sms'a. Jak muszę przewinąć ekran przy 1 poście to nie czytam ;-) • Re: dlaczego nie ma seksu wiesia42 22.11.05, 15:37 + odpowiedz No i Go nie wyrzucą:) Scwana gapa. • Re: dlaczego nie ma seksu dixia 22.11.05, 15:41 + odpowiedz Ale zobaczcie jak szybko ten post podgonił w ilo Odpowiedz Link
dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:06 Wkleiłem to co mi zostało :o))) Odpowiedz Link
drobiazg Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:27 Czyli już na jesieni potrafiłam udzielać genialnych, lakonicznych odpowiedzi ... nie moge wyjść z zachwytu nad sobą ;-) Do Petara Drobiażdżek brzmi miło ale z osóbką waść popłynąłeś ;-) Odpowiedz Link
petar2 Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:39 > Do Petara > Drobiażdżek brzmi miło ale z osóbką waść popłynąłeś ;-) Zawsze muszę coś spieprzyć. Dixia, to tylko część ale dzięki. Rozkręcilismy dwie fajne dziewczyny, gdyby moderatorzy nie ucięli mogłoby coś z tego być, oj działoby się ... działo ... Forum o braku seksu a jak coś teges na horyzoncie to tną, no! Odpowiedz Link
drobiazg Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:03 petar2 napisał: > Zawsze muszę coś spieprzyć. Jaka róża taki cierń nie dziwi nic.... Kawi wczoraj siedział z burszynowym płynem, ja dzis siedze z płatkami na mleku i musze przestać czytać dowcipy part next bo za diabła tego nie powydubuje z klawiatury... Umycie jej pod kranem to raczej kiepski pomysł... Odpowiedz Link
dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:10 To kup sobie taką co na MangoTV reklamują - można ją zrolowac i włożyc sobie np to tuby ;o))) Odpowiedz Link
kawitator Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:54 Wczoraj wieczorem pomyślałem o tym samym, tzn o słynnym, zaginionym wątku > Kawiego (swoją drogą, ciekawe czy On wie o tym). Nie ma pojęcia o co chodzi!!. Czasami człek coś chlapnie i potem ciągnie się to za nim jak smród po gaciach. Wczoraj jako, że wieczór był piękny a kupała to już czas przeszły dokonany siadłem sobie z filiżanką w kolorze kości słoniowej wypełniona płynnym bursztynem i pod wpływem poprzednich dyskusji o jodze czytałem mój ulubiony esej "Księga herbaty" Okakura Kakuzo. Przybyłem wyluzowany na sieć rankiem o okazało się ze ludziska powołują się na coś co tam niby zrobiłem o czym nie mam najmniejszego pojęcia. Czyżbym wkroczył juz w ten błogi upragniony wiek, że codziennie wstajesz radosny bowiem przez noc zapominasz o wczorajszych kłopotach. Od jutra zaczynam podawać wam co celniejsze cytaty z Okakura Kakuzo a dzisiaj jednak to sygnaturka jak poniżej czyli co wynika z połączenia kultury wschodu ze współczesną polską Jestem oazą spokoju pierdolonym ,kurwa zajebiście wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora Odpowiedz Link
petar2 Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:00 heheheeee <prawie zaplułem klawiaturę kawą> Założyłeś w listopadzie wątek: "• dlaczego nie ma seksu kawitator 22.11.05, 14:53 + odpowiedz Proponuję przeczytać Moze zastanowi i sprowokuje do myślenia" tylko zapomniałeś podać linku. A że wyglądało to dość zabawnie, sam rozumiesz, że nie mogliśmy z Dixią przepuścić takiej gradki :-) Odpowiedz Link
kawitator Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:05 że nie mogliśmy z Dixią przepuścić takiej gradki :-) Jak ktoś się wystawi na strzał do dostanie w tyłek i daleko nie ujdzie. Rozumiem i nawet popieram ale ten pesel juz tak ma.:-))) Odpowiedz Link
dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:08 Jak mawiają: nosił wilk razy kilka - póki mu się ucho nie urwało... Odpowiedz Link
dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:02 No dobra, rozeumiem pierwszą część ale dlaczego kwiat na tafli jeziora??? Odpowiedz Link
drobiazg Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:06 Nenufar Dixia nenufar... albo lilja wodna ja tam mogę iść na kompromis ;-) Odpowiedz Link
dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:32 A co np się stanie z fajnym małżeństwem jeśli facetowi urwie interes w wypadku? Wówczas skazani są na rozwód albo na "kolegę żony ds. rozrywkowych"? Odpowiedz Link
dixia Przed weekendem 23.06.06, 14:45 Takie pytanko: co robicie w weekend? Cieszycie się? Ja mam chrzciny... ;o))) A po za tym - mój szef nie dał mi zgody na 1 dniowy urlop w poniedziałek... Odpowiedz Link
dixia Re: Przed weekendem 23.06.06, 21:11 Nie no co Ty.... Miałem na myśli benzynę... Pracuję wszak na stacji CPN i trza jakoś se dorobić... ;o)))) ________________________ PS: Pewnie, że tak :o))) Odpowiedz Link
woman-in-love Re: Przed weekendem 24.06.06, 13:45 a tego szefa to ja bym....! przetrzymała ze trzy lata bez seksu!!! Odpowiedz Link
kawitator Re: Przed weekendem 24.06.06, 14:18 Wiesz dlaczego wycofano z liniowych oddziałow armii izraelskiej kobiety? Były zbyt okrutne czasami bez żadnej potrzeby. czytając twój post a tego szefa to ja bym....! przetrzymała ze trzy lata bez seksu!!! myślę, że to najprawdziwsza prawda. Odpowiedz Link
your_and Gdzie ci mężczyźni?- czyli ofiary nadopiekuńczości 26.06.06, 11:22 Wracam bo przypomniałem sobie trafny moim zdaniem głos w tej dyskusji: Stary, dobry, odpowiedzialny za siebie i rodzinę Adam umiera - alarmują psycholodzy i socjologowie. Coraz więcej mężczyzn to słabi, potrzebujący pomocy chłopcy, którzy nigdy nie dorastają. Cierpią na typowo kobiece przypadłości, takie jak migreny i nerwice. (...) Psychika dorastającego chłopca zbyt mocno kształtuje się w związkach z matką, często samotnie wychowującą dziecko. Potwierdzają to nawet badania, jakie przeprowadzono wśród stu amerykańskich pilotów samolotów odrzutowych, których z pozoru trudno posądzać o to, że są maminsynkami. (...) Brak męskiego wzorca lub nadopiekuńczość matki mogą sprawić, że mężczyźni szukają matkującej im partnerki. W efekcie wyemancypowane kobiety coraz częściej "stykają się z mężczyznami infantylnymi emocjonalnie" - zauważa niemiecki socjolog Matthias Horx(...) W życiu codziennym są jedynie słabymi psychicznie "mucho macho". Czy takich mężczyzn potrzebują kobiety, które w wielu krajach są już lepiej wykształcone i coraz częściej zarabiają więcej niż ich partnerzy? Nic podobnego. Mężczyźni gotowi zastąpić swą wybrankę w kuchni i przy dziecku, ale nudni i mało przebojowi nie są atrakcyjni. Aktywnym kobietom, których jest coraz więcej, nie imponują mężczyźni, którzy są tylko bezwolnym narzędziem w ich rękach.(...) każda kobieta pragnie silnego mężczyzny - takiego, który zawsze ma własne zdanie i potrafi podejmować decyzje. Czy współcześni mężczyźni są zniewieściali? www.wprost.pl/ar/?O=13229 Odpowiedz Link
kawitator Re: Kordek gada bzdury n/t 26.06.06, 12:57 Kordek tak ale cały artykuł juz nie. Co prawda opowiada o sprawach powszechnie znanych ala i tak pomimo swojej poprawności zostanie zaatakowany. Powiązana z tym jest sprawa wychowywania dzieci w takich związkach z facetem mimozą Zainteresowani dobrze wiedzą że 80% młodych ludzi mających kłopoty z prawem, narkotykami , sprawiającymi trudności wychowawcze czy będącymi po opieką psychologów i psychiatrów jest wychowywana w rodzinach bez ojca lub w rodzinach gdzie rola ojca jest z marginalizowana. Że najlepszym środowiskiem do wychowywania dzieci jest tradycyjna rodzina z silnym ojcem. . Jest to znane od dawna, tak jak to ze alkohol jest lepszy w leczeniu depresji niż prozac a także że zapobiega rozwojowi miażdżycy lepiej niz wiele drogich renomowanych leków.. Z takich też samych powodów nie jest powszechnie publikowane. Odpowiedz Link
your_and Nadopiekuńczość 26.06.06, 14:40 kawitator napisał > Co prawda opowiada o sprawach powszechnie znanych ala i tak pomimo swojejpopra > wności zostanie zaatakowany. Powiązana z tym jest sprawa wychowywania dzieci w > takich związkach z facetem mimozą To nie jest problem jedynie ojca "faceta mimozy", tylko aktualnych wzorców społecznych. Schemat najczęściej jest inny,faceci nie mimozy wycofują sie ze związków jak kobieta przestawia cały cieżar uczuciowy zwiazku na dziecko i oczekuje tego samego o partnera, wycofując z wszystkiego co tworzyło zwiazek do tej pory: chwil we dwoje, seksu, wspólnej aktywności którą ograniczają do obowiazków przy dziecku, bo dzieki nowym homonom przestaje jej to sprawiać przyjemność. Męzczyzna żadnej burzy homonalnej nie przeżywa, dalej te same przyjemości go pociągaja, a przyjemości macierzyńskie żony traktuje w kategorii jedynie obowiązków. Helliger i wielu innych upatuje kleskę wielu zwiazków tym że w świetle przekazanych wartości macierzyństwo jest o wiele ważniejsze dbania o zwiazek długoterminowo, relacji z partnerem i bez wahania młode matki odsuwaja na długo te wartości na trzeci plan po urodzeniu dziecka, oczekujac tego samego od partnera (który dostosuje sie do tego lub odejdzie) przenosząc całe zaangażowwanie na dziecko i robiąc go osia swego życia - co jest wrecz powszechnym wzorcem społecznym - ze szkodą zarówno dla zwiazku jak i dla samego dziecka! Nadopiekuńczość jest pokusą skrzywionej egoistycznej miłości rodziców, czesto pod presją społeczeństwa, środków przekazu rodziny, na bycie matką idealną. Mało tego nieraz jest wrecz gloryfikowana jako prawdziwe spełnianie sie kobiety! Kiedyś czytajac na ten temat znalazłem: Nadopiekuńczość ze strony rodziców może być również traktowana jako jedna z form przemocy psychicznej wobec dziecka, bo w intencji bezgranicznej miłości i poświęcania się dla dziecka, zabija się w nim lub nie pozwala rozwinąć własnemu "Ja". Pozbawia się je możliwości uczenia się na doświadczeniach, dokonywania wyborów i nabywania wiary w siebie, podejmowania samodzielnych decyzji, a więc skazuje się na uzależnienie od siebie, a w późniejszym czasie od innych.(...) Takie postępowanie prowadzi do wychowania człowieka z niskim poczuciem wartości, nieśmiałego i samotnego, ale z dużymi oczekiwaniami wobec świata. Nadopiekuńczość ze strony rodziców. www.ogniskowiec.znp.edu.pl/publikacje/inne/nadopiekuniczosczestronyrodzicow.htm Miłość i opieka rodziców nad dzieckiem jest powszechnie uważana za warunek jego prawidłowego rozwoju. Jednocześnie nad-opiekuńczość od lat postrzegana jest jako źródło nieprawidłowego rozwoju dziecka, niekiedy – wręcz jako przyczyna głębokiej patologii.(...)Jest uderzające, że pierwsi autorzy zwracali uwagę na relacyjny charakter związku: matka jest nadopiekuńcza, a dziecko (na przykład poprzez choroby lub inne biologiczne lub psychologiczne zagrożenia) tę nadopiekuńczość prowokuje i wzmacnia. Dostrzeganie sprzężenia zwrotnego sprawiało, że zjawisko nadopiekuńczości – nawet jeżeli było odnoszone do wyraźnej patologii – opisywane było wówczas bez popadania w ton oskarżeń pod adresem rodziców Dzieje pewnej idei, czyli o „matce nadopiekuńczej” Między miłością a wolnością www.tygodnik.com.pl/kontrapunkt/13-14/barbar.html Nadopiekuńczość mieści się w kategorii niezamierzonego krzywdzenia dziecka, jednak przy pogłębionej analizie sytuacji rodzinnej "sprawca" jawi się także jako ofiara zdarzeń życiowych, które w dużej mierze zadecydowały o kształcie jego osobowości.Matki, które nie znajdują satysfakcji w związku małżeńskim, albo samotnie wychowują dziecko, nieświadomie uruchamiają mechanizmy kompensacyjne i wszystkie swoje niezaspokojone potrzeby emocjonalne lokują w dziecku. Częściej takie przeniesienie uczuć dotyczy chłopców; syn jest wtłoczony w rolę "małego mężczyzny mamusi".(...) Niezależnie od przyczyny warunkującej powstanie cech nadopiekuńczych, nadopiekuńcze matki traktują dziecko jako swoją własność, nie postrzegają dziecka jako odrębnej jednostki, która ma pełne prawo do rozwoju swoich indywidualnych cech, a w przyszłości do realizacji swoich potrzeb i planów życiowych. Ta oczywista prawda jest niezrozumiała dla nadopiekuńczej matki, to, co nie mieści się w jej programie wychowawczym, uznane jest za niewłaściwe, niebezpieczne, wręcz szkodliwe dla dziecka. Matki nadopiekuńcze www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=311 Odpowiedz Link
aska372 Re: Nadopiekuńczość 26.06.06, 15:21 Do Your_and.Dużo jest powiedziane na temat nadopiekunczych matek.Mam raczej pytanie o nadopiekunczych ojców i ich relacje z córkami.Wiele z tego co zostało przytoczone w kontekscie matek, moglabym smialo odniesć do relacji ojciec - córka.Czy jest gdzies opisane to drugie zjawisko?Z góry dziękuję za wskazówki. Odpowiedz Link
your_and Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 09:39 > córka.Czy jest gdzies opisane to drugie zjawisko?Z góry dziękuję za wskazówki. Jak piszą naopiekuńczość matek to obecnie reguła, podczas gdy nadopiekuńcość ojców to sytuacja rzadsza. Mechanizm jest ten sam przeniesienie uczuć i oczekiwań z partnera na dziecko płci przeciwnej, idealizacja i satysfakcja z pełnej władzy, kontroli, podziwu. Wpływ na przyszłe życie uczuciowe jest równie destrukcyjny. Czytałem w paru miejscach na temat naodpiekieńczości ojców wzg. córek ale nic mi sie przypomina oprócz -> Dzieciństwo - tam zaczyna się problem Wprowadzenie do psychopatologii cz. 5 www.racjonalista.pl/kk.php/s,4348 W późniejszym wieku dobrze jest opisana anoreksja córki jako wpływ zaburzeń psychosomatycznych o podłożu nadopiekuńczości ojca w rodzinie. psychotekst.com/strona.php?nr=254 www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=85 Odpowiedz Link
your_and Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 10:02 Zobacz jeszcze to: Córeczki tatusia - rozmowa Onet Przede wszystkim uzależni on ją tak bardzo emocjonalnie i psychicznie od siebie, że ona już nie będzie chciała żadnego innego, bo żaden nie będzie taki dobry jak tatuś... rozmowy.onet.pl/1,artykul.html?ITEM=1121830&OS=56111 Odpowiedz Link
dixia Nadopiekuńczość i inne.... 27.06.06, 10:09 Hmmm.... Your_and - mam pytanie - czy nie da się znaleźć jakichś wzorców pozytywnych? Bo w kółko obacamy się w różnego rodzaju anomaliach, perwersjach, odstepstwach, problemach itd... Czy może lepiej zmienić optykę i sięgnijmy po dobre wzorce a nie te, które są negatywnym przykładem i odbiciem błędów ludzkich? A może nie ma takich materiałów? Może rzeczywiście jesteśmy skazani na grzebanie śmietniku? Odpowiedz Link
aska372 Re: Nadopiekuńczość i inne.... 27.06.06, 10:25 Oczywiście są i pozytywy takich relacji, nie przeczę.Moje pytanie dotyczylo raczej nadmiaru emocji,przeniesienia uczuć,podziwu,silnych wiezi miedzy partnerami z partnera życiowego na dziecko.Ojciec -córka.To nie grzebanie się, to raczej zapobieganie.Dixia jest OK :).Kochajmy nasze dzieci ale rozważnie. Odpowiedz Link
misssaigon normalka 27.06.06, 10:29 dixia - zauwaz ze porównanie świeci ws zbrodniarze wypada pod wzgledem ilosciowym zdecydowanie na niekorzysc swietych..taka ludzka natura jest... Odpowiedz Link
dixia Re: normalka 27.06.06, 10:36 No ale to wcale nie oznacza, że mamy tworzyć apoteozę zbrodni tylko i wyłącznie dlatego, że jest łatwiejszy dostęp do materiałów źródłowych... ;o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: normalka 27.06.06, 10:47 dixia..nie my tworzymy tylko tzw "srodki masowego przekazu" ktore na zywo relacjonuja wojny, morderstwa, etc..i pomimo oczywistych rezultatow takich dzialan a mianowicie systematycznego obojetnienia ludzkosci na zlo, patologie, krzyde nikt nie ma zamiaru z tym nic zrobic bo to daje mediom "ogladalnosc" ktora sie przeklada na PIENIADZE ... z drugiej strony wiekszosc z nas to bezkrytyczni, bierni konsumnci, ktorych zainteresowania sa ksztalowane np pzrez RealityTv i ktorzy nastepnie szukaja podbnych podniet, doplywu adrenaliny....temat rzeka, juz kiedys na tym forum przerabiany Odpowiedz Link
dixia Re: normalka 27.06.06, 10:52 Ty podałaś powody dlaczego ludzie lezą za złym przykładem i to ich rajcuje. Ja zaś stawiam wniosek i zachętę by szukać pozytywnych worców. ______________________ Miliony much nie moga się mylić!!!! Jedzmy odchody!!!! Odpowiedz Link
your_and Re: normalka 27.06.06, 11:10 dixia napisał: > Ty podałaś powody dlaczego ludzie lezą za złym przykładem i to ich rajcuje. Ja > zaś stawiam wniosek i zachętę by szukać pozytywnych worców. Dlatego namęczyłem się troche zeby pobrzebać w temacie nadopiekuńczości. Moim zdaniem to wykęcony, źle pojmowany taki "pozytywny wzorzec" Odpowiedz Link
misssaigon Re: normalka 27.06.06, 11:13 to ja mam pytanie - kto moze byc ze wspolczesnych pozytywnym wzorcem dla mojego pokolenia 30+???? patrze, patrze...i nie widze ..tylko plissss nie wciskajcie mi kitu ze JPII! Odpowiedz Link
dixia Re: normalka 27.06.06, 11:20 No Ferdek Kiepski nie bardzo... ;o))) _____________________________________ Tom Hanks? - bo jest spokojnym mężem i ojcem, profesjonalistą w swoim fachu... Ojciec Leon Knabit? Warren Buffet? św. Faustyna Kowalska albo św. Edyta Stein? Jest parę autorytetów - tylko czy oni sa słynni? Nie bardzo - lepiej wygląda maskotwarz Jacksona niż usmiechnięte oblicze o.Leona... Odpowiedz Link
petar2 Re: normalka 27.06.06, 12:37 Szukasz wspólnego wzoru czy autorytetu dla tak szerokiej grupy społecznej jak pokolenie? Jeśli jako kryterium przyjmiemy uniwersalność tego autorytetu, to będzie to bardziej ikona niż ktoś imponujący wąskiej grupie. Nie ma autorytetu bardziej uniwersalnego i niekwestionowanego przez większość niż JPII. Bez względu na zastrzeżenia co do jego polityki czy płytkości i ludowości uwielbienia u wielu. Odpowiedz Link
dixia Re: normalka 27.06.06, 13:58 Nie - jednak Słowacki, to cytat z Ferdydurke, Gombrowicza. Zwracam honor :o))) Odpowiedz Link
dixia Re: normalka 27.06.06, 11:14 No ale jaki jest właśnie ten wspomniany przez Ciebie "pozytywny wzorzec"? I co trzeba uczynić byśmy do niego się zbliżyli? ;o))) Odpowiedz Link
aska372 Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 10:20 Dziękuję za te informacje.Potwierdzaja one moje przypuszczenia.Zaburzona relacja z partnerem i przeniesienie uczuć na dziecko(nie fizyczne oczywiscie) równie destrukcyjne-gdy w nadmiarze.W zasadzie walka z wiatrakami jakakolwiek sugestia może byc odebrana jak proba inwazji.Glośno mysle.Dziękuję jeszcze raz. Odpowiedz Link
your_and Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 10:34 aska372 napisała: > W zasadzie walka z wiatrakami Bo naodpiekuńczość jest powszechnie uważana wręcz ża pozytywą cechę rodziców, tylko specjaliści mają inne zdane, i otoczenie wzmacnia tylko poczucie rodzica że postepuje właściwie i zbliża sie do wzorca "rodzica idealnego". Każde kwestionowanie, atak na rozbuchane rodzicielskie uczucia to dla otoczenia dowód twojej "niedojrzłości" i "egoizmu". Odpowiedz Link
dixia Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 08:08 No i dlatego najlepszą metodę na nadopiekuńczą mamusię jest zrobienie jej jak najszybciej kolejnego bobasa albo i dwóch. Wtedy nie ma czasu na "głupienie" i poświęcanie zbytniej uwagi tylko 1 dziecku... Nie od dziś uważa się, że jedynaki sa rozpieszczone... Dlatego apeluję! Faceci - do wyra i róbta dzieciaki ino żywo ;o))) Odpowiedz Link
dixia Re: masz problem? 27.06.06, 09:14 A co ja mam wspólnego z nadopiekuńczością mężczyzny nad córką? Wszak mam dwóch synów a żona zastrajkowała i nie chce słyszec o nowym dzidziusiu... To pytanie jest raczej do innych :o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: masz problem? 27.06.06, 09:33 z ekonomicznego pktu widzenia bardziej sie oplaca nowy samochod niz nowy dzidzius...szczegolnie jezeli bedzie dla zony...;P Odpowiedz Link
dixia Re: masz problem? 27.06.06, 09:35 No pewnie... Co by miała więcej możliwości by mąż chodził w porożu ;o))) Lepszy dzidziuś niż samochód - samochód nie zrobi ci kawy za 5 lat... Odpowiedz Link
aska372 Re: masz problem? 27.06.06, 09:35 Sort of.Nie dotyczy bezposrednio mnie.Chciałabym zrozumieć ten mechanizm-przenoszenia uczuć z zony na córkę,co tym kieruje i jakie sa skutki na przyszłość dla ojca i jego potencjalnej partnerki zyciowej oraz corki.Nasuwa sie oczywista odpowiedz- nie pakować sie w ten układ!Jednak chce zrozumieć dlaczego tak się stalo? :D skoro Dixia nie czuje sie kompetentny czekam na Your_and.Pozdrawiam. Odpowiedz Link
your_and Re: masz problem? 27.06.06, 10:27 aska372 napisała: > Sort of.Nie dotyczy bezposrednio mnie.Chciałabym zrozumieć ten mechanizm-przeno > szenia uczuć z zony na córkę, Odpowiedziałem ci już powyżej, co nie znaczy że czuje sie kompetentny. Jaki jest mechanizm? Gdzie jest jego początek? Drugi kryzys – zaczyna się wraz z przyjściem na świat pierwszego dziecka. Zazwyczaj jedno z rodziców przelewa całą swoją miłość na dziecko. Tutaj każdy z triady domowników może stać się osią konfliktów. www.sciaga.pl/tekst/23232-24-kryzysy_malzenskie_i_ich_znaczenie_w_powstawaniu_przemocy Odpowiedz Link
dixia Grzebanie w uchu... 27.06.06, 09:11 Tak sobie siedzę i patrzę tępo w ekran. Ciepło dziś a u nas nie ma klimy... Naszła mnie refleksja peronowa w wątku m4. Ale czy w tym nie ma racji? Czy rzeczywiście jesteśmy tłumem gapiów podziwiającym z odrazą flaki rozprutego ciała? Czy nie zastanawiamy się nad losem opisywanych, tu na forum, ludzkich dramatów - własnie w ten sposób? Jak dzieci z ciekawościa grzebiemy patykiem w mrowisko albo zaglądamy psu do ucha? Tkwimy tu sobie podnosząc liczbę postów (ostatni wątek m.4 niedługo dogoni tygrysy...) Albo dyskutujemy o pedofilii na kanwie tabletek podnoszących libido... Takie tam dyrdymały - by się nie nudzić. Więc jak to jest???? ;o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Grzebanie w uchu... 27.06.06, 09:35 a bo to cos nowego??? "chleba i igrzysk" ....zreszta w dawnych wiekach najlepszym przedstawieniem sciagajacym mnostwo gapiow byly publiczne egzekucje.... Odpowiedz Link
dixia Re: Grzebanie w uchu... 27.06.06, 09:53 No i na co był ten cały postęp cywilizacyjny? Rewolucje, oświecenia, parady równości, lobbing... Wniosek płynie taki, że faceci mają jedno w głowie, kobiety chca tego samego ale inaczej - a wszyscy i tak lubią popatrzeć jak komuś gdzieś łeb urwie... ;o))) PS: Powiedzenie "chleba i igrzysk" to odwołanie do praw przynanych ludowi rzymskiemu, któremu cezarzy przyznali darmowy deputat w mące oraz wolny wstęp na igrzyska... Odpowiedz Link
dixia Kółko psychologiczne... 28.06.06, 08:34 Siemacie Rypki!!! ;o)))) W nawiązaniu do wczorajszych rozważań i sugestii jakie wynikły z naszych dyskusji zakładam to kółko. Możemy dzielić się tu różnymi teoriami, rozwiązywać problemy związane z psyche itd. Na początek proponuję quiz/zabawę. I tak: każde z nas ma różne skojarzenia. Często jest tak, ze jakaś rzecz, nawet banalna kojarzy nam się dziwnie. Co najciekawsze czasem nie ma ona odbicia w naszym doświadczeniu. Czasem ma. Weźmy przykład - z czym się Wam rypki kojarzy "hipopotam"? Albo "zapałki"? Czy "kaloryfer"? :o))) _____________________________ Z moich dziwnych skojarzeń... - samochód ciężarowy "tatra" starego typu (ten pękaty): z twarzą mojego wujka... uważam, że są bardzo podobni... - "konik" - z informacyjną tablicą drogową (taką zieloną)... zupełnie nie wiem czemu... Czy to w/w oznacza, że mam problem ze śmiałością do kobiet? ;o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 12:43 dixia - ja mam podejrzenie ze ty cichaczem piszesz ksiazeczke " Gry i zabawy dla przedszkolakow" czyz nie tak? Odpowiedz Link
kawitator Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 13:14 Kółko psychologiczne to znaczne zawężenie. Stanowimy tu na forum ludzie piszący o różnym stażu kółko domorosłych psychologów, terapeutów małżeńskich , psychoterapeutów, filozofów i specjalistów wiedzy wszelakiej. Nikła lub tylko intuicyjna życiowa wiedza w tych tematach pozwala na formowanie kategorycznych sądów i opinii. Wszystkie moje dyskusje z prawdziwymi fachowcami w tych dziedzinach wiedzy, próby przedstawienia takich popularnych tutaj wypowiedzi jako prawd ogólnych lub tylko powszechnych wywoływały delikatny i ukryty uśmiech politowania. Ukryty bowiem koledzy moi mają bardzo wysokie mniemanie o gwałtowności mojej a jednocześnie o szybkości połączenia emocje-noga-kop. Rewanżuję się im takim samym głupim uśmieszkiem i i mruczeniem No może.... wiesz ..... to chyba nie tak.... kiedy rozmawiamy o sprawach technicznych Chcąc podnieść dyskusję na bardziej ogólny poziom sformułuje następującą tezę : Wszelkie różnice w głoszonych przez nas radach czy opiniach odzwierciedlają trwającą juz od stuleci walkę dwóch systemów filozoficznych Konfucjanizmu i Taoizmu. Konfucjanizm prospołeczny narzucający ograniczenia na jednostkę w celu osiągnięcia jakiegoś większego wspólnego celu walczy z Taoizmem stawiającym jednostkę jej odczucia i potrzeby jako środek i centrum wszechrzeczy. To by było na tyle bowiem na południu upał nie zmalał i aktywność życiowa ogranicza się mimo wysiłków do szukania cienia i ochłody. Odpowiedz Link
misssaigon Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 13:46 a skoro jest tak to skad ten niewytlumaczalny ped i upor aby gleboko intymne sprawy tu opisywac skoro mozna sie narazic tylko na absolutnie nieprofesjonalne rady, porad, pryncypilane oceny..etc? hę? Odpowiedz Link
aska372 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 13:53 Ponieważ tu nic nie kosztuje:D- a może okazać sie pomocne i czesto tak bywa. Nawet nieprofesjonalista może stać sie profesjonalny po jakims czasie.Doswiadczenie+praktyka+wiedza książkowa.Sądzisz,że psycholog tuż po studiach jest w stanie pomóc?Dopiero wieloletnia praktyka otwiera jego horyzonty.Pozdrawiam. Odpowiedz Link
misssaigon Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:01 z moich doswiadczen wynika na na studia psychologiczne wybieraja sie czesto osoby majace bardzo powazne problemy ze swoja psyche i ze swoim zyciem generalnie...czesto te studoa wcale im nie pomagaja... a co do forum - opisane , zwerbalizowane problemy wygladaja juz zupelnie inaczej - i tak naprawde nie ma wiekszego znaczenia co i kto npisze, istotniejsze jest przelamanie wewnetrznych barier - zdobycie sie na odwage mowienia o problemach na szerszym forum - wtedy czesto udaje sie takze porozmawiac o nich z wlasnym partnerem... Odpowiedz Link
aska372 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:09 a co do forum - opisane , zwerbalizowane problemy wygladaja juz zupelnie > inaczej- i tak naprawde nie ma wiekszego znaczenia co i kto npisze, > istotniejsze jest przelamanie wewnetrznych barier - zdobycie sie na odwage > mowienia o problemach na szerszym forum - wtedy czesto udaje sie takze > porozmawiac o nich z wlasnym partnerem... :) i dlatego warto kontynuować takie forum, tylko przypadkiem sie nie uzaleznić bo to juz pachnie terapią:D Odpowiedz Link
dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:11 Hmmm... to skoro mamy przełamywać wewnętrzne bariery... to ja się przyznam, że codziennie wieczorem siadam na łóżku, biorę w usta patyk i mówię pffff... Odpowiedz Link
aska372 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:18 :D czyżby to objawy uzaleznienia od forum internetowego?Piszesz co slina na język, sorry co lepkie palce wklepia do komputerka :D Odpowiedz Link
aska372 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:38 :D musi nadmiernie rozwinięty być ale to nie zespoł chorobowy tylko dar od natury.I upal nie sprzyja :)... Odpowiedz Link
dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:59 Nadmiernie? Hmmm... NIe zastanawiałem się nad tym... Pod czapką do tej pory się mieścił.... ;o))) Odpowiedz Link
petar2 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:42 > z moich doswiadczen wynika na na studia psychologiczne wybieraja sie czesto > osoby majace bardzo powazne problemy ze swoja psyche i ze swoim zyciem > generalnie...czesto te studoa wcale im nie pomagaja... Mam podobne spostrzeżenia. Kolega po 1,5 małżeństwie z psycholożką zwiał, wziął "babę ze wsi" i jest szczęśliwy. Co do rozmów specjalistów z amatorami to jest pewien problem. Sam jako informatyk unikam jak ognia rozmów ze znajomymi o najnowszych kartach graficznych, niuansach w nowych wersjach oprogramowania, gadżetach, 'fjuczerach' i wodotryskach bo po prostu nie mam o tym zielonego pojęcia. Prośby o doradztwo przy zakupie zbywam paroma filozoficznymi uwagami typu "a po co Ci w ogóle ten komp" lub "czy kontrast 2000:1 w tym monitorze wart jest rzeczywiście takiej kasy?" i odsyłam do ekspedienta w sklepie. Sukcesem ostatnich dni było odwiedzenie sąsiada (nie wprost, trochę manipulacji, czynnego słuchania, wywierania wpływu) od zakupu wypasionego laptopa, zupełnie mu niepotrzebnego. A i względy sąsiadki zyskałem ;-) Jednym słowem specjalizacja oraz wysokie mniemanie o sobie u profesjonalistów i powierzchowność wiedzy połączona z zapalczywością u amatorów nie ułatwiają takich rozmów. Odpowiedz Link
dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:02 Mój znajomy zwiał od "egzaltowanej polonistki"... Jaka to była porażka... Chłopie!! :o))) Gdy mi ją przedstawił to pierwsze jej pytanie brzmiało: "słuchaj - a co myślisz nt. teorii Schopenhauera w jego dziele pt..." - i ona tak w kółko... ;o))) Odpowiedz Link
petar2 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:11 Eeee, ja lubię humanistki. 2 najdłuższe romanse to z nieodgadnioną, tajemniczą polonistką i gorącą doktorantką historii. Odpowiedz Link
dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:19 Ale tylko jako romasik... W życiu codziennym lepsza jest kierowniczka mięsnego... ;o))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:13 jak widac po przykladach - naklady na szkolnictwo wyzsze w przypadku kobiet sa niepotrzebne albo co gordza szkodliwe bo sie "babom we lbach przewraca" - Odpowiedz Link
dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:20 Bo to niestety smutna prawda.... ;o))) Odpowiedz Link
kawitator Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:44 skoro jest tak to skad ten niewytlumaczalny ped i upor aby gleboko intymne > sprawy tu opisywac Bo ludzie muszą się wygadać. Wyrzucić swoje frustracje emocje przemyślenia. Poddać swoje myśli czyny i zamierzenia pod ocenę innych. Bez wymiany myśli człowiek łatwo wpada w wytarte koleiny. Zapętla się. A dlaczego opowiadają o intymnych sprawach na forum. Syndrom przedziału kolejowego. W przedziale kolejowym spotykaj się przypadkowi ludzie nieznajomi nie związani Nie wiadomo kto wysiądzie pierwszy ale wiadomo ze jak pociąg dojedzie do stacji końcowej to przedział będzie pusty a pasażerowie rozejdą sie w swoje strony i nigdy więcej nie spotkają. Przyrównałbym forum do takiego pociągu. Nie znamy sie więc dyskutujemy o sprawach których nie poruszylibyśmy w gronie bliskich czy znajomych. Tam zawsze toczą się jakieś gry a nawet tak zwana zupełna szczerość jest też formą gry i to nie najlepszą. Siadamy w jakim przedziale (wątku) dosiada się ktoś nowy. Ktoś wysiada a dyskusje toczą się dalej. Odpowiedz Link
dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:58 Ja bym jeszcze dorzucił "syndrom barmana" - podobna rzecz! Siadamy w barze i żalimy się kolesiowi albo koleance. Bywa też, że przypadkowy człek obok wysłucha naszej opowieści o życiu - albo my jej wysłuchamy... Masz rację. Czasem musimy się wygadać. jak ulzy - bierzemy się za bary z losem - albo zamawiamy kolejną kolejkę ;o))) Odpowiedz Link
dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:08 Hmmm.... A trochę jaśniej? ;o))) Ale przecież te dwa systemy filozoficzne nie pokrywają całości nauki w tej materii... Ja znalzłbym jeszcze kilka, do ktorych chętnie się odwołujemy ;o))) Odpowiedz Link
kawitator Re: Kółko psychologiczne... 29.06.06, 18:07 mmm.... A trochę jaśniej? ;o))) > > Ale przecież te dwa systemy filozoficzne nie pokrywają całości nauki w tej > materii... Ja znalzłbym jeszcze kilka, do ktorych chętnie się odwołujemy ;o))) Nic nie pokrywa całości lub choć większej części nauki., lub nie odzwierciedla życia Nie chciałbym dyskutować o teoriach szczegółowych więc odwołałem się do podstaw. Podstawowa różnica w aspekcie na który chcę zwrócić uwagę miedzy Konfucjanizmem a Taoizmem przebiega na styku człowiek -społeczeństwo w którym ten człowiek żyje . Trywializując i przenosząc temat we współczesne realia tego forum. Konfucjanista będzie żył długo w rodzinie bez seksu bowiem uważa, że rola społeczna którą ma do spełnienia jako rodzic jest ważniejsza od jego indywidualnych potrzeb jako jednostki Nie będzie cierpiał a jeżeli nawet to będzie czerpał satysfakcję ze wspaniałego wypełniania swej roli społecznej. Taoista jako skoncentrowany na swoim ego będzie dążył do poszukiwania szczęścia bez oglądania się na koszty ponoszone przez innych ludzi. Uprzedzając głosy, że na przykład taki to ataki filozof przedstawiciel jednej ze szkół powiedział ...... Wiem prawdopodobnie czytałem ale tu chodzi o świadome przejaskrawienie. Nasza postawa jak to zwykle bywa będzie gdzieś pośrodku Osoby o nastawieniu taoistycznym będą dawały rady :należy ci się ,wystaw walizki, jak się nie che kochać to poszukaj kogoś innego Konfucjaniści będą mówili: walcz o związek szczególnie jak są w nim dzieci masz obowiązki wobec rodziny dzieci społeczeństwa To tyle trochę jaśniej ale to jest tylko bardzo trochę Odpowiedz Link
petar2 Re: Kółko psychologiczne... 30.06.06, 08:30 Ciekawe spostrzeżenie. Niewiele wiem o kulturze i religiach Wschodu więc przetransponuję na nasz grunt. Konfucjanizm to konserwatyzm i tradycjonalizm gdzie na człowieka nakładane są pewne role społeczne i obowiązki. Wynika to z założenia, że człek z natury choć dobry to jednak słaby i powinien mieć wskazówki jak żyć i pewne ograniczenia, sygnały, że postępuje niewłaściwie odpowiednio wcześniej a nie dopiero jak popełnia wykroczenie czy przestępstwo. Te ograniczenia są nadmiarowe, mają chronić tych słabszych duchem głównie, więc naturalne jest fagodniejsze spojrzenie na łamanie czy naciąganie pewnych ograniczeń bez rozgłosu i udawadniania, że są bez sensu. Stąd hipokryzja, którą zarzucają takim postawom wyznawcy wolności i szczerości a która ma nie tylko znaczenie pejoratywne. Taoizm to z kolei permisywizm i wolność, tak dominująca obecnie. Założeniem jest, że człowiek jest dobry i rozsądny więc powinien robić co chce, bo sam wie, co dla niego najlepsze, zna granice i umiar. Ograniczeniem jest zasada by nie czynić innym krzywdy (tylko wielkie problemy, jak określić co jest krzywdą, w jakim wymiarze i perspektywie) i prawo. Jeśli prawo, to znaczy, że robimy co chcemy a dopiero jak jest źle, wkracza państwo i aparat przymusu. Ponieważ jednak, wbrew założeniom, są ludzie od początku słabi, nie dający sobie rady z życiem, pomóc ma im państwo (na które w krajach socjalnych, czyli prawie całej Europie płaci się horrendalne podatki). Jeśli więc zdarzy się jakaś miedialna tragedia, szuka się od razu winnych w pani z opieki socjalnej, urzędniku gminy, policji, służbie zdrowia, zapominając o rodzinie i sąsiadach. Oczywiście mówimy tu o aspekcie społecznym życia. Ciekawe, że w aspekcie gospodarczym jest na odwrót, ale to już za bardzo nie na temat :-) Odpowiedz Link
dixia Re: Kółko psychologiczne... 02.07.06, 16:33 Wielkie dzięki Kawitatorze za tak dokładne przedstawienie mi tego tematu. Teraz wiem przynajmniej do jakiej szkoły filozoficznej należę :o))) Pozdrawiam serdecznie - juz wróciwszy z mocro urlopu ;o))) Odpowiedz Link
dixia Kolejny poniedziałek :o)))) 03.07.06, 08:12 Słońce świeci, wietrzyk dmucha a po kompie łazi mucha... _____________________________ Jak tam rypki? Cieszycie się, że jesteście w pracy??? ;o))) Jam teraz przez tydzień słomianym wdowcem. Od razu lepiej :o))) Odpowiedz Link
dixia Jak delikatnie zwrócić uwagę... 03.07.06, 11:22 Na kanwie "brudnego wątku" chciałbym poruszyć kwestie zwracania uwagi drugiej osobie w związku. Jak to zrobić by kogoś nie urazić ale jednocześnie stanowczo dać znać, że sprawa jest ważna? Kiedyś zwróciłem uwagę swojej ówczesnej kobietce, najdelikatniej jak mogłem, w żartobliwej formie - by nie mówiła końcówki "em" tylko by wymawiała wyraźne "ę"... No i okazało się, że ona to zupełnie inaczej zrozumiała, pogłębiły sie jej kompleksy i w efekcie doszła do wniosku, że "za wysokie progi" i takie tam... Jak to więc zrobić? By było skutecznie acz w miarę bezboleśnie? Odpowiedz Link
dixia Rady wujka "Dobra Rada" :o))) 03.07.06, 13:11 1. Jak sie zona puszcza na boku tzn. że to wina faceta. Ona jest zaledwie nieodgadniona i kocha przeciez obu.... 2. Aby się dobrze poznac - trzeba z przyszłym partnerem przejść obóz survival'owy... Odpowiedz Link
kawitator Re: Rady wujka "Dobra Rada" :o))) 03.07.06, 18:40 2. Aby się dobrze poznac - trzeba z przyszłym partnerem przejść obóz > survival'owy... Nie wiem czy można się w ogóle dobrze poznać Można się jedynie poznawać bowiem człek zmienia się w czasie i ten którego poznalismy świetnie rok temu już gdzieś w przeszłości został a przed nami stoi ktoś choć trochę inny. Natomiast wydobycie człeka z piórek godowych jak najbardziej możliwe Trzeba tylko dać mu trochę w dupę i już piórka kolorowe spadają i wygląda z pod nich prawdziwa twarz Czasmi szpetna, czasami piękna zależy jak się trafi. Odpowiedz Link
dixia Re: Rady wujka "Dobra Rada" :o))) 04.07.06, 07:55 =o)) Kawitatorze drogi, Mój post był kolejnym mikro szelestem w celu polemiki... Atoli zgadzam się z Tobą (niestety - bo przez to cierpi dyskusja) nie od dziś ludzie mawiają o beczce soli, o przyjaciołach w biedzie itd. Kiedyś chadzałem na pielgrzymki. Wówczas miałem okazje obaczyć prawdziwe piękno ludzi. Bez makijażu, bez komórek, bez BMW itd. Liczyło sie tam i wtedy. Ludzie, Bóg i droga... Na żaglach też można poznać ciekawych ludzi. Jednak przy 10'tce wysiadają najlepsi ;o))) Odpowiedz Link
dixia Wprawiło mnie w dobry nastrój... :o)))) 04.07.06, 10:40 wiadomosci.onet.pl/1349769,69,item.html Odpowiedz Link
dixia Ech ci Włosi... 04.07.06, 23:44 ... zawsze jakoś sie doczołgają do finału... Może tak Polacy by wzięli od nich przykład? Odpowiedz Link
dixia Re: Ech ci Włosi... 10.07.06, 07:46 i tak czołgając się zdobywają MS.... Jak ja nie lubię ich sposobu gry w piłkę.... ;o((( Odpowiedz Link
dixia Wkręcanie się w nakręcanie :o))) 05.07.06, 10:43 Jak człowiek sam sobie potrafi wkręcać różne rzeczy, a potem jak sam sie potrafi nakręcić.... Co Rypki na to? Odpowiedz Link
kici10 Re: Wkręcanie się w nakręcanie :o))) 05.07.06, 18:52 Wkręca się jakąś myśl, tak jak śrubkę. A nakręcanie polega na lataniu tylko wokół tej śrubki, nie widząc nic innego. Odpowiedz Link
dixia Re: Wkręcanie się w nakręcanie :o))) 06.07.06, 07:48 Faktycznie coś w tym jest. Jeśli stajemy się chorobliwie zazdrośni o swojego partnera, sprawdzamy jego pocztę, zaglądamy do komórki, robimy wymówki, itd to za jakiś czas skłonimy tego partnera do tego by zdradził... A może to jest projekcja myśli? Odpowiedz Link
dixia Zjechałem z krzesła... 06.07.06, 08:18 Polecam każdemu na dobry początek dnia :o))))) www.smog.pl/wideo/2135/the_final_count_down/ Odpowiedz Link
aska372 Re: Zjechałem z krzesła... 06.07.06, 09:31 No nie przy jedzeniu!:D chociaż samobojca byl horrible-dla ludzi o mocnych nerwach.Poranna kawa niepotrzebna. Odpowiedz Link
dixia Re: Zjechałem z krzesła... 06.07.06, 13:35 Śpieeeewać każdy mooooże - trooooche lepiej albo trocheeee goooorzej :o))) Odpowiedz Link
dixia Kaczor, kaczor coś narobił... 07.07.06, 08:22 I dzisiaj proszę nie denerwować dixii.... ;o))) Odpowiedz Link
woman-in-love a ja sobie pozwolę... 07.07.06, 13:24 ...podrażnić Dixie! Pi-xi-Di-xi! Pi-xi-Di-xi! Pi-xi-Di-xi! Odpowiedz Link
woman-in-love Re: a ja sobie pozwolę... 07.07.06, 13:32 kwa kwa kwa! kwaki kwaki a coż tam za dixia jakiś? Odpowiedz Link
dixia Re: a ja sobie pozwolę... 07.07.06, 13:40 A jak tam świeca z Włochem? ;p ;o)))) Już kaczorek mija ;o))) Odpowiedz Link
dixia Your_and - wspomniane linki :o))) 10.07.06, 07:50 W nawiązaniu do naszej rozmowy pozwalam sobie przesłać w ten sposób :o))) www.brooklyn.org.pl/index.htm www.pospoliteruszenie.org/ (to bardziej dla Petara...) ;o)))) jurek.com.pl/bron2ws/index2.php?kraj=fr&rodzaj=okr ten jest dla zapaleńców (wielkie uznanie dla właściciela strony!!!) Odpowiedz Link