Dodaj do ulubionych

kasowanie znajomości z kobietami...

18.07.06, 12:49
...chili żona w roli cenzora...
Czy WY też tak macie, że ograniczacie swoim drugim połówkom możliwość
znajomości z przedstawicielami płci przeciwnej?
Od kiedy jestem żonaty - straciłem wszystkie prawie przyjaciółki i koleżanki.
Ilekroć próbuję umówić się z jakąś znajomą jest awantura albo przynajmniej
ciche dni...
Czy to normalny objaw zazdrości, czy...?
Obserwuj wątek
    • nuta11 czy to normalny objaw zazdrosci, czy... 18.07.06, 13:03
      glupota?
      Glupota, kochany. straszna.
      • woman-in-love Re: czy to normalny objaw zazdrosci, czy... 18.07.06, 13:09
        no nie wiem - umawianie się z przyjaciółkami? A "jakiej celi"???? Czy na
        randki? Imprezy? Nocne Polaków rozmowy? Trochę mało danych.
        • rumity Re: czy to normalny objaw zazdrosci, czy... 18.07.06, 13:42
          generalnie - spotkanie na piwo, kawę, nawet w towarzystwie przyzwoitki - były
          piętnowane i kończyły się awanturą. Stanęło na tym, że przynajmniej oficjalnie
          nia mam żadnej znajomej. A jak próbuję poznać jakąś kobietę czuję się jakbym
          robił coś złego - niezależnie do tego, że chodzi mi tylko i wyłącznie o
          ZNAJOMOŚĆ - pogadanie, spotkanie, wymianę myśli...
      • rumity Re: czy to normalny objaw zazdrosci, czy... 18.07.06, 13:43
        Gdybyś nie miała żadnych znajomych - oficjalnie - może nie uważałabyś tego za
        taką straszną głupotę...
    • bella67 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 18.07.06, 14:30
      Nie możesz na to piwo i pogadanie umówic się z kolegami?Kobiety sa lepsze?W
      czym?Ciekawi mnie ta kwesta?
      Poznaj zone z koleżankami czy swoimi przyjaciółkami, wybierzcie sie razem na
      piwo, może z którąs się zaprzyjaxni także!? Mysle, że więcej będa miały do
      pogadania nawet. Jak to mówia przyjaciele moich przyjaciół sa moimi przyjaciólmi.
      Jesli zona wie i zna koleżanke nie powinno być wówczas problemów. Ukrywanie,
      kręcenie, tajemnica zawsze niesie za soba podejrzenie nieczystych intencji i
      mysle, że zazdrośc w takim przypadku o ile nie przesadzona, to jest zdrowa.
      Tez mam kolegów będąc zoną, ale jakoś wole z psiapsiółkami zrobić wypad do pabu,
      niz kolegą. Obserwuje jakiś dziwny pęd do przyjaźni damsko-męskich?
      B
      • rumity Re: kasowanie znajomości z kobietami... 18.07.06, 14:37
        początkowo też mi się wydawało, że tak to będzie wyglądało.
        Ale z kręgu moich znajomych sprzed małżeństwa, których poznała moja żona -
        zostali sami kumple, koledzy i przyjaciele, a z jedyną oficjalną przyjaciółką
        musze się spotykac pod pretekstem piwa z kolegami.
        Jasne, fajnie jest wyjść z kumplami i pogadać jak faceci, ale czasem mam ochotę
        wymienić poglądy z kobietami - to zupełnie inny rodzaj spotkań.
        Mimo to dzięki za radę...
    • fedex2 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 18.07.06, 15:45
      witam :)
      ja tu czegoś chyba nie rozumiem...to po co wiązałeś się z kobietą, skoro brak
      Ci częstych kontaktów z innymi kobietami. Wybacz, ale ja jestem jedyną
      najbliższą przyjaciółką mojego męża a on moim jedynym najbliższym przyjacielem,
      takim, któremu opowiem o wszystkim...i tak zostanie mam nadzieje jak najdłużej.
      Mąż czy zona (partnerw w każdym razie) to nie to samo co stado kolegów,
      przyjaciółek...I nie podobałoby mi sie gdyby spotykał się z innymi kobietami -
      przyjaciółkami. Toż to chore troche...Jest zazdrosna i nie ma w tym nic
      dziwnego, jeśli próbujesz zbagatelizować taki stan, to jesteś niepoważny.
      Oczywiście, w każdym związku mogą być inne zasady współżycia, ale najwyrażniej
      w tych kwestiach Twoja żona reaguje w sposób powiedzmy "konserwatywny" czytaj
      zdrowy...Pozdrawiam serdecznie :)))
      • rumity Re: kasowanie znajomości z kobietami... 18.07.06, 15:49
        niech jej to zatem wychodzi na zdrowie...
      • remicius Re: kasowanie znajomości z kobietami... 07.08.06, 15:43
        Tiaa i potem sie dziwic ze mezowie zabijaja zony, a zony mezow. Nie wolno sie
        zamykac we wlasnym zwiazku.
    • misssaigon normalka 18.07.06, 15:48
      nie pociesze cie rumity - zachowanie twojej kobiety jest normalne i racjonalne -
      pilnuje swojego dobrze pojetego interesu,
      wielokrotnie czytalm o sytuacjach kiedy zdrady dokonywaly sie z przyjaciolka,
      kolezanka zony z tego prostego powodu ze byla blisko i pod reka....
      zreszta pomysl...
      wychodzisz z domu gdzie zona akurat zajeta np dzieckiem, opluta i obrzygana
      kaszka, w codziennej blzuce, nieuczesanej koafiurze , bez makijazu...przed
      wyjsciem jakas drobna sprzeczka - idziesz na spotkanie z li tylko przyjaciolka
      oczywiscie - ktora odgalowana, mila, rozumiejaca, wesola - rozmowa bez bagazu
      emocji i problemow domowo - malzenskich. Atmosfera spotkania wciaga cie,
      umawiasz sie na nastepne traktujac to jako zasluzony relaks...a potem
      cdn...oczywiscie
      • fedex2 Re: normalka 18.07.06, 15:51
        nic dodać nic ująć...
      • rumity Re: normalka 18.07.06, 15:53
        hipotetyczna sytuacja jaką opisujesz nie odnosi się do stanu faktycznego...
        moja żona zna wszystkich moich kolegów, znajomych, kumpli - ja nie znam żadnej
        jej koleżanki, a jak wspomniałem te które miałem zostały "odstrzelone". Kocham
        żonę, ale nie mogę się pogodzić z tym, że oprócz niej jest mnóstwo
        interesujących kobiet, z którymi nie mam prawa się kontaktować za jej wiedzą i
        zgodą.
        • fedex2 Re: normalka 18.07.06, 15:57
          Złociutki...no powiedz tak z ręką na sercu...po co się żeniłeś ???? przysiega
          małżeńska w obcym języku była składana, bo widze, że ze zrozumieniem tekstu
          poważne kłopoty. A tak na poważnie - próbuje Cie zrozumieć i jakoś nie
          potrafie...Naprawde kochasz swoją żonę???
          • rumity Re: normalka 18.07.06, 15:59
            stara(m) się :)
            • fedex2 Re: normalka 18.07.06, 16:02
              haha - wiesz, już zdążyłam się "zaangażować emocjonalnie" w tą dyskusje, po
              czym właśnie zdałam sobie sprawe, ze ten Twój post wygląda na czystą
              prowokację. Pozdrawiam ;)
              • rumity Re: normalka 18.07.06, 16:05
                a co miała by mieć na celu prowokacja...
                po prostu
        • misssaigon Re: normalka 18.07.06, 16:06
          zwyczajnie nie masz prawa oficjalnie interesowac innymi kobietami ktore by
          mogly w twoim zyciu wystepowac w charakterze: kolezanek, przyjaciolek,
          znajomych itd itp - koniec kropka
          ps. piszesz ze nie znasz kolezanek zony, a kolegow znasz?
          • rumity Re: normalka 18.07.06, 16:15
            początek brzmi znajomo...
            ps. nie
            • misssaigon Re: normalka 18.07.06, 16:19
              zatem, ona nie ma kolegow ty nie masz kolezanek - jak sie zgodzicie ze mozecie
              miec - bedziecie fair w stosunku do siebie
              • rumity Re: normalka 18.07.06, 16:30
                nie powiedziałem, że nie ma kolegów, tylko że ich nie znam - to zasadnicza
                różnica.
                • anula36 Re: normalka 18.07.06, 16:42
                  a naprawde nie mozecie sie spotykac/ isc na piwo/ w wiekszym gronie kolegow
                  ikolezanek- nawet w 4 osoby??
                  Zeby pozwolic mezczyznie na przyjaznie damskie poza zwiazkiem trzeba miec do
                  niego ogromne zaufanie i nieprawdopodobnie dobre poczucie wlasnej
                  wartosci.Takie wyskakiwanie na spotkanie z kobieta sama na sam moze byc prze z
                  nia odczytana jako potencjalna randka.
                  p.s. a jak tam u was z seksem???
                  • rumiane Re: normalka 24.07.06, 12:06
                    obawiam się, że w szerszym gronie nie byłoby szans na poznawanie "tych interesujących kobiet" tak jak to autor lubi :)
    • ewolwenta Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 18.07.06, 16:52
      Ja jakaś dziwna widać jestem. Nie wyobrażam sobie nawet pytania z kim był na
      kawie. Ani też z kim ja byłam. Jak będzie chciał to opowie, jak nie to mu ufam.
      I w drugą stronę też to tak działa.

      Rozumiem, że nocne wielogodzinne rozmowy z przyjaciółką akceptowałabym
      jednorazowo... w sytuacji jakiejś tragedii. Ale na kawę?

      • killarney5 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 18.07.06, 19:35
        ewolwenta napisała:

        > Ja jakaś dziwna widać jestem. Nie wyobrażam sobie nawet pytania z kim był na
        > kawie. Ani też z kim ja byłam. Jak będzie chciał to opowie, jak nie to mu
        ufam.
        > I w drugą stronę też to tak działa.
        >
        Doklanie. Czytam z niejakim przerażeniem pokazy zazdrosci w necie, a nieraz i
        porad, jak sledzic meza! Czy maz jest wlasnoscia lub niewolnikiem zony, a ona -
        niewolnica meza, ze po slubie maja natychmiast zerwac kontakty z przyjaciolmi
        plci przeciwnej? Jesli ktos uwaza, ze maz zdradzi, gdy tylko bedzie mial
        okazje, to lepiej sie od razu rozwiesc: bo okazje bedzie mial zawsze i wszedzie.
      • anais_nin666 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 18.07.06, 19:53
        Evo ja tez jestem dziwna;)
        Nie wyobrażam sobie zabraniac męzowi spotkań z kobietami i nie wyobrażam sobie
        też tego w drugą strone. Małżeństwo to nie niewola. Nie każda przyjaciółlka to
        kochanka. Nie każdy przyjaciel to kochanek.
        Zdrada zdarzyć może się gdy się owe przyjaciolki ma, jak i wowczas gdy sie ich
        nie ma (panie z pracy, zony kolegow itd).
        Zabranianie spotykania sie ze znajomymi kobietami z powodu obawy o zdradę jest
        równie rozsądne, jak niejeżdżenie samochodem w obawie, że może sie mieć wypadek.
        Gdzie wzajemne zaufanie?
        Czy takim brakiem zaufania nie wystawiamy świadectwa małżonkowi...?
        • justyna.ada Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 19.07.06, 09:13
          Dołączam do grona dziwadeł... ;-)
          Pytam ślubnego, co robił, lub zamierza robić, dokąd się wybiera. On pyta mnie,
          a ja mowię. Mam przyjaciół, niektórych poznałam przed jego "kadencją", innych w
          trakcie, czasem się z nimi spotykam i on to wie. Nie wyobrażam sobie sytuacji,
          że on mówi: będę później, bo chciałbym pogadać z Ziutą, a ja na to "zabraniam"
          (no chyba że to rozwaliłoby jakąś rodzinną logistykę)

          A filozofia krótkiej smyczy, z tego co wiem, ma tez krótkie nogi. Jak zechce
          zdradzić, to się tak postara, żebym nie wiedziała, więc chodzenie w stroju
          płetwonurka cały czas, na wypadek powodzi, jest bez sensu.
          • asia1911 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 20.07.06, 09:12
            Ja też sie przyłączę, co w tym złego, że facet chce pogadac, wypić kawę z
            koleżanką, czy przyjaciółką.

            A Twoja żona jest po prostu zazdrosna.
            Piszesz, że nie znasz jej koleżanek, czyżby bała się konkurencji???
        • nikkka5 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 22.07.06, 20:35
          anais_nin666 napisała:

          > Evo ja tez jestem dziwna;)
          > Nie wyobrażam sobie zabraniac męzowi spotkań z kobietami i nie wyobrażam sobie
          > też tego w drugą strone. Małżeństwo to nie niewola. Nie każda przyjaciółlka to
          > kochanka. Nie każdy przyjaciel to kochanek.


          A jesli nie mialabys do meza zaufania, to czy rowniez pozwalalabys na niewinne
          spotkania z przyjaciolka - niekochanka? Autor juz swoja potrzeba spotykania sie
          z innymi kobietami prowokuje do podejrzen i obniza zaufanie jego zony. Ma
          dziewczyna powod ,zeby zaczac stosowac metode ograniczonego zaufania.
          • ewolwenta Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 23.07.06, 14:12
            > A jesli nie mialabys do meza zaufania, to czy rowniez pozwalalabys na niewinne
            > spotkania z przyjaciolka - niekochanka?

            Na pewno gdybym nie miała zaufania to bym była sfrustrowana. Czy bym mu
            pozwoliła? A jakie mam prawo do zakazywania? Mogłabym okazać dezaprobatę, czy
            zazdrość ale tylko jako moje uczucia.

            Sama pracuję i obracam się w środowisku, w którym kobiety są zdecydowaną
            mniejszością, natomiast mój partner odwrotnie. Jak moglibyśmy funkcjonować bez
            zaufania?

            >Autor juz swoja potrzeba spotykania sie
            > z innymi kobietami prowokuje do podejrzen i obniza zaufanie jego zony.

            Można nie ufać, bo ma się powody albo dlatego, że nie jest się zdolnym do takich
            uczuć. Często jest to kwestia nie tyle zaufania co niesłusznego przekonania o
            „prawie własności” do osoby partnera.

            >Ma
            > dziewczyna powod ,zeby zaczac stosowac metode ograniczonego zaufania.

            Może i mieć ale egzekwowanie z góry skazane jest na niepowodzenie, bo presja
            osłabia wieź między parnterami. A owoc zakazany...
            • nikkka5 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 23.07.06, 23:23
              A jakie on ma prawo byc nielojalny i spotykac sie wbrew prosbom zony z jego
              przyjaciolkami? Na dodatek raniac jej uczucia? To psuje dobre relacje w
              zwiazku.Nie wyobrazam sobie takiej sytuacji, ze pomimo niecheci zony do
              osobistych spotkan jej meza z przyjaciolka-niekochanka, maz dostaje przyzwolenie
              pt.: tak kochanie , rozumiem Cie, masz taka potrzebe.W zwiazku z tym zycze Wam
              milego spotkania. Ja w tym czasie podenerwuje sie czekajac na Ciebie...
              A co z szacunkiem do uczuc zony?
              • woman-in-love Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 08:16
                juz tak to jest z przyjaciółkami, ani sie biedaczek obejrzy, a juz wyląduje w
                łóżku. Bez różnicy - czy ze swoja czy zaony najlepszą powiernicą. Życie...
                • nikkka5 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 11:37
                  A wlasciwie to po co biedaczkowi prywatne przyjaciolki?/przyjaciolka? W
                  satysfakcjonujacym i wspolnie budowanym zwiazku nie ma miejsca, czasu ani
                  potrzeb na wyrozumiale przyjacioleczki-pocieszajki.
                  • zuza6661 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 14:36
                    nikkka5 napisała:

                    > A wlasciwie to po co biedaczkowi prywatne przyjaciolki?/przyjaciolka? W
                    > satysfakcjonujacym i wspolnie budowanym zwiazku nie ma miejsca, czasu ani
                    > potrzeb na wyrozumiale przyjacioleczki-pocieszajki.

                    A ja sie zastanawiam, ile taki "wspolnie budowany zwiazek" potrawa, jesli juz z
                    nikim oprocz meza/zony nie mozna pogadac... ja tam czasem wole zeby on sobie
                    poszedl pogadac z przyjaciolka, bo wtedy mu jest latwiej nowym spojrzeniem
                    zobaczyc nasz zwiazek, cos, w czym my tkwimy i tego nie zauwazamy...
                    • nikkka5 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 20:54
                      Coz za wyrozumialosc. Naiwnosc czy to, ze Ty rowniez oczekujesz od swojego
                      partnera tego samego? Swobody i czystego sumienia , kiedy spotykasz sie na kawie
                      z prywatnym przyjacieklem? "Przeciez moj parner robi tak samo, rozumiem go. on
                      tylko szuka nowego spojrzenia na zycia..."
                      • zuza6661 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 25.07.06, 08:31
                        Wyrozumialosc - a wlasnie ze tak.
                        Wyobraz sobie, ze dzis rano, moj maz mi powiedzial: "we czwartek wieczorem
                        wychodze do weroniki, ale weekend bedzie tylko dla nas". I co, wedlug ciebie to
                        pôwinnam mu zakazac, rzucic sie pod drzwi i zaszantazowac, ze jak wyjdzie to
                        sie z nim rozwiode? No sorry, ale nie. We czwartek wieczorem zrobie sobie
                        mrozona herbate i siade przed komputerem, zeby poczytac, mam na dzieje, troche
                        bardziej zyciowe wypowiedzi...
              • ewolwenta Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 10:38

                nikkka5 napisała:

                > A jakie on ma prawo byc nielojalny i spotykac sie wbrew prosbom zony z jego
                > przyjaciolkami? Na dodatek raniac jej uczucia? To psuje dobre relacje w

                Oczywiście, że może wpływać negatywnie. Zazwyczaj konflikty mają szereg aspektów.
                Trudno o uogólnianie bez świadomości istnienia wyjątków. Jeżeli np. te
                znajomości prowadzą (lub kiedyś prowadziły) do relacji intymnych to żona ma jak
                najbardziej prawo się niepokoić.

                Bronię się jednak przed traktowania każdej znajomości partnera z
                przedstawicielką płci przeciwnej jako potencjalnego zagrożenia. Poza tym
                zabranianie czegoś partnerowi jest dla mnie przejawem braku szacunku dla niego.
                Przekonaniem, że sam nie jest zdolny do oceny tego co dobre lub złe. Nie oznacza
                to jednak, że nie należy wyrażać swoich uczuć.

                > zwiazku.Nie wyobrazam sobie takiej sytuacji, ze pomimo niecheci zony do
                > osobistych spotkan jej meza z przyjaciolka-niekochanka, maz dostaje przyzwoleni
                > e
                > pt.: tak kochanie , rozumiem Cie, masz taka potrzebe.W zwiazku z tym zycze Wam
                > milego spotkania. Ja w tym czasie podenerwuje sie czekajac na Ciebie...
                > A co z szacunkiem do uczuc zony?

                Nie mówię, że nie masz racji. Są takie pary, które w obrębcie własnego związku
                są samowystarczalne, ale wątpię czy to może trwać całe życie. Z resztą na
                początku związku zupełna wyłączność na wszelkie sfery życia partnera jest
                powszechna. Z czasem jednak powinna ustąpić pewnej autonomii.
                To „czekanie denerwującej się żony” to skrajność. Sytuacja kiedy żona nie ma
                własnego życia a żyje jedynie życiem męża, co moim zdaniem jest patologią.
                (Oczywiście są takie okresy kiedy uszczelnienie się związku ma uzasadnienie:
                czas opieki nad małym dzieckiem, choroba, trudne sytuacje).

                Nie wiem czy te dywagacje mają jakiś związek z relacją partnerską autora wątku,
                bo mamy mało informacji o jego życiu. Zatem powyższe stwierdzenia to wyraz mojej
                osobistej postawy i raczej dosłownego potraktowania pytania:

                „Czy WY też tak macie, że ograniczacie swoim drugim połówkom możliwość
                znajomości z przedstawicielami płci przeciwnej?”.
                • nikkka5 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 11:33
                  ewolwenta napisała:

                  Jeżeli np. te
                  > znajomości prowadzą (lub kiedyś prowadziły) do relacji intymnych to żona ma jak
                  > najbardziej prawo się niepokoić.


                  Ma przede wszystkim prawo niepokoic sie w takim przypadku, jak rowniez , kiedy
                  czuje sie niewystarczajaca parnerka dla meza, ktory stara sie i szuka zaspokajac
                  swoje potrzeby emocjonalno-intelektualne z innymi kobietami ( prywatnymi
                  przyjaciolkami), o czym Autor napisal. Dla mnie osobiscie byloby bardzo przykre
                  i niepokojace, gdyby moj maz utrzymywal przyjacielskie uklady( spotkania,
                  korenspondencja, telefony) z nieznajomymi mi, nie naszymi wspolnymi
                  przyjaciolkami. Stracilabym juz przez taki fakt zaufanie do niego, ktore trudno
                  byloby mu odbudowac. Dlatego, czy warto psuc w taki sposob relacje z parnerem,
                  oczywiscie takim, na ktorym nam zalezy?

                  > Bronię się jednak przed traktowania każdej znajomości partnera z
                  > przedstawicielką płci przeciwnej jako potencjalnego zagrożenia. Poza tym
                  > zabranianie czegoś partnerowi jest dla mnie przejawem braku szacunku dla niego.
                  > Przekonaniem, że sam nie jest zdolny do oceny tego co dobre lub złe.

                  Znajomosci, kolezanki w pracy, oczywiscie tak. Nie mam na mysli neurotycznej
                  zazdrosci, bo to bylaby wrecz smieszna patologia.
                  A co do oceny parnera co jest dobre a co zle , to dla mnie nie istnieje pojecie
                  czarno-biale. Najlepiej te granice ustalac wspolnie i wspolnie jej przestrzegac
                  i szanowac.



                  > Są takie pary, które w obrębcie własnego związku
                  > są samowystarczalne, ale wątpię czy to może trwać całe życie. Z resztą na
                  > początku związku zupełna wyłączność na wszelkie sfery życia partnera jest
                  > powszechna. Z czasem jednak powinna ustąpić pewnej autonomii.

                  To prawda, ze dla par samowystarczalnych taki stan nie moze trwac wiecznie i
                  pewnie nie bedzie. Ale w takim przypadku rowniez nalezy okreslic granice i dojsc
                  do jakiegos kompromisu.

                  > To „czekanie denerwującej się żony” to skrajność. Sytuacja kiedy żo
                  > na nie ma
                  > własnego życia a żyje jedynie życiem męża, co moim zdaniem jest patologią.
                  I to jest patologia. Zgadzam sie z Toba.Oj, wspolczuje takim facetom.

                  • ewolwenta Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 11:56
                    > Ma przede wszystkim prawo niepokoic sie w takim przypadku, jak rowniez , kiedy
                    > czuje sie niewystarczajaca parnerka dla meza, ktory stara sie i szuka zaspokaja

                    zgadzam się

                    >swoje potrzeby emocjonalno-intelektualne z innymi kobietami ( prywatnymi
                    > przyjaciolkami), o czym Autor napisal.

                    Jednak od reguł są wyjątki.:) A co jeśli są takie dziedziny, w których nie
                    dzielimy z partnerem? Ja biegam, mój partner nie. Mam więc kumpla z trasy,
                    czasem spotykamy się na kawie żeby pogadać o nowych butach czy planach
                    treningowych. Właściwie wiemy o sobie tyle, że biegamy.
                    Fakt, że zazwyczaj to nie jest kawa we dwoje a w czworo czy pięcioro wariatów
                    ;). Mój partner o tym wie i ma prawo wstępu a nawet zaproszenie, z którego nie
                    korzysta.

                    >Dla mnie osobiscie byloby bardzo przykr
                    > e
                    > i niepokojace, gdyby moj maz utrzymywal przyjacielskie uklady( spotkania,
                    > korenspondencja, telefony) z nieznajomymi mi, nie naszymi wspolnymi

                    Tak o ile byłabyś wykluczona, prawda? Mając świadomość, że nie dzieje się to za
                    plecami a możesz jeśli zechcesz być uczestnikiem to chyba problem znika?

                    Mam świadomość, że gdybym się uparła to weszłabym w własny kawałek świata mojego
                    partnera. Ale nie chcę tego zrobić.

                    > przyjaciolkami. Stracilabym juz przez taki fakt zaufanie do niego, ktore trudno
                    > byloby mu odbudowac. Dlatego, czy warto psuc w taki sposob relacje z parnerem,
                    > oczywiscie takim, na ktorym nam zalezy?

                    Nie warto. To o czym piszesz to wewnętrzne reguły związku. Reguł się nie łamie o
                    ile one nie łamią nas.

                    > Znajomosci, kolezanki w pracy, oczywiscie tak. Nie mam na mysli neurotycznej
                    > zazdrosci, bo to bylaby wrecz smieszna patologia.
                    > A co do oceny parnera co jest dobre a co zle , to dla mnie nie istnieje pojecie
                    > czarno-biale. Najlepiej te granice ustalac wspolnie i wspolnie jej przestrzegac
                    > i szanowac.

                    i jak widać z powyższego pełna zgoda.
                    • nikkka5 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 12:42
                      ewolwenta napisaa

                      > Jednak od reguł są wyjątki.:) A co jeśli są takie dziedziny, w których nie
                      > dzielimy z partnerem? Ja biegam, mój partner nie. Mam więc kumpla z trasy,

                      Kumpel z trasy do biegania to tylko kumpel.Wyraznie rozgraniczam kontakty
                      kolezenskie np. praca, a przyjacielskie.


                      > >Dla mnie osobiscie byloby bardzo przykr
                      > > e
                      > > i niepokojace, gdyby moj maz utrzymywal przyjacielskie uklady( spotkania,
                      > > korenspondencja, telefony) z nieznajomymi mi, nie naszymi wspolnymi
                      >
                      > Tak o ile byłabyś wykluczona, prawda? Mając świadomość, że nie dzieje się to za
                      > plecami a możesz jeśli zechcesz być uczestnikiem to chyba problem znika?

                      Tak , oczywiscie. Masz racje. Ale gdybym nie akceptowala relacji i osob, z
                      ktorymi sie kontaktuje utrzymujac przyjacielskie stosunki. ( wychodzac z
                      zalozenia, ze je znam), to problem bylby bardzo duzy.
                      >
                      > Mam świadomość, że gdybym się uparła to weszłabym w własny kawałek świata mojeg
                      > o
                      > partnera. Ale nie chcę tego zrobić.

                      Bo mu jak do tej pory ufasz. I aby nigdy ta ufnosc nie zostala zniszczona.Moze
                      Wam sie uda. Powodzenia

                      • ewolwenta Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 16:00
                        > Bo mu jak do tej pory ufasz. I aby nigdy ta ufnosc nie zostala zniszczona.Moze
                        > Wam sie uda. Powodzenia

                        Nie ma takiego długiego związku, w którym nie pojawiłby się kryzys zaufania i
                        nie koniecznie na płaszczyźnie zainteresowania obcą osobą.

                        Ale czasem trzeba powiedzieć było minęło. Jest ze mną to się liczy. Wyjść z
                        założenia, że partner wie co mógł stracić i nie zaryzykuje tego więcej.

                        Fakt moje doświadczenia nie obejmują problemu zainteresowania inną kobietą.

                  • anais_nin666 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 17:33
                    Ma przede wszystkim prawo niepokoic sie w takim przypadku, jak rowniez , kiedy
                    > czuje sie niewystarczajaca parnerka dla meza, ktory stara sie i szuka zaspokaja
                    > c
                    > swoje potrzeby emocjonalno-intelektualne z innymi kobietami ( prywatnymi
                    > przyjaciolkami), o czym Autor napisal. Dla mnie osobiscie byloby bardzo przykr
                    > e
                    > i niepokojace, gdyby moj maz utrzymywal przyjacielskie uklady( spotkania,
                    > korenspondencja, telefony) z nieznajomymi mi, nie naszymi wspolnymi
                    > przyjaciolkami

                    Wydaje mi się, że trudno być w pełni szczęsliwym mając za partnera
                    intelektualnego, emocjonalnego itd tylko współmałżonka. Do szczęścia potrzebna
                    jest różnorodność.
                    To, że mi się świetnie rozmawia z mężem, że dobrze sie rozumiemy nie oznacza, że
                    nie potrzebuję pogadac z kims innym. Co więcej ja potrzebuję pogadac z kimś, gdy
                    męża nie ma obok. Muszę poczuc choć odrobine wolności, inacze się duszę w sosie
                    małżeńskim.
                    Wspólni znajomi - jak najbardziej, ale rozumiem potrzebe posiadania znajomych
                    niebędących znajomymi rodziny. Co wiecej, nie widze w tym niczego zlego. Raczej
                    coś naturalnego, byle nie przesadzać. Umiar we wszystkim wskazany. Także w
                    skazywaniu współmałżonka tylko na wlasne towarzystwo (przesyt powoduje
                    niestrawnosc);)
                    Wszystko rozbija się o zaufanie i wiarę w siebie (własną wartość np.).
                    • nikkka5 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 20:51
                      anais_nin666 napisała:



                      > Wydaje mi się, że trudno być w pełni szczęsliwym mając za partnera
                      > intelektualnego, emocjonalnego itd tylko współmałżonka. Do szczęścia potrzebna
                      > jest różnorodność.

                      Roznorodnosc? Dla mnie oznacza wspolne kontakty ze wspolnymi przyjaciolmi; badz
                      kolezenskie,niezobowiazujace emocjami luzne kontakty z kolezankami,znajomymi
                      itd.Jesli taka roznorodnosc masz na mysli to zgadzam sie z Toba.

                      Co więcej ja potrzebuję pogadac z kimś, gdy
                      męża nie ma obok. Muszę poczuc choć odrobine wolności, inacze się duszę w sosie
                      > małżeńskim.

                      Z kims innym tzn. z kim? Z kolega czy tylko swoim przyjacielem, o ktorym
                      istnieniu Twoj maz nie ma pojecia lub nie akceptuje Twojej znajomosci. A moze ta
                      roznorodnosc przez Ciebie rozumiana to jest poszukiwanie tego szczescia?
                      Niezaspokojenia w zwiazku? Autor tego poszukuje umawiajac sie z innymi kobietami.
                      A co dla Ciebie oznacza wolnosc? Bo jesli Twoj maz nie ma nic przeciwko , ze na
                      moment "uwalniasz " sie od jego towarzystwa to wszystko jest ok. Ty od niego ,
                      a pewnie on od Ciebie.To taki ustalony uklad.Potem, gdyby cos, nikt nie powinien
                      miec do siebie wzajemnie pretensji. Ale jesli Twoja potrzeba bycia wolna jest
                      tak silna, ze zaczynasz wbrew woli meza pozwalac sobie na prywaatne relacje
                      przyjacielskie, to wczesniej czy pozniej ktos bedzie w Waszym zwiazku czul sie
                      pokrzywdzony. I po co byl ten slub? W imie czego?

                      > Wszystko rozbija się o zaufanie i wiarę w siebie (własną wartość np.).

                      Zaufanie ma sie do parnera do jego pierwszego potkniecia. A wiara w siebie-
                      owszem- bardzo potrzebna, ale nie jest to regula. Np. mi jej nie brakuje,
                      pomiomo moich pogladow. W tym przypadku najwazniejsza jest wiara w "czyste"
                      intencje parnera. A mam duze watpliwosci co do nich u Autora. Poza tym nie
                      wierze w "czysta" przyjazn mesko-damska, w niezobowiazujaca emocjonalnie
                      kolezenskosc-tak. Ale to juz temat do innego watku.
                      • anais_nin666 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 26.07.06, 00:05
                        Roznorodnosc? Dla mnie oznacza wspolne kontakty ze wspolnymi przyjaciolmi; bad
                        > z
                        > kolezenskie,niezobowiazujace emocjami luzne kontakty z kolezankami,znajomymi
                        > itd.Jesli taka roznorodnosc masz na mysli to zgadzam sie z Toba.
                        Taką różnorodność też mam na myśli, ale myslalam także o ludziach, ktorych
                        znamy wspolnie, ale sa blizsi tylko jednej ze stron.
                        Oczywistym jest dla mnie, ze mąz, który zna jakąś kobietę jeszcze sprzed naszego
                        związku, bedzie chcal z nia pogadac beze mnie. Nawet zeby powspominac stare
                        czasy..., nie oszukujmy sie, nie ma nic nudniejszego jak siedzenie w
                        towarzystwie ludzi, ktorzy wspominaja coś, co dla nas jest abstraktem.
                        Zatem nie widze niczego zlego w wywchodzeniu wspolmalzonka z kobieta, byle nie
                        robil tego w tajemnicy (wowczas zaczelabym sie martwic). Poki wszystko jest
                        jawne i jasne - nie widze przeszkód.
                        • ewolwenta Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 26.07.06, 08:00
                          > czasy..., nie oszukujmy sie, nie ma nic nudniejszego jak siedzenie w
                          > towarzystwie ludzi, ktorzy wspominaja coś, co dla nas jest abstraktem.

                          otóż to!

                          > Zatem nie widze niczego zlego w wywchodzeniu wspolmalzonka z kobieta, byle nie
                          > robil tego w tajemnicy (wowczas zaczelabym sie martwic). Poki wszystko jest
                          > jawne i jasne - nie widze przeszkód.

                          i to jest właśnie to!
              • ewolwenta Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 11:22
                Wiesz nikkka uświadomiłaś mi pewną dwuznaczność w pojmowaniu słowa „przyjaciel”.
                Moje przyjaźnie z mężczyznami są pewnie w typie „męskim”. Rozmawiamy o nowym
                sprzęcie sportowym, programie do obróbki zdjęć, samochodach, pracy. Ja nie
                wchodzę w sferę intymną a rozmowy dotyczące uczuć jeśli się pojawiają dotyczą
                spraw zarodowych – ambicja, duma, satysfakcja, poczucie klęski. Czasem mówimy o
                (ich ) dzieciakach w kategoriach duma, radość, bywa zmęczenie, a gdzieś w tle
                nawet irytacja po nieprzespanej nocy.
                Przenoszę ten obraz własnych relacji na zachowanie mojego faceta w kontaktach z
                innymi kobietami.
                • nikkka5 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 11:57
                  Masz racje Ewolwenta z ta "dwuznacznoscia".Ja Twoje przyjaznie z mezczyznami w
                  typie meskim okreslilabym jako kolezenskosc i zakfalifikowalabym do grupy np.
                  kolezanek w pracy. Dla przyjaciol rezerwuje rozmowy o imtymnosci i emocjach.
                  A Autor wyraznie rozgraniczyl swoje znajome na przyjaciolki i kolezanki. Szkoda,
                  ze tak malo o nich napisal, bo rzeczywiscie dyskutujemy bardziej domyslajac sie
                  o jego relacjach z zona .
                  • ewolwenta Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 12:06
                    Intymność jest zarezerwowana moim zdaniem dla partnera i ewentualnie kogoś
                    bardzo bliskiego. Taki przyjaciel zazwyczaj zna tę gorszą stronę związku i musi
                    szanować oboje partnerów bu nie wpaść w rolę niszczycielską.

                    Mam taką serdeczną przyjaciółkę. W bardzo rzadkich chwilach potrafimy się
                    wypłakać w rękaw. Niestety prowadzi to do budowy określonego obrazu naszych
                    partnerów. My znamy ich wady i niesyty przejmujemy te negatywne emocje.

                    Wyjaśnia to też dlatego przyjaźń damsko męska musi mieć tę granicę o której
                    napisała Kici obok.

                    Zwróć uwagę, że przełamanie barier (np. na tym forum) wynika wyłącznie z
                    poczucia anonimowości i ulotności kontaktów.
                    • anais_nin666 Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 24.07.06, 17:41
                      Zwróć uwagę, że przełamanie barier (np. na tym forum) wynika wyłącznie z
                      > poczucia anonimowości i ulotności kontaktów.

                      W świecie realnym toczę takie same dyskusje jak na tym forum. Ty zresztą też...
                      Może nie z każdym, ale są ludzie, z którymi spokojnie i o seksie czy jego braku
                      można porozmawiać. Kwestia odpowiedniego rozmówcy.
                      Tak jak nie z każdym pogadasz o pieczeniu chleba czy kinie azjatyckim, tak nie z
                      każdym o seksie, ale chyba to nie aż tak trudny temat (seks, relacje
                      męsko-damskie), by tylko anonimowosc pozwalala nam na szczerosc?
                      Trzymam się wersji, że jednak nie tylko forum pozwala nam byc szczerymi w
                      temacie "seks":)
                      I Evo prosze bez tekstow o ulotnosci kontaktow na tym forum;) Całkiem żywe sa
                      niektóre:) - zgadnij o kim piszę i dlaczego mam taki usmiech:)
                      • ewolwenta Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 25.07.06, 08:46
                        Jednak w świecie realnym, są jednak pewne rzeczy których nie poruszę. Inaczej
                        potraktujesz też rozmówcę, którym jest facet a inaczej kobietę. Te różnice są
                        znacznie silniejsze w realu niż w necie.

                        anais oczywiście, że nie wszystkie nasze kontakty są aż tak ulotne. :) Zwróć
                        jednak uwagę, że te nieulotne zazwyczaj właśnie zahaczają o to nazwijmy
                        przenośnie „kinem azjatyckim”, prawda?

                        A jednak w pierwszym zetknięciu właśnie anonimowość daje szanse na szczerą
                        wypowiedz.
                  • ewolwenta Re: Zamknąć w klatce i założyć pas cnoty 25.07.06, 08:48
                    nikkka5 napisała:

                    > Masz racje Ewolwenta z ta "dwuznacznoscia".Ja Twoje przyjaznie z mezczyznami w
                    > typie meskim okreslilabym jako kolezenskosc i zakfalifikowalabym do grupy np.
                    > kolezanek w pracy. Dla przyjaciol rezerwuje rozmowy o imtymnosci i emocjach.

                    i tu chyba dla mnie istnieje nieco szersza gama relacji


                    > A Autor wyraznie rozgraniczyl swoje znajome na przyjaciolki i kolezanki. Szkoda
                    > ,
                    > ze tak malo o nich napisal, bo rzeczywiscie dyskutujemy bardziej domyslajac

                    a ja napisałam, że trzymam się odpowiedzi na jego pytanie i nie chce narzucać
                    nikomu swoich wartości.
    • merlotka30 "Zamordyzm" w czystej postaci. 18.07.06, 18:22
      Wg mnie to jest "zamordyzm" i leki i brak poczucia wlasnej wartosci pani zony.
      Wiadomo, ze owoc zakazany, staje sie atrakcyjniejszy.
      A moze pani zona sobie nie ufa i projektuje SWOJE wyobrazenia o spotykaniu sie
      z plcia przeciwna?
      Ktos napisal, ze tiu tiu tiu "ja jestem jego najlepszym przyjacielem i on NIE
      POTRZEBUJE innych przyjaciolek".
      Ja przepraszam ,ale parsknelam sobie smiechem.
      Zadna madra kobieta nie zakazuje mezczyznie... a juz na pewno nie tak, by czul
      sie ograniczony i wypisywal o tym forum.
      Halo, taktyka, czy przebieglosc kurczaka bez glowy? Wybor nalezy do nas
      kobietki.
      • misssaigon Re: "Zamordyzm" w czystej postaci. 18.07.06, 18:54
        merlotko - gratuluje dobrego samopoczucia, ale pamietaj - okazja czyni
        zlodzieja...ponadto - uwazam ze jezeli zona wyraznie zglasza swoj sprzeciw to
        nalezy to uszanowac w imie dobra relacji malzenskich i organizowac spotkania w
        gronie mieszanym
        • merlotka30 Re: "Zamordyzm" w czystej postaci. 18.07.06, 19:34
          Co kolega zrobi, jego problem, to jego zona.
          Jednak ja znam takie malzenstwo "blisko" siebie i przyczyny jej restrykcyjnosci
          sa mi znane. Sama nie ma najczystszego sumienia...
          Mozna sie podporzadkowwywac w imie czegos tam... ale w takiej sytuacji z reguly
          jak juz cos w koncu pierd..nie, to z wielkim hukiem. I w koncu to zostanie
          wykrzyczane. Dziala w obie strony. Kazde nagiecie partnera na swoja modle.

          Okazja mowisz?
          Moze, ale w takim razie i lepiej, ze sie przy okazji wyrwie chwasta, bo od
          kawy, czy tez piwa, to jeszcze pare krokow trzeba zrobic, aby wdac sie w
          romans, a to juz by bylo czyste kur..., bo z reguly partnerzy sa wzruszeni i
          wdzieczni za okazane zaufanie.
        • killarney5 Re: "Zamordyzm" w czystej postaci. 18.07.06, 19:42
          misssaigon napisała:

          > merlotko - gratuluje dobrego samopoczucia, ale pamietaj - okazja czyni
          > zlodzieja...

          No pieknie - uważasz, że żona ma traktowac męza jak potencjalengo złodzieja.
          Dla mnie to chore. Byłam mężatką wieki całe i nigdy męża nie kontrolowałam - bo
          sam nienawidzę kontroli. Poza tym dobrze wiem, ze zadan kontrola nie ma sensu -
          bo nikt nie "upilnuje" meza i zony, a mozna go/ja calkowciei zrazic do siebie
          tak kontrola i podejrzeniami - i wywolac przeciwna reakcje.

          Przypominam poza tym starą, dobrą zasadę: jeśli chcesz kogos zatrzymać - daj mu
          wolność. Jeśli jest twój, zostanie - jeśli odejdzie, nigdy nie byl twój...
          • misssaigon ok 18.07.06, 19:57
            mozna tak i mozna tak..ja uwazam ze nalezy ufac i kontrolowac ..sama zreszta za
            dobrze pamietam taka jedna sytuacje co to zaczela sie od kawy...
            • merlotka30 Re: ok 18.07.06, 20:16
              no wlasnie kochana miss, jestes wzorcowym poparciem mojej(nie mojej,
              ksiazkowej) teorii. Projektujesz swoje obawy... tobie sie jawi konkretny ciag
              dalszy, ktorego w ogole moze nie byc w przypadku twojego partnera, powiedzmy o
              innym bagazu doswiadczen i usposobieniu...
              • misssaigon Re: ok 18.07.06, 22:12
                droga merlotka, moj szanowny malzonek (o dziwo),
                calkowicie podziela moj pkt widzenia i uwaza ze nie nalezy stwarzac sobie
                okazji i znajdowac sie w sytuacjach ktore by mogly cos sprowokowacjak mowi tak
                i czyni i oczekuje tego samego ode mnie - moze dlatego ze obydwoje mamy za duzo
                do stracenia ..a stracic mozna w bardzo glupi sposob...
                • merlotka30 Cienka linia. 18.07.06, 22:47
                  Ha. Jest jeszcze cos takiego jak empatia i tak jak napisalas jesli partner
                  czuje sie zagrozony, robimy wszystko,by to zredukowac.
                  Jednak rozrozniam wyrazenie uczuc, a autorytatywne "nie masz prawa miec
                  kolezanek/kolegow".
                  W ciagu rozwijajacego sie romansu jest pare momentow gdzie mozna sie wycofac i
                  jeden moment kiedy juz sie nie da.
                  Nasmieszniejsze jest to, ze my sami wiemy kiedy przekraczamy ta cienka linie
                  niewinnego flirtu. I jesli ktos sie boi, ze przekroczy te linie tylko ze
                  wzgledu na sprzyjajace okolicznosci... to chyba czas zastanowic sie nad samym
                  soba i sensem bycia w zwiazku.
                  • misssaigon Re: Cienka linia. 19.07.06, 08:09
                    merlotko - w malzenstwie bic nie ma constans, granice sie zmieniaja linie
                    przesuwaja, natomiast zasady powinny byc jasne...ja akurat ni holduje zasadzie
                    niegroniczonego zaufania i samodzielnego wychodzenia na spotkania z
                    przyjaciolmi plci przeciwnej - kiedy cos sie zacznie walic - wtedy latwiej
                    bedzie uciec na zewnatrz od problemow niz zmierzyc sie z nimi w zwiazku
        • anais_nin666 Re: "Zamordyzm" w czystej postaci. 18.07.06, 19:56
          uwazam ze jezeli zona wyraznie zglasza swoj sprzeciw to
          > nalezy to uszanowac w imie dobra relacji malzenskich i organizowac spotkania w
          > gronie mieszanym
          A gdzie w tym mąz i jego potrzeby...? Żona zgłasza sprzeciw i mąz ma podkulić
          ogon w imię dobrych układów? A co z jego dobrym samopoczuciem?
          Jestem jednak za jakimiś kompromisami.
          • zdzichu-nr1 Re: "Zamordyzm" w czystej postaci. 18.07.06, 20:59
            > Okazja czyni złodzieja ???

            Nie zgadzam się. Takie kontrolowanie i zabranianie powoduje w końcu
            niekontrolowaną erupcję i efekt psa, ktory się zerwał z łańcucha.
            • misssaigon no dobrze... 18.07.06, 22:14
              to moze by jednak takie srawy sobie - zeby nie bylo potem pretensji ze
              on/ona "ogranicza moja niezaleznosc i konstytucyjne prawo kontaktow
              towarzyskich w celu wymiany pogladow oraz dyskryminacji ze wzgledu na plec"??;P
              • misssaigon errata 18.07.06, 22:53
                mialo byc : to moze jednak by takie sparwy uzgodnic przed slubem?
            • petra77 Re: "Zamordyzm" w czystej postaci. 18.07.06, 22:18
              A może ta żona ma powody, by mu nie ufać? Przyznaj się, zdradziłeś ją już,
              miałeś jakiś romans i ona teraz Ci zabrania?
              A może ona spotykała się kiedyś z kimś, kto tak ją oszukiwał i teraz dmucha na
              zimne?
              Pytałeś ją w ogóle dlaczego?
    • dixia Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 08:08
      No właśnie... i dlatego ja samotnie wychodzę z psami wieczorową porą ;o))) I
      dzieki temu jak mawiają "wilk syty i Manchester City" ;o)))
      • woman-in-love Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 10:16
        moim zdaniem ślub zakłada jednak pewien szlaban na zycie towarzyskie samopas. A
        chyba o takie tu chodzi. Misssaigon - zgadzam się, że okazja czyni... a tu
        wyraznie jest dążenie do stwarzania takich okazji. Jak to sobie wyobraża autor
        watku: on na piwie z koleżanka a zona w domu przy garach, odkurzaczu i praniu?
        No, chyba, że macie słuzbę i zona tez się może wyluzować. Tak, czy owak - cos
        mi tu nie pasuje. Nawet, jeśli watek jest prowokacją, to temat ciekawy.
        • dixia Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 10:26
          W-i-L ja wiem, że Ty zmęczona od tej jogi... Ale co mają moje biedne psy i
          Manchester City wspólnego z poglądami Misssaigon? ;o))))
          • woman-in-love Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 11:01
            Dixia ja nie piję do Ciebie tylko do kolegi Autora. Może trochę czosnku na
            wzmocnienie intelektu :-)
      • ewolwenta Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 11:17
        Z tym szlabanem to mi zupełnie nie pasuje.
        Oczywiście, że pozostawienie w domu partnera przy garach nie wchodzi w grę. Ja
        lecę do swoich znajomych on do swoich. I oboje wracamy szczęśliwi relacjonując
        co takiego ciekawego miało miejsce.
        Wspólne wyjścia niosą ryzyko, odosobnienia zajmującej się sobą pary, zwłaszcza w
        sytuacji gdy partner wchodzi w krąg znajomych i jeszcze jest to odmienne środowisko.
        Często kończy się to zerwaniem całkowicie znajomości i zamknięciem się w
        związku, a to jest akurat dla niego na dłuższa metę zabójcze.
        • woman-in-love Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 11:20
          szlaban w sensie wyjść sam-na sam. To nie prowadzi do niczego dobrego. Dla
          młodych mam: uważajcie, jeśli mąż nagle zaczyna być zbyt obowiązkowy w
          wychodzeniu z dziećmi ns spacerki w towarzystwie innych młodych mamus, a
          zwłaszcza jakiejś jednej ulubionej. Wiem co mówię.
          • zdzichu-nr1 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 11:50
            :) możesz go spokojnie wypuszczać na spacerki jak dziecko zacznie mówić

            po tym jak dziecko wsypie mężusia -często w nader obrazowy sposób- ochota mu
            zniknie jak kamfora

            też wiem co mówię (znajomi)
          • killarney5 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 13:53
            W-i-l, takiego podejscia sie po tobie nie spodziewalam. Pilnowac to ja moglam
            dzieci, ze by sobie krzywdy nie zrobily - ale doroslego mezczyny, by ode mnie
            nie uciekl do innej??? Nigdy tego nie robilam - bo stracilabym szacunek i dla
            siebie, i dla mezczyzny, ktory by na to pozwolil. Malzenstwo to nie wiezienie.
            • woman-in-love Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 14:42
              Killnarey - sama się po sobie tego nie spodziewałam, ale mam pewne
              doświadczenia...strzeżonego Pan Bóg strzeże...
        • your_and Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 12:04
          ewolwenta napisała:
          > Często kończy się to zerwaniem całkowicie znajomości i zamknięciem się w
          > związku, a to jest akurat dla niego na dłuższa metę zabójcze.

          Ciekawe zagadnienie. Zlikwidowanie przywatnego odrebnego świata partnerów stoi w
          sprzeczności z obowiązkiem bycia atrakcyjnym dla partnera. Zaglądając jak tam
          radzą w tej kwestii:

          Ile wolności w miłości

          Jak kochać i pozostać wolnym? - to ostatnio jedno z najmodniejszych pytań. Czy
          najważniejsze? W epoce wynoszącej pod niebiosa indywidualizm i skoncentrowanie
          na własnym rozwoju związek jest uważany za coś, co ogranicza ten rozwój. I tak
          rzeczywiście jest. - Dobre relacje z partnerem buduje się, poświęcając mu czas,
          który do tej pory przeznaczało się na swoje zainteresowania - mówi Piotr Mosak,
          psychoterapeuta.
          (...)
          Słowem: jeżeli sama kochasz niezależność, a słyszysz od partnera: "Trzymasz mnie
          na za krótkiej smyczy", nie daj sobie wmówić, że jesteś kobietą bluszczem.
          Między neurotycznie kontrolującą kobietą a partnerką tworzącą związek z planami
          i przyszłością jest ogromna przestrzeń. Zastanów się, z czym twój związek
          naprawdę ma problem.
          (...)
          Kobiety, wychodząc z domu bez zerwania więzów z matką, nie przerywają nigdy
          symbiozy i odtwarzają ją także w związku z mężczyzną. Żyją bez potrzeby
          posiadania swojej przestrzeni. Nie potrafią uznać inności drugiej osoby, bo
          przecież skoro są tacy do siebie podobni, ona doskonale wie, czego mężczyźnie
          potrzeba - mówi psychoterapeutka Anna Lissewska.
          Często się zdarza, że w imię miłości ludzie mający przed związkiem swoje pasje,
          znajomych i kontakty porzucają je. Wtedy partner zaczyna spełniać wszystkie
          społeczne funkcje: powiernika, kolegi, przyjaciółki. - Tak się nie da. Nawet
          najwspanialsza osoba nie zastąpi nam całego świata - mówi Piotr Mosak

          kobieta.interia.pl/psychologia/uczucia/news?inf=759902&pge=3
        • killarney5 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 13:46
          > Z tym szlabanem to mi zupełnie nie pasuje.
          > Oczywiście, że pozostawienie w domu partnera przy garach nie wchodzi w grę. Ja
          > lecę do swoich znajomych on do swoich. I oboje wracamy szczęśliwi relacjonując
          > co takiego ciekawego miało miejsce.

          Evolvento, dokladnie tak. Dodam wiecej - znajomych mozna miec wspolnych, ale
          prawdziwych przyjaciol, ktorym mozemy sie zwierzyc ze wszystkiego, kazdy ma
          wlasnych (jesli w ogole ma...), wiec czesto widujemy sie z nimi oddzielnie.
          Znajomi i przyjaciele drugiej polowki czesto nam po prostu nie odpowiadaja - i
          co, mamy zabronic mu/jej sie z nimi spotykac?? Zwiazek powinien wzbogacac nasze
          zycie, a nie zubazac je. "Szlaban" powinien dotyczyc tylko seksu/erotyki, a nie
          zycia towarzyskiego. A co do nie stwarzania okazji - wydaje mi sie, ze wiernosc
          oparta na braku okazji to czysta iluzja ...
          • anula36 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 14:11
            wszytko sie zgadza pod warunkiem ze partner ma podobne poglady na to gdzie ma
            stac szlaban:)
    • scalietti Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 14:34
      Nie narzekaj!!! Ja swojej luby nawet do pub'u wyciągnąć nie mogę, bo mam tam
      podobno za dużo pokus.
    • onka7 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 18:00
      hmmm, a spróbujmy odwrócić role...
      Wyobraź sobie ze Twoja żona umawia się z kolegami czy lepiej przyjaciółmi na
      spotkania bez Ciebie. Informuje Cię o tym pełna lojalności, a Ty dobrotliwie
      pozdrawiasz Tomka i Grześka, kochane chłopaki...
      Widzisz ten obrazek? Jeśli nie miałbyś nic pzeciwko temu to gratuluję i
      szczerze trochę się dziwię.
      Wczoraj w pracy miałam taką sytuację, że koleżanka pochwaliła się ze umówiła
      się na obiad z kolegą z lat szkolnych i wszyscy faceci na nią wsiedli, że jest
      nienormalna i że tak się nie robi...
      • ewolwenta Re: kasowanie znajomości z kobietami... 19.07.06, 20:51
        Najwyraźniej jestem nienormalna a mój facet jeszcze bardziej. On mi mówi w
        takiej sytuacji baw się dobrze, a jak potrzebujesz to Cię odbiorę.

        I wiesz co? Nigdy w takiej sytuacji nie miałam pokus.
        • niezapominajka333 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 20.07.06, 09:43
          Co do tych pokus, to bym lekko polemizowała. Pamiętam, jak opowiadałas o
          zafascynowaniu jakimś znajomym, który był tu na jakimś stypendium, czy cos w
          tym rodzaju. Facet o wielkiej inteligencji, fascynującej osobowości, ciekawych
          poglądach. Dośc iskrzyło w tych dyskusjach i kto wie, jak by sie to skończyło.
          Zdaje się, że Twój partner wyczuł sprawę i zastosował nietypowy sposób na
          rywala, bo zaprzyjaźnił sie z nim.
          • ewolwenta Re: kasowanie znajomości z kobietami... 20.07.06, 11:25
            tak, tylko że to nie miało żadnego seksualnego charakteru i miało też
            perspektywę wyraźnego końca, w przeciwnym razie sama bym zwiała wiele wcześniej

          • misssaigon Re: kasowanie znajomości z kobietami... 20.07.06, 11:29
            chlubna wiekszosc zwykle zarzeka sie ze nalezy sobie ufac , nie kontrlowac, ze
            taka saytuacja nigdy sie im nie pzrydarzy - jest to zgory wykluczone... a
            potem takie neile3 i inne neilopodobne pisz rozpaczliwe watki na forum....tez
            byly pewne dopoki nie stalo sie "to"
    • justyna302 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 20.07.06, 09:17
      Nie wybrażam sobie takich sytuacji. No bo jak to w ogóle by wyglądało: ja w
      domu a mój mąż w pubie ze swoją koleżanką? Albo na odwrót: mąż pilnuje dziecka,
      a ja sam na sam na kawie ze znajomym? Oboje uważamy że to jakieś głupie jest..
      Zupełnie co innego, jakiś ogólny spęd w mieszanym gronie, np. spotkanie dawnych
      znajomych ze studiów. A niech idzie i bawi się dobrze! Albo gdyby poznał mnie
      ze swoją dobrą koleżanką to chętnie spotkalibyśmy sie kiedyś we trójkę. Tak to
      rozumiem.
    • frankhestain Re: kasowanie znajomości z kobietami... 21.07.06, 15:41
      rumity napisał:

      > ...chili żona w roli cenzora...
      > Czy WY też tak macie, że ograniczacie swoim drugim połówkom możliwość
      > znajomości z przedstawicielami płci przeciwnej?
      > Od kiedy jestem żonaty - straciłem wszystkie prawie przyjaciółki i koleżanki.
      > Ilekroć próbuję umówić się z jakąś znajomą jest awantura albo przynajmniej
      > ciche dni...
      > Czy to normalny objaw zazdrości, czy...?


      po co stwarzasz dwuznaczne sytuacje prowokujesz ja ?
      • searena Re: kasowanie znajomości z kobietami... 24.07.06, 14:29
        A moim zdaniem to rola cerbera. W dodatku do niczego nie prowadzi conajwyżej do
        tego, że sfrustrowany partner zaczyna się czuć jak w klatce i faktycznie w końcu
        zrobi jakąs głupotę. W związku oczywiście jest się razem i trzeba mieć wspólnych
        znajomych, ale każdy ma prawo też do jakiejś wolności, do swoich przyjaciół -
        przecież np mogę któregoś z jego znajomych nie bardzo lubić to mam mu zabraniać
        widywania się z nim?? A jakim prawem? I wcale nie muszę łazić z nim na wszystkie
        spotkania, a niech się spotka z kumplami na piwo albo z koleżanką z pracy. Warto
        dać komuś kredyt zaufania bo myslę że jeśli ktoś chce nas zdradzić to zrobi to i
        tak choćbyśmy nie wiem co robili. A jeśli jest miłość, zaufanie i odrobina
        wolności to nie ma zdrady.
        • woman-in-love Re: kasowanie znajomości z kobietami... 24.07.06, 14:41
          autora watku ciągnie do kontaktu z innymi kobietami - szuka uzasadnienia i
          poparcia dla swoich ciagot. Jakoś nie wierzę w te szlachetne pobudki. Moje
          doświadczenie podszeptuje mi, że żródło tych potrzeb tkwi ponizej pasa i
          słusznie zona sie niepokoi. jak Rumi zechce, to zrobi co zechce, o jednak
          pragnie akceptacji zony, aby zawsze mógł sie [powołac na jej akceptację. Juz
          słyszę te słowa: o co Ci chodzi? Wiedziałas o wszystkim....
          • justyna302 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 24.07.06, 15:18
            Nie wiem dlaczego padają tu oskarżenia o brak zaufania, trzymanie na krótkiej
            smyczy, itd. To chyba normalne że w udanym małżeństwie mąż nie oznajmia
            żonie: "Kochanie dzisiaj po pracy idę z Dorotą na piwo, wrócę później", ani
            żona mężowi "Wyskoczę wieczorem na kawę ze Zbyszkiem, mamy sobie dużo do
            powiedzenia". Cały problem polega na tym, że niektórzy nie rozumieją, że
            małżeństwo z założenia musi przynieść pewne ograniczenia. Widze ze pewne osoby
            zgadzają się żyć w małżeństwie ale z zastrzeżeniem, że będą nadal swobodni i
            niezależni. Sorry, ale życie osobiste po ślubie musi się zmienić! Pewne nawyki,
            przyzwyczajenia muszą zniknąć i to jest rzecz oczywista i naturalna. Trwały
            związek przynosi wyrzeczenia i gdy się kocha partnera nie są one szczególnie
            bolesne i trudne do wytrzymania. W końcu nie po to zakładamy rodzinę, żeby żyć
            jak za lat kawalerskich/panieńskich. Kto jakoś nie może się z tym pogodzić i
            uważa to za zamach na swoją wolność nie powinien za żadne skarby się żenić.
            • searena Re: kasowanie znajomości z kobietami... 24.07.06, 22:48
              A ja się nie zgadzam :) Potrzebuję wolności i potrafię dac ją komuś. Małżeństwo
              nie musi być więzieniem. Jest to bardzo przykre, potem właśnie słucham osób,
              które czują się bardzo samotne bo przyssały się do partnera, uczyniły go całym
              swoim światem i straciły wszystkich przyjaciół i znajomych. Nie na tym to
              polega. Bycie razem ale każdy ma prawo do odrobiny swojego świata, każdy tego
              potrzebuje. Wystarczy mieć zaufanie, darzyć kogoś szacunkiem i rozumieć że
              partner nie jest mną ani częścią mnie ale sobą, miał przyjaciół zanim mnie
              poznał i nie mam prawa mu ich odbierać, podobnie jak on moich mnie.
              • zuza6661 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 25.07.06, 08:33
                Popieram
                • ten_jeden_raz Re: kasowanie znajomości z kobietami... 25.07.06, 08:43
                  może nie wiele osób znam jednak znam przykład małżeństrwa które się sobie
                  nawzajem w nic nie wtrącało bo sobie ufało EFEKT :
                  Ona zdradziłą jego
                  on ją
                  Teraz są razem dalej , bo mają dwójkę dzieci
                  Ale czy to normalne małżeństwo i oni czy normalni .... nie powiedziałabym
                  Zazdrość zawsze wiaże się z miłością i faktycznie tak jest gdy kogoś kochasz to
                  jesteś zazdrosny,
                  Autorowi wątku powiem tak :
                  Moze poznawajcie te interesujące kobiety razem z żoną?
                  Przecież nic co mogłoby urazić żonę nie masz na myśli kontaktując się z innymi
                  kobietami więc róbcie to razem.
                  • zuza6661 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 25.07.06, 09:04
                    "może nie wiele osób znam jednak znam przykład małżeństrwa które się sobie
                    nawzajem w nic nie wtrącało bo sobie ufało"
                    A moze tu nie chodz o to, zeby sie nie wtracac? Ja tam sie wtracam i pytam po
                    co konkretnie i na jakich zasadach moj slubny spotyka sie z innymi kolezankami.
                    Jak wiem, ze to kolezanka z dziecinstwa, studiow, klubu sportowego czy innych,
                    to niech tam sobie chodzi i po sprawie. Jak mi powie, ze mu sie podoba, czyli
                    raczej idzie z nia na kawe, zeby ja podrywac, to sie wtracam wiecej, ale i tak
                    mu pozwalam (troche to glupio brzmi - pozwalam mezowi spotykac sie z kims lub
                    nie - a niby jakie ja mam prawo???)
                    • ten_jeden_raz Re: kasowanie znajomości z kobietami... 25.07.06, 11:54
                      w sytuacjach męsko damskich nie ma zasad.
                      Jest chemia chwila, myśl ,że coś jest nie tak.
                      Oni uważali dokładnie tak jak to mówisz, ale nie wyszło.
                      Ona czuła się zaniedbywana, bo na wszystko jej pozwalał, gdy przestał to ciosała
                      mu kołki na głowie.
                      Życie to nie jest łatwa sprawa i wymaga wiele delikatności umiejętności i
                      zrzumienia.
                      A gdy spędza się czas ciągle osobno to nie znajdziesz czasu na poznanie partnera.
                      Jak napisał autor "Samotności w sieci"
                      (mniej więcej) mój mąż nigdy nie pytał się jakie kwiatki lubię, a on tak
                      • ewolwenta Re: kasowanie znajomości z kobietami... 25.07.06, 12:00
                        dlatego nigdy nie należy przesadzać
                        w żadną stronę
                        • searena Re: kasowanie znajomości z kobietami... 25.07.06, 23:25
                          No właśnie. Czemu zaraz skrajności? Można mieć swoich znajomych i przyjaciół i
                          się z nimi spotykać, a czasami wyjść gdzieś wspólnie. Jedno drugiemu nie
                          przeszkadza. A chyba o tą równowagę najtrudniej. Ja w każdym razie sobie nie
                          wyobrażam ciągłej podejrzliwości, śledzenia, "kasowania znajomości",
                          przegladania komórki, wydzwaniania jak się 5 minut spóźnia - a wiem, że tak
                          postępują kobiety. Faceci chyba jakoś rzadziej :) Może dlatego, że kobiety
                          zwykle same na siebie przyjmują rolę więźnia w klatce.
    • ewakub Re: kasowanie znajomości z kobietami... 27.07.06, 10:03
      Zawsze pozwalałam mężowi na spotkania z koleżankami, przyjaciółkami do momentu
      gdy nie dorobił mi rogów. Pocieszała go gdy byłam w ciąży , biedak był
      nieszczęśliwy bo "zmienił mi się charakter".. Teraz wolę dmuchać na zimno.
      Szczególnie , że faceci lubią być chwaleni i podziwiani, często podwpływem
      łechtania wydaje im się, żę się zakochali. Potem płaczą przed "już niezłą" żoną
      , że byli głupi itd. ale nic nie da się naprawić.
      • nikkka5 Re: kasowanie znajomości z kobietami... 29.07.06, 15:38
        I to bylo jego pierwsze tzw. potkniecie. Mysle, ze juz teraz , kiedy zlamal
        zaufanie, nie bedziesz naiwnie pozwalac na kawki z kolezankami...
    • monikn78 a co było przed ślubem?? 29.07.06, 13:31
      czy wówczas spotykałeś sie z innymi kobietami? ona wiedziała czy nie? jeśli tak
      to wiedział "kogo bierze" i nie powinna mieć teraz pretensji do nikogo.
      w przeciwieństwie do niektórych forumowiczek wyobrażam sobie pytanie "z kim
      byłaś na kawie?". nie świadczy ono o zaborczości lecz o zainteresowaniu.
      pytanie kolejne. skoro inne kobiety są bardziej interesujące od żony, to po co
      brałeś ślub akurat z nią?
      ja też mam przyjaciela (znamy się od 10 lat) i mój mąż pomimo dużej tolerancji
      nie cieszy się na spotkania "sam na sam". dlatego odwiedza on nas w domu lub
      spotykamy się w trójkę na piwku. czy to kłopot spotkać się w większym gronie?
      a może chodzi o głębsze poznanie "interesujacych kobiet" niż to na które,
      obecna, żona by pozwoliła...
      • bez.wyksztalcenia Re: a co było przed ślubem?? 01.08.06, 16:56
        Nie jestem mezatka, ale mam za soba kilka dluzszych zwiazkow. Nie jestem
        zazdrosna, nie wiem, czy jest to kwestia zaufania, czy raczej przekonania, ze
        jesli ktos chce zdradzic, to i tak to zrobi. Mozna go sledzic, zabraniac, to
        nic nie da.
        Mam wielu przyjaciol plci meskiej, a raczej wielu bardzo dobrych kumpli i kilku
        przyjaciol. Niektorych znam jeszcze z liceum, innych ze studiow. Nie wyobrazam
        sobie sytuacji, w ktorej moj partner zabranialby mi spotkan z jakims kumplem -
        pojscia na kawe czy na piwo. Kilka miesiecy temu towarzyszylam mojemu
        przyjacielowi na imprezie. Nie mieszka w Polsce, przyjechal na tydzien sam,
        zona nie miala urlopu, dlaczego ma mnie nie zabrac na impreze? Gdybym miala z
        nim byc, to bylabym juz dawno. Jest na tyle rzadko w kraju, ze nie wyobrazam
        sobie, ze mialabym sie z nim nie spotkac. Dla mnie jest to rzecz normalna, ze
        ide na impreze, spotkanie ze znajomymi, czy przyjacielem, a moj facet zostaje w
        domu, bo ma inne plany, bo mu sie nie chce itp. I odwrotnie. Niedlugo
        przyjezdza moj inny przyjaciel - i zamierzam z nim spedzic duzo czasu - a
        obecnosc mojego partnera bylaby bez sensu: jemu nie sprawilaby przyjemnosci, bo
        go na tyle nie zna/ nie lubi, dla mnie rowniez, bo nie moglabym swobodnie
        pogadac z kumplem, powspominac, dowiedziec sie, co sie u niego teraz dzieje.
        Nigdy nie zostalam zdradzona przez zadnego faceta - a nawet jesli, to nigdy sie
        o tym nie dowiedzialam/ nie bylo takich symptomow.
        Ja - przyznaje sie - zrobilam to raz. Zwiazek w koncowej juz fazie, ja juz nie
        chcialam, nie moglam sie zdecydowac a on zazdrosny i ciagle mnie pilnowal (niby
        delikatnie, ale meczaco). Poza tym nie przyczyny wazne, ale okolicznosci: byly
        takie, ze teoretycznie zdrada byla niemozliwa. A jednak sie zdazyla.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka