karina244
28.01.07, 00:31
Drogie Panie, mam pytanie dotyczące częstotliwości stosunków w związkach. Mam
na myśli młode małżeństwo z dość krótkim stażem (1,5 roku). Znamy się od 2,5
roku. Wiem że częstotliwość stosunków w związkach jest tak naprawdę kwestią
indywidulaną. Wiem że na początku znajomości ta częstotliwość jest zazwyczaj
duża, a potem maleje (mam nadzieję do jakiegoś unormowanego stopnia).
Zastanawia mni jednak jak to wygląda w innych związkach bo mimo wszytko wydaje
mi się że można wyciągnąć jakąś średnią. Zastanawia mnie to głównie ze względu
na mój własny związek. Okazuje się bowiem że ja mam większą ochotę na seks od
mojego męża. Jemu wystarcza jeden stosunek tygodniowo, a ja nie miałabym nic
przeciwko większej ilości (oczywiście nie mówię o codziennym seksie bo sama
takich potrzeb nie mam, ale powiedzmy 2 razy do 3 tygodniowo). Tak mogę
określić swoją sytuację, pomiędzy moimi potrzebami a męża. Wiem że ta sytuacja
nie ma nic wspólnego z inną kobieta i nie odczuwam absolutnie takiego
zagrożenia. Mój mąż zawsze bardzo dużą wagę przywiązywał do uczuć i do
bliskości nie tylko cielesnej pomiędzy mną, a nim, nawet większą ode mnie.
Kiedy go zapytałam dlaczego nie ma ochoty na większą ilość stosounków
powiedział, że seks nie jest dla niego sensem życia dla niego świat nie kręci
się wokół tego. Poza tym powiedział ze we wszytkich jego wcześniejszych
związkach, a były to między innymi dwa piecioletnie związki, częstotliwość
stosunków regulowała się u niego na poziomie o którym pisałam wyżej i
powiedział że nigdy nie stanowiło to problemu dla jego poprzednich partnerek,
dlatego był zaskoczony gdy mu powiedziałam że to dla mnie za mało. Tak wiele
mówi się o tym że to zawsze mężczyna ma ochote na seks i to kobieta od niego
stroni. Jak słucham kolezanek w pracy które mowia ze wrecz chowaja sie przed
swoimi mezami, bo oni ciagle maja ochote na seks to sama nie wiem co mam
myslec? Czy ze mna jest cos nie tak czy z moim mezem? Z drugiej strony
czytajac fachowa literaturę okazuje sie ze męzczyzni maja najwieksze libido w
wieku od 16 do 22 roku zycia (tak mniej wiecej), a u kobiety nsaila sie chec
na seks wlasciwie po 25 roku zycia. Sama nie wiem co mam o tym myslec.
Oczywiscie panika mlodej mezatki nasuwa mi mysli ze sie nie podobam mezowi, ze
to dlatego nie chce sie ze mna kochac. Ale logicznie rzecz biorac jest to
absurdalne podejrzenie poniewaz moj maz nie daje mi absolutnie zadnych powodów
do zazdrosci i wiem ze mu sie podobam fizycznie i go podniecam. Mam wrazenie
ze tak czesto wbija sie nam w glowe ze facet ma zawsze ochote na seks, że nie
ma mozliwosci zeby bylo inaczej i skoro podniecam meza to powinien niemalze
zawsze miec ochote na seks. Jezeli macie w tej sprawie swoje zdanie to prosze
o opinie. Jest to dla mnie bardzo wazne. Nie chce wywierac na moim męzu zadnej
presji i nie chce go zmuszac do niczego, wiem jak moge sama poradzic sobie ze
zwiekszona checia na seks,staram się jedynie zrozumiec ten mechanizm bo teraz
ta cala sytuacja mnie stresuje, nie chce fiksować i bezpodstawnie go
podejrzewac tylko dlatego że ten problem zazwyczaj wystepuje w odwrotna
strone. Panów tez prosze o komentarz:)