moja historia

12.03.07, 13:11
Kiedy pierwszy raz zajrzalam na to forum, ponad 2 lata temu, moj zwiazek wlasnie rozkwital.
Czytalam I myslalam: jak to cudownie, ze mi nic takiego sie nie moze przytrafic?.
Minely 2 lata. Jakie szczescie, ze nie napisalam nic wtedy, w swojej dumie I naiwnosci, bo teraz
musiaialym sie mocno wstydzic?
Bardzo szybko po poznaniu sie zamieszkalismy razem. I nie przewidzialam wtedy, ze spotkaja nas z
tego powodu takie problemy?
Wyjatkowy czlowiek, wyjatkowa sytacja, wszystko bylo wyjatkowe, piekne I nie dalo sie porownac z
niczym co do tej pory przezylam (a zaczynajac swoj trzeci krzyzyk, mialam doswiadczenia zwiazkow
dlugich, krotkich I przelotnych, mezczyzn wspanialych, beznadziejnych I wszystkich bez wyjatku w
koncowym rozrachunku: nie dla mnie)?
Jakie bylo nasze zycie intymne na poczatku, nie bede pisac?fajerwerki?.
Tak wiec na poczatku wzlot na sama gore uczuc, wrazen, emocji?
A juz pozniej szara codziennosc, z ktorej wlanie budzimy sie oboje w dolinie?On spadl pierwszy?
frustracja moja brakiem seksu (albo sporadycznym) trwa, zamienia sie w powoli w ozieblosc. Nie
czulam sie CHCIANA?a wydawalo sie, ze np facet chce swoje kobiety z zasady?
Zaczal odrzucac moje zabiegi, delikatnie, niezwykle taktownie, ale z czasem przestalam przejmowac
inicjatywe, bo nie chcialam byc odtracona. Wiem, ze przechodzil wtedy ciezki czas, rozumialam, ze
musze byc cierpliwa, nie nalegac, byc blisko?Potem zrobilo sie troche lepiej, ale nie przesadnie?
teraz kryzys. Wiem tylko, ze to potrafi z czasem przerodzic sie w gangrene, ktora zezre wszystko.
Wciaz uwazam, ze to czlowiek dla mnie I na cale zycie.
Tymczasem, zamietlismy problem pod dywan. Tylko, ze tak dlugo nie mozna.
Kiedy ostatnio rozmawialismy ? te rozmowy sa bardzo bolesne ? on powiedzial mi, ze nigdy nie
musial mnie zdobywac?i ze nie jest gotowy na generalny remont naszego zwiazku (wygoda?)..
Ja nigdy nie myslalam, ze musze udawac, ze nie chce, kiedy chcialam ( tzn zawsze), stosowac
sztuczek I obludnych wykretow?
I tak wlasnie doszlismy do momentu, kiedy nasz zwiazek zrobil sie aseksualny. Jest czulosc,
bliskosc, wspolnym dom, ale wszystko jakby oklaplo?
Cierpie jak cholera, ze on mnie nie chce tak czesto jakbym chciala?ale nie jestem juz w stanie
inicjowac zblizen. Nie jestem w stanie kusic go, bo wydaje mi sie to beznadziejnie oczywiste I
koszmarnie tanie?nigdy nie myslalam, ze stane sie taka wycofana?Co gorsza, obserwuje, ze on
przestaje mnie pociagac rowniez?
Tylko, ze to jest koszmarnie bledne kolo?

Czytam to formum juz od dawna, rady Glam I innych sa fantastyczne?

Ta moja spowiedz to troche proba uporania sie z problemem, ale przede wszystkim prosba o
wsparcie I kciuki, dobre rady?

    • glamourous Re: moja historia 12.03.07, 17:14
      A jak w ogole wyglada Twoja sytuacja - w sensie jak czesto sie kochacie? Czy
      brakuje Ci samego seksu czy moze tak naprawde tym na czym najbardziej Ci zalezy
      jest jego pozadanie?
      Pytam o to, bo widze w Tobie lustrzane odbicie samej siebie sprzed paru
      miesiecy... Nawet to co napisalas o swoim partnerze "wyjatkowa osoba i
      wyjatkowa sytuacja, czlowiek dla mnie i na cale zycie" - tez nawet w
      najgorszych chwilach zawsze tak myslalam o moim mezu :-)))
      A czy Wasze rozmowy przynosza chwilowa poprawe, czy raczej pogorszenie sytacji?
      Powiedzial Ci ze nigdy nie musial sie o Ciebie starac - probowalas wiec moze
      stac sie troszke neutralna, niedostepna, zrobic mu taki maly tor przeszkod w
      drodze do seksu - zeby to przestalo byc dla niego takie oczywiste? (w moim
      przypadku akurat to bylo kluczem do problemu) I wreszcie jak wyglada jego
      inicjatywa w momencie kiedy sie nie starasz o seks i zachowujesz neutralnie?
      Ile on bez seksu wytrzymuje tak sam z siebie? A jego apetyt na seks rozbija sie
      o zbyt czesta masturbacje, ktora go na tyle zaspokaja ze nie ma ochoty na swoja
      kobiete? U mnie tez to bylo czesciowo przyczyna problemow....

      Troche sporo tych pytan, ale przyda nam sie to do analizy Twojej sytuacji,
      jesli oczekujesz wsparcia :-)

      Aha, jeszzce jedna mala dygresja. Nic dziwnego, ze, jak mowisz, on nie czuje
      sie gotowy na "generalny remont zwiazku". Facetowi na tym etapie zwiazku nie
      radzilabym mowic o "naprawie", o "przebudowaniu" o "nowym etapie" - to sugeruje
      ze miedzy Wami jest juz kompletnie do kitu, ze trzeba ciezka, mrowcza praca w
      pocie czola ratowac jakas straszna ruine. Ja takich sformulowan unikam jak
      ognia. To niepsychologiczne, facet boi sie wizji wysilku i wyrzeczen, jaki sie
      kryje za slowem "naprawianie zwiazku". Tacy sa niestety niektorzy mezczyzni,
      masz racje ze sa troche wygodniccy - lubia miec wrazenie ze w relacji z kobieta
      raczej wypoczywaja i sie regeneruja, niz ze mozolnie pracuja nad budowa, czy
      remontem zwiazku :-)
      Po prostu trzeba dzialac, po kobiecemu, podstepnie i praca u podstaw, ale bez
      zadnych szumnych deklaracji pt."naprawiamy zwiazek", bo to powoduje tylko
      odruch niecheci (zwlaszzca jesli facet jest leniuszkiem, albo jesli dla niego
      ta sytuacja jest calkiem wygodna :-)

      Pozdrawiam Cie i glowa do gory :-)
      • czerwone_francuskie Re: moja historia 12.03.07, 17:51
        Wiesz Glam, jak tu byc niedostepna kiedy kochamy sie raz w miesiacu? Nawet jak to bylo raz na
        tydzien, to bylo mi malo...wiec to dla niego oczywiste, ze skoro wyciagnie reke to ja powiem tak...
        zalezy mi owszem na tym, zeby moj facet mnie pragnal i zeby sie z nim kochac...czasem wulgarnie
        brakuje mi, zeby mnie zer****, co bede pisac...
        To co mnie przeraza, to jak czasami to odbija sie na mojej psychice...samopoczuciu, poczuciu wlasnej
        wartosci i tym, ze robie sie drewniana...
        Moze jest tak, ze jego apetyt rozbija sie o zbyt czesta masturbacje...podejrzewam, ze sie onanizuje...
        ja tez sobie sama radze ;-)))
        Nasze rozmowy, a bylo ich kilka, przynosza poprawe bardzo tymczasowa...potem: znowu
        rutyna...bledne kolo....skoro on mnie nie dostrzega jako kobiety, nie czuje jego pozadania, nie chce mi
        sie np o siebie bardziej dbac...i o ile na poczatku tej sytuacji on wciaz mnie pociagal to teraz coraz
        mniej, bo np on przestal dbac o siebie...tak jak przestal dbac o mnie...
        I co z tego, ze dostaje kwiaty, ze troszczy sie o mnie, ze jest bliskim i zaufanym czlowiekiem, kiedy nie
        czuje jego pozadania i czuje sie zaniedbana?
        To jest niezwykle trudna sytuacja, bo im wiecej mysle i analizuje tym bardziej sie czuje do niczego...
        Wiem, najlepiej byloby dac na luz, i ja moge owszem nawet sprobowac, i czesto mi to nawet naturalnie
        wychodzi, ale czasem koszmar: dusze sie i dusze to w sobie...
        Z tym generalnym remontem tego zwiazku to sam wyskoczyl w odpowiedzi na moje argumenty, ze nie
        jest tak jak chcialismy oboje i to nie tak mialo byc (rowniez w innych dziedzinach zycia)...
        Czasem mam dosc...cackam sie jak z jajkiem...
        nie naciskam, nie inicjujue, nie wspominam, pelna aseksualnosc...i ostatnio sie kochalismy ponad 4 tyg
        temu...
        Czasem chce mi sie zazartowac i powiedziec mu, zeby moze mnie uprzedzal, albo zebysmy wybrali
        stala date np 15-tego kazdego miesiaca, nie wiem, absurdalna ta sytuacja...
        Nigdy taka nie bylam, teraz nawet porozmawiac nie potrafie, bo sie czuje zazenowana, nie wiem...
        Brakuje mi budowania napiecia np przez caly dzien, jak tu sie kochac, po 4 aseksualnych tygodniach?
        Buziaki, przytulenia i to wszystko, doszlo do tego, ze calujemy sie tylko jak sie kochamy...
        • zygzak60 Re: moja historia 12.03.07, 18:18
          pięknie rozmawiacie moje panie,
          mężczyźni zwykle tak nie umieją
          i ja też nie umiem dlatego przytoczę obraz: scenke z pewnego radzieckiego filmu,
          którego tytułu juz nie pamietam

          otóż młody męzczyzna wsiadł na barke, an syberyjskiej rzece,
          dostał od razu setke wódki (potem nastepną ...), golili mu głowę na łyso -
          jechał do wojska
          na wielka ojczyźniana wojnę,
          wzdłuż brzegu biegła cud-dziewczyna, zrozpaczona, kochająca,
          na nic błagania -
        • vesper_lynd Re: moja historia 13.03.07, 00:53
          Hmm, mogę na swoim przykładzie tylko powiedzieć, że weszliście w impas, z którego trzeba próbować się wydostać. Jeśli Wam zależy na sobie. Daj mu WYRAŹNIE do zrozumienia, że Wasz związek się nakręcił jak spirala - prosto w dół i czas się brać do roboty, bo z czasem może byc tylko gorzej. Daj mu czas może na przetrawienie takiej informacji, podanej albo w rozmowie wprost, albo w codziennych, konsekwentnie wysyłanych sygnałach, jak unikanie jego obecności, przytulania, czy tego comiesięcznego seksu nawet (zaciskać zęby i próbować! ;) A najlepiej oba sposoby na raz. Bez bagatelizowania, kawa na ławę i spójrzmy prawdzie w cztery oczy.

          Moje wielokrotne, płaczliwe i histeryczne (niestety) próby rozmów były: 1. bagatelizowane i sprowadzone do żartu, 2. potem zbywane zakłopotanym milczeniem, 3. obdarzone cienkim: "sam nie wiem co się dzieje...", 4. w efekcie - CUD NA CUDY! nauczył się mój luby o seksie i tej sferze związku rozmawiać. Chyba go ośmieliłam w pewien sposób, zauważył, że poza wyrzucaniem z siebie płaczliwych wyrzutów zaczynam się od niego oddalać (to się akurat działo samo, przestałam na siebie zrzucać winę za brak seksu, zaczęłam go postrzegać jako nieco... niemęskiego, zaczęłam wychodzić, bywać, fryzjer, znajomi, etc. - spostrzegawczy jest, więc widział w czym rzecz).
          Sam zainicjował rozmowę (niemal spadłam pod stół z wrażenia! ;) powiedzieliśmy sobie szczerze kilka rzeczy, oboje nas to otrzeźwiło, dało do myślenia. Trochę też zabolało. Dowiedziałam się od niego wprost, czego oczekuje od naszego pożycia, jaki ma jego obraz, ja mu powiedziałam o swoich potrzebach i co chcemy poprawić. Teraz OBOJE pracujemy nad sobą i nad tą drugą stroną :) Od dopiero kilku dni co prawda, ale już widzę, że zaczyna to rzutować na inne dziedziny życia. A wychodzić, bywać niedostępną nie przestałam ;> Lepsze to, niż zawieszona, smutna i nielubiąca siebie ofiara... :/
          powodzenia!
          • vesper_lynd Re: moja historia 13.03.07, 00:56
            P.S. Jeśli nie zareagowałby na takowe wyraźne sygnały, że związek jest na krawędzi, olewałby je bez mrugnięcia okiem i ze stalowym spokojem - na drzewo go, nawet najwartościowszego faceta! Obojgu musi zależeć.
            • glamourous Re: moja historia 13.03.07, 16:09
              vesper_lynd napisała:

              > P.S. Jeśli nie zareagowałby na takowe wyraźne sygnały, że związek jest na
              krawę
              > dzi, olewałby je bez mrugnięcia okiem i ze stalowym spokojem - na drzewo go,
              na
              > wet najwartościowszego faceta! Obojgu musi zależeć.


              Zgadzam sie z Vesper. Podstawowa sprawa, czerwone_ francuskie : powinnas
              rozroznic czy chodzi tu o zwykly kryzys czy o nieodwracalne wypalenie pozadania
              ze strony Twojego partnera. Nam tu na forum ciezko jest zawyrokowac, tylko na
              podstawie opisu, czy wchodzi w gre jedynie zwiazkowy impas, jakis gleboki lecz
              calkowicie odwracalny kryzys - czy moze chemia ze strony partnera kompletnie
              juz wyparowala i nalezy przestac walczyc... Bo czasem w zwiazku faktycznie
              przychodzi taki moment, ze nie pozostaje juz nic innego jak tylko spasowac,
              podac sobie rece i zostac dobrymi przyjaciolmi. Wiem, ze trudno jest kobiecie,
              ktora jest przekonana ze to wlasnie TEN facet tak na chlodno zanalizowoac
              sytuacje, ale przed podjeciem jakichkolwiek prob naprawy trzeba zadac sobie
              pytanie czy druga strona w ogole chce cos naprawiac... Wiem, bo byl moment ze
              sama tez sobie zadalam to pytanie : czy to tylko kryzys, czy z naszego zwiazku
              juz kompletnie uleciala cala para i teraz tylko siorbanie herbaty na kanapie
              nam zostalo oraz przyjacielskie rozmowy jak brat z siostra? Myslalam sobie
              wtedy, ze owszem JA jestem przekonana ze to jest absolutnie TEN facet, ale kto
              wie, moze to JA nie jestem dla niego TA kobietą...?

              Dosc pesymistycznie to zabrzmialo, ale prawda jest taka, ze tylko Ty,
              czerwone_, mozesz sama wysondowac jak faktycznie sie sprawy maja. Powinnas w
              tym celu minimalnie sie od niego oddalic i sprawdzic jego reakcje na
              to "odstawienie od piersi":-). Z teo co pisze vesper ona tez zastosowala
              wzgledem swojego partnera podobna strategie : lekkiego oddalenia po to zeby ON
              poczul sie zaniepokojony i zeby sam poczul potrzebe przyciagniecia nas do
              siebie. U mnie bylo to przetrzymanie mojego meza z seksem, nie podejmowanie
              inicjatywy, ustapienia mu pola do dzialania i pozwolenie zeby jego testosteron
              sam przemowil ;-). U vesper (z tego co zrozumialam) bylo pokazanie mezowi, ze
              ona ma wlasne zycie, ze wychodzi gdzies ze znajomymi, ze jest niezalezna i
              troche nieobecna duchem i cialem. W obu przypadkach cel byl taki, zeby stworzyc
              pewna iluzje oddalenia, zasygnalizowac partnerowi ze MUSI ruszyc tylek i troche
              pogonic kroliczka, bo tenze sie juz sam w lapki tak jak kiedys, nie wpycha. I
              generalnie takie dzialanie pomaga, jest to swojego rodzaju test majacy wykazac
              na ile partner jest jeszzce zakochany i na ile mu zalezy na zwiazku. I zarazem
              taka malutka terapia, ktora skutecznie odgrzewa rozleniwione monogamią uczucia.
              Ogolnie - jesli to jest TYLKO kryzys jego pozadania (a nie calkowite
              wygasniecie) to jego reakcja na takie leciutkie poluzowanie wiezow bedzie
              pozytywna. A jezeli - tak jak pisze vesper - facet sprawe oleje, to juz gorsza
              sprawa i nie najlepiej to swiadczy o jego zaangazowaniu w zwiazek :-(

              I jeszcze jedna rada, czerwone_. Piszesz, ze jestes niemal pewna, ze on sie
              onanizuje. W przypadku mojego meza i jego problemow z libido w stosunku do mnie
              akurat to sie okazalo posrednia przyczyna ostudzenia jego milosnych zapalow. Po
              prostu facet robil to sobie tak czesto ze nie starczalo mu juz energii na
              zajecie sie zona. Wybieral masturbacje nawet wtedy kiedy bylam obok, dostepna
              wystarczylo tylko wyciagnac reke i zainicjowac seks. Ale ja sie mu z presja
              kojarzylam, z kolei onanizm byl odprezeniem i bezawaryjna forma upuszczenia
              cisnienia, ktore przeciez ma kazdy facet. Na szczescie pare razy go na tym
              nakrylam i to stalo sie punktem wyjsciowym do dialogu, zakonczonym jego
              postanowieniem ze dla naszego dobra zrezygnuje z autoerotyzmu w takim wydaniu.
              I bardziej zwroci sie w moja strone. I okazalo sie ze faktycznie od tego czasu
              jego libido wzroslo - sila rzeczy - bo juz go egoistycznie i bezproduktywnie
              nie marnuje ;-).
              Moze warto wiec zwrocic sie w tym kierunku? Pogadac z partnerem biorac kwestie
              masturbacji za punkt wyjscia do "remontu zwiazku"? Bo moze, tak jak u mnie, tu
              jest pies pogrzebany i tedy ucieka jego libido?
              • czerwone_francuskie Re: moja historia 14.03.07, 10:26
                w teorii to ja jestem prawie tak swietna jak inni tutaj...tylko praktyka, praktyka...
                coz, mam nadzieje, ze trening czyni mistrza...
                na onanizowaniu nie przylapany moze sie wyprzec zawsze...choc nie sadze...
                tymczasem rozmowy na temat zaczynalam ja, wiec wolalabym doprowadzic, zeby teraz on zauwazyl, ze
                cos nie tak...ale jak pisalam wczesniej: wiemy, ze trup w szafie...
                obiektywnie patrzac, to nie mysle i nie czuje, zeby to byla krawedz zwiazku, tylko taki impas
                spowodowany spadkiem z wysokiej gory...i teraz dopiero trzeba zaczac pracowac na zwiazek i go
                formowac...nie spodziewam sie, ze damy rade w miesiac, ale powoli i systematycznie dotrzec sie i
                odnalezc w szarej czasem rzeczywistosci...
                coz, spodziewalam sie problemow tego typu po powiedzmy kilku ladnych latach zwiazku, ale zeby tak
                szybko?
                nasza sytuacja jest na tyle szczegolna, ze nie mieszkamy w kraju-raju, adaptujemy sie w obcym
                swiecie, kontakty towarzyskie tymczasem mizerne i rzeczywistosc czasem brutalna...byl taki czas, kiedy
                mielsmy tylko siebie, cudny, ale w jakis sposob przerazajacy...teraz powoli odseparowujemy sie i
                uczymy zyc kazde troche swoim zyciem...kiedy wszystko zawsze razem, razem po jakims czasie
                zaczyna sie rutyna...
                malo zaskoczen, malo niespodzianek...coz popracuje nad tym, wiosna piekna i zacheca do dzialan...
                • bojbas Re: moja historia 14.03.07, 16:54
                  Tak sobe czytam wasze wypowiedzi i niestety przypomina mie sie smutna historia
                  mojej kolezanki.Po 2 latach okazalo sie ze facet jest gejem.
                  • czerwone_francuskie Re: moja historia 15.03.07, 07:30
                    wczoraj moj facet zaczal sie do mnie delikatnie dobierac (po 2 miesiacach),
                    dostal kosza...cholernie to ciezkie, bo nie chce byc nieznosna, oziebla i oschla
                    baba...tylko najzwyczajniej niezainteresowana...ile takie udawanie
                    niezainteresowania mnie kosztuje ....prawda jest, ze seksikiem raz w miesiacu
                    nie jestem zainteresowana...staram sie nie myslec i nie roztrzasac...trzeba
                    spokoju...
                    • czerwone_francuskie Re: moja historia 19.03.07, 12:27
                      on chyba zaczyna wreszcie cos dostrzegac tzn moj brak zainteresowania seksem...wiec jest szansa, ze
                      wkrotce dorosnie do rozmowy.
                      ja jestem nadspodziewanie spokojna. wiem, czego chce.
                      tyle tylko, ze okropnie sie robie drewniana, czuje opor na mysl o kochaniu sie mimo tego, ze walcze zeby
                      nasze pozycie intymne wrocilo do normy. Cholera to jest jakies bledne kolo. Ja chce, on sie opiera, ja chce
                      jeszcze bardziej, on coraz mniej, czuje sie odtracona. On teraz zaczyna powoli (to sa bardzo delikatne
                      sygnaly) jakos regowac, ja sie czuje oziebla prawie. Di diabla ciezkiego!!!!
                      • groszek_73 Re: moja historia 19.03.07, 13:00
                        czerwone_francuskie napisała:
                        tylko nie przesadź :)

                        to bardzo delikatna kwestia, najlepsza jest szczerość i spokojna rozmowa :)
                        • zygzak60 Re: moja historia 19.03.07, 15:42
                          groszek_73 napisał:
                          > to bardzo delikatna kwestia, najlepsza jest szczerość i spokojna rozmowa :)

                          więcej,
                          podejrzenie nawet manipulacji może byc zabójcze
                          • groszek_73 Re: moja historia 19.03.07, 16:03
                            zygzak60 napisał:
                            > więcej,
                            > podejrzenie nawet manipulacji może byc zabójcze

                            i nie przynosi efektów. trzeba znaleźć sedno problemu i po prostu porozmawiać.
                            to bardzo trudne, ale czasem się udaje.
    • norbi7201 Re: moja historia 20.03.07, 02:25
      witam
      przeczytałem Twoją historię, moja jest podobna tylko My, niestety jesteśmy już
      dalej. Po Tym jak w codziennej walce o kasę dla naszej rodzinki nie zauważałem
      mojej, żony. Po tym jak wybudowałem dla niej i naszych dwóch wspaniałych synków
      domek. Po tym wszystkim okazało się, że Ona już nie chciała być "po tym".
      Znudziło jej się, w pobliżu znalazł się mój "przyjaciel" i stało się. Nie ma nas.
      Mieszkamy razem pod jednym dachem "dla dobra dzieci", ale nie ma Nas.
      Jeśli nie chcesz żeby Was to spotkało to wal głową w mur, zmuś swojego partnera
      do rozmowy i uratuj wasz związek.
      życzę powodzenia
      damian
      • tlustaklucha Re: moja historia 20.03.07, 02:50
        Hej, przeczytałam Twoją historie i muszę powiedzieć, że czuję się prawie
        identycznie. Mój facet też najchętniej nie kochałby się chyba wcale, jeśli ja
        nie wykazuję inicjatywy, to może być i raz na dwa, trzy miesiące. Kiedyś tak
        nie było, ale to ja zwykle byłam inijcatorem, wcześniej też. Impas trwa od
        roku, od roku jestem odrzucana lub tolerowana z moimi prośbami, jego seks nie
        cieszy. Wzięłam na wstrzymanie, bo wiem, że on też ma problemy, ale to
        wstrzymanie totalnie wpłynęło na moje libido. Teraz właściewie on zaczyna coś
        nieśmiało inicjować, ale ja już kompletnie nie mam na to ochoty. Przypominia mi
        się, ile czasu musiałam wytrzymać i czuję się, jakbym doznała nagłej łaski.
        Strasznie trudno się od tego oderwać. Teraz, po roku, nie wiem już, czy on to
        szczerze robi, czy naprawdę chce.. Dużo rozmawialiśmy, więc on wie, że mi
        brakuje seksu. Powstaje coś jakby takie niedowierzanie, nieufność. I to chyba
        tak tłumi podniecenie.
        • maryshaa Re: moja historia 20.03.07, 09:01
          To chyba jakieś zrządzenie losu, że trafiłam na to forum... Okazało się, że nie
          jestem sama w swoich mało-dużych smutkach i niespełnieniach... na razie tyle.
          Potem skomentuje, bo póki co muszę przetrwić to co przeczytałam... próbuję
          właśnie walczyć z podobnym kryzysem co założycielka wątku, i chyba popełniam
          masę błędów...ale na innym forum ktoś napisał, żebym przyjrzała się sobie, bo
          przecież ja też nie zachowuję się tak jak na początku tego cudownego związku,
          tylko że zmiany w swoim zachowaniu truuudniej dostrzec niż w jego ... (miło
          przeczytać opienie kogoś kto przeżył o wiele więcej niż ja, to pomaga podejść
          do problemu na spokojnie bez zbednych emocji i histerii małolaty)
          • czerwone_francuskie Re: moja historia 21.03.07, 14:36
            chce mi sie plakac...moj kochany rano myslac, ze spie robil sobie dobrze...nie zareagowalam. potem
            wstal, ubral sie, zrobil sniadanie i przyniosl mi je do lozka. kochany czlowiek, czyz nie?
            • zygzak60 Re: moja historia 21.03.07, 14:45
              czerwone_francuskie napisała:
              > chce mi sie plakac...moj kochany rano myslac, ze spie robil sobie dobrze...nie
              > zareagowalam. potem
              > wstal, ubral sie, zrobil sniadanie i przyniosl mi je do lozka. kochany czlowiek
              > , czyz nie?

              dla mnie to jest dowód, że on nie może liczyć na twoje zrozumienie,
              opanował podniecenie najmniejszym kosztem, żeby sie skupic np. na pracy,
              kobiety często niedoceniaja wagi sukcesu zawodowego dla mężczyzny i nie
              przyjmuja roli osoby wspierającej,
              ("... a jak królem będziesz to królowa będę, a jak katem będziesz to katową
              będę...")

              • czerwone_francuskie Re: moja historia 21.03.07, 14:55
                jego libido przecieka przez palce, nie kochalismy sie od prawie 3 miesiecy...jak tu okazac zrozumienie?
                nie zareagowalam, bo albo wybuchnelabym placzem albo nawrzeszczalabym, a tego nie chce. chce
                przeprowadzic spokojna, rzeczowa rozmowe, bez obawy, ze on bedzie sie czul sterroryzowany moimi
                lzami...
              • your_and Re: moja historia 21.03.07, 14:56
                zygzak60 napisał:
                > dla mnie to jest dowód, że on nie może liczyć na twoje zrozumienie,
                > opanował podniecenie najmniejszym kosztem, żeby sie skupic np. na pracy

                Nie wygląda mi na to. Ja bym stawiał, że skoro robił to w łóżku to chciał żebyś
                o tym wiedziała (niby przypadkiem). Raczej jest zatem to narzędzie w jakieś
                rozgrywaniej miedzy wami rywalizacji która zabija bliskość a wiec ochotę na
                (wspólny wzajemny) seks.
                Choć z drugiej strony choć mniej prawdopodobne że ma fantazje do których nie
                chce się Ci przyznać i woli im sie oddawć w samotności.
Pełna wersja