Dodaj do ulubionych

Sterczący fredek...

09.05.07, 22:44
Kurde, czy wy też to panowie macie że budzi was w nocy sterczący fredek a tu
znikąd pomocy ? Bo na ślubną nie ma co liczyć to wiadome . Chrapie aż miło a
człowiek sie męczy. Godzina jest na przykład 3:30 i co ... chała. Tym
bardziej że ma wstać o szóstej to nie mam sumienia budzić. I co wtedy ?

Alleluja i do przodu...
Obserwuj wątek
    • gomory Re: Sterczący fredek... 09.05.07, 23:37
      Nie zdarza mi sie, o 3:30 to spie.
    • chily-wily ja to wolę to rozchodzić 10.05.07, 00:27
      preferuję masturbację zamiast sexu z żoną, nie lubię jak na siłę chce się
      kochać, rozumiem raz na 3-4 miesiące ale częsciej to już zniechęca
    • eeela Re: Sterczący fredek... 10.05.07, 09:42
      Moj partner zazwyczaj w takich podbramkowych sytuacjach sam sie zaspokaja :-)
      Kilka razy zdarzylo mi sie jednak przebudzic, choc on, slodycz moja, zawsze
      stara sie zalatwic swoje tak, zeby mnie nie obudzic ;-) Ale jak juz sie
      przebudze, to po minucie wczuwania sie w delikatny rytm popadam w taka
      ekscytacje, ze natychmiast sie dolaczam :-)
      • glamourous Re: Sterczący fredek... 10.05.07, 12:49
        To nie probuje sie do Ciebie dobierac, tylko tak sam niesmialo pod koldra?

        Moj tam w takich razach nie bawi sie w konwenanse, tylko egoistycznie
        przystepuje do nocnego ataku - wlasnie kilka dni temu obudzilam sie w srodku
        nocy z penisem w buzi, dziwne uczucie ;-)))
        • polityk71 Re: Sterczący fredek... 10.05.07, 13:52
          glamourous napisała:

          > To nie probuje sie do Ciebie dobierac, tylko tak sam niesmialo pod koldra?
          >
          > Moj tam w takich razach nie bawi sie w konwenanse, tylko egoistycznie
          > przystepuje do nocnego ataku - wlasnie kilka dni temu obudzilam sie w srodku
          > nocy z penisem w buzi, dziwne uczucie ;-)))

          hahaha się uśmiałem... ;-)
          szkoda, że z moją żoną to nie przejdzie.... już próbowałem... ale u nas to
          zupełne nie dopasowanie charakterów i potrzeb
          a tak nawiasem to zazdroszczę takiego małżeństwa... bo rozumiem, że
          kontynuowaliście zabawę... ;)
        • avide Re: Sterczący fredek... 10.05.07, 14:05
          glamourous napisała:

          > To nie probuje sie do Ciebie dobierac, tylko tak sam niesmialo pod koldra?
          >
          > Moj tam w takich razach nie bawi sie w konwenanse, tylko egoistycznie
          > przystepuje do nocnego ataku - wlasnie kilka dni temu obudzilam sie w srodku
          > nocy z penisem w buzi, dziwne uczucie ;-)))


          Jezzzu Glam wykończysz mnie ze śmiechu :)))).
          Obudzić się z penisem w buzi :)) nieźle, to musi być przeżcie. Albo do
          odwrócenia sytuacji z wilgotną cipką na ustach :)))))).

          Mi również zdarza się molestować w półśnie żonę. Najdalej posunąłem się do
          całkowitego rozebrania i pieszczenia od szyi po cipkę i wejścia w nią. O ile
          jeszcze pieszczoty przechodzą bo śpi jak zabita to po kilku ruchach kutasa w
          cipce budzi się.
          Noooooooooooo i wtedy się zaczyna ... opieprz. Że spać nie daje, że co ja
          wyprawiam, że ona zmęczona, że ja ją GWAŁCĘ i jeszcze kilka innych. Z tym
          gwałtem to może i ma rację bo zgwałcić można i żonę. Przecież gwałt jest wtedy
          gdy jedna ze stron została zmuszona do sexu wbrew swojej woli. Tyle że ja jej
          nie zmuszam a wykorzystuję a to różnica ;))).
          Tak czy siak kilka razy spróbowałem i teraz "staram" (bo wszystko dzieje się w
          półśnie i nie do końca rano wszystko pamiętam) ograniczać się do pieszczot bez
          wchodzenia w nią z finałem na ręcznym. :((( Cóż życie.

          Dlatego w pełni rozumie autora wątku. Na niektóre ślubne nie ma co liczyć. W
          takich sytuacjach pozostaje zaśpiewać: "Nie płacz, nie płacz mój maleńki, zaraz
          będzie zmiana ręki"
          Life is brutal..........

          Pozdrawiam.
          Avide

          • dr_diesel Re: Sterczący fredek... 10.05.07, 18:36
            Kiedy w nocy budzi mnie zew natury zaraz przytulam się do mojej ukochanej i
            próbuję znaleźć ukojenie, jeżeli napięcie nie opada a rośnie to widząc jej
            bierną postawę czyli kompletne uśpienie kładę ją na brzuszku i atakuję od tyłu.
            To jest pozycja w której ułożona nie opieprzy mnie że ją morduję. Kochany ten
            mój skarb.
            • mao16 Re: Sterczący fredek... 10.05.07, 19:24
              tj. gwalt za przyzwoleniem dr diesel :))


              a ty o 3.10 idz do lazienki zmoczyc glowke zimna woda, to ci przejdzie,
              przynajmniej tak slyszalem gdy bylem na badaniach na WKU. Jedenmu takiemu
              stanal i ta pani dokotr mowi mu , prosze isc zmoczyc glowke, a ten debil
              zmoczyl, tylko ze glowe a nie glowke :D

        • eeela Re: Sterczący fredek... 10.05.07, 19:53
          > To nie probuje sie do Ciebie dobierac, tylko tak sam niesmialo pod koldra?

          W kulturze jego kraju lezy, ze dzentelmenowi nie wypada uprawiac seksu z kobieta
          bez wyraznego i oczywistego przyzwolenia i zaproszenia z jej strony. Ba! Nie
          wypada po raz pierwszy pocalowac kobiety, nie zapytawszy jej uprzednio o zgode!
        • zasmucony2 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 12:30
          Zartujesz ? Powaznie obudziłaś się z penisem w usatch ?
          Gdybym tak zrobił to może bym go już nie miał ?
          Sam musze sobie radzić, jak kiedyś bardzo często budzilem sie z "wielkim bólem"
          i dobierałem sie co zony to odganiała mnie jak sie przebudzała......
    • anais_nin666 Re: Sterczący fredek... 10.05.07, 19:54
      Facet budzący mnie w nocy, bo ma chęć na seks ... marzenie ... Ech ...
      • avide Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 09:31
        anais_nin666 napisała:

        > Facet budzący mnie w nocy, bo ma chęć na seks ... marzenie ... Ech ...


        A wiesz Anais co to znaczy spróbować "przespać" noc z takim sterczącym dragiem ??
        Koszmar. Ciągle się budzisz, przewracasz z boku na bok, ciągle coś ugniata,
        uciska a całą noc na wznak się nie da. Z resztą wtedy również kołdra
        przeszkadza. W końsu próbujesz szczęscia a tam ściana lodu, w dodatku uśpiona,
        odwracasz się, śpiewsz parafrazujesz słowa piosenki Budki Suflea "znowu w łóżku
        mi nie wyszło" wrzucasz na ręczny i taki trochę rozgoryczony obracasz się na bok
        i próbujesz zasnąć. Może nie było by w tym frustracji gdyby w ciągu dnia
        zaległości zostały nadrobione, ale wiesz jak to jest zazwyczaj. Gdyby coś było w
        dzień w nocy było by dużo łatwiej.
        Efekt obu sytuacji w sumie ten sam, tyle że ty masz szanse wstać wyspana.
        Niedawno miałem taki okres, że onanizacja w pół śnie była prawie warunkiem
        koniecznym by oczy na zapałki w ciągu dnia z niewyspania nie były stawiane.
        Teraz zmieniłem troszkę taktykę dnia codziennego to przynajmniej czasami się
        wyśpię. :)))

        Tak czy siak tak źle a tak chyba jeszcze gorzej.
        No chyba że i ty z tego powodu budzisz się w nocy. To masz jeszcze gorzej, bo
        kobiecie osiągnąć orgazm jest chyba jednak trudniej niż samozadowolenie faceta.

        Pozdrawiam.
        • lava71 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 09:45
          To co napisałeś to dla niektórych kobiet mnie więcej to samo co teoria
          względności. One po prostu tego nie rozumieją i nie chcą zrozumieć. Za to
          regularnie co miesiąc dadzą Ci odczuć jakie to są biedne z powodu okresu:)

          Przypomniał mi się kawał który całkiem nieźle ilustruje względność patrzenia:
          Pyta się profesor studentów jaki ból jest najgorszy ... jedna ze studentek mówi,
          ze to ból w czasie porodu. A wtedy jeden ze studentów pyta się jej czy ktoś ją
          kiedyś kopnął w jaja:)
          • kici10 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 13:06
            Przyznaję, że nie przyszło mi do głowy rozpatrywać tego w tych kategoriach.
            Myślałam sobie, że samo wstało, to i samo opadnie. A wszystko dlatego, że o
            okresie kobiety trąbią wokoło komu trzeba i nie trzeba. Natomiast o problemach
            ze sterczącym fredkiem nikt nie opowiada.

            Ze zrozumieniem teorii względności wielu facetów również ma problemy.
            • lava71 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 13:15
              Bo jak kobietę brzuch boli to trzeba chodzić na palcach. Ale jak faceta boli
              brzuch to wielkie zdziwienie i niedowierzanie.
              • zasmucony2 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 13:32
                Tak dokladnie jest. Jak maja okres to trzeba spelniac wszelakie ich zachcianki
                a jak mamy podobne klopoty to "boli mnie glowa"....plowa z tych zon sie puszcza
                na boku...
              • kici10 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 14:11
                A skąd mamy wiedzieć, że to boli, jak o tym nie mówicie?
                • lava71 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 14:18
                  patrząc z naszej strony to Wy nie słuchacie.
                • zasmucony2 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 14:26
                  Często mówiłem żonie że to bardzo booli podbrzusze jak jest podniecenie....i co
                  i nic...Mój kłopot i tyle...
              • anais_nin666 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 19:18
                lava71 napisał:

                > Bo jak kobietę brzuch boli to trzeba chodzić na palcach. Ale jak faceta boli
                > brzuch to wielkie zdziwienie i niedowierzanie.

                Serio? Duża część znanych mi panów, gdy ich cos boli robi z tego taki show, że
                trudno obok ich bólu przejść obojętnie;-)
                Co do bólu podczas okresu - nie wiem czy trzeba chodzić na palcach, ale bez
                wątpienia warto wykazać empatię, bo dwudniowy (u mnie np.), powtarzający się co
                miesiąc naprawdę ogromny ból powoduje, że się odechciewa wszystkiego... Ktoś
                kogo coś tam boli raz na rok naprawdę nie zdaje sobie sprawy jak takie
                "piłowanie" w dole brzucha może uprzykrzyć życie.
                • lava71 Re: Sterczący fredek... 14.05.07, 10:01
                  Tak ... raz na rok .. chyba u konia:) Nawet tą wypowiedzią traktujesz nas
                  niepoważnie.
                  A to jak kogo co boli to wiesz, że wszystko zależy od punktu patrzenia.
        • anais_nin666 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 19:11
          kobiecie osiągnąć orgazm jest chyba jednak trudniej niż samozadowolenie faceta

          Kobieta podczas masturbacji może dojśc w 2 min., jesli tylko faktycznie zaczyna
          zabawe w momencie gdy czuje wielka chec na seks....
      • zasmucony2 Re: Sterczący fredek... 11.05.07, 12:50
        Marzy mi sie że podczas snu kobieta zaczyna sie do mnie dobierac u budze sie
        jak ma w penisa w ustach a na swoich ustach czuje zar bijacy w jej cipki....
      • sagittka Re: Sterczący fredek... - marzenia :) 11.05.07, 19:39
        anais_nin666 napisała:
        > Facet budzący mnie w nocy, bo ma chęć na seks ... marzenie ... Ech ...

        Moje też :)

        Nawet pod wpływem tego wątku, rzuciłam luźną uwagę, ze gdyby taka nocna
        potrzeba się przytrafiła, to żeby się nie krępował.
        Co prawda przez ostatnie naście lat nic takiego mu się nie przytrafiało (a mi
        owszem :)), ale jasno wypowiedziana zachęta nie zaszkodzi.

        On na to: ja w nocy śpię, ale gdybyś ty potrzebowała, to nie ma sprawy.

        Pewnie wiesz anais, o co mi chodzi - o to że fajnie, jak to oni mają
        niepohamowaną ochotę i my im to możemy dać, prawda?
        • ewolwenta Re: Sterczący fredek... - marzenia :) 11.05.07, 20:00
          żeby mieli ech... :)
    • lilyrush Re: Sterczący fredek... 10.05.07, 22:23
      był kiedys taki...za taką pobudke nie mogłams ie gniwać zwłaszcza ze był
      cudownei czuły i delikatny
      i nie wiem jak to się dizało, ale po takim przerywniku nigdy rano nie miałąm
      problemów ze wstaniem :-))))
      eh, czas znaleźc faceta, z którym bedzie można pospać wnocy w jednym łóżku...
    • majuna ech to ......................... 13.05.07, 11:27
      mój nie z urzędu ;)) jak ma już wielkie ,,oko" nad ranem to najnormalniej
      zaczyna od języczkowej wędrówki w kierunku stajenki i tam pomalutku ,,wyważa"
      drzwiczki robiąc ,,włam" ale mój alrm jest zawsze sprawny a ja lubię
      takich ,,włamywaczy'", no i ........do dźwięku budzika. Popróbuj i TY.
      • karmazynowa_dama Re: ech to ......................... 14.05.07, 00:17
        łeee z tą stajenką ta przesadziłaś... kiepskie porównanie, normalnie jakoś tak
        mi się z tamtejszymi zapachami skojarzyła Twoja nie powiem co;)
    • aandzia43 Re: Sterczący fredek... 14.05.07, 00:04
      Szczerze współczuję panom bolesnych wzwodów nocnych. Ale nie na tyle, by wbrew
      sobie przystępować do stosunku płciowego. Sen to dla mnie świętość. Trudno
      zasypiam, a budzenie mnie w środku nocy to prosta droga dla mnie: do migreny,
      dla sprawcy: do ściągnięcia na swą głowę lawiny niewymyślnych wyzwisk.
      Neurasteników lepiej nie ruszać nocną porą, kiedy już, po wielu boleściach, uda
      im się zasnąć.

      Małż wie o tym, ale i tak niejednokrotnie usiłował zdeterminowany uszczknąć coś
      dla siebie o jakiejś nieludzkiej godzinie pod tytułem "piąta rano". Zazwyczaj
      warczałam groźnie, kiedyś go skopałam. To nie obyczaje godowe rosomaków czy
      diabłów tasmańskich, tylko efekty nieszanowania cudzych granic. Mój nocny sen to
      moje okopy i zasieki, i walczyć będę o to swoje terytorium, bo mój jest ten
      kawałek podłogi, mój ci on. I jeszcze parę innych. Kawałków.
      Małż, jak każdy człowiek, też ma swoje tereny łowieckie i "święte chwile", które
      ja szanuję. Nie włażę mu na plecy i nie wpycham języka do ucha, gdy: rozważa
      jakiś problem zawodowy, ślęczy nad papierami, ogląda z nabożeństwem wędki i
      haczyki, naprawia gniazdko, koncentruje się na ciekawym filmie...To niech małż
      nie włazi na moje terytorium.

      A tak bardziej serio: Eeela napisała, że w kulturze kraju, z którego pochodzi
      jej ukochany leży uzyskanie zgody kobiety, zanim przystąpi sie do akcji. Mnie
      się to bardzo podoba. Kiedy budziłam się z łapą Miśka tu i tam, to nie tylko
      przerwany cenny sen był powodem rozdrażnienia. Prawdę mówiąc, czułam się...
      molestowana. Powiem dosadniej: czułam się wyruchana.
      • karmazynowa_dama Re: Sterczący fredek... 14.05.07, 00:15
        "Zazwyczaj warczałam groźnie, kiedyś go skopałam."

        o matko, współczuję...mężowi:/
        • aandzia43 Re: Sterczący fredek... 14.05.07, 00:26
          Biedaczek, prawda :-))). Bo jak kobieta mówi NIE, kilkadziesiąt razy, to znaczy
          TAK, tylko ona tak się droczy, bo wszystkie baby tak mają i nie należy się tym
          przejmować, tylko robić swoje.
          Ja też mu współczuję. Kiepskiej pamięci w kwestii tego, co żona lubi, a czego nie.
          • eeela Re: Sterczący fredek... 14.05.07, 15:34
            Czy ty aby nie wyszlas za maz za mojego eks-konkubenta? ;-D Mam nadzieje, ze
            nie, bo jako konkubent byl straszny, jako meza juz w ogole sobie wole go nie
            wyobrazac. Ale tez mi sie zdarzylo go w polsnie skopac, przyznaje. Jakos nie
            przychodzilo mu do glowy, ze jak poszlam spac o czwartej, a musze wstac o
            osmej, to o siodmej wolalabym troche jeszcze pospac, i troche mi brakuje do
            radosnego nastroju na seks. I nawet dlugie, namietne oraz wielokrotne
            tlumaczenie nigdy nie rozjasnialo mu tej kwestii. Dlatego bardzo sobie cenie
            zwyczaje obecnego partnera - jak sama z siebie sie przebudze, zawsze dolaczam i
            mamy bardzo mily poranek. Jak sie nie przebudze, pozniej jestem wyspana i mam
            nastroj na igraszki w kazdej wolnej chwili danego dnia. Bardzo jestem wdzieczna
            swojemu osobistemu za takie podejscie do sprawy i uwazam je za wielce taktowne.
            • avide Re: Sterczący fredek... 14.05.07, 16:32
              eeela napisała:
              "(...)
              Dlatego bardzo sobie cenie
              > zwyczaje obecnego partnera - jak sama z siebie sie przebudze, zawsze dolaczam i
              > mamy bardzo mily poranek. Jak sie nie przebudze, pozniej jestem wyspana i mam
              > nastroj na igraszki w kazdej wolnej chwili danego dnia. Bardzo jestem
              wdzieczna swojemu osobistemu za takie podejscie do sprawy i uwazam je za wielce
              taktowne."

              Eeelu ceniąc Twoja osobę troszeczkę się zagalopowałaś. Jesteś tu jedną z
              nielicznych czytających to forum dla rozrywki samej w sobie. Z tego co piszesz
              masz się świetnie z partnerem i chwała Ci za to żeś potrafiła sobie tak faceta
              dobrać. Bzykacie się jak dwa króliczki kiedy tylko was ochota najdzie. Cudne to
              nie powiem.
              Dlatego eeelu nie porównuj sytuacji kiedy za dnia i nocy również, Twój partner
              ma seks go zadowalający. W takiej sytuacji jak raz czy dwa Ci odpuści to nic mu
              się nie stanie. Pojedzie na ręcznym w nocy kiedy Ty śpisz tak dla odmiany. :))
              Ty się wyśpisz i jesteś mu wdzięczna. Ale w ciągu dnia niejednokrotnie mu to
              wynagrodzisz, sobie wynagrodzicie. ;))

              To ogromna różnica. Gdyby żona mnie tak "rozpieszczała", takie nocne
              molestowanie również traktowałbym jako swego rodzaju "nietakt" z mojej strony i
              zwyczajnie pozwalał jej się wyspać bo sen to jej jedna z podstawowych potrzeb
              czego nie można powiedzieć o seksie. :((. Wrzuciłbym na ręczny jako miłą odmianę.

              To co opisał autor wątku to zupełnie co innego. Wynika z dużego niezrozumienia,
              czy tez dużej różnicy potrzeb, potrzeb które notorycznie nie są zaspokajane.
              Dlatego w nocy dochodzi do takich sytuacji. I nie ma to nic wspólnego z tym z
              czym Ty się stykasz na co dzień.
              Pozdrawiam.
              Avide.

              PS. Pisałem oczywiście w oparciu o to jak do tej pory dałaś poznać się oraz swój
              związek na forum.
              • sagittka Re: avide 14.05.07, 17:13
                > To co opisał autor wątku to zupełnie co innego. Wynika z dużego
                niezrozumienia,
                > czy tez dużej różnicy potrzeb, potrzeb które notorycznie nie są zaspokajane.
                > Dlatego w nocy dochodzi do takich sytuacji. I nie ma to nic wspólnego z tym
                z
                > czym Ty się stykasz na co dzień.

                No, avide, nie co końca tak jest. Tzn. może u ciebie tak jest jak opisałeś i to
                rozumiem, ale konewka ma kochankę na boku i jak pisze dobry seks z nią. zona
                jest tylko dodatkiem do jego życia erotycznego i jak widać, ma służyć w nocy
                jako pogotowie, gdy kochanka daleko. Fe!
                • avide Re: Sagitatko 14.05.07, 18:01
                  Przyznam Ci się Sagitatko, że nie śladzę poczynań erotycznych miedizanejkonefki. To co napisałaś może i chwalebne nie jest jednak wiesz.... mozna na to spojrzec z tej strony: Gdyby żona tak mu dawała w kość jak tego potrzebuje albo i bardziej, to by i kochanki nie było i w nocy by miała spokój.

                  Ja dla przykładu jak przed snem zaliczę taki porządny sex-seansik przynajmniej to wczesnych godzin porannych śpię z z uśmiechem na ustach i wcale mi molestowanie nocne w głowie nie jest. :)))).
                  Jak nie ma nic przez kilka dni ... cóż ... niech mnie nie wini jak ją przez sen rozbiore i obudzi się z moją głowa miedzy jej nogami :))) bo i tak bywało :))). Mając przy tym dużo zrozumienia dla potrzeby snu (bo sam śpioch jestem ogromny). Jednak ja też chcę sie przespac a ze "sterczącym fredkiem" (koszmarne okreslenie nota bene wrrryy)ciężko więc ..... jakoś sobie trzeba radzić. :(

                  Poza tym widzisz... kobiety, faceci z resztą też, często nieświadomie sami podstawiają nogę swojemu związkowi nie interesując się potrzebami swoijego partnera/ki. A później zdziwieni że kochana, że kochanek że się ogląda za innym. Temat wałkowany tutaj z setkę razy a jakże ciągle aktualny.

                  Pozdrawiam

                  PS. Pozwól, że tak jak to uczyniyście z dziewczynami kilka postów powyżej rozmarzę się: "Kobieta która przebudza się ze snu i dołącza do swojego faceta w środku nocy (chwila zadumy ... błogi usmiech) :))))).... marzenie .... " echhhh :)))))

                  PS2 Marzenia nic nie kosztują :))).

                  Pozdrawiam raz jeszcze.
              • eeela Re: Sterczący fredek... 14.05.07, 18:01
                Avide, rozumiem. Ale chcialam poprzec biedna kobiete, na ktora posypaly sie
                gromy za 'skopanie' partnera. Naprawde nie jestem osoba oziebla, ale i tak
                rozumiem, i sama doswiadczylam, jak moze do czegos takiego dojsc.
                • avide Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 10:01
                  eeela napisała:

                  > Avide, rozumiem. Ale chcialam poprzec biedna kobiete, na ktora posypaly sie
                  > gromy za 'skopanie' partnera. Naprawde nie jestem osoba oziebla, ale i tak
                  > rozumiem, i sama doswiadczylam, jak moze do czegos takiego dojsc.
                  >

                  Heheh eeela jesteś na szarym końcu mojej listy osób, które posądzałbym o
                  oziębłość i gdyby nie to, że kiedyś napisałaś, że zwyczajnie lubisz tu zaglądać
                  dla zwykłej polemiki zastanawiał bym sie co Ty k...a tutaj robisz :))))))).
                  A pisząc post chciałem zwyczajnie zwrócić uwagę na drobną aczkolwiek całkowicie
                  zmieniającą obraz różnicę przyczynowo-skutkową.

                  Pozdrawiam.
                  • eeela Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 16:39
                    zwyczajnie lubisz tu zaglądać
                    > dla zwykłej polemiki

                    Tak, trafilam tu i zostalam dla czystej przyjemnosci rozmow o seksie, bo to tez
                    lubie - nie tylko robic, ale i mowic ;-) Ale nie zaprzecze, ze wiele wynosze z
                    lektur. Patrze i ucze sie, jakich bledow mam w przyszlosci unikac :-)
              • aandzia43 Re: Sterczący fredek... 14.05.07, 18:35
                Nie mogę zgodzić sie z tym, że nocne molestowanie, mimo wcześniejszych wyraźnych
                próśb molestowanego, ma wynikać z "dużego niezrozumienia, czy też dużej różnicy
                potrzeb, które notorycznie nie są zaspokajane". "Dlatego w nocy dochodzi do
                takich sytuacji"

                To bardzo, bardzo niebezpieczne rozumowanie. To niewinny począteczek do
                tolerowania innych sposobów przekraczania granic partnera w imię swoich potrzeb.
                Nie będę tu epatowała przykładami przemocy fizycznej i seksualnej, jaka miewa
                miejsce w małżeństwie, każdy sobie dośpiewa dalszy ciąg. ZADNE, powtarzam, ZADNE
                niezaspokojone potrzeby jednego człowieka, nie są powodem do krzywdzenia
                drugiego człowieka. A robienie z jego ciałem tego, czego sobie absolutnie nie
                życzy w danej chwili, to krzywdzenie go.

                Moje nie zaspokojone (och, jak nie zaspokojone!) potrzeby seksualne, a jeszcze
                bardziej emocjonalne, nie popychały mnie jakoś do molestowanie mojego ślubnego w
                sytuacjach zdecydowanie nie sprzyjających amorom z jego punktu widzenia. Nie
                wywalałam mu się goła na biurko w czasie, gdy prowadził rozmowy ze wspólnikami,
                kontrahentami itd. Nie wskakiwałam chłopu na plecy gdy ryba właśnie brała i nie
                dobierałam się do jego przyrodzenia, gdy zrąbany ciężką robotą zasnął w końcu
                szczęśliwie. Miałam szacunek do jego granic, chociaż były okresy, że
                nienawidziłam go szczerze i byłam jednym kłębkiem wszelakiego niezaspokojenia.

                Gdybym tak czyniła, byłabym histeryczną, nie panującą nad swymi emocjami babą.
                On, natomiast, robiąc to, co robił, był tylko pełnym wigoru facetem. Nie?

                Teraz jest między nami bez porównania lepiej. Ale najpierw on zaczął szanować
                moje granice (nie tylko w kwestii tego nieszczęsnego nocnego seksu), a potem
                dopiero zaczął się fajny seks rano, w dzień i wieczorem.
                • avide Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 10:35
                  Zgodzę się z Tobą, że takie nocne dobieranie sie do osoby która wyraźnie sobie
                  tego nie życzy to molestowanie. Ty może cenisz sobie sen więc z niesmakiem
                  podeszłabyś do takiego rodzaju sexu. Ja również cenię sobie sen, jednak sex
                  cenię sobie bardziej niż sen i jeżeli tylko kobieta w nocy by się do mnie tak
                  dobierała i dała by rade podniecić mnie takiego śpiącego i potem wykorzystała
                  zwyczajnie, rano bym jej pyszne śniadanie zrobił z jeszcze pyszniejszą kawką, w
                  podziękowaniu oczywiście :)).
                  I to jest właśnie ta różnica. Wg mnie nie chodzi o to, że to noc czy dzień tylko
                  o podejście danej osoby. Dla mnie jedyną blokadą do kochanie się z żona jest
                  erekcja. Jeśli tylko mi stanie (a na szczęście nie ma z tym póki co problemu) to
                  zawsze mam ochotę być "molestowany". Są i kobiety aandzia43 które tak lubią.
                  Popatrz na formę z jaką Glam napisała o obudzeniu sie z fiutem męża w ustach,
                  czy to jak eeela opisuje "nakrycie" faceta na nocnej onanizacji, że nie wspomnę
                  o rozmarzeniu się innych uczestniczek tego forum. Nie dość, że z jakimś
                  maksymalnym niesmakiem nie podchodzą do tego co zaszło, bardziej uśmiechem, to
                  jeszcze są w stanie się przyłączyć do partnerów. Posłużyłem się nimi jako
                  przykładami. Ale generalnie chodzi o zasadę. Są i mężczyźni i kobiety lubiące i
                  nie lubiące takie numery. Najważniejsze w tym wszystkim by wiedzieć co lubi
                  partner/ka (w obie strony) i się do tego stosować. Wtedy nie będzie mowy o
                  wykorzystywaniu tylko o wzajemnym zaspokajaniu. Czujesz różnicę no nie ?????

                  Moja ślubna również tego typu praktyki seksualne uważa jako GWAŁT, już nawet nie
                  jako wykorzystywanie ale jako gwałt. Kiedyś mi to jasno wyartykułowała i dlatego
                  jak tylko włączy się moja świadomość od razu daję jej spokój. Często jednak
                  zanim się to sanie jest już do połowy rozebrana :)))). Ja wtedy zwyczajnie nie
                  myślę, ja wykonuję. :))). Tak właśnie działa umysł mężczyzny.

                  A propos Twojego podejścia do nieprzeszkadzania facetowi. Często to właśnie jest
                  błędne podejście kobiety. Facet również lubi czuć, że żona ma na niego ochotę a
                  nie tylko on inicjuje wszystko od kilkunastu lat. Wiesz jak taka sytuacja
                  potrafi być osłabiająca ???? Nabiera się przekonania, że sex jest tylko dlatego
                  że my chcemy i że kobiet robi to dla nas. Taka jałmużna, więc z czasem się
                  człowiek zniechęca i przestaje inicjować po czym jego żona nagle zaczyna
                  podejrzewać go o kochankę pojawia się na forum i pyta "Dlaczego on już mnie nie
                  pragnie ??????" No ale podstawą jest tu znanie potrzeb i nawyków partnera. Ja
                  tam za przerwanie takie rozmowy telefonicznej z kontrahentem np. namiętnym
                  fellatio bym Cię (jako mąż oczywiście) zerżną na biurku w ciągu minuty i
                  spokojnie wrócił do rozmowy telefonicznej :)), ale z kolei mój kumpel z pracy
                  :)))))))))) powiedział by coś w stylu "oj przestań, nie widzisz że próbuje
                  pracować", jakby praca nie mogła poczekać te kilka minut, Burak, ;))).

                  Pozdrawiam.
                  • kropotkina Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 10:54
                    > A propos Twojego podejścia do nieprzeszkadzania facetowi. Często to właśnie jes
                    > t
                    > błędne podejście kobiety. Facet również lubi czuć, że żona ma na niego ochotę a
                    > nie tylko on inicjuje wszystko od kilkunastu lat.

                    Przecież nie o tym aandzia pisała...


                    > tam za przerwanie takie rozmowy telefonicznej z kontrahentem np. namiętnym
                    > fellatio bym Cię (jako mąż oczywiście) zerżną na biurku w ciągu minuty i
                    > spokojnie wrócił do rozmowy telefonicznej :))

                    Ale mąż aandzi może jest inny niż Ty i akurat tego sobie nie życzy, bo takie ma
                    granice. I aandzia o tym wie i szanuje to. I tego samego (szanowania swoich
                    granic) wymaga.

                    Poza tym, czy aby na pewno nie zaczęłoby Cię w końcu najpierw niecierpliwić, a
                    potem wkurzać, gdybyś nie mógł normalnie dokończyć żadnej rozmowy z kontrahentem?
                    • avide Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 11:26
                      Wiem o czym pisała aandzia43 i się do tego odniosłem a następnie odrobinę
                      rozwinąłem wypowiedź. Nie cytuj fragmentów tylko spójrz na całość wypowiedzi.

                      Pisząc o moim podejściu do przerwanych rozmów telefonicznych chciałem jedynie
                      pokazać, że każdy kij ma dwa końce. Może tylko jej się wydaje, że on tak lubi
                      ???? Może nigdy tego nie próbowali oboje i jakby spróbowali to by się okazało,
                      że jest o świetny rodzaj sexu. Żyją w przeświadczeniu że on tak nie lubi i już
                      ??? Skąd wiesz że tak nie jest ??? Co innego jeśli próbowali i faktycznie to nie
                      jest to. Jedni lubia lody truskawkowe inni czeklodaowe a inni wcale ich nie
                      lubią. Jednak muszą spróbować wszystkich smaków zanim wyrażą jednoznaczny osoą
                      które z nich są ich ulubionymi. Taka metafora .... "trudne słowo" czytując ;))
                      z uśmiechem kabaret Mumio. ;)).
                      Ludzie żyją w związkach latami nic nie wiedząc o własnej seksualności. Robią to
                      mechanicznie, bo i popęd ku temu pcha ale nie zastanawiają się czy tak jak jest,
                      jest dobrze czy bardziej jest jak jest, bo tak jest. Masło maślane ??? może
                      trochą ale ma sens to co napisałem.

                      Zaś co do ostatniej sugestii. Jest ogromna różnica pomiędzy szybkim numerkiem w
                      trakcie pracy, dla urozmaicenia, a notorycznym molestowaniem seksualnym w pracy.
                      Mógłbym porównać tą sytuacje do sceny sterczącego fredka w nocy. Raz na jakiś
                      czas taki numerek jest fajny ale gdyby tak co noc w końcu z niewyspania powstały
                      by ogromne napięcia i spory i nikomu by to nie służyło.
                      Kluczowe słowa w tym wszystkim to: Urozmaicenie i umiar !!!!!. Jak we wszystkim
                      zresztą :)).
                      Pozdrawiam.
                      • aandzia43 Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 19:23
                        Zanim napisałam coś sama przeczytałam uważnie wszystkie posty. Zauważyłam, że są
                        kobiety, które lubią nocne pobudki, znam nawet takich kilka osobiście (czasem
                        sobie plotkujemy w babskim gronie). To je kręci, daje im spełnienie i niech tak
                        będzie nadal. Czuję różnicę.
                        Próbowałam inicjować sex w najrozmaitszych sytuacjach w tracie naszego
                        dwudziestoletniego już, pożycia. Z grubsza wiem, co go kręci i kiedy.
                        Przerywanie załatwiania spraw zawodowych zdecydowanie Miśka nie rajcuje. To już
                        wiem, bo się nacięłam. Jak on na mnie w nocy :-) Ale ludzie się zmieniają i kto
                        wie, czym się jeszcze zaskoczymy?
                  • sagittka Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 12:15
                    o rozmarzeniu się innych uczestniczek tego forum. Nie dość, że z jakimś
                    > maksymalnym niesmakiem nie podchodzą do tego co zaszło, bardziej uśmiechem,
                    to
                    > jeszcze są w stanie się przyłączyć do partnerów.

                    Rozmarzyłyśmy się, bo każda aktywność naszych mężczyzn (nawet w nocy) nas by
                    ucieszyła. Tak jest, gdy kobieta ma większy temperament i czeka na każdą okazję
                    do zbliżenia (a jeśli jeszcze inicjuje coś mężczyzna, to takiej okazji nie
                    można przepuścić :)).


                    > A propos Twojego podejścia do nieprzeszkadzania facetowi. Często to właśnie
                    jes
                    > t
                    > błędne podejście kobiety. Facet również lubi czuć, że żona ma na niego
                    ochotę a
                    > nie tylko on inicjuje wszystko od kilkunastu lat. Wiesz jak taka sytuacja
                    > potrafi być osłabiająca ???? Nabiera się przekonania, że sex jest tylko
                    dlatego
                    > że my chcemy i że kobiet robi to dla nas. Taka jałmużna, więc z czasem się
                    > człowiek zniechęca i przestaje inicjować

                    I odwrotnie!
                    Kobieta też chce poczuć, że partner ma ochotę, że nie traktuje tego jako
                    obowiązek, że przejawia czasem niepohamowaną chęć na seks z nią. Taka kobieta
                    nie zrobi problemu z obudzenia od czasu do czasu czy z przeszkodzenia w
                    rozmowie telefonicznej.

                    Wracając do tego co pisałam wyżej, to rozumiem też osoby, dla których takie
                    nocne pobudki są pogwałceniem wspólnych zasad, a nawet są upokarzające, jak w
                    przypadku żony autora wątku. Konefka od fajnego seksu ma kochankę, podkreślał
                    nawet kiedyś, że jakby żona ubrała coś wyuzdanego, to by mu to nie pasowało,
                    więc widac że mocno rozgranicza świat erotyki z kochanką i życie codzinne z
                    żoną, i nie ma się co dziwić, że żona nie chcę pełnić tylko zbiornika na spermę
                    w sytuacjach, gdy kochanka jest niedostępna.
                    • sagittka Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 12:16
                      Przepraszam za ostre słowa, poniosło mnie z tym zbiornikiem.
                      • avide Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 16:18
                        heheh nie przepraszaj, było ostro ale jakże zabawnie :)))).
                        Ten tekst ze zbiornikiem podobał mi się najbardziej ;)))). Genialny.

                        Pozdrawiam.
                    • miedzianakonefka Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 15:18
                      Nonono... bez takiego wyrywania z kontekstu :P Bielizna byłaby ubierana na siłę
                      pod przymusem a nie dla przyjemności (swojej i/lub mojej) wiem po proponowałem
                      wiele razy i wiem jak to się kończyło. A ślubna nie jest zbiornikiem, no chyba
                      że na wypłatę :P Tylko się nie chce kochać a jak już łaskawie pozwalała mi to
                      wyżebrać to raz na dwa tygodnie. Stąd jak piszesz "kochanka" a dla mnie
                      przyjaciółka bo NAWET można z nią porozmawiać :)


                      Alleluja i do przodu...
                      • avide Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 16:39
                        A ja tam cię rozumiem. Co prawda nie wiem jakie macie relacje z żoną na co dzień
                        bo to też nie jet bez znaczenia ale nic nie dzieje się bez przyczyny.
                        Jak już pisałem, gdyby Twoje zona zaspokajała potrzeby męża pewnie nie było by i
                        przyjaciółki i kochanki (w jednym zresztą). Sama sobie strzela gola. Może cynik
                        ze mnie ale tak to widzę. To co jest (kochanka), to skutek, poszukajmy
                        przyczyny, a przyczyna ???? no właśnie....

                        Jako facet z krwi i kości również cholernie lubię zobaczyć kobietę w ładnej
                        bieliźnie. Chociaż raz na jakiś czas (tak a propos bielizny). Zatem kiedy mnie
                        tak najdzie mogę sobie spokojnie usiąść przed kompem odpalić portal w stylu
                        bielizna.pl lub inny taki tam i poprzeglądać sobie fotki sexy bielizny na
                        modelkach, bo moja ślubna powiedziała, że tego nie kupi a tym bardziej założy bo
                        ........... ONA TAKA NIE JEST !!!!!!. Koś mi wytłumaczy o co w tym wszystkim
                        chodzi ???? Dodam, że jest cholernie zgrabną kobietą, płaski, śliczny brzuszek z
                        zaznaczoną linia mięśni brzucha, wcięcie w tali i w ogóle jest cholernie
                        zgrabna, przynajmniej jak dla mnie, co z resztą ciągle jej powtarzam więc
                        kompleksu na tym punkcie mieć nie może. \
                        Ostatnio nawet przyłapała mnie na takim oglądaniu bielizny. Zbulwersowana pyta
                        się co ja wyprawiam bo nawet nie zamierzałem zamknąć strony. Spokojnie jej
                        powiedziałem "Kochanie bardzo lubię ładną damską bieliznę, skoro ty jej nie
                        chcesz nosić to sobie chociaż w necie popatrzę ale uważam że na Tobie by
                        zdecydowanie lepiej wyglądała. Jednak jeśli masz na jakąś ochotę z przyjemnością
                        Ci ją kupię". Odegrałem taką trochę "scenę" żeby coś do niej dotarło. Nie
                        dotarło. "Ona taka nie jest". Po co być sexy dla swojego mężczyzny, jeszcze mu
                        się na sex zbierze i dopiero będzie problem :)))). Ręce opadają. Dobrze, że
                        chociaż chce się ze mną jeszcze bzykać, bo wtedy dopiero miałbym problem. Trochę
                        ironizowałem ale chwilami mniej więcej tak właśnie się to odbywa.

                        Z tego co pisze miedzianakonefka (tu zwracam się do Sagitatki) przynajmniej
                        kwestii niektórych zachowań widzę sporo podobieństw w naszych żonach, dlatego
                        jakoś go nie potępiam i nie traktuję tak ostro jak Ty.
                        • avide PS. 15.05.07, 16:46
                          Oczywiście każda zdrada jest kurewstwem samym w sobie i w pewnym sensie
                          przegraną. Jednak czasami sami sobie jesteśmy winni. Wszyscy jesteśmy tylko
                          ludźmi i ciągłe olewanie potrzeb jednej ze stron w końcu musi znaleźć ujście
                          gdzieś indziej. Nawet kobiety uważane powszechnie za te bardziej wierne w końcu
                          pękają :)) olewane przez sowich partnerów.

                          Lubię to porównywać do strumyka, który zostanie zatamowany. Woda płynie i płynie
                          i płynie powoli, niespiesznie aż w końcu miara się przepełni i ....


                          Pozdrawiam.
                          • sagittka Re: PS. 15.05.07, 16:55
                            Oczywiście zdrada jest zdradą, a jedynie jej ocena zależy od okoliczności i
                            motywacji. (nawet sąd bierze pod uwagę okoliczności łagodzące, rozpatruje
                            motywacje, bierze pod uwagę różne argumenty wydając wyrok, mimo że przestępstwo
                            pozostaje przestępstwem).

                            Napisałeś powyżej, że potępiam konefkę, ale to nie prawda. Nie potępiam nikogo,
                            nawet za zdradę, raczej nie spoodbała mi się sytuacja, kiedy on właściwie przez
                            zaangażowanie się poza małżeństwem, przekreślił udany seks z żoną (choć trochę
                            pewnie ona sama się tego pozbawiła), a domaga się obsługi w środku nocy. Czy on
                            pragnie seksu z zoną, czy raczej ona ma jedynie pomóc mu w rozładowaniu
                            napięcia, bo akurat kochanka (ta pożądana i pieprzona z pasją) jest daleko?
                            Taka sytuacja mi się nie podoba, mimo że jestem jak najbardziej za pobudką
                            sródnocną w moim związku.
                            • miedzianakonefka Re: PS. 16.05.07, 00:01
                              Ej znowu nie doczytałaś... Ja w założonym topiku nigdzie nie napisałem że się
                              domagam od ślubnej a ona nie chce. Napisałem że się NIE domagam bo wiem że i
                              tak nie ma na co liczyć :)

                              Alleluja i do przodu...
    • lambert77 Re: Sterczący fredek... 14.05.07, 10:21
      się nie ruszam i czekam aż mi minie :D
      • caisis Re: Sterczący fredek... 15.05.07, 20:22
        A dla mnie sterczący fredek mojego faceta to znak "daj mi nogę,daj mi nogę".Z
        wielka ochotą i lubością przystepuję do dzieła,rozkosz obopólna,rankiem znów
        rozkosz,bo sniadanko w łóżeczku podane przez NIEGO ,a jak fredkowi mało/mnie
        zresztą też :-P/, to powtóreczka i na koniec fredkowa delicja.:-).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka