aaaster
05.06.07, 00:57
Witam serdecznie,
Nigdy nie myślałem, że będę szukał pomocy na forum (choć może bardziej
zrozumienia, potwierdzenia spostrzeżeń i wymiany doświadczeń). Przeglądam
wątki i tematy rozumiejąc, że nie jestem przeklęty, tylko... może mam pecha?
Zaręczam, że będę starał się być najbardziej obiektywny jak to tylko możliwe,
przecież to jest w moim interesie żeby otrzymać obiektywne odpowiedzi. Nie
będzie krótko ale za to wyczerpująco.
Jakoś trzeba zacząć; mam 32 lata, wykształcenie wyższe inżynierskie, dość
szeroką wiedzę ogólną (interesuje mnie prawie wszystko, generalnie ciągle
jestem ciekawy świata). Moja żona również ma 32 lata, wykształcenie wyższe,
jest inteligentna, ładna, zgrabna i ........ no właśnie. Nie mamy dzieci.
Jesteśmy małżeństwem niemal 4 lata a ja w zasadzie od 3 lat czuję się
samotny, odrzucony i niespełniony w związku. Wcześniej byliśmy ze sobą 3
lata. Nie wiem z czego to wynika, ale jak sięgnę pamięcią to dosłownie od
ślubu nie układa się nam w łóżku. Przed ślubem było nawet całkiem
fajnie, „ryzykowny” seks niemal pod okiem rodziców, pieszczoty kiedy tylko
mieliśmy wolna chatę (mimo, że nie do końca takie jakich pragnąłem, miło je
wspominam – niestety moją przyszłą żonę trudno było namówić na odrobinę
szaleństwa, preferowała raczej klasykę), upojne noce na wyjazdach – chyba
każdy ma podobne doświadczenia, wiecie o co chodzi.
Po ślubie nic się nie układa, nasze życie intymne to kompletna klapa,
absolutna kompromitacja. Mieliśmy w kilka problemów, które nas dotknęły:
śmierć teścia, poważna choroba teściowej i operacja ratująca życie i
rozumiem, że może to stępić pragnienia żony; ale przez 4 lata? W tym czasie
zawsze miała we mnie oparcie, nigdy się od niej nie odwróciłem.
Aby przedstawić pełny obraz muszę zaznaczyć, że to ja zawsze inicjowałem
zbliżenia, przed ślubem i po ślubie. Żona jeden jedyny raz, na serwetce w
kawiarni napisała, że „chciałaby się dzisiaj ze mną kochać” – ale to było na
początku znajomości. Potem to już tylko moja inicjatywa. Prowokowałem różne
sytuacje, zapraszałem do teatru, do kina, do knajpy, na kolację wiedząc, że
wprawia ją to w miły nastrój. Myślałem, że po ślubie poczuje się bezpiecznie
i się otworzy, ale to była mrzonka. Już w naszym mieszkaniu przygotowywałem w
salonie na dywanie „gniazdko miłości” – cały pokój na figle, świece, wino,
nastrojowa muzyczka, czasem kolacja do łóżka, odpowiedni nastrój żeby czuła
się bezpieczna i nieskrępowana. Żona (po pamiętnej karteczce) nigdy nie
sprowokowała sytuacji erotycznej, nigdy nie podała kolacji do łóżka, nigdy
nie ubrała seksownej bielizny, nigdy nie podjęła rozmowy o seksie, nigdy nie
zaproponowała obejrzenia „filmiku”, nigdy... Nawet jak się jej spodobał
nastrój to ja musiałem przez godzinę czy dwie doprowadzać ja do
stanu „używalności”. Niby chciała, zapewniała, że jestem dla niej atrakcyjny
(mam 186 cm wzrostu [reszta proporcjonalna], byłem wysportowany, zadbany
itd. – ostatnio trochę przytyłem) ale nie obdarzała mnie namiętnością, w
zasadzie musiałem się sam obsłużyć.
I teraz z perspektywy czasu, w sferze intymnej i w relacjach z kobietami mam
poczucie ogromnej pustki i klęski. Jestem zdruzgotany straconym czasem. Czuję
się potwornie mało męski i nieatrakcyjny.
Coś we mnie pękło, zdałem sobie sprawę z beznadziejności i upadku jako
mężczyzny. Ale postanowiłem się podnieść, zrzucam kilka nagromadzonych
kilogramów, odbudowuję
podupadłą w małżeństwie muskulaturę, biegam, jeżdżę na rowerze, uśmiecham
się częściej, widzę i czuję, że znowu przyglądają mi się kobiety – pragnę
ich! Nabieram pewności siebie.
I tu się pojawił problem, który jest głównym powodem mojego listu. Żona
zaniepokojona moją zmianą, zaczęła nagle zwracać na mnie uwagę. Zaczepia
niewybrednym: „Chyba masz jakąś kochankę?”, „Dla kogo tak się
odchudzasz?”, „To kiedy się wyprowadzasz?”. Ostatnio będąc na wyjeździe
służbowym przysłała mi sms-a o treści: „Całuję cię gdzie tylko chcesz”.
Oniemiałem. Przecież ja już nie widzę w niej obiektu seksualnego (nieładne,
ale treściwe określenie), nie mam marzeń z żoną w roli głównej, choć wcześnie
wyobrażałem sobie ostry, wyuzdany seks tylko z nią.
Ja teraz chcę innej kobiety, chcę nowych doznań, chcę być sobą, chcę mieć
kontakty z kobietami jak kiedyś. Wiem, że kobiety mnie lubiły, byłem naprawdę
niezły w łóżku, ponieważ to kobieta była dla mnie zawsze najważniejsza,
upajałem się widokiem wijącej się z rozkoszy kobiety. I wszystko to gdzieś
się rozmyło, musze zacząć od nowa.
Ale co robić, może to, że żona zaczęła zwracać na mnie uwagę coś zmieni, może
będzie jakiś przełom, w końcu bardzo ją kochałem, a może nadal kocham...? A
może się łudzę, że jeszcze będę szczęśliwy....?
Nie będę ukrywał, że jestem ciekawy waszych opini; co sądzicie, powinienem
mieć wyrzuty sumienia, że pragnę innej kobiety?
Pozdrawiam