Dodaj do ulubionych

Mój mąż (...)

22.06.07, 13:24
... onanizuje się, SZOK! Nigdy go o to nie podejrzewałam. W sumie jesteśmy z
sobą od prawie 8 lat (w tym od 2 lat jesteśmy małżeństwem, ale już rok przed
ślubem mieszkaliśmy razem) i nigdy nie zauważyłam żadnych symptomów, że on
„to” robi. Parę tygodni temu przyłapałam go w łazience jak siedział koło wanny
i wkładał rękę w rozporek, wyglądało to dziwnie, a on strasznie się zmieszał,
tłumaczył, że ma „tam” krostkę i chciał ją usunąć. Innym razem wieczorem
stwierdził, że w naszym pokoju jest za gorąco i musi iść spać do pokoju obok
bo tam jest chłodniej. Dało mi do myślenia, przecież zawsze spaliśmy w jednym
pokoju i nigdy nie narzekał, że jest w nim gorąco, duszno. A temperatura w
jednym jak i w drugim pokoju jest taka sama, a nawet w naszej sypialni jest
chłodniej bo mamy balkon i na noc otwieramy go. Nie wiem czemu ale coś mnie
podkusiło, wstałam i podeszłam do drzwi pokoju w którym był i usłyszałam
dziwny odgłos, weszłam a on szybko z pleców przerzucił się na brzuch.
Podeszłam do niego, nie chciałam od razu powiedzieć, o co go podejrzewam, bo
przecież mogłam się pomylić, więc rozegrałam to. Położyłam się koło niego i
poprosiłam aby mnie przytulił, nie chciał. Byłam uparta i nadal nalegałam aby
mnie przytulił. Przysunęłam się bliżej i wtedy ręką na pościeli poczułam coś
wilgotnego, mazistego, śliskiego, slipki też miał wilgotne, okazało się, że to
sperma. Pytałam męża, czemu to robi ale do dnia dzisiejszego nie usłyszałam
odpowiedzi, wypiera się tego. Mówi, że nie onanizuje się, że mam zwidy. A ja
przecież nie jestem głupia. Przez dłuższy czas walczyłam z tą świadomością, że
on „to” zrobił. Zauważyłam też, że często wkłada ręce do kieszeni i się „tam”
dotyka. Nawet jak leżymy w łóżku często wkłada rękę w slipki. To jest okropne!
Zwracam mu czasem uwagę, bo aż mi się coś robi na ten widok. Wczoraj znów go
przyłapałam. Wykorzystał moment jak poszłam do łazienki na kąpiel. Wyszłam a
on siedział na fotelu w koszulce i slipkach, w ręki trzymał chusteczkę i
strasznie ją ściskał, podeszłam bliżej a na slipkach miał mokrą plamkę.
Twierdził, że to mocz, ale to było nie możliwe, bo przecież ja przez dłuższy
czas byłam w łazience i nie korzystał z toalety. Niestety okazało się, że znów
to zrobił!! A myślałam, że już „tego” nie robi, że już nigdy go nie nakryję,
że nie zobaczę tego okropnego widoku. Chciałam z nim spokojnie porozmawiać,
powiedział, że nie ma o czym. Tym razem nie pozwoliłam aby mnie głupia gadką
zbył. Tak jak to zrobił wcześniej 2 razy. Jak zwykle zaprzeczał, twierdził że
się nie onanizował. Próbował mi mówić, że znów mam zwidy, że znów sobie coś
wmawiam. A ja jestem na 100% pewna, że to zrobił, przecież wiem jak sperma
wygląda i jaki ma zapach. Wszystko się zgadza. A on dalej zaprzeczał aż
wreszcie powiedział, że widocznie miał jak on to nazwał „samo wystrzał”. Co za
bzdura!! Czułam się podle, bo jestem anty takim „zachowaniom” to jeszcze nie
był w stanie ze mną normalnie porozmawiać tylko potraktował minie jak jakąś
głupią gęś, której można byle bzdurę wcisnąć. A przy tym puszczał głupie
odzywki do mnie i się sam z tego śmiał. Aż wreszcie powiedział, że widocznie
coś mu się z psychiką dzieje. I znów zaczął się śmiać. Skoro on nie chciał
„normalnie” ze mną porozmawiać to ja mu powiedziałam, co o tym myślę. Brzydzę
się tym, takie „zachowanie” odpycha mnie od niego. Wzbudza we mnie wstręt.
Nawet nie potrafiłam tej nocy spać z nim w jednym łóżku, spałam w osobnym
pokoju. Rano przyszedł do mnie i zachowywał się tak jakby, zeszłego wieczoru
nic się nie stało. Nie wiem, czemu „to” robi, przecież zawsze krytykował
facetów, którzy „to” robią. Ja uważam to za rodzaj „samogwałtu”, w czym tu
czerpać przyjemność? Dziś powiedział, że zrobił to tylko 4 razy, ale nie
wierzę mu, jestem pewna, że o wiele razy więcej. Obiecał, że już nigdy tego
nie zrobi, w to też nie wierzę. Spytałam go czy czerpie z tego przyjemność
odpowiedział, że nie. Czy Wy mężatki też macie taki „problem” z mężem?? Co
robić w takiej sytuacji?? Skoro mąż nie jest w stanie o tym porozmawiać??
Jestem tym zniesmaczona i to bardzo.
Obserwuj wątek
    • vega123 Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 13:36
      gdzieś kiedyś wyczytałem że na 100 facetów robi to 90 z nich
      pozostali to dzieci i starcy - robisz z igły widły :)

      pozdr.
    • gomory Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 13:54
      Ja to mam ochote napisac:
      dziecko drogie... kto Ci uwierzy w te bujdy. Trollujesz az sie kurzy.
      • sagittka Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 14:08
        chyba masz rację, niepotrzebnie się wyrwałam do odpowiedzi, tak jakoś z rozpędu
      • karolina443 do gomory 22.06.07, 16:04
        >dziecko drogie... kto Ci uwierzy w te bujdy. Trollujesz az sie kurzy.

        po pierwsze dzieckiem już nie jestem.
        a po drugie nie bujam, to Ty nie trolluj takie teksty
    • sagittka Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 14:06
      karolina443 napisała:
      > ... onanizuje się, SZOK! Nigdy go o to nie podejrzewałam.

      Cóż, widać, że edukacja seksualna w Polsce pozostawia wiele do życzenia.


      > i wkładał rękę w rozporek, wyglądało to dziwnie, a on strasznie się zmieszał,
      > tłumaczył, że ma „tam” krostkę i chciał ją usunąć.

      Widocznie boi się powiedzieć ci prawdę. Ale takie dziecinne tłumaczenie jest
      upokarzające dla obu stron.

      > stwierdził, że w naszym pokoju jest za gorąco i musi iść spać do pokoju obok
      > bo tam jest chłodniej.

      Czy wcześniej proponował seks? CZy te sytuacje pojawiają się wtedy, gdy np. nie
      chcesz seksu?

      > Przez dłuższy czas walczyłam z tą świadomością, że on „to” zrobił.
      > To jest okropne!

      Niepotrzebnie podchodzisz do tego w ten sposób, pomyśl o tym jak o fizjologii,
      chyba że czujesz się zaniedbana seksualnie, wtedy pretensje byłyby bardziej
      uzasadnione.


      > Wczoraj znów go przyłapałam.
      > Niestety okazało się, że znów to zrobił!! A myślałam, że już „tego” nie robi,
      > że już nigdy go nie nakryję,że nie zobaczę tego okropnego widoku.

      To przestań przyłapywać, nakrywać, daj mu trochę intymności. Ty nie będziesz
      tego oglądać, a on nie będzie musiał wciskać ci idiotycznych wymówek.


      > Czułam się podle, bo jestem anty takim „zachowaniom”.
      > Brzydzę się tym, takie „zachowanie” odpycha mnie od niego. Wzbudza we mnie
      > wstręt.

      Czy brzydzą cię również inne formy seksu? Uprawiacie seks oralny, robisz mu
      fellatio?


      > Nie wiem, czemu „to” robi, przecież zawsze krytykował facetów, którzy „to”
      robią. Ja uważam to za rodzaj „samogwałtu”, w czym tu czerpać przyjemność?
      > nie zrobi, w to też nie wierzę. Spytałam go czy czerpie z tego przyjemność
      > odpowiedział, że nie.

      Bo może faktycznie jest to tylko forma rozładowania napięcia, wtedy jest to
      tylko czysto fizyczna przyjemność związana z chwilowym ulżeniem sobie.

      Jesli oczekujesz od niego szczerości, to musisz umieć przyjąć prawdę, czyli
      fakt, że duża część dorosłych ludzi się masturbuje, powinna to byc ich intymna
      sprawa, o ile nie narusza to zasad współżycia (czyli np. mąż nie zmusza cię do
      patrzenia na to jeśli nie lubisz), nie narusza twoich "erotycznych interesów"
      (czyli jego onanizm nie jest zamiast seksu z tobą) i nie jest to onanizm
      chorobliwy prowadzący do uzależnienia.
      • konstancja16 wszyscy to robia, o co to wielkie halo 22.06.07, 14:19
        przeciez to zwykla sprawa, dotyk ktory sprawia przyjemnosc.

        w stresy wpedzasz biednego chlopa robiac z tego afere jakby robil cos
        zakazanego. dorosli ludzie kochaja sie, uprawiaja seks, 'katolicki', oralny,
        analny, pieszcza sie na rozne sposoby i odkrywaja swoje ciala i reakcje.

        czy ten post to byl na powaznie czy taka prowokacja?
        • gomory Re: wszyscy to robia, o co to wielkie halo 22.06.07, 14:27
          Powaznie to Giertych pisze.
          Wierze, ze Roman moglby taki tekscik sklecic nie uwazajac go za prowokacje ;).
          • konstancja16 Re: wszyscy to robia, o co to wielkie halo 22.06.07, 14:36
            to dotykanie sie 'tam' i 'cos wilgotnego i mazistego' naprawde brzmialo jak z
            horroru dla wychowanek szkoly przyklasztornej...

            nie chce obrazac autorki watku, bo a nuz widelec pisala to na powaznie, ale
            zabrzmialo... hm, juz bez dalszego komentarza moze.
        • karolina443 Re: wszyscy to robia, o co to wielkie halo 22.06.07, 16:02
          >czy ten post to byl na powaznie czy taka prowokacja?

          ten post jest prawdziwy, może wydaje się co nie którym śmieszne że ja tak do
          tego podchodzę, ale piszę o prawdziwej sytuacji.
          • konstancja16 Re: wszyscy to robia, o co to wielkie halo 22.06.07, 17:00
            jesli to na powaznie to mysle ze nie powinnas atakowac swojego faceta bo wtedy
            bedzie sie tylko bardziej z ukrywal ze swoimi 'autopieszczotami'. sprobuj mu
            nie okazywac obrzydzenia. wtedy moze sie Wam uda porozmawiac i wypracowac
            jakies wspolne podejscie do roznych spraw seksulanych. sa dwie opcje, albo on
            tez uwaza to za cos niedobrego i meczy sie z tym, ze mu sie nie udaje zachowac
            wstrzemiezliwosci albo traktuje to jako cos normalnego i tylko nie chce zebys
            Ty o tym wiedziala bo (jak widac) ma male szanse na akceptacje.

            nic co ludzkie nie jest nam obce, sprobuj okazac troche wiecej wyrozumialosci
            dla roznych spraw cielesnych. nie musisz akceptowac wszystkiego, ale
            przynajmniej okaz troche zrozumienia. ze niektorzy moga probowac nowosci...
            nowych pozycji, nowych technik. ekscytujacych filmikow. nie musisz tego robic
            sama jesli nie akceptujesz tego, ale chyba musisz sie pogodzic z tym, ze inni
            to robia.
        • lobotomia_story Re: wszyscy to robia, o co to wielkie halo 22.06.07, 16:28
          konstancja16 napisała:

          > przeciez to zwykla sprawa, dotyk ktory sprawia przyjemnosc.

          ale nie w porządnej mieszczańskiej rodzinie
          w porządnej rodzinie to tylko po ciemku, po bożemu i cichosza, a o problemach
          się nie rozmawia albo się zamiata pod dywan, a jak już się nie da zamieść to
          jest lament...
          a nie daj boże odbiec od wyłobrażeń ;]
          • sylwiamich Re: wszyscy to robia, o co to wielkie halo 22.06.07, 16:30
            Weżcie przestańcie po niej jeżdzić.To nie fair.Pisze co ma na sercu a wy takie
            teksty.Wyzwoleni kurna wszyscy...
            • lobotomia_story Re: wszyscy to robia, o co to wielkie halo 22.06.07, 16:35
              sylwiamich napisała:

              > Weżcie przestańcie po niej jeżdzić.To nie fair.Pisze co ma na sercu a wy takie
              > teksty.Wyzwoleni kurna wszyscy...

              co racja, to racja... ;]
              • lobotomia_story Natycmiast przestańce jeździć po koleżance! 22.06.07, 16:41
                ;]
            • karolina443 do sykwiamich 22.06.07, 17:05
              dzięki, chociaż Ty nie krytykujesz moich odczuć.
      • zebra211 Re: Mój mąż (...) 23.06.07, 00:25
        Ja tak z innej beczki, bo czytam i chcę się czegoś nauczyć - co to znaczy robić
        fellatio?
    • glamourous Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 14:52
      karolina443 napisała:

      > tłumaczył, że ma „tam” krostkę i chciał ją usunąć.


      ;-)

      Swoja droga wybral chyba najbardziej niesmaczne wytlumaczenie jakie mozna sobie
      wyobrazic ;-)

      Podstawa jest pytanie : czy wasze wspolzycie jest udane, czy on kocha sie z
      Toba tak czesto jak sobie tego zyczysz. Bo moze jest tak, ze on ma po prostu
      wiekszy tepmerament od Ciebie. Jesli tak jest, to wcale mu sie nie dziwie ze
      stara sie sobie radzic sam - w takiej sytuacji to normalne, chyba przyznasz, ze
      lepsze to niz szukanie kochanki...

      Z kolei jesli jest odwrotnie, to znaczy ze on wykreca sie od seksu a Ty
      chodzisz niezaspokojona i dajesz mu to do zrozumienia, no to wtedy faktycznie
      nie jest to z jego strony fair ze sam sie zaspokaja za Twoimi plecami.

      Swoja droga tak najogolniej rzecz biorac, pomimo, ze w seksie akceptuje
      wszystkie zachowania i niczego nie uwazam za obrzydliwe, do tego bedac raczej
      przeciwna wszelkiemu ubezwlasnowolnieniu partnera (szpiegowanie, zabranianie,
      testowanie, wywieranie presji itp) to musze przyznac racje autorce watku :
      przylapanie wlasnego meza z wymowna plamka na majtkach i zmieszana mina oraz
      wysluchiwanie dziecinnych i niewiarygodnych tlumaczen nie zrobiloby na mnie
      dobrego wrazenia. Taka sytuacha kojarzy mi sie z bezradnoscia dwunastolatka
      przylapanego przez mamusie na robieniu brzydkich rzeczy - i jakos nie licuje z
      wizja doroslego, dojrzalego seksualnie, zonatego faceta... Wcale sie nie dziwie
      ze maz przez to stracil w jakis sposob w jej oczach.

      Powtarzam - nie chodzi mi o sama czynnosc, ale o sytuacje stawiajaca faceta w
      takim dosc niemeskim swietle...
      • sylwiamich Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 14:58
        Jesooo...jaki to problem?Mówienie "to" o onanizmie świadczy o twoim
        potępiającym stosunku...jak mógłby Ci powiedzieć w takim razie prawdę?Mówisz że
        onanizm nie sprawia przyjemności?A po czym tak sądzisz?Wyluzuj.
    • psottka Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 16:58
      Karolina443
      współczuję Twojemu mężowi
      wygląda na to że jesteś wychowana u babci pod spódnicą
      dziwisz się że młody facet 'to' ;) robi???? no dramat faktycznie
      'samogwałt' powiadasz??
      samogwałt to wtedy gdyby to robił cegłą - a on dłoni używa
      w całej Twojej wypowiedzi widać obrzydzenie... do męża, do spermy..
      dziwisz się że krytykował facetów którzy się onanizują?? - a co miał innego mówić skoro słyszy od Ciebie i widzi jak reagujesz?
      wyluzuj kobieto i zastanów się nad sobą
      _______
      Psottka
      • karolina443 Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 17:04
        psottka napisała:

        > Karolina443
        > współczuję Twojemu mężowi
        > wygląda na to że jesteś wychowana u babci pod spódnicą
        > dziwisz się że młody facet 'to' ;) robi???? no dramat faktycznie
        > 'samogwałt' powiadasz??
        > samogwałt to wtedy gdyby to robił cegłą - a on dłoni używa
        > w całej Twojej wypowiedzi widać obrzydzenie... do męża, do spermy..
        > dziwisz się że krytykował facetów którzy się onanizują?? - a co miał innego mów
        > ić skoro słyszy od Ciebie i widzi jak reagujesz?
        > wyluzuj kobieto i zastanów się nad sobą

        no na pewno nie wychowałam się pod spódnica babci. A z tą cegła to już przesada.
        Słuchaj ja wyraziłam swoje uczucia a ty od razu z krytyką wyjechałaś. Nie znasz
        całej prawdy, nawet nie wiesz dobrze co i jak a już krytykujesz
      • kasia.k1 Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 18:09
        Cegłą?!!!!
    • san1 Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 16:58
      karolina ile masz lat? dlaczego dla ciebie onanizm to szok.Mam pytanie do
      ciebie ,gdyby twój facet wyjechał ,to wolałabyś aby ciebie zdradzał czy sie
      onanizował?
      • jakniejatokto Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 17:06
        Do autorki watku: a ty nigdy sie nie masturbowalas? Nie bwailas sie sama ze
        soba? Spalas zawsze z raczkami na koldrze?
        Nie zamierzam tu krzyczec, jaka to jestem wyzwolona, no ale kurde no, przeciez
        to nic zlego nie jest. Dlaczego tak strasznie brzydzi cie mysl, ze on "to"
        robi? I dlaczego to odkrycie tak zmienia twoj stosunek do niego?
        Jak ktos juz wczesniej napisal: jesli miedzy wami jest wszystko w porzadku w
        sferze seksu (a wybacz, ale w to watpie) to robi to po prostu dla zabawy lub
        zeby rpzladowac napiecie.
      • karolina443 san1 22.06.07, 17:13
        mam 27 lat. Powiem jasno i krótko kocham męża, lubię seks. Przed ślubem
        potrafiliśmy się nawet 5 razy dziennie kochać. Po ślubie niestety mniej się
        kochamy niż wcześniej, ale to nie z mojej winy. Nie wiem która kobieta miałaby
        ochotę na częsty seks z facetem, któremu jak się rola męża podoba jest miły
        kochany itd., a jak mu się szajba odbije to bez powodów żonę wywala z domu.
        Później przeprasza, prosi o powrót a po pewnym czasie walichy i wio żonko z
        domu. Ja tak miałam już 3 razy. Po ślubie przestał dbać o siebie, to śmieszne
        ale muszę go często prosić aby łaskawie umył się przed spaniem, zdarza się że
        kładzie się nie umyty. Nie dba o czystość bielizny, jak go proszę aby dbał o
        osobistą higienę bo zauważyłam że ma slipki brudne to usłyszałam odp. "ale ja
        lubię takie przywary". No sorry, ale ochota na seks maleje.
    • karolina443 ciąg dalszy san1 22.06.07, 17:22
      gdyby tylko mąż zachowywał się jak dorosły odpowiedzialny facet (mąż) miałby
      seksu tyle ile dusza zapragnie. Bo tak jak już wcześniej pisałam jak się między
      nami dobrze układało bardzo często się kochaliśmy, parę razy na dzień, seks
      oralny również był.
      • sagittka Re: ciąg dalszy san1 22.06.07, 18:27
        > gdyby tylko mąż zachowywał się jak dorosły odpowiedzialny facet (mąż) miałby
        > seksu tyle ile dusza zapragnie.

        ale zachowuje się źle, więc odcięłaś go od seksu, a on zamiast się tym przejąć
        i poprawić zachowanie, olał cię i sam się zaspokaja?
        Cóż, seks lub jego brak nie służy do nagradzania lub karcenia niegrzecznych
        mężów. Prędzej czy później obraca się to przeciwko pani nauczycielce.

        Z drugiej strony rozumiem, że nie masz ochoty na seks z niedomytym niechlujem.
        Przekonałaś się jednak, ze mu także nie zalezy na seksie z tobą, skoro woli się
        nie myć i zaspokoic się sam. To już świadczy o głębszym problemie między wami.

        Mimo wszystko przestań się upokarzać i szpiegować, podglądać, sprawdzać mu
        majtki.
        • sylwiamich Re: ciąg dalszy san1 22.06.07, 19:02
          Nie nazwałabym jej zachowania odcięciem od seksu.Po prostu na skutek innych
          czynników ma na niego mniejszą chęć.I nie upokarza się tylko emocje wzięły górę
          i spokoju jej potrzeba, dobrej rady nie oceny zachowania.
          • sagittka Re: ciąg dalszy san1 22.06.07, 19:24
            To jest upokarzające, gdy ona mu sprawdza majtki, a on jej wciska kit, że
            popuścił mocz, albo wyciskał krostę.

            Rada była taka, żeby przestała robić naloty, bo jak widać nakrycie na gorącym
            uczynku nie powoduje, ze mąż z nią szczerze porozmawia i cokolwiek wyjaśni, a
            ona się niepotrzebnie naraża na "okropny widok".

            Ją to obrzydza, a jego jej podejście wpędza w poczucie winy. Komunikacja tam
            bardzo szwankuje, widać tez brak umiejętności rozmawiania o seksie.
            Autorka opisując sytuację cały czas używa określenia "TO", więc na codzień
            pewnie tez jej to przez gardło nie przejdzie. Jak wtedy szczerze rozmawiać o
            najintymniejszych sprawach?
            • karolina443 do sagittka 22.06.07, 20:34
              > To jest upokarzające, gdy ona mu sprawdza majtki, a on jej wciska kit, że
              > popuścił mocz, albo wyciskał krostę.

              Poraz kolejny powtarzam że nie sprawdzam mu slipek, już pisałam że jak leży
              koło mnie to czasem czuć nie świeży zapach a po drugię w domu piorę ja, więc
              wiem co wkładam do pralki. A Wy mnie tylko krytykujecie.

              > Autorka opisując sytuację cały czas używa określenia "TO", więc na codzień
              > pewnie tez jej to przez gardło nie przejdzie. Jak wtedy szczerze rozmawiać o
              > najintymniejszych sprawach?

              określenia "to" użyłam specjalnie na tym forum, bo jeśli chodzi o rozmowy z
              moim mężem to jasno i wyraźnie nazywam rzeczy po imieniu, więc wbrew Twoim
              osądom potrafią mi przejść przez gardło najróżniejsze śmielsze określenia.
              Jeśli chodzi o seks to nie ma u mnie tematu TABU.
          • karolina443 sylwiamich 22.06.07, 20:28
            wiesz co chyba jedyna Ty rozumiesz o co mi chodzi.
        • karolina443 do sagittka 22.06.07, 20:27
          > Mimo wszystko przestań się upokarzać i szpiegować, podglądać, sprawdzać mu
          > majtki.

          No bez przesady! Nie sprawdzam mu gaci, bo po pierwsze czuć jak leży kołomnie,
          a op drugie chyba w domu to piorę ja, więc widzę.
    • miedzianakonefka Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 19:26
      Niezłą jazda :P Nie wiem czy to troll ale mało się nie popłakałem z radości
      czytająć przerażające opisy "samogwałtu" w wykonaniu męża autorki. Ta "ręka w
      slipkach" ta "wydzielina na prześciardle" aż mnie ciarki przeszły. W ogóle to
      jakiś brudas jest, że wali w posciel zamiast kulturalnie nad wanną się
      zadowolić i spłukać. Tylko prania dodaje codziennie :P W ogóle to zaproponuj
      żeby po hiszpańsku między Twoimi piersiami się "samogwałcił" to na pewno
      przestanie z chusteczką latać do drugiego pokoju. Ratuj sprawę bo jak zmieni
      chusteczkę na delegację to będzie już pozamiatane.

      Alleluja i do przodu...
      • sagittka Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 19:30
        swoją drogą to faktycznie obrzydliwe, jak on się tak wypaprze w łóżku w
        tym "wilgotnym, mazistym, śliskim" :) i potem się nie umyje, która kobieta
        rzuciłaby się z pożądaniem na takiego?
        • miedzianakonefka Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 19:41
          I to też dziwne jest. Nie wyobrażam sobie osoby która tryskając tu i tam
          różnymi wydzielinami lubi się potem w nich tytłąć podczas spania zmuszając do
          tego również współmałżonka. Podejrzewam że autor/ka trochę przesadza no chyba
          że to prawda wtedy problem nie leży w trzepaniu tylko w higenie. Wiadomo że w
          trakcie seksowania różne rzeczy sprawiają radochę ale to nie znaczy że gdzie
          się człowiek nie ruszy to klei się do różnych substancji sprzed paru dni ŁEEE!

          Alleluja i do przodu...
      • karolina443 miedzianakonefka 22.06.07, 20:36
        to raczej mnie przeszyły ciarki jak przeczytałam Twoje spostrzeżenia.
        • miedzianakonefka Re: miedzianakonefka 22.06.07, 21:53
          Nie mam pytań. Tyle że jak dzielisz się swoim MHO wydumanym problemem na forum
          to musisz się pogodzić że niektórzy mają inne zdanie niż Ty i akceptują pewne
          zachowania które dla Ciebie są nie do przyjęcia bo każdy ma prawo do własnej
          opinii. Onanizm jako taki wg. mnie jest dopuszczalny zarówno dla pań jak i
          panów tyle że najlepiej jak robi się to wspólnie, bo częste samotne
          zaspokajanie się świadczy o problemie w związku. Moim zdaniem to Ty masz
          wieeelki kłopot ze swoją seksualnością i dlatego twój wybranek woli walić
          gruchę niż iść z tobą do łóżka, ale zamiast coś z tym zrobić wolisz sie upierać
          przy swoim stanowisku i szukasz poklasku dla swojej indolencji wmawiając sobie
          że tak właśnie ma być.

          Alleluja i do przodu...
    • misssaigon Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 20:33
      karolinko, ty nie szanujesz swojego męza, besztajac go jak sztubaka..on tez nie
      za bardzo sie przejmuje toba i dyskrecja w masturbacji...racje maja ci, ktorzy
      pisza , że to wierzcholek góry lodowej...a dalsze taka atmosfera w zwiazku
      doprowadzi tylko do calkowitego wzajemnego obrzydzenia sie.

      moze czas na jakis bilans w zwiazku? -

      - ile zostalo milosci, przywiazania, wspolnych celow i zainteresowan?
      - czemu wlasciwie chcecie dalej byc ze soba, a jesli nie chcecie to co dalej?

      moze zamiast szukac tematow zastepczych w postaci masturbacji meza czas na
      głebsze zastanowienie i autorefleksje?
      • te1109 Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 20:43
        czytam ten wątek od początku i dopiero coś konkretnego jakaś próba pomocy,a nie
        wzajemne naskakiwanie na siebie lub inne bzdury,jeśli ktoś nie wie jak pomóc to
        może niech nic nie pisze
      • karolina443 misssaigon 22.06.07, 20:45
        > karolinko, ty nie szanujesz swojego męza, besztajac go jak sztubaka..

        jestem innego zdania, kocham go i szanuję, na tym forum napisałam o tej sprawie
        anonimowo. Gdybym o tej sprawie opowiedziała znajomej osobie to wtedy mogłbyś
        zarzucić mi że go nie szanuję, besztam, robię publiczne pośmiewisko itd. ale
        tak nie jest.
    • lancelotte Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 20:57
      W Twoim życiu jakąś dziwną rolę zaczął odgrywać temat onanizmu.
      Wymieszane wątki higieny i onanizmu.Onanizm to sprawa prywatna każdego
      człowieka.To jak wejście na teren czyjejś posesji.Nie wnikam czy ktoś potępia
      onanizm czy go aprobuje.Wiele osób w ten sposób poznaje swoje ciało,relaksuje
      się czy odpoczywa.
      Nie chcę tu nikogo bronić ale porcja majtek z nutellą może się zdarzyć
      każdemu.Co nie oznacza od razu że ktoś jest dumny z faktu że nosi w spodenkach
      makowiec.W temacie higieny też standardem są czasami skarpetki noszone na drugą
      stronę (w wariancie ekonomicznym)a,w wariancie jakościowym co drugi dzień
      zmiana.W ten sposób można napiętnować każdego.Ludzie mają od tego język i rozum
      żeby się porozumiewać.Totalnie nie czaję bazy że przestajesz akceptować
      człowieka z którym było nie było ale jednak pomieszkujesz.
      Co do innych wypowiedzi to trochę ciarki mnie przeszły,strasznie się
      angażujecie w czyjeś problemy.A one mogą być wyssane z palca.I pewnie często
      takie też są.
    • ewolwenta co za bzdury 22.06.07, 21:36
      co za bzdury jak w temacie
      • wolfinka Re: co za bzdury 22.06.07, 23:02
        Karolinko, a może zaciągnij go do wanny i tak mu zrób dobrze usteczkami ze
        zapomni o robieniu sobie raczką.Wprawadzie nie mam jeszcze takich doświadczen
        ale widok mojego faceta onanizującego sie samemu tez sprawił by mi rozkosz.A
        potem to juz wspólna robótka.:-P.
    • caisis Re: Mój mąż (...) 22.06.07, 23:11
      A zrób sobie może przy nim marchewką dobrze.
    • heyjoe23 Re: Mój mąż (...) 23.06.07, 00:22
      Lepiej pomyśl, co musiałaś (świadomie lub nieświadomie) zrobić, że mąż zamiast
      kochać się z Tobą woli sobie zrobić dobrze samemu. Ja mam taką sytuację i wiem
      doskonale, co moja żona zrobiła.

      Tak jak piszą niektórzy - traktujesz chyba sferę seksu jako co
      najmniej "przybrudzoną". Jak zauważysz, że to robi, dołącz się, zapytaj się,
      czy możesz mu to zrobić - będzie zachwycony. I na pewno się odwdzięczy (chyba
      że ma poziom inteligencji emocjonalnej na poziomie Żuław, no to wtedy tylko
      wymiana...)
      • karolina443 heyjoe 23.06.07, 09:46
        > Lepiej pomyśl, co musiałaś (świadomie lub nieświadomie) zrobić, że mąż zamiast
        > kochać się z Tobą woli sobie zrobić dobrze samemu.

        Staram się jak mogę aby było dobrze, nie moja wina, że mam pewne zahamowania.
        Przecież ta sytuacja też mnie męczy, bo uwielbiam seks. Przecież przed ślubem
        potrafiliśmy się kochać nawet po 5 razy dziennie i to w najróżniejszych
        pozycjach i miejscach. Było super, bo on znam na tyle jego że wiem co sprawia mu
        rozkosz a on wie co mi. W seksie między nami nie było tematu tabu. Niestety
        wszystko po ślubie się zmieniło, zamieszkaliśmy z jego rodzicami, którzy
        uprzykrzają nam życie jak mogą. Teść wyzywa mojego męża, a czasem nawet mi się
        obrywa po uszach. W domu często jest ciężka atmosfera. Mąż skłócony z ojcem
        chodzi poddenerwowany, często na mnie wywali swoje negatywne emocje. Sięga po
        alkohol, robi się agresywny, w nerwach powie wypierdalaj itd., już 3 razy
        wyprowadzałam się. Jednego dnia mąż mówi że jestem kochana, jego skarbem itd. a
        za jakiś czas nazywa francą, chadrą, swoim błędem itd. I tylko dlatego tak mówi
        bo ma zły humor. Przestał o siebie dbać. Proszę nie krytykujcie mnie aż tak, ja
        naprawdę staram się ale nie jest mi łatwo. Teraz przechodzimy przez ciężkie dni,
        teście kazali nam się wyprowadzić i to jak najszybciej. I mamy naprawdę problem,
        bo nie mamy gdzie i za co wynająć mieszkanie.
        • sagittka Re: heyjoe 23.06.07, 10:18
          czyli widać, że mąż rozładowuje w ten sposób nie tylko napięcie, ale też
          frustrację i stres,
          chyba trzeba zacząć od podstaw, czyli rozwiązania innych problemów, z teściami,
          mieszkaniem, wspierając się wzajemnie
          • heyjoe23 Re: heyjoe 23.06.07, 10:27
            To co napisała sagittka to chyba sedno. Wydaje mi się, że mieszkanie z teściami
            powoduje napięcie u męża. Być może boi się, że zostaniecie "nakryci", albo
            czuje, że ponieważ nie mieszka tylko z Tobą, musi zawierać zbyt dużo
            kompromisów. Nie wiem jak z pracą, finansami, ale to na faceta też wpływa i
            powoduje jego ogólne poddenerowanie (piszesz, że nie macie za co wynająć
            mieszkania; to może sugerować, że do całości dochodzą problemy finansowe).

            To elementy "ogólne". Pozostaje jeszcze pytanie; jaki jest Twój facet, czy ma
            klasę itp. Piszesz, że mówi do ciebie "franca" albo "mój błąd". Co to znaczy,
            że przestał o siebie dbać?

            Bez pracy u podstaw, ale koniecznie w dwójkę - razem z nim - będzie z tego
            ciężko wyjść. Kochasz go?
            • karolina443 heyjoe 23.06.07, 12:09
              > Nie wiem jak z pracą, finansami, ale to na faceta też wpływa i powoduje jego
              > ogólne poddenerowanie (piszesz, że nie macie za co wynająć mieszkania;
              > to może sugerować, że do całości dochodzą problemy finansowe).

              Sprawa miewa się tak, że teść prowadzi mały interes i teraz chce go przekazać
              mojemu mężowi ale... !!! Pod pewnymi warunkami. Musimy wynieść się z domu
              teściów i co miesiąc płacić teściom 600 zł za to że mąż przejmie na własność
              sklep bo teść chce nadal czerpać korzyści. Niestety nie stać nas aby
              jednocześnie wyprowadzić się, płacić teściom i jeszcze przecież trzeba się z
              czegoś utrzymać.

              > To elementy "ogólne". Pozostaje jeszcze pytanie; jaki jest Twój facet, czy ma
              > klasę itp. Piszesz, że mówi do ciebie "franca" albo "mój błąd". Co to znaczy,
              > że przestał o siebie dbać?

              Jest czasem wybuchowy (ostatnio zdarza się to często), straszny nerwus,
              narwaniec. A przestał dbać o siebie pod kontem higieny osobistej tak jakby mu
              nie zależało na czystości, czystym ubraniu itd.
              • miedzianakonefka Re: heyjoe 24.06.07, 00:55
                Aaaaaha. To trzeba było od razy tak zacząć a nie pisać o przerażającym
                onanizmie. Gdzieś było opisane nawet medycznie że niektórzy mężczyżni (bo nie
                wiem czy kobiety też) zwalczają stres marszczeniem freda. (dziwne nie ?) a
                zaniedbywanie podstawowych spraw typu ubranie czy ogólnie rozumiana czystość i
                nadużywanie używek świadczyły by MHO o bardzo poważnym dołku psychicznym.
                Ja tam nie jestem jakimś psychologiem czy innym czarodziejem ale wydaje mi się
                że jeżeli ma się chłop odgiąć to powinniście wynająć gdzieś mieszkanie i wypiąć
                się na interes teściów. Zawsze można założyć swój własny. No albo znaleźć mniej
                zestresowanego chłopa a tego zostawić.

                Alleluja i do przodu...
              • warszawiak20071 Re: heyjoe 24.06.07, 02:45
                > Musimy wynieść się z domu
                > teściów i co miesiąc płacić teściom 600 zł za to że mąż przejmie na własność
                > sklep bo teść chce nadal czerpać korzyści. Niestety nie stać nas aby
                > jednocześnie wyprowadzić się, płacić teściom i jeszcze przecież trzeba się z
                > czegoś utrzymać.

                Czyżby szantaż emocjonalny rodziców/teściów? Dziewczyno, weź spakuj siebie i
                męża, jedźcie gdzieś do dużego miasta albo za granice, (praca teraz w Warszawie
                czy Londynie to nie problem), wynajmiecie coś, zaczniecie żyć swoim życiem i
                przede wszystkim zyskacie NIEZALEŻNOŚĆ FINANSOWĄ.

                Po dwóch-trzech latach poszukiwań frajera na taki układ, teściowi rura zmięknie
                i będziecie mogli wrócić mając inną pozycję negocjacyjną. Ale już nie będziecie
                chcieli.

                Jeśli nie chcecie, żeby wasze małżeństwo się rozpadło, musicie ODCIĄĆ PĘPOWINĘ.

                Pogadaj z mężem. On to wszystko wie. Tylko zwyczajnie się boi...

                Trzymam kciuki.
    • blezerxxx Re: Mój mąż (...) 23.06.07, 11:10
      Boze ale sie usmialem czytajac to!!! Przeciez kazdy sie onanizuje i co z tego?
      Przeciez cie nie zdradza!!! A filmy to macie chore z obu stron i te tlumaczenia
      typu krostka na pindolku czy plamka moczu na majtkach hehe chyba twoj maz
      powinien udac sie do jakiegos specjalisty skoro moczu nie trzyma ;P
      tak na powaznie wez kobieto nie rob afery, zamaiast sledzic meza dojedz go
      konkretnie.
      • karolina443 blezerxxx 23.06.07, 12:12
        > tak na powaznie wez kobieto nie rob afery, zamiast sledzic meza dojedz go
        > konkretnie.

        A czy ja napisałam, że śledzę męża??!!
        i proszę bez takich komentarzy "dojedź go konkretnie".
        • sylwiamich Re: blezerxxx 23.06.07, 14:10
          Karolinko...to nie ten net co kiedyś.Sytuacja patowa.Ty pewnie nie pracujesz?
          Obejrzyj sobie film z mężem"Plac Zbawiciela". Może potem pogadacie?
          • magda8887 sylwiamich 23.06.07, 14:39
            > Karolinko...to nie ten net co kiedyś.Sytuacja patowa.Ty pewnie nie pracujesz?

            Zauważyłam, że to już nie net jak kiedyś. Ja opisałam swoją sytuację a ile
            krytyki w moją stronę poleciało. Czuję się zlinczowana. A przecież każdy ma
            prawo do własnego indywidualnego zdania na każdy temat, przecież istnieje
            wolność słowa! Ja akurat w kwesti sprawy jaką tu przedstawiłam mam takie a nie
            inne spostrzeżenia i co? zostałam skrytykowana, za co? widocznie za to że
            ośmieliłam przedstawić własne zdanie.
            • magda8887 sylwiamich 23.06.07, 14:44
              masz rację nie pracuję, niestety w firmie której pracowałam nie było wolnego
              etatu i nie przedłużono mi umowy. Teraz jest na etapie szukania pracy, bo wkurza
              mnie to siedzenie w domu, chciałabym mieć zajęcie i być niezależna finansowo.
              Dodam, że to że nie mam pracy też ma wpływ na relacje jakie są między mną a
              mężem, bo zdaję sobie sprawę że jakbym miała pracę wtedy łatwiej byłoby nam
              wynająć własne mieszkanko.
              • magda8887 Re: sylwiamich 23.06.07, 14:45
                > Dodam, że to że nie mam pracy też ma wpływ na relacje jakie są między mną a
                > mężem, bo zdaję sobie sprawę że jakbym miała pracę wtedy łatwiej byłoby nam
                > wynająć własne mieszkanko.

                I wreszcie uwolnilibyśmy się od rodziców męża.
                • magda8887 Re: sylwiamich 23.06.07, 14:49
                  > I wreszcie uwolnilibyśmy się od rodziców męża.

                  bo mieszkanie pod jednym dachem z teściami jest bardzo stresujące. A nam teraz
                  jest potrzebny spokój, spokój i jeszcze raz spokój abyśmy mogli swobodnie zająć
                  się własnymi problemami i wreszcie dojść do porozumienia. A tak to codziennie
                  mamy zszarpane nerwy przez teścia a na to też wpływa na pogorszenie naszych relacji.
                  • sylwiamich Re: sylwiamich 23.06.07, 15:05
                    musicie rozwiązać masę problemów...wtedy i w łóżku będzie lepiej
                  • sagittka Re: sylwiamich 24.06.07, 10:21
                    Potrzebujecie niezależności, samodzielności i intymności.
                    Układ z teściem wydaje się byc tego zaprzeczeniem. Będziecie uwiązani wspólnym
                    interesem, do tego dojdzie jeszcze wymuszane poczucie dozgonnej wdzięczności.
                    Jeśli jeszcze, jak piszesz, mąż ma złe relacje z ojcem, to nie pakujcie się w
                    taki niezdrowy układ (choć pewnie prosperujący biznes jest kuszącą propozycją).
    • psottka Re: drobne podsumowanie 24.06.07, 15:29
      opisany przypadek to nie problem z rozbuchanym onanizmem lecz:
      - problemy w porozumiewaniu się małżonków
      - brak stabilizacji finansowej
      - ździebko chora relacja z rodziną męża

      a można jeszcze zapytać o temat dzieci i antykoncepcji..
      bo może On boi się że zajdziesz w ciążę i wtedy dopiero będziecie mieli problem...
      _______
      Psottka
      • karolina443 psottka 24.06.07, 15:43
        > a można jeszcze zapytać o temat dzieci i antykoncepcji..
        > bo może On boi się że zajdziesz w ciążę i wtedy dopiero będziecie mieli problem

        Do dziwne ale przed ślubem rzadko kiedy zabezpieczaliśmy się, a teraz po ślubie
        każdy seks z prezerwatywą. Któregoś dnia powiedziałam mężowi, że mam dni płodne,
        tak się wystraszył, że bał się dojść do orgazmu we mnie, mimo iż miał założona
        prezerwatywę!! Wolał mieć wytrysk po za moim ciałem. Przyznam, że mnie to
        zdziwiło a nawet sprawiło w pewnym stopniu przykrość, bo po pierwsze przed
        ślubem nie bał się kochać bez zabezpieczenia a po drugie jestem jego żoną! a nie
        jakąś tam której boi się dziecko zmajstrować.
        • sylwiamich Re: psottka 24.06.07, 16:46
          Wiesz, czytam Twoje posty i sądzę że obydwoje macie problem.Myślę że
          powinniście zabrać się za szukanie pracy...obydwoje.Stanąć na nogi i powolutku
          odcinać się od teściów.No i być razem.RAZEM.Nie dziw się że on się boi
          ciąży.Przecież to by was tylko pogrążyło.
    • dmouth dojrzałość do związku... 26.06.07, 09:36
      a raczej jej brak to w większości przyczyna ich rozpadu. Masz rację, że są
      infantylni. No i jak zwykle mamy obraz jednej strony, która mowi, że to ta
      druga jest zła i to wszystko jej wina. "Ja przecież jestem wspanialym(ą)
      żoną/mężem." Smutne, że jak w związku są dzieci to przejmują ten model
      rozwiazywania problemów i sami są w przyszłości bardziej narażeni na rozpad
      własnego zwiazku.
      • kamcia884 Re: dojrzałość do związku... 26.06.07, 15:00
        Rozumiem Cie doskonale , przerabiałam to .
        Kurcze ten zapach i ten wstręt pozostał mi do dzisiaj, pamietam to.błee
    • glosatorr Oboje macie problem - proba podsumowania dyskusji. 26.06.07, 15:03
      Witam Karolino

      Przeczytałem uważnie całą dyskusję i powiem, że analiza Twoich wypowiedzi
      pozwala mi na pewne przemyślenia. Nie będę wspominał, że onanizm to nie jest to
      co robi Twój mąż - onanizm to stosunek przerywany, zaś to co robi wój mąż to
      samogwałt, albo masturbacja.

      Generalnie najpierw powiem o pewnych rzeczach, jakie mi sie nasunęły podczas
      lektury Twoich listów.
      Pierwsze co zauwazyłem, to silny akcent jaki kładziesz na reakcję obrzydzenia.
      Obrzydza Cię brak czystości u męża, jego zaniedbanie i sam fakt masturbowania
      się. Tu mi się zapala taka lampka, która każe się skoncentrować.
      W innym miejscu wspomniałaś, że masz jakies uprzedzenia w seksie - ale nie
      wspomniałaś o nich zupełnie.
      Mam pewne domysły, że masz opory nad pewnymi formami seksu, jakie proponuje Ci
      Twój mąż a z drugiej strony pewne jego zachowania budzą Twoje obrzydzenie. Poza
      tym nieustannie powtarzasz, że kochasz bardzo swojego męża, ale masz te opory.

      I kiedy tak się to wszystko zbierze do kupy, te wszystkie klocki zaczyna się
      jakoś ukladać.

      Myślę, że Twój problem polega na tym, że jest jakiś zespół czynników, miejsc,
      gestów, które powodują u Ciebie powstanie blokady.

      Rozumiem, że to co nieczyste może budzić obrzydzenie i powodować powstanie
      skutecznej blokady, kiedy facet o siebie nie dba, nie bierze przynajmniej dwa
      razy dziennie prysznica i wchodzi do łózka zaniedbany, bródny a nawet
      śmierdzący. Ale to ma też swoje przyczyny. Piszesz, że wcześniej było inaczej a
      teraz jest inaczej. Odpowiedz sobie (nam) co było inaczej wcześniej i co
      spowodowało, albo inaczej, co zmieniło się w Waszym życiu, że on np. wcześniej
      się mył, dbał o siebie i nie gawłcił się - a teraz to robi. Od razu odrzućmy
      kwestię waszego ślubu - to nie jest przyczyna. Ale może to, że zamieszkaliście
      razem? U rodziny męża? Ten brak intymności i spokoju, stres spowodował w Was
      zmiany?

      Ja podejżewam, że tak - gdybam oczywiście, bo nie piszesz zbyt wiele. Tak więc
      jeśli miałbym zabawić się w zdiagnozowanie przyczyn widzę to tak (a Ty mnie
      ewentualnie popraw tam gdzie się mylę).
      Przed ślubem wszystko było ok. Spotykaliście się i kochaliście się w miejscach,
      które dawały Wam więcej spokoju, bez tego napięcia spowodowanego np. lekiem
      przed nagłym wtargnięciem osób trzecich. Ale po zamieszkaniu razem powstały
      problemy. Nie wiem czy wcześniej czy później - ze względu na Twoje opory w
      seksie (domyslam się, że Twój mąż np. chciąłby, byś pieściła go oralnie ale to
      budzi Twój opór - często piszesz podkreślasz swoją niechęć do męskich soków,
      które nb. dla cery i zdrowia kobiety są samym zdrowiem) - te opory powodują, że
      Twój mąż może nie rozumiejąc tego po prostu czuć się z lekka zdeprymowany (z
      lekka mówiąc). Ponieważ nie piszesz jak często współzyjecie (a z tego co
      piszesz wynika, że coraz rzadziej) u Twojego męża postaje powoli nerwica. Ta
      nerwica się kumuluje: po pierwsze stres związany z jego zyciem rodzinnym, po
      drugie kwestia tego biznesu z rodziną, po trzecie widzi, że Ty masz opory,
      które dla niego są czymś normalnym albo naturalnym, ma też Ciebie, która mu
      robi wymówki i on w strachu ulega swoim słabościom, które nota bene - są
      konsekwencją nerwicy i nerwowości i braku naturalnego wyżycia swojej
      niespożytejj w zdrowych warunkach energii seksualnej.
      To się kumuluje i jak ktoś już wspomniał - on tę napięcie właśnie odreagowuje
      masturbacją. To prosty sposób, najłatwiejszy chociaż w związku wcale nie
      najlepszy.

      Nieprawdą jest, że masturbacja faceta w związku jest czymś normalnym. Nie jest.
      Masturbacja w grze wstępnej, jako zabawa z Partnerką, jest ok - ale kiedy mąż
      to robi w tajemnicy przed żoną - nie jest to normalne. Po pierwsze - to sygnał
      dla ciebie, że dzieje się coś źle miedzy Wami. Po drugie - krzyczenie na niego
      jak go złapiesz na samogwałcie - tylko szkodzi. Jemu. Pogłebia nerwicę. I
      zaczyna rodzić wrogość do Ciebie. Jego wyrzucanie ciebie i przyjmowanie z
      poworotem to efekt nerwicy. On nie kontroluje już sytuacji.

      Myslę, że jesteście w bardzo toksycznej sytuacji. Stres w miejscu zamieszkania,
      brak swobody, uzależnienie od rodziców, plus Twoje krzyki jak go złapiesz z
      ręką w majtkach, oraz Twoje opory - tak naprawdę powodują, że facet się
      zaniedbuje, przestaje się kontrolować i ma powoli wszystko gdzieś.

      Jeśli go kochasz - to zdaj sobie z tego sprawę: macie problem i to poważny -
      nie przejmuj się komentarzami ludzi tutaj, bo większość z piszacych sama ma
      problemy, jakich nie rozumie. Po drugie - postarajcie się na spokojnie
      porozmawiać. Nie stawiając pod ściane i oskarżając go, że się gwałci. Jego
      masturbacja jest skutkiem a nie przyczyną. Zastanó się tez nad swoimi oporami -
      jakie one są i skąd one pochodzą. Czego się brzydzisz w seksie i dlaczego. Bo
      jeśli brzydzisz się np. seksu oralnego, bo brzydzi Cię wizja brudnego, członka
      w ustach - można to zmienic. Ale to wymaga już wizyty u specjalisty -
      seksuologa i... psychologa. Niedbanie o czystość to problem psychiki a nie
      braku wody czy zdorwych nawyków.
      To tak na razie - mam nadzieję, że jak coś się urodzi w dyskusji - to dopowiem.
      • sagittka Re: Oboje macie problem - proba podsumowania dysk 26.06.07, 15:19
        > Nie będę wspominał, że onanizm to nie jest to
        > co robi Twój mąż - onanizm to stosunek przerywany, zaś to co robi wój mąż to
        > samogwałt, albo masturbacja.

        To nie wspominaj, bo coś mieszasz. Onanizm, masturbacja, ipsacja, samogwałt -
        to synonimy.
        Co prawda biblijny Onan właśnie unikał zapłodnienia podczas wpółżycia, ale dziś
        słowem onanizm okresla się masturbację.
        • glosatorr Re: Oboje macie problem - proba podsumowania dysk 27.06.07, 13:08
          > słowem onanizm okresla się masturbację.

          Z całym szacunkiem, ale zapomniałas dodać słowo "mylnie" po słowie onanizm.
          • sagittka Re: Oboje macie problem - proba podsumowania dysk 27.06.07, 14:12
            już ci prawie uwierzyłam, że może mylnie, ale sprawdziłam przed chwilą w
            Wikipedii i miałam rację:
            pl.wikipedia.org/wiki/Onanizm
            • glosatorr Re: Oboje macie problem - proba podsumowania dysk 27.06.07, 14:24
              sagittka napisała:

              > już ci prawie uwierzyłam, że może mylnie, ale sprawdziłam przed chwilą w
              > Wikipedii i miałam rację:
              > pl.wikipedia.org/wiki/Onanizm

              Wikipedia - to nie encyklopedia i jeśli dla ciebie jest autorytem WIkipedia -
              to ja pozostanę przy swoim poglądzie opartym na terminach naukowych, a Ty na
              podanym znaczeniu w Wikipedii - U prof. Kozakiewicza Onanizm to co innego niż
              masturbacja i ja pozwolę sobie pozostać przy profesjonalnym określeniu a nie
              amatorskiej Wikipedii.
              Nie masz racji - ale mi nie przeszkadza zupełnie, jesli będziesz myślała, że Ty
              masz rację.
              • sagittka Re: Oboje macie problem - proba podsumowania dysk 27.06.07, 14:31

                > Nie masz racji - ale mi nie przeszkadza zupełnie, jesli będziesz myślała, że
                Ty masz rację.

                ale ja chętnie cały czas się uczę, nie jestem zafiksowana na jedynie słuszną
                prawdę, więc dziękuję za podanie źródeł, w wolnej chwili sprawdzę to, bo warto
                znać znaczenie słów, których się często używa,

                dziękuję za lekcję, choć jeszcze racji nie przyznaję :)
                • sagittka Re: Oboje macie problem - proba podsumowania dysk 27.06.07, 14:34
                  aha, znam opowiesć o biblijnym Onanie i to pasuje do twojego poglądu, tak tez
                  rozumiano to słowo dawniej, ale współcześnie występuje w znaczeniu, jakie ja
                  podałam
                  widocznie mowa potoczna wygrała ze słownikami, tak jak w zdaniu "kup mi loda",
                  niepoprawne, ale językoznawcy mówią, że tak powszechne, że wejdzie do języka i
                  będzie uznane ze poprawne
      • sagittka Re: Oboje macie problem - proba podsumowania dysk 26.06.07, 15:26
        glosatorr napisał:

        > Nieprawdą jest, że masturbacja faceta w związku jest czymś normalnym. Nie
        jest.
        > Masturbacja w grze wstępnej, jako zabawa z Partnerką, jest ok - ale kiedy mąż
        > to robi w tajemnicy przed żoną - nie jest to normalne. Po pierwsze - to
        sygnał
        > dla ciebie, że dzieje się coś źle miedzy Wami.

        Może w wypadku autorki wątku to sygnał, ale w większości zwiazków masturbacja
        nie oznacza, ze dzieje się źle (może się wiązać choćby z nieobecnością
        partnera, czy potrzebą szybkiego, fizjologicznego rozładowania napięcia bez
        podtekstów erotycznych).

        > nie przejmuj się komentarzami ludzi tutaj, bo większość z piszacych sama ma
        > problemy, jakich nie rozumie.

        Wybiórczo? czy twoim komentarzem lepiej tez się nie przejmować?


        > Nie stawiając pod ściane i oskarżając go, że się gwałci.

        Nie nadużywaj słowa gwałt, które ma wydźwięk pejoratywny, bo on tego nie robi
        pod przymusem, wbrew swej woli.

        Co do pokonywania oporów, to masz sporo racji.
        • glosatorr Re: Oboje macie problem - proba podsumowania dysk 27.06.07, 13:13
          sagittka napisała:

          > glosatorr napisał:
          >
          > > Nieprawdą jest, że masturbacja faceta w związku jest czymś normalnym. Nie
          >
          > jest.
          > > Masturbacja w grze wstępnej, jako zabawa z Partnerką, jest ok - ale kiedy
          > mąż
          > > to robi w tajemnicy przed żoną - nie jest to normalne. Po pierwsze - to
          > sygnał
          > > dla ciebie, że dzieje się coś źle miedzy Wami.
          >
          > Może w wypadku autorki wątku to sygnał, ale w większości zwiazków masturbacja
          > nie oznacza, ze dzieje się źle (może się wiązać choćby z nieobecnością
          > partnera, czy potrzebą szybkiego, fizjologicznego rozładowania napięcia bez
          > podtekstów erotycznych).

          Pisałem o przypadkach kiedy nie ma rozstania, kiedy żona, mąż w jednym
          mieszkają domku i prowadzą życie seksualne. Natomiast w przypadku tego co
          nazwałaś "potrzebą szybkiego rozładowania" - całkowicie nie rozumiem o czym
          mówisz. Bo ja jak mam szybką potrzebę i oboj jest moja partnerka, to wiem jak
          to wykorzystać zamiast męczyć prawicę.
          :-)
          >
          > > nie przejmuj się komentarzami ludzi tutaj, bo większość z piszacych sama
          > ma
          > > problemy, jakich nie rozumie.
          >
          > Wybiórczo? czy twoim komentarzem lepiej tez się nie przejmować?
          >
          Napisałem wyraźnie czym się nie przejmowac.

          >
          > > Nie stawiając pod ściane i oskarżając go, że się gwałci.
          >
          > Nie nadużywaj słowa gwałt,

          Bo co - ocenzurujesz mnie?
          Nie używam nadmiernie słowa gwalt - używam go z premedytacją. Jako
          samogwalt - czyli gwałcenie siebie.

          > które ma wydźwięk pejoratywny, bo on tego nie robi
          > pod przymusem, wbrew swej woli.
          >
          A skąd wiesz? A gdyby wszystko było ok - to by to robił?
          Ja w to wątpię. Używam słowa gwałt jako synonim czynności,
          którą ktoś wykonuje wbrew sobie.

          > Co do pokonywania oporów, to masz sporo racji.

          Dziękuję.
          • ilragazzo Re: Oboje macie problem - proba podsumowania dysk 27.06.07, 16:46
            > Nie używam nadmiernie słowa gwalt - używam go z premedytacją. Jako
            > samogwalt - czyli gwałcenie siebie.

            W takim razie używasz go z premedytacją błędnie. Gwałt to:

            1. «zmuszenie kogoś do stosunku płciowego»
            2. «przemoc lub bezprawie popełnione z użyciem siły»
            3. «bezładny pośpiech lub zamieszanie»

            podane za: Słownik Języka Polskiego, Wydawnictwo Naukowe PWN;

            co w kontekscie definicji onanizmu:

            «zaspokajanie popędu płciowego bez udziału partnera» (tamże)

            jest błędem.
      • karolina443 glosatorr 27.06.07, 02:32
        > domyslam się, że Twój mąż np. chciąłby, byś pieściła go oralnie ale to
        > budzi Twój opór

        Owszem uprawiamy seks oralny i to w obie strony, z tym że nie połykam nasienia.

        > Ponieważ nie piszesz jak często współzyjecie (a z tego co piszesz wynika,
        > że coraz rzadziej) u Twojego męża postaje powoli nerwica.

        Wcześniej kochaliśmy się prawie codziennie, czasem nawet 2 razy dziennie teraz
        ok 2-3 razy tygodniowo

        > postarajcie się na spokojnie porozmawiać. Nie stawiając pod ściane i >
        oskarżając go, że się gwałci.

        Owszem wielokrotnie chciałam z nim porozmawiać na spokojnie, o tym dlaczego tak
        naprawdę nasze relacje się pogorszyły i co zrobić aby było lepiej, chciałam też
        bez żadnych krzyków, wypominania porozmawiać o jego onanizowaniu się niestety
        mąż unika rozmowy ze mną, albo obraża się, albo zmienia temat rozmowy, albo
        odwraca się plecami do mnie albo robi się nerwowy. krótko ucina sprawę "pożyjemy
        zobaczymy co będzie". A co tu jest do oglądania i na co tu czekać?! Ja chce
        jakoś działać ale w pojedynkę sie nie da
        • glosatorr Re: glosatorr 27.06.07, 13:36
          karolina443 napisała:

          > > domyslam się, że Twój mąż np. chciąłby, byś pieściła go oralnie ale to
          > > budzi Twój opór
          >
          > Owszem uprawiamy seks oralny i to w obie strony, z tym że nie połykam
          nasienia.

          Czy to jedyny opór z Twojej strony? Bo według mnie to drobnostka.
          Bo to akurat to problem wielu Pań. Napewno nie jest to powód do zachowań
          jakie pokazuje Twój mąż.

          >
          > > Ponieważ nie piszesz jak często współzyjecie (a z tego co piszesz wynika,
          > > że coraz rzadziej) u Twojego męża postaje powoli nerwica.
          >
          > Wcześniej kochaliśmy się prawie codziennie, czasem nawet 2 razy dziennie teraz
          > ok 2-3 razy tygodniowo

          Średnia małżeńska że tak powiem - czyli mieścicie się w granicach normy
          polskiej ;) a nawet w jej gornych wymiarach. Czyli wszystko jest w porządku.
          >
          > > postarajcie się na spokojnie porozmawiać. Nie stawiając pod ściane i >
          > ;
          > oskarżając go, że się gwałci.
          >
          > Owszem wielokrotnie chciałam z nim porozmawiać na spokojnie, o tym dlaczego
          tak
          > naprawdę nasze relacje się pogorszyły i co zrobić aby było lepiej, chciałam
          też
          > bez żadnych krzyków, wypominania porozmawiać o jego onanizowaniu się

          Wiesz, a może przestań z nim na ten temat rozmawiac, bo to wg. mojej wiedzy nic
          nie da - bo jego masturbacja jest skutkiem a nie przczyną. Nie zlikwidujesz
          tego problemu - nie likwidując przyczyny. Twoje utyskiwanie, ściganie go za
          masturbację to jak karanie dziecka, że siusia do łóżka. To ten sam mechanizm
          nerwicy - nie karz go za to i nie upokarzaj go - bo go upokarzasz w ten sposób.
          Dzieki takiemu podejściu załatwiłaś sobie jedno - on ma ograniczone zaufanie do
          Ciebie i dlatego nie chce rozmawiać o w/w rzeczach.

          > niestety
          > mąż unika rozmowy ze mną,

          Tu niestety Twoje reakcje są przyczyną, że unika rozmowy - Sposób w jaki
          opisujesz co robisz, to typowa reakcja upokarzająca mężczyznę, budzącą u niego
          poczucie winy i wstyd przed żoną. I tu niestety Ty musisz przywrócić
          stan poprzedni i zapomnieć wogóle o tym, że tobie się nie podoba masturbacja
          męża.

          > albo obraża się,

          Ty go obrażasz - bo jak napisałem - nie rozumiesz, iż Jego MASTURBACJA JEST
          SKUTKIEM A NIE PRZCZYNĄ.

          > albo zmienia temat rozmowy, albo
          > odwraca się plecami do mnie albo robi się nerwowy. krótko ucina
          sprawę "pożyjem
          > y
          > zobaczymy co będzie". A co tu jest do oglądania i na co tu czekać?! Ja chce
          > jakoś działać ale w pojedynkę sie nie da

          Nie da się - i powiem tak. Pewnie oczekiwałaś dobrych rad wujków i cioć, ale po
          tym co napisałaś, to niestety popelniłas Ty błędy - i ja Ci je teraz wytknę.
          Przede wszystkim musisz sobie uzmysłowić, że w związku partnerskim jest pełna
          wolność. Granicą tej wolności jest wolność drugiego cżłowieka. Dlatego kiedy
          zobaczyłaś pierwsze symptomy jego nienormalnego zachowania, powinnas być
          delikatna a nie rozdzierać się na niego i walić mu pretensje.
          Okazywanie obrzydzenia upokorzyło go. Z czlowiekiem upokorzonym rozmawia się
          trudno.
          Pierwsze, co powinnas zrobić - ja przynajmniej bym to zrobił na Twoim miejscu,
          to wykorzystał najbliższą sprzyjającą okazję na to by go przeprosić.
          Tak - powinnas go przeprosić za to, że go upokarzałaś, że na niego krzyczałaś,
          za to, że sie masturbował. I powiedz mu - że z przyjemnością pomożesz mu, kiedy
          będzie miał taką potrzebę... powiedz mu to choćby nie wiem co on mówił - a Ty
          czuła obrzydzenie. Po prostu jeśli Ci zależy na małżeństwie, musisz naprawić
          popełnione błędy. Przestań też go śledzić i szukac. Niech robi co chce. I bądź
          dla niego czuła kiedy on jest po. Zacznij mu okazywac uczucia nawet jeśli Cię
          odrzuca. Zachęcaj go do dbania o czystość - chociażby mówiąc, że nie będziesz z
          nim leżeć w łózku, jesli on jest brudny. Zmuszaj go do tego. Można to robić na
          kilka sposobów. A poza tym wykonaj najwazniejszą sprawę. Weź sobie kartkę
          papieru i wypisz sobie listę rzeczy, jakie wywołują u Twojego męża lek, strach
          i zdenerowanie. Z tej listy wyeliminuj wszystkie rzeczy, jakie Ty mu robisz.
          Jak już wyeliminujesz obserwuj jak on zaczyna się zachowywać. Nie stawiaj go
          pod ściane - wykorzystaj sytuacje, kiedy oboje jesteście spokojni i zapytaj się
          go, spokojnie - grzecznie, z czułością, miłością - Mężu (powiedz mu
          pieszczotliwie) Misiaczku, wiem, że denerwuje Cię wszystko - chciałabym Ci
          pomóc. Jak myślisz, pozwolisz mi? A może chcesz bym coś zmieniła?

          Daj mu szanse podpowiedzenia mu. Oczywiście rozmawiaj bardziej słuchając i
          kalkulując co mówi - analizując wszystko.
          Może dostrzeżesz przyczynę jego lęków? Jeśli się nie uda - spróbuj znaleźć
          psychologa i sama pójdź do niego. Porozmawiaj z nim, powiem to czego nie
          piszesz tutaj. Możesz pójść od razu do seksuologa, wtedy może on Ci podpowie
          jak walczyć z tą nerwicą męża. Napewno nie rozwiążesz tego problemu sama. Tego
          bądź pewna.

          Jeśli już macie tzw. blokadę komunikacyjną - czyli on nie ufając Ci, nie chce
          Ci wyznać prawdy - obawiam sie, że będziesz musiała przywyknąć do tej sytuacji
          która w końcu pewnie i tak skończy się rozstaniem - ja jestem realistą.
          Powiem tylko tyle - miej świadomość, że na błędy Twojego męża (czyli
          doprowadzenie siebie do takiego stanu emocjonalnego) wpływ poza nieznanymi ani
          Tobie ani Jemu czynnikami mogło miec wiele osób - w tym rodzice, rodzina,
          znajomi. Ale Ty niestety zamiast mu pomóc na samym początku, sprawiłaś, że on w
          Tobie nie szuka oparcia, ale unika Cię - czując w Tobie źródło kolejnych
          problemów.

          Jeśli więc jest szansa, to wyłacznie w tym, że masz w sobie wystarczająco dużo
          sil, by odzyskac zaufanie i potrzebę bliskości z Tobą - taką, w której
          mężczyzna otwiera się na swoją kobietę.
          Jeśli tego nie uzyskasz - mam złe wieści - będzie już tylko gorzej.

          Nie masz co się męczyć na forach dyskusyjnych - po prostu zacznij dzialać. I
          pamiętaj - to co robi Twój mąż, jak się zachowuje - jest pochodną innej
          przyczyny i walka z jego masturbacją czy brakiem higieny - to walka z
          wiatrakami skazana na niepowodzenie tak długo, jak przyczyna nie zostaje
          usunięta.
          Wiesz jaka jest przyczyna tego zachowania? Ja nie. Więc znajdź ją i usuń - to i
          masturbacja się skończy i mąż sam zacznie się myć.
          To myślę w sumie tyle, co można było napisać. Życze powodzenia
          • karolina443 glosatorr 27.06.07, 14:06
            > Średnia małżeńska że tak powiem - czyli mieścicie się w granicach normy
            > polskiej ;) a nawet w jej gornych wymiarach. Czyli wszystko jest w porządku.

            Według niego nie jest to w porządku.

            > nie karz go za to i nie upokarzaj go - bo go upokarzasz w ten sposób.

            ja nie uważam abym go upokarzała a tym bardziej karała, fakt faktem jak
            zobaczyłam go (przypadkiem) onanizującego się podniosłam głos ale tylko dlatego,
            że ja chciałam na spokojnie porozmawiać z nim o tym a on mnie potraktował jak
            jakąś kretynkę, której byle bajer można wcisnąć. Zdenerwowało mnie że zaczął mi
            wciskać że nie prawda że się nie onanizował, że miał samo wystrzał itp.

            > Przestań też go śledzić i szukac.
            Przecież ja go nie śledzę!!
            • glosatorr Re: glosatorr 27.06.07, 14:20
              karolina443 napisała:

              > > Średnia małżeńska że tak powiem - czyli mieścicie się w granicach normy
              > > polskiej ;) a nawet w jej gornych wymiarach. Czyli wszystko jest w porząd
              > ku.
              >
              > Według niego nie jest to w porządku.

              No i co to zmienia, że wg, niego już nie jest?
              Niech zacznie to zmieniac uwzględniając Twoje zastrzeżenia

              >
              > > nie karz go za to i nie upokarzaj go - bo go upokarzasz w ten sposób.
              >
              > ja nie uważam abym go upokarzała a tym bardziej karała,

              No i w tym własnie TKWI TWÓJ BŁĄD - Że Ty nie uważasz za to uważasz, że
              postępujesz dobrze. Więc jeśli uważasz, że postępujesz dobrze, bo jaką za
              przeproszeniem cholerę - wchodzisz tutaj na Forum i sie pytasz co robić?
              Jesli wiesz co robić, to nie pytaj, ale rób.
              NIE - NIE ROBISZ DOBRZE - UPOKARZASZ swojego męża i karzesz go swoimi tekstami,
              krzykiem, awanturami i szpiegowaniem. Ja staram się obiektywnie spojrzeć na
              Twój przypadek i nie stoje po żadnej stronie.


              > fakt faktem jak
              > zobaczyłam go (przypadkiem) onanizującego się podniosłam głos ale tylko
              dlatego
              > ,
              > że ja chciałam na spokojnie porozmawiać

              Gdybyś była rozsądna, to podeszłabyś, jak on to robi i sama byś mu pomogła
              dokończyć. A NIE KRZYCZAŁA BY NA SPOKOJNIE POROZMAWIAĆ. SPOKOJNEJ ROZMOWY NIE
              ZACZYNA SIĘ OD NERWOWEGO KRZYKU!
              (Pisze dużymi literami by podkreślić wage słow a nie krzyczeć ;))

              > z nim o tym a on mnie potraktował jak
              > jakąś kretynkę,

              Wiesz, nie gniewaj się - ale Ty naprawdę nie rozumiesz co się do Ciebie pisze?

              > której byle bajer można wcisnąć. Zdenerwowało mnie że zaczął mi
              > wciskać że nie prawda że się nie onanizował, że miał samo wystrzał itp.
              >
              ALE TAKA JEST WŁĄSNIE REAKCJA DZIECKA JAK GO MAMUSIA ZLAPIE NA BAWIENIU SIĘ
              KUTASIKIEM, OGLĄDANIU PORNOSA ETC>!!!!!!
              Tak reagują nerwowo złapani na gorącym uczynku - zaprzeczając w oczy, bo TY GO
              ZWSTYDZAŁAŚ I UPOKARZAŁAŚ. Patrz jaka jesteś mądra:
              Jak Ty byś zareagowała, gdybyś sobie spokojnie usiadła w sraczyku a tu nagle
              ktoś wpada i robi Ci awanturę, jakim prawem załatwiasz się w sraczyku!
              Konsternacja, prawda? I wtedy czasami ludzie - a faceci w sytuacji intymnej w
              szczególności, czując się winni - reagują zaprzeczajac oczywistym, namacalnym
              faktom. TY TEGO NIE WIESZ - WIEC PROSZĘ PRZYJMIJ TO DO WIADOMOŚCI WRESZCIE!
              Ty nie miałaś racji tak reagując - kumasz?
              TO BYŁ TWÓJ BŁĄD

              > > Przestań też go śledzić i szukac.
              > Przecież ja go nie śledzę!!

              No nie - po prostu przypadkiem wstajesz z łóżka i szukasz go co on porabia w
              innym pokoju i przypadkiem zamiast spać, nie wiem - leżeć sobie zawieszajac
              wzrok na suficie - łapiesz go z mokra plamą na majtkach.
              Opisywałaś to przecież?
              • karolina443 Re: glosatorr 27.06.07, 16:00
                wcześniej napisałeś
                > Średnia małżeńska że tak powiem - czyli mieścicie się w granicach normy
                > polskiej ;) a nawet w jej gornych wymiarach. Czyli wszystko jest w porządku.

                ja wtedy odpisałam:
                > Według niego nie jest to w porządku.

                Ty to skomentowałeś:
                > No i co to zmienia, że wg, niego już nie jest?

                A to to zmienia, że zaczął mnie oskarżać że widocznie go nie kocham,albo mam
                kochanka. Co jest totalną BZDURĄ

                > No i w tym własnie TKWI TWÓJ BŁĄD - Że Ty nie uważasz za to uważasz, że
                > postępujesz dobrze. Więc jeśli uważasz, że postępujesz dobrze, bo jaką za
                > przeproszeniem cholerę - wchodzisz tutaj na Forum i sie pytasz co robić?

                Aleś pomotał, jestem na forum dlatego że mam problem ! z którym chciałam się
                anonimowo podzielić z resztą, może znajdzie się ktoś kto jest w podobnej sytuacji.

                > NIE - NIE ROBISZ DOBRZE - UPOKARZASZ swojego męża i karzesz go swoimi
                > tekstami,krzykiem, awanturami i szpiegowaniem.
                Ile razy mam jeszcze pisać, że NIE szpieguję własnego męża. Próbujesz coś w
                tyknąć co nie ma miejsca
              • karolina443 Re: glosatorr 27.06.07, 16:15
                > SPOKOJNEJ ROZMOWY NIE ZACZYNA SIĘ OD NERWOWEGO KRZYKU!
                > (Pisze dużymi literami by podkreślić wage słow a nie krzyczeć ;))

                aleś napisał nowość, każdy wie że spokojnej rozmowy nie zaczyna się krzykiem.
                A tak w ogóle to widocznie dokładnie nie przeczytałeś tego co napisałam
                wcześniej wypowiedzi. Jasno i wyraźnie napisałam, że rozmowa była zaczęta
                spokojnym tonem, który został podniesiony w momencie kiedy to ja wyraziłam
                zdecydowaną chęć szczerej rozmowy (BEZ NERWÓW i KRZYKÓW) a mąż dosyć że to
                zlekceważył to jeszcze potraktował mnie ignorancko, wciskając totalne bzdury!!


                > Jak Ty byś zareagowała, gdybyś sobie spokojnie usiadła w sraczyku a tu nagle
                > ktoś wpada i robi Ci awanturę, jakim prawem załatwiasz się w sraczyku!
                W tym momencie przesadziłeś! Palnęłeś głupotę. A gdzie niby się załatwia jak nie
                w sraczyku może w pokoju na dywanie?!!

                napisałeś:
                > > > Przestań też go śledzić i szukac.
                ja odp.:
                > > Przecież ja go nie śledzę!!
                a ty na to:
                > No nie - po prostu przypadkiem wstajesz z łóżka i szukasz go co on porabia w
                > innym pokoju i przypadkiem zamiast spać, nie wiem - leżeć sobie zawieszajac
                > wzrok na suficie - łapiesz go z mokra plamą na majtkach.
                > Opisywałaś to przecież?
                A może po chwili samotnego leżenia chciałam dołączyć do niego w innym pokoju, bo
                przecież małżonkowie powinni razem spać. Poszłam i po drodze usłyszałam co
                usłyszałam, widziałam co zobaczyłam
          • karolina443 glosatorr 27.06.07, 14:29
            > Tak - powinnas go przeprosić za to, że go upokarzałaś, że na niego krzyczałaś,
            > za to, że sie masturbował.

            Powtarzam, że nie krzyczałam na niego dlatego że się masturbował, owszem
            podniosłam głos ale tylko dlatego że potraktował mnie jak jakąś głupią gęś i
            wciskał takie głupie wymówki. "samo wystrzał" "to nie sperma to mocz" itp.

            A po drugie nie wiem za co mam go przeprosić?! Za to że zbuntowałam się w
            momencie kiedy zaczął ze mną rozmawiać jak z jakimś przygłupem!! A czytałeś jak
            on ogólnie zachowuje się w stosunku do mnie?
          • karolina443 glosatorr 27.06.07, 14:39
            > Nie stawiaj go pod ściane - wykorzystaj sytuacje, kiedy oboje jesteście
            spokojni > i zapytaj się go, spokojnie - grzecznie, z czułością, miłością - Mężu
            (powiedz mu
            > pieszczotliwie) Misiaczku, wiem, że denerwuje Cię wszystko - chciałabym Ci
            > pomóc. Jak myślisz, pozwolisz mi? A może chcesz bym coś zmieniła?

            Myślisz, że tak nie robiłam. Wielokrotnie próbowałam wykorzystać moment kiedy
            byliśmy obydwoje spokojni ale ciągle słyszę "pożyjemy zobaczymy, wszystko
            wyjdzie w praniu"

            > Może dostrzeżesz przyczynę jego lęków? Jeśli się nie uda - spróbuj znaleźć
            > psychologa i sama pójdź do niego.Możesz pójść od razu do seksuologa, wtedy
            > może on Ci podpowie jak walczyć z tą nerwicą męża. Napewno nie rozwiążesz tego
            problemu sama. Tego bądź pewna.

            Owszem próbowałam zachęcić go abyśmy razem udali się do psychologa czy też
            seksuologa ale on nie chce o tym słyszeć, mówi że jego zdaniem jest ok i nie
            potrzebuje żadnego lekarza a skoro ja się tak upieram to mogę iść sama ale do
            psychiatry bo on nie widzi żadnego problemu. Zdaję sobie z tego sprawę że sama
            nie dam rady rozwiązać tego problemu, mąż również musi się w to zaangażować, ale
            cóż skoro on nie widzi żadnego problemu. Nie chce ze mną rozmawiać więc nie
            sądzę aby porozmawiał z lekarzem. Ja sama już w końcu nie wiem o co mu chodzi.

    • karolina443 konrado80 27.06.07, 02:15
      > Odpowiedz sobie (nam) co było inaczej wcześniej i co spowodowało, albo inaczej,
      > co zmieniło się w Waszym życiu, że on np. wcześniej się mył, dbał o siebie
      > i nie gawłcił się - a teraz to robi.

      Tak jak pisałam przed ślubem byliśmy ponad 6 lat parą w tym przez rok
      mieszkaliśmy razem (bez jego rodziców), mieszkaliśmy w zupełnie innym mieście, w
      którym studiowałam, było ok. On znalazł tam pracę, pomagał mi w drobnych
      czynnościach domowych (z własnej nie przymuszonej woli), chodziliśmy na spacery,
      długie rozmowy i seks był w normie, dbał o higienę itd.
      Po ślubie zamieszkaliśmy (za namową męża) z jego rodzicami. Ja od samego
      początku byłam przeciwna wspólnemu zamieszkaniu, bo wiedziałam, że mąż nie ma
      dobrych relacji ze swoim ojcem i obawiałam się, że to może mieć negatywny wpływ
      na nas. No i się nie pomyliłam. Zresztą teściowa też nie chciała abyśmy z nimi
      zamieszkali. Niestety mąż się uparł i już. No i jakiś czas po ślubie zaczęło się
      nie ciekawe, teść wtrąca się do naszego związku. Wyzywa męża, czasem mnie, np.
      wczoraj nazwał mnie skurwysynem. Od tak po prostu, zdenerwował się i tak mnie
      nazwał. Nie pierwszy raz to usłyszałam, nie wytrzymała tego, chciałam powiedzieć
      teściowi co myślę o nim, mąż mnie powstrzymał i nawrzeszczał na mnie, że nie mam
      prawa się do jego ojca odzywać, bo to nie moja sprawa, a dwa że mam go szanować
      bo mieszkam pod dachem teścia a po trzecie że to nie jest mój ojciec. Jakoś te
      argumenty męża nie docierają do mnie, bo nikt nie ma prawa mnie tak obrażać
      zwłaszcza, że niczego złego nie zrobiłam, aby się tak do mnie odnosił. Ja ich
      mimo wszystko szanuję i oczekuję w zamian to samo. Dodam, że ja pochodzę z domu,
      w którym panuje miłość, szacunek wśród domowników, nigdy złego słowa nie
      powiedziałam na rodziców itd. Teraz mieszkając z mężem i jego rodzicami czuję
      się zszokowana, owszem wiedziałam, że teść i mąż mają złe układy ale nie
      sądziłam że AŻ takie złe, wcześniej NIGDY przy mnie nie wyzywali się, teraz jak
      z nimi mieszkam słyszę różne wulgarne epitety: „ty hu..” „ty skurw...” „ty
      debilu” „spierda...” itd. Szok! Mąż zrobił się nerwowy (ja również), ok. 2 razy
      zdarzyło się, że w chwili zdenerwowania potrafi wyjąc wódkę i sam pić, po czym
      robi mi awantury, wyzywa, „ucieka” z domu – zostawiając mnie samą z teściami, ja
      w ten czas wysłuchuje się od nich tego i owego, mąż dwa razy w ogóle na noc do
      domu nie wrócił, kłamał. Dwa razy w nerwach kazał mi „wypier ...”. Zamieszkałam
      z rodzicami, po paru dniach skruszony wracał, ze łzami w oczach, przepraszał,
      obiecywał poprawę, mówił jaka ja jestem dobra a on głupi że mając takiego skarba
      zachowuje się jak głupek itd. Wróciłam z powrotem do męża no i oczywiście pod
      dach teściów, z tym że powiedziałam mężowi że jeżeli jeszcze raz karze mi się z
      domu wynosić od razu się wyprowadzam i nie będzie żadnego powrotu. Przez jakiś
      czas było ok., komplementy jaka ja dobra, kochana, gdzie bym taką żonę kochaną
      jak ty znalazł itd. Jak pokłócił się z rodzicami nie wyładowywał się na mnie. Do
      pewnego czasu, kiedy znów pokłócił się z rodzicami zaczął mnie obrażać, jaka ja
      jestem hadra, franca, jego błędem itd. Jak się uspokoi przeprasza. To jest chore
      jak można tak się zachowywać!! Mąż stracił moje zaufanie, za dużo razy mnie
      okłamał. Jak leżałam w szpitalu mąż wykorzystał ten fakt i spędzał czas z
      kolegami, których ja nie toleruję, bo raz słyszałam jak buntowali go, wyśmiewali
      się z tego, że dał się zaprowadzić przed ołtarz. Nie wrócił na noc do domu,
      leżąc w szpitalu zadzwoniła do mnie teściowa zapytać czy mąż spędził noc ze mną
      w szpitalu. Wielkie było to dla mnie zaskoczenie, że potrafił się tak zachować.
      To ja w szpitalu a on w najlepsze gdzieś tam z kumplami. Czekałam na niego bo
      obiecał że przyniesie mi śniadanko, niestety nie doczekałam się, zjawił się po
      południu, śmierdzący alkoholem (pozostałość po nocnej popijawie z kumplami). To
      wydarzenie sprawiło, że czuję że jakby przyszło co do czego to chyba nie będę
      mogła liczyć na wsparcie ze strony męża. Przed ślubem mieliśmy wspólne plany,
      własne mieszkanie, wspólne wycieczki, dziecko itd. A po ślubie plany legły w
      gruzach, pytałam go czemu, usłyszałam tylko „chyba mogę zmienić zdanie, wolno
      mi”. Mąż w niczym nie chce mi pomóc nawet w drobnych czynnościach domowych,
      muszę się go prosić, nie chce chodzić ze mną na spacery bo uważa że jest
      wiecznie zmęczony, przestał dbać o higienę, wytyka mi że nie mam pracy, a
      przecież jestem w trakcie jej poszukiwania. Powiem, że jestem tym wszystkim
      rozczarowana, żyję w stresie. Przestałam mieć ochotę na seks, kochamy się bardzo
      rzadko, mąż wytyka mi to, ale ja naprawdę nie potrafię, tak jakbym miała jakąś
      wewnętrzną blokadę. Próbowałam porozmawiać z mężem, wyjaśnić dlaczego nie mam
      ochoty na częsty seks, niestety za każdym razem rozmowa idzie na marne, bo o
      wszystko obwinia mnie, że albo już go nie kocham, albo może mam kochanka. Co za
      BZDURA!! Nigdy go nie zdradziłam, a to że jestem nadal z nim mimo tego
      wszystkiego jest dowodem na to że go kocham. Tak z nim rozmawiając zauważyłam,
      że jego dręczy, boli tylko jedna sprawa – mianowicie to że kochamy się rzadziej
      niż kiedyś. Jednego dnia jak się opił spytał mnie czy ma mi płacić abym miała na
      nowo ochotę na częsty seks, dodał że jeżeli ja mu nie „dam” to znajdzie gdzie
      indziej. SZOK!! I za to dostał ode mnie w twarz, bo poczułam się jak szmata
      • karolina443 c.d. mojej odp 27.06.07, 10:35
        > Tak z nim rozmawiając zauważyłam, że jego dręczy, boli tylko jedna sprawa –
        > mianowicie to że kochamy się rzadziej niż kiedyś. Jednego dnia jak się opił
        > spytał mnie czy ma mi płacić abym miała na nowo ochotę na częsty seks, dodał
        > że jeżeli ja mu nie „dam” to znajdzie gdzie indziej. SZOK!! I za to dostał ode
        > mnie w twarz, bo poczułam się jak szmata

        Np. wczorajsza sytuacja, mąż chciał się kochać ok. zgodziłam się, nawet nie było
        gry wstępnej tylko od razu przeszedł do sedna sprawy. Nie całe 10 min. po seksie
        zaczął się do mnie znów przymilać mówiąc że chce mnie jeszcze raz "pociupciać".
        Co za romantyzm!! Nie zgodziłam się, oczywiście poczuł się odrzucony, wstał i
        wyszedł. Coraz częściej zaczynam odczuwać, że potrzebna jestem mu tylko do
        seksu, aby mógł sobie ulżyć, są momenty że czuję się jak przedmiot służący do
        zaspokojenia jego żądzy.
        • glosatorr Z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 13:54
          że:

          1. Oboje nie jesteście dojrzali do związku
          2. Przyczyn takiego stanu rzeczy jak opisujesz jest wiele: Twój mąż jest bardzo
          niedojrzaly, silnie związany z rodzina w której traktowany jest jak dzieciak
          bez własnego zdania.
          3. Popelniłaś błąd PRZED ŚLUBEM - że zgodziłaś się na zamieszkanie z teściami.
          4. On rzeczywiście popełnił mase błędów, przy których Twoje są jak pikuś przy
          brytanie, ale cokolwiek już mu teraz powiesz, to już tylko zaogni sytuację.
          5. Jak najszybciej postaw swojemu męzowi ultimatum: albo mieszkacie razem sami -
          albo on zostaje z rodzicami a Ty odchodzisz. I jak on podejmie decyzję, że on
          zostaje z rodzicami - odejdź i nigdy już więcej, choćby się wieszał pod Twoim
          płotem - nie wracaj do domu jego rodziców. Dopiero jak on wynajmie samodzielne
          mieszkanie - możesz do niego wrócić.
          TO JEST JEDYNA SZANSA, JAKĄ JA WIDZĘ - BY JESZCZE COŚ URATOWAĆ.
          Sytuacja w jakiej żyjecie, zmierza do klasycznego rozpadu związku. Twój mąż
          ciągle ma niskie poczucie swojej wartości obniżane przez rodziców i
          potrzymywane (konserwowane) przez kolegów. Więc musisz to zmienić. Jeśli się
          nie uda - możesz dalej tkwić w tym związku, ale on będzie już tylko umierał a
          Ciebie bolał coraz bardziej, aż odejdziesz od niego mając już wszystko
          generalnie gdzieś...

          Nie jestem Konrado, więc odpowiem krótko:

          Władowałaś się w związek z dzieckiem (Twój mąż to dzieciak) - które wciąż jest
          chłopcem leniwym chłopcem żyjącym wygodnie z rodzicami.

          Chłopiec walczy z tatusiem a tatuś poniżając go budzi w nim niskie poczucie
          wartości. Z każdą awanturą, wyzywaniem - to poczucie wartości maleje coraz
          bardziej a to rodzi frustracje, którą on wylewa na Ciebie (tu może upokarzać
          Ciebie odreagowując upokorzenia jakie spotyka ze strony swoich rodziców).
          Sytuacja, kiedy dzieci mieszkają z rodzicami są dobre do 19 roku życia. Potem
          obowiązkowo powinno się dziecię wywalać z gniazda, by się samo nauczyło radzić.
          Twój mąż wybrał wygodę. A to rodzi konflikty. W konfliktach jego kompleksy
          rodzą nerwicę, która się wzmacnia. Frustrację trzeba odreagować - robi to
          właśnie w ten sposób jaki robi - wyrzywając się na Tobie i masturbując się,
          oraz zapijając. Facet nie ma kręgosłupa i motywacji.
          Ty możesz go jeszcze zmotywować - ale zamiast się na niego wydzierać - zacznij
          mysleć.

          Po pierwsze - uciekaj stamtąd tak szybko jak to jest możliwe - dziękuj Bogu, że
          jeszcze nie masz dziecka, bo w tym piekle jeszcze dziecko miałoby nerwicę.
          Po drugie - postaw warunki powrotu - samodzielna praca, wlasne, nawet wynajęte
          mieszkanie. Koniec i kropka.
          A Ty czekaj, rób swoje - może zacnzij pracę? Może Ty wynajmij mieszkanie?
          Bo czmeu wracasz sama do rodziców?
          Zacznij pracować i ucz się samodzielności. Może też dojrzejesz i sama zobaczysz
          więcej...

          Ale ja mam dużo wiary opartej na wiedzy. Więc realizm mnie przytłacza.

          Osobiście nie widze już innego wyjścia. I myslę, że nikt rozsądny nie da Ci
          innego rozwiązania jak to - Uciekaj i mieszkaj sama albo mieszkajcie razem ale
          sami. Może wtedy Twoje małżeństwo przetrwa?
          Bez tego - nie ma najmniejszych szans.
          Bo to już jest agonia...
          • karolina443 Re: Z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 15:12
            > Popelniłaś błąd PRZED ŚLUBEM - że zgodziłaś się na zamieszkanie z teściami.

            A co miałam zrobić?! On miał sam zamieszkać z rodzicami a ja miała zostać u swoich.
            Fakt nie chciała mieszkać z jego rodzicami, bo wiadomo taki układ nie sprawdza
            się najlepiej. Wolałam iść na swoje. Mąż zapewniał mnie że doszedł do
            porozumienia z ojcem i wszystko będzie ok., że zamieszkamy u nich na początek
            góra rok, niestety mieszkamy z nimi już 2 lata i w najbliższym czasie nie
            zapowiada się wyprowadzka, bo jak już pisałam nie mamy kasy na wynajem
            mieszkania. Jesteśmy w niezbyt ciekawej sytuacji finansowej, z braku wolnego
            etatu nie dostałam przedłużenia umowy, mąż tylko ma pracę, więc rzecz jasna
            utrzymujemy się z jego wypłaty, opłacamy rachunki itd.

            • glosatorr Re: Z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 15:27
              karolina443 napisała:

              > > Popelniłaś błąd PRZED ŚLUBEM - że zgodziłaś się na zamieszkanie z teściam
              > i.
              >
              > A co miałam zrobić?!

              Nie zgodzić się.

              >On miał sam zamieszkać z rodzicami a ja miała zostać u swo
              > ich.

              Jesli nie było innej możliwości, to trzeba było o tym pomyśleć przed ślubem.
              Najpierw znaleźć pracę, potem wynając mieszkanie - tak robi większość ludzi
              powaznie podchodzących do związku.

              > Fakt nie chciała mieszkać z jego rodzicami, bo wiadomo taki układ nie sprawdza
              > się najlepiej.

              Fakt jest taki, że 60% rozwodów na cąłym świecie za jedną z wielu przyczyn
              wymienia się destrukcyjny wpływ rodziców, z ktorymi zamieszkiwali rozwodzący
              się małżonkowie. Większość myślących ludzi wie - że jest coś za coś - że za
              komfort mieszkania na czyimś garbie, płaci się m.in. brakiem swobody,
              posiadaniem obserwujących i krytycznych oczu teściowej i teścia.

              > Wolałam iść na swoje.

              No więc czemu nie postawiłaś na swoim?

              > Mąż zapewniał mnie że doszedł do
              > porozumienia z ojcem i wszystko będzie ok., że zamieszkamy u nich na początek
              > góra rok, niestety mieszkamy z nimi już 2 lata i w najbliższym czasie nie
              > zapowiada się wyprowadzka, bo jak już pisałam nie mamy kasy na wynajem
              > mieszkania.

              No i widzisz - gdybyś postawiła na swoim przed ślubem - już pewnie mieszkałabyś
              w swoim mieszkaniu a tak? Obniżamy poprzeczki i płacimy potem za to wysoką cenę.

              > Jesteśmy w niezbyt ciekawej sytuacji finansowej, z braku wolnego
              > etatu nie dostałam przedłużenia umowy, mąż tylko ma pracę, więc rzecz jasna
              > utrzymujemy się z jego wypłaty, opłacamy rachunki itd.
              >
              Współczuję - ale z ślubem trzeba było poczekać do czasu, aż wszystko się
              unormuje.

              Jak pokazuje Twoja historia, male błędy rodzą wielkie konsekwencje
              • karolina443 glosatorr 27.06.07, 16:25
                > Jesli nie było innej możliwości, to trzeba było o tym pomyśleć przed ślubem.
                > Najpierw znaleźć pracę, potem wynając mieszkanie - tak robi większość ludzi
                > powaznie podchodzących do związku.

                widzę, że uważasz że my biorąc ślub nie podchodziliśmy do tego poważnie. Pisałam
                już ze zgodziłam się zamieszkać z teściami, bo uwierzyłam słowu jakie dał mąż:
                że dogadał się z ojcem i że zamieszkamy z nimi tylko na okres ok. roku. Jak
                braliśmy ślub on pracował i do dnia dzisiejszego pracuje, ja byłam świeżo po
                studiach i też znalazłam pracę, w której pracowałam ponad rok, więc myśleliśmy
                że będzie ok. On pracuje i ja, uzbieramy kasę i się wyprowadzimy. Niestety nie
                przedłużono mi umowy. Później pracowałam jeszcze na umowie zlecenia. Obecnie
                szukam pracy, więc jak widzisz biorąc ślub obydwoje mieliśmy pracę.
                • glosatorr Kończąc 27.06.07, 21:28
                  karolina443 napisała:

                  > > Jesli nie było innej możliwości, to trzeba było o tym pomyśleć przed ślub
                  > em.
                  > > Najpierw znaleźć pracę, potem wynając mieszkanie - tak robi większość lud
                  > zi
                  > > powaznie podchodzących do związku.
                  >
                  > widzę, że uważasz że my biorąc ślub nie podchodziliśmy do tego poważnie.

                  Oczywiście, że tak uważam - i uważam to za jedną z przyczyn Waszych, Twoich
                  niepowodzeń.

                  >Pisała
                  > m
                  > już ze zgodziłam się zamieszkać z teściami, bo uwierzyłam słowu jakie dał mąż:

                  A gdyby Twój mąż powiedział, że będzie cudownie kiedy Ty zamieszkasz na kominie,
                  to też byś mu uwierzyła? Ludzie czasami wielkie bzdury obiecują byleby tylko
                  przekonać drugą stronę. Obietnice, dane słowo - wymaga weryfikacji, chociażby
                  rozsądkowej. Widzisz, uwierzyłaś iluzji, która rozwiała się wkrótce po ślubie.
                  Popełniłaś standardowy błąd wielu ludzi. Nie wierzy się na słowo - wszystko
                  trzeba sprawdzić.

                  > że dogadał się z ojcem i że zamieszkamy z nimi tylko na okres ok. roku. Jak
                  > braliśmy ślub on pracował i do dnia dzisiejszego pracuje,


                  > ja byłam świeżo po
                  > studiach i też znalazłam pracę, w której pracowałam ponad rok, więc myśleliśmy
                  > że będzie ok. On pracuje i ja, uzbieramy kasę i się wyprowadzimy. Niestety nie
                  > przedłużono mi umowy. Później pracowałam jeszcze na umowie zlecenia. Obecnie
                  > szukam pracy, więc jak widzisz biorąc ślub obydwoje mieliśmy pracę.

                  Więc kiedy braliście razem ślub - mogliście razem zamieszkać w wynajątym
                  mieszkaniu. Jeśli nie byliście pewni, czy z praca wszystko będzie ok - trzeba
                  było poczekać aż chociaż u jednego z Was będzie na tyle pewnie, że będzie Was
                  stać na wspólne zamieszkanie. A dzisiaj, Twój mąż nie jest w stanie wynająć
                  mieszkania?

                  Wiem, że teraz sobie myślisz co najgorsze - ale starałem się odpowiedzieć na
                  Twoje pytania. Pokazuję Ci przyczyny i wiem, że się na mnie wkurzasz.
                  Jeszcze żaden posłaniec złych nowin nie został przyjęty z honorami, ale zwykle
                  go zabijano.
                  Ale z tego co piszesz - przyczyny wszystkich opisanych przez Ciebie problemów
                  zaczęły się przed ślubem. Od kwestii mieszkania zaczynając, przez brak
                  informacji o konflikcie rodzinnym Twojego męża, poprzez założenie, że wszystko w
                  pracy i w życiu po ślubie będzie układało się całkiem ok. Ludzie często myślą,
                  że jeśli mają jakieś marzenia, że czegoś bardzo pragną - to wszystko to się samo
                  spełni.
                  Podchodzą do małżeństwa bardzo niepoważnie zapominając, że małżeństwo to
                  wyzwanie, wielki ciężar, obowiązki i odpowiedzialność. A napewno nie bajka.

                  I dlatego niestety masz tyle problemów i tyle przykrości Cię spotyka.
                  Myślę, że jeśli jesteś chodź trochę refleksyjna - sama dojdziesz do właściwych
                  wniosków i będziesz wiedziała co robić. Oczywiście, otrzymasz jeszcze wiele
                  pokrzepiających Cię poklepywań po pleckach i dobrych rad. Ja Ci współczuję - bo
                  za złe decyzje zwykle płaci się więcej niż za właściwe.

                  Jeśli faktycznie się kochacie - pokonacie wszystkie przeszkody. Razem/
                  Samej - obawiam się będzie Ci bardzo trudno/
                  Życze wielu sił
              • karolina443 Re: Z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 16:29
                > Większość myślących ludzi wie - że jest coś za coś - że za komfort mieszkania
                > na czyimś garbie, płaci się m.in. brakiem swobody,posiadaniem obserwujących i
                > krytycznych oczu teściowej i teścia.
                W tym momencie przesadziłeś, ponieważ jak widzisz nie mamy tego komfortu o
                którym piszesz a po drugie NIE mieszkamy na teściów garbie, wszystkie rachunki
                dzielone są na pół, teście płaca pół a my drugie pół. Kuchnie i łazienkę mamy
                oddzielnie, więc jak widzisz nie jesteśmy u nich na garnuszku.
                • glosatorr Re: Z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 21:32
                  > oddzielnie, więc jak widzisz nie jesteśmy u nich na garnuszku.

                  Czytaj uważnie. Nie napisałem, że mieszkacie na ich garnuszku ale na garbie.
                  Przynajmniej w moich stronach - to jest powiedzenie wskazujące, że jest się
                  uciążliwym bardziej niż garb. Gdybyście byli tam witani miło i z otwartymi
                  ramionami, nie napisałabyś tego jak wyglądają Wasze radosne rozmowy o niczym z
                  teściami, zaś teść po prostu by Cię bardzo kochał, jak swoją córkę.
                  Jest inaczej, prawda?
                  Ale ok - może kiedyś na spokojnie przemyślisz to co napisałem i coś zrobisz
                  poza użalaniem się jaki to zły los Cię spotkał.
                  Podoba mi się jeden cytat z mojej koleżanki: "Jak któraś chce zostać Matką
                  Teresą, to niech przynajmniej pamięta, że matka Teresa była radosna i cieszyła
                  się że poświęca się dla innych a nie narzekała, jaki ją zły los spotkał."

                  To Ci pozostawiam jako motto
          • remax2 A ja z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 15:20
            ... ze nie da się ze spokojem czytać tego co Ty napisałeś.

            Kim Ty jesteś, jaką masz wiedzę, jakie doświadczenie, że ferujesz takie mocne i
            ostateczne wyroki ??

            "Oboje nie jesteście dojrzali do związku"
            "Sytuacja w jakiej żyjecie, zmierza do klasycznego rozpadu związku."
            "Bez tego - nie ma najmniejszych szans."
            "Bo to już jest agonia..."
            itp.. itd..

            Wszystko to wiesz na 100% ? Wszystkiego jesteś pewny ? Nigdy sie w swoich
            osądach nie pomyliłeś ?

            Tak, to forum i każdy może pisać co mu się podoba i do głowy przyjdzie.

            Ale to nie festiwal krasomówstwa, ale czyjeś problemy.

            Bierzesz pod uwagę, że ktoś może wziąć Twoje pseudonaukowe wywody jako receptę
            na życie i wkuje sobie do głowy to co wszechwiedzący glosatorr napisał.

            Proszę Cię o odpowiedzialność za słowa.
            Słowem można człowieka wyleczyć, można i zabić... to frazes, ale prawdziwy

            pozdrawiam
            • glosatorr Re: A ja z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 15:39
              remax2 napisał:

              > ... ze nie da się ze spokojem czytać tego co Ty napisałeś.

              Ależ ja sobie z tego doskonale zdaję sprawę, że to co piszę, nie pozwala
              człowiekowi spokojnie przejść bez drgania na grdyce.
              Wiem to - bo ja sam musiałem czasami przyjąc prawdy niewygodne, taki chlust
              kubła zimnej wody na gorącą głowę - BY ZACZĄĆ MYŚLEĆ.

              Jeśli chce się tylko klepać po pleckach - to faktycznie, można pisac same
              rzeczy, na jakie czekają inni. Ale ja tak nie pisze.

              >
              > Kim Ty jesteś, jaką masz wiedzę, jakie doświadczenie, że ferujesz takie mocne
              i
              > ostateczne wyroki ??
              >
              Jestem mądrym meżczyzną - świadomym tego. To wystarcza.
              Ale wiesz co? Możesz olewać to co piszę - załóż, że jestem Pigmejem, który
              dorwał się do klawiatury i wymyśla wszystko. Nie mam nawet trzech klas szkoły
              podstawowej a tak wogóle jestem pomocnikiem felczera w dawnym PGR.
              Nie ufaj mi !

              > "Oboje nie jesteście dojrzali do związku"> itp.. itd..
              >
              > Wszystko to wiesz na 100% ?

              Tak - na 110%

              > Wszystkiego jesteś pewny ?

              Tego co napisałem? Tak - jestem pewny. Wątpliwości mam w trakcie pisania. Jak
              się zastanawiam. Czasami przedmówca niewiele napisał, wtedy pytam.
              Ale generalnie jak jestem czegoś pewny, to piszę z dużym poczuciem pewności.
              Ale jak mam watpliwości, albo czegoś nie jestem pewien - to pisze o tym. Używam
              wtedy takich słów "Może", "prawdopodobnie"
              etc.

              > Nigdy sie w swoich
              > osądach nie pomyliłeś ?
              >
              W osądach? Wielokrotnie!
              Ale tam gdzie byłem pewny swego - ani razu/

              > Tak, to forum i każdy może pisać co mu się podoba i do głowy przyjdzie.
              >
              Oczywiście - i jednych się słucha, innych się olewa - mnie można olewać.
              Nie pogniewam się - Ty też możesz na mnie nawet wirtualnie się obrazić, wpisać
              na listę troli i żyć dalej. Ale jak będziesz miał problem i zaczniesz czytac
              wypowiedzi Iksińskiego, Kowalskiej, Ykrekowskiej i Kaczyńskich - to Glosatorr
              też coś napisze (nie zawsze) i życie - tak, nie moje przekonanie, Twoje, Wiedza
              innych - ALE ŻYCIE POKAŻE - KTO MA RACJĘ - Ty, ja, On czy tamten z ostatniego
              wątku.

              > Ale to nie festiwal krasomówstwa, ale czyjeś problemy.
              >
              Wiem - a myślisz, że co - ja to robię bys mi tyłek lizał? Albo klepał po
              plecach? I mówił wszem i wobec - o Patrzcie, Glosator to równy gość.
              Nie - dzięki temu, że nie pisze pod publiczkę, że Ty nie musisz mnie kochać
              za to co pisze - mogę pisać to co uwazam w moim najgłębszym przekonaniu za
              słuszne. Mogę pisac o prawdach bolesnych, niewygodnych i smutnych.
              Mogę - prawda?

              > Bierzesz pod uwagę, że ktoś może wziąć Twoje pseudonaukowe wywody

              A gdzie są pseudonaukowe? Proszę o przykład!
              Obronię swoje poglądy ;)

              > jako receptę
              > na życie

              Ja nigdy nie daję recept na życie. Ja głosze swoje poglądy i mój punkt
              widzenia. Tak jak i Ty - na takich samych zasadach. Nas różni parę rzeczy - np.
              ja pisze to co wiem - Ty piszesz o swoich wątpliwościach. Łapiesz różnice?

              > i wkuje sobie do głowy to co wszechwiedzący glosatorr napisał.
              >
              Eeee - tu przesadziłeś ;)

              > Proszę Cię o odpowiedzialność za słowa.

              Ależ ja jestem odpowiedzialny za słowa. Gdybym nie był pisałbym tak jak Ty.

              > Słowem można człowieka wyleczyć, można i zabić... to frazes, ale prawdziwy
              >
              Jeszcze nikogo nie zabiłem słowem - zaś w wielui wątkach widać, że ludzie
              wiedzą iż ja wiem co piszę i to rzeczywiście może wkurzac tych, którzy
              wszędzie, nawet w sobie mają mase wątpliwości.
              Ale to Twój problem - nie mój - ja Cię z tego powodu nie obrażam i o to samo
              prosże.

              > pozdrawiam
              • remax2 Re: A ja z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 15:58
                No to szacunek pełny i czapki z głów, bo

                a)Po przeczytaniu iluś tam postów autorki i nie wysłuchaniu np ani jednego
                zdania jej męża potrafisz zdiagnozować całą prawdę o związku i jesteś jej pewny
                na 110%

                b)Nigdy w życiu gdy byłeś pewny swego się nie pomyliłeś

                c) w dodatku zupełnie nie dbasz o poklask i nie piszesz pod publiczkę

                d) jesteś zawsze odpowiedzialny za to co piszesz i jakie Twoje słowa mogą
                przynieść efekty

                w zaistaniałej sytuacji nie mam więcej uwag i pytań ;)

                > Ale to Twój problem - nie mój - ja Cię z tego powodu nie obrażam i o to samo
                > prosże.
                >

                obraziłem Cię ? jeśli tak, to w którym momencie ?
                • glosatorr Re: A ja z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 21:33
                  remax2 napisał:

                  > No to szacunek pełny i czapki z głów

                  Nie ma sprawy :-)
            • karolina443 remax2 dzięki za post 27.06.07, 16:17
              (jak w temacie)
              • remax2 Re: remax2 dzięki za post 27.06.07, 17:06
                odpisałem Ci na priv
          • karolina443 Re: Z przykrością musze stwierdzić... 27.06.07, 15:50
            > Może Ty wynajmij mieszkanie? Bo czmeu wracasz sama do rodziców?
            jak mam wynająć mieszkanie skoro nie pracuję?! A wracałam sam do rodziców, bo
            jak pisałam mąż po wypiciu w nerwach kazał mi "wypier.."

            > Zacznij pracować i ucz się samodzielności.
            Aktualnie jestem w trakcie poszukiwania pracy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka