Dodaj do ulubionych

CO Z TYM SEKSEM do cholery?

24.06.07, 14:21
mam męża od 2 lat, przed ślubem nasz seks wyglądał fantastycznie, kochaliśmy
się często w przeróżnych pozycjach i miejscach, w domu, po za domem, na łonie
natury np. w sadzie. Żadne z nas nie narzekało na brak cielesnej bliskości.
Potrafiliśmy się dowartościować, sprawić sobie nieziemską rozkosz. Byliśmy
szczęśliwi. I teraz krew mnie zalewa bo tego już nie ma!! Po ślubie udany seks
prysnął jak bańka mydlana. Nasze relacje popsuły się, częste kłótnie, nawet na
kila dni wyprowadzałam się z domu aby ochłonąć. Po ślubie nie czułam się już
tą najważniejszą osobą w jego życiu. Duży wpływ na niego zaczęli mieć koledzy
i to tacy, że z chęcią bym ich podusiła, wiem że go buntowali przeciwko mnie.
Wkurza mnie to, że mąż jest ślepy i nie widzi jacy oni naprawdę są, tylko
czyhają na to aż się rozejdziemy. Nawet przy mnie raz wyśmiewali się, że dał
się związać węzłem małżeńskim, dodam że oni wszyscy to kawalerowie. Zdarza
się, że czasem mąż nie okazuje mi należytego szacunku, potrafi w chwilach
złości brzydko do mnie mówić i to nie ważne czy na mnie jest o coś zły a czy
na kogo innego. Boli mnie to że nie mamy tego kontaktu z sobą co wcześniej,
brak mi naszycg długich rozmów, wspólnego spędzania czasu itd. Teraz nasze
życie wygląda o 180 stopni inaczej niż przed ślubem, jest o WIELE gorzej.
Teraz kochamy się tylko 3-4 razy na tydzień a czasem rzadziej. A przecież
kiedyś potrafiliśmy kochać się 4-5 razy dziennie. Brakuje mi tamtego seksu i
to cholernie bardzo. Aż we mnie wszystko chodzi z nerwów. Wiem, że jemu też
brakuje, ale jakoś nie potrafimy razem dość do porozumienia. Tylko ciągłe
kłótnie, nawet o byle co. Poważne rozmowy też nic nie dają, zresztą on nawet
nie chce rozmawiać a do seksuologa też nie chce iść. Chcę się z nim kochać ale
mam jakiś wewnętrzny/psychiczny hamulec, za dużo upokorzeń i przykrości
doznałam z jego strony. Dużo stracił w mych oczach, przede wszystkim stracił
moje zaufanie. Sama jestem na siebie zła, bo chcę się z nim kochać a nie
potrafię się przełamać. Przez przypadek odkryłam, że mąż onanizuje się ale nie
powiedziałam mu o tym, że wiem – pewnie robi to z braku częstego seksu do
którego oboje byliśmy przyzwyczajeni, mi również zdarza się masturbować o czym
z kolei on nie wie. Czasem jest tak, że on chce i ja a jak już zaczynamy grę
wstępną nagle go odpycham. Szlak mnie trafia!! Czemu tak jest, przecież
obydwoje tego chcemy a często jak przychodzi co do czego to ... nic z tego.
Obserwuj wątek
    • eeela Re: CO Z TYM SEKSEM do cholery? 24.06.07, 14:27
      Szlak mnie trafia!! Czemu tak jest, przecież
      > obydwoje tego chcemy a często jak przychodzi co do czego to ... nic z tego.


      Szlag.

      Nie do konca chyba na dobre forum trafilas. Wasze problemy bazuja na innych
      podstawach niz niedopasowanie seksualne. A 3-4 razy w tygodniu po paru latach
      zwiazku to bardzo przyzwoita norma.
      • zonka28 eeela 24.06.07, 14:34
        > A 3-4 razy w tygodniu po paru latach zwiazku to bardzo przyzwoita norma.

        Po paru latach? przecież dopiero dwa lata jesteśmy małżeństwem.
        I moim zdaniem 3-4 razy w tygodniu to nie jest wystarczająca ilość razy, o jest
        tego samego zdania co ja. 3-4 a nawet 5 razy to my potrafiliśmy się kochać w
        ciągu jednego dnia
        • eeela Re: eeela 24.06.07, 17:46
          Widocznie macie wybujale temperamenty, w czym nie ma oczywiscie nic zlego. Nie
          zmienia to faktu, ze czestotliwosc wspolzycia z biegiem lat spada i nic sie na
          to nie poradzi.
    • zonka28 Re: CO Z TYM SEKSEM do cholery? 24.06.07, 14:31
      > Przez przypadek odkryłam, że mąż onanizuje się ale nie powiedziałam mu o tym,
      > że wiem – pewnie robi to z braku częstego seksu do którego oboje byliśmy
      > przyzwyczajeni, mi również zdarza się masturbować o czym z kolei on nie wie.
      > Czasem jest tak, że on chce i ja a jak już zaczynamy grę wstępną nagle go
      > odpycham. Szlak mnie trafia!! Czemu tak jest, przecież obydwoje tego chcemy
      > a często jak przychodzi co do czego to ... nic z tego.

      A przecież uczucie cielesnej bliskości partnera jest o niebo przyjemniejsze niż
      to jakie mamy dzięki własnej dłoni. Nie wiem czemu tak się dzieje
      • lancelotte Re: CO Z TYM SEKSEM do cholery? 25.06.07, 17:30
        Psychiatra miałby pełne ręce roboty.4-5 razy dziennie -najlepszy dowcip jaki
        czytałem od wielu już lat.Proponuję poszukać fajnej pracy i zająć głowę czymś
        realniejszym.Powodzenia
        • zonka28 lancelotte 26.06.07, 12:42
          > Psychiatra miałby pełne ręce roboty.4-5 razy dziennie -najlepszy dowcip jaki
          > czytałem od wielu już lat.Proponuję poszukać fajnej pracy i zająć głowę czymś
          > realniejszym.

          Wiesz co śmieszy mnie ta twoja wypowiedź. Moim zdaniem nie potrzebny nam
          psychiatra!!
          I nie wiem co tu takiego śmiesznego, dowcipnego że kochaliśmy się 4-5 razy
          dziennie?? !!
          • zonka28 lancelotte 26.06.07, 12:44
            > Psychiatra miałby pełne ręce roboty.4-5 razy dziennie -najlepszy dowcip jaki
            > czytałem od wielu już lat.Proponuję poszukać fajnej pracy i zająć głowę czyms
            > realniejszym.

            czyżby zazdrość dupę ściskała, że ktoś potrafi tyle razy kochać się dziennie i
            tyle rozkoszy doznawać?
          • smutna_minka 4-5 razy dziennie??? 26.06.07, 12:51
            Chciałabym poznać takiego faceta, który może 4-5 razy dziennie.
            Niezły z niego ogier - był.

            Ale dla uściśnienia - 4-5 razy dziennie przeżywał orgazm czy 4-5 razy dziennie
            był w gotowości, żeby Cię zadowolić. Bo moim zdaniem to jest duża różnica.
            • te1109 Re: 4-5 razy dziennie??? 26.06.07, 13:34
              Panowie lubią się chwalić,wypiją dwa piwa,a chwalą się że osiem,złowią okonia 15cm
              w domu ma już 40,miał dwie kobiety w życiu,u jego schyłku kto by je zliczył.
              4,5 razy dziennie,a tu może ledwo raz i to po długim tarmoszeniu żony.
              • kraszan1 Re: 4-5 razy dziennie??? 26.06.07, 13:49
                Przecież ten post napisała kobieta...

                pzdr
                -K
                • te1109 Re: 4-5 razy dziennie??? 26.06.07, 13:55
                  kraszan1 napisał:

                  > Przecież ten post napisała kobieta...

                  wiem,coś nie tak z moim postem...
              • zonka28 te1109 26.06.07, 13:59
                > 4,5 razy dziennie,a tu może ledwo raz i to po długim tarmoszeniu żony.

                Widzę, że nie dowierzasz. Uważasz, że to nie możliwe kochać się tyle razy
                dziennie z ukochaną osobą? W moim przypadku tak było. Możesz wierzyć albo i nie
                ale ja pisze prawdę.
                I wcale nie musiał mnie tarmosić abym nabrała ochoty na seks.

                • te1109 Re: te1109 26.06.07, 14:11
                  kiedyś jak byłem młodszy też mogłem,teraz to tylko bym chciał móc tyle razy,
                  ocena moja być może była nie słuszna ale wynikała z moich obserwacji,a że tak
                  wyszło,sorki.
            • zonka28 Re: 4-5 razy dziennie??? 26.06.07, 13:55
              > Ale dla uściśnienia - 4-5 razy dziennie przeżywał orgazm czy 4-5 razy dziennie
              > był w gotowości, żeby Cię zadowolić. Bo moim zdaniem to jest duża różnica

              4-5 razy dziennie kochaliśmy się
              • kraszan1 Re: 4-5 razy dziennie??? 26.06.07, 14:06
                No oczywiście,
                rzecz jasna jak parowanie antymaterii na horyzoncie zdarzeń czarnej dziury.

                A tak z innej beczki: może się wystrzelaliście?

                pzdr
                -K
            • eeela Re: 4-5 razy dziennie??? 26.06.07, 23:29
              > Chciałabym poznać takiego faceta, który może 4-5 razy dziennie.
              > Niezły z niego ogier - był.

              Smutna_minko, zdarzaja sie tacy, i to chyba nie sa znow az tak rzadkie
              egzemplarze. Mnie sie trafialo i z poprzednim partnerem, i z obecnym, ze w
              trakcie jakiegos wyjazdu czy swiat spedzonych tylko razem, wyrabialismy taka
              norme :-) Ale to jedynie od swieta, nie regularnie.
              • kropkaw Re: 4-5 razy dziennie??? 27.06.07, 08:24
                > > Chciałabym poznać takiego faceta, który może 4-5 razy dziennie.
                > > Niezły z niego ogier - był.

                Z racji mojego niewielkiego doswiadczenia - poprzedni dlugoletni partner -
                wydawalo mi sie ze mezczyzni maja ochote na seks ZAWSZE, i do takiego zycia sie
                przyzwyczailam :) Teraz , moj obecny partner ma nieco mniejsze libido niz
                porpzedni, ale jak przyjdzie jakas okazja , wlasnie wyjazd lub dlugi weekend i
                duzo wolnego , romantycznie spedzanego czasu - to nadrabiamy i 4-5 razy dziennie
                tez nie stanowi dla niego problemu :)
                • eeela Re: 4-5 razy dziennie??? 27.06.07, 09:42
                  > Z racji mojego niewielkiego doswiadczenia - poprzedni dlugoletni partner -
                  > wydawalo mi sie ze mezczyzni maja ochote na seks ZAWSZE, i do takiego zycia sie
                  > przyzwyczailam :)

                  Mam podobne doswiadczenia :-) Z tym ze obecny partner nie ma mniejszego libido,
                  ale jest bardziej skoncentrowany na moich potrzebach, i czasem radzi sobie sam,
                  zamiast - jak poprzedni - gniewac sie i obrazac, ze tym razem nie mam
                  ochoty/spie/nie ma mnie w domu ;-)

                  Tak ze owszem, 4-5 albo i wiecej razy za dnia moge zaobserwowac, ze chlopu sie
                  chce - ale to normalne. Srednia wzwodow i czesciowych wzwodow na dobe u
                  mezczyzny to 20 razy, wiec i tak pewnie o wiekszosci nie wiem - kiedys zreszta
                  prowadzilam wyliczenia na forum Kobieta ;-) Ale w zyciu nie ma tyle czasu na
                  seks, to po pierwsze, po drugie stan fizycznej gotowosci mezczyzny nie znaczy,
                  ze za kazdym razem musi on miec seks. 4-5 razy dziennie nalezy sobie zostawic na
                  od swieta wlasnie, i niema co plakac i rozpaczac, ze to sie juz czesto ne
                  zdarza. Nie zdarza sie, bo tak jestesmy urzadzeni, ze na co dzien nie
                  potrzebujemy takiej ilosci seksu!


                  O, znalazlam moje stare wyliczenia, hihi :-)


                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=63011737&a=63017109
                  • kropkaw Re: 4-5 razy dziennie??? 27.06.07, 13:19
                    > O, znalazlam moje stare wyliczenia, hihi :-)

                    bardzo podobaja mi sie Twoje wyliczenia :))
                    musze chyba sama takie przeprowadzic, ciekawe jakie beda rezultaty ;>
      • elicostello Re: CO Z TYM SEKSEM do cholery? 26.06.07, 22:48
        A przecież uczucie cielesnej bliskości partnera jest o niebo przyjemniejsze niż
        to jakie mamy dzięki własnej dłoni. Nie wiem czemu tak się dzieje

        Mówiąc szczerze to nie wiem co powiedzieć, masturbacja nie jest obca ani Tobie
        ani Twojemu mężowi, jest sprawą naturalną i tyle.
        Z kolei może przestań szukać problemu tam gdzie go tak naprawdę nie ma.
    • al9 faceci którzy mogą 4 razy dziennie 26.06.07, 14:12
      przez dłuższy czas - nie istnieją..
      W pierwszej fazie zauroczenia, może później na wakacjach, romantycznych
      weekendach - jasne...
      ale na dłuższą metę... nie ma mowy. To jest częstotliwość ABSOLUTNIE nie do
      utrzymania. zreszta po co? Ilość się liczy? Czy bliskość i satysfakcja
      partnerki?
      Może to Ty, zonko 28 masz kłopot....
      al
      • smutna_minka Re: faceci którzy mogą 4 razy dziennie 26.06.07, 14:29
        jak tak czytam te wszystkie posty to dochodzę do wniosku, że wszyscy tutaj mamy
        nieudane życie seksualne w porównaniu do tego co miała zonka28.
        Składam wyrazy współczucia. Sobie też.

        :o)))
        • te1109 Re: faceci którzy mogą 4 razy dziennie 26.06.07, 14:58
          myślę że ilość stosunków w ciągu dnia zależy od wieku i z czasem będzie
          maleć,czy ilość przechodzi w jakość,kiedyś bym powiedział że tak, teraz to
          raczej nie,ale jak zaznaczyłem to wszystko zależy od wieku.
          • al9 Re: faceci którzy mogą 4 razy dziennie 26.06.07, 15:24
            no ale oprócz seksu moze warto razem pooglądać filmy, porozmawiać, wspólnie
            zrobić kolację....
            Jesli jeszcze sie pracuje, mysli czy wychowuje dzieci, ma sie jakieś hobby,
            spotyka się z przyjaciółmi, to doby nie starczy...
            Życie to nie tylko bzykanie!
            al
            • te1109 Re: faceci którzy mogą 4 razy dziennie 26.06.07, 15:33
              w umiarze siła,tak masz rację ja myślę tak że jeżeli dwoje ludzi łączy tylko
              seks to chyba jest to nudne i taki związek rozpadnie się prędzej lub
              później,seks bez więzi jest tylko czynnością czysto fizyczną.Pytanie czy gdyby z
              jakiegoś powodu nie byłoby możliwości kochania się przez dłuższy czas to co...
          • smutna_minka Re: faceci którzy mogą 4 razy dziennie 26.06.07, 15:24
            Przepraszam, ale jeśli chodzi o te 4-5 razy dzienne to jakoś nie chce mi się
            wierzyć. A gdzie czas na pracę, posiłki, spanie? To jakieś takie nierealne mi
            się wydaje.
            To pierwsza sprawa. A druga - naprawdę trudno mi sobie wyobrazić faceta, który
            mógłby tyle razy dziennie.

            A sama zdecydowanie bardziej wolę jakość niż ilość.
            • sagittka Re: faceci którzy mogą 4 razy dziennie 26.06.07, 15:28
              smutna_minka napisała:

              > Przepraszam, ale jeśli chodzi o te 4-5 razy dzienne to jakoś nie chce mi się
              > wierzyć. A gdzie czas na pracę, posiłki, spanie? To jakieś takie nierealne mi
              > się wydaje.
              > To pierwsza sprawa. A druga - naprawdę trudno mi sobie wyobrazić faceta,
              który
              > mógłby tyle razy dziennie.

              Realne, ale od czasu do czasu, czyli w jakiś taki wyjątkowo seksualny dzień.
              Natomiast regularnie dzień w dzień, to chyba tylko w pornobiznesie.
      • eeela Re: faceci którzy mogą 4 razy dziennie 26.06.07, 23:30
        > przez dłuższy czas - nie istnieją..
        > W pierwszej fazie zauroczenia, może później na wakacjach, romantycznych
        > weekendach - jasne...
        > ale na dłuższą metę... nie ma mowy. To jest częstotliwość ABSOLUTNIE nie do
        > utrzymania. zreszta po co? Ilość się liczy? Czy bliskość i satysfakcja
        > partnerki?

        Trafnie i jasno ujete :-)
    • glosatorr Re: CO Z TYM SEKSEM do cholery? 26.06.07, 15:36
      zonka28 napisała:

      > mam męża od 2 lat, przed ślubem nasz seks wyglądał fantastycznie,

      Witaj - generalnie jest tak, że w 99% wypowiedzi jakie tu są na tym forum, to
      zawsze jest era przed ślubem (cudowna) i po ślubie (on/ona się zmieniają).
      Ja zaczynam stawiac tezę - że w okresie przed ślubem - to żyje się w cudownej
      ekstazie, gdzie wszystko już jest nowe, wszystko jest euforią, wszystko jest po
      prostu zajebiste - a jak juz ludzie chcą brac ślub to biorą go wyłacznie
      dlatego, że myslą, iz ślub skuje ich niewidzialnym łąńcuchem albo ożywi to co
      już jest codzienne, stałe i niezmienialne.
      Mam drugą teorię - że w okresie przed ślubem, ludzi łaczy wyłacznie
      ZAUROCZENIE, a podejmuje się decyzję o ŚLUBIE - kiedy ludzie są święcie
      przekonani, że się KOCHAJĄ. Pomiędzy Zauroczeniem a Miłoscią - jest przepaść, a
      ten ślub jest taką kładką, która pozwala przejść między jednym a drugim.
      ZAUROCZENIE - to taka iluzja, bajka, gdzie wszystko jest cudowne, piekne - ale
      Miłość to już przede wszystkim orka - a o tym niewielu chce pamiętać.

      >kochaliśmy
      > się często w przeróżnych pozycjach i miejscach, w domu, po za domem, na łonie
      > natury np. w sadzie. Żadne z nas nie narzekało na brak cielesnej bliskości.
      > Byliśmy szczęśliwi.


      Rozumiem, że jak już byliście nasyceni w tym sadzie po tym
      superodlotowymnieziemskorajskimzajebiścieniesamowitym seksie - Ty byłaś
      szcześliwa. Bo piszesz ten list w swoim imieniu a nie piszecie go razem, prawda?
      To ja zadaję Ci pierwsze pytanie: PO CO BRALIŚCIE ŚLUB, jeśli byliście tak
      zajebiście szczęśliwi?

      > Po ślubie udany seks prysnął jak bańka mydlana.

      No i proszę - a teraz, post factum, kiedy już
      superodlotowynieziemskorajskizajebiścieniesamowity seks się skończył masz
      problem? Zadam kolejne pytanie: Czy Ty myslisz, że Miłość, Małżeństwo polega na
      tym, że w okresie przed ślubem - to jest to grzech a po ślubie już nie ma
      grzechu? Co się zmienia tak naprawdę przez akt ślubu? Czy wiesz? Komu bardziej
      zależało na śłubie - jemu czy Tobie? Kto bardziej do niego parl - on czy Ty?

      > Nasze relacje popsuły się, częste kłótnie,

      Z jakiego powodu?
      Nie napisałaś nic na ten temat?

      > Po ślubie nie czułam się już
      > tą najważniejszą osobą w jego życiu.

      I tu jest błąd Twój - już zaczynasz dostrzegać, że przed ślubem, facetowi na
      Tobie zależało, więc się starał. Ale po ślubie już nie musiał się starać bo?
      Bo uznał, że teraz już jesteście związani. To iluzoryczne złudzenie, ale tak
      właśnie niektórzy myślą - szukają tego momentu, kiedy kobieta już kwiczy na sam
      widok wzwodu u chlopaka a jak już dostaje swoje jest gotowa powiedzieć TAK
      przed ołtarzem. A potem kiedy już kobieta przykuta jest do penisa, "zakochana"
      można wrócić do kumpli i walnąc "piatkę" z okrzykiem - "zaklepana" a teraz po
      browarku.


      >Duży wpływ na niego zaczęli mieć koledzy
      > i to tacy, że z chęcią bym ich podusiła, wiem że go buntowali przeciwko mnie.

      Wiesz, a teraz zastanawiam się i strzelam - mlode jesteście, prawda? Ile lat?
      Ty pewnie gdzieś koło 20-22 on pewnie koło 25-26?
      Wiesz, jeśli faceta inny facet potrafi uformować i uksztaltowac widzenie jego
      kobiety, to oznacza jedno, że Twój facet nie ma jaj.
      I proszę - miałas superodlotowynieziemskorajskizajebiścieniesamowity seks ale
      tego nie zauwazyłaś? Nie było kumpli wcześniej?
      Nagle wyskoczyli zza krzaków? Spod śmietnika?

      > Wkurza mnie to, że mąż jest ślepy i nie widzi jacy oni naprawdę są,

      A wiesz co mnie wkurza? Że Ty tych kumpli i tego jaki jest Twój mąż nie
      zauważyłaś przed ślubem. Że pamiętasz szczegóły Waszych
      superodlotowynieziemskorajskizajebiścieniesamowitych seksualnych ekscesów, a
      nie pamiętasz, że : kumple i wcześniej byli, że on też im ulegał i słuchał i że
      może jest zdolny dać Ci superodlotowynieziemskorajskizajebiścieniesamowity ale
      jako partner, lojalnz i kochajcz Ciebie jest do luftu. I co teraz?

      > Nawet przy mnie raz wyśmiewali się, że dał
      > się związać węzłem małżeńskim, dodam że oni wszyscy to kawalerowie.

      Wiesz, nad tym sie powinnaś zastanowić - bo oni Ci dali sugestię.

      >Zdarza
      > się, że czasem mąż nie okazuje mi należytego szacunku,

      Jeśli czasami Ci to okazuje, to nie ma do Ciebie szacunku wogóle.
      A jeśli Cię nie szanuje - to oznacza, że dla niego jesteś wyłacznie
      potrzebna do superodlotowynieziemskorajskizajebiścieniesamowitego seksu.



      > brzydko do mnie mówi... jest o coś zły ... Boli mnie to że nie mamy tego
      >kontaktu z sobą co wcześniej, brak mi: długich rozmów, wspólnego spędzania
      >czasu itd. Teraz Chcę się z nim kochać ...stracił w mych oczach, przede
      >wszystkim stracił moje zaufanie.

      Przykro mi - naprawdę. Ale niestety musisz sobie powiedzieć to: A GDZIE JA
      SWOJE OCZY MIAŁAM?! NO GDZIE?

      >Czasem jest tak, że on chce i ja a jak już zaczynamy grę
      > wstępną nagle go odpycham. Szlak mnie trafia!! Czemu tak jest, przecież
      > obydwoje tego chcemy a często jak przychodzi co do czego to ... nic z tego.

      ODKRYWACIE WIELKĄ PRAWDĘ JAKĄ POWINNIŚCIE ODKRYĆ PRZED ŚLUBEM - JAKOŚĆ SEKSU
      ZALEZNA JEST OD SILY MIŁOŚCI BO JEST JEJ WYRAZEM. KIEDY NIE MA MIŁOŚCI, KIEDY
      ZAUROCZENIE SIĘ KOŃCZY, KIEDY DOCIERA PRAWDA O PRAWDZIWOŚCI UCZUĆ - WTEDY
      WIĘKSZOŚĆ LUDZI ZADAJE TWOJE PYTANIE - CZEMU SEKS JUŻ NIE SMAKUJE? CZEMU JUŻ
      NIE MA TEGO ODLOTOWOCZADOWEGO PRZEZYCIA? CO SIĘ SKOŃCZYŁO. A ja pozwolę sobie
      powiedzieć - w tym miejscu powinna zacząc rozkwitac miłość. Więc gdzie ona jest?
      No gdzie? A wogóle ona była?

      Witaj w realnym świecie wolnym od iluzji zauroczenia. Oto dotarło do Ciebie to,
      że Zauroczenie się skończyło a miejsca na Miłość już nie ma. I wtedy wszystko
      traci smak i pozostaje zdziwienie.
      Szczerze współczuję.
      • al9 glosatorr! 26.06.07, 16:40
        w 100% masz rację...
        Niestety - dla założycielki wątku...
        Bo bez przemodelowania życia, bez głębokiej zmiany, bez usamodzielnienia się -
        będzie TYLKO gorzej
        Pozdr
        al
      • zonka28 glosatorr 27.06.07, 01:39
        > Ty pewnie gdzieś koło 20-22 on pewnie koło 25-26

        ja mam 28, mąż 29

        szkoda mi czasu aby z Tobą dyskutować, bo widzę że nie wierzysz w to, że
        człowiek potrafi się zmienić nie do poznania (albo na lepsze, albo na gorsze).
        I nie pisz że ja niby wyszłam za mąż z zauroczenia, i dlatego aby przestać
        grzeszyć, bo seks w małżeństwie nie jest grzechem. To co napisałeś jest jedną
        wielką bzdurą!!!
        • glosatorr Czas przyszły niedokonany 27.06.07, 14:40
          zonka28 napisała:

          > > Ty pewnie gdzieś koło 20-22 on pewnie koło 25-26
          >
          > ja mam 28, mąż 29

          Czyli wciąż mentalnie dzieci ;)
          Przeczytałem Twój list uważnie, ten pierwszy otwierający Twój wątek i to co
          pisałaś dalej. I uwierz - ja rozumiem, że to co napisałem było bolesne.

          >
          > szkoda mi czasu aby z Tobą dyskutować,

          Oczywiście, że szkoda. I Twojego i mojego.
          Nie gniewam się z tego powodu zupełnie.
          NAwet dziękuję, że odpisujesz teraz, bo ja na Twoim miejscu
          bym się gorąco zastanowił nad jednym prostym pytaniem:
          PO CO JA TUTAJ WESZŁAM I SIĘ WYŻALIŁAM?!

          > bo widzę że nie wierzysz w to, że
          > człowiek potrafi się zmienić nie do poznania

          Nie - nie wierzę, że człowiek z którym parę lat jest cudownie
          a jak opisujesz te łóżkowe szaleństwa, to normalnie zimne ciarki po plecach
          chodzą a tu po ślubie, jakby jakiś dżin - wszystko zmienił na inne, no nie?

          > (albo na lepsze, albo na gorsze).

          NIE MA CUDÓW DZIEWCZONO - JEST WYŁACZNIE OPÓŹNIONA AKOMODACJA POSTRZEGANIA
          RZECZYWISTOŚCI. Wyjaśnić terminologię?

          > I nie pisz że ja niby wyszłam za mąż z zauroczenia,

          JA tylko napisałem to co wywnioskowałem z tego, co Ty napisalaś.

          > i dlatego aby przestać
          > grzeszyć, bo seks w małżeństwie nie jest grzechem.

          Ja wiem co piszę, ale Ty chyba mnie nie zrozumiałaś.
          Tak a propos, a wiesz, że w Kościele katolickim nawet seks przed ślubem
          może nie być grzechem?
          I najcżeściej nie jest?
          Ale to nie było tematem jaki chciałem Ci odstąpić gratis ;)

          > To co napisałeś jest jedną
          > wielką bzdurą!!!

          Jeśli takl myślisz - to zapamiętaj teraz słowa i potraktuj jak wróżbę.
          Jeśli tak odebrałaś to co napisałem jako odpowiedź to moge się z Tobą założyć,
          że któregoś dnia, jak będziesz siedzieć na zgliszczach swojego związku -
          wszystko to co ja napisalem przypomni Ci się. Ale mnie tu już nie będzie.
          OK? Potraktuj to jako zapowiedź czasów przyszłych.
    • zonka28 Re: CO Z TYM SEKSEM do cholery? 27.06.07, 01:51
      > Czy wiesz? Komu bardziej zależało na ślubie - jemu czy Tobie? Kto bardziej do
      > niego parl - on czy ty?

      OBYDWOJE! chcieliśmy ślubu, obydwoje w tym SAMYM stopniu do niego dążyliśmy! I
      to z MIŁOŚCI a nie z jakiegoś tam zauroczenia, które było na samym początku a
      później przerodziło się w miłość.
      a te 4-5 razy dziennie nie oznacza, że tak było dzień w dzień.

      > Czy Ty myslisz, że Miłość, Małżeństwo polega na tym, że w okresie przed ślubem
      > to jest to grzech a po ślubie już nie ma grzechu?

      I kogo Ty ze mnie chcesz zrobić pisząc te swoje spostrzeżenia? Widocznie jakąś
      20-22 latkę która nie wie co to prawdziwa miłość, której zależy tylko i
      wyłącznie na seksie, BZDURA!!
      To, że nasze relacje się pogorszyły jest następstwem wielu czynników, ale jakoś
      wspólnie próbujemy jakoś to wszystko przetrwać, zmienić na lepsze, jesteśmy
      dalej razem i nie myślimy o żadnym rozstaniu bo KOCHAMY się i tak łatwo nie
      zrezygnujemy z siebie i z tego co nas łączy, nie my pierwsi i nie ostatni mamy
      takie problemy, a Ty widzę że potrafisz tylko skrytykować, a przede wszystkim
      wymądrzyć się.
      • glosatorr Re: CO Z TYM SEKSEM do cholery? 27.06.07, 15:22
        zonka28 napisała:

        > > Czy wiesz? Komu bardziej zależało na ślubie - jemu czy Tobie? Kto bardzie
        > j do
        > > niego parl - on czy ty?
        >
        > OBYDWOJE! chcieliśmy ślubu,

        A wiecie po co chcieliście tego ślubu?
        :-)

        >obydwoje w tym SAMYM stopniu do niego dążyliśmy! I
        > to z MIŁOŚCI

        Acha - jeśli to byłoby prawdą, to po ślubie powinno być jeszcze lepiej niż
        przed ślubem - a Ty napisałaś coś calkiem odwrotnego ;)))
        To gdzie ejst prawda - w Twoim pierwszym mailu otwierającym wątek, czy teraz,
        kiedy pewne prawdy zaczynają do Ciebie docierać?

        > a nie z jakiegoś tam zauroczenia,

        Tu nie chodzi o "jakieś tam" zauroczenie.
        Ale o ZAUROCZENIE, jakiemu NADALIŚCIE (tak wynika z Twojego wyjąśnienia) NAZWĘ
        MIŁOŚĆ!

        > które było na samym początku a
        > później przerodziło się w miłość.
        > a te 4-5 razy dziennie nie oznacza, że tak było dzień w dzień.
        >
        A wiesz - ile razy się bzykaliście, gdzie, czy tyle to a tyle dziennie, w nocy
        czy tygodniowo - NIE MA NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA DLA LUDZI, KTÓRZY SIĘ KOCHAJA!
        ILOŚC, JAKOŚĆ, PRZYKŁADANIE NACISKU na CZESTOTLIWOŚĆ STOSUNKÓW - SEKSU - NIE
        MA ZNACZENIA jeśli ludzie się KOCHAJĄ.

        > > Czy Ty myslisz, że Miłość, Małżeństwo polega na tym, że w okresie przed ś
        > lubem
        > > to jest to grzech a po ślubie już nie ma grzechu?
        >
        > I kogo Ty ze mnie chcesz zrobić pisząc te swoje spostrzeżenia?

        TRZEŹWO MYŚLĄCĄ KOBIETE - wiem, wciąż budzi się we mnie naiwna istota wierząca,
        że jak ktoś zadaje pytanie, to chce uzyskać jak najlepszą odpowiedź.
        Przepraszam, ale teraz idiotę w sobie już schowałem a wyprowadzilem cynika ;)
        Może być?

        > Widocznie jakąś
        > 20-22 latkę która nie wie co to prawdziwa miłość,

        Pociesze Cię, że sa ludzie majacy i po 40 i 50 lat i nie tylko nie są zdolni do
        kochania ale nie wiedzą co to Miłość.
        29 -28 latkowie mogą nawet być niezdolni do kochania. ZA to moga mieć
        niesamowicieodlotowymegaodrzutowykosmiczniezajebisty sex - i to po 20 razy
        dziennie a w weekendy to nawet 4 razy po 2 razy, 8 razy raz po raz o pólnocy ze
        dwa razy i nad ranem jeszcze raz. Wiesz o tym?

        > której zależy tylko i
        > wyłącznie na seksie, BZDURA!!

        W którym miejscu?

        > To, że nasze relacje się pogorszyły jest następstwem wielu czynników,

        Jakich? To, że Twój facet Cie upokarza z kolegami?
        Nie szanuje Cie?

        > ale jakoś
        > wspólnie próbujemy jakoś to wszystko przetrwać,

        Życze powodzenia!

        > zmienić na lepsze,

        MIłość zmienić na lepsze? Nie ma lepszej rzeczy od Miłości.
        A przecież piszesz, że się tak bardzo kochacie!
        To jak Wy się kochacie?

        > jesteśmy
        > dalej razem

        I będziecie razem do rozwodu - napewno!
        Albo śmierć Was rozłączy! Wcześniej czy później.

        > i nie myślimy o żadnym rozstaniu bo KOCHAMY się

        No to jest cudownie!!!! GRatuluję, że tak się bardzo Kochacie, że jest między
        Wamk taka wzorcowa cudowna Miłość!

        ale... echem echem - to po jaki gwóźdź napisałaś i zaczęłaś ten wątek?
        Po jaką cholerę mi się chciało wogóle poświęcić 10 min by Ci odpowiedzieć?

        > i tak łatwo nie
        > zrezygnujemy z siebie

        A teraz piszesz w swoim imieniu czy Waszym?
        Bo to wielka różnica!
        Bo z tego co dotychczas pisałaś, wynika jasno, że Ty nie zrzezygnujesz z męża,
        ale z tego co też napisałaś wynika, że to iż mąż zrezygnuje z Ciebie to dla
        mnie kwestia czasu.

        >i z tego co nas łączy,

        A co Was łączy? Piszesz Miłość - tak?
        To czym dla Ciebie jest Miłość?
        Jaka jest ta Wasza Miłość?

        > nie my pierwsi i nie ostatni mamy
        > takie problemy,

        Wiesz? Coraz więcej osób ma takie problemy jak Wy.
        Ale spora grupa nie ma takich problemów jak Wy - wiesz czemu?

        > a Ty widzę że potrafisz tylko skrytykować, a przede wszystkim
        > wymądrzyć się.

        Nie - ja generalnie jestem myslącym człowiekiem i to co piszę jest wynikiem
        wielu procesó myślowych w tym analizy tekstu moich przedmówców. Więc to co
        napisałem było przemyślane a nie wymądrzone. Nie przepisywałem tego z książek.
        Ale Ty mogłabyś czasami pomysleć nad tym co sama piszesz i poczytać to ze
        zrozumieniem, co inni ci odpisują. Może wtedy dostrzegłabyś to co starasz się
        nie zobaczyć i oddzieliłabyś to w co tylko wierzysz?
        Życze powodzenia.
        • zonka28 glosatorr 28.06.07, 14:24
          > A wiecie po co chcieliście tego ślubu?

          Wiesz co denerwują mnie twoje pytania! Zwłaszcza to.
          Przed ślubem byliśmy z sobą parę ładnych lat, do ślubu obydwoje dążyliśmy w tym
          samym stopniu więc chyba każdy głupi by się kapnął jaki był powód zawarcia
          małżeństwa! Jak nie wiesz to Ci przeliteruję M I Ł O Ś Ć !!

          > Ale o ZAUROCZENIE, jakiemu NADALIŚCIE (tak wynika z Twojego wyjąśnienia) NAZWĘ
          > MIŁOŚĆ!
          Ciekawe w którym momencie mojej wypowiedzi wywnioskowałeś że ja uważam że słowu
          zauroczenie nadaliśmy nazwę miłość. Pewnie z tego cytatu:
          > > które było na samym początku a
          > > później przerodziło się w miłość.
          Jeśli tak to sobie źle to zinterpretowałeś. Ja nie wierzę w miłość od pierwszego
          wejrzenia, więc na pierwszym etapie związku jest zauroczenie drugą osobą a z
          czasem zakochuje się człowiek. Kim Ty jesteś?! Jasnowidzem czy co?! Nie znasz
          ani mnie ani mojego męża a wciskasz takie bzdury.

          > A wiesz - ile razy się bzykaliście, gdzie, czy tyle to a tyle dziennie, w nocy
          > czy tygodniowo
          za kogo ty mnie masz?, oczywiście że pamiętam! Nie byłam przecież wtedy pijana
          czy coś w tym stylu.

          > Przepraszam, ale teraz idiotę w sobie już schowałem a wyprowadzilem cynika ;)
          > Może być?
          Raczej Pana mądralińskiego co wszystkie rozumy zjadł, źle interpretującego moje
          wypowiedzi

          > 29 -28 latkowie mogą nawet być niezdolni do kochania. ZA to moga mieć
          > niesamowicieodlotowymegaodrzutowykosmiczniezajebisty sex - i to po 20 razy
          > dziennie a w weekendy to nawet 4 razy po 2 razy, 8 razy raz po raz o pólnocy
          > dwa razy i nad ranem jeszcze raz. Wiesz o tym?
          No i co tą wypowiedzią chcesz osiągnąć, poklask? Akurat w naszym przypadku ja 28
          mąż 29 JESTEŚMY zdolni do kochania, miłości ...

          Zauważyłam że czepiasz się każdej mojej wypowiedzi, każdą interpretujesz na swój
          sposób, często strzelając jak kulą w płot

          > To, że nasze relacje się pogorszyły jest następstwem wielu czynników,
          >> Jakich? To, że Twój facet Cie upokarza z kolegami? Nie szanuje Cie?
          Choćby nawet! A to mało?! Czy ty miałbyś ochotę na seks z partnerką która Cię
          nie szanuje itd.?! wątpię w to. No chyba ze sie sam nie szanujesz i pozwalasz na to.

          > To jak Wy się kochacie?
          Twoje niektóre pytania są śmieszne i banalne. Widocznie chyba to Ty nie wiesz co
          to MIŁOSC

          > ale... echem echem - to po jaki gwóźdź napisałaś i zaczęłaś ten wątek?
          a co nie wolno mi?

          > Po jaką cholerę mi się chciało w ogóle poświęcić 10 min by Ci odpowiedzieć?
          Nikt Ci nie kazał. Widocznie po to aby się powymądrzać.

          > Bo z tego co dotychczas pisałaś, wynika jasno, że Ty nie zrzezygnujesz z męża,
          > ale z tego co też napisałaś wynika, że to iż mąż zrezygnuje z Ciebie to dla
          > mnie kwestia czasu.
          Ciekawe w którym monecie napisałam że mąz chce ze mnie zrezygnować? To że teraz
          mamy taki problem nie oznacza że się rozejdziemy, że on ze mnie zrezygnuje!

          > Nie - ja generalnie jestem myslącym człowiekiem i to co piszę jest wynikiem
          > wielu procesó myślowych w tym analizy tekstu moich przedmówców. Więc to co
          > napisałem było przemyślane a nie wymądrzone.
          Widocznie źle przemyślane.

          > Ale Ty mogłabyś czasami pomysleć nad tym co sama piszesz i poczytać to ze
          > zrozumieniem, co inni ci odpisują.
          Ja również Ci to radzę

          • glosatorr Re: glosatorr 28.06.07, 15:00
            zonka28 napisała:

            > > A wiecie po co chcieliście tego ślubu?
            >
            > Wiesz co denerwują mnie twoje pytania!

            I słusznie - bo ja swoimi pytaniami pobudzam do myślenia.
            Osoby nieprzywykłe do myślenia mogą się straszliwie pieklić i denerwować moimi
            pytaniami.

            > Zwłaszcza to.
            > Przed ślubem byliśmy z sobą parę ładnych lat,

            Byliście razem - czy to znaczy, że Razem z Wami i między Wami była prawdziwa
            Miłość?

            > do ślubu obydwoje dążyliśmy w tym
            > samym stopniu więc chyba każdy głupi by się kapnął jaki był powód zawarcia
            > małżeństwa! Jak nie wiesz to Ci przeliteruję M I Ł O Ś Ć !!

            A teraz wiem, bo z tego co napisałaś w swoim pierwszym poście otwarcia wątku
            wynikało, że przyczyną i spoiwem Waszego związku był
            zajebościenieziemskodolotowy seks. O miłości nie było tam ani słowa poza
            deklaracją, że Ty go kochasz. Ale w opisie, wszystko co opisywałaś wskazywało,
            że tylko Ty go kochasz. Tak więc jeśli między dwojgiem ludzi jest Prawdziwa
            Miłość przed ślubem - ona jest i jest prawdziwa tym bardziej po ślubie.
            Stąd pytanie...

            >
            > > Ale o ZAUROCZENIE, jakiemu NADALIŚCIE (tak wynika z Twojego wyjąśnienia)
            > NAZWĘ
            > > MIŁOŚĆ!
            > Ciekawe w którym momencie mojej wypowiedzi wywnioskowałeś że ja uważam że
            słowu
            > zauroczenie nadaliśmy nazwę miłość. Pewnie z tego cytatu:
            > > > które było na samym początku a
            > > > później przerodziło się w miłość.
            > Jeśli tak to sobie źle to zinterpretowałeś. Ja nie wierzę w miłość od
            pierwszeg
            > o
            > wejrzenia, więc na pierwszym etapie związku jest zauroczenie drugą osobą a z
            > czasem zakochuje się człowiek. Kim Ty jesteś?! Jasnowidzem czy co?!

            Nie - jestem mężczyzną, z wysokim IQ, sporym doświadczeniem, intuicją
            wyćwiczoną i praktycznie sprawną oraz z wyjątkową zdolnością do analizy. Z niej
            żyję zresztą.
            Tak więc analizując cały (i wszystkie) Twoje teksty oraz powód dla jakiego
            zaistniał ten wątek - (zaczęłaś go TY) - dopiero teraz deklarujsz to co
            większość z tego co napisałaś wcześniej zaprzeczyło :-)
            No i to wkurzenie się - to też pewien symptom.

            > Nie znasz
            > ani mnie ani mojego męża a wciskasz takie bzdury.
            >
            Nie - nie znam, ale czytam to co piszesz Ty, w tym to co pisałaś o swoim mężu.
            I to mi wystarcza + Twoja reakcja teraz.
            Może bym uwierzyl w tę wielką Kosmiczną Miłość - gdybyś od tego zaczęła pisanie
            swojego wątku. Ale coś Ci przypomnę.
            Napisałaś sama: "Nasze relacje popsuły się, częste kłótnie, nawet na
            kila dni wyprowadzałam się z domu aby ochłonąć. Po ślubie nie czułam się już
            tą najważniejszą osobą w jego życiu. Duży wpływ na niego zaczęli mieć koledzy
            i to tacy, że z chęcią bym ich podusiła, wiem że go buntowali przeciwko mnie.
            Wkurza mnie to, że mąż jest ślepy i nie widzi jacy oni naprawdę są, tylko
            czyhają na to aż się rozejdziemy. Nawet przy mnie raz wyśmiewali się, że dał
            się związać węzłem małżeńskim, dodam że oni wszyscy to kawalerowie....Zdarza
            się, że czasem mąż nie okazuje mi należytego szacunku, potrafi w chwilach
            złości brzydko do mnie mówić i to nie ważne czy na mnie jest o coś zły a czy
            na kogo innego. Boli mnie to że nie mamy tego kontaktu z sobą co wcześniej,
            brak mi naszycg długich rozmów, wspólnego spędzania czasu itd. Teraz nasze
            życie wygląda o 180 stopni inaczej niż przed ślubem"

            Tak więc logika - nie muszę wiedzieć, jak Ty jesteś mądra, genialna, piękna i
            jaki jest Twój mąż - wskazuje, że jeśli teraz piszesz, że połączyła Was węzłem
            małżeńskim Miłość a teraz tuż po ślubie "Teraz nasze życie wygląda o 180 stopni
            inaczej niż przed ślubem" - to nawet przeciętnie inteligentny człowiek z jako
            taką wrażliwością, czytając to co napisałaś na poczatku wiedziałby - że to co
            Was połączyło to nie była Miłość, jeśli po slubie dochodzi do opisywanych przez
            Ciebie sytuacji. A 180stopniowym przeciwieństwem Miłości - jest wiesz co? Brak
            miłości. Niech to do Ciebie dotrze. Może zrozumiesz coś więcej?
            Wiem - to brutalna prawda.
            Ale łączy Was wyłacznie seks.



            > za kogo ty mnie masz?

            Teraz mam Cię za kobietę w szoku - broniącą się pazurami i rękami przed prawdą
            o swoim związku :-)
            może być?

            >, oczywiście że pamiętam! Nie byłam przecież wtedy pijana
            > czy coś w tym stylu.
            >
            Chwała Allachowi!

            > > Przepraszam, ale teraz idiotę w sobie już schowałem a wyprowadzilem cynik
            > a ;)
            > > Może być?

            > Raczej Pana mądralińskiego co wszystkie rozumy zjadł,

            Acha - bo nie wiesz co to znaczy Cynik - ok, będę Panem Mądralińskim, to takie
            niewinne ;))) A i na marginesie - ja swój rozum mam wiec nie musze innych
            konsumowac.

            > źle interpretującego moje
            > wypowiedzi
            >
            Nie - to Ty nie potrafisz się pogodzić z konsekwencją swoich własnych słów.
            Mnie wisi - tak, mi wisi to co dzieje się w Twoim zyciu.
            To Twoje życie. Ale jeśli się pytasz - dlaczego ono jest porąbane - to ja Ci
            odpowiadam: Z mojego punktu widzenia, to co nazywasz Miłością - prawdziwą
            Miłościa nie jest i nie było. I nie ma tu znaczenia - czy masz 28,29, 12 czy 50
            lat

            > > Wiesz o tym?

            > No i co tą wypowiedzią chcesz osiągnąć, poklask?

            A gdzie tam! Tu generalnie ludzi można podzielić na trzy grupy: pierwsza to Ci
            co mają problem i chca jego rozwiązania - Ci czytają i myslą. Druga grupa już
            ma wszystko rozkminione, ale wiedząc, że czasami trudno przełknąc gorzką
            pigułkę prawdy - Pisza i komentują, trzecia grupa ludzi - robi sobie ze
            wszystkiego jaja, bo im już wszystko jedno.
            Co do czytelników - to mozna podzielić ich też na trzy grupy: jedni klaszczą
            jak im się podoba tekst albo z nim się zgadzają, bo go rozumieją, inni się
            denerwują i chlasczą po pysku, bo się nie zgadzają, a jeszcze inni milczą i
            kombinują. Mi nie zależy na poklasku - ja jestem reprezentantem bojówki
            walczącej o pobudzanie szarych komórek do myslenia.

            > Akurat w naszym przypadku ja 2
            > 8
            > mąż 29 JESTEŚMY zdolni do kochania, miłości ...
            >
            Wiesz? Obawiam się, że macie wygórowane i mocno przesadzone zdanie na swój
            temat. Myślę, że jeszcze nie dojrzeliście do żadnego związku poważnego.
            Ja naprawdę czytam to co piszesz.

            > Zauważyłam że czepiasz się każdej mojej wypowiedzi, każdą interpretujesz na
            > swój sposób,

            Ja Cię po prostu uważnie czytam, analizuję każde Twoje zdanie i słowa, bo z
            analizy Twoich słów widzę więcej niż Ty sama widzisz. A Ty nie widzisz nawet
            tego, że sobie sama przeczysz - jedno opisujesz w jednym mailu a w innym temu
            przeczysz.
            A ja nie interpretuję Twoich słów - bo tu nie ma co interpretować. Ja po prostu
            pisze o tym co widzę na podstawie Twoich słów, deklaracji i tekstów. Ponieważ
            to ja pisze, tak więc pisże na swój sposób. Ja nie potrafię pisac na sposób
            Ziutka Iksińskiego Czy Gieni Kuciapińskiej - a Ty potrafisz tak?

            >często strzelając jak kulą w płot
            >
            Widząc Twoje zdenerwowanie, wiem - że strzelam w 9-kę :-)
            Co do 10-tki nie jestem pewien

            > > To, że nasze relacje się pogorszyły jest następstwem wielu czynników,
            > >> Jakich? To, że Twój facet Cie upokarza z kolegami? Nie szanuje Cie?
            > Choćby nawet! A to mało?! Czy ty miałbyś ochotę na seks z partnerką która Cię
            > nie szanuje itd.?! wątpię w to.

            Gdyby mnie moja partnerka (zawsze miałem piękne partnerki) nie szanowała,
            upokarzała, wykorzystywała - to bym ją wykopał na zbitą skorupę. Wiesz czemu?
            Bo ja nie kocham osoby, która mnie nie kocha. To jest prosta jak dwa plus dwa.

            > No chyba ze sie sam nie szanujesz i pozwalasz n
            > a to.

            Ja mam swoją dumę - więc ja twoich dylematów nie mam.

            >
            > > To jak Wy się kochacie?
            > Twoje niektóre pytania są śmieszne i banalne. Widocznie chyba to Ty nie wiesz
            c
            > o
            > to MIŁOSC

            Nie - ja wiem.

            >
            > > ale... echem echem - to po jaki gwóźdź napisałaś i zaczęłaś ten wątek?
            • zonka28 Re: glosatorr 29.06.07, 02:24
              > > Wiesz co denerwują mnie twoje pytania!
              > I słusznie - bo ja swoimi pytaniami pobudzam do myślenia.
              > Osoby nieprzywykłe do myślenia mogą się straszliwie pieklić i denerwować moimi
              > pytaniami.
              W tym momencie mnie obrażasz!! Nie znasz mnie a już takie osądy wypowiadasz na
              mój temat, że ja niby jesteś osobą nie przywykłą do myślenia, no dzięki za
              "komplement".

              I co tu w mojej wypowiedzi:
              > > Przed ślubem byliśmy z sobą parę ładnych lat,
              jest takiego ciężkiego do zrozumienia?? że głupio pytasz:
              > Byliście razem - czy to znaczy, że Razem z Wami i między Wami była prawdziwa
              > Miłość?
              Wiesz co widocznie to TY jesteś nieprzywykły do myślenia, skoro łapiesz mnie
              praktycznie za każde zdanie i trzeba Ci je interpretować bo samemu nie chce ci
              się pomyśleć o co chodzi.

              > A teraz wiem, bo z tego co napisałaś w swoim pierwszym poście otwarcia wątku
              > wynikało, że przyczyną i spoiwem Waszego związku był
              > zajebościenieziemskodolotowy seks. O miłości nie było tam ani słowa poza
              > deklaracją, że Ty go kochasz.

              Wiesz co, brak mi słów do Ciebie, każde słowo trzeba Ci wyjaśniać. Pokaż mi
              kawałek mojej wypowiedzi w której niby napisane jest czy tez zasugerowane jest
              że przyczyna naszego związku był seks?

              > O miłości nie było tam ani słowa poza deklaracją, że Ty go kochasz.
              Przecież skoro napisałam że go kocham to rzecz jasna że to miłość.

              > Ale w opisie, wszystko co opisywałaś wskazywało, że Ty go kochasz.
              Glosatorr czemu łapiesz mnie za każde słówko. Skoro ja pisze ten post to pisze
              go w swoim imieniu a nie w imieniu męża, i opisuję swoje a nie męża uczucia,
              odczucia itd. ale dla zaspokojenia Twojej ciekawości napiszę, że on też mnie kocha.

              > Tak więc jeśli między dwojgiem ludzi jest Prawdziwa Miłość przed ślubem - ona
              > jest i jest prawdziwa tym bardziej po ślubie.
              czyżbyś podważał prawdziwość miłosci jaka łączy mnie i mojego męża.

              > Tak więc analizując cały (i wszystkie) Twoje teksty oraz powód dla jakiego
              > zaistniał ten wątek - (zaczęłaś go TY)
              A ja żyję w samym środku tego co Ty analizujesz i chyba sama lepiej wiem jak jest.

              > I to mi wystarcza + Twoja reakcja teraz.
              nie które Twoje pytania mnie zdenerwowały, ale tylko dlatego że się pytasz o coś
              co dla mnie jest rzeczą jasną. I w pewien sposób pyt. te mnie dotknęły.
              Np.pytanie dlaczego chcieliśmy ślubu itp. Z MIŁOSCI naszej wspólnej w jednakowym
              stopniu, a Ty pytasz tak jakbyś nie wierzył w to że kocham męża, że on kocha
              mnie i tak jakbyś nie wierzysz w naszą miłość, przykro mi sie zrobiło.

              > jeśli teraz piszesz, że połączyła Was węzłem małżeńskim Miłość a teraz tuż po
              > ślubie "Teraz nasze życie wygląda o 180 stopni inaczej niż przed ślubem" - to
              > nawet przeciętnie inteligentny człowiek z jako taką wrażliwością, czytając to
              > co napisałaś na poczatku wiedziałby - że to co Was połączyło to nie była
              > Miłość, jeśli po slubie dochodzi do opisywanych przez Ciebie sytuacji.
              Nawet nie znasz przyczyn tych sytuacji? Obydwoje mieliśmy pracę, mieliśmy zamiar
              wynająć mieszkanie, niestety straciłam pracę, rzecz jasna że w takiej sytuacji
              finanse podupadły, więc zostaliśmy zmuszeni pozostać przez jakiś czas pod dachem
              męża rodziców. I tu się zaczęło, chore relacje z teściami, wtrącanie się,
              wyzywanie, uprzykrzanie życia itd. Na moich oczach teść upokarzał, wyzywał męża
              przy innych osobach. Mąż czuję sie emocjonalnie związany z ojcem, cierpi że
              ojciec tak z nim postępuje. Parę razy widziałam jak mąż płacze z powodu ojca.
              Wiem że jest mu ciężko, i po części rozumie że chce się wyrwać z domu, pobyć sam
              albo wypić z kumplem piwo. Gdy pokłóci się z ojcem, ma w sobie ogromną złość,
              wtedy prosi mnie abym zostawiła go samego bo boi się że w nerwach powie coś co
              będzie później żałował. Ja jestem uparta i nie zawsze zostawiam go samego,a
              wtedy czasem usłyszę nie odpowiednie słowa. Wiem, że nie chce mnie obrazić,
              zranić po prostu nerwy jest sfrustrowany tą całą sytuacją atmosfera jaka panuje
              w domu. Dochodzi między nami do kłótni, mniejszych, większych bo mi też jest
              ciężko mieszkać pod jednym dachem z teściami którzy wtykają nos w nie swoje
              sprawy i ubliżają. Ostatnio ja i mąż rozmawialiśmy i postanowiliśmy za wszelką
              cenę wynieść się od nich jak najszybciej i jak najdalej (moi rodzice chcą nam
              pomóc), bo ten układ w jakim obecnie żyjemy my + teście pod jednym dachem jest
              toksyczny dla naszego małżeństwa. Wczoraj mieliśmy poważną rozmowę mąż
              przeprosił mnie za swoje zachowanie, i poprosił abym cierpliwie przeczekała ten
              trudny okres, obydwoje musimy ochłonąć, uspokoi się, , bo żyjemy w ciągły
              stresie i stąd te kłótnie.

              > Ale łączy Was wyłacznie seks.
              nie tylko seks

              > Mnie wisi - tak, mi wisi to co dzieje się w Twoim zyciu.
              Skoro Ci wisi to przestań się wypowiadać. Nie rozpisuj się tak.
              Najważniejsze że mi nie wisi.

              > Obawiam się, że macie wygórowane i mocno przesadzone zdanie na swój
              > temat.
              I to stwierdziłes po tym jak napisałam że ja i mój mąż jesteśmy zdolni do
              kochania i miłosci.

              > Widząc Twoje zdenerwowanie, wiem - że strzelam w 9-kę :-)
              jesteś w błędzie

              > Ja mam swoją dumę - więc ja twoich dylematów nie mam.
              No to gratuluję, masz z czego się cieszyć.

              > to po jaki gwóźdź napisałaś i zaczęłaś ten wątek?
              Skoro uważnie czytasz to nie powtarzaj się
              • glosatorr Re: glosatorr 29.06.07, 11:54
                zonka28 napisała:

                > W tym momencie mnie obrażasz!!

                Ja Cię nie obrażam - to Ty się na mnie obrażasz. A za co?

                > Nie znasz mnie

                Pewnie, że Cię nie znam - ale widze co piszesz!

                > a już takie osądy wypowiadasz na
                > mój temat,

                Nie na Twój temat, ale na temat tego co piszesz.
                Jeśli nie chcesz by cię czytano - nie pisz.

                > że ja niby jesteś osobą nie przywykłą do myślenia, no dzięki za
                > "komplement".
                >
                Ależ prosże uprzejmie - ja pisałem ogólnie a Ty to wziąłaś do siebie, ale ok -
                jeśli tak myślisz, nic mi do tego.


                > Wiesz co widocznie to TY jesteś nieprzywykły do myślenia, skoro łapiesz mnie
                > praktycznie za każde zdanie

                Nie łapię Cię za kazde zdanie, ale analizuję to co piszesz. Czy wiesz na czym
                polega analiza?


                > Wiesz co, brak mi słów do Ciebie,

                Nie widze tego - unosisz się zamiast się zastanowić.

                > Pokaż mi
                > kawałek mojej wypowiedzi w której niby napisane jest czy tez zasugerowane jest
                > że przyczyna naszego związku był seks?

                Cała Twoja wypowiedz z pierwszego Twojego listu, którym uruchomiłaś ten wątek
                pokazuje na to. Przeczytaj to sobie jeszcze raz.

                >
                > > O miłości nie było tam ani słowa poza deklaracją, że Ty go kochasz.
                > Przecież skoro napisałam że go kocham to rzecz jasna że to miłość.
                >
                Nie - nie jest to rzecz jasna. To, że Ty kogoś kochasz nie oznacza, że ten kogo
                kochasz Ciebie kocha. A wszystko - podlreślam słowo wszystko - co opisałaś w
                zachowaniu swojego męża pokazuje, że albo on cie kocha niedojrzałą, poronioną
                miłością, która z Wielką Miłościa nie ma nic wspólnego, albo Ciebie nie kocha.

                > Glosatorr czemu łapiesz mnie za każde słówko.

                Nie łapię Cię - po prostu pokazuję palcem, dokładnie tak abyś to co pisze i do
                czego to sie odnosi dostrzegła. Powoli trace nadzieję, że tak się stanie, ale
                cóż - niech to będzie głos wołającego na puszczy.

                >Skoro ja pisze ten post to pisze
                > go w swoim imieniu a nie w imieniu męża,

                No właśnie - więc widzisz wyłacznie swój punkt widzenia. Ja staram się widzieć
                wszystko/.

                > napiszę, że on też mnie ko
                > cha.
                >
                A ja Ci mnówię, że Tobie się wydaje, że On Cię kocha. Wierzysz w to, to Cię
                podtrzymuje w jakiejś nadziei, zjaką tutaj przyszłaś szukając rady i wsparcia.
                Nie - wg. mnie nie kocha Cię, bo gdyby Cie kochał, nie byłoby Cię tutaj.
                Rozumiesz? Mnie Twoje życie i szczegóły pożycia nie interesują.
                Nie jestem ciekawski.

                > czyżbyś podważał prawdziwość miłosci jaka łączy mnie i mojego męża.
                >
                Oczywiście że tak - dziwne, że ciągle się dziwisz.

                > A ja żyję w samym środku tego co Ty analizujesz i chyba sama lepiej wiem jak
                je
                > st.
                >
                Naprawdę? To po co tutaj przyszlaś i zadałas swoje pytania?
                Jeśli wszystko jest ok i wiesz wszystko - zgaś komputer i idź przytulić się do
                meża i cieszcie się swoim szczęśliwym życiem a nie płacz tutaj, że Twoje życie
                po ślubie obróciło się o 180 stopni i jest źle!


                > nie które Twoje pytania mnie zdenerwowały,

                Czyli odniosły skutek - wciąż wierzę, że się zmusisz do refleksji.

                > I w pewien sposób pyt. te mnie dotknęły.
                Nie pytania Cię dotknęły, ale ich przemowa Cię poruszyła. Pytania były w sumie
                niewinne.

                > tak jakbyś nie wierzysz w naszą miłość, przykro mi sie zrobiło.
                >
                Mi też jest przykro, że Ty jeszcze nie widzisz, że Ty może i kochasz swojego
                męża, ale Twój mąż już Cię nie kocha, albo jego miłośc już umiera.
                Ja wiem, że to boli - kiedyś też to odkrywałem i wiem jak to boli. A posłańców
                złych wiadomości zawsze się nie lubi a czesto się ich zabija. Więc mnie woja
                reakcja nie martwi. Jest prawidłowa. I może kiedyś zrozumiesz, że taki kubeł
                zimnej wody, może jeszcze uratuje Twoje małżeństwo? Chociaż ja już w to nie
                wierzę.


                > Nawet nie znasz przyczyn tych sytuacji?

                Po co się tłumaczysz, jesli wszystko jest tak cudowne?
                A ja nie mam racji? Teraz siebie przekonujesz?
                100% małzeństw żyje w stresie większym niż Wy - ale gdy się Prawdziwie kochają
                kobieta czuje się kochana i wzajemnie małzonkowie się wspierają a nie
                mąż wyżywa się na żonie i traktuje ją namolnego kundla.

                > Skoro Ci wisi to przestań się wypowiadać. Nie rozpisuj się tak.
                > Najważniejsze że mi nie wisi.
                >
                Alez będę pisał a Ty możesz mnie ignorować - czemu mnie nie zignorujesz?
                Ja Ci powiem - bo Ty chcesz siebie przekonać - nie mnie - siebie!

                > > Widząc Twoje zdenerwowanie, wiem - że strzelam w 9-kę :-)
                > jesteś w błędzie
                >
                Nie.
                Uwierzę że się myliłem, jak tu się pojawisz za parę lat i powiesz, że jest o
                180 stopni lepiej niż dzisiaj.

                > Skoro uważnie czytasz to nie powtarzaj się

                Już przestaję - bo to walenie głową w mur.
                Pa
                • zonka28 Re: glosatorr 29.06.07, 12:23
                  > > Pokaż mi kawałek mojej wypowiedzi w której niby napisane jest czy tez
                  >> zasugerowane jest że przyczyna naszego związku był seks?

                  > Cała Twoja wypowiedz z pierwszego Twojego listu, którym uruchomiłaś ten wątek
                  > pokazuje na to. Przeczytaj to sobie jeszcze raz.

                  Owszem napisałam że przed ślubem mieliśmy cudowny seks ale nigdzie nie napisałam
                  że był on przyczyną zawarcia małżeństwa.

                  > A ja Ci mnówię, że Tobie się wydaje, że On Cię kocha. Wierzysz w to, to Cię
                  > podtrzymuje w jakiejś nadziei, zjaką tutaj przyszłaś szukając rady i wsparcia.
                  Jestem pewna że mnie kocha, tylko teraz przechodzi ciężkie chwile, tak jak i ja.

                  > Nie - wg. mnie nie kocha Cię, bo gdyby Cie kochał, nie byłoby Cię tutaj.
                  bzdura

                  > Naprawdę? To po co tutaj przyszlaś i zadałas swoje pytania?
                  po raz kolejny zadajesz to samo pytanie

                  > Mi też jest przykro, że Ty jeszcze nie widzisz, że Ty może i kochasz swojego
                  > męża, ale Twój mąż już Cię nie kocha, albo jego miłośc już umiera.
                  Nie pisz takich rzeczy, bo powtarzam po raz kolejny ja kocham męża a mąż kocha
                  mnie. Wiem o tym, czuję. Rozmawialiśmy na ten temat. I wiem

                  > I może kiedyś zrozumiesz, że taki kubeł zimnej wody, może jeszcze uratuje
                  > Twoje małżeństwo? Chociaż ja już w to nie wierzę.
                  dzięki za "miłe" słowa

                  Nigdy nie poczułam się jak "namolny kundel".

                  PA
    • yoric Re: CO Z TYM SEKSEM do cholery? 27.06.07, 15:45
      Podobnie jak wielu poprzedników mam pewne podejrzenia co do normy 4-5 razy
      dziennie. Potrafię sobie wyobrazić taki seks przez dzień, przez tydzień, no
      nawet przez miesiąc. Ale jestem pewien, że po miesiącu 5xdziennie, dzień w
      dzień, miałbym mocny przesyt - i doprawdy bardzo trudno uwierzyć mi, że takie
      'tempo' da się utrzymać bez znudzenia i znużenia przez dłuższy czas.

      W związku z tym pytanie: PRZEZ JAKI OKRES taka norma była systematycznie
      utrzymywana?

      Pozdrawiam
      • zonka28 yoric 28.06.07, 14:28
        > W związku z tym pytanie: PRZEZ JAKI OKRES taka norma była systematycznie
        > utrzymywana?

        no na pewno nie codziennie była taka wysoka norma, najczęściej była w weekendy,
        w tygodniu było rzadziej
    • frankhestain 4-5 razy dziennie 27.06.07, 15:54
      kiedy dwoje ludzi pracuje i prowadzi dom to nawet zakladajac ze wracaja o 18 do
      domu sprzatna i zjedza umyja sie itp. to pierwszy raz jest o 22 liczac godzine
      odpoczynku to ostatni raz jest ok 3 nad ranem i ok 7 trzeba wstac

      ja rozumiem ze 4/5 razy to w dni wolne ale nawet wtedy
      takiego tempa nie da sie utrzymac na dluzsza mete to nieralne musi przyjsc
      spadek i to jest normale jedyne co to trzeba to zaakceptowac wysyłanie faceta
      do seksuologa bo kocha sie 3/4 razy w tygodniu moze sie spotkac z lekcewazeniem

      co do reszty o kolegach zalach zlosciach itp to bardziej potrzebny wam jest
      psycholog i jemu i tobie

      • lilyrush Re: 4-5 razy dziennie 27.06.07, 16:19
        Odczepcie sie od 5 razy dziennie od czasu do czasu. Tak sie da i jest to
        możliwe, ale chyba najważniejsze tu jest to, ze tak właściwie nie o seks tu
        chodzi....

        Tu są kolosalne probemy innego typu a kwestia sesku to tlyko temat zastępczy. A
        im predzej autorka zda sobie z tego sprawę tym lepiej.
        • eeela Re: 4-5 razy dziennie 27.06.07, 17:23
          Ale autorka nie chce sobie chyba zdac z tego sprawy - popatrz, jak potraktowala
          Glosatora. Woli narzekac na 3-4 razy w tygodniu - na tym forum to brzmi jak
          gorzka ironia ;-)
          • anais_nin666 Re: 4-5 razy dziennie 27.06.07, 17:33
            eeela napisała:

            > Ale autorka nie chce sobie chyba zdac z tego sprawy - popatrz, jak potraktowala
            > Glosatora. Woli narzekac na 3-4 razy w tygodniu - na tym forum to brzmi jak
            > gorzka ironia ;-)

            Ano właśnie.
            Po przeczytaniu o tych marnych 3-4 razach w tygodniu szczerze sie rozesmiałam...
          • zonka28 eeela 28.06.07, 14:31
            > Ale autorka nie chce sobie chyba zdac z tego sprawy - popatrz, jak potraktowala
            > Glosatora.

            co masz na myśli?
            • nie_alicja Re: eeela 03.07.07, 14:41
              abstrahując od meritum - autorka wątku chyba jako pierwsza wskazała na
              gadulstwo Glosatora, który zaiste bardzo lubi nadinterpretować i rozdmuchiwać
              swoje posty do rozmiarów niebotycznych.
              przyznam, że to chyba jeden z niewielu piszących, których twórczość czytam co
              trzeci akapit - i to jak mi starczy cierpliwości ;-)
              • glosatorr Wracając do meritum 03.07.07, 15:18
                nie_alicja napisała:

                > abstrahując od meritum

                To błąd, bo czytając co trzeci wiersz, niczego nie rozumiesz.
                Ale jak ktoś ma trudność z czytaniem, to ma generalnie problem
                na Forum.

                > - autorka wątku chyba jako pierwsza wskazała na
                > gadulstwo Glosatora,

                No widzisz - autorka wątku tak jak i Ty ma inny zupełnie problem.
                Napewno nie gadulstwo.

                > który zaiste bardzo lubi nadinterpretować i rozdmuchiwać
                > swoje posty do rozmiarów niebotycznych.

                Nie - ja pisze w sposób wyczerpujący temat. Ja rozumiem, że to jest denerwujące.

                > przyznam, że to chyba jeden z niewielu piszących, których twórczość czytam co
                > trzeci akapit - i to jak mi starczy cierpliwości ;-)

                Widzisz , Twój brak cierpliwości to Twój problem.
                Ale czytając co trzeci akapit niczego nie zrozumiesz.
                W ten sposób np. nie zrozumies również tego co napisałem.
                Ale nieszkodzi - Ci co rzeczywiście chca coś wiedzieć
                przeczytają. Ty nie musisz.
                • nie_alicja Re: Wracając do meritum 04.07.07, 13:37
                  haha... glosator pieknie zilustrował mój post :-)
                  • zdezorientowana4 Re: Wracając do meritum 05.07.07, 21:43
                    no i mial racje. szukanie prawdy to odkrywanie glebi sprawy, a nie wyluskiwanie
                    tego,co jestesmy w stanie zaakceptowac.
                    i ja mysle,ze autorce watku analiza glossatora dala jednak do myslenia.
                    • zonka28 Re: Wracając do meritum 05.07.07, 22:19
                      > i ja mysle,ze autorce watku analiza glossatora dala jednak do myslenia.

                      źle myślisz, glossator bardziej NADinterpretował moje wypowiedzi, dużo razy
                      strzelał jak kulą w płot niż do samego meritum tej sprawy.
              • zonka28 Re: meritum sprawy 05.07.07, 22:22
                zgadzam się jak najbardziej z wypowiedzią nie_alicji:

                > abstrahując od meritum - autorka wątku chyba jako pierwsza wskazała na
                > gadulstwo Glosatora, który zaiste bardzo lubi nadinterpretować i rozdmuchiwać
                > swoje posty do rozmiarów niebotycznych.
                • zdezorientowana4 Re: meritum sprawy 06.07.07, 09:40
                  zdziwiloby mnie, gdybys sie nie zgodzila haha :-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka