27.09.07, 09:17
Powiedzcie mi co kobiety widzą w brylantach ?????

Jestem facet i nie potrafię załapać jak można sie podniecać jakimś
świecidełkiem, którego jedyną zaletą jest to, że się ładnie świeci.
No i jeszcze cholernie dużo kosztuje.
Tak mnie wzięło na przemyślenia jak w wątku obok (tym o
prezentach)przeczytałem post, że kobieta wolałaby zamiast bielizny kawałem
świecidełka pod tytułem brylant.

Można powiedzieć, że ma duża wartość i zawsze można go sprzedać ale skoro tak
to powiedz mi to wprost, założę Ci lokatę na jakimś funduszu i nie dość, że
kasę będziesz miała już sama kasę, w dodatku jeszcze będzie się stale
powiększała jej wartość.

W życiu moja żona dostała ode mnie dwa pierścionki tzw pierwszy i ostatni
...zaręczynowy.
Kupiłem jej niejeden łańcuszek, wisiorek, kilka par kolczyków ale pierścionki
jakoś do mnie nie przemawiają, a te z brylantami już w szczególności. Jak chce
niech sobie sama kupi.

A jako że laik jestem i brylanta od cyrkonii gołym okiem nie odróżnię to po
jaką cholerę wydawać tyle kasy na świecidełko skoro i tak tak samo będzie się
błyszczało ?????????????????

Nie lepiej w to miejsce pojechać w jakieś egzotyczne miejsce ??? i spędzić
cudowne 2 tygodnie ????

Wytłumaczcie mi to jak pięciolatkowi.
Plizzzzzz :))).

Avide.
Obserwuj wątek
    • consummatum.est Re: Brylanty 27.09.07, 09:20

      Kurczę, nie wiem co w tym jest, a więc nie wytłumaczę Ci,
      ponieważ mnie to nie kręci wcale :)
    • dadaczka a mnie kręcą :-) 27.09.07, 10:08
      przyznaję się bez bicia. Tzn. w tym sensie, że podobają mi się,
      uważam je za wyjątkowe i chciałabym mieć. Ale bez wariactwa, jak nie
      będę miała, to mniej szczęśliwa przez to nie będę (w ogóle głęboko w
      to wierzę, że przedmioty i pieniądze szczęścia nie dają, mogą co
      najwyzej ulatwiać życie). Na tej samej zasadzie chciałabym mieć np.
      parę obrazów albo innych pięknych rzeczy.

      Dlaczego? Bo są wyjątkowe i niepowtarzalne. Na pierwszy rzut oka
      wyglądają rzeczywiście jak cyrkonie lub kryształy, ale jak się już
      trochę z nimi poobcuje, to widać ogromną różnicę. Dobrze
      oszlifowany, przyzwoitej klasy brylant (czyli diament w szlifie
      brylantowym) ma w sobie ogień, życie, którego nie ma żaden inny
      kamień. Na pozór chłodny, w głębi żyje i jest gorący (jakieś
      skojarzenia? ;-)) To nie są przesadzone, poetyckie określenia - tak
      naprawdę jest.

      Już trochę wprawione oko odróżni biżuterię z diamentów od tej z
      innych mniej (lub nie-) szlachetnych kamieni. Żadna inna nie ma
      takiego blasku.

      Ze względu na swoją urodę i wyjątkowość, której pochodną jest cena
      (a ceny diamentów były, są i zapewne będą wysokie) diament daje
      poczucie wyjątkowości i luksusu - tak, jak każde dobro luksusowe. To
      mniej więcej tak jak dla mężczyzny dobry samochód. Zresztą dla
      każdego ten luksus jest w czymś innym, jedni kupują samochody, inni
      gadżety typu najnowszy laptop lub komórka, kobiety biżuterię, ciuchy
      lub torebki, jeszcze inni w ramach luksusu podróżują, a wielu
      docenia aparaty fotograficzne lub inny sprzęt dla realizacji swoich
      pasji. Znam też (i poważam) takich, dla ktorych najbardziej
      pożądanym luksusem jest wiedza i ksiązki, a dla innych jeszcze
      luksusem jest wolny czas. Ale jeśli Twoja kobieta docenia diamenty,
      to prezent z diamentem jest dla niej swiadectwem czegoś wyjątkowego -
      również z Twojej strony. Moim zdaniem clou jest w tej wyjątkowości.

      Muszę przyznać, że mężowie kilku moich koleżanek mają mi za złe
      moją "diamentową" pasję ;-)) :D Ale z drugiej strony, po odebraniu
      pewnej edukacji, zaczynają patrzeć i mówić o diamentach z większym
      szacunkiem.
      • lilyrush Re: a mnie kręcą :-) 27.09.07, 11:02
        Kilka lat temu napisałabym dokładnie tak, jak ty Avide :-) Nawet
        pamietam oddech ulgi mojego jeszcze-męza jak pwoiedizałam,z ewcle
        nie potrzeuje pierścionka zarczynowego z brylantem.

        Teraz porzychylam sie do zdania dadaczki:

        dadaczka napisała:

        > Ze względu na swoją urodę i wyjątkowość, której pochodną jest cena
        > (a ceny diamentów były, są i zapewne będą wysokie) diament daje
        > poczucie wyjątkowości i luksusu - tak, jak każde dobro luksusowe.
        [...] Ale jeśli Twoja kobieta docenia diamenty,
        > to prezent z diamentem jest dla niej swiadectwem czegoś
        wyjątkowego -
        > również z Twojej strony. Moim zdaniem clou jest w tej
        wyjątkowości.


        Może do brylantów, jak i do wielu rzeczy w życiu trzeba dojrzec?
    • yoric Re: Brylanty 27.09.07, 11:28
      To jest coś w stylu ogona pawia (ale nie do końca), trochę handicap principle,
      ale też nie do końca.

      Samiec musi zamanifestować jakoś swoją wartość. Musi to zrobić w sposób trudny
      do podrobienia, a więc kosztowny. Tylko najsprawniejsze samce będą w stanie
      śpiewać głośne pieśni godowe, mieć najjaskrawsze upierzenie itd. i nadal uciec
      drapieżnikom.
      Samiec ofiarując samicy kosztowne zasoby pokazuje po pierwsze, że jest tak
      fajny, tak sprawny w pozyskiwaniu zasobów, że może sobie pozwolić na
      rozrzutność, a i tak sobie poradzi. Takie fajne ma geny.
      Po drugie, pokazuje, że chce inwestować akurat w tę partnerkę - jeśli każda
      samica jako wstępu do związku będzie wymagać takiej ofiary, samca nie będzie
      stać na niewierność.

      Pozdrawiam
      • glamourous Re: Brylanty 27.09.07, 12:31
        Fajne wytlumaczenie, yoric.

        A ja tak z troche innego punktu widzenia. Brylanty to swojego
        rodzaju legenda. Od pokolen mityzowane, opiewane w filmach, w
        piosenkach jako "the best girl's friends" itp, sa symbolem luksusu,
        prestizu, kobiecej wartosci, glamouru, oraz sily milosci mezczyzny
        itp. Czyli tych wszystkich legend i kultow ktorymi karmi sie nas,
        kobiety, wlasciwie od kolyski. Brylanty sluza kobietom wylacznie do
        samodowartosciowania sie. Takie myslenie "nosze cenne rzeczy, wiec
        jestem cenna". Bo tak naprawde ich estetyka nie rzuca sie przeciez
        az tak bardzo w oczy, zeby warte to bylo swojej ceny. Dokladnie tak
        jak to pwoiedzial Avide : swiecace kamyki. Tak bogiem a prawda
        uwazam, ze o wiele wieksza wartosc dekoracyjna jako bizuteria maja
        np. perly.

        I nie do konca jest prawda, ze wprawne oko odrozni brylant od
        cyrkoni itp, itd. Moze i odrozni, ale KTO zada sobie trud ogladania
        przez lupe naszego pierscionka lub wisorka? Zapewniam, ze nikt. Co
        najwyzej moze ktos nas kiedys raz zapyta, czy to aby brylant...;-)

        Poza tym po co kobiecie diamentowa kolia, skoro na codzien nosi
        zwykle ubrania, chocby nawet wizualnie fajne i eleganckie, ale
        kupione w zwyklych sklepach? Diamenty trzeba przeciez tez z CZYMS
        nosic.

        Tak wiec ja wychodze z zalozenia, ze jesli nie jestem pania Kulczyk
        i dopoki nie stac mnie na ubieranie sie od stop do glow w ciuchy od
        wielkich kreatorow, to nie ma co sie silic na noszenie brylantow.
        Poki co wiec na razie wystarcza mi bizuteria z moich ulubionych
        krysztalow od Swarovskiego ;-), ktore ponoc, jako jedyne na swiecie
        sa szlifowane tak, ze do zludzenia przypominaja diamenty ;-)
        • misssaigon Re: Brylanty 27.09.07, 12:37
          glam, mozna nosic zegarek - reklamowke browaru jak nasz Prezydent a mozna i
          Omege - co za roznica?

          ja jestem swiadoma snobka i nie obchodzi mnie specjalnie czy ktos zauwazy, ze
          mam Longinesa na reku - wystarczy mi, ze ja to wiem:PPPPP
          • glamourous Re: Brylanty 27.09.07, 13:45
            > misssaigon napisała:

            wystarczy mi, ze ja to wiem:PPPPP

            Czyli samodowartosciowanie sie jednak ;-) Nie wytykam nic i nie
            wypominam, poniewaz sama chcac niechcac reprezentuje ten typ
            myslenia - lubie markowe rzeczy : torebki, zegarki itp... Uwazam np.
            ze tekstylne torebusie, plastikowe zegarki "no name", okulary
            sloneczne z ulicznego stojaka, czy buty z Deichmana przystoja moze
            dwudziestolatkom, ale juz na przyklad kobieta kolo trzydziestki
            powinna troche bardziej sie "cenic". Stad tez sama w tej materii,
            jesli tak na to spojrzec, jestem snobka, bo nie cierpie tandety ;-)

            Ale brylantowa kolia to juz zupelnie inna bajka i inny poziom
            luksusu niz noszenie zegarka Gucci, czy torebki Prady do codziennych
            jeansow, chyba przyznasz?

            Przynajmniej ja to tak postrzegam :-) Moze po prostu dlatego ze
            brylanty nie robia na mnie najmniejszego wrazenia, ich urode uwazam
            je za troche przereklamowana. Za to np. perly w bialym zlocie
            zwalaja mnie z nog ;-)
        • dadaczka Re: Brylanty 27.09.07, 17:25
          glamourous napisała:

          > Brylanty sluza kobietom wylacznie do samodowartosciowania sie.
          Takie myslenie "nosze cenne rzeczy, wiec jestem cenna". Bo tak
          naprawde ich estetyka nie rzuca sie przeciez az tak bardzo w oczy,
          zeby warte to bylo swojej ceny. Dokladnie tak
          > jak to pwoiedzial Avide : swiecace kamyki.

          No to najpierw technicznie, merytorycznie co do samodowartosciowania
          na koniec: absolutne sie nie zgadzam. Lubie brylanty, bo sa piekne i
          ze wzgledu na swoja wartosc czesto rowniez wyjatkowo oprawiane. Ale
          jak wiadomo (i widac ;-) poczucie piekna jest bardzo subiektywne.


          Tak bogiem a prawda
          > uwazam, ze o wiele wieksza wartosc dekoracyjna jako bizuteria maja
          > np. perly.
          >
          > I nie do konca jest prawda, ze wprawne oko odrozni brylant od
          > cyrkoni itp, itd. Moze i odrozni, ale KTO zada sobie trud
          ogladania
          > przez lupe naszego pierscionka lub wisorka? Zapewniam, ze nikt. Co
          > najwyzej moze ktos nas kiedys raz zapyta, czy to aby brylant...;-)
          >


          zapewniam, ze nie trzeba ogladac przez lupe :-) Choc oczywiscie
          zalezy to rowniez od wielkosci brylantu. No, moze w pojedynczym
          malym brylanciku roznica nie bije po oczach. Ale juz wiele malych
          brylancikow w jednym wyrobie robi wrazenie - daje wlasnie ten blysk,
          kazdy z tych drobizdzkow zalamuje swiatlo, te zalamanie nie sa
          takie "płaskie" jak przy innych kamykach. A przy wiekszych
          kamieniach roznica jest ewidentna. Dla troche juz wprawionego oka.

          BTW gdzies czytalam w jakims anglojezycznym poradniku dotyczacym
          stroju biznesowego porade, ze jak cie nie stac na diamenty, to nie
          zakladaj niczego, co by je udawalo, bo jednak wiekszosc ludzi widzi
          roznice. Dotyczy to oczywiscie USA czy Wlk.Brytanii i stroju dla
          okreslonych grup zawodowych, tam po prostu diamenty sa znacznie
          bardziej powszechne niz u nas, wiec i wiedza o nich jest wieksza. W
          USA np. pierscionek zareczynowy tradycyjnie powinien byc z diamentem
          i jego wartosc, o ile pamietam, powinna odpowiadac +/- 3-
          miesiecznemu wynagrodzeniu narzeczonego - taki zwyczaj.

          > Poza tym po co kobiecie diamentowa kolia, skoro na codzien nosi
          > zwykle ubrania, chocby nawet wizualnie fajne i eleganckie, ale
          > kupione w zwyklych sklepach? Diamenty trzeba przeciez tez z CZYMS
          > nosic.

          hmmm a kto mowi o kolii?? dyskretny wisiorek, pierscionek lub
          branzoletka z niewielkimi diamencikami bardzo dobrze sie komponuja z
          roznymi ciuchami. A jeden wiekszy diament noszony jako pierscionek
          zareczynowy to klasyka taka jak sznurek bialych perel na szyi
          (polecam zreszta polaczenie perel i diamentow, jedno podkresla blask
          drugiego; zauwaz, ze o jakosci perel swiadczy rowniez brylancja ;-))

          > Tak wiec ja wychodze z zalozenia, ze jesli nie jestem pania
          Kulczyk
          > i dopoki nie stac mnie na ubieranie sie od stop do glow w ciuchy
          od
          > wielkich kreatorow, to nie ma co sie silic na noszenie brylantow.
          > Poki co wiec na razie wystarcza mi bizuteria z moich ulubionych
          > krysztalow od Swarovskiego ;-), ktore ponoc, jako jedyne na
          swiecie
          > sa szlifowane tak, ze do zludzenia przypominaja diamenty ;-)
          >

          e tam do zludzenia. Moze maja szlif brylantowy, owszem, ale zaraz do
          zludzenia ;-)

          No wiesz, to troche jak z perfumami. Jak mnie nie stac na kreacje
          od Diora, to nie powinnam uzywac perfum Diora albo powinnam uzywac
          ich podrobek (przeciez pachna podobnie)? Oczywiscie, jak mnie nie
          stac na perfumy Diora, moge rownie dobrze pachniec dezodorantem
          Nivea - i tez jest przyjemnie (przynajmniej mnie). Ale jak akurat
          mnie stac na te perfumy, to nie moge ich miec, bo mnie nie stac na
          kreacje od Diora? A wlasciwie dlaczego, skoro lubie ich zapach?
          (akurat Diora niekoniecznie, ale cos tam innego by sie znalazlo)

          A teraz co do samowartosciowania: kompletnie tego nie rozumiem. Jak
          sama zauwazasz, osoba, ktora nosi diamenty nie przeglada sie w
          cudzych oczach, bo inni czesto nie zdaja sobie sprawy, ze to
          diamenty albo jaka maja wartosc. A co do wlasnej wartosci: kurcze
          lubie diamenty, ale swoja wartosc i zrodlo dobrej (lub zlej)
          samooceny postrzegam zupelnie gdzie indziej, wg. innych kryteriow.
          To raczej kwestia priorytetow zyciowych. Dla moich dzieci obojetne
          jest czy nosze diamenty, szkielka czy piorka. A zrodlem mojego
          dobrego (lub nie) samopoczucia i dowartosciowania sie sa przede
          wszystkim one, bo najwazniejsza dla mnie w zyciu rola jest rola
          matki. Wazne jest dla mnie dowartosciowanie zawodowe (no, to sie
          teoretycznie przeklada na diamenty, bo jak mnie cenia zawodowo to
          moze i na diamenty mnie stac ;-)), wazne relacje z bliskimi.
          Diamenty sa tylko przedmiotem mojej pewnej fascynacji, ktorej zrodla
          sa czysto estetyczne: spodobal mi sie kiedys pewien pierscionek,
          zdziwilam sie, ze taki drogi, dociekalam dlaczego i tak krok po
          kroku weszlam w ten temat. A ze akurat glebiej niz przecietni ludzie
          wchodza - to juz zupelnie inna historia :-) W kazdym razie ja je
          lubie, choc moge zyc bez nich. Tak, jak moge zyc bez luksusowych
          samochodow, jachtow, domow itp i nie tesknic za tym. I prosze mnie
          nie pytac o stan posiadania, bo i tak sie nie przyznam ;-)
          • dadaczka ooo - co do tego samowartosciowania jeszcze jeden 27.09.07, 17:40
            przyklad: bielizna. Kocham piekna bielizne. Ogladam ją ja i tylko
            ja. Czy to, ze mam taką potrzebę, aby nosić ładną bieliznę świadczy
            o mojej potrzebie samodowartościowania się? No nie wiem, może jakiś
            psycholog by tu wywiódł daleko idące wnioski - ale sorka, ja nie
            wierzę. Ładna bielizna to ładna bielizna, cieszy oko i wystarczy.
            • glamourous Re: ooo - co do tego samowartosciowania jeszcze j 27.09.07, 21:59
              dadaczka napisała:

              > przyklad: bielizna. Kocham piekna bielizne. Ogladam ją ja i tylko
              > ja. Czy to, ze mam taką potrzebę, aby nosić ładną bieliznę świadczy
              > o mojej potrzebie samodowartościowania się? No nie wiem, może jakiś
              > psycholog by tu wywiódł daleko idące wnioski - ale sorka, ja nie
              > wierzę. Ładna bielizna to ładna bielizna, cieszy oko i wystarczy.


              Dadaczko, nie zrozumialysmy sie. Przeczytaj moj post pod adresem misssaigon
              powyzej. Tam wyjasniam, ze nie mam nic przeciwko tzw. artykulom luksusowym i
              sama chetnie wydaje na nie pieniadze ;-) MOIM ZDANIEM jednak noszenie i uzywanie
              torebek/butow/perfum/bielizny czy okularow przeciwslonecznych wielkich marek
              jest ogolnie przyjete - i nie widze zadnej dysproporcji w tym, ze nosze okulary
              powiedzmy Prady, buty Louboutina i torebke Furla do zwyklych dzinsow levisa czy
              guessa.

              Natomiast jakos nie widze sie na codzien biegajaca do pracy, chodzaca do kina
              czy na imprezy w pokaznej diamentowej bizuterii ;-) Moze jeszcze jestem za
              mloda, moze do niej nie dojrzalam, ale nawet na jakas wielka gale typu Sylwester
              czy slub diamenty wydaja mi sie przereklamowane, pretensjonalne i takie jakies
              na sile burzuazyjne - wole perly w oprawie z bialego zlota.

              Ale to wylacznie moje prywatne odczucie. Coz, kiedy mialam 20 lat tekstylna
              torebka oraz plastikowe okulary przeciwsloneczne no name byly dla mnie jak
              najbardziej OK. Teraz, przed trzydziestka, doroslam do rzeczy bardziej
              wyrafinowanych ;-)Kto wie, moze przed czterdziestka "dorosne" jeszcze i do
              diamentow ;-)

              W ogole ta dyskusja jest bardziej dyskusją o gustach (o ktorych jak wiadomo nie
              powinno sie dyskutowac) niz merytoryczna. Wiec chyba nie ma sensu sie nawzajem
              przekonywac :-)

              Pozdrawiam :-)
              • dadaczka Re: ooo - co do tego samowartosciowania jeszcze j 28.09.07, 10:17
                :-)

                oczywiście, to od samego początku dyskusja o gustach. W sumie
                nieistotna, nie wiem, co mnie tak wczoraj złapało na polemikę.

                W każdym razie przyznałam się bez bicia, że diamenty to taka moja ..
                hmm no może nie pasja.. ale interesują mnie. Ot, skrzywienie.
                Motory mnie na przykład nie interesują. Burbony etc. też nie.
                Dlatego w ogóle tak się rozpisałam :-)
                • avide Re: ooo - co do tego samowartosciowania jeszcze j 28.09.07, 10:46
                  A mnie przekonałaś i złapałem (chyba) o co w tym chodzi. Kwestia wyboru,
                  upodobania i gusty. Ja to rozumuje w ten sposób. Ja lubię wina. Kiedyś jak byłem
                  młody win nie cierpiałem. Do win trzeba zwyczajnie dorosnąć. Tego smaku trzeba
                  się nauczyć.
                  Najpierw spróbowałem prostych słodkich. Z czasem coraz bardziej wyrafinowanych.
                  Na początku te wytrawne czerwone były dla mnie jak kwas. Teraz ... teraz je
                  smakuję. Ale potrzebowałem dorosnąć, nauczyć sie ich, mieć czas by je polubić,
                  zauroczyć się nimi, pokochać je.
                  Tak jak ty diamenty. Jak byłaś mała były szkiełka w kolczykach dające ładny
                  blask, później pewnie cyrkonia, teraz diamenty, brylanty itp.

                  Tak to sobie tłumacze.
                  Każdy ma swojego bzika. Na dobre wino jestem w stanie wydać nawet kilkaset
                  złotych. Oczywiście zona by mnie zabiła jak by się dowiedziała :)))). Ktoś inny
                  nie da więcej jak 20zł. Ja mam tak z brylantami. Cyrkonia w pełni
                  satysfakcjonuje moje oko, dlatego danie za kawałek świecidełka więcej jak
                  kilkaset zl. nie mieści się w moim światopoglądzie. Nie mniej rozumie go teraz
                  już ;))) dzięki Tobie :)).

                  Pozdrawiam :)).
                  Avide
    • misssaigon Re: Brylanty 27.09.07, 12:33
      ty lubisz ogladac swoja zone w seksownej bieliznie i nie szczedzisz na to srodkow

      jak mozna sie podniecac kawalkiem fatalaszkach?

      ciekawe czy twoja zona zamiast w pieknej bieliznie nie wolałaby paradowac przed
      toba nago..ubrana tylko w brylanty???

      "> Kupiłem jej niejeden łańcuszek, wisiorek, kilka par kolczyków ale pierścionki
      > jakoś do mnie nie przemawiają, a te z brylantami już w szczególności. Jak chce
      > niech sobie sama kupi."
      czemu dbasz tylko o swoje doznania wzrokowe?
      >
      • novalijka1 Re: Brylanty 27.09.07, 12:39
        Tez nie rozmumiem tego zachwytu nad brylantami.
        I nie zgadzam sie z tym durnym powiedzonkiem,ze kobiety kochaja
        brylanty i ze sa najleppszym przyjacielem kobiety.
        Czy bede mie miec pierscionek warty pol miliona czy zwykly z
        cyrkonia za 200zl.I tak wiekszosc ludzi nie zauwqazy,ze to drogi
        brylant jest.A wiekszosc ludzi tutaj niestety nie umie rozroznic
        brylanta od cyrkoni.
        • kawitator Re: Brylanty 27.09.07, 12:55
          Nie mozna wyrywać cytatu z kontekstu Brylanty były największym przyjacielem Marlin Monroe To była świadoma akcja reklamowa aby pierścionek z brylantem stał się symbolem miłości ( im większy tym większa miłość) Poza tym bryland nie trafiał na rynek bowiem tego typu prezentów się nie sprzedaje.
          Z drugiej strony bezpieczny prezent bowiem chętnie przyjmowany przez kobitki Kupowałem to wiem I wcale nie trzeba wydac tyle co za dom lub za samochód mozna juz kupic zupełnie efektowny za 5k zł.
          • eeela Re: Brylanty 02.10.07, 15:15
            Pierscionki z brylantami jako symbol milosci byly szeroko rozpowszechnione na
            dlugo przed tym, jak Marylin Monroe pojawila sie na swiecie :-)
      • woman-in-love Re: Brylanty 27.09.07, 12:41
        najgorsze jest to, że łatwo się gubią :-)
        • socrates11 Re: Brylanty 13.11.15, 22:27
          woman-in-love napisała:

          > najgorsze jest to, że łatwo się gubią :-)

          Jak my wszystkie:)
      • mona322 Re: Brylanty 27.09.07, 12:52
        Od mojego męża dostałam juz sporo biżuterii. Mąż wie, że lubię
        chodzić codziennie w kolczykach - nawet wtedy kiedy nigdzie nie
        wychodzę. Szczególnie uwielbiam srebro z różnymi kolorowymi
        szkiełkami. Na pewno nie są tą brylanty - szkoda kasy, nie jesteśmy
        milionerami. Mojemu mężowi też sprawia radość kiedy może mnie
        obdarowac z jakiejś tam okazji błyszczącym wisiorkiem i kolczykami
        lub pierscionkiem.
        Kobiety lubią świecidełka choć pewnie nie wszystkie ale na pewno nie
        musza to byc drogie brylanty i diamenty :-)))
      • machowski1975 Re: Brylanty 10.06.15, 12:00
        Brylanty są piękne po prostu i nie zgodzę się że nie widać różnicy między cyrkonią a brylantem, widać.
        Jestem facetem i mi się bardzo podobają te kamienie, wiadomo tanie nie są ale coś w sobie mają blask , te załamujące się światło w środku. Małe brylanty można już kupić naprawdę w niskich cenach i nie trzeba wydawać fortuny. Do 1 tys zł spokojnie można kupić pierścionek z brylantem wprawdzie nie dużym ale jednak. Cyrkonie są niestety bardzo tandetne. Z innych kamieni to jeszcze szafiry są ładne, rubiny. Trochę się tego naoglądałem jak planowałem zaręczyny
        • gomory Uauuuuuu... Machowski rządzisz człowieku!!! 16.06.15, 20:41
          2007 -----> W tym roku machowski zaczął pisać posta
          2008
          2009
          2010
          2011
          2012
          2013
          2014
          2015 -----> W tym roku go skończył

          Już się nie mogę doczekać co odpisze na mój post za na przykład 9 lat :).
          • zyg_zyg_zyg Re: Uauuuuuu... Machowski rządzisz człowieku!!! 16.06.15, 20:54
            Gomory, nie bądź taki cwany gapa i napisz lepiej, ile to już lat żonie kupujesz brylanta...
    • altu Re: Brylanty 27.09.07, 13:08
      wywołana do tablicy..
      nie to, że codziennie ;) ale lubię dostawać brylanty ;) i granaty
      [wiem, że to dwa różne i cenowo i gatunkowo kamienie, ale cóż.. mam
      wielki sentyment]

      w wątku o prezencie była mowa o 10 rocznicy ślubu. ja z takiej
      właśnie okazji chciałabym dostać coś wyjątkowego, coś, czego mój mąż
      codziennie mi nie kupuje, ani nie dostaję takiego prezentu na jakąś
      banalną okazję..
      brylanty są synonimem trwałości, piękna i dużej wartości.
      i to można też powiedzieć o małżeństwie; oczywiście jeżeli jest tak
      faktycznie (no bo nie ma co kombinować naokoło..).

      a brylanty, i ogólnie świecidełka - lubię nosić. z każdym mam jakiś
      sentyment, każde świecidełko o czymś mi przypomina.
      lub przewrotnie - dodaje mi uroku, czy podkreśla rysy twarzy, blask
      oczu itp. ;)

      cóż.. gdybym dostawała brylanty (czy inne błyskotki) codziennie -
      pewnie by mi się znudziło;) a tak - czuję się wyjątkowo ;)

      ps/ mój mąż przed założeniem obrączki też tak cudował - że
      błyskotka, a po co mu to, a on nie będzie nosił, a przecież on nie
      umie. teraz - jak w wyjątkowej sytuacji zdejmie, to czuje się że
      czegoś mu brakuje;) no i nieustająco podkreśla, że dzięki temu, że
      nosi - zawsze ma mnie przy sobie ;)
      ot, i cała filozofia ;)
    • gacusia1 Re: Brylanty 27.09.07, 15:10
      Maja cos w sobie takiego,ze czuje sie lepiej,pewniej gdy mam je na
      sobie.Wlasnie pierscionek z brylantem jest czyms wyjatkowym.Pojechac
      na egzotyczna wycieczke tez-i owszem,ale z pierscionkiem na palcu ,-)
    • ika5 Avide: to ja bede pierwsza ! 27.09.07, 21:35
      Przyznaje, ze ZDECYDOWANIE WOLALABYM DWA TYGODNIE W EGZOTYCZNYM
      MIEJSCU NIZ JAKIS ....MARNY BRYLANT!!!.I w takim egzotycznym
      miejscu...chetny malzonek...i ciepla woda..slonce....i znow chetny
      maz...ufff...spac nie bede mogla..
      Pozdrawiam
      • dadaczka Re: Avide: to ja bede pierwsza ! 28.09.07, 10:28
        hmm, w zasadzie... jakby się zastanowić... hmmm ;-)
    • yoric Re: Brylanty 27.09.07, 23:59
      Widzę, że wytłumaczenia ewolucyjne się nie podobają, tj. to zupełnie inny poziom
      wyjaśniania, niż ten, którym ludzie są zainteresowani :).
      • dadaczka Re: Brylanty 28.09.07, 10:27
        oj, bo Ty tak psychologicznie, ewolucyjnie, z wyższej półki ;-)

        Żartuję ofc. Teoria, którą przedstawileś jest jak najbardziej
        interesująca, ale nie tłumaczy, dlaczego jednym się diamenty
        podobają, a innym są zupełnie obojętne (Tego chyba zresztą się nie
        da tak zupełnie wytłumaczyć - de gustibus... etc.). Tłumaczy, czemu
        mężczyzna decyduje się na drogie prezenty dla wybranki.

        W zasadzie nic nie mam przeciw pawim ogonom ;-) :D
      • glamourous Re: Brylanty 28.09.07, 11:47
        yoric napisał:

        > Widzę, że wytłumaczenia ewolucyjne się nie podobają, tj. to
        zupełnie inny pozio
        > m
        > wyjaśniania, niż ten, którym ludzie są zainteresowani :).


        Mi sie jak najbardziej podobaja. Napisalam powyzej ze fajne
        wytlumaczenie, czyli ciekawe, trafione i logiczne.
        No, ale ja mam wyjatkowego hopla na punkcie psychologii ewolucyjnej,
        zachowan atawistycznych i takich tam ;-))

        Ogolnie sie z Toba zgadzam, tyle ze do tego wszystkiego, w tym
        konkretnym przypadku (diamentow) wchodza rowniez w gre "gusta i
        gusciki" - i mniej wiecej na te tory zeszla dyskusja...
    • gosiablo Re: Brylanty 02.10.07, 08:54
      Wybrałabym zamiast brylantu dwa tygodnie w ciepłym, egzotycznym, odludnym
      miejscu. Piasek, woda i mój mąż z przed lat.
      Albo nie... W sumie nie musi być gdzieś tam na końcu świata. Dwa tygodnie
      wypełnione czułością, bliskością, rozmową. Tu i teraz. W Polsce, na mazowszu, w
      październiku.
      Może być tydzień.
      Trzy dni?
      Jeden dzień...
      Wieczór...
      Ech życie:(
    • eeela Re: Brylanty 02.10.07, 15:08
      przeczytałem post, że kobieta wolałaby zamiast bielizny kawałem
      > świecidełka pod tytułem brylant.
      >


      Nic ci nie odpowiem madrego, bo dla mnie to jakas straszna herezja.

      Bizuterii nie nosze prawie wcale, brylant zareczynowy to chyba na piecdziesiate
      urodziny dostane, jak sie dzieci odchowaja ;-))) a dla ladnej bielizny jestem
      sklonna narazic siebie i chlopa na bankructwo.
      ;-)
    • tassman Re: Brylanty 04.10.07, 14:12
      Avide,

      Widzę jestes bardzo nieszczęśliwy.
      Współczuję. Bardzo.

      tassman:)
    • europa63 Re: Brylanty 09.10.07, 09:21
      Witam, kochani:)))
      Może mnie jeszcze ktoś tu pamięta? Hmmm...mam taka nadzieję;D

      Avide, właśnie kilka dni temu odebrałam nową obrączkę - z brylantem;)
      Starą niestety zgubiłam, a bez obrączki czułam się nijako.
      Nowa nie jest wymyślna, ot, zwykłe tzw. żółte złoto, bez udziwnień,
      ale...z brylantem. Zawsze o takim cudzie marzyłam, a kiedy ja brałam
      ślub - dawno, daaawno temu, dostępne były tylko w jednym modelu...
      I wiesz? Cieszę się z mojego drobiazgu. Takie spełnienie marzeń -
      jeden śni o winach, inny o sexy bieliźnie, a mnie się śniła taka
      obrączka z delikatnym brylantem. Nie, nie ostentacyjna kolia za
      grube tysiące, ale właśnie taki drobiazg...i wreszcie mam:)
      Pozdrawiam i całuski:)*
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka