Dodaj do ulubionych

Mam kochankę i nie umiem wybrać

28.11.07, 11:08
Po urodzeniu dziecka strasznie zaczęło się psuć w moim małżeństwie.
Po wielokrotnych próbach naprawy - zwyczajnie zrezygnowałem i
odpuściłem. Miałem dosyć ciągłych awantur, narzekań i krytyki.
Dodatkowo było niewiele rzeczy, które nas łączyły, tzn. nic
zasadniczo nie robiliśmy razem, nawet staraliśmy się oddzielnie
spędzać czas. Kolejna sprawa - łóżko przez całe nasze małżeństwo to
było jedno nieporozumienie jak okazało się później. Żadnych
uniesień, finezji czegokolwiek - dodatkowo ciągłe uczucie
niespełnienia. Tak to wyglądało. W pewnym momencie spotkałem
kobietę, która mnie oczarowała, która chciała ze mną spędzać czas, w
której się zakochałem można by rzec od pierwszego wejrzenia. Nie
powiedziałem jej tego od razu, ponieważ ona również była w związku.
W momencie kiedy usłyszałem od niej te wspaniałe słowa Kocham cię -
popłynąłem na całego. W międzyczasie jej związek się zakończył. Od
tego momentu w moim życiu przestało liczyć się wszystko - z myślą o
niej rozpoczynałem dzień i go kończyłem. Liczyła się tylko ona i nic
poza nią. Dodatkowo czułość, którą od niej dostałem rozwalała mnie
na łopatki. Super miłość podczas wspólnych przeżyć łóżkowych. To
wszystko spowodowało, że wytworzyła się między nami szczególna więź.
I tak na zmianę czas spędzany z nią i z dzieckiem - bo i on jest
bardzo przeze mnie kochany. W między czasie żona się obudziła z
letargu - po pewnym czasie zorientowała się wręcz, że nie jest już
wogóle zauważana, a tym bardziej potrzebna. Dodatkowo dowiedziała
się o mojej przyjaciółce - czemu ja nie zaoponowałem. Myślałem, że
to wszystko zakończy - te męczarnie, to skryte spotkania. Że wkońcu
będę mógł z moją ukochaną żyć spokojnie. Ona też zaczęła liczyć na
stworzenie nowego poważnego związku ze mną. Jej dziecko również za
mną przepadało a i moje nie stroniło od niej. Niestety cała moja
rodzina stanęła po stronie żony, do tego możliwość utraty kontaktu z
dzieckiem. Tego było za dużo - wymiękłem, nie udźwignąłem i poddałem
się ich woli. Doszło do tego, że zerwałem kontakt z przyjaciółką.
Wytrzymałem bez niej parę dni. Znowu nawiązaliśmy kontakt i wszystko
zaczęło się od nowa. Tylko, że bardziej ostrożnie bo wszyscy
patrzyli nam na ręce. Po pewnym czasie zaczęły wracać wizję wspólnej
przyszłości. Jest to miłość odwzajemniona wielka. Znosi dzielnie to
że wracam do żony i śpię z nią w jednym łóżku ale z nią nie sypiam.
Wiem, że bardzo cierpi, płacze po nocach czeka na mnie zawsze, że
bardzo mnie kocha - nawet bardziej niż ja ją bo ja chyba odwrotnej
sytuacji bym nie wytrzymał. Jesteśmy o siebie bardzo zazdrośni. Gdy
mamy czas wspólnie jemy kolacje, obiady. Nie wyobrażam sobie życia i
przyszłości bez niej. Każde rozstanie boli zarówno mnie jak i ją. Od
paru tygodni zaczynam czuć, że coraz bardziej, że ona nie chce być
tylko tą drugą - choć zawsze jest traktowana jak ta pierwsza. Ma
prawo decydować. Chce żyć ze mną normalnie a nie na doczepkę. A ja
nie wiem czy potrafię jej to dać. Inaczej mówiąc zaczyna się
ciśnienie. Dla mnie wszystko dzieje się teraz za szybko. Nie
potrafię żyć ani bez niej ani bez dziecka. Jestem bardzo mocno
rozdarty. Nie wiem jak długo wytrzymam. Nie chcę i nie będę się
przytulał do żony - która notabene się bardzo zmieniła - pewnie chce
pokazać co tracę - tylko, że mnie to przestało już dawno
interesować. Chciałbym normalnie wychować dziecko i jednocześnie żyć
z moją ukochaną - tą która znosi wszystkie te pojedyncze noce. Nawet
gdyby to się skończyło to już i tak nic nie będzie takie samo. Nie
da się przeżyć tych samych rzeczy z inną osobą. Nie warto. Czy ktoś
ma jakieś komentarze. Jestem uwikłany w ciekawy niuans i interesują
mnie wasze opinie. Dodatkowo z moralnego punktu widzenia - nie chcę
nikogo unieszczęśliwiać. A tak cierpią wszyscy Żona, Przyjaciółka i
ja.
Obserwuj wątek
    • al9 bo jestes mazgaj a nie mężczyzna! 28.11.07, 11:28
      Jestem uwikłany w ciekawy niuans i interesują
      mnie wasze opinie. Dodatkowo z moralnego punktu widzenia - nie chcę
      nikogo unieszczęśliwiać. A tak cierpią wszyscy Żona, Przyjaciółka i
      ja.

      ----------
      Trafna diagnoza. wszyscy cierpią. Prawdziwy mężczyzna nie może
      znieść takiej sytuacji. Musisz podjąć decyzję. Albo albo. Wybierz, a
      potem nie odwracaj się do tyłu. Trwanie w sytuaccji bez wyjścia -
      powoduje bó, wszystkich ale i Ciebie doprowadzi do destrukcji...
      Bądź Facetem! Dokonaj wyboru jak najszybciej a potem sie go trzymaj!
      Pozdrawiam
      al
    • megan.margaritka Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 11:38
      jakbyś nie zrobił to i tak ktoś ucierpi...skoro szczerze kochasz tą
      kobietę to nad czym się zastanawiasz..chyba nie chcesz aby twoje
      dziecko przez kolejne lata patrzyło na nieszczęśliwych
      rodziców,bycie na siłę ...dla dziecka ,nic nie daje.możesz spędzać z
      nim weekendy i odwiedzać go często nie tracąc kontaktu.nie pozwól
      umrzeć tej miłości.nigdy nie jest tak że nie ma wyjścia.życie w
      zwiażku bez uczuć i miłości to straszna męczarnia ...wiem coś o tym.
    • your_and Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 12:25
      > Chce żyć ze mną normalnie a nie na doczepkę.(...) Nie
      > potrafię żyć ani bez niej ani bez dziecka. Jestem bardzo mocno
      > rozdarty. Nie wiem jak długo wytrzymam. Nie chcę i nie będę się
      > przytulał do żony - która notabene się bardzo zmieniła - pewnie
      chce
      > pokazać co tracę - tylko, że mnie to przestało już dawno
      > interesować.

      To że nie umiesz wybrać to znaczy że masz problemy ze swoją
      męskością i to jest powodem że w łożku nie było uniesień.
      To że obie zaczeły o Ciebie walczyć znaczy że potrafisz być wrażliwy
      oddany i użyteczny.
      Ale jeśli Cie to nie nauczy być męski jedna albo druga Cie zdobedzie
      i znowu bedziesz pomocnikiem na doczepkę i wszystko wróci do stanu
      proprzedniego. Pantoflarze nie wiem jak dobrzy dla swoich partnerek
      są jedynie lubieni i potrzebni ale nie pożądani nie szanowani ze
      swoimi potrzebami.
      • boania7 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 13:29
        co byś nie zrobił to itak ktoś będzie cierpiał,nie da się rozwiązać
        tego tak żeby wszyscy byli zadowoleni.Szkoda że zamiast ratować
        swoje małżeństwo znalazłeś inną kobietę,ale tego już nie cofniesz.A
        z kobietami które urodzą dzieci tak czasem jest że liczy się dla
        nich tylko dziecko,a partner czuje się zepchnięty na boczny tor,to
        trzeba było przeczekać,sam napisałeś że żona się obudziła jakby z
        letargu tylko że było już za późno.
        • your_and Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 14:03
          Trudno ratować coś jednej stronie. Zauważ że żona zaczeła dopiero
          zmanieniać swoje podejście do związku dopiero jak poczułą wyraźnie
          że go traci.

          > z kobietami które urodzą dzieci tak czasem jest że liczy się dla
          > nich tylko dziecko,a partner czuje się zepchnięty na boczny tor,to
          > trzeba było przeczekać

          Cóż Boania, "faceci tak mają ze myślą czasem rozporkiem, jak facet
          sie zakocha w innej osobie i czujesz sie odstawiona na boczny tor,
          trzeba przeczekać"
          - jak Ci sie podoba to samo myślenie tylko w drugą stronę???
          • boania7 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 14:17
            nie chciałabym byc z takim facetem
            • your_and Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 14:53
              boania7 napisała:

              > nie chciałabym byc z takim facetem


              Dziwisz się zatem temu że ci "odstawieni na boczny tor" reagują tak
              samo?
              Mąż nie rozumie co czuje żona do dziecka, to dla kobiet stan
              chemicznie w motylkach mocniejszy od zakochania.
              Żona nie rozumie co czuje mąż - do czasu aż sama zostaje odstawiona
              dla boczny tor dla innej...
              • glosatorr Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 15:06
                your_and napisał:

                > boania7 napisała:
                >
                > > nie chciałabym byc z takim facetem
                >
                >
                > Dziwisz się zatem temu że ci "odstawieni na boczny tor" reagują
                tak
                > samo?
                > Mąż nie rozumie co czuje żona do dziecka, to dla kobiet stan
                > chemicznie w motylkach mocniejszy od zakochania.
                > Żona nie rozumie co czuje mąż - do czasu aż sama zostaje
                odstawiona
                > dla boczny tor dla innej...



                Wniosek z tych słusznych obserwacji? Wystarczy na chwilę pokazać, że
                się odstawia zone na boczny tor... by ta zauważyła, że traci męża.
                Nie trzeba po prostu szukac kochanki... Tylko, że lenistwo
                daje takie efekty...
                • zoffia0 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 21.01.08, 00:43

                  > Wniosek z tych słusznych obserwacji? Wystarczy na chwilę pokazać, że
                  > się odstawia zone na boczny tor... by ta zauważyła, że traci męża.
                  dobrze odstaw i szukaj swojego szczęscia tylko ze kobieta nie jest w takiej komfortowej sytuacji -rzucam was -męza i dzieci o odchodzę ,
                  kobieą rządzi instynkt macierzyństwa i nie zostawi dziecka i nie zacznie sobie tworzyć lepszego życia a do dziecka "będę przychodził i dbał i kochał i w ogóle taki będę wspaniały.......................
                  mężczyźni wy tylko jesteście silni fizycznie ,
                  wasza PSYCHIKA jest wątła.
                  ps : jest tu jakiś psychiatra to niech potwierdzi moje obserwacjie (pracuję w PR)że w szpitalach psychiatrycznych najczęsciej brakuje miejsc dla mężczyzn!
              • boania7 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 15:42
                Dziwię się temu że wybierają kochankę.Jeśli facet myśli tylko fiutem
                to niestety ale mi go żal ze jest taki głupi.Jest wiele innych
                rozwiazań,jeśli ją kochał powinien sięgnąc po fachową literaturę i
                dowiedziałby się jak może się czuć kobieta która urodziła dziecko.No
                ale jeśli się rozpacza bo mu jaja swędzą a zona nie maczasu i ochoty
                się zająć to najprościej znaleźć sobie kochankę.Nie radzę mieć
                dzieci z kochanką,bo znowu będziesz musiał szukać pocieszenia w
                ramionach innej kobiety.
                • glosatorr Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 20:39
                  boania7 napisała:

                  > Dziwię się temu że wybierają kochankę.

                  Ja się nie dziwię - tu w przypadku Autora - akurat myślenia Fiutem nie widzę - ja wogóle widzę wyłacznie działanie pod wpływem... tu można wymienić parę elementów - zaczynając od psychicznej separacji żony (nie znamy powodów - znamy tylko to co napisał Autor a w jego opowieści roi się od dziwnych białych plam) a na desperacji (Avide to zauważył) kończąc - ale więcej w tym wszystkim bezmyślności.
                  Chociażby takiej - że tzw. "dobrzy faceci" zapominają, że można żonę zagłaskać i uzależnić od swej dobroci a takie uzależnienie, dawanie wszystkiego na gwizdek może spowodować uruchomienie pretensji pt.: ja chcę więcej! i więcej! bo mi się należy. Ja często tu piszę: Związek to wspólne starania, praca dla dobra wszystkich - obu stron równomiernie. Autor popełnił wielki błąd w sumie dążąc we włąściwym kierunku - przyjmując rolę męża-ojca zaopatrzeniowca. Zapomniał, że tak nie można :-) Dalej to już skutki...

                  >Jeśli facet myśli tylko fiutem

                  Droga boaniu - myślenie fiutem tu naprawdę nie występuje jako motyw naczelny.
                  Tu mamy inny proces - brak zdolności panowania nad głodem - poszedł nie tylko za fiutkiem, ale bardziej za potrzebą spokoju, ciszy, ciepła, zaufania, etc. Upraszczasz bardzo. Ja staram sie zrozumieć Autora - chociaż nie podzielam jego drogi i jego decyzji - to jednak daleki jestem od umieszczania go w gronie uciekających od obowiązków samców, którzy mając dosyć pobudzonej walecznie małżonki idą sobie się pocieszyć w ramionach pierwszej lepszej.

                  > to niestety ale mi go żal ze jest taki głupi.

                  Tu rzeczywiscie, może nie tak radykalnie jak Ty to ująłaś, ale faktycznie można mu tylko współczuć.

                  >Jest wiele innych
                  > rozwiazań,jeśli ją kochał powinien sięgnąc po fachową literaturę i
                  > dowiedziałby się jak może się czuć kobieta która urodziła dziecko.

                  Tak, tu zostało popełnionych wiele błędów - ale myślę, że nasz Autor bardziej zatrzymał się na etapie męża, zaopatrzeniowca - miast wkroczyć w rolę ojca-partnera - myślę, że ominąłby rafy na jakich się rozbił. Ja jako ojciec - wstając w nocy do dziecka, zajmując się jednocześnie pracą, praniem pieluszek, walką z kolką, uczeniem mojej byłej jak się mierzy temperaturę w pupie, jak się walczy z wyrzynającymi się ząbkami, etc. marzyłem o walnięciu się w wyrko i przespaniu pełnych 8 godzin a nie szukaniu seksu. Potem zresztą odkryłem, że widok ojca usypiającego dzidzię - rozczula kobiety... :-) działa jak afrodyzjak ;)) na kobietę.
                  Ale trzeba do tego momentu dojrzeć - a wielu Panów nie potrafi wskoczyć w rolę ojca, ujmuje ją tradycyjnie (czyli dzieckiem zajmuje sie mamusia) i niestety wpada w pułapkę separacji. Wtedy faktycznie - szczgólnie niedoświadczonym panom palma odbija.



                  > najprościej znaleźć sobie kochankę.

                  Dla niektóych to nie jest trudność - ale tu mamy do czynienia z wygaśnięciem uczuć w wyniku konfliktów małżeńskich i wycofania się obojga ze związku a potem widzimy w opowieści Autora poszukiwanie kobiety rekompensującej mu to czego nie doświadczał w związku - więc nie mogę się z Tobą zgodzić, że było mu łatwo. Nie - nie było. Potem tak. Ale znalezienie kochanki - nie jest w jego przypadku łatwe. Najlepszym przykłądem jest to, że to wyszło.

                  >Nie radzę mieć
                  > dzieci z kochanką,bo znowu będziesz musiał szukać pocieszenia w
                  > ramionach innej kobiety.

                  A to bardzo możliwe. A jeszcze bardziej możliwe, że przy nieumiejętności w podejmowaniu decyzji (albo łatwości w podejmowaniu decyzji mylnych) spotka go odwrotna sytuacja. Wiążąc się z Kochanką, doświadczy później zdrady z jej strony... :-))
          • glosatorr wyboru już dokonałeś. 28.11.07, 15:03
            your_and napisał:

            > Trudno ratować coś jednej stronie. Zauważ że żona zaczeła dopiero
            > zmanieniać swoje podejście do związku dopiero jak poczułą wyraźnie
            > że go traci.
            >

            Tak - masz rację. Ale zachowanie żony pokazuje, że :
            - szansa na uratowanie związku była - tylko Autor wątku poszedł
            najkrótszą drogą i nie wysilił się za bardzo by związek ratować.
            - z tego co napisał wynika, że zaczęli oddalanie się od siebie w
            czasie, gdzie wielu facetów uważa, że dziecko jest dla zony
            najwazniejsze a oni schodzą na plan dalszy
            - nie do końca Pan Autor rozpoznał faktyczne przyczyny tego co
            nazwał "pekaniem związku"

            Wg. mnie nie ma tu już się na czym zastanawiać - po zdradzie można
            tylko pozamiatać...
            Wyrazy współczucia - bo brak zdecydowania nawet Kochance w końcu też
            się nie spodoba, więc Autora związku czeka pewnie też to samo (albo
            i gorzej) niż to co miał z żoną.

            I uwaga na marginesie: Jeśli już przyznałeś się żonie do zdrady, to
            tkwienie w związku, dawanie jej nadziei, sypianie razem - jest
            sadyzmem. Nie ma gorszej rzeczy u faceta jak brak zdolności do
            podejmowania męskich decyzji i uciekanie od konsekwencji swoich
            błędnych decyzji... Ale to moja wyłacznie subiektywna ocena.
            • your_and Re: wyboru już dokonałeś. 28.11.07, 15:54
              glosatorr napisał:
              > Wg. mnie nie ma tu już się na czym zastanawiać - po zdradzie można
              > tylko pozamiatać(...)
              > I uwaga na marginesie: Jeśli już przyznałeś się żonie do zdrady,
              to
              > tkwienie w związku, dawanie jej nadziei, sypianie razem - jest
              > sadyzmem.

              Gloss, myślę że coś za szybko szufladkujesz sytuację. Żona jakby
              chciała pozamiatać po związku wystawiłaby zdrajcy walizkę jak często
              radzą nasze dumne panie, nie tylko nie obraża nie awanturuje się,
              ona zmieniła swoje postępowanie, ewidentnie chce go odzyskać a nie
              pogonić.
              Gdyby zmiany w zachowaniu żony nie było, pewnie wybór byłby prosty,
              a tak tu kusi i tu nęci, żona dała nadzieję że miedzy nimi też może
              sie zmnienić...
              • glosatorr Re: wyboru już dokonałeś. 28.11.07, 19:21
                your_and napisał:

                >
                > Gloss, myślę że coś za szybko szufladkujesz sytuację.

                Masz prawo tak myśleć. Tylko, że ja nie szufladkuję.
                Ja czytam to co pisze Autor i wyciągam swoje wnioski.
                Zresztą nie osamotniony w tym jestem.

                > Żona jakby
                > chciała pozamiatać po związku wystawiłaby zdrajcy walizkę jak często
                > radzą nasze dumne panie,

                Ale widzimy na załączonym obrazku Panią, która walczy o utraconą pozycję? Nagle
                odkrywa, że zostanie sama? I walczy wg. mnie już totalnie bezsensownie - ale
                walczy. A Pan wzdycha za kochanką, nie żałuje tego co zrobił zamiast żałować, że
                nie rozwiązał problemu przed pójściem w ramiona kochanki.

                > nie tylko nie obraża nie awanturuje się,
                > ona zmieniła swoje postępowanie, ewidentnie chce go odzyskać a nie
                > pogonić.

                Ale ona jeśli już odzyska męża - to nie odzyska związku. Może będzie miała go
                ciałem, może będzie go nawet miała jako kumpla - ale męża straciła w momencie, w
                którym dowiedziała się, że jej mąż zakochał się w innej kobiecie. Jeśli dla
                Ciebie jest związkiem sublokatorstwo - to może oni nawet będą sublokatorami. Ale
                związkiem jakim byli przed zdradą - nie będą. I naprawdę ktoś, kto wierzy w
                możliwość nareperowania związku, odtworzenia małżeństwa po zdradzie - na
                podstawie znanych sobie wyjątków - ma prawo tak sądzić. Ja nie wierzę w to z
                prostego względu - kobiety nigdy nie zapominają zdrady, a Panowie zdradzając nie
                kochają. Dla mnie to proste - dla Ciebie nie - ale to nie ma znaczenia. Ja pisze
                w swoim wyłacznie imieniu.

                > Gdyby zmiany w zachowaniu żony nie było, pewnie wybór byłby prosty,

                Dokładnie. Byłoby to pozamiatane. Ale oto mamy dobrego faceta, który starał się
                dogodzić żonie, zabiegał by być jej pomocny i wpadł w tzw. skrajność, którą ja
                nazywam "dobry facet". Z własnych obserwacji wiem, że Ci "dobrzy faceci", gubią
                się - co zresztą widać poniżej.
                A fakt, że żona walczy teraz o męża - dla mnie oznacza jedno: szanse były, tylko
                Autor poszedł po najprostszej linii oporu. I teraz ma dylemat - kolejny zresztą
                (bo nie miał dylematu czy iść do kochanki czy być wiernym żonie) czy zostać z
                żoną (wciąż nie wie czemu miałby zostać - bo chyba nie dlatego,że teraz żona
                chce z nim być na jego warunkach - kiedyś jej to minie zresztą) czy być z
                kochanką (też się zastanawia, bo przecież nie wie czy wpada z deszczu pod rynnę
                - a moim zdaniem wpada).

                > a tak tu kusi i tu nęci, żona dała nadzieję że miedzy nimi też może
                > sie zmnienić...

                Żona może dawać wiele nadzieji - może nawet przysięgać, że już będzie dobrze.
                Problem w tym - że teraz zachowuje się jak zdetronizowana królowa - walczy o
                należną jej pozycję mając w perspektywie samodzielne zajmowanie się dzieckiem
                bez wsparcia męża - czyli walczy o przeżycie (czytam wypowiedzi Autora -
                zaznaczam - odsyłam do nich) - dlatego Ona walczy. Zaś Autor nie wie czy z
                Kochanką w roli partnerki będzie też tak cudownie jak z żoną, czy jego przyszła
                partnerka a teraz kochanka - nie zamieni sie w taką samą "harpię" (nie
                wykluczone) i poza tym - ma dylemat jeszcze jeden: związany jak ja to nazywam z
                casusem lwa ludojada - przecież jego kochanka zdradzała swojego męża z nim. Więc
                podświadomie lub świadomie może mieć obawy, że jak "Kuba Bogu tak Bóg Kubie". MA
                wiele dylematów, których by nie miał - gdyby np. zrozumiał wcześniej, że
                najlepiej zakończyć jedną rzecz nim zaczyna się nową.
                Mógł nie zdradzać - mógł powiedzieć - "Wiesz, mam dosyć - odchodzę" i jak
                widzimy, uzyskałby skutek w postaci opamiętania żony. A teraz nie wie czy ona
                chce z nim być bo nie chce zostać sama z dzieckiem, bo nie chce stracić
                wygodnego męża, który i zajmie się dzieckiem i kasę da, i jeszcze bzyknie i do
                tego jest "dobrym facetem" czy rzeczywiście kocha (a nie zastanawia go czy On
                sam ją kocha - bo przecież to chyba jest najważniejsze - kto chce być z kimś
                kogo nie kocha? nawet z litości - ja nie).
                Podsumowując - jak Kolega Autor poszedł na skróty - to musiał zdawać sobie
                sprawę, że nie ma powrotu. Jeśli nie wiedział, musi kontynuować swoją wędrówkę
                albo zmądrzeć. Bo w takim stanie każda jego decyzja będzie złą - jak nie dla
                niego, to dla jego dziecka i innych osób.
                Ot - takie życie :))
                • avide Re: wyboru już dokonałeś. 28.11.07, 19:55
                  Glos nie bierzesz pod uwagę jednej ewentualności.
                  Do niektórych osób (zarówno kobiet jak i mężczyzn) możesz mówić gadać, krzyczeć,
                  tłumaczyć, prosić błagać i o cokolwiek tam jeszcze i wszystko będzie jak grochem
                  o ścianę :)) do momentu aż wypowie się słowo aktywizujące ::) pod tytułem:
                  "ODCHODZĘ".
                  Wtedy nagle okazuje się, że to co wcześniej było "ubzduraniem sobie czegoś"
                  wcale nie jest taki pozbawione sensu. Wtedy "nagle" patrzysz na świat, związek,
                  problemy innymi oczami, OCZAMI PARTNERA i jednak można go zrozumieć.
                  Zachowanie żony Anakina to dla mnie klasyka zachowania kobiety w obliczu utraty
                  męża. KLASYKA.
                  Niestety przetarcie oczu przez kobietę nie spowoduję, że nagle to co tak
                  systematycznie w nim zabijała zmartwychwstanie. W nim dokonał się pewien proces.
                  Proces, który trwał jakiś czas.
                  Zrozum, on to zrobił nie z fanaberii ale z desperacji. Czasami ludzie tak
                  reagują, zwłaszcza Ci wrażliwi, empatyczni. Szukają tego ciepła, bliskości,
                  czułości w innych jeśli nie znajdują go w domu, znajdują go w innych ramionach.
                  Nie każdy jest twardzielem, który przetrwać każde zło. Nawet zło wcielone jakim
                  jest zapatrzona zona w swoje dziecko, ignorująca męża i jedyne na co sie mogąca
                  zdobyć to dopieprzenie mu przy najbliższej okazji.

                  Hasło aktywizujące: "Odchodzę" ... potrafi zdziałać cuda, wiele osób na tym
                  forum to potwierdzi Glos. Tutaj dokonał się właśnie taki cud. Jednak by
                  wypowiedzieć hasło aktywizujące trzeba wczesniej upaść na dno, dno
                  beznadziejności sytuacji, a to juz dla każdego bardzo subiektywne odczucie.

                  Pozdrawiam.
                  Avide
                  • glosatorr Re: wyboru już dokonałeś. 28.11.07, 20:24
                    avide napisał:

                    > Glos nie bierzesz pod uwagę jednej ewentualności.

                    Ok - zamieniam się w gały i czytam :-)

                    > Do niektórych osób (zarówno kobiet jak i mężczyzn) możesz mówić gadać, do momentu aż wypowie się słowo aktywizujące ::) pod tytułem:
                    > "ODCHODZĘ".

                    Zgadza się - są tacy ludzie. Często spotykane "przypadki"

                    > Zachowanie żony Anakina to dla mnie klasyka zachowania kobiety w obliczu utraty
                    > męża. KLASYKA.

                    Dla mnie to KLASYKA - w sytuacjach i żon i mężów.

                    > Niestety przetarcie oczu przez kobietę nie spowoduję, że nagle to co tak
                    > systematycznie w nim zabijała zmartwychwstanie.

                    Nie przeczę.

                    > Zrozum, on to zrobił nie z fanaberii ale z desperacji.

                    No właśnie i tu pojawia się pytanie: co lepiej -
                    powiedzieć ODCHODZĘ - czy wpaść w układ z KOCHANKĄ?

                    > Szukają tego ciepła, bliskości,
                    > czułości w innych jeśli nie znajdują go w domu, znajdują go w innych ramionach.

                    Oczywiście - w akcie DESPERACJI - można nawet się powiesić.
                    Problem w tym - że w przypadku Autora - jak widać, podejmowanie decyzji w AKCIE DESPERACJI - rozwiązaniem jest żadnym. Zaspokoił on swoją potrzebę CZUŁOŚCI i CIEPŁA (kosztem paru osób) i nagle się obudził gdzie - zrobił krok do przodu? Czy się cofnął?

                    > Nie każdy jest twardzielem, który przetrwać każde zło.

                    Zgoda - nie każdy - ale czy to znaczy, że teraz wszyscy wstajemy z miejsc i klaszczemy mówiąc: tak, to było wyjście? Bravo?
                    Pozwolisz, że ja bić bravo nie będę?
                    Można - podkreślam słowo - MOŻNA - zrobić to tak jak zrobił Autor i widzimy tutaj skutek albo MOŻNA zrobić to inaczej. Moja propozycja to musztarda po obiedzie - doskonale sobie zdaję z tego sprawę, tu można tylko pozamiatać w moim (i nie tylko moim przekonaniu) i wierzyć, że nowy związek z byłą Kochanką nie skończy się dokładnie tak samo albo gorzej niż ten obecny.

                    > dopieprzenie mu przy najbliższej okazji.
                    >
                    Oj, to też jest jeszcze przed nim - :-)

                    > Hasło aktywizujące: "Odchodzę" ... potrafi zdziałać cuda, wiele osób na tym
                    > forum to potwierdzi Glos.

                    Wiem to :))

                    >Tutaj dokonał się właśnie taki cud.

                    I tu Drogi Kolego się nasza zgoda w widzeniu rozmija. Tu cud się nie zdarzył. Tu się trafiło Autorowi :-) On nie miałby dylematu, gdyby jego ślubna spakowała go i wykopała na zbitą skorupę ;) Autor ma dylemat - bo ona tego nie zrobiła....

                    >Jednak by
                    > wypowiedzieć hasło aktywizujące trzeba wczesniej upaść na dno, dno
                    > beznadziejności sytuacji, a to juz dla każdego bardzo subiektywne odczucie.
                    >
                    Tak - masz rację i zgodzę się z Tobą. Ale dno do dna niepodobne :))
                    Można upaść na dno, powiedzieć odchodzę i wtedy dzieją się te magiczne rzeczy o których wiemy - i można powiedzieć: Odchodzę, magiczne rzeczy się nie dzieją - i potem szuka się kochanki, nałożnicy, partnerki, żony, męża (niepotrzebne skreślić).
                    Natomiast nie uważam, że trzeba tu być herosem - by pomimo braku ciepła, pomimo codziennych awantur powiedzieć: Ochodzę w ciemno. Wiem, dla wielu Panów jest fajniej i łatwiej odchodzić do kogoś....
                    Ale sytuacja Autora pokazuje, że jak się jednej rzeczy nie załatwi - to można skopać życie sobie, byłej żonie, kochance, jej dziecku i swojemu, paru osobom również (rodzina) i na końcu samemu...
                    Wiesz czemu?
                    > Pozdrawiam.
                    > Avide
                    Ja również
    • stracatella Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 13:39
      Jestem a raczej byłam w podobnej sytuacji i moim zdaniem obecnej
      sytuacji winni jesteście oboje z żoną - nie dość staraliście się
      kiedy był po temu czas. Wiem też że nie zawsze sie da uratować coś
      co samo umiera. Niestety wielu mężczyzn po pojawieniu sie dziecka
      traci zainteresowanie swoją żoną - to już nie ta świeżość... no nie
      jesteś na pierwszym miejscu bo teraz trzeba sie zając dzieckiem.
      Twoja najwieksza wina to uwikłanie się w związek z inną kobietą i
      zniszczenie dwóch rodzin - trauma dla dzieci z obydwu rodzin.
      Zachowujesz sie nie fair próbując mieć ciastko i je zjeść.
      Podejmij jakąkolwiek decyzję nawet jeśli miałaby ciebie boleć -
      (tego jak czytam boisz sie najbardziej) - każda będzie lepsza niż
      żadna.
      powodzenia
    • mmsadlo Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 13:47
      Kurczę na co czekasz jesteś młody całe życie przed Tobą, sytuację
      trzeba wyjaśnić i to szybko. Żona obudził się z letargu bo nikt nie
      lubi być rozwódką z dzieckiem, bo potrzebny jest mąż aby rodzina
      była " normalna " przed rodziną. A właśnie propos rodziny, to
      wiadomo, że cała rodzina stanie za twoją żoną bo dla dobra dziecka,
      bo tak trzeba, bo się ułoży itp, itd.
      Ja tam jestem zwolennikiem jasnych sytuacji- albo wte albo wewte i
      nie ma że boli a rodzina będzie kręcić nosem ale z czasem się
      przyzwyczai.
      Jak zostaniesz z żoną to twoja zdrada do końca życia będzie ciążyć
      na zaufaniu twojej żony do ciebie. Kobiety są pamiętliwe.
    • gacusia1 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 15:22
      Jestes DUPA,a nie facet!Czego nie potrafisz wybrac???Co za obluda!
      Wrrr!!! Bzykasz jedna,spisz z druga i Ty uwazasz,ze CIERPISZ?????
      Wspolczuje Twojej zonie i kochance.Jak nie chcesz zostac "na lodzie"
      to zabieraj manele i spadaj do kochanki,tchorzu!!!
      Alez mnie nosi gdy czytam wywnetrznienia takich facetow bez jaj!
      • boania7 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 15:46
        Ja mam pytanie do autora wątku,ile czasu się starałeś zanim
        zrezygnowałeś i znalazłeś sobie kochankę?
      • sagittka Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 15:54
        > Jestes DUPA,a nie facet!Czego nie potrafisz wybrac???Co za obluda!

        Tylko to nie jest wybór między żoną a kochanką, bo ten byłby dla
        autora prosty.
        To jest wybór, a raczej jemu się tak wydaje, między wychowywaniem
        własnego dziecka, a życiem z kochanką. Ten wybór nie jest już taki
        prosty.

        Napisałam, że mu się wydaje, bo faktycznie tego wyboru nie ma, bo
        moim zdaniem udany i szczęśliwy związek z żoną nie jest już realny,
        co uniemożliwia praktycznie wspólne wychowywanie dziecka w zdrowej
        atmosferze.
      • ilragazzo Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 29.11.07, 08:27
        > Alez mnie nosi gdy czytam wywnetrznienia takich facetow bez jaj!

        Najwyraźniej nie byłaś jeszcze w takiej lub podobnej sytuacji. To,
        że facet krzywdzi obie kobiety (co nie ulega wątpliwości), nie
        znaczy, że sam nie cierpi.

        Życzę trochę mniej emocji - to pomaga myśleć logicznie.
    • driadea Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 15:51
      A ja z innej strony - dlaczego miałbyś, zakładając, że odejdziesz od żony,
      stracić kontakt z dzieckiem?
      Straszyć to mogą duchy, a nie powalona wizją samotności matka...
      • sagittka Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 15:57
        > A ja z innej strony - dlaczego miałbyś, zakładając, że odejdziesz
        od żony,
        > stracić kontakt z dzieckiem?

        Niestety praktyka pokazuje, ze w tej kwestii wiele zależy od dobrej
        woli matki dziecka. Jesli jej zabraknie, to kończy się na
        egzekwowaniu widzeń ustalonych sądownie, przy pomocy policji, co
        jest dla dziecka czasem większą traumą niż sam rozwód.
        • your_and Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 16:17
          sagittka napisała:
          > Niestety praktyka pokazuje, ze w tej kwestii wiele zależy od
          dobrej
          > woli matki dziecka. Jesli jej zabraknie, to kończy się na


          Ostatnio nawet przedstawicielka prokuratury wypowiadała się że
          oskarżanie ojców przez matki z zemsty stało się powszechne i
          problemem dla prokuratury. Zanim spraw sie wyjaśnia ojciec ma
          przechalpane, zero kontaktu i wiele przesłuchań.
          • your_and Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 16:26
            > oskarżanie ojców przez matki z zemsty stało się powszechne
            ... o molestowanie seksualne własnych dzieci.
    • anakin66 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 17:32
      Nie poszukuję współczucia. Sam skomplikowałem sobie życie.
      Byłem odpowiedzialnym, twardo stąpającym po ziemi facetem. Nic nie
      było mnie wstanie wyprowadzić z równowagi. Nigdy nie krzyczałem na
      swoją żonę. Starałem się, żeby miała jak pączek w maśle. Starałem
      się, żeby w domu była ciepła miła atmosfera. Sprzątałem, gotowałem i
      zajmowałem się domem. Uważałem, że facet powinien opiekować się
      swoją kobietą. Dodatkowo oczywiście pracowałem - dużo pracowałem,
      żeby żonie niczego nie brakowało. Nie mogę powiedzieć, że ona nic
      nie robiła. Też zajmowała się domem. Tak sobie żyliśmy, bez
      większych uniesień, finezji i większych kłótni. Moja żona zapragnęła
      dziecka. Na początku z pewną dozą ostrożności, a po pewnym czasie
      entuzjazmem podszedłem do tego pomysłu. Bardzo się cieszyłem, że w
      naszym życiu pojawi się mały młody człowiek. Przeżywałem ciążę wraz
      z nią. Wszystko było zaplanowane. Cieszyliśmy się oboje. Żona bardzo
      dobrze zniosła ciążę - żadnych fanaberii.. Do tego momentu wszystko
      było dobrze. Urodzenie dziecka zbiegło się ze zmianą przeze mnie
      pracy. W związku z tym miałem więcej obowiązków służbowych. Nie
      mniej jednak tak szybko jak było to możliwe śpieszyłem się do swojej
      rodziny. Byłem ciekawy co się zdarzyło. Chciałem z nimi przebywać.
      Wracałem do domu normalnie. Jednak coś zaczęło się zmieniać. Spokój
      zaczął być zachwiany. Moja żona nauczyła się w super sposób
      wyprowadzać mnie z równowagi. Doprowadzała do kłótni pod każdym
      pretekstem. Zdawałem sobie sprawę, że może być w szoku poporodowym,
      więc jakoś to znosiłem i postanowiłem przeczekać.. niestety było
      tylko gorzej. Nadal zajmowałem sie domem i pomagałem przy dziecku.
      Uczestniczyłem przy kąpielach, karmieniu zabawach. Z drugiej strony
      tylko krytyka. Jestem z natury spokojną osobą i trudno mnie
      wyprowadzić z równowagi. W domu oczekiwałem tylko spokoju. Na inne
      rzeczy - czułość miłość seks - dawno przestałem liczyć. To, że ktoś
      oprócz dziecka cieszy się, że wróciłem, czeka tęskni i podobne
      sytuacje. Na progu tylko - później się nie dało. Łóżko - żadne z nas
      nie dążyło do zbliżeń. A gdzie czułość miłość - ja pytam ???
      Postanowiłem się skupić, żeby mojemu dziecku było dobrze w życiu.
      Jednak nie byłem szczęśliwy. Nie szukałem i nigdy nie oglądałem sie
      za innymi kobietami - jako próbą rozwiązania problemów.
      Przyzwyczaiłem się do swojego smutnego życia. Los chciał jednak
      inaczej. Pojawił sie ktoś równie nieszczęśliwy i zagubiony jak ja.
      Zakochaliśmy sie w sobie. Cudowne uniesienia. To czekanie na te
      chwile spędzane razem. Ten spokój , miłość, troska i opieka oraz
      zainteresowanie spowodowały, że doszło do zdrady. Choć każde z nas
      było w związku - było nieszczęśliwe - nie planowaliśmy tego. Nie
      robiliśmy tego z premedytacją. Każde z nas szukało w tym związku
      tego czego nie odnajdywaliśmy u swoich partnerów. Przestałem się
      interesować żoną. Nie zwracałem uwagi na ciągłe awantury, bo
      przestały mi one przeszkadzać. Powiecie, że wybrałem najprostsze
      rozwiązanie. Nie potrafiłem sobie poradzić ze swoim życiem.
      Przygniotło mnie też, że osoba, na której polegałem kompletnie
      przestała mi poświęcać uwagę i stawała się z dnia na dzień coraz
      bardziej obca. Nie rozumiała mnie pomimo tego, że wyciągałem do niej
      rękę, próbowałem rozmawiać. Gdy ją zdradziłem - nie miałem wyrzutów
      sumienia. Zabiła to uczucie, które kiedyś do niej żywiłem. Swoje
      uczucia przelałem na kogoś innego. Nie potrafiłem z nią żyć. Kilka
      miesięcy odmieniło moje życie znacząco. Interesowałem się tylko
      drugą kobietą i dzieckiem. Żona zeszła na plan boczny. Nie mniej
      jednak zauważyła w końcu, że coś jest nie tak. Wtedy ona zaczęła
      wyciągać rękę. Teraz ja ją odrzucałem.Gdy się dowiedziała o
      zdradzie - bardzo to przeżyła, cierpiała - a ja miałem to gdzieś.
      Jednak ona postanowiła inaczej. Ogarnęła się ,poszła do pracy,
      zaczęła o siebie dbać, zaczęła też dbać o dom i dziecko. Powiecie,
      że powinienem wyciągnąć rękę do niej. Nie potrafiłem. Wszystko
      widziałem inaczej. Moja żona walczy tak jak potrafi. Stara się
      pomimo wszystko mnie nie kontrolować. Interesuję się , próbuje
      nawiązać rozmowę. Dba o dom i dziecko. Czuję, że chciałaby też ze
      mną sypiać. Sakramentalne tak wypowiedziałem, ponieważ widziałem w
      niej spokój, którego szukałem, bezpieczeństwo i stabilizację oraz
      myślałem o wspólnym zestarzeniu się. Swojej przyjaciółce ciągle
      powtarzałem, żeby znalazła sobie kogoś wolnego. Z kim będzie miała
      ustabilizowaną sytuację. Z jej ust słyszałem tylko, że to mogę być
      albo ja albo nikt. Brnąłem w to dalej. Powiedziała mi, że jeżeli
      taki układ miałby trwać wiecznie to ona chce tego. Jeżeli chodzi o
      rodzinę, która odsunęła sie ode mnie - postawiłem na nich krzyżyk.
      Traktują mnie jak powietrze, a ja im nie pozostaję dłużny. Nie mniej
      jednak w chwilach kryzysowych przychodzą do mnie i proszą o pomoc.
      Są dla mnie żałośni i śmieszni. Uodporniłem sie na nich. Wiem już do
      czego zawsze im byłem potrzebny. Początkowo wywierali na mnie
      nacisk. Później przestałem na to zwracać uwagę. Nie odzywamy się.
      Żeby nie zrobić krzywdy przyjaciółce - nie sypiam z żoną -
      paradoks ??? Żonę przestałem w ogóle traktować jak obiekt westchnień
      seksualnych. Seks nie jest głównym gwoździem programu, ale jest nam
      ze sobą bardzo dobrze i kochamy się w każdej możliwej sytuacji. To
      wytworzyło bardzo silną więź pomiędzy nami. Jemy razem obiady,
      kolacje. Razem chodzimy na zakupy oraz rozwiązujemy codzienne
      problemy. Co zawdzięczam żonie - No właśnie co - Odwrócę to - Ile
      ona zawdzięcza mnie.....A dziecko jest dla mnie najważniejsze -
      dlatego sądzę, że tkwię w tym paradoksie. Nie użalam się nad sobą.
      Poszukuję jednak najlepszego rozwiązania. W żonie nigdy nie znajdę
      tego co w przyjaciółce, a w przyjaciółce tego co w żonie. Swojemu
      dziecku chcę zapewnić to co najlepsze - odpowiednie wzorce do
      naśladowania i pełną rodzinę oraz szczęśliwe życie. Chyba wiem - nie
      znalazłem tego czego szukałem - będąc z żoną myślę o przyjaciółce i
      odwrotnie. Niezależnie od decyzji, które wkrótce podejmę pozostanę
      nieszczęśliwy...............
      • sunflower30 anakin! 28.11.07, 17:58
        Wiesz co, anakin? po pierwszym twoim wpisie chciałam ci nawrzucać,
        juz zabierałam sie do pisania, w imię babskiej solidarności, jaki to
        z ciebie skur...syn. Ale teraz tego nie zrobię. Jest jakaś
        przedziwna szczerość w tym, co piszesz, naprawde uwierzyłam że
        kochasz swoja przyjaciółkę.
        Że z twojego małzeństwa nic już nie będzie, jestem przekonana,
        jednak co do związku z przyjaciłóką....hm ja jednak chyba poczekała
        bym jakiś czas. Mysle, że powinieneś rozstac sie z zoną i to jak
        najszybciej, dla waszego, podkreślam waszego dobra. Natomiast
        zdecydowanie nie ładowac sie od razu w związek z przyjaciółką.
        Musisz dac sobie czas na przemyślenie, poukładanie wszystkiego.
        Dopiero potem budowac związek z nową kobietą.

        Mam radę: nie nakrecaj sie negatywnie, nie wolno ci myśleć że bez
        względu na podjętą decyzję będziesz nieszczęśliwy. Postanów, że
        jęśli juz podejmiesz, to tylko własciwą decyzję i napewno będziesz
        szczęśliwy. Nie może byc inaczej.
        To, że w tej chwili masz rozterki, targaja tobą emocje, to tylko na
        twoją korzyść. Dobrze, że wiesz przynajmniej jedno, że z żona juz
        nie będziesz. To bardzo dużo, to pierwszy krok wprzód.

        Byc może przyjaciółka okaże się kobietą twojego życia, prawdziwą
        miłością??? Przynajmniej to sprawdź.
        Powodzenia.
        • driadea Re: anakin! 28.11.07, 18:40
          Teraz to i tak nie ma znaczenia dlaczego, po co, kiedy, jak etc.
          Można osądzać, nawrzucać, skarcić, ale to niczego nie zmieni.

          Wiesz, co ja bym zrobiła?
          Odeszłabym do tego, którego kocham.
          Reszta jakoś by się ułożyła, to pewne...
      • mmsadlo Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 19:07
        Ładnie napisane, większość forumowiczów postąpiłaby pewnie podobnie
        jak ty i tylko jedno ale, ciekawe jaka jest wersja twojej żony.
        Kobieta która się kocha i ma się z nią dziecko z dnia na dzień staje
        się zołzą. Dziwne. Ale jak chce to potrafi o siebie zadbać, znalezć
        pracę jednym słowem walczyć o niewiernego męża. Ciekawe. Uważam że
        każdy ma prawo do szczęścia - tak ty jak i twoja żona - czy razem
        tego nie wiem.
        Wiem jedno nigdy bym nie chciał stanąć przed podobnym dylematem.
        Powodzenia
        • avide Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 19:38
          mmsadlo napisał:

          > Ładnie napisane, większość forumowiczów postąpiłaby pewnie podobnie
          > jak ty i tylko jedno ale, ciekawe jaka jest wersja twojej żony.

          To słowa faceta zakochanego po uszy a jednocześnie rozdartego na strzępy. W
          pewnym sensie jest sam sobie winien ale tylko w pewnym sensie. Prawda pewnie
          leży gdzieś pośrodku. Nie mniej on swoja karę już i tak dostał. Cały czas ją
          dostaje, bo życie w takim układzie to zwyczajny koszmar.

          Pzdr.
          Avide
          • sylwiamich Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 19:55
            Avide...masz dwie opcje.Ale jest jeszcze trzecia, czwarta i
            dziesiąta.I NIGDY nie wiadomo...
            Jest taka opcja że żona za chwilę zapomni że trzeba dbać.Albo
            zmienić się na stałe nie może.Albo przebaczyć nie da rady i zamieni
            jego zycie w piekło.Albo mścić się będzie i zdradzi też.I facet
            zostanie z nią pomimo i szarpał się będzie z poczuciem przegranego
            życia.Albo ona go wreszcie wyrzuci poobijanego.Albo on sam odejdzie
            za rok, dziesięć.
            Co do drugiej...następne warianty mi się nasuwają.Żyją długo i
            szczęsliwie.Rodzina przebacza.Żona zakochuje się w kimś odpowiedznim
            i dziękuje że ją mąż uwolnił od siebie.
            Miliony opcji.Zależnych od nas i niezależnych.I mówię to z autopsji.
            Dzieci...wszystkie oceniają swoich rodziców.Za życie w zimnej,
            pełnej nienawiści rodzinie, za rozpad tejże, za dawanie wszystkiego
            i niedawanie niczego.
            • avide Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 20:02
              Masz 100000000000% racji.
              Możliwe są wszelakie kombinacje. Ja jedynie chciałem pokazać dwie możliwe
              prawdopodobne żeby autor sobie spróbował wyobrazić która z opcji jest mu
              bliższa. Bo opcje są wie, zaś kombinacji i powikłań tych opcji ... nieskończenie
              wiele.
              Pozdrawiam.
              Avide
              • sylwiamich Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 20:20
                A skąd pewność że to cud prawdziwy i trwały a nie tylko efekt umytej
                szyby?
        • ilragazzo Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 29.11.07, 08:33
          > Kobieta która się kocha i ma się z nią dziecko z dnia na dzień
          staje
          > się zołzą. Dziwne

          ... ale możliwe. Znam taki przypadek (tyle, że nie z takimi -
          jeszcze - dramatycznymi skutkami). Nie z autopsji - to związek moich
          przyjaciół. Choć lubie obydwoje, zdecydowanie uważam (i moja żona
          też - więc prosze nie zarzucać mi męskiego szowinizmu), że kryzys w
          małżeństwie to wina "jej". Ale mniejsza o szczegóły - takie sytuacje
          SĄ możliwe. I szczerze mówiąć PASKUDNE. Oby nigdy nie stały sie
          naszym udziałem...
          • glosatorr A dlaczego? 29.11.07, 11:12
            Zastanawiałeś sie czemu kobieta po urodzeniu dziecka staje
            się "sołzą"?
          • your_and Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 29.11.07, 18:26
            ilragazzo napisał:
            > > Kobieta która się kocha i ma się z nią dziecko z dnia na dzień
            > staje
            > > się zołzą. Dziwne
            >
            > ... ale możliwe. Znam taki przypadek (tyle, że nie z takimi -
            > jeszcze - dramatycznymi skutkami).

            To bardziej złożone. Kazdy ma złe i dobre emocje. Złe
            nierozładowywane sie kumulują i wybuchają przy niezwiązanej z
            prawdziwa przyczyną okazji. Kobieta przy zajmowaniu się dzieckiem
            też doznaje złości zmęczenia, rozczarowań swoich ograniczeń, ale nie
            może tych złych emocji odnieść do jej dziecka które jest "słodkie i
            niewinne" i "nie rozumie, ciągle płacze". No to dostaje sie innej
            najbliższej osobie, mężowi, no on jest dorosły, rozumie, i złe
            emocje z całego dnia lecą przy okazji róznych pretekstów.

            Z puktu widzenia męża taka żona staje sie właśnie z dnia na dzień
            zołzą po urodzeniu dziecka.
            • ilragazzo Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 30.11.07, 13:28
              your_and napisał:


              > Z puktu widzenia męża taka żona staje sie właśnie z dnia na dzień
              > zołzą po urodzeniu dziecka.

              ... czyli jest to możliwe - co było do udowodnienia.

              Inną kwestią (na inny wątek) jest jak sobie radzić z taką sytuacją -
              bo przecież ona może wiele popsuć...
      • avide Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 19:28
        Anakin, smutna ta Twoja historia. Bardzo jednak pouczająca jak sie jej bliżej
        przyjrzeć.
        O związek trzeba dbać. ZAWSZE !!. czy się na chce czy nie. Trzeba się o niego
        starać, bo jak się raz zabije uczucie reanimować może już nie być czego.

        Piszesz że Twoje żona zabiła w Tobie uczucie i ja ci wierze.
        Jednak co dalej... Anakin.. to działa tak.
        Masz dla mnie dwie drogi.

        Opcja nr 1
        Musisz odejść od kochanki. Zerwać z nią wszelki kontakt. WSZELKI rozumiesz
        ???????? Potrafisz ??? Oboje musicie zmienić numery telefonów, zmieniacie
        skrzynki mejlowe, i najlepiej sie jeszcze przeprowadzacie (choć to stanie
        najprawdopodobniej najmniej realne). Musisz stracić z nią całkowity kontakt.
        CAŁKOWITY. Dać sobie tego ostatniego buziaka, kochać sie ostatni raz po czym
        odwrócić sie i odejść nie patrząc za siebie choć serce będzie pragnęło czegoś
        zupełnie innego. I nigdy się nie obrócić, NIGDY !!! Będziesz cierpiał i będzie
        ona cierpiała. Bo będzie kurewsko bolesne i OBOJE wylejecie wiele łez. To będzie
        trwało jakieś myślę ok 6 miesięcy. Po tym czasie przyjdzie zobojętnienie. Jeśli
        zona nie da "ciała" i będzie wytrwale walczyła jeszcze to uratuje. Ty będziesz
        cierpiał, ale dziecko będzie dawało ci sens życia i egzystowania w tym związku.
        Po jakimś może roku może troszkę dłużej obojętność i zrezygnowanie ustąpi
        miejsca codzienności i przywiązaniu. Później ... później będziesz funkcjonował a
        z czasem .. z czasem zapomnisz. Łzy i ból przekujesz w czułe wspomnienia i kto
        wie... może nawet znowu zaczniesz czule patrzeć na żonę. Zaczniecie nieśmiało
        ale z czasem jeśli zaczniecie sypiać (a najprawdopodobniej zaczniecie) wróci
        bliskość i czułość. Nie będzie już nigdy tego co było "przed" ale możecie
        naprawdę fajnie funkcjonować w nowym-starym związku i wcale nie będziesz czół
        się nieszczęśliwy. Będziesz się cieszył dziećmi, ich rozwojem, może nawet
        pokochasz żonę na nowo. To wbrew pozorom wcale nie jest takie nierealne jak Ci
        się teraz wydaje.
        Warunek jest jednak jeden. ZERO kontaktu z tą trzecią. ZERO rozumiesz ????
        Dlatego te zmiany telefonów mejli itp. Chwile słabości będą Cię nachodziły
        wielokrotnie i wtedy będziesz łapał za telefon, pisał emaila w nadziei, że
        odpowie. Jeśli zaś nie będziesz miał tej możliwości przetrwasz, przetrwa Twoja
        rodzina. Poświęcisz siebie, i ta miłość dla rodziny, i wcale niewykluczone że
        będziesz szczęśliwy choć o "tamtej" nigdy nie zapomnisz. Takich rzeczy sie nie
        zapomina. Cała nadzieja w tym, że przypadkiem nie wpadniecie na siebie gdzieś
        tam ... bo wtedy wszystko odżyje w was ze zdwojoną siłą. Dlatego właśnie pisałem
        o przeprowadzce... najlepiej do innego miasta.

        Opcja nr 2
        Zostawiasz żonę. Zostajesz znienawidzony przez rodzinę. Tracisz dziecko. Tak na
        90% je utracisz, bo to TY jesteś ten niedobry który odszedł do obcej dooopy. !!!
        Przezywasz niesamowite uniesienia, zakładasz nową rodzinę. Jesteś szczęśliwy
        jednak to szczęście jest okupione szczęściem Twojego dziecka. Widujesz sie z nim
        od święta. Z eks stosunki co najwyżej poprawne i przy byle okazji awantury o
        alimenty że mało i mało i inne duperele. Żyjesz tak, Twoje dziecko żyje, eks
        żyje. Rodzina z czasem zaczyna z Tobą rozmawiać ale nigdy Ci nie zapominają, że
        poświęciłeś rodzinę dla obcej doopy. Do końca życia będzie to Twoje brzemię.
        Zostaniesz sam. Sam z nową żoną która... no właśnie ..
        albo okaże się faktyczna miłością twojego życia albo... cóż.. wiesz że w życiu
        różnie bywa. Osobiście wierzę w mądrość drugiego wyboru. tzn że bystrzy ludzie
        kolejny raz wybierają rozważniej i lepiej. Nie mniej nie wiadomo zawsze
        pozostanie. Gdyby związek okazał się jednak niewypałem po okresie "motykowania"
        zostaniesz sam jak palec. I będziesz musiał mieć naprawdę duuuuże jaja by
        udźwignąć te wszystkie plotki, ta całą presję otoczenia, śmiech, i teksty w
        stylu "z deszczu pod rynnę".

        Sam zdecyduj czego tak naprawdę pragniesz. Osobiście uważam że wybierzesz opcje
        nr 1. nie mniej co byś nie wybrał ...nie zazdroszczę... i tak będziesz miał
        przez najbliższy czas przechlapane. No i będziesz musiał tak czy siak kogoś
        skrzywdzić.
        Kochankę lub żonę i dziecko, obecnie krzywdzisz wszystkich łącznie z sobą. Co
        byś nie wybrał ... tak naprawdę przegrasz. Tak naprawdę już przegrałeś...
        przegrałeś spokój, szczęście, ideały itp.

        Pozdrawiam nie zazdroszcząc ani trochę.
        avide.

        Ps. Wiem co piszę, gdyż jestem dzieckiem z opcji nr2. Znam temat od podszewki.
        Jak masz ochotę pisz na priva, pogadamy.
        • justyna.ada Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 21:44
          Avide, bo groza stanięcia przed takim wyborem, polega wg mnie na tym że nie ma
          żadnej gwarancji co do którejś opcji.

          Gdyby miał gwarancję, że odbuduje się związek legalny, to myślę, że przebolałby
          nawet rozstanie z tą drugą. Ale najpierw musiałby powiedzieć cześć kochance, a
          potem sprawdzić, czy z żoną się uda, no nie? A gwarancji nie ma, to jest skok w
          ciemnośc.
          Ja nie mówię, że nie wart spróbowania... tyle że w ciemność.

          I nie wiadomo, czy ukochana nielegalna, okaże się dobrym wyborem na resztę
          życia, dokładając do tego rozwalenie legalnej rodziny. Też ciemność.
          Która ciemnośc lepsza, nie wiadomo.

          Z tego co mi sie wydaje, każdy by doradzał autorowi opcję 1, jako jedyną z tzw.
          zasadami.

          pozdrawiam
          • your_and Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 29.11.07, 18:32
            justyna.ada napisała:
            > Z tego co mi sie wydaje, każdy by doradzał autorowi opcję 1, jako
            jedyną z tzw.
            > zasadami.

            Każdy to chyba jednak nie.
            To chyba odwieczny dylemat: czy kierować się zasadami i tym co żąda
            rodzina, czy iść za własny m głosem serca...
    • triss_merigold6 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 28.11.07, 21:07
      Jak dla mnie to jest już pozamiatane. Game over jeśli chodzi o
      małżeństwo. Nie Ty pierwszy, nie Ty ostatni.
      Nie będę się rozpisywać, bo inni wypowiedzieli się dość obszernie.
      Miej jaja i odejdź, dbaj tylko o regularny i normalny kontakt z
      dzieckiem. O ile żona będzie w stanie schować urażoną dumę do
      kieszeni to relację jako RODZICE sobie ułożycie. Im szybciej
      odejdziesz tym lepiej, chirurgiczne cięcia są zdrowsze.
      Prawdopodobieństwo, że do Twojego małżeństwa namiętność powróci jest
      bliska zeru a bez tego nie warto tkwić w układzie.
      • sunflower30 anakin! 28.11.07, 22:10
        Anakin, bez względu na to, co piszą przedmówcy, opcja nr 1 czy 2,
        wszystko pięknie, ale to z punktu widzenia mężczyzn.
        Napiszę ci z punktu widzenia kobiety, bo taką historię przeżyłam.
        Kobieta w momencie, kiedy dowie się o zdradzie reaguje różnie. Jedna
        wyrzuca za drzwi, druga popada w depresję, inna daje szansę, funduje
        sobie metamorfozę, obiecuje zmianę swojej postawy i samej siebie,
        żeby tylko utrzymać męża. Nie wiem dlaczego żona chce byc z tobą,
        pomimo tego że ją zdradziłeś. Smiem twierdzić, że robi to dla
        dziecka, dla pełnej rodziny. Ale , wiesz co??????? O zdradzie się
        nie zapomina!!!!!!!!!! Nigdy!!!!!!! Nawet jeśli wszystko wróci do
        normy, a mało w to wierzę, problem zdrady pozostanie. Nawet jeśli
        stworzycie iluzję normalnej, kochającej sie rodziny, to będzie to
        tylko iluzja. Zdrada pozostanie w niej i wróci jak bumerang. Tu na
        forum wielokrotnie była mowa o zdradzie, jej konsekwencjach, dlatego
        też nie będę się powtarzać. Kobiety często deklarują, że wybaczyły,
        ale nieczęsto spotyka się takie, które zapomniały. Twoja zdrada jest
        o tyle "gorsza", że zakochałeś sie w tej kobiecie, a nie był to
        tylko incydent, jednorazowy skok w bok.
        Widzisz, ja nie potrafiłam żyć z tą świadomością, że mąż zakochał
        się w innej kobiecie i właśnie dlatego że bardzo go kochałam,
        pozwoliłam mu odejść. Bo chciałam, żeby był szczęśliwy. Dzięki temu
        oboje daliśmy sobie szansę na ułożenie życia po raz drugi.
        Jeśli twoja żona, z wiadomych tylko dla siebie powodów, nie daje ci
        tej szansy, to ty zachowaj się jak facet i ODEJDŹ.
        Dla dziecka zawsze będziesz ojcem, mieszkając z jego matką, lub nie.
        Pamietaj o tym.
        Szczerze życzę szczęścia.
      • woman-in-love Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 29.11.07, 18:52
        wybór jest pomiędzy "wiadomą" - "niewiadomą". Jak będzie z żoną? Nijak. A z
        przyjaciółką? Nie wiadomo. Wiadomo też, że kontakt z dzieckiem będzie słabszy.
        Jeszcze też nie wiadomo, że matka dziecka nie zacznie afery, utrudniania wizyt
        itp., co jest równie niszczące jak molestowanie seksualne. Wybierając miłość -
        robisz krok w ciemno. Ryzykujesz wszystkim, a czeka Cię niewiadoma. Podoba mi
        się podejście kochanki: Ty albo nikt. Zaryzykuj, oto moja rada.
    • skarlettta Po urodzeniu dziecka 29.11.07, 11:25
      Ciekawie tu czasem u Was. Przesadzacie poważnie z tym że zdrada
      wszystko w związku przekreśla. Napiszę jak u mnie to wyglądało, od
      strony kobiety. Schemat początkowo ten sam. Po urodzeniu dziecka
      całkowicie pochłonęła mnie opieka nad naszym nowym członkiem
      rodziny. Po urlopie macieżyńskim wróciłam do pracy, z trudem wiążąc
      pracę zawodową, obowiązki matki i gospodyni oraz studiami. Jeżeli
      trzyma się tyle srok za ogon, czasami któraś z nich się wyrwie. Tak
      było i u mnie. Pozwoliłam uciec bliskości z moim mężem. Stało się to
      częściowo z udziełem mojej świadomości, częściowo bez jej udziału.
      Po urodzeniu syna nieświadomie odsunęłąm od siebie męża, kierując
      wszystkie siły, energię i uwagę ku dziecku. Świadomie zaś karałam go
      wybuchami złości i chłodem za brak pomocy w zbyt wielu obowiązkach,
      jakie na mnie spadły. Zmęczona, zabiegana, sfrustrowana i wiecznie
      niewyspana miotałam się jak dzikie zwierze zamknięte w klatce, które
      z jednej strony potrzebuje pomocy a z drugiej rzuca się z zębami i
      pazurami na każdego, kto chce mu pomóc. Na skutki takiego
      postępowania nie trzeba było długo czekać. Mąż, pozbawiony bliskości
      i uwagi drugiej osoby, zaczął szukać jej poza związkiem. Net daje
      wiele możliwości - GG, tlen, chat a w nim kobiety zawsze zadbane,
      uważne, dowcipne, zawsze chętne wysłuchać, pocieszyć. Potem zaczęły
      się SMS-y, długie, ciepłe a nawet namiętne maile pisane ukradkiem
      późnym wieczorem. On zaangażował się w wiele znajomości, w tym w
      jedną bardziej, którą raczej można było nazwać zauroczeniem a nawet
      zakochaniem. Niewiele brakło do spotkania. Na szczęście przypadkowo
      przeczytałam jeden z SMS-ów w komórce. Potem wiedziona narastającą
      czujnością i instynktem śledczym (którego nawet Sherlock Holems by
      się nie powstydził) łamiąc hasła, przeszukując teczki, inwigilując
      komórkę (do dziś czuję wstręt do siebie o to zachowanie) doszłam
      prawdy. A raczej jej większej części. Były awantury, krzyki, łzy. On
      obiecał skończyć. Ale mnie to nie wystarczyło. Jak niczego na
      świecie pragnęłam ZEMSTY. Odświeżyłam dawno zakurzoną miłość jeszcze
      ze średniej szkoły. Teraz ja pisałam SMS-y, listy i maile. Było
      pięknie i radośnie. Czułam się świetnie, znowu stałam się dla kogoś
      dla kogoś atrakcyjna, ważna, porządana. Tym razem ja zafundowałam
      sobie tanim kosztem to, czego mi brakowało. Ale stare dobre
      przysłowie mówi: "Nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe". I stało
      się. Teraz mój mąż inwigilował moją komórkę i przeczesywał moją
      torebkę. A kiedy prawda wyszła na jaw, on znowu zaczął swoją zabawę
      w SMS-y. Przez długi czas nie było nam łatwo wyrwać się z pętli
      wzajemnych oskarżeń, pretensji, zdrad. Nie było łatwo, ale jakoś się
      udało. Włożyliśmy w to oboje dużo pracy i wysiłku. Staramy się nie
      ranić siebie na wzajem przypadkowymi znajomościami i zabłąkanymi SMS-
      ami. Staramy się nie ranić, ale oboje wiemy, że nasze skrzynki
      internetowe nie zawsze znajdują się tylko służbowe maile. Bo
      przecież owoc zakazany smakuje najlepiej. Ale jak w każdej sferze
      życia, tak i w jedzeniu trzeba zachować zdrowy umiar, żeby potem nie
      musiać poddawać się długiemu i bolesnemu leczeniu.
    • misssaigon pytanie 29.11.07, 19:00
      najpierw odpowiedz sobie na pytanie - czy w zwiazku z kochanka - jesli z nia
      zostaniesz - bedziesz umial uniknac bledow, ktore popelniles w malzenstwie
      - a najwazniejsze - czy wiesz jakie to sa błedy?

      jesli nie rozumiesz, nie wiesz, w jaki sposób sie przyczyniles to ruiuny swojego
      malzenstwa - zostan lepiej z zona , nie eksperymentuj na kolejnym zywym organizmie
      • aandzia43 Re: pytanie 29.11.07, 19:22
        Bingo!
        • your_and Re: pytanie 29.11.07, 19:42
          Co według Was panie jest eksperymentowaniem? Poszukiwanie podobnie reagującej
          osoby o podobnych potrzebach na wrażliwość, bliskość seks?
          Rozczarowanie że tej drugiej osobie po jakimś czasie przechodzi chęć?
          Pewności że się umie uniknąć błędów nie ma nigdy. Jedyne czego można być pewnym
          to goryczy tego czego sie szukało w życiu i nie znalazło lub nie miało odwagi
          spróbować sięgnąć.
          • sylwiamich Re: pytanie 29.11.07, 20:03
            Eksperymentowanie? Patrzenie jak ktoś cierpi? Próbowanie ile może
            wytrzymać? I która pierwsza się podda? Oczywiście wszystko w błogiej
            nieświadomości i bólu eksperymentatora..
            • your_and Re: pytanie 29.11.07, 21:59
              Sorry za takie naiwne pytanie, ale jeżeli autor pisze prawdę to żona nie
              widziała wcześniej że mąż wcześniej cierpi i może nie wytrzymać?

              I dopiero gdy jej eksperyment wykazał że nie wytrzymuje i szuka tego czego mu
              brakuje gdzie indziej to nieco skorygowała postępowanie?
          • aandzia43 Re: pytanie 29.11.07, 23:33
            Your, popełnianie błędów podczas poszukiwania szczęścia, czy po prostu podczas
            próby przejścia przez to życie jako tako, to normalna rzecz. Ale popełnianie
            ciągle tych samych błędów to głupota i niedojrzałość, a z pozycji ludzi, których
            spotykamy na naszej drodze brak odpowiedzialności, lekkomyślność, sukinsyństwo i
            różne takie brzydkie rzeczy.
            Anankin wziął sobie żonę z jakiegoś klucza. Bardzo prawdopodobne, że kochankę
            wziął sobie z tego samego, choć na pierwszy rzut oka wydaje się to tak
            nieprawdopodobne. To najczęstszy schemat. Powielanie błędów z poprzedniego
            związku w następnych. Ale nie wszyscy mu podlegają. Niektórzy wyłamują się z
            tego zaklętego kręgu, bo po drodze dojrzewają i wskakują na wyższy szczebel
            drabiny. Automatycznie ich następne związki też są jakościowo lepsze i wolne
            starych błędów.

            Szukać, znajdować i mieć odwagę sięgać - zawsze!. Nawet jeśli po drodze popełnia
            sie czyny potępiane przez ogół. Wszystko ma swoją cenę i czasem warto ją
            zapłacić. Szukać, znajdować namiastkę, użalać się nad sobą, szukać, znajdować
            namiastkę, użalać..... i ciagle płacić - to już lepiej zostać przy starym, a
            reszcie świata nie zawracać dupy. Ta reszta świata też płaci przy okazji naszych
            popisów. To jest właśnie to "eksperymentowanie".

            Jeśli Nowy Anankin wziął sobie Nową Kobietę, to niech z nią odejdzie w siną dal,
            bo rezygnacja z niej będzie jego wielką, człowieczą klęską. Jeśli związanie się
            z nią to tylko akt rozpaczy samotnego Anankina, który nie wyciągnął żadnych
            wniosków z klęski swojego małżeństwa (wszak nie tylko żona popełniała błędy), to
            niech da dziewczynie spokój. I nie robi w czasoprzestrzeni zbędnego zamieszania
            swoją osobą.
            • kalina1970 Re: pytanie 30.11.07, 00:26
              Czlowieku ,nie krzywdz dziecka,zostaw zone i badz szczesliwy/tylko
              wtedy Twoja rodzina ma szanse na to,by cieszyc sie zyciem.
            • misssaigon tak sobie zadaje pytanie 30.11.07, 15:58
              tak sobie mysle....zona naszego bohatera jawi sie nam jako straszna hetera -
              zimna, nieczula, niewdzieczna...ale jednoczesnie cierpliwa i wyrozumiala dla
              rozmemłanego emocjonalnie meza...dziwne...
              w takiej milosno-cierpietniczej egzaltacji caly ten trojkat zapewne nie wytrwa -
              licze na to ktos sie w kocu obudzii zechce wrocic do normalnosci .

              a moze to nie anakin tylko Dark Vader?;>
              • efffka16 Re: tak sobie zadaje pytanie 12.03.08, 16:14
                Współczuje tej zonie. Jak musi cierpieć okrutnie. A dla takich drani jak ty
                powinny byc jakieś kary typu : członek do obcięcia.
    • shirlie Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 30.11.07, 00:56
      Masz to czego pragnie kazdy facet teraz musisz postapic jak
      prawdziwy mezczyzna.Najlepiej wyprowadz sie z domu do nowej kobiety
      bo to Twoja milosc bo kolejnej mozesz nie spotkac.Zycze odwagi i
      slusznej decyzji.
    • grazyna510 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 30.11.07, 01:21
      A moze moglbys zaproponowac zonie inne rozwiazanie : rozwod- Ty
      przejmujesz opieke nad Waszym dzieckiem-Ona zaczyna zycie "od
      nowa ".
      Ostatecznie to Ty "zdradziles "...dlaczego Ona ma teraz ponosic tego
      konsekwencje.
      Ja bym Ci "sloneczko " oddala dziecko. Wychowuj....a ja ..ide w
      kariere????
      • sylwiamich Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 30.11.07, 09:06
        A ja myslę że facet z rzedy tych, co to całe życie nieszczęśliwi być
        muszą;))Niech się zastanowi, która kobieta to lepiej zniesie.Z tą ma
        większą szansę
        • angoisse Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 30.11.07, 09:36
          hahaha , BINGO!!
          • boania7 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 30.11.07, 10:54
            Na początku naskoczyłam na ciebie bo myślałam że dosyć szybko
            straciłeś nadzieję i wybrałeś skok w bok,ale po przeczytaniu twojej
            drugiej wypowiedzi zmieniłam zdanie trochę o tobie.Trochę bardziej
            cię rozumiem.Nie wiem tylko dlaczego nie powiedziałeś żonie że takie
            traktowanie cię przez nią ciebie bardzo rani?Nowy człowiek pojawił
            się w waszym związku a nie tylko u niej,dla ciebie to też była nowa
            sytuacja,nie tylko dla niej.Mi się wydaje że wy nie rozmawialiście o
            tym wogle,gdy ona miała do ciebie pretensje to ty to znosiłeś ale
            głośno nie powiedziałeś że na to nie zasługujesz.Nie zapytałeś
            dlaczego tak robi.Może to by ją obudziło trochę wcześniej.Napisałeś
            że kochaliście się bardzo,wzieliście ślub,pragnęliście mieć razem
            dziecko ale wszystko się zmieniło z jego przyjściem na świat.Żona
            zrobiła się nie miła.A gdy dowiedziała się o zdradzie to zaczęła
            zmieniać nastawienie.Pewnie doskonale wie że to przez nią wskoczyłeś
            innej do łóżka,tylko za późno to zrozumiała.Ja bym ci radziła z żoną
            usiąść i spokojnie porozmawiać,wyjaśnijcie sobie dlaczego tak się
            stało ,niech ci powie dlaczego tak cię traktowała?Każdy ma prawo
            popełniać błędy,ona też.Jeśli jesteś pewny że zabiła już całkowicie
            w tobie uczucia do niej,to odejdź od niej,jeśli jesteś pewnien że
            nie jesteś w stanie jej pokochać na nowo to odejdź od niej.Jeśli
            kocha swoje dziecko to nie powinna robić trudności,bo nie będzie to
            odwet na tobie tylko ale też na dziecku.To wy nie potrafiliście być
            razem,dziecko nie powinno cierpieć z tego powodu.Jak dorośnie to
            itak będzie chciało poznać ojca chociażby dlatego żeby mu wykrzyczeć
            swój żal,bo będzie znało tylko wersję mamy że tatuś zostawił mamę
            dla innej kobiety.Jak pozna prawdę to wtedy matka straci je
            bezpowrotnie.
    • your_and Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schemat 30.11.07, 11:02
      Być może. Na pewno los dał mu szanse a on się jeszcze zastanawia co
      z nią zrobić.

      Kryzys i romans po urodzeniu dziecka to standard, prosty schemat
      wielokrotnie opisywany.
      Żona ma nową miłość i odstawia w kąt starą. Ojciec też kocha
      dziecko, ale w odróżnieniu od kobiety nie zapełnia ono mu potrzeby
      bliskości ani nie blokuje potrzeb seksualnych. Dziecko zbiera
      pozytywne uczucia, partner potem otrzymuje skumulowane wszystkie
      negatywne frustracje z całego męczącego dnia z dzieckiem. Ona czuje
      się rozgrzeszona bo jest dziecko, on czuje się paskudnie, ona
      przestała go kochać i uzewnętrzniać, mało ma cały pakiet żalów i
      listę własnych oczekiwań. Oczywiście seks i szukanie bliskości idzie
      w kąt – bo ona nie ma teraz takich potrzeb. Żona chodzi zła że nie
      jest zachwycony dzieckiem jak ona i nie rozumie o co mu chodzi że
      czasem przburkuje że czegoś mu brakuje. Jeżeli facet jest wrażliwy,
      szuka przyczyny, rozwiązania, wyżalenia się zrozumienia wśród
      znajomych, na sieci. Wpada na bardzo deficytowy rynek, bo wrażliwy
      facet z przemyśleniami wzdychający za utraconą bliskością to
      rzadkość i od razu budzi zainteresowanie i podbija serce którejś
      choćby nie planował. Tamta nie ma skrupułów, w końcu uwalnia
      wartościowego faceta z rąk jawnej zołzy. Następuje finał: trzeba
      wybrać miedzy rodzącą się z nawiązywania nowej bliskości
      namiętnością do nowej osoby, a skupioną na dziecku i rozżaloną żoną .

      Standardowe rady że facet powinien zająć się bardziej dzieckiem są
      mniej więcej tyle warte zalecenia postu i modlitwy i zimnych
      prysznicy dla tych co mają problem nadmiernym libido seksualnym. Ci
      co przestają mieć pewne potrzeby przestają rozumieć tych co je dalej
      mają.

      To że odzywam się tu to po to żeby przedstawić męski punkt widzenia.
      Bo to schemat częsty, acz kompletnie inaczej postrzegany przez
      mężczyzn i przez kobiety.
      Podsumowywany tu najczęściej: mąż kutas, żona cierpiętnica. A
      rzeczywistość jest dużo bardziej prozaiczna.
      I warto mieć tego świadomość, jedni może unikną a dzieki temu
      wytartych błedów innych, a inni może bedą potrafili zracjonalizować
      doznane zranienia.
      • sylwiamich Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 11:23
        > To że odzywam się tu to po to żeby przedstawić męski punkt
        widzenia.
        > Bo to schemat częsty, acz kompletnie inaczej postrzegany przez
        > mężczyzn i przez kobiety.



        O tak...to bardzo męski punkt widzenia."bo wrażliwy
        > facet z przemyśleniami wzdychający za utraconą bliskością to
        > rzadkość"...nie taka rzadkość....wejdż na forum dla kochanek.Tam
        każdy przypadek to taka rzadkość:)))
        "Tamta nie ma skrupułów, w końcu uwalnia
        > wartościowego faceta z rąk jawnej zołzy"....cudne.
        Bosze...aż mi się łza zakręciła z rozczulenia nad losem tego
        biedaka.I rady żadnej nie ma...klasztor może?Skoro świwat doczesny
        jest tak pełen złych, zborczych, niewrażliwych kobiet?A męzczyżni to
        takie zagubione wrażliwce.Szkoda że nie starcza tej wrażliwości dla
        innych.Dla żony po porodzie z toną nowych obowiązków i lęków.Dla
        kochanki którą się kocha i zadręcza z taka samą mocą.Szkoda...
        • shirlie Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 11:36
          Sylwia a co z ta reklama,copywritera szukasz? ;)
        • your_and Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 12:37
          sylwiamich napisała:
          > takie zagubione wrażliwce.Szkoda że nie starcza tej wrażliwości
          dla
          > innych.Dla żony po porodzie z toną nowych obowiązków i lęków.

          "Punkt Widzenia zależy od punktu siedzenia"
          Każdy patrzy przez pryzmat własnych zranień.
          Ale ukochane słodkie bajbe za 20 lat może będzie mężczyzną który
          wpadnie w tą sama pułapkę. A Ty być może wtedy teściową utyskającą
          jaką se wziął tak wredną żonę co przestała go zauważać i stała się
          zołzą po urodzeniu dziecka.
          A zaczyna się tak niewinnie jak opisuje tu jedna pani:

          "Po urodzeniu syna nieświadomie odsunęłąm od siebie męża, kierując
          wszystkie siły, energię i uwagę ku dziecku. Świadomie zaś karałam go
          wybuchami złości i chłodem za brak pomocy w zbyt wielu obowiązkach,
          jakie na mnie spadły"


          • sunflower30 Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 16:08
            I pomyśleć, że wszystko przez to dziecko. Jaka ze mnie naiwna
            istota, zawsze myślałam że dziecko ma spajać małżeństwo, że oboje
            rodzice mają angażować się w jego wychowanie. A tu proszę, dowiaduje
            sie że dziecko często staje między rodzicami, rozdziela ich.
            Ta świadomość jest dla mnie od jakiegoś czasu najlepszym środkiem
            antykoncepcyjnym, bo nie mogę być pewna jak ja sie zachowam po
            urodzeniu malucha oraz czy mąż nie zwinie żagli, kiedy pojawi
            się "rywal".
            To jest dopiero smutne!!!!!!
            • sylwiamich Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 16:21
              sunflower30 napisała:

              > I pomyśleć, że wszystko przez to dziecko.

              Co Ty mówisz? Przez dziecko? Oni nie dali sobie rady z sytuacją i
              tyle. Dziecko jest katalizatorem.Tam gdzie miłość...powiększa
              szczęście.Tam gdzie braki...robia się dziury.Ale to nie jego wina.
              • avide Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 16:37
                Albo ja czegoś nie doczytałem albo Pani Sylwia coś nad interpretuje.
                Przeciez wyraźnie jest naisane żę problemy się poczęły z chwilą pojawienia
                dziecka. Jest ono bezpośrednio z nimi związane. Nie jest im winne, żeby nie było
                niejasności ale wiąże się z nimi. dlatego w pewnym sensie "przez dziecko".
                Takie rozumowanie "gdyby nie było dziecka nie było by problemu". W pewnym sensie
                tak, ale to nie wyjście z sytuacji. WSZYSTKO JEST DLA LUDZI tylko trzeba umieć
                się z tym obchodzić.
                Nie zodzę się że dziecko jest katalizatorom. Zwyczajnie nie każde małżeństwo
                potrafi się odnaleść w nowej sytuacji. Zona Anakina "dała ciała", zdarza się,
                dała ciała i Anakin, też się zdarza. Jak dla mnie jest 1:1 pisząc żargonem
                sportowca.
                Z żoną jeszcze może się mu udać. Ale podstawą jest zakończenie związku z
                kochanką. Jak pisałem powyżej, całkowite zerwanie wszelkiej możliwości kontaktu.
                Telefony, emaile, wszytsko, bo jeszcze wiele chwil słabości przed nimi.

                Pozdrawiam
                Avide
                • sylwiamich Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 17:51
                  avide napisał:

                  > Albo ja czegoś nie doczytałem albo Pani Sylwia coś nad
                  interpretuje.
                  > Przeciez wyraźnie jest naisane żę problemy się poczęły z chwilą
                  pojawienia
                  > dziecka.

                  Problemy były wczesniej Avide....klasyczne dla tego forum.Cytuję:
                  "Kolejna sprawa - łóżko przez całe nasze małżeństwo to
                  było jedno nieporozumienie jak okazało się później. Żadnych
                  uniesień, finezji czegokolwiek - dodatkowo ciągłe uczucie
                  niespełnienia. Tak to wyglądało."
                  • your_and Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 18:04
                    sylwiamich napisała
                    > było jedno nieporozumienie jak okazało się później.

                    Sylwia, widocznie okazało się później jak sie porównało do namiętności z
                    kochanką. Pewno innaczej nie byłoby do czego porównać.
              • sunflower30 Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 16:48
                Nie wyczułaś ironii, w tym co napisałam?? Trudno.
                Poza tym autor wyraźnie zaznaczył, że to żona zapragnęła dziecka
                (nie oni wspólnie), aż w końcu dał sie przekonać.
                Dziecko może rozdzielic rodziców, jeśli pojawi się nie w porę i
                kiedy jest "laleczką" w rękach kobiety.
                Autor również nic nie wspomina, że miłości między nimi nie było
                przed dzieckiem, czyli wypaliła się po dziecku.
                A to , że oboje nie poradzili sobie z sytuacją, to już inna sprawa.
                • sylwiamich Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 17:46
                  sunflower30 napisała:
                  > Poza tym autor wyraźnie zaznaczył, że to żona zapragnęła dziecka
                  > (nie oni wspólnie), aż w końcu dał sie przekonać.> Autor również
                  nic nie wspomina, że miłości między nimi nie było
                  > przed dzieckiem, czyli wypaliła się po dziecku.


                  Ależ napisał że z entuzjazmem podszedł do pomysłu ciąży.Skoro dał
                  sie przekonać i entuzjastycznie podszedł to chęci ja tu widzę.
                  Autr dośc wyrażnie pisze...szału nie było już wcześniej.Pojawienie
                  się dziecka bardzo dobitnie to pokazało.
            • avide Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 16:27
              Słoneczniku to nie tak .. Po to właśnie tutaj jesteś i to czytasz by w porę
              wyłapać te wszystkie podstępne mechanizmy zagłady Twojego małżeństwa. Dzięki
              temu będziesz mogła w pełni cieszyć się macierzyństwem bez szwanku dla swojego
              małżeństwa, gdyż jak tylko pojawią się pierwsze symptomy będziesz mogła w porę
              reagować.
              Także ten temat będziesz miała z głowy. Ten Twój "środek antykoncepcyjny" to dla
              mnie postawa strusia chowającego głowę w piach. W życiu każdego człowieka
              przychodzi odpowiednia pora na stawienie czoła kolejnym wyzwaniom jakie nałożyła
              na nas matka natura. Doceń szansę jaką masz dzięki czytaniu takich historii.
              Ja np. odbieram to dokładnie odwrotnie. Jak tylko pojawi się ten "słodki mały
              terrorysta" w życiu mojego małżeństwa będę wiedział co robić by nie
              sterroryzował mi emocjonalnej sfery w żonie i by znalazło się tam jeszcze
              kawałek miejsca dla instytucji zwanej "mąż"
              Pomyśl o tym w ten sposób.
              Pozdrawiam
              Avide
              • sunflower30 Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 17:05
                Jak tylko pojawi się ten "słodki mały
                > terrorysta" w życiu mojego małżeństwa będę wiedział co robić

                Cha, cha, cha....lubię, jak ktoś tak z cała pewnością deklaruje
                swoją postawę, jak już sie znajdzie w takiej czy innej sytuacji.
                Jednak nie wiesz, drogi Avide, co się może w twoim życiu wydarzyć i
                jak się zachowasz, a wiedzę zaczerpniętą z forum będziesz mógł
                między bajki włożyć. Szczerze mówiąc nie chcę sie wdawać w dyskusje,
                ale dziecko to nie tylko planowanie, namiętne robienie go, potem
                bezprolemowa ciąza z książkowymi zachciankami żony, poród w godz. i
                słodki terrorysta jest na świecie.
                Dziecko, to czasami same problemy, które potrafia odebrać ochotę do
                życia, to walka, aby sie poczęło, to ciąża spędzona w szpitalu,
                czasami to również śmierć dziecka. Tak też bywa. Wtedy dziecko może
                naprawdę dzielić.....piszę z autopsji, żeby była jasność.
                I nie mów nic więcej o strachu i strusiu.....
                • your_and Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 17:16
                  > Wtedy dziecko może
                  > naprawdę dzielić.....piszę z autopsji, żeby była jasność.

                  Sun, każdego dopada wstrętne jadowite ukąszenie poczucia zdrady w życiu jak sie
                  okazuje że spada u ukochanej z pierwszego na dalekie drugie miejsce w życiu.
                  Nawet jeśli rywalem jest własne dziecko. Nawet miedzy rodzeństwem jeśli rodzice
                  faworyzują tylko jedno z nich.
          • sylwiamich Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 16:18
            A Ty być może wtedy teściową utyskającą
            > jaką se wziął tak wredną żonę co przestała go zauważać i stała się
            > zołzą po urodzeniu dziecka.


            Ja nie winię Pana że odsunął się od żony, która go nie zauważała.Ja
            tylko protestuję przeciwko głaskaniu go po głowie.Nie potrafił
            Dotrzeć do zony, gdy całą uwagę zwróciła ku dziecku.Zdarza się.Nie
            potrafił odejśc od niej, gdy stwierdził ze jest nieszczęsliwy.Zdarza
            się.Nie potrafił oprzeć się innej kobiecie.Zdarza się.Nie potrafił
            oprzeć się romansowi.Zdarza się.Nie potrafił wycofać się gdy zaczął
            sie zakochiwac.Zdarza się.Nie potrafił odejśc od żony gdy się
            zakochał.Zdarza się.Nie potrafi zostawić kochanki i dac jej
            spokój.No cóż...tyle razy mu się zdarzyło...to czemu teraz miałby
            podjąc decyzję?
            Gdyby moje dziecko znalazłoby się w takiej sytuacji dałabym mu jedną
            radę.Ty masz być szczęsliwy...wszystko się jakoś ułoży.Bo tylko ze
            szczęśliwymi ludżmi inni czują się dobrze.
            • your_and Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 17:00
              sylwiamich napisała:
              > zakochał.Zdarza się.Nie potrafi zostawić kochanki i dac jej
              > spokój.No cóż...tyle razy mu się zdarzyło...to czemu teraz miałby
              > podjąc decyzję?

              Trafne spostrzeżenie. Jest nauczony że decyzje podejmują za niego jego kobiety.
              Ale pamiętasz może co jest głównym powodem nieumiejętności podejmowania decyzji
              w dorosłym życiu?? Właśnie mamusina nadopiekuńczość i prowadzenie za rączkę
              przez życie. I tak wracamy do punktu wyjścia. Też najprawdopodobniej jest
              owocem związku gdzie mama "skupiła się na dziecku" i sam taki związek też
              współtworzył i nie potrafi się tej sytuacji przeciwstawić - najwyżej uciec w
              inny. To właśnie łańcuch rodzinnego dziedzictwa...
              • aandzia43 Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 30.11.07, 21:57
                Your_and napisał:

                > Trafne spostrzeżenie. Jest nauczony że decyzje podejmują za niego jego kobiety.
                > Ale pamiętasz może co jest głównym powodem nieumiejętności podejmowania decyzji
                > w dorosłym życiu?? Właśnie mamusina nadopiekuńczość i prowadzenie za rączkę
                > przez życie. I tak wracamy do punktu wyjścia. Też najprawdopodobniej jest
                > owocem związku gdzie mama "skupiła się na dziecku" i sam taki związek też
                > współtworzył i nie potrafi się tej sytuacji przeciwstawić - najwyżej uciec w
                > inny. To właśnie łańcuch rodzinnego dziedzictwa...

                Może w przypadku Anakina tak właśnie było. A może nie. Nie wiem.
                Słyszę ciągle: "Mama się skupiła, mama nie potrafiła stworzyć dojrzałego związku
                z mężem, mama podejmowała decyzje...". Mama jako główna siła sprawcza i
                przyczyna zła. A wokół mnie faceci zazdrośni o swoje dzieci, usiłujący zająć
                MIEJSCE DZIECKA w życiu żony, tak, właśnie dziecka, niedojrzali nie tylko do
                roli ojca, ale i partnera. I matki, które nie skupiają sie na dziecku, tylko na
                tym, żeby przetrwać emocjonalnie i fizycznie w nowej sytuacji. Przetrwać dla
                siebie, a potem dla dziecka. Bo dla tatusia już nie warto. Tatuś się wymiksował
                sam, przez swoje narcystyczne roszczenia. Też częsty scenariusz.
                Potrzeba bliskości przejawiana wobec żony przez męża to często potrzeba
                bliskości typu dziecko-rodzic, nie mąż-żona. Mąż skamle o uczucia macierzyńskie
                swojej żony! Fu, kazirodztwo! Jakże częste. W naszej kulturze tak częste, ze się
                nawet nie widzi w tym niczego nienaturalnego, prawda?

                Macierzyńskość małżonki względem męża ma się przejawiać stawianiem jego potrzeb
                emocjonalnych ponad potrzeby innych członków rodziny. Nie na równi, tylko ponad.
                Kiedy nie dostanie tego, czego chce, dziecko traktuje jak rywala, a małżonce
                zarzuca chorobliwe koncentrowanie się na potomku. Małżonka bez wsparcia
                psychicznego ze strony takiego partnera (hi,hi) ledwo ciągnie, a ciągnie jeszcze
                na garbie dodatkowe, wyjątkowo upierdliwe dziecko. Jej właściwe dziecko nie ma
                ojca takiego, jak należy i ma umęczoną matkę (która nawet gdyby chciała), to się
                nie rozdwoi i nie wypełni obydwu ról. I wyrasta sobie na człowieka ze skazą.
                Taki scenariusz ma bardzo często miejsce, takie sytuacje produkują mężczyzn,
                którzy nie potrafią się odnaleźć w rodzinie i nie wynika to wcale z
                nadopiekuńczości matki. Tylko z jej samotności w związku z niedojrzałym
                chłopcem. Mogę jeszcze dodać, że taki niedojrzały chłopiec też nie jest
                produktem jakiejś nadopiekuńczej harpii, tylko MAłżEńSTWA: samotnej kobiety i
                naburmuszonego chłopca. Zejdźcie z matek. Niektórym należy się porządny wycisk
                za to i owo. Ale matki same NIE TWORZą dzieci (lepszych czy gorszych), bo nie
                mają takiej mocy. Do tego trzeba dwojga.
                • boania7 Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 01.12.07, 10:32
                  aandzia43 przeczytaj sobie bardzo dokładnie co napisał anakin za
                  drugim razem,że pomagał żonie przy dziecku jak tylko mógł,mimo tego
                  że pracował to w nocy do dziecka wstawał itd.Więc nie traktował
                  dziecka jako swego rywala.Brał dodatkowe zajęcia żeby tylko niczego
                  im nie zabrakło.To co miał jeszcze zrobić? zabierać dziecko ze sobą
                  do pracy?na litość boską-zastanówcie się trochę.Ja go nie bronię bo
                  to co zrobił to było złe,nie powinien zaczynać drugiej
                  znajomości.Szkoda że rodzinki w to nie włączył swojej,powinien
                  zorganizować zastępstwa na kilka godzin dwie np.żeby mama młoda
                  mogła odpocząć,iść do koleżanki,iść na zakupy.A rodzinka nie pomogła
                  niestety tylko teraz potępiać umieją.Mój mąż nigdy nie wstał w nocy
                  do dziecka,i ja to musiałam zrozumieć,bo on wstawał rano do pracy i
                  musiał się wyspać.A Autor wątku wstawał,pomagał przy dziecku mimo
                  tego że pracował.Taki facet to skarb,tylko z tą kochanką to przegiął.
                  • elein Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 01.12.07, 13:36
                    znam takiego "dobrego męża", wiele w domu robiącego... ale , jego
                    jedynym sposobem na rozwiązanie problemów w związku była ucieczka w
                    kochanki. obrazony na żonę, że ona nie zachowuje sie tak jak on
                    chciałby- szukał jakiejs dziewczyny w dołku emocjonalnym, oboje
                    rozczulali się nad swoim nieszcześliwym życiem, zakochiwali w sobie
                    i ?
                    i wtedy zawsze on "nie wiedział co ma teraz zrobić bo był
                    rozdarty"... podejrzewająca żona zaczynała bardziej o niego
                    zabiegać, kochanka fiksowała z niepewności i ich spotkania były
                    coraz bardziej namiętne i emocjonalnie ekscytująco-rozdzierajace....
                    i ...w koncu zostawał z rodziną nieszczęśliwie wzdychajac jak to on
                    się poświęca dla dobra dzieci...a kochanka nie wytrzymująca
                    podwójnego układu straciwszy kupę nerwów i kilka lat życia
                    odchodziła przeklinając niezdecydowanego mękołę :)

                    po 20 latach jednak dla którejś kolejnej kochanki złożył sprawę o
                    rozwód z żoną (ciągle przekonany sam o tym, że on jest za dobrym
                    czowiekiem, starającym się wszystkim nieba przychylic, ciązko
                    pracującym i zapewniającym rodzinie wszystko co moze najlepsze, że
                    to kobiety go źle traktują i są nieangażujące się, a nie
                    odwrotnie...) zaraz po rozwodzie uciekł od kochanki której obiecywał
                    stały związek, bo przestraszył się kolejnych stałych zobowiązań, do
                    wolności i niezobowiazujacych romansów. winą obarczył kochankę że
                    nie wspierała go bezkrytycznie w czasie rozwodu tylko zaczęła mieć
                    wymagania... teraz 50-letni piotruś pan w krótkich spodenkach
                    znowu wzdycha nieszczęścliwy, bo złe kobiety go tak urządziły mimo
                    że on tak bardzo sie starał...:)

                    rozwiązywanie problemów przez znajdowanie sobie kochanki i
                    utrzymywanie podwójnego układu z obiema paniami, jest rzeczywiście
                    świadectwem niewątpliwej dojrzałości, uczciwości, porządności i
                    szacunku autora do tych kobiet... tfu. niedojrzały egocentryk.

                    i znamienne zasłanianie się dzieckiem,żeby nie musieć podejmowac
                    decyzji. zapewne sam nie podejmie żadnej. to któraś kobieta go
                    rzuci. i będzie sobie mógł być wtedy znowu rozdzierajaco-
                    nieszczęśliwy... A może rzucą go obie równocześnie? i się chłopiec
                    obudzi?



                  • krissdevalnor100 Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 01.12.07, 15:41
                    Boania, skarbie, to ANAKIN napisał, że pomagał żonie. U niektórych panów wstać dwa razy w tygodniu do dziecka ryczącego średnio 3x po 1,5h każdej nocy to "Pomoc" podobnie jak zmycie talerzy po jednym w tygodniu obiedzie:)))
                    Piszę to dlatego, że cała reszta jego wypwiedzi jest tak infantylna, że o zdolności realnej oceny własnego wkładu w domowe obowiązki mocno powątpiewam.

                    Natomiast po przeczytaniu Twojego tekstu
                    "Taki facet to skarb,tylko z tą kochanką to przegiął"
                    musiałam sobie z kawy wyczyscić monitor...
                    :DDD
                • your_and Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 01.12.07, 16:17
                  aandzia43 napisała:
                  > A wokół mnie faceci zazdrośni o swoje dzieci, usiłujący zająć
                  > MIEJSCE DZIECKA w życiu żony(...) Przetrwać dla
                  > siebie, a potem dla dziecka. Bo dla tatusia już nie warto. Tatuś się wymiksował
                  > sam, przez swoje narcystyczne roszczenia. Też częsty scenariusz.

                  Krótko ujmując przed dzieckiem wzajemne narcystczne rozczenia są ok, a po
                  dziecku facet powinien sie dostosować że dla niego już nic robić nie warto, a
                  dla dziecka warto. Nowa bliskość wypiera starą. Deawaluacja uczuć. I ty piszesz
                  o zazdrości?
                  Cóż nie każda potrafi ująć to tak szczerze że widzi swój udział w uśmiercaniu
                  miłości i związku:

                  "Tak było i u mnie. Pozwoliłam uciec bliskości z moim mężem. Stało się to
                  częściowo z udziełem mojej świadomości, częściowo bez jej udziału. Po urodzeniu
                  syna nieświadomie odsunęłam od siebie męża, kierując wszystkie siły, energię i
                  uwagę ku dziecku. Świadomie zaś karałam go wybuchami złości i chłodem za brak
                  pomocy w zbyt wielu obowiązkach, jakie na mnie spadły."

                  Ale ona widać potrafiła sobie to uświadomić i jak wynika z dalszego ciągu wyrwać
                  się z tego zaklętego kręgu pozostawiania niedojrzałych facetów i oddawania się
                  produkowaniu ich następnego pokolenia.
                  • aandzia43 Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 02.12.07, 14:49
                    Narcystyczne roszczenia nigdy nie są OK. Ani przed dzieckiem, ani
                    po. Ale pojawienie się dziecka wyciąga na światło dzienne takie
                    właśnie tendencje w całkiem sporej grupie panów. I folgowanie tym
                    tendencjom przez żonę nie uzdrowi niedojrzałego faceta, ich
                    małżeństwa i rodzicielstwa takeigo faceta nie uczyni dojrzałym. TO
                    JEST PROBELM TEGO FACETA. I tylko jego praca nad sobą może
                    doprowadzić go do dojrzenia do sytuacji i do poziomu swojego wieku
                    metrykalnego. Żadna kobieta nie załatwi tego za takiego delikwenta,
                    nikt tego za niego nie załatwi. Można mu tylko stworzyć sprzyjające
                    warunki. Ale niech je, do jasnej cholery, wykorzysta. Zazwyczaj nie
                    wykorzystuje, bo sprzyjające warunki odbiera jako totalne
                    odrzucenie.

                    Wkręcanie kobiet w całkowitą odpowiedzialność za dojrzewanie
                    mężczyzn do ojcostwa i winienie ich za niepowodzenia facetów na tym
                    polu to, sorry, właśnie traktowanie kobiet jako mamuśki swoich
                    mężów, winne zawsze i wszędzie za wady "potomstwa".

                    Co do zacytowanego przez ciebie przykładu, to, jak już chyba
                    pisałam: zdarza się i tak, nie zaprzeczam. Jest tylko jedna
                    zasadnicza róznica między małżeństwem tej pani a tymi, o których ja
                    piszę: jej facet był względnie dojrzały, dało się coś zrobić z ich
                    małżeństwem, wystarczyła poprawa z jej strony. Jest takie przysłwie:
                    mimo najszczerszej chęci z gówna bata nie ukręcisz. Nie tyczyło się
                    to szczęśliwie tego akurat małżeństwa.

                    Niedojrzałych facetów się naprawi na siłę. Czy się ich zostawi, czy
                    nie, jeśli SAMI nie podejmą pracy nad sobą, nie zmieni to jakości
                    ich związków i jakości ich rodzicielswta. Żona-mamuśka nic tu nie
                    pomoże. Chyba raczej zaszkodzi poprzez hodowanie emocjonalego
                    trutnia.

                    Nie wrzucaj do jednego wora wszystkich przypadków niedogadania się
                    małżonków po urodzeniu się dizecka. To równie szkodliwe i
                    bezsensowne, jak np. oskarżanie wszystkich mężów zimnych żon za tę
                    przywarę ich towarzyszek.
                • jagna1606 Re: Kryzys i romans po urodzeniu dziecka - schema 22.01.08, 11:33
                  Bardzo madrze to ujelas.
      • krissdevalnor100 Your_and, jeszcze o równowadze 01.12.07, 16:38
        Wypadałoby najpierw polać wody i napisać, ze każdy związek jest inny, ludzie sie różnią i różne są powody kryzysów. Ale to chyba oczywiste a skoro próbuje się wyizolować z tego jakieś tendencje, to nie będę już pisała powyższego po każdym zdaniu, chociaż to sobie myslę:)

        Chciałam o teorii odstawiania faceta po urodzeniu dziecka.
        Nie zamierzam zaprzeczać, że pojawienie sie dziecka może skutkować tym co piszesz ani, że zjawisko powinno być rozpoznawane i likwidowane w miarę możliwości. Proste.
        Do prostoty opisu: dziecko-przesunięcie uczuć-kryzys w związku chciałabym dodać nieco.

        To, na co narzekają wszystkie panie "ON MI NIE POMAGA!!!!" nie jest tylko gadaniem, które lepiej olać. Aby wytrzymać presję udupienia z niemowlęciem przy cycku w chacie, chuśtanie delikwenta nocami i dniami, wycieranie tyłka, miksowanie zupek i przkładanie klocków jako jedyne rozrywki- trzeba naprawdę dziecko kochać. Matka, której facet wystarczająco nie pomaga MUSI przesunąć swoje uczucia i zakochać się w dziecku, zeby go po miesiącu nie wyrzucić przez okno. Albo żeby nie sfixować.
        Nie rozpisuję się bardziej, zostawiam Panom do przemyślenia:)
        • your_and Re: Your_and, jeszcze o równowadze 01.12.07, 17:03
          Jasne, znam zarówno nadopiekuńcze jak i wyważone i nawet zimne matki. I
          przykłady kiedy ewidentne ojciec jest bardziej zaangażowany i zakochany
          (córeczki - płeć ma znaczenie).
          Sam zaś mechanizm jest zbadany i szablonowy. Nie pamietam gdzie przy jakiejś
          okazji czytałem zranienia spowodowane kryzys po dziecku odpowiada za ponad
          połowę rozpadów formalnych związków i 80% spraw z którymi pracują terapeuci
          rodzinni.
          Wiec sprowadzanie tematu do braku pomocy to ślepa uliczka. Głównie dlatego że
          dziecko z reguły jest dla mężczyzny dodatkiem (choć bardzo ważnym) dla zwiazku,
          a dla matki ważniejsze od samego związku. I pomocy nigdy nie będzie
          wystarczająco dość.
          • krissdevalnor100 Re: Your_and, jeszcze o równowadze 03.12.07, 00:10
            Jak każde sprowadzanie do:)))
            Sprowadzanie go li tylko do nieopanowanych i nieuświadomionych hormonalnych szoków u pań jest również pomyłką:)

            Poza przypadkami, które ta teoria opisuje jest jeszcze imponująca grupa kobiet, które nie szaleją z zachwytu zajmując się niemowlęciem, piersią karmią nie dlatego, że uwielbiają tylko dlatego, że przeczytały iż to zdrowo a mają dobre chęci, natomiast na myśl, że przez najbliższy rok mają nie zajrzeć do pracy robi im się słabo. Generalnie myslą i wolałyby żyć tak, jak przed ciążą. Można kochać dziecko i nie dostać zajoba:) Nie będę przepisywać poprzedniego postu, bo chyba był zrozumiały;) Jest to mechanizm, który można poobserwować w wielu rodzinach. Pozostawienie swojej żony na lodzie w temacie obowiązków wczesnorodzicielskich nie jest tylko mało istotnym choć denerwującym dla żony zdarzeniem. Jak każda akcja wywołuje reakcję, choćby niechcianą i to sobie trzeba uświadomić:)
    • krissdevalnor100 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 30.11.07, 22:16
      Eeeee...?

      1. Dzieckeim się nie zasłaniaj. Dziecku większą krzywdę zrobisz jeśli będzie rosło w atmosferce "Mamy tutaj trójkąt" oraz "Tatuś ma w du*ie mamusię i sypia z tamtą panią, ale nie wiedzieć czemu dalej z mamusią mieszka". Dziecko lubi nową panią. Czyli zna i spotykacie się z komplecie. Liczysz, że jest ślepe, niekumate, jakie?! Z punktu widzenia dziecka robisz mu właśnie mega-krzywdę, zamiast wyjaśnić i wyczyścić sytuację.
      2. IMO kochanka jest bardziej kolorowa a miłość soczysta, kiedy tak sobie tęsknimy, płaczemy, wzychamy, kiedy takie strrrrraszne przeszkody życie nam rzuca i wprost nie do przezwyciężenia bariery (jak, buchacha: żona już ex właściwie, oraz, buchacha: rodziny gadanie). Pasuje Ci taki układ z tym całym dramatem, bo to fajna zabawa. Ta kocha i płacze, żona też "się zmienia" i coś "pokazuje" ergo zależy jej na ty, co pomyślisz.
      3. Oczekiwac na to, że żona się dowie i może wtedy wreszcie będziemy z ukochaną razem, to może najwyżej bezjajeczny mydłek. Facet bierze walizeczkę, układa w niej równiutko skarpetki i gacie, wyjaśnia, jak się sprawy mają (zostawia adres, wszak dziecko ma z tą panią) i wychodzi.
      4. Jak trzeba, to do zobaczenia w sądzie. Jak się da- to sie dogadujemy co do organizacji opieki nad dzieckiem i podziału majątku. I koniec cyrku. Aaaaale: co innego, jak ktoś się dobrze bawi i lubi cyrk.
      :P
    • sagittka Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 01.12.07, 14:15
      "Jesteśmy o siebie bardzo zazdrośni. Gdy mamy czas wspólnie jemy
      kolacje, obiady. Nie wyobrażam sobie życia i przyszłości bez niej.
      Każde rozstanie boli zarówno mnie jak i ją."

      "Cudowne uniesienia. To czekanie na te chwile spędzane razem. Ten
      spokój , miłość, troska i opieka oraz zainteresowanie spowodowały,
      że doszło do zdrady."

      "Seks nie jest głównym gwoździem programu, ale jest nam ze sobą
      bardzo dobrze i kochamy się w każdej możliwej sytuacji. To
      wytworzyło bardzo silną więź pomiędzy nami. Jemy razem obiady,
      kolacje. Razem chodzimy na zakupy oraz rozwiązujemy codzienne
      problemy"

      Jak to zakochani, którzy na razie bawią się w dom.

      Gdyby tak związać się z kochanką formalnie, zacząć dzielić trudy
      utrzymania i prowadzenia domu, wychowywać na codzień jej dziecko,
      jednocześnie utrzymując własne oraz angażując dużo czasu w jego
      wychowanie. Do tego znosić ostracyzm obu rodzin, znajomych. Po
      prostu starać się normalnie żyć - wtedy na 100% kolory zbledną (jak
      w każdym związku).

      Myśle, że trafnie opisała to krissdevalnor:
      "IMO kochanka jest bardziej kolorowa a miłość soczysta, kiedy tak
      sobie tęsknimy, płaczemy, wzychamy, kiedy takie strrrrraszne
      przeszkody życie nam rzuca i wprost nie do przezwyciężenia bariery
      (jak, buchacha: żona już ex właściwie, oraz, buchacha: rodziny
      gadanie). Pasuje Ci taki układ z tym całym dramatem, bo to fajna
      zabawa."


      Polecam autorowi stare posty mrecka (który wybrał życie z kochanką)
      i jego refleksje po latach.
      • your_and związać się z kochanką formalnie 01.12.07, 15:48
        sagittka napisała:
        > Gdyby tak związać się z kochanką formalnie, zacząć dzielić trudy
        > utrzymania i prowadzenia domu, wychowywać na codzień jej dziecko,
        > jednocześnie utrzymując własne oraz angażując dużo czasu w jego
        > wychowanie.

        Naprawdę dziwi mnie twoja wypowiedź Sagittko. Oczywiście jestem za naprawianiem
        związków a nie za łatwymi przesiadkami. Ale chyba podobnie jak ja masz znajomych
        przyjaciół, nie jedna parę, którzy żyją w drugim związku zrodzonym z romansu?
        Ludzie uczą się na błędach - w większości. I zauważam że zwracają uwagę na to
        czego brak im doskwierał. I znam świetne przykłady tych co męczyli się byli
        strasznie zgorzkniali i "poświęcali" w pierwszym małżeństwie, a teraz także po
        wielu latach w drugim potrafią okazywać sobie godne pozazdroszczenia uczucia i
        widać napięcie seksualne miedzy nimi, zagadani potrafią też o tym rozmawiać że w
        ich życiu to dalej bardzo ważna sprawa. Fakt że zwracaja uwagę na zupełnie inne
        sprawy i nie są typowymi domatorami.
        Wiec sugerując przykład mrecka nazwałbym to czarnowidztwem.

        Bardzo lubię czytać ostatnio Eichelbergera. On zajmował się terapią rodzinną a
        czasem psychologią biznesu. Napisał ze sukces w jednym i drugim bierze się z
        tego samego, sztuki motywacji i wzajemnego szacunku i wyważeniu jak dużo mogę
        dać aby otrzymać tego czego potrzebuje (kompromisu)
        • elein faceci zadowoleni z drugiego związku 01.12.07, 18:42
          to rzadko ci , którzy nie umieli dogadać się z żoną, obrazili się na
          nią i jako pocieszenie związali się z kochanką... tkwiąc równolegle
          w małżeństwie i zastanawiając się co z tym zrobić.

          ten facet nie ma przerobionego swojego problemu. on nie wie dlaczego
          spieprzył swoje małżeństwo. uważa, że to żona je spieprzyła.
          a sam nie ma tyle jaj (!) żeby ze związku wyjść. pieprzy o wielkiej
          miłości do kochanki ale to nic nie znaczy jak jego rodzina tupnie
          nogą i mama powie że źle robi...

          w tym przypadku facet unieszczęśliwia sobą obie kobiety. bo z każdą
          zamierza żyć jako człowiek nieszczęśliwy . potrzebna mu trzecia,
          nowa, nieskażona, nieobciążona jego zdradą. z taką mógłby stworzyć
          coś od początku. bo, że naprawiać starego i nie umie i nie lubi- to
          widać :)
          • your_and Re: faceci zadowoleni z drugiego związku 01.12.07, 19:34
            Mam faktycznie podobne zdanie i o tym już pisałem.

            Radzenie komuś na podstawie jego tylko wersji i spojrzenia na problem to
            dyskusyjna sprawa. I tak większość szuka emocjonalnego wsparcia dla decyzji
            które już są podjęte. Ale w każadym przypadku warto spojrzeć na typowe schematy
            rodzenia sie konfliktów i problemów stwarzania innym cierpienia i zranień, bo
            rzadko jest tak że jedno rani drugie patologicznie świadomie i z premedytacją
            (nadopiekuńcza matka - świetnym przykładem). Z reguły to przecież choć dobre
            chęci, przekonanie o swojej nieomylności, uprzedzenia, pycha i brak komunikacji
            kieruje na manowce.
            • kawitator Re: faceci zadowoleni z drugiego związku 01.12.07, 21:03
              Z reguły to przecież choć dobre chęci, przekonanie o swojej nieomylności,
              uprzedzenia, pycha i brak komunikacji kieruje na manowce.

              I potem próbuj tłumaczyć takiej kobitce ze to co sobie w główce ubzdurała to
              nijak sie ma do rzeczywistości. Może mam pecha ale spotkałem wielu facetów
              mających dystans do siebie i świata a tylko kilka kobitek. Zawsze spod sloganów,
              jej empatyczności otwartości i oficjalnej poprawności wygląda taka
              zacietrzewiona baba z zaciśniętymi ustami i syczącym głosikiem. Co roku chodzę
              na karczmę piwną w ramach Barbórki tylko dlatego że tam bab nijakich nie
              wpuszczają nie tylko jako uczestników ale nawet jako kelnerek i jest super jak
              się 500 poważnych mocnych chłopów bawi
              • elein Re: faceci zadowoleni z drugiego związku 01.12.07, 21:17
                i jak popijecie sobie buzi dajecie w 500 chłopa siur :)
                • kawitator Re: faceci zadowoleni z drugiego związku 01.12.07, 21:24
                  Lubie jak kobitka wypowiada sie o czymś o czym nie ma zielonego pojęcia Jest
                  taka audycja radiowa w której dzieci z przedszkola komentują świat dorosłych
                  Brzmi bardzo podobnie z tym ze skojarzenia dzieciaków bywają zaskakujące i
                  dowcipne a u kobitek po prostu ....
                  • elein Re: faceci zadowoleni z drugiego związku 01.12.07, 21:26
                    a coś w temacie i na temat byś z siebie wyartykułował?
              • sagittka Re: faceci zadowoleni z drugiego związku 02.12.07, 12:32
                co roku chodzę
                > na karczmę piwną w ramach Barbórki tylko dlatego że tam bab
                nijakich nie
                > wpuszczają nie tylko jako uczestników ale nawet jako kelnerek i
                jest super jak
                > się 500 poważnych mocnych chłopów bawi

                ale jest i Czomber Babski, na którym zabawa jest także przednia i
                wcale mocnych chłopów nie brakuje :)
              • aandzia43 Re: faceci zadowoleni z drugiego związku 02.12.07, 22:04
                I potem próbuj tłumaczyć takiej kobitce ze to co sobie w główce ubzdurała to
                > nijak sie ma do rzeczywistości. Może mam pecha ale spotkałem wielu facetów
                > mających dystans do siebie i świata a tylko kilka kobitek.

                No to chyba masz pecha (odnośnie tych kobitek).
                Natomiast wielu facetów, którzy sprawiają wrażenie, że mają dystans do świata,
                nie zahacza nawet w swoich przemyśleniach i wynurzeniach o drażliwe dla siebie
                tematy. To taki dość fasadowy dystans. Dość łatwo go osiągnąć. Łatwizna i nie ma
                się czym chwalić.
      • cremella Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 03.12.07, 15:38
        droga Sagittko na Twoim miejscu dziesiec razy bym sie zastanowila
        zanim polecilabym komukolwiek posty czy tez rady mrecka-
        czyt.zgoszknialego faceta,ktory jedyne co potrafi to narzekac jakie
        te baby sa wredne durne itp.bo glwnym problemem tego pana jest to że
        on jest troki od kaleson a nie facet tylko nie umie sie do tego
        przyznac.
      • vuurvliegje Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 06.12.07, 07:25

    • cremella Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 03.12.07, 15:23
      nie wazne co zrobisz i tak bedziecie cierpiec-cala trojka(wiem
      bardzo duzo na ten temat bo sama bylam bokiem takiego
      trojkata).najwazniejsze zebys to zrobil jak najszybciej.ciezko bo
      ciezko ale najgorsze zycie w zawieszeniu..
      • kinia.0 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 06.12.07, 15:49
        Anakin napisz jak coś postanowisz,bo to już za długo trwa.
    • bet66 Ludzie 07.12.07, 13:04
      ale się dajecie podpuszczać i nabierać...

      Pod nickiem Anakin66 kryje się kobieta,
      była lub aktualna kochanka.
      • your_and Re: Ludzie 07.12.07, 13:13
        Ciekawe czemu zatem nie napisze normalnie od siebie?
        Dla mnie i tak na tle innych szblonowo bliźniaczych stylem ostatnich
        wątków wygląda oryginalnie i odmiennie.
        • bet66 Re: Ludzie 07.12.07, 13:24
          dlaczego pisze jako facet?
          To proste!
          Kreuje rzeczywistość według swoich marzeń, pragnien.
          Ale !!!
          Zaden facet tak nie mysli , jak jest to opisane.
          Wczesniej był tu już bardzo podobny wątek.
          • bet66 Re: Ludzie 07.12.07, 13:28
            bliźniaczy wątek , tez pisany przez kobietę.

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=71373401
    • pietruszka98 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 23.12.07, 19:48
      Uśmiałam się czytając odpowiedzi do tematu "Mam kochankę i nie umiem
      wybrac".
      Tekst napisał meżczyzna i odpowiedzi mężczyzn z forum są takie
      łągodne, nie potępiające.
      Gdy taki temat porusza kobieta, to zostaje nazwana od razu "szmatą".
      hehehehe...
      Po prostu stereotypowe myslenie.
      Dawno się tak nie uśmiałam.
      • justyna.ada Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 03.01.08, 20:24
        Być może mężczyzna, który ma kochankę i nie umie wybrać, to facet z problemem.
        Kobieta, która ma kochanka i nie umie wybrać, to (...)
        Bo oni mają być doświadczeni, a one niewinne...?

        Nie no żartuję sobie trochę :-)))
        Ale jest coś takiego, że często na faceta żonatego, który nie zdradza ale po
        prostu jest miły dla innych kobiet, patrzy się z pobłażaniem "ach ten Ziutek,
        niepoprawny podrywacz" - a na mężatkę, która lubi też towarzystwo innych
        facetów, jak na lafiryndę.
    • judyta321 Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 20.01.08, 21:34
      trudna decyzja. Ale pamietaj, że zakochanie do Twojej ukochanej Ci
      przejdzie, co do tego nie ma wątpliwości, psycholodzy twierdzą, że
      zakochanie średnio trwa 4 lata, potem to uwielbienie i zachwyt i
      idealizacja drugiej osoby wygasają i są zastępowane przez inne
      uczucia (jakie, to zależy od WAS).

      Pewnie trudno Ci podejmować decyzję racjonalnie, skoro jesteś
      zakochany, ale ja bym się zastanowiła, co bedzie jeśli odejdziesz od
      żony i bedziesz z tą drugą kobietą - najpierw bedzie na pewno
      cudownie, ale co potem? Co kiedy bedziesz z nią na tym etapie na
      którym teraz jesteś z żoną, czyli ileś tam lat bycia razem?

      Moim zdaniem najważniejsze jest to, aby być dopasowanym pod względem
      charakterów. Jedni dogadują się ze sobą lepiej, inni gorzej, tak jak
      z przyjaźnią. Oczywiscie teraz pewnie uważasz, że jestescie idealnie
      do siebie dopasowani :-) Ale trzeba patrzeć trzeźwo. Jesli dziecko
      jest dla Ciebie najwazniejsze, zostań z żoną. (nie miejmy złudzeń,
      tatuś weekendowy to jednak co innego niz ten codzienny, a relacja z
      ojcem ma OGROMNY !!! wpływ na rozwój i psychikę dziecka)

      Jesli z żoną jesteście tak różni, że NIE MA SZANS na dogadanie się,
      zaprzyjaźnienie, nie mówię o tym, żeby się pociągać fizycznie,
      ostatecznie nie to jest najważniejsze w zyciu, to próbuj z tą drugą
      kobietą, ale będzie Ci 1000 razy trudniej w relacjach z dzieckiem,
      gwarantuję, i na 100% to co do niej teraz czujesz przeminie, to
      wielkie oczarowanie i fascynacja i wielka miłość Ci minie, być może
      potem bedziesz ją lubił, kochał, przyjaznił się z nią, był do niej
      przywiązany itd. ale zakochanie to nie bedzie.

      Pozdrawiam i życzę podjęcia dobrej decyzji :-)
      • woman-in-love Re: Mam kochankę i nie umiem wybrać 21.01.08, 10:09
        proponuje adminom zablokować nick bett66 jako wyjatkowo zlosliwego i natretnego
        trolla; niewykluczone zreszta, że ona jest autorką watku

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka