eeela
02.12.07, 15:48
"Nawiasem mówiąc, ja lubię jak dziewczyna leży
jak kłoda. Przynajmniej nie wierzga jak wściekła klacz, co jest nagminne i wcale
nie fajne. Zabrzmiało to, jak zwykły żart, ale...
Rzeczywiście wiele kobiet uważa, ze nic tak nie świadczy o ich temperamencie
seksualnym, jak miotanie się po łóżku, jak żyd po pustym sklepie...;)) Często,
nie wczuwając się w nastrój, w rytm i proponowane przez partnera tempo, "szalona
kochanka" wije się pod facetem, jakby ja pod prąd podłączono...
Dobrze, jeśli jest na tyle "spontaniczna", że ze startem do tańca św.. Wita
poczeka na początek penetracji, a nie zaczyna całego cyrku już w momencie kiedy
człowiek znajdzie się miedzy jej udami i dopiero zaczyna się zastanawiać, czy
wejść powolutku, czy z mocniejszym akcentem... Trafiając na taką, co to zanim
się zacznie, to już ma trzy orgazmy, a później napięcie tylko narasta, trzeba
opracować specjalna taktykę, która pozwala jednak na odbycie stosunku wspólnie,
a nie na bycie narażonym na półgodzinne łapanie kobitki w łóżku, niczym karpia w
wannie pełnej wody...
Dobrze jest w takim wypadku rozpocząć próbę "przyszpilenia" w chwili, gdy nasza
partnerka ma głowę opartą o ścianę, lub o górną deskę łóżka... Chociaż w drugim
wypadku możemy później mieć wątpliwości, czy odgłosy jakie wydaje jej głowa
rytmicznie uderzająca o poręcz łóżka jest skutkiem braku wypełnienia w obecnie
stosowanych materiałach meblarskich, czy tez...
Przy tak orgiastycznie nastawionych pannach wykluczone jest używanie jedwabnej
pościeli, czy tez innych materiałów o zbyt dużym poślizgu... Chcąc uniknąć
ciągłego ściągania niżej, wijącej się partnerki radziłbym zrezygnowanie z
jakiegokolwiek prześcieradła i podjecie walki na gołym tapczanie... Samo
szorowanie gołym tyłkiem po szorstkim materiale, powinno trochę osłabić jej
zapal do odpychania się od podłoża piętami i konieczności ciągłego przysuwanie
jej za biodra do odpowiedniej pozycji... Ciekawe, ze w wypadku tańca, nigdy
żadnej kobiecie nie przyjdzie do głowy tańczenie czegoś innego, niż jej
partner... No, ale łóżko, to nie parkiet... Tu zdarzają się takie, które nie
zważając na partnera kręcą kuprem mambę, czaczę, czy tez inna rumbę zupełnie nie
zważając na to, ze właśnie grają walca angielskiego...
Ponieważ oczytały się porad seksualnych w różnych czasopismach, które dla
zachęty sprezentowały im oprócz kolejnej dawki mądrości także "oryginalna" w
nakładzie 300tys. egz.) bransoletkę, czy tez inny wisiorek przynoszący szczęście
wszystkim czytelniczkom, wiedza, ze nic tak faceta nie rajcuje, jak zarzucenie
mu nóżek na szyje... I człowiek może stracić chwilowo orientacje, czy to
początek upojnej randki, czy już walki kwalifikacyjne w memoriale im.
Pytlasińskiego?...
To, ze macha pod nami nogami, niczym wskazówki w elektronicznym zegarze z
wyczerpana bateria, to można jeszcze przeboleć, ale niestety niektóre do
wyrażenia wstępnej ekstazy używają także pazurów, a głównym dowodem na
podziękowanie za osiągnięte właśnie osiem orgazmów, uważają zostawienie nam
wbitych pod skora na łopatkach swoich tipsów... Aby nie być posadzonymi o to, ze
nie potrafią zachować się w łóżku nawet im do głowy nie przyszło, żeby nas
obrazić pozycja "na kłodę", używają także zębów... Pół biedy, gdy ma to miejsce
przy "klasyku" i ogranicza się do gwałtownego, niczym u Breżniewa chwytającego
za szyje Honeckera, przyciągnięcia nas do siebie i wpicie się paszczęką w nasza
szyje... Wprawdzie rany kąsane wolno i źle się goją, ale czyż kobieta potrafi
bardziej wyrazić nam swoja wdzięczność? Gorzej, kiedy chęć prezentacji
skorygowanego aparatem zgryzu, nasza panienka zechce zademonstrować nam w
trakcie innej pieszczoty...;(((
Jako nowoczesne i wyzwolone prenumeratorki "Dziewczyny" śmiało sięgają po
instrument, który wydaje im się dobrze znany... Ale tylko wydaje.. Zaczynają
mechanicznie, niczym ze ściąganiem i naciąganiem pokrowca na parasol w pochmurny
dzien... z równym niezdecydowaniem i znudzeniem, jak to przy niepewnej
pogodzie... Na delikatna prośbę, ze wolimy trochę większego zaangażowania i
wyczucia, złośliwie zaczynają ruch, który przy pompowaniu kół w rowerze
rozerwałby ciśnieniem opony nawet w wyczynowych góralach... Nie chcąc zrażać
partnerki, która się tak dla nas poświęca, zaciskamy żeby i tylko syczymy z
bólu, żegnając się w myślach z całością naszego wędzidełka....
Oczywiście, nie przyzwyczajona do takiego monotonnego wysiłku damska łapka,
wymaga parokrotnej wymiany na druga, co wprawia nas w znakomity nastrój i
świetnie rozprasza, a i tak należy się cieszyć, nie słysząc znudzonego "o
Jezuuuu... chyba mi ręka odpadnie!!!"...
Gdy już nasza "głowica" jest całkiem wymęczona i sucha niczym czerep taliba
siedzącego na słońcu, bo tylko świst i wiatr go od kwadransa omiatał, czujemy
zachwyceni, ze i kobieta potrafi się domyślić, ze żaden tłok długo nie pochodzi,
bez odpowiedniego smarowania. Nie mówmy tu o pannach, które poślizg postanawiają
uzyskać poprzez dziarskie popluwanie w dłonie, niczym człowiek z marmuru przed
położeniem pierwszej cegły. My mamy do czynienia z czułą partnerka, która nie
jest kłoda w łóżku, tylko wyrafinowana kochanica Francuza. Już ...już ...już
jesteśmy w siódmym niebie, już czujemy te błogość ciepła i wilgoci wokół
biednego i wytarganego "jasia", gdy nagle przypominamy sobie, ze to, co
nazywaliśmy "zalotką" miedzy jedynkami naszej pani, to może być powód naszego
bólu... I jest!!! Oczywiście wciągnięcie w te szczerbę naszej delikatnej skorki
było przypadkowe, wiec tylko zwijamy się z bólu, a ona odbiera to za objaw
naszego nadchodzącego orgazmu... Wiec, żeby jeszcze bardziej nas nakręcić
zaczyna, niby to w zabawie nadgryzać, przygryzać i podgryzać.... Kurde!!! Kto im
powiedział, że dla faceta najbardziej ekscytującym zajęciem jest zabawa z
kombinerkami???...;(((
Na pornosach, rzeczywiście i z pół metra można sobie wpakować w gardło, ale w
życiu bywa już z tym trochę gorzej... Wiec chcąc nas uszczęśliwić, wpychają
sobie gwałtownym ruchem nasza lekceważoną wymiarowo parówkę do przełyku i....
zaczyna się cyrk.... Gdzieś tam, z dołu, spod "burzy i kaskady najukochańszych
na świecie" włosów dochodzi nas odgłos przypominający jak umierał nasz ulubiony
kot, gdy zadławił się korkiem od szampana. Charkot, rzężenie i inne odgłosy,
które w tym momencie maja zastąpić nam muzykę miłości, powodują, ze i my, i nasz
interes zaczynamy gwałtownie odczuwać wyrzuty sumienia... Obaj czujemy się
momentalnie tacy malutcy... on nawet dosłownie... Odkorkowana panna, zdziwiona
patrzy na to, co zostało w jej dłoni i zalotnie odpluwając na boki, nasze na
wpół połknięte kędziorki, seksownie pyta..."Dlaczego nie chciałeś skończyć w
ustach?".... Wiec z ta kłodą, to czasami wcale nie jest takie głupie..."
Znalezione tu:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=36089&w=72740945&a=72740945