Dodaj do ulubionych

na zakręcie

09.08.08, 13:08
Na przestrzeni kilku ostatnich lat bywam na tym forum i wielokrotnie chciałam napisać o swoim związku. W końcu jednak stwierdzałam, że historia to jak każda inna i wiem przecież dokładnie co mi poradzicie.
Problem w tym, że ja przez te wszystkie lata po prostu nie potrafiłam zrobić tego co powinnam. Więc jaki sens był się żalić.

Do tej pory byłam tylko ja, mój partner i nasz letni związek z nieudanym seksem. A potem już związek bez seksu, od jakis 3 lat. Teraz sytuacja nieco się zmieniła i nie wiem czy potrafię ją na trzeźwo ocenić.

Nie jesteśmy małżeństwem, nie mamy dzieci. Ja mam 34 lata, mój partner 30. On mnie kocha, jest we mnie wpatrzony jak w obrazek. Jestem jego pierwszą kobietą.
Ja... no cóż... nigdy nie było między nami wielkiej namiętności, zauroczenia.
Po prostu po kilku nieudanych związkach z wielkiej miłości i kilku latach bycia singlem-nie-z-wyboru, stwierdziłam, że może trzeba obniżyć swoje wymagania i cieszyć się tym co życie niesie. Że może nie każdemu trafia się wielka miłość i skoro jest nam ze sobą w miarę dobrze, to czemu nie. Trochę taki związek z rozsądku.
I tak to się toczyło.

Z seksem to nawet nie tak, że któreś drugiemu nie daje.
Jest po prostu kiepsko. Na początku wiadomo, oboje wygłodniali, różowe okulary nowości, nadzieja, że z czasem będzie lepiej. Ale z czasem było tylko gorzej. Próby rozmów o potrzebach, oczekiwaniach nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Z czasem coraz częściej po nieudanym seksie pojawiała się frustracja, złość, łzy i nieuniknione pytania o dalszy sens bycia razem. No bo jak można renimować coś czego nie było?

Mój partner nigdy tak naprawdę nie oczarował mnie fizycznie, nie było między nami jakiegoś niesamowitego iskrzenia, chemii, namiętności. I ja coraz częściej dochodzę do wniosku, że może to właśnie jest przyczyną naszego nieudanego seksu.

Wiem jak to strasznie brzmi... ale cóż, tkwimy w tym przyjacielsko-siostrzano-braterskim układzie bo jednak seks to nie wszystko i poza nim to jest nam ze sobą całkiem dobrze. Tkwimy, bo jesteśmy przekonani, że nie znajdziemy dla siebie nikogo lepszego.

Tyle, że teraz nagle to się zmienia i na scenę wkracza jeszcze jedna osoba.
On ma 37 lat, poznaję go w pracy i... jak w jakimś cholernym tanim romansie... on robi pierwszy krok, jest iskrzenie, chemia, przyciąganie...czuję jakbym nagle obudziła się z jakiegoś uśpienia. Idąc do pracy śpiewam. Gadamy godzinami i na sam widok jego imienia w telefonie ściska mi żołądek.
Wiem, wiem, takie to kiczowate.
Ale jest i czuć to tak prawdziwie. I najbardziej uderza mnie to, że przekonana byłam, że już mi się nic takiego nie zdarzy.
Że jestem już tak pragmatyczna, zgorzkniała i cyniczna po kilku nieudanych związkach, że nie wierzę w żadne cholerne motyle w żołądku.
A jednak zdarzyło się.

On również jest w nieformalnym związku, od 9 lat, nie mają dzieci. On chce małżeństwa, dzieci, ale wciąż nie jest przekonany czy ta jego kobieta to TA kobieta. Coś musi ich jednak łączyć skoro wytrwali ze sobą 9 lat. On twierdzi, że nie jest im źle, jest wygodnie, znajomo, bezpiecznie- choć nie może z czystym sumieniem powiedzieć, że jest szczęśliwy. Jak można latami trwać w związku, który nie daje nam czegoś ważnego- no to akurat rozumiem.

Nie spaliśmy ze sobą nawet, a jednak to co się między nami rozwija przeraża nas. Przeraża intensywność tego uczucia. Przeraża, bo zdaje się być dokładnie tym czego nam obojgu brakuje. A jednocześnie przeraża, że jeśli zdecydujemy się to wypróbować to będzie to oznaczało nieodwracalne zmiany i ryzyko utraty tego co mamy: wygodnych, sprawdzonych związków.
Przeraża, że znamy się tak krótko, zaledwie kilka tygodni.
Mamy świadomość, że to wszystko może być tylko wynikiem naszych nieudanych związków i tkwiących w nas niezaspokojonych potrzeb.
Tak naprawdę żadne z nas nie jest w stanie z całą pewnością stwierdzić czy to co czujemy pojawiło się dlatego że się spotkaliśmy czy też dlatego, że sytuacja tak nas nakręciła.

Nie rozważamy romansu na boku naszych związków. Rozważamy czy jest jakaś szansa, że może nam się udać. Czy podążenie za głosem serca, wbrew wszelkiemu rozsądkowi nie jest jakimś szaleństwem?
A jeśli nie, to czy nie będę tego do końca życia żałować? Czy mój obecny związek nie ucierpi na tym jeszcze bardziej? Związek, ha, jak pomyślę, że kolejne 5 lat mam żyć tak jak teraz, rezygnując z seksu, intymności, zauroczenia kimś... to aż mi coś w środku ściska.

Przeraża mnie, że marnuję nie tylko swoje najlepsze lata, ale i mojego obecnego partnera. Że przecież być może jednak z kim innym moglibyśmy być naprawdę szczęśliwi. Tyle że on się na to wszystko godzi w imię miłości do mnie i w imię tego, że jest przekonany, że nie spotka i nie pokocha nikogo innego.

Rozmawiamy o tym wielokrotnie. To co możemy to przynajmniej o wszystkim szczerze i otwarcie rozmawiać.
Związek nasz wielokrotnie stał na ostrzu noża, wielokrotnie byliśmy na skraju rozstania się.
Gdy powiedziałam mu o tamtym to nawet nie był zaskoczony. Myślę, że oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że prędzej czy później coś takiego się stanie.
Tylko co dalej?
Obserwuj wątek
    • hubertus_zamoscicus Re: na zakręcie 09.08.08, 13:25
      Każdy ma swoją historię i każdy ma swoją prawdę. Forum to jest klasycznym konfesjonałem, nikt za Ciebie nie dokona wyborów, a rady, porady i opinie...one najczęściej tylko mieszają nam w głowie, nie sugeruj się nimi, bo wypowiadający je komentator nie bierze na siebie skutków decyzji.
      Moim zdaniem idziecie prostą drogą do łóżka. Ja bym spróbował jak to jest z innym kochankiem/ką, bo lubię ryzyko i wyzwania. Czasami też warto być egoistą, to tak dla higieny i samopoczucia psychicznego.
      • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 09.08.08, 14:07
        hubertus_zamoscicus napisał:

        > a rady, porady i opinie...one najczęściej tylko mieszają nam w głowie, nie sugeruj się nimi, bo wypowiadający je
        > komentator nie bierze na siebie skutków decyzji.

        to prawda- dwoje bliskich mi przyjaciół uważa, że powinnam podążyć za głosem serca, że mam tylko jedno życie itp- ale to nie oni potem będą żyć z konsekwencjami mojego szaleństwa.

        > Moim zdaniem idziecie prostą drogą do łóżka. Ja bym spróbował jak to jest z inn
        > ym kochankiem/ką,


        wiesz, nawet chyba chciałabym żeby tak było. Przynajmniej rozwiałaby się chociaż jedna moja wątpliwość. Może seks okazałby się beznadziejny i czar by prysł. Choć po tym jak całuje obawiam się, że różnie może być ;)
        Ale on jest tak cholernie przyzwoity, że do żadnego seksu nie dojdzie dopóki on nie zerwie ze swoją kobietą. Tak coś to czuję.
        Już wykombinowanie swobodnego czasu na rozmowę, spotkanie, wiąże się z mnóstwem kłamstw, kombinacji, wyrzutów sumienia i widzę, że mu z tym bardzo źle.
        Ja też brzydzę się takim kombinowaniem za plecami, ale może moja moralność jest bardziej giętka gdy czegoś chcę?
        A może prawda jest taka, że on panicznie obawia się, że jego kobieta się dowie o nas.
        • in.flagranti.30 Re: na zakręcie 09.08.08, 14:26
          Jedno jest pewne - przez tę sytuację dojrzejesz, poznasz siebie. I to jest minus dodatni wszystkich skoków w bok, zdrad oraz kłamstw.

          Dla pocieszenia dodam, że jesteś o niebo w lepszej sytuacji niż większość "zdradzających" - nie masz sakramentu małżeństwa.

          A ten facet widać uczciwy jest, ale jak to facet - w końcu pęknie. Napięcie między wami jest takie, że wystarczy iskra...
          • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 09.08.08, 14:54
            in.flagranti.30 napisał:

            > Dla pocieszenia dodam, że jesteś o niebo w lepszej sytuacji niż większość "zdra
            > dzających" - nie masz sakramentu małżeństwa.


            ani małżeństwa, ani dzieci- ani u niego ani u mnie- wiem...
            więc może nie ma dramatu, może nie ma nad czym się zastanawiać,
            może właśnie teraz jest czas by przemeblowywać życie- a nie za kolejnych pięć lat.
            Tylko rozwalić wieloletnie związki dla kilkutygodniowego romansu?
            Dla kogoś, kogo przecież tak naprawdę nawet nie znam!

            > A ten facet widać uczciwy jest, ale jak to facet - w końcu pęknie. Napięcie mię
            > dzy wami jest takie, że wystarczy iskra...

            eh... niestety nie ma okazji by to przetestować ;)
            i raczej nie będzie- jego kobieta jest bardzo czujna- zanim on jeszcze mi powiedział co czuje, zanim w ogole dotknął mojej ręki, to ona już oskarżyła go o romans!
            więc dopóki on się waha, dopóki jeszcze rozważa czy chce być z nią czy ze mną to pewnie będzie wszystko trzymał w ścisłej tajemnicy przed nią.

            najbardziej obawiam się chyba tego, że nie wiem tak naprawdę- i nie mam możliwości wiedzieć- w jakim stanie jest jego związek.
            Może przechodzą tylko jakiś tymczasowy kryzys i cała ta historia da im motywację do jeszcze jednej szansy, próby odgrzania uczuć.

            Powiedział mi też, że on tak naprawdę przez te 9 lat nie komunikował jej że nie jest szczęśliwy. Więc pani żyła w błogim przekonaniu, że wszystko jest ok. A tu nagle taka bomba. Gość nagle po 9 latach udanego związku oświadcza, że nie wszystko jest tak ok jak się wydawało.
            Nie wiem czy możliwe jest nie zauważyć czegoś takiego przez lata. A może gość jest po prostu świetnym aktorem.
            Ale przez to on może czuć że należy jej się jeszcze jedna szansa.

            I to też powoduje we mnie mały alarmowy dzwonek- na ile on potrafi być szczery w swoich związkach. I czy jeśli się z nim zwiążę to czy mi po 9 latach też nie oświadczy: sorry kochanie ale nie jest mi z tobą dobrze i zawsze mi czegoś brakowało. Więc dowidzenia.

            Ja wiem, że w moim związku nie bardzo jest co odgrzewać. I jeśli coś będzie dalej to będzie tak jak było i jest. Nie zapragnę przecież nagle faceta, którego nie pragnęłam przez 5 lat.
            Mimo iż nagle, przez tę całą historię, z własnej nieprzymuszonej woli zaczął się golić, częściej myć i nawet przestał nosić wszędzie te brudne adidasy i szorty. No cóż, trochę jakby za późno
            • krissdevalnor100 Re: na zakręcie 10.08.08, 22:36
              Ja tylko w temacie niekomunikowania.
              Często jest tak, że nie komunikuje, bo nie czuje się nieszczęśliwy.
              Żyje jak żyje, wygodnie jest i ciepło- dlaczego protestować. Nie do
              końca sam wie, że czegoś brakuje. Kiedy pojawia się inna osoba i
              klaruje zupełnie inna sytuacja nagle sie stwierdza- no tak, nie
              byłem szczęśliwy, tego mi zawsze brakowało!
              W takim wypadku niekomunikowanie nie wynika ani z aktorstwa, ani z
              oszczędzania partnera, ani z lęku przed aferą etc. Nie komunikuje
              się, bo nie ma czego, skoro sobie nie uświadamiamy problemu.
    • misssaigon Re: na zakręcie 09.08.08, 15:17
      jak mówia "erudyci" - otworzylas "puszke z Pandora" :D

      serio - dlugo sie trzymalas - ale..zycie w emocjonalnej i seksualnej prozni nie
      jest mozliwe - taka sytuacja musiala nastapic predzej czy pozniej

      jezeli zrezygnujesz teraz z te znajmosci - historia sie niebawem powtorzy - w
      koncu precedens nastapil - pozwolilas sobie na odczuwanie emocji, pozadania

      twoje dylematy jednakowoz wydaja sie troche wydumane, a sytuacja o wiele
      prostsza niz wielu innych osob uwiklanych w malzenstwa, dzieci, kredyty i cale
      to "dobrodziejstwo inwentarza"


      nie przesadzajamy rowniez za ta odpowiedzialnoscia za partnera - dorosly jest -
      poradzi sobie - gwarantuje, ze lepiej niz sie tego mozesz spodziewac ...i
      szybciej :D

      twoje obawy to tylko strach przed podjeciem ryzyka - ale nie da sie niczego nie
      oddac i jednoczesnie zyskac - za los na loterii tez trzeba zaplacic...

      ja w podobnej sytuacji zaryzykowalam - nie dlatego, ze nowy zwiazek rysowal mi
      sie tak oszalamiajaco - po prostu wiedziałam, ze stary byl wyniszczajacy -
      zyskalam to, ze nie stracilam siebie - i to podstawowa wartoscia dodana.

      moge dac ci tylko jedna rade - przyjrzyj sie dokladnie swojemu "objawieniu" -
      zeby ta "chemia" nie przyslonila ci zbyt wiele :))

      jesli jest facetem z jajami - to sie szybko zdecyduje - jesli nie to nie trac
      czasu
      • in.flagranti.30 Re: na zakręcie 09.08.08, 16:12
        Właśnie - to takie są rozważania w stylu mieć jabłko i zjeść jabłko. A może taki się on okaże, a może taki, śmaki i owaki.

        Masz tę komfortową sytuację, że wiesz z kim jesteś teraz i na 99% tak by pozostało emocjonalnie, gdybyś z nim weszła w małżeństwo.

        Rozumiem twój lęk przed ryzykiem, niewiadomą itd, ale przecież jesteś dorosłą Kobietą, a nie dzieckiem, któremu można jeszcze te sprawy z cierpliwością Benedyktyna wyjaśniać.

        Sądzę, że to sprawa głównie waszej osobowości - większego nastawienia na spokój i stabilizację, czy na ryzyko i niewiadomą. Musicie się tu zegrać, bo inaczej jedno będzie oskarżało drugie, że to przez niego rzuciło poprzedniego partnera, itd...

        Przypomina mi się sytuacja mojej znajomej - brała faceta choć wiedziała że będzie jej z nim normalnie, tak po bożemu, klasycznie i standardowo...w życiu (nie tylko w łóżku). Nawet coś tam mówiła, że chce się wycofać ze ślubu, ale nie miała w sobie dość odwagi, by to zrobić, po prostu z natury jest zachowawcza - woli stabilizację za cenę innego życia. No i teraz marudzi....(co było do przewidzenia, bo ten typ tak ma).
        Ja jestem z natury "hej do przodu" - bo jak mawia przysłowie, kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije. Ale ja to ja, Ty to ty:)

        • yadrall Re: na zakręcie 09.08.08, 17:02
          Ja tak jak juz ktos tu wspomnial przyjzala sie obiektowi goracego
          uczucia i jak po analizie na zimno,ze facet Ci odpowiada (ale
          postaraj sie spojrzec na niego tak realnie) to nawet sie nie
          zastanawiaj tylko rob rewolucje w swoim i jego zyciu. Przynajmniej
          ja tak zrobilam,choc u nas bylo prosciej-on byl sam,a ja w niespelna
          2 letnim zwiazku. W momencie,gdy zrobilam analize strat i zyskow,
          tamtego odprawilam i dzis jestem szczesliwa mezatka (juz od ponad 5
          lat) z tym drugim. Wybor byl bardzo trafny i dzis dziekuje Bogu,ze
          postawil tego czlowieka na mojej drodze.
          Tylko najperw dobrze przemysl,czy ten facet to tylko fajerwerki czy
          kandydat na partnera zyciowego. Roznica jest olbrzymia!!!
      • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 09.08.08, 17:22
        misssaigon napisała:

        > twoje dylematy jednakowoz wydaja sie troche wydumane, a sytuacja o wiele
        > prostsza niz wielu innych osob uwiklanych w malzenstwa, dzieci, kredyty i cale
        > to "dobrodziejstwo inwentarza"
        >


        misssaigon, może i wydumane, chociaż brzmisz trochę jak moja mama. Jej ulubione powiedzonko to "co ty wiesz o PRAWDZIWYCH problemach, skoro nie masz dzieci"
        Ale każdy ma takie problemy jakie ma. I dla każdego jego problemy są jak najbardziej realne.

        Oczywiście, że dzieci, małżeństwo ogromnie takie wybory utrudniają. I ja tego nie kwestionuję.
        W moim przypadku kredyt też już jest i to zaciągnięty dopiero pół roku temu. Dla mnie posiadanie własnego dachu nad głową, wreszcie jakaś stabilizacja w obcym kraju- gdzie zażarcie walczyłam o byt- no jest to jednak istotne.

        Istotne jest też to, że moment w którym poznałam "moje objawienie" jak to określiłaś ;) to moment gdy on jest w ostatniej fazie przygotowań do powortu do swojego kraju. Bagatela, kraju na drugim końcu świata. Wrócić musi z przyczyn rodzinnych- chora matka. Tutaj wszystkie swoje sprawy już pozamykał, zakończył pracę, wypowiedział mieszkanie itp. No i nagle poznał mnie.
        I przez dwa miesiące wahał się czy ma mi cokolwiek powiedzieć.

        Ja już raz emigrowałam za facetem i dobrze się to dla mnie nie skończyło. Związek rozpadł się po pół roku a ja zostałam kompletnie sama w obcym kraju, bez wizy, bez pieniędzy, bez dachu nad głową.
        Jakoś z tego wybrnęłam i stanęłam na nogi. I dopiero od jakiegoś roku-dwóch zbieram owoce tego jak wtedy zażarcie walczyłam o przetrwanie tutaj.
        Tyle że wtedy miałam dwadzieścia parę lat.
        Teraz mam trzydzieści i już nie jestem taka pewna czy byłabym znów gotowa zostawić całe moje urządzone życie i znów zaczynać wszystko na drugim końcu świata. Co więcej, po 9 latach na emigracji dojrzewałam raczej do decyzji o powrocie do Polski.

        Choć jego kraj ciepły i słoneczny jest ;)

        A jeszcze co do przyglądania się dokładnie kandydatowi to właśnie w tym problem, że znamy się na to zdecydowanie za krótko. Co można wyczaić po trzech tygodniach gdy szaleją hormony!
        A po to abyśmy mieli więcej czasu na poznanie się on musiałby zostać tutaj. Zatrzymać maszynę przeprowadzki, powiedzieć swojej kobiecie dlaczego zmienia bilety, zatrzymać jej aplikację o wizę do jego kraju...
        • misssaigon Re: na zakręcie 09.08.08, 22:31
          sama ustawiasz swoje priorytety w zyciu

          ale:

          jesli bedziesz neutralna - facet nie bedzie miec motywacji
          jesli pokazesz swoje zaangazowanie - bedzie sie musial tak czy owak okreslic

          lepiej wczesniej niz pozniej

          nawet jesli nie skorzysta z twoejje "oferty" - nikt nie bedzie musial sie o tym
          dowiedziec - on wyjedzie, a ty zostaniesz, z przekonaniem, ze "widac tak mialo byc"
        • dosiadpl Re: na zakręcie 11.08.08, 08:21
          Dla mnie to troche dziwne, nie spaliscie ze sobą, poza krótkimi
          chwilami nie byliście ze sobą dłużej, a juz konkretnie rozmawiacie
          ze sobą czy będziecie razem? Dla mnie facet jest znudzony swoja
          dziewczyną i może akurat Ciebie traktuje jako przygodny flirt. Nie
          chce pójść dalej bo tak naprawde to czuje ze nadal ja kocha, a ten
          cały wyjazd to moim zdaniem próba sprawdzenia jak im będzie sam na
          sam daleko od problemów dnia codzienniego. Jesli ktoś kogoś pragnie,
          chce to w pewnym momencie przestaje sie liczyć wszystko na około, a
          prowadzi nas instynkt.. Nigdy nie slyszalam zeby ludzie dorośli
          wcześniej umawiali się, że może ze sobą będą a może nie... to
          sztuczne. Niezaleznie jednak od tego jak skończy się ta historia
          mysle ze za młoda jetses zeby tkwić w związku z kolesiem który
          kompletnie Ci nie pasuje..Szkoda czasu..
    • zlosnica100 Re: na zakręcie 10.08.08, 10:01
      A mnie uderzyła jedna rzecz w twojej wypowiedzi.

      O ile ty poinformowałaś partnera o sytuacji, o tym ze pojawił sie ktoś inny to
      twój adorator ten fakt wręcz panicznie ukrywa.Przemyśl to.

      Jak dla mnie chce Cię przelecieć i tyle.
      • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 10.08.08, 12:32
        zlosnica100 napisała:

        > A mnie uderzyła jedna rzecz w twojej wypowiedzi.
        >
        > O ile ty poinformowałaś partnera o sytuacji, o tym ze pojawił sie ktoś inny to
        > twój adorator ten fakt wręcz panicznie ukrywa.Przemyśl to.
        >

        Też na to zwróciłam uwagę, jak bardzo on się z tym kryje przed swoją kobietą. I mu to powiedziałam.
        Powiedział mi, że gdyby ona się dowiedziała to byłby to koniec ich związku. Natychmiast, od razu.
        Ja powiedziałam swojemu bo wiedziałam, że mogę z nim o tym rozmawiać, że nie trzaśnie mi drzwiami w twarz. Że jeśli jest jakakolwiek szansa by nasz związek przetrwał to musimy o tym porozmawiać i moje kłamstwo tę szansę totalnie zaprzepaści.

        Także w sumie mamy tę samą motywację: żadne z nas nie jest jeszcze na 100% zdecydowane by opuścić obecne związki.
        • anais_nin666 Re: na zakręcie 10.08.08, 12:46

          Mężczyźni znacznie trudniej wychodzą ze swoich dotychczasowych związkow niz
          kobiety. Skłonni są raczej zdradzać niż zaczynac coś na nowo. Kobieta dla nowego
          uczucia potrafi przekreslic to co bylo, mężczyzie rzychodzi to trudniej.
          Może warto o tym, gdy sytuacja sie ciut rozwinie, pogadac z nowym znajomym, by
          nie bylo pozniej przykrych niespodzianek.
          • riki_i Re: na zakręcie 01.09.08, 21:38
            anais_nin666 napisała:

            >
            > Mężczyźni znacznie trudniej wychodzą ze swoich dotychczasowych związkow niz
            > kobiety. Skłonni są raczej zdradzać niż zaczynac coś na nowo. Kobieta dla noweg
            > o
            > uczucia potrafi przekreslic to co bylo, mężczyzie rzychodzi to trudniej.

            Mądre słowa.
    • dziewczyna-szamana-04 sytuacja się rozwinęła 10.08.08, 13:13
      wczoraj kilka godzin na telefonie i chyba wszystko trafił szlag.
      poniosły mnie emocje a teraz zastanawiam się czy miałam prawo stawiać mu jakiekolwiek ultimatum.

      Wszystko poszło o 2 miesiące.
      Gdy rozmawiamy o byciu razem, zaczęciu czegoś on wciąż powtarza, że nie potrafi ot tak z jednego długiego związku wskoczyć w drugi.
      I to oczywiście jestem w stanie zrozumieć.

      Tyle, że niestety wiem że on i jego dziewczyna mają zaplanowaną dwu miesięczną podróż. Coś do czego przygotowywali się i odkładali kasę od dawna, zanim ja pojawiłam się na horyzoncie. Mają wyjechać za dwa tygodnie, wszystko jest już opłacone itp.

      On uważa że jest jej to winien. Że nie może się teraz nagle wycofać z czegoś co tyle czasu planowali. Że już i tak wyrządza jej straszne świństwo, więc niech ona ma choć tę podróż na koniec.

      A ja nie wyobrażam sobie, że on sobie teraz z nią pojedzie w podróż a po powrocie z nią zerwie i będzie się spodziewał, że ja go przyjmę z otwartymi ramionami. Mam czekać dwa miesiące torturując się i zastanawiając się czy ta podróż tak naprawdę nie jest po to by naprawić ich związek?
      Więc stwierdziłam, że skoro wakacje z nią są dla niego tak ważne to jego wybór jest chyba jasny. No i trzasnęłam słuchawką.

      Teraz oczywiście trochę spokojniej to analizuję i zastanawiam się czy w ogóle miałam prawo stawiać mu jakieś ultimatum. Czy mogę żądać czegoś skoro sama nie zerwałam ze swoim partnerem.
      Poza tym jeśli on czuje, że potrzebuje dać swojej partnerce jeszcze jedną szansę- to nawet jeśli zrezygnuje z tego wyjazdu i zacznie być ze mną- to czy to poczucie nie będzie jakimś wyrzutem sumienia, czy nie będzie zalegać i kłaść cienia na nasz związek?

      Oddzwonił i powiedział, że decyzji jeszcze nie podjął i że wierzy, że jeśli mamy być ze sobą to będziemy.
      A ja mam przeczucie, że jeśli on z nią pojedzie to nie będę w stanie tego przełknąć.
      Pomijając już takie pomysły jak z telenoweli, że wrócą w ciąży i będzie po ptokach :/
      • misssaigon Re: sytuacja się rozwinęła 10.08.08, 14:26
        tak czy owak - ruch teraz nalezy do niego

        a z ta ciaza to bardzo prawdopodobne, skoro jego kobieta ma tak rozwinieta
        intuicje :))
    • marek_gazeta Re: na zakręcie 10.08.08, 16:28
      Jeśli chodzi o Twój "obecny" związek, to moim zdaniem nie ma on żadnego sensu i powinnaś go zakończyć. Daj facetowi szansę - jeśli odejdziesz nie do innego, ale dlatego, że nic do niego nie czujesz, pozwolisz mu "uratować twarz". Być może, z inną kobietą, będzie szczęśliwy. To, co nie ma sensu, trzeba kończyć jak najszybciej.
      • jestemewa Re: na zakręcie 10.08.08, 18:48
        Marek ma rację. Zgadzam się w stu procentach.
        Rozumiem co czujesz mówiąc o wieloletnim związku, który szkoda Ci
        zakończyć. Tylko, że będąc w nim krzywdzisz, i to nie tylko swojego
        chłopaka, ale i siebie. Nie kochasz i już raczej nie pokochasz
        swojego faceta, szkoda życia Twojego i tego gościa. Czuję, że wolisz
        być z kimkolwiek niż z nikim. Uzasadniasz to stabilizacją i chyba
        boisz się, że chłopak by strasznie rozpaczał. Ale Ty tak naprawdę
        odchodząc dasz mu szansę na bycie z kimś, kto odwzajemni jego
        miłość. Sama też możesz być w szczęśliwym związku, jeśli nie z tym
        nowym facetem to z innym.
        • mruff Re: na zakręcie 11.08.08, 07:46
          Nie wiem czy tu chodzi o "szkoda wieloletniego związku" czy o
          myślenie w stylu: mam 34 lata, może z nowym się nie udać, zostanę na
          lodzie i lada moment staropanieństwo zapuka, samotność
          Bo wg mnie w celu uniknięcia samotności i nie bycia tą gorszą
          społecznie (tak, kobieta-singiel, 34 letnia jest postrzegana jako
          mniej wartościowa)właśnie tkwi w związku takim sobie.

          Chociaż związek "taki sobie" nie jest zły
          myślę,że wiele osób tkwi w takich związkach
          a miłość, taka prawdziwa zdarza się niewielu:)

          Nie można kroczyć 2 drogami równocześnie
          życie to ryzyko:)
          Myśl, analizuj i działaj

          świat należy do odważnych:)

    • wbka1 Re: dziekuje ci za ten list, 13.08.08, 13:30
      Utwierdzilas mnie w przekonaniu, ze zwiazki nieformalne z reguly sa czekaniem na lepsza okazje. Mozesz byc pewnwa, ze twoj partner nie bedzie sie dlugo wahal, jesli stanie przed podobnym wyborem.
      • loppe Re: dziekuje ci za ten list, 13.08.08, 13:32
        "Utwierdzilas mnie w przekonaniu, ze zwiazki nieformalne z reguly sa
        czekaniem na lepsza okazje."

        interesujące i ważne spostrzeżenie
        • riki_i Re: dziekuje ci za ten list, 01.09.08, 21:40
          oppe napisał:

          > "Utwierdzilas mnie w przekonaniu, ze zwiazki nieformalne z reguly sa
          > czekaniem na lepsza okazje."
          >
          > interesujące i ważne spostrzeżenie

          też się podpisuję
          • avide Re: dziekuje ci za ten list, 02.09.08, 08:24
            > > "Utwierdzilas mnie w przekonaniu, ze zwiazki nieformalne z reguly sa czekaniem na lepsza okazje."


            Zgadzam się w 1000000%.
            Jak się wie, że ten człowiek to TEN człowiek to się nie czeka.
            Bez względu na to co wydarzy się później. Bo później... żyjąc może się okazać, że człowiek jednak z natury pełen wszelakich błędów jest.
            Jak stawałem na ślubnym kobiercu na tamten czas i moją wiedzę nie miałem grama wątpliwości, że wybieram odpowiednią kobietę.
            Nie wiem czy to kwestia charakteru czy właśnie ówczesne poczucie właściwego wyboru, ale wtedy pamiętam po prostu nie widziałem innej opcji. To była TA kobieta w moim mniemaniu.
            I bardzo długo pozostawała nią do momentu, aż przekonałem się, że po ślubie pewne rzeczy wcale lepsze się nie robią jeśli przed ślubem nie grały. Ups...;-)))))))
            No, ale to moja nauka jakiej doświadczyłem na własnej skórze.

            Nie mniej, doskonale pamiętam, że na tamtejszą chwilę żona była NAJLEPSZĄ opcją w moim osobistym przekonaniu. Dlatego nie wyobrażałem sobie innej opcji jak ślub. Chciałem być z tą kobietą.

            Wszystkie kobiety z jakimi w życiu miałem do czynienia dość szybko wiedziały czy mi na nich zależy czy nie. I dlatego jeśli nie odpowiadała mi kobieta umiałem określić to po max 3-4 miesiącach. Jak mnie rzucały nie było grama żalu, podobnie jak sam odchodziłem. Przynajmniej z mojej strony.

            Dlatego właśnie uważam, że ktoś kto miga się od ślubu tak naprawdę jeszcze nie zdecydował.

            Pozdrawiam
            Avide
    • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 13.08.08, 15:32
      dzieki wszystkim za wypowiedzi.
      Wszyscy macie w zasadzie po troche racji.
      Tak, tkwie w zwiazku nie do konca spelnionym bo wole to niz
      samotnosc. Moze to zabrzmi strasznie wyrachowanie ale mam za soba
      kilka lat bycia singlem, randkowania i to co mi sie przez ten czas
      przewinelo przez rece to... eh, szkoda gadac ;)
      Wiec gdy spotkalam mojego obecnego partnera to stwierdzilam, ze
      trafil mi sie naprawde fajny facet, z ktorym moglabym byc na dluzej.
      Ale nie byla to decyzja serca tylko raczej rozumu.

      Prawda tez oczywiscie, ze marnuje czas nie tylko swoj ale i jego i
      mam tego pelna swiadomosc. On wciaz mnie kocha wiec nie jest gotowy
      na podjecie decyzji o rozstaniu i ciagle ma chyba nadzieje, ze cos
      sie miedzy nami zmieni na lepsze. A ja zostajac z nim podtrzymuje
      pewnie w nim te nadzieje.

      Zgadzam sie tez ze takie dlugie nieformalne zwiazki to jakies
      podswiadome czekanie na cos lepszego. Dokladnie tak jest w moim
      przypadku, choc moze dochodzilo do tego przekonanie, ze moze po
      prostu nic lepszego juz nie ma.
      Az tu nagle, jak to okreslila misssaigon, otworzyla sie puszka
      pandory bo nagle pozwolilam sobie na to by cos poczuc, kogos pragnac.
      I stwierdzam, ze zycie bez takich emocji jest puste i jalowe.

      Eh....
      • black.mimi Re: na zakręcie 13.08.08, 16:03
        Witaj!
        Doskonale Ciebie rozumiem, ja rowniez "tkwilam" w takim zwiazku (5
        lat), nie mialam odwagi, aby zmienic swoje zycie i rozstac sie z
        kims, kto byl dla mnie jak brat. Tez jestem na emigracji, wiec
        rozumiem Twoje obawy podwojnie, ale jesli nie zrobisz jakiegos kroku
        w pore, zycie przecieknie Ci przez palce. Zastanow sie spokojnie. A
        o nowym znajomym zapomnialabym juz dzis, skoro musi sobie jeszcze
        pouzywac w podrozy!
        • alicja_s_1 Re: na zakręcie 09.09.08, 15:36
          Również tkwie w takim związku... 2 lata. Jest dla mnie jak brat.
          Zaczeło się od przyjaźni i niepewności czy go naprawde kocham ...
          myślałam że przyjdzie z czasem. Jeśli chodzi o sex... nie czułam
          nigdy wielkiej namiętności... . On mnie kocha, a ja nadal nie
          wiem ... . Wiem tylko, że jak coś nie pasuje trzeba o tym
          rozmawiać... albo sie rozstać, bo nie ma sensu dalej to ciągnąć.
          Tylko brakuje mi odwagi...
    • majkak3 Re: na zakręcie 16.08.08, 19:25
      Dziewczyno Szamana-jak to mówią w reklamie "w życiu trzeba robić to
      co się lubi",więc zrób to co lubisz, to co czujesz-potem ocenisz czy
      było warto.Bo jeśli tego nie zrobisz do końca życia będziesz żałować-
      życzę Ci Dziewczyno Szamana dużo szczęścia!Pozdrawiam
      • cyklista6 Re: na zakręcie 18.08.08, 16:21
        Dziewczyno_Szamana - jedna tylko uwaga - jak najbardziej miałaś prawo postawić
        mu ultimatum. Jeżeli on uważa, że nie miałaś prawa to znaczy, że te wibracje i
        emocje były raczej tylko po Twojej stronie a nie po jego. Jeżeli on - kierowany
        lojalnością - chce jechać z tamtą kobietą w dwumiesięczną podróż to znaczy, że
        nie traktuje Ciebie jako bogdanki na całe życie. To akurat jest naprawdę proste.
        Natomiast co do Twojego aktualnego związku i jego perspektyw - ja nie będę
        komentował, to co przedmówcy napisali nie jest wszakże głupie.

        Jakby nie było - życzę Ci wszystkiego najlepszego, wybierz tak aby za ileś lat
        nie żałować.
        • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 19.08.08, 13:24
          cyklista6 napisał:

          > Dziewczyno_Szamana - jedna tylko uwaga - jak najbardziej miałaś
          prawo postawić
          > mu ultimatum. Jeżeli on uważa, że nie miałaś prawa to znaczy, że
          te wibracje i
          > emocje były raczej tylko po Twojej stronie a nie po jego. Jeżeli
          on - kierowany
          > lojalnością - chce jechać z tamtą kobietą w dwumiesięczną podróż
          to znaczy, że
          > nie traktuje Ciebie jako bogdanki na całe życie. To akurat jest
          naprawdę proste.


          bogdanki na cale zycie :))))
          cyklisto, urzeklo mnie to okreslenie!
    • dziewczyna-szamana-04 kilka tygodni pozniej 28.08.08, 19:33
      minelo kilka tygodni i z niesmakiem w ustach powracam by se wylac
      troche zolci i ulzyc parujacemu mozgowi

      coz, jak niektorzy z Was slusznie przypuszczali pan tak naprawde
      okazal sie tchorzem i mieczakiem bez jaj.
      nie potrafil podjac zadnej konkretnej decyzji, tygodniami bujal sie,
      krecil i wil pomiedzy mna a swa kobieta

      gdy ja sie okreslilam i zdecydowalam ze chce to on nagle zaczal
      wynajdywac tysiace trudnosci i przeciwnosci losu
      gdy ja mialam dosyc jego niezdecydowania i odchodzilam to on
      wydzwanial, pisal i rzucal jakies ochlapy
      jakiez to typowe!

      ja w miedzyczasie zdecydowalam o odejsciu od mojego obecnego
      partnera. wiem, ze to cos co powinnam zrobic niezaleznie od tamtego
      goscia. straszno troche i smutno, ale chyba najuczciwiej dla
      wszystkich.

      tamten w koncu zrezygnowal z tej swojej podrozy, oswiadczyl ze
      konczy swoj obecny zwiazek i wyjezdza na jakis czas do swojego
      kraju, zeby sobie wszystko poukladac.
      Stwierdzil, ze bardzo chce szanse na to by ze mna byc, ale
      oczywiscie nie moze o nic prosic, niczego obiecac. Nie moze
      oczekiwac, ze ja bede na niego czekac. Wiec zda sie na
      przyslowiowe "jak jestesmy sobie przeznaczeni to ze soba bedziemy"
      bullshit, bullshit, bullshit
      I ch£$% mu w d£$^%&!
      Wszystko co bylo miedzy nami jakos tak sie zeszmacilo przez te
      tygodnie jego wahan, jego kombinacji ze zostalo mi tylko
      rozgoryczenie i wstretny niesmak w ustach...
      • theoutsider Re: kilka tygodni pozniej 28.08.08, 20:15
        A właściwie DLACZEGO było tak sobie z tym wieloletnim?
        Było Ci kiedyś z kimś innym lepiej?
        • dziewczyna-szamana-04 Re: kilka tygodni pozniej 31.08.08, 23:44
          theoutsider napisał:

          > A właściwie DLACZEGO było tak sobie z tym wieloletnim?
          > Było Ci kiedyś z kimś innym lepiej?

          theoutsider, jasne że było! Właśnie w tym problem, że mam za sobą związki, w których byłam naprawdę zakochana w facetach i wiem jak to jest. Wiem jak wygląda związek gdzie jest iskrzenie, namiętność, gdzie partner pociąga i imponuje.
          I nawet gdy po kilku latach to już nie jest takie intensywne to jednak jest jakaś baza.
          Z moim partnerem tego nie miałam nawet na początku. Tak jak wspomniałam, było to raczej taki związek z rozsądku niż z gorącej miłości. I przez jakiś czas może miałam nadzieję, że miłość się jednak z czasem pojawi, bo on taki dobry chłopak jest i tak strasznie mnie kocha.
          No i może się pojawiła ale z mojej strony właśnie w formie takiej bratersko siostrzanej.
          • theoutsider Re: kilka tygodni pozniej 04.09.08, 19:52
            >jasne że było!

            > No i może się pojawiła ale z mojej strony właśnie w formie takiej
            >bratersko siostrzanej.

            acha

            to w takim przypadku nie wiem co robić

            mimo wszystko jesteście długo razem
    • yoric Re: na zakręcie 29.08.08, 00:46
      Co jakiś czas w różnych formach powraca tu dylemat, czy w temacie doboru
      partnera iść na kompromis, czy szukać świętego Graala, ryzykując, że zmarnujemy
      najlepsze lata na wybrzydzaniu i zostaniemy z niczym. Wniosek, który się wyłania
      z tych setek wpisów jest taki, żeby jednak szukać Graala.

      Jeżeli Forum nas czegokolwiek uczy o zależności między namiętnością na początku
      i po latach, to tego, że:
      - nie ma żadnej gwarancji, że jeśli na początku iskrzyło jak diabli, to po roku
      (i dalej) też będzie
      - za to jest gwarancja w drugą stronę, tj. jeśli od początku było źle, to dalej
      będzie albo bardzo źle, albo katastrofalnie

      Jest to pewien dorobek Forum, który chyba warto wziąć pod uwagę :).

      Pozdrawiam
      • misssaigon tia 29.08.08, 15:38
        a koniec konców okaze sie, ze:
        Sw. Graal mieszka sobie spokojnie na Alasce i nie ma o nas pojecia
        Sw. Graal ma juz swoja Gralowa i gromadke udanych dzieci, a krazace w powietrzu
        feromony moga go zachecic li tylko do niezobowiazujacego bzyknieca
        Św. Graala odnajdujemy w co drugim facecie, pakujac sie w malo rokujace zwiazki
        - vide casus mruff

        jakas taka jestem "beznadziejna" ostatnio w tym temacie ;PP
        • eeela Re: tia 01.09.08, 00:28
          Graalów jest zazwyczaj więcej niż jeden :-) Są lepsi i gorsi 'Graalowie'. Mnie
          się wydaje, że to, w co nie ma sensu się pakować, to związek z kimś, kto tym
          Graalem nie jest ani trochę, tylko po prostu wydaje się 'wystarczająco przyzwoity'.
          • avide Re: tia 02.09.08, 08:39
            I takie właśnie stwierdzenie jest moim zdanie dorobkiem tego forum.

            Trzeba przede wszystkim umieć określić własne potrzeby.
            Siąść i spokojnie powiedzieć co mnie kręci w danej płci i czego szukam. Jaka jest moja natura, czego bezwzględnie wymagam a czego nie jestem w stanie zaakceptować.

            Następni szukać wg takich a nie innych kryteriów. Szukać Graala !!. Nawet jeśli co druga osoba wyda się Graalem, lepiej dać szansę Graalowi niż od samego początku pakować się w bezpieczna miernotę, skazując się na bezbarwne życie. No chyba, że dla kogoś było to priorytetem.
            Avide

            PS
            Tyle, że trzeba mieć mocną psychikę dla takiej strategi bo kilku kolejnych nieudanych razach może nawet najwytrwalszego dopaść zniechęcenie.
      • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 01.09.08, 00:30
        nie wiem czy się zgadzam z tym Graalem... brzmi fajnie ale ryzyko jest właśnie takie jak mówi misssaigon- może się okazać, że nasz Graal już ma swoją Graalową i zostaniemy z niczym.

        myślę, że jednak trzeba iść na kompromis- pytanie tylko z czego rezygnować możemy a z czego nie i jak znaleźć najbardziej optymalny zestaw zalet koniecznych i wad możliwych do tolerowania.

        a niestety z wiekiem ilość potencjalnych partnerów spełniających nawet te zaniżone kryteria będzie się zmniejszać coraz drastyczniej.
        • eeela Re: na zakręcie 01.09.08, 01:04
          > nie wiem czy się zgadzam z tym Graalem... brzmi fajnie ale ryzyko jest właśnie
          > takie jak mówi misssaigon- może się okazać, że nasz Graal już ma swoją Graalową
          > i zostaniemy z niczym.


          Każdy ma prawo do kierowania swoim życiem tak, jak mu odpowiada. Z mojego
          doświadczenia wynika, że związanie się z kimś, to Graalem nie jest w żadnym
          stopniu, jest dla mnie nie do zniesienia, i wolę ryzykować staropanieński grób
          niż związać się z kimś bez prawdziwego, głębokiego przekonania i pociągu. Ale
          zdaję sobie sprawę, że dla niektórych poczucie stabilności, sympatia i
          bezpieczeństwo to wystarczające warunki do w miarę udanego związku.
          • claudel6 Re: na zakręcie 01.09.08, 01:23
            ja też jestem z tych z Graala.. nie umiem inaczej, nawet jak próbowałam
          • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 01.09.08, 13:08
            wiesz ela, tez tak zawsze myslalam, bylam co do tego swiecie
            przekonana... ze w zyciu nie moglabym byc z kims w kim nie jestem
            bez pamieci zakochana...

            tylko ze czasem zycie to weryfikuje. doswiadczamy czegos co nieco
            zmienia nasze patrzenie na swiat, na nasze priorytety i przekonania.
            Nasze potrzeby wzgledem partnera.
            Na stale lub tymczasowo. Pol biedy jesli na stale, gorzej jesli
            tylko tymczasowo.

            Ja zanim poznalam mojego obecnego partnera bylam w bardzo
            nieciekawym miejscu- emocjonalnie.
            Wtedy potrzeba poczucia bezpieczenstwa, bycia zaopiekowanym,
            kochanym byla dla mnie bardzo wazna. I pewnie dlatego zwiazalam sie
            z taka a nie inna osoba, ktora te potrzeby wypelnila i pomogla mi
            stanac na nogi.

            Tylko ze gdy juz na te nogi stanelam, gdy "wrocilam do wlasciwej
            siebie" to dotarlo do mnie, ze od zwiazku potrzebuje jednak czegos
            wiecej.

            ... takie tam poranne przemyslenia...

            • aandzia43 Re: na zakręcie 01.09.08, 13:27
              dziewczyna-szamana-04 napisała:

              > wiesz ela, tez tak zawsze myslalam, bylam co do tego swiecie
              > przekonana... ze w zyciu nie moglabym byc z kims w kim nie jestem
              > bez pamieci zakochana...
              >

              Ale dlaczego od razu "bez pamięci"?
              Ja też z tych "od Grala", ale rozumiem to tak, że facet z którym jestem musi
              kręcić mnie w stopniu przynajmniej znacznym. Nie musi być tym "numerem
              pierwszym", tym z całego świata najlepiej do mnie feromonalnie dopasowanym
              samcem. Ale jego cielesność i emocjonalność musi być dla mnie akceptowalna i
              wzbudzająca pozytywne reakcje.
              Może nie szukaj cudu, tylko fajnego doznania. Mężczyzny, którego wygląd i
              zachowania dostarczą ci zdecydowanie przyjemnych i przynajmniej trochę
              ekscytujących emocji. Niekoniecznie takiego, który wywoła trzęsienie ziemi. Bo
              możesz się nie doczekać.

              P.S. Dwudziestolatce napisałabym: czekaj na trzęsienie ziemi. Ale ty nie jesteś
              dwudziestolatką, znasz juz siebie, swoje reakcje i potrzeby. To, co dwudziestka
              potraktuje, jak trzesienie ziemi, dla ciebie będzie po prostu bardzo przyjemnym
              numerkiem.
            • eeela Re: na zakręcie 01.09.08, 14:08
              > tylko ze czasem zycie to weryfikuje. doswiadczamy czegos co nieco
              > zmienia nasze patrzenie na swiat, na nasze priorytety i
              przekonania.
              > Nasze potrzeby wzgledem partnera.

              Moje stanowisko wynika wlasnie z tego, jakie wnioski mialam okazje
              wyciagnac z weryfikacji, jakie mi przynioslo zycie. Nie potrafie byc
              z kims bez odpowiedniej dawki 'Graalowatosci'. W przeciwnym razie
              zaczynam byc okrutna, niesprawiedliwa, niecierpliwa, potwornie sie
              mecze, krzywdze Bogu ducha winnego czlowieka, do ktorego czuje
              narastajacy wstret. Po prostu wiem, ze to nie dla mnie.
              • avide Jeszcze w temacie Graala omiem faceta 02.09.08, 09:23
                Jako że na temat graala rozpisały się kobiety napisze z męskiego punktu
                widzenia. Mojego dodam.

                Zdecydowanie jestem za szukaniem Graala. Również jako mężczyzna.
                Powiem tyle, KAŻDY FACET chce być dla swojej kobiety Graalem.
                Przynajmniej w tej części erotyczno-emocjonalnej bo o tej rozmawiamy.

                Powiem szczerze, że gdybym trafił na kobietę piękną wspaniała etc. i nie byłbym
                dla niej "Graalem" choćby w stopniu jaki opisała Aandzia wolałbym uczciwie by mi
                o tym powiedziała i byśmy dali sobie spokój. Trochę by pobolało w pewnych
                częściach ciała ale później była by szansa spotkać tą dla której tym Graalem się
                by było. Byłbym jej wdzięczny za taka uczciwość.
                Bycie w takim związku powodowało by, że ona by mnie unikała w łóżku a ja bym był
                nieustannie zazdrosny o wszystkich innych. Podkopywało by również moje poczucie
                męskości.
                Żyjemy w świecie przesyconym seksem.
                Zastanawiałyście się drogie panie dlaczego faceci pytają się kobiet czy miały
                orgazm ?????????
                To im daje pewność siebie jako kochanków, jako mężczyzn. Głupie ale tak to
                działa. Rozmawiając w męskim gronie każdy jest macho i każdy oczywiście
                najlepiej "wie" jak zrobić dobrze swojej kobiecie. Nikt nie się nie przyzna, że
                nie potrafi dogodzić swojej kobiecie bo zostanie uznany za loosera. Stanie się
                obiektem żartów. Dlatego często kobiety słyszą pytania, które je irytują. Faceci
                jednak nie zdają sobie sprawy, że satysfakcja seksualna ich kobiety tylko w
                pewnej części zależny od nich samych. Bo jeśli kobieta od początku wybrała z
                rozsądku, a nie jest jakąś szczególnie łatwą kochanką potrafiącą szczytować
                "mechanicznie" to pewne rzeczy mogą być wręcz niemożliwe do osiągnięcia.
                Podstawowa różnica w seksualności obu płci jest taka, że orgazm faceta jest
                bardziej "mechaniką" połączoną z psychiką, zaś satysfakcja kobieta jest bardziej
                psychiką połączoną z mechaniką. Niby podobne ale zupełnie inny środek ciężkości
                powoduje, że zupełnie inaczej mają się sprawy. Dlatego właśnie wg mnie ten
                "Graal" jest taki istotny, zwłaszcza w przypadku kobiety.

                Poza tym bez tego uczucia "graalowatości" facet nigdy nie poczuje na sobie
                spojrzenia swojej kochanki przepełnionego miłością, namiętnością oraz pożądaniem
                w jednym. bez tego zaś będzie to równia pochyła do bezseksia w związku oraz
                całej reszty. jakiej sami wiecie.

                Chciałbym jeszcze zaznaczyć że pisząc słowo facet i graal miałem na myśli:
                Facet - faceta bardziej duszą, osobowością niż tylko ciałem. facet musi być
                facetem (cokolwiek to oznacza, co bystrzejsi wiedzą) a nie wiecznym chłopcem,
                żyjącym w konformistycznym układzie w których kobieta jest dla niego
                sprzątaczką, opiekunką, itp.

                Pisząc o Graalu nie mam na myśli najlepszej partii na świecie. Graalem w moim
                mniemaniu jest już osoba pociągająca na na tyle byśmy w łóżku czuli się
                spełnieni. To akurat łatwo sprawdzić czy w łóżku jest nam z kimś ekstra, dobrze,
                co najmniej przyzwoicie/nieźle/całkiem przyjemnie czy zwyczajnie kiepsko lub
                fatalnie. Kategorie większej lub mniejszej "garlowatości" to wszystkie powyżej
                przyzwoicie/nieźle.
                Cała reszta cech partnera/ki wg mnie są to cechy drugorzędne. Ważne, a i owszem
                jednak podstawą atrakcyjności, jeśli chcemy w życiu poczuć namiętność jest
                atrakcyjność fizyczno-seksualna. Jeśli z tego na początku rezygnujemy tak
                naprawdę rezygnujemy z całej reszty.

                Pozdrawiam
                Avide
                -
                Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
      • riki_i Re: na zakręcie 01.09.08, 21:42
        Yoric Twój post trzeba by uczynić mottem wątku, wybitego u samej góry na
        czerwono. Mówię poważnie!
      • mujer_bonita Re: na zakręcie 01.09.08, 22:04
        yoric napisał:
        > Wniosek, który się wyłania
        > z tych setek wpisów jest taki, żeby jednak szukać Graala.

        Wniosek piękny i szczytny zakładając, że istnieją ideały. W praktyce
        każdy związek to pewnien kompromis. Ważne, żeby nie poświecać rzeczy
        istotnych. Te setki wpisów to chyba właśnie od tych, którzy za dużo
        poświęcili. Z mały % Graala w partnerze :)

        --
        Hobby czy uzależnienie?
        • bi_chetny Re: na zakręcie 09.09.08, 14:49
          no i jeszcze my musimy się tym graalem okazać dla tej drugiej strony. a to już
          szukanie graala x 2 jednocześnie...
          • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 09.09.08, 15:00
            bi_chetny napisał:

            > no i jeszcze my musimy się tym graalem okazać dla tej drugiej
            strony. a to już
            > szukanie graala x 2 jednocześnie...
            >

            znaczy co? przerabane?? :P
            • bi_chetny Re: na zakręcie 09.09.08, 15:03
              mnie nie pytaj. ja jestem romantykiem z przestrzelonym i rozszarpanym sercem -
              straciłem wiarę. ale chyba czasem się udaje ?
              • dziewczyna-szamana-04 Re: na zakręcie 09.09.08, 15:24
                znasz takich ktorym sie udalo?
                ja im bardziej sie rozglam po znajomych, im dluzej znam pewne
                zwiazki- tym bardziej pozbywam sie zludzen, ze sie udaje...
                • bi_chetny Re: na zakręcie 09.09.08, 15:30
                  właściwie to wydaje mi się że znam ze dwa... ale nie wiem na 100%.
                  my dowiedzieliśmy się o kilku romansach naszych znajomych, kiedy rozmawialiśmy z
                  nimi na te tematy - okazało się że niektóre potrafiły trwać ponad 8 lat ! i nikt
                  o tym nie wiedział...
    • dziewczyna-szamana-04 chwila slabosci czyli znow zalenie sie z dolku 09.09.08, 15:17
      nazwalam go tchorzem i mieczakiem bo nie potrafie zrozumiec jego
      decyzji, bo jednak w jakis sposob zranil moje uczucia

      a tak naprawde to nie wiem czy koniec koncow to co zrobil to nie
      bylo jedyne wlasciwe wyjscie z sytuacji

      postanowil, ze konczy zwiazek ze swoja kobieta.
      jednoczesnie, a wlasciwie kilka dni wczesniej postanowil zakonczyc
      znajomosc ze mna.
      powiedzial, ze nie chce zrywac ze swoja dziewczyna przeze mnie. Chce
      z nia zerwac dlatego, ze ich zwiazek sie skonczyl.
      Powiedzial, ze gdy z nia zerwie bedzie potrzebowal czasu by dojsc do
      siebie. Ze nie moze w kilka dni po zakonczeniu 9 letniego zwiazku
      pakowac sie natychmiast w nastepny. Ze bedzie mial sporo spraw do
      uporzadkowania z ich domem, ich sprawami.
      Ze nie chce abym ja musiala uczestniczyc w ich rozstaniu jako jego
      wsparcie. Ze bedzie potrzebowal troche czasu w samotnosci.

      A jednoczesnie nie moze ode mnie wymagac, zebym czekala. Bo nie jest
      w stanie mi powiedziec ile mialabym czekac. Ze jedyne uczciwe
      rozwiazanie wobec mnie to zakonczyc nasza znajomosc, nic mi nie
      obiecywac.

      I trudno mi z tym wszystkim wygrac, bo to zdaje sie taka wlasciwa
      sciezka! A jednoczesnie to sciezka, ktorej ja nie wybralam.
      Bo ja wierze, ze jesli przytrafia nam sie cos godnego uwagi to
      nalezy o to walczyc. A nie zostawiac losowi ot tak sobie. Ze czasem
      spotykamy te wlasciwa osobe w jak najmniej wlasciwym czasie. I co?
      Jakas czesc mnie podszeptuje, ze gdyby naprawde mu na mnie zalezalo
      to nie odpuscilby ot tak sobie. Ze poszedlby na jakis kompromis.
      Czuje tez, i powiedzial to posrednio, ze on nie chcialby abym ja
      zakonczyla swoj zwiazek ze wzgledu na niego. Ze nie moglby zyc z
      takim obciazeniem.
      Troche to rozumiem, ale znow, troche wydaje mi sie, ze on stawia
      mnostwo warunkow koniecznych do tego aby nasza znajomosc mogla sie
      kontynuowac.
      Nie wiem czy to ma jakikolwiek sens, zaciskam zeby i staram sie
      cwiczyc cierpliwosc. Dac mu ten czas, choc przeciez on rownie dobrze
      mogl zdecydowac, ze jednak ze swoja kobieta wcale nie zerwie i da
      jej jeszcze jedna szanse...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka