Dodaj do ulubionych

Maminsynek...

24.08.08, 21:48
...chyba mi się trafił:/ Mam 35 lat, jestem rozwódką, 9-letni syn.
Mam "faceta", dla którego właściwie się rozwiodłam (gdyby nie ten,
to pewnie inny do tego by doprowadził, więc nie rozwód jest tutaj
kwestią dyskusji). M. jest... niestety (a jednak mi się to
określenie nasuwa) 8 lat ode mnie młodszy.
Początkowo (3,5 roku temu) było uroczo, choć nie zamieszkaliśmy
razem na 100%. Był z nami tak na 80%, miał u nas połowę swoich
rzeczy. Czasem rozjeżdżaliśmy się każde do swoich rodziców (moi do
dziś nie przyjęli do wiadomości mojego rozwodu ani nie akceptują
nowego partnera). Później dowiedziałam się, że M. nie zamieszka ze
mną, bo mamusia powiedziała, żeby wstrzymał się do mojego rozwodu.
Rozwód stał się faktem, ale reszta rzeczy się nie pojawiła.
Następnie doszły problemy z pracą M. Wówczas mamusia zasugerowała,
żeby nie "siedział mi na głowie, bo wygląda na mojego utrzymanka"...
Po kolejnych miesiącach M. znalazł pracę. Niestety praca była pod
nosem od domu... mamusi. A ja wciąż sama, z dzieckiem, które trzeba
prowadzić do szkoły (znajdowałam kolejno chętne dziewczyny za kasę,
bo sama w pracy muszę być na 6:30 a M. nie był w stanie mi pomóc
mieszkając u mamusi). Żeby nie przedłużać historii, stanęło na tym,
że M. nadal pracuje w firmie pod nosem mamusi i nadal właściwie u
niej mieszka. U mnie ma mniej swoich rzeczy niż na początku. Coraz
częściej czuję się, jakbym odpowiadała Mu, bo jestem... jak mama -
mam czyściutko, dobrze ugotuję, podam pod nos (jak przyjeżdża),
piorę, koszule prasuję... Czuje się chyba bezpiecznie i wygodnie.
Ostatnio doskwiera mi brak sexu, bo albo go głowa boli, albo źle się
czuje, albo jest zmęczony... Już wpadłam na trop - że to dlatego, bo
traktuje mnie jak mamusię, a przecież z mamą się nie sypia... Chcę w
Nim widzieć fajnego faceta, tymczasem wciąż widzę niedojrzałego i
niechcącego wcale dorosnąć chłopca. Zbliża się nowy rok szkolny,
znów mam wizję szukania kogoś do prowadzenia syna do szkoły i zadaję
sobie pytanie - czy mój M. kiedyś wydorośleje? Czy jest sens to
ciągnąć? Kocham Go, ale już jestem zmęczona rolą dojrzałej, silnej
kobiety, która świetnie sobie radzi. Brakuje mi partnera, kogoś kto
pomoże mi udźwignąć ciężar codziennych obowiązków i kto chętnie
będzie się ze mną kochał...
Nie wiem na ile wyraziście uwypukliłam rolę mamy, ale może gdy
zapytacie, łatwiej przyjdzie mi przytoczyć konkretne zachowania.
Pytanie moje sprowadza się do tego - czy ja mam podejmować jakąś
walkę o M.? Czy mam wiecznie konkurować z mamą? Czy to on wreszice
sam powinien wybrać, z którą z nas naprawdę chce być?
Liczę na Wasze opinie...
Obserwuj wątek
    • gomory Re: Maminsynek... 24.08.08, 22:22
      Skoro to taki fajny facet to pewnie, ze warto to ciagnac :).
      Przy czym on musi zdac sobie sprawe ze swojej roli i dokladnie sie opowiedziec gdzie mieszka. Wg mnie powinnas znowu troche podowodzic i wziasc sprawe w swoje rece. Usiasc i spokojnie mu wytlumaczyc, ze powinien przeniesc wszystkie swoje rzeczy do Ciebie a Mame odwiedzic ze dwa razy w miesiacu skoro tak ja kocha. Albo tez powinien zabrac swoje rzeczy i nie odwiedzac Ciebie nawet raz na miesiac.
      Jak wyfrunie ze rodzinnego gniazda to moze zmezniec :).
      • gomory Re: Maminsynek... 24.08.08, 22:25
        Aaaa... i termin. Jesli bedzie uwazal, ze powinien sie zastanowic to daj mu na to czas. Ale wyznacz konkretny termin po uplynieciu ktorego mieszkacie razem, albo no wiesz... zawsze jest gdzies taki co moze dluzej i ma wiekszego ;).
        • ola_filip Re: Maminsynek... 24.08.08, 22:35
          he he he, konkluzja super, dziękuję;)
          • zlosnica100 Re: Maminsynek... 24.08.08, 23:23
            Ech, no ale szukałaś partnera czy ojca dla dziecka?Bo on raczej tym ojcem być
            nie chce i ciężko go za to winić.Moze dziecko lubić ale niekoniecznie musi czuć
            sie za nie odpowiedzialny.
    • gacusia1 Usmialam sie! 25.08.08, 05:08
      Z Twojego postu buchaja pretensje,ze Ci facet dziecka do szkoly nie
      zaprowadza.No,jak on tak moze? Jeszcze do tego u matki
      mieszka,szczeniak niedojrzaly (27 lat)....
      Oj,kobieto,kobieto...Wydoroslec to sie Tobie nalezy a nie jemu-
      facetowi,ktory trzesie portkami przed zwiazkiem z rozwodka z
      dorastajacym(prawie) synem.
      Na marginesie dodam,ze i ja kiedys bylam rozwodka z dzieckiem i do
      glowy mi nie przyszlo,aby mezczyzne,z ktorym "sypiam" obarczac
      odwozeniem dziecka do przedszkola/szkoly...Jak sie,moja
      droga,zostaje "samotna matka" to trza dupe w troki i radzic sobie
      samej.Wtedy pretensje masz do siebie a nie do mamusi kochanka i do
      kochanka.
      • ola_filip Re: Usmialam sie! 25.08.08, 06:57
        Miło mi, że o tak rannej porze dostarczyłam Ci uśmiechu i rozrywki:)
        Powiem tak - radzę sobie świetnie, ale sęk w tym, że nie zakładałam,
        że to będzie mężczyzna wyłącznie do "sypiania"...
        A nawiązując do Twojej wypowiedzi - to jak powinnam Twoim
        zdaniem "udobruchać" >faceta, który trzęsie portkami przed związkiem
        z rozwódką z synem< ?
        Pozdrawiam:)
        • kropeczka-b kolejne dziecko... 25.08.08, 09:21
          A dla mnie to zastanów się, czy chcesz mnieć kolejne dziecko w domu,
          czy faceta na którego możesz liczyć.
          Mało masz obowiązków wokół własnego dziecka by jeszcze gotować, prać
          i sprzątać po kolejnym syneczku, trochę tylko wyrośniętym? Na co
          liczysz? Że przy Tobie się zmieni, wydorośleje? Pewnie za jakis czas
          tak, oby. Tylko kwestia ile Ty wtedy już bedziesz miała lat i ile
          wcześniej się z tym wszystkim naszarpiesz.
          Nie wiem skąd w kobietach przekonanie, że ktoś się z dnia na dzień
          dla nas zmieni? Zmieniamy się, ale nie koniecznie tak jak oczekują
          inni i przede wszystkim trwa to w czasie. Choć są i tacy co nigdy do
          końca nie dorastają...przecież tak wygodniej.
          Przestań patrzeć przez pryzmat swoich oczekiwań a zatrznij widzieć
          rzeczt takie jakie są. I albo na coś się decydujesz, bo wiesz
          dokładnie na co, a nie masz swoje oczekiwania, które pragniesz
          przerzucić na drugą osobę i zastanawiasz się, jak ją do tego
          nakłonić.
          Powodzenia.
          • ola_filip Re: kolejne dziecko... 25.08.08, 09:27
            Dziękuję, to chyba dobry trop - po prostu wybrać i ponosić tego
            konekwencje, bez użalania się. Pozdrawiam!
            • kropeczka-b Re: kolejne dziecko... 25.08.08, 09:37
              To Twoje życie i sama wiesz najlepiej czego chcesz i pragniesz.
              Czasami lepiej być samemu niż w czymś, co jest namiastką naszych
              oczekiwań. To nie jest łatwe, ale kto powiedział, że życie to je-
              bajka?:))
              Nie nakłaniam do takiego rozwiazania, ale właśnie jak samam
              zauważyłaś..zdecyduj a potem już tylko ponoś tego konsekwencje z
              całym inwentarzem.Tylko wpierw zacznij widzieć drugą osobę taka jaka
              jest, a nie jaka chciałabyś żeby była. I nie zapomnij o mamusi, ona
              też jest częścią decyzji;). Tak jak dla faceta Twoje dziecko, też
              jest częścią jego decyzji. To są transakcje wiązane.
              Pozdrawiam i powodzenia
              • ola_filip Re: kolejne dziecko... 25.08.08, 10:10
                ... nie namawiasz, ładnie naświetliłaś to, o czym wiem, a czego nie
                chciałam jakby widzieć. Muszę się z tym uporać a decyzja gdzieś we
                mnie chyba już zapadła... Raz jeszcze dziękuję!
                • kropeczka-b Re: kolejne dziecko... 25.08.08, 10:54
                  Najtrudniej jest zawsze podjąć decyzję, zauważyć prawdziwą
                  rzeczywistość… ,a później to już z górki, łatwizna;))).
                  Powodzenia
      • krissdevalnor100 Re: Usmialam sie! 25.08.08, 09:12
        Napisalabym mw to samo (co Gacusia), wiec juz powtarzać nie będę.
        Nie obarczaj go odpowiedzialnością za TWOJE dziecko, skąd pomysł, że
        masz prawo? Takie prawo moze się i pojawi, ale kiedy facet nie tylko
        zamieszka, ale również oświadczy się, zaobrączkuje, zgodzi na to
        (obaj sie zgodzą!) aby chłopiec traktował go albo i nazywał ojcem.
        Narazie daleko do tego! Nie tem etap związku.

        Co do bycia maminsynkiem. Cieżko wyczyć z jednego postu. Może jest i
        może będąc z nim całe życie trzeba będzie konkurować z mamunią. A
        może poprostu nie jest pewien związku z Tobą, własnych uczuć, nie
        jest pewnien czy da sobie radę, właśnie z rozwódką i jej dzieckiem
        (rozwódka ma oczekiwania co do opieki nad chłopakiem, juz to widać).
        Facet jest młody, nie musi czuć się na siłach a w każdym razie ma
        prawo do wątpliwości. Próbowałaś z nim prorozmawiać otwarcie?
        BTW, sądzę, że jego matka faktycznie nie jest w pełni
        uszczęśliwiona "kandydatką" (może bardzo religijna?), ale to bywa
        róznie i stosunki moze dać sie ułożyć. Byle z rozsądkiem.
        • netusek Re: Usmialam sie! 25.08.08, 10:51
          Ja może dodam, że widzę to podobnie jak krissdevalnor100.
          Powinnaś spojrzeć na sytuacje przez pryzmat zatroskanej o syna
          mamusi, która z pewnością wolałaby żeby jej syn ożenił się z
          panienką. Powiedział jej "tak" przed ołtarzem w kościele. Z
          pewnością wolałaby by ta panienka miała coś koło 20 paru latek i nie
          obciążona swoimi dziećmi... Spójrz na całą sytuacje krytycznie masz
          35 lat co oznacza, że za kilka lat raczej nie bedziesz już myśleć o
          kolejnym dziecku a pewnie jego mamusia chciałaby mieć kilkoro
          wnucząt, które dać mu może młodziutka żonka... Życzie jest dośc
          brutalne, ale niestety tak to wygląda. Facet z pewnością chciałby
          wychowywać swoje dzieci a nie dbać o cudze geny!
          Wiem, ża swoją wypowiedź zostane zapewne zlinczowany, ale strałem
          się naświetlić punkt widzenia młodego faceta i ewentualnie "mamusi".
          • ola_filip Re: Usmialam sie! 25.08.08, 11:34
            ... z tego co śledzę forum - nikt tu nikogo nie linczuje:)
            Dzięki za spojrzenie z męskiego punktu widzienia. Rozumiem, że nie
            mam podstaw sądzić, by udało nam się stworzyć rodzinę, a tak chyba
            początkowo myślałam. Na ironię losu, to moja rodzina tego nie
            akceptowała, Jego zaś rodzinka przyjęła mnie całkiem życzliwie.
            Dziecko chciałabym jeszcze urodzić - jak nie Jemu to może komuś
            innemu:)
            • tyski4444 Re: Usmialam sie! 12.10.15, 21:49
              hmmm no to czas na odgrzebanie kotleta:)
              Jak tam Ty i M....?
              Jak spoglądasz na to po tylu latach, jesteście razem?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka