Dodaj do ulubionych

Jak mi dasz, bede mily

13.09.08, 12:16
Mam dosc mojego meza. Jak nie odmowie mu seksu (a on chce zawsze i
wszedzie) to jest w miare mily. Czasem nawet jak sie postaram to
jest bardzo mily. Jak odmowie to potem wypomina mi to przy kazdej
mozliwej okazji, i mowi jaka to on ma zla zone, ktora nie chce sie z
nim kochac. Kiedys uwielbialam seks. Teraz mam bole brzucha jak
zbliza sie noc, dzieci spia a my ladujemy w jednym lozku. Wtedy
wiem, ze musze... a jak wiem ze musze to jakos ochota mi nie
przychodzi. Czasem zdarza sie, ze maz wydaje sie byc troskliwy i
czuly w ciagu dnia, wtedy w lozku moge robic wszystko. Ale z reguly
sa wzajemne pretensje i ja pozniej wiem, ze i tak musze...bo
przeciez jako zona mam obowiazki.
Co myslicie, jak mam z tego wybrnac?
Obserwuj wątek
    • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 14:00
      Tez swojego czasu mialam takiego, co to mily byl, jak 'dostal', a jak nie
      dostal, to byl potworny. Nawet mnie to czasami zniechęcało do seksu, a ja do
      oziębłych nie należę. Myślę, niestety, że jeśli facetowi nie przetłumaczysz, co
      powodują jego zachowania, to kiepsko może być.
    • miedzianakonefka Wersja demo. 13.09.08, 18:59
      To tak zawsze. Wersja demo jak z bajki, a w domu z worka wyłazi wyleniały kot
      który lata świetności ma dawno za sobą. Pól biedy jakby można oddać, wyrzucić,
      czy reklamować jako zwykły szwindel, ale niestety sądy są nieubłagane i
      oszukanego pięknym mirażem uznają za winnego bez prawa odwołania. Jedyne co
      pozostaje to nie dać się oszustkom.

      Alleluja i do przodu...
      • eeela Re: Wersja demo. 13.09.08, 19:10
        Konefko, jesteś paskudny. Nie można popadać w skrajność. Nikt nie ma obowiązku
        uprawiać seksu codziennie i nie można tego od partnera wymagać, jeśli jest to
        dla niego za często - codzienny seks mieści się w kategorii 'często', zwłaszcza
        po kilku latach bycia razem. Rozumiem, że można narzekać, kiedy seks zaczyna być
        atrakcją tylko w niedziele, albo w co drugą sobotę miesiąca - ale czasami warto
        dać sobie nawzajem szansę, aby odsapnąć od siebie! A już na pewno nie można
        uzywać takich zagrywek, jak wyżej opisane: będzie seks, będę miły/a, nie będzie
        seksu, będę potworem. To już jest skurwysyństwo, excuse-moi.
        • miedzianakonefka A wcale że nie ;) 13.09.08, 19:26
          Jak najbardziej się zgadzam że bycie miłym za seks nie jest w porządku. Ale
          zakładam także ze ten osobnik dokonał wyboru z pośród wielu kandydatek kierując
          się również częstotliwością spędzanych razem chwil. Udawanie idealnej partnerki
          zaspokajającej wszystkie potrzeby aż do chwili kiedy można mu powiedzieć
          "spieprzaj dziadu" też może być ocenione jako te tam syństwo :P A już na pewno
          za oszustwo.

          Alleluja i do przodu...
          • eeela Re: A wcale że nie ;) 13.09.08, 19:30
            Przepraszam, ale różnica w częstotliwości pożycia na początku znajomości i po
            kilku latach naprawdę nie musi wypływać z ozukańczej natury jednego z partnerów.
            No myślałam, że tyle to będziesz wiedział ;-P
            • miedzianakonefka Re: A wcale że nie ;) 13.09.08, 19:52
              Tymitunie ;) wstawiaj rzeczy z którymi nie sposób się nie zgodzić.

              Alleluja i do przodu...
        • bi_chetny @eeela 17.09.08, 14:18
          elu, czasem takie zachowanie wynika z frustracji. odmowa za prawie każdym razem,
          udawanie że nie ma tematu itd. powoduje że nawet najbardziej wyrozumiały facet w
          końcu strzeli focha. poza tym, drogie Panie, w odwrotnej sytuacji jest płacz,
          pretensje, żal, szukanie dziury w całym...
    • krzysztof-lis Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 19:07
      > Kiedys uwielbialam seks.

      Kiedy?

      A dokładniej: do kiedy? Kiedy przestałaś?
      • aandzia43 Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 19:41
        krzysztof-lis napisał:

        > > Kiedys uwielbialam seks.
        >
        > Kiedy?
        >
        > A dokładniej: do kiedy? Kiedy przestałaś?

        Zanim odpowie główna zaiteresowana, ja też coś bąknę na temat.
        Też kiedyś, dawno temu, uweilbiałam, potem (też dawno temu) przestałam.
        Dlaczego? Bo mój mąż zachowywał się jak nabzdyczony, obraźliwy indor,
        roszczeniowy i marudny. Jak przestał (dawno temu), to znowu polubiłam.
        Tupanie nóżką uprawiane przez małego Jasia nie sprzyja uprawianiu seksu z nim.
        Uleganie mu, to jak sypianie z okrutnym, wyrywającym dla uciechy łapki muchom
        chłopczykiem. Dość obrzydliwe.
    • kropeczka-b Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 19:31
      karolinka_26 napisała:
      >…i ja pozniej wiem, ze i tak musze...bo przeciez jako zona mam
      obowiazki.

      Ja nie mogę! Seks jako obowiązek małżeński??? Z takim podejściem i
      tymi wszystkimi wzajemnymi zagrywkami jakie OBOJE sobie wzajemnie
      serwujecie to chyba faktycznie seks to tylko obowiązek małżeński.
      Pranie skarpetek i podstawieni miski z zupa pod brodę też zaliczasz
      do małżeńskich obowiązków? Zmień nastawienie i podejście, może i w
      łóżku się zmieni;-)
      Pozdrawiam
      • raffi73 Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 20:12
        ja sobie to tak czytam to mysle ze coraz gorzej z ta instytucja malzenska,moze
        ona wogole kiedys sraci racje bytu.Okolo dwudziestki kazda panna prawie marzy by
        stanac w bialej sukni tylko po to by bedac kolo 30-ki dojrzec ze niewiele juz ja
        z tym partnerem laczy a wspolzycie to jakis rutynowy obowiazek ktory najlepsze
        czasy ma za sobaa.Zycie.
        • mist3 Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 20:55
          Ja bym go zapytała czy uważa Cię za dziwkę? albo jeszcze za coś gorszego niż
          dziwkę? On ci płaci za seks tym, że jest miły???
          • krzysztof-lis Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 21:39
            > On ci płaci za seks tym, że jest miły???

            Każdy płaci za seks. KAŻDY. Mąż też, a może nawet przede wszystkim mąż.
            • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:07

              > Każdy płaci za seks. KAŻDY. Mąż też, a może nawet przede wszystkim mąż.


              Nie wiem, czym mi się płaci za seks, i czym ja zań płacę. Może wzajemnym
              staraniem o zgodne pozycie również na innych płaszczyznach? Ale czy w takim
              wypadku naprawdę można mówić o handlu?
              • futile_and_duperele Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:12
                O barterze?
                • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:50
                  O wymianie usług?
              • krzysztof-lis Re: Jak mi dasz, bede mily 14.09.08, 18:53
                > Nie wiem, czym mi się płaci za seks, i czym ja zań płacę.

                Zapędziłem się... Za seks płaci każdy mężczyzna, albo niemal każdy.
    • futile_and_duperele Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 21:47
      No to z tej drugiej strony: ja też tego próbowałem. Po drastycznym zmniejszeniu
      częstotliwości seksu w małżeństwie.

      Jako BEZPOŚREDNI środek w celu przywrócenia częstotliwości wyższej - nie
      sprawdza się, zgoda. Ale jako POŚREDNI środek, wymuszający reakcję drugiej
      strony (tu=żony) w postaci rozmowy, o tym, co jest nie tak - sprawdza się.
      Zwłaszcza jeżeli żona uważa, że wszystko jest w porządku i nie ma o czym rozmawiać.
      • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:12
        Każdy jest nieco inny i inne rzeczy mogą na niego działać. Ja miałam takiego, co
        to próbował, nie wnikam czy pośrednio czy bezpośrednio, wpływać na częstotliwość
        naszych zbliżeń za pomocą fochów i dąsów. Teraz zaś mam takiego, który żadnych
        fochów i dąsów nie odstawia. Przy obecnym jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się
        pomysleć 'o Boże, znowu?' - kiedy się do mnie zalecał. Przy poprzednim stopniowo
        coraz częściej pojawiały mi się takie myśli.

        Radziłabym więc panom rozważyć odstawianie fochów jako ostateczną alternatywę,
        bo można tym więcej popsuć niż zyskać.
        • futile_and_duperele Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:36
          Toteż właśnie piszę, że na samą częstotliwość fochy kiepsko wpływają. Zresztą
          nie musi być klasyczny foch, wystarczy nieco oschłości i braku czułości na co
          dzień. Można sobie też radykalnie wyłączyć uśmiech w stosunku do drugiej osoby.

          I - tak jak piszę - nie po to, żeby wzmocnić libido drugiej strony (bo to
          oczywiście mija się z celem, chyba że układ w związku jest taki, że na fochy
          reaguje się wzmożonym seksem, np. w celu "przebłagania" drugiej strony. Nie mój
          cyrk, nie moje małpy i nie mój przypadek, ale znam takie związki, toksyczne
          skądinąd). Wszystko to po to, żeby druga strona doszła sama do wniosku, że COŚ
          JEST NIE TAK, i przestała się pławić w samozadowoleniu. Metoda, rzekłbym,
          sokratejska.
        • raffi73 Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:38
          to jeszcze i przy tym nowym pomyslisz kiedys 'znowu'.Ponoc bowiem 'nothing lasts
          forever even cold Novemmber rain'
          • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:45
            Widzisz, małe szanse, bo on nigdy nie nagabuje mnie zbytnio, kiedy daję sygnał,
            że tym razem nie. Sytuacje, w których mogłabym się w duchu lub na głos zżymać,
            po prostu nie są generowane.
            • raffi73 Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 23:23
              mialem na mysli to ze w koncu sie znudzi i stracisz entuzjazm z biegiem czasu
              jakby pomimo jego zachowan,nachalnosci czy blogiej uleglosci w oczekiwaniu na
              sygnal.Po prostu wszystko ma tendencje sie kiedys konczyc.Pociag do innych osob
              chyba tez a przynajmniej step by step redukowac swoj potencjal. To takie
              zyciowe,choc nie lubimy o tym slyszec zwlaszcza jesli jestesmy currently
              zakochani.No ale swoja droga topartner jak ten twoj to wymarzony tylko czy on
              sam taki sczzesliwy skoro zawsze na ten sygnal czekac musi.:)
              • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 23:34
                Ja nie napisałam, że musi czekać na sygnał, tylko że jak dostaje sygnał, że tym
                razem nie będzie seksu, to go rozumie. Wydaje mi się, że to dosyć zrozumiałe.
                Zresztą w odwrotną stronę działa tak samo. Nikt nie ma obowiązku być w pełnej
                gotowości do współżycia 24/h.
              • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 23:37
                > mialem na mysli to ze w koncu sie znudzi i stracisz entuzjazm z biegiem czasu

                Aha, a jeśli chodzi o to, to gdyby mechanizm 'O Boże, znowu' był zależny od
                moich wewnętrznych czynników, a nie od zachowania partnera, to już dawno by się
                pojawił. W moim pierwszym związku reakcja ta pojawiła się już po roku. Dlatego
                uważam, że była raczej związana z zachowaniem partnera, a nie z moim znudzeniem.
                Zwłaszcza, że wcale nie byłam nim znudzona przez wszystkie lata, kiedy z nim
                byłam - raczej zmęczona i zniecierpliwiona czasami.
        • druginudziarz Re: Jak mi dasz, bede mily 14.09.08, 02:02
          eeela napisała:

          > Każdy jest nieco inny i inne rzeczy mogą na niego działać. Ja miałam takiego, c
          > o
          > to próbował, nie wnikam czy pośrednio czy bezpośrednio, wpływać na częstotliwoś
          > ć
          > naszych zbliżeń za pomocą fochów i dąsów. Teraz zaś mam takiego, który żadnych
          > fochów i dąsów nie odstawia. Przy obecnym jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się
          > pomysleć 'o Boże, znowu?' - kiedy się do mnie zalecał. Przy poprzednim stopniow
          > o
          > coraz częściej pojawiały mi się takie myśli.

          Nie twierdzę że tak było, ale zastanów się, czy aby wraz z partnerem nie
          zmieniłaś się też sama tzn. swoje nastawienie to tych spraw.
          pzdr.
          • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 14.09.08, 04:07
            Ależ oczywiście, masz rację :-) Zmieniłam się pod wieloma względami na lepsze,
            bo po pierwsze wyciągnęłam nauki z poprzedniego, nieudanego razu, po drugie
            partner jest lepszy niż poprzedni, a - banał - dobro generuje dobro. Jak masz do
            czynienia z przyzwoitym człowiekiem, sam starasz sie być przyzwoity. Jak ktoś
            dba o twoje potrzeby, to i ty bardziej się starasz o jego potrzeby. No czyż nie? :-)
            • futile_and_duperele Re: Jak mi dasz, bede mily 14.09.08, 10:09
              Ależ tak!

              Z tym, że ten kij ma 2 końce. Jak ktoś się NIE stara o Twoje potrzeby, to po
              jakimś czasie Ty się przestajesz starać o jego/ jej (ten czas jest swoisty i
              zależy od cierpliwości starającego się).
            • druginudziarz Re: Jak mi dasz, bede mily 19.09.08, 23:23
              eeela napisała:

              > Ależ oczywiście, masz rację :-) Zmieniłam się pod wieloma względami na lepsze,
              > bo po pierwsze wyciągnęłam nauki z poprzedniego, nieudanego razu, po drugie
              > partner jest lepszy niż poprzedni, a - banał - dobro generuje dobro. Jak masz d
              > o
              > czynienia z przyzwoitym człowiekiem, sam starasz sie być przyzwoity. Jak ktoś
              > dba o twoje potrzeby, to i ty bardziej się starasz o jego potrzeby. No czyż nie
              > ? :-)

              Mamy z żoną bagaż różnych doświadczeń.
              Powiem Ci - było w pewnym momencie bardzo kiepsko.
              Nastąpił jednak przełom i życie nabrało innych kolorów. No po prostu jakoś razem
              się zmieniliśmy na lepsze.
              Zobacz teraz: rozwodzimy się z żoną w tym kiepskim momencie, potem zmieniamy się
              (każde osobno) na lepsze, znajdujemy sobie nowych partnerów i co? I oboje
              twierdzimy, że: poprzedni mąz /żona był/a beznadziejny/-na. Hmmm....
              • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 23.09.08, 23:52

                > (każde osobno) na lepsze, znajdujemy sobie nowych partnerów i co? I oboje
                > twierdzimy, że: poprzedni mąz /żona był/a beznadziejny/-na. Hmmm....


                Uwierz mi, są o wiele poważniejsze przesłanki dla moich ocen jakości moich
                partnerów (byłego i obecnego) niż jakieś drobne różnice charakterów i
                nieporozumienia.
      • sixgirlsinmybed Re: Jak mi dasz, bede mily 22.10.08, 22:20
        futile_and_duperele napisał:

        > No to z tej drugiej strony: ja też tego próbowałem. Po drastycznym zmniejszeniu
        > częstotliwości seksu w małżeństwie.
        >
        > Jako BEZPOŚREDNI środek w celu przywrócenia częstotliwości wyższej - nie
        > sprawdza się, zgoda. Ale jako POŚREDNI środek, wymuszający reakcję drugiej
        > strony (tu=żony) w postaci rozmowy, o tym, co jest nie tak - sprawdza się.
        > Zwłaszcza jeżeli żona uważa, że wszystko jest w porządku i nie ma o czym rozmaw
        > iać.

        Smiac mi sie chce, jak czytam w jaki sposob chcecie tresowac swoich mezow.
        Metoda kija i marchewki...
        • mruff Re: Jak mi dasz, bede mily 24.10.08, 13:19
          Niestety Tak to już działa-po seksie też jestem miła dla swojego
          faceta, jestem zrelaksowana, czuję się kobieco,bosko, seksy...i aż
          lgnę do niego, nagusia:)

          a jak nie chce ze mną kochać się-robię się niemiła nie po to by
          goukarać,ale z frustracji i odrzucenia, czuję się nieatrakcyjna i
          siada mi wtedy nastrój.

          Wiecie co? Zawsze bałam się faceta który chciałby seksu codziennie
          (swój temperament oceniam na 2x w tygodniu, a na urlopie to i
          codziennie)no i teraz mam takiego z potrzebami raz w miesiącu :/
          To dopiero niespodzianka od losu. No i doświadczyłam jak facet mówi
          NIE. Masakra :(
    • gozina4 Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:36
      schemat
      żona musi wstać o 6 do pracy.
      o 23 woła męża do spania, mąz woli siedzieć przed komputerem.
      żona idzie spać. mąż kładzie się o 2 w nocy ale nie może zasnąć. wybudza więc
      żonę ze snu potrząsając ją za ramię i nudzi ją o amory jęcząc, że nie może zasnąć.
      żona wkurzona dla świętego spokoju ulega i daje mu d... czekając by wreszcie
      skończył.
      mąż kończy i zadowolony zasypia.
      wybudzona za snu i wkurzona żona nie śpi do 5 rano i jest nieprzytomna w pracy.
      ale to już męża nie obchodzi.

      to nie horror.
      to jedna z łagodniejszych historii o codziennosci mojej kolezanki, która w
      odpowiednim momencie nie walnęła chłopa po łbie żeby go na normalnego człowieka
      wyprostować.

      obecnie dojrzała do rozwodu.
      mąz pozew podpisał, ale nadal na zmianę prośbą, groźbą, szantażem lub na litość
      usiłuje wymusić na niej seks.
      • futile_and_duperele Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:44
        U nas też jest różnica "modeli" - żona jest skowronkiem, ja sową. Różnica jest
        też i taka, że nie próbuję żony budzić o 2 w nocy (czasem i później) i
        generalnie staram się o porach późnych zachowywać w całym mieszkaniu cicho,
        ponieważ szanuję jej siły i czas. Zresztą oczekuję, że i ona o 6.30 rano, kiedy
        wstaje, oszczędzi mi "budzenia".

        Gorzej, kiedy o 22.00 słyszę "nie!", niezależnie od dnia i sytuacji...
        • gozina4 Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:52
          różnica nie jest w sowach i skowronkach.
          bardziej w tym, czy w związku sa uwzględniane potrzeby obojga, czy tylko faceta.
          wymuszanie w jakikolwiek sposób, szantazem, fochami, siłą - i brak ze strony
          kobiety jasnego sygnału "nie masz prawa tak się zachowywać wobec mnie" to
          prosta droga do przyszłych gwałtów małżeńskich, niechęci do współżycia ze strony
          kobiety lub/i rozwodu.
          • kropeczka-b Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 23:13
            gozina4 napisała:

            > różnica nie jest w sowach i skowronkach.
            > bardziej w tym, czy w związku sa uwzględniane potrzeby obojga, czy
            tylko faceta

            # Nie ma obcji, że tylko potrzeb kobiety? Tylko faceci są tacy
            beeee, a kobietki takie cacy, skrzywdzone? Bez przesady, świat się
            nie dzieli na kobiety oraz na dobrych lub złych facetów.
      • gozina4 Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:44
        aha.
        ona też zaczynała od opcji "jak mi dasz to będę miły",
        skończyło się na opcji "jak mi kurwo nie dasz to będę wkurzony i tego pozałujesz".
        • futile_and_duperele Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:49
          - Fi donc! - powiedział Książę Pan.

          Dużo zabawniej jest odprowadzić żonę do pracy (albo przyjść po nią) i
          poflirtować z jej koleżanką. Tzn. wiem to od niedawna, ale pomysł jest przedni :^ )
        • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 13.09.08, 22:50
          Ano właśnie o tym prawię. Polityka o skuteczości dokładnie odwrotnej do zamierzonej.
          • karolinka_26 Re: Jak mi dasz, bede mily 14.09.08, 13:28
            Przeczytalam Wasza dyskusje i jaki wniosek mam wyciagnac?
            Pogubilam sie troszeczke.
            Probowalam rozmawiac z mezem. Dac mu do zrozumienia, ze dla mnie
            liczy sie jakosc naszych zblizen, a nie byle jaka ilosc w kazdej
            mozliwej chwili. Nie mowie, ze to ma byc raz na tydzien, ale nie
            rano i wieczorem, i jak dzieci przypadkiem zasna w ciagu dnia. Zyje
            w stersie, bo dla niego kazdy doslownie kazdy moment to pytanie czy
            sie pokochamy. Raz wzial mnie na spico, a ze bylam wykonczona
            obudzilam sie jak on konczyl. Po wszystkim czulam sie jak szmata.
            Ktos pytal kiedy lubilam seks....ano wtedy jak maz byl mily, czuly i
            czasem przytulil a nie od razu lapal za biust, albo tylek. Jak
            chcialo mu sie ze mna rozmawiac, a nie wskakiwac do lozka i od razu
            pchac mi lapy pod pizame. Nie mowie, ze jestem taka cnotka, ze
            trzeba mnie tylko adorowac, ale kurde mam dosc traktowania mnie jak
            gumowa lalke.
            • eeela Re: Jak mi dasz, bede mily 14.09.08, 13:43

              > Przeczytalam Wasza dyskusje i jaki wniosek mam wyciagnac?

              Że wszystkie te rzeczy, które komunikujesz nam, musisz starać się zakomunikować
              mężowi.
            • murakami2 Re: Jak mi dasz, bede mily 14.09.08, 18:24
              Myślę, że skoro zwykła rozmowa nie skutkuje (zakładam, że przeprowadzasz ją w
              korzystnych warunkach, kiedy mąż chce rozmawiać i słucha ciebie), to czas na
              środki radykalne, bo to nie jest kwestia chęci czy niechęci do seksu, ale
              szacunku do Ciebie, którego brak. Postaraj się ten szacunek sobie wypracować
              metodą zamordyzmu. Odnoszę wrażenie, że gdyby mąż miał szacunek do Ciebie w
              innych sferach życia, w tej też by miał. Może warto zacząć od przeanalizowania
              swojego życia i kompleksowej naprawy.
              Oczywiście istnieje ewentualność, że jest on po prostu seksoholikiem, ale to już
              sprawa dla terapeuty, nie dla żony, często niestety kończąca się niefajnie.
              • raffi73 Re: Jak mi dasz, bede mily 14.09.08, 19:01
                podpisuje sie pod ostatnim postem eeeli,natomiast kolejny komentarz mnie
                rozbawil.'postaraj sie szacunek wypracowac metoda zamordyzmu'To jest rozwalajace
                i duzo mowi o autorze.
                • murakami2 Re: Jak mi dasz, bede mily 15.09.08, 22:56
                  Ciekawe, co Ci to o autorze powiedziało. I nie rozumiem rozbawienia. Dla mnie
                  metody jej męża to zwyczajna przemoc i nie widzę powodu, dla którego ma się
                  poddawać i robić ze swojego życia piekło.

                  Tak poza tym, Twój post też coś mówi o autorze. Że ma skłonności do szybkiego
                  osądzania ludzi i chwalenia się swoimi osądami bez przemyślenia.
                • songo3000 Re: Jak mi dasz, bede mily 16.09.08, 00:08
                  Co jest rozwalające? Poducz się trochę podstaw zarządzania to może Ci mina zrzednie. Co do wyciągania wniosków o autorze ... cóż, każdy patrzy na świat przez pryzmat swojego klozetu.
    • kaachna1 Re: Jak mi dasz, bede mily 15.09.08, 15:33
      Nie chcę usprawiedliwiać twojego męża bo każdy powinien być traktowany z
      należytym szacunkiem,być może twój mąż ma z tym problem i jest uzależniony od
      seksu,chociaż niektórzy na tym forum uważają,że nie ma czegoś takiego,są jedynie
      ludzie o większych potrzebach w każdym razie myślę,że może mieć to podłoże
      psychiczne,a mianowicie twój mąż nie lubi być odtrącany,pewnie nieraz tego
      doświadczył,wiem z własnego doświadczenia,że kiedy mąż odmawia mi seksu to też
      jestem rozżalona i sfrustrowana,czuję się odepchnięta,ogólnie mówiąc jestem
      wściekła i mam do niego żal,ja potrzebuję seksu,jest moją siłą napędową,po
      seksie czuję się szczęśliwa,jestem uśmiechnięta, wesoła,jednym słowem chce się
      żyć,kiedy muszę żebrać o seks to uwierz mi jest to naprawdę okropne uczucie i z
      czasem taki stan rzeczy powoduje,że jestem nieznośna,choć mam tą świadomość to
      ciężko jest mi to zmienić,człowiek odrzucony jest nieszczęśliwy postaraj się
      zrozumieć męża,ale nie pozwól się tak traktować,powinnaś z nim o tym
      porozmawiać,że wiesz co on czuje,ale powiedz mu też co ty czujesz i że musicie
      oboje nad tym popracować
      • nico_priv Re: Jak mi dasz, bede mily 15.09.08, 16:40
        I to właśnie oddaje chyba sedno sprawy - ludzie po prostu muszą się
        dobrać temperamentem. Inaczej będa konflikty. Uwidocznią się w wielu
        miejscach. Osoba czująca się jako odrzucona przecież nie jest w
        stanie uśmiechać się, jakby nigdy nic. A jeśli jakoś zmusi się do
        tego, to ciekawe, po ilu latach zwariuje albo innej autokrzywdy
        psychicznej dozna?
        • gozina4 Re: Jak mi dasz, bede mily 15.09.08, 18:36
          Są dwa aspekty, gdy szwankuje porozumienie z powodu
          1. różnicy temperamentów /można się starać ale czy długo?/
          2. braku szacunku ze strony partnera /odniechciewa się seksu na myśl że znowu
          zostanie on wymuszony w sposób i w czasie odpowiadającym tylko partnerowi bez
          choćby jednego miłego gestu wcześniej, mimo że samemu ma się duży temperament
          to z biegiem czasu ląduje się w ramionach kochanka -nie z braku seksu, ale z
          powodu braku emocjonalnej bliskości podczas tego seksu)
          • carmen08 Re: Jak mi dasz, bede mily 16.09.08, 11:02
            A ja Cię świetnie Karolinko rozumiem,i nie z każdym osobnikiem( mąż
            Pan i Władca)nie da się dojśc do porozumienia.Lubię seks,ale bez
            wymuszeń,macie rację chodzi o szacunek."Wyrosłem już z przytulanek"
            zakomunikował mi mój wspaniały slubny,na moja próbę przedstawienia
            mu mojego punktu widzenia.I owszem czuję się tak jakby mi płacił za
            seks,i nie jest to wcale jakaś cholerna normalność.Jasne, miałabym
            wszystko spełniając jego wszystkie zachcianki,ale chodzi o to,że ja
            przez taką sytuację traktuję to jak obowiązek a nie przyjemność.A
            przecież chodzi o to by chcieć dawać przyjemność drugiej
            osobie.CHCIEĆ,A NIE MUSIEĆ!
    • loppe Re: Jak mi dasz, bede mily 16.09.08, 12:39
      to szantaż seksualno-emocjonalny
      szantażystom i sznatażystkom
      osobiście mówię nie
      mam alergię
    • chcacy Re: Jak mi dasz, bede mily 20.09.08, 03:23
      A czy Ty sama podejmujesz czasem inicjatywe? Czy tylko " dajesz " mężowi jak
      jest miły? Bo jeśli tak to sama masz odpowiedź. I mam nadzieje, że wasz seks nie
      jest raz w miesiącu? To też może mieć wpływ.
    • polld74 Jest coś takiego jak prawo nabyte? 21.10.08, 15:34
      Jeśli w łóżku jest źle już na początku, to będzie tylko gorzej.
      Jeśli na początku związku występuje na tyle duża różnica w
      temperamencie, to szanse na udany związek są żadne. Propagowanie
      katolickiej czystości przedmałżeńskiej jest gorsze niż kłamstwo
      oświęcimskie. Przed ślubem, a szczególnie przed dziećmi należy pożyć
      ze sobą trochę czasu pod jednym dachem.
      Na ale później zwłaszcza po dzieciach może być różnie, trzeba się
      liczyć, że odmowy ze strony partnerki pojawią się częściej niż
      wcześniej, szczególnie w przypadkach gdy:
      a) poród był ciężki
      b) ciąża była efektem wpadki
      c) kobieta jest przemęczona całodziennym siedzeniem z dzieckiem
      (dziećmi), w odróżnieniu od pracy pilmowanie dzieci nie powoduje
      stresu i napięć nerwowych, ale jest bardziej fizycznie męczące niż
      umitarka w wojsku, czy praca fizyczna (pod warunkiem, że na świeżym
      powietrzu a nie np. w magazynie hipermarketu). Nawet jeśli przed
      ciążą kobieta nie lubiła swojej pracy, to wraca do niej szczęśliwa i
      z pracy wraca odmieniona.

      I teraz tak, dobra żona powinna rozpoznać kiedy u męża się pali
      czerwone światło i o ile nie zagraża to jej zdrowiu poświęcić się
      czasem na seks, na który nie ma w danej chwili ochoty. Paniom na
      pocieszenie dodam, że taki seks nie trwa z reguły długo. Ale to musi
      być decyzja kobiety, która nie mając ochoty na seks widząc ciśnienie
      u męża postanowi zrobić to dla niego. W odróżnieniu od kapitulacji
      przed szantażem, czy awanturą taki czyn sprawi, że poczujecie się
      dobrze przynajmniej psychicznie. Facet może nie zauważyć, że robicie
      to wyłącznie dla niego, szczególnie po długiej przerwie, ale jeśli
      wasz heroizm posunie się tak daleko, że zgadzicie się na seks nie
      tylko bez przyjemności, ale połączony z bólem to już to powinien
      zauważyć i przerwać, a jak nie widzi to dajcie mu znać, bo po kilku
      takich akcjach seks stanie się dla was gorszy niż kanałowe leczenie
      zęba i będize coraz gorzej, zamiast coraz lepiej. Jak facet nie
      rozumie odmowy w takiej sytuacji no to jest niedobrze i działa w
      sumie na swoją szkodę, bo każde kolejne "zywcięstwo" będzie okupione
      coraz większymi stratami i poprzedzone coraz bardziej stanowczym
      oporem. A chyba nie o to chodzi. Upraszczając lepiej pojechać na
      ręcznym dwa tygodnie dłużej, niż potem jechać przez dwa lata.

      Natomiast jedna kwestia jeśli chodzi o kobiety. Są sytuacje kiedy
      możecie odmawiać i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.

      Nie wiem tylko czy zdajecie sobie sprawę jak ważna jest forma
      odmowy, oraz to, że każda kolejna odmowa boli coraz bardziej. Poza
      tym każda odmowa boli podwójnie, boli emocjonalnie jako odrzucenie i
      boli seksualnie. Najgorszym rozwiązaniem jest odmowa, a następnie
      odwrócenie się i zaśnięcie i pozostawienie męża ze stojącym kutasem
      i własnymi czarnymi myślami. Musicie też w okresie częstych odmów,
      być bardziej liberalne w kwestiach używek, szczególnie jeśli mąż
      spożywa je nie wychodząc z domu.

      i sprawa ostatnia
      Nigdy nie próbujcie karać partnerów strajkiem łóżkowym w odwecie za
      zachowanie nieakceptowane przez was. Nawet jeśli takim zachowaniem
      jest pijaństwo, przemoc, czy zdrada to można się rozwieść, ale jeśli
      nie decydujecie się na rozstanie, to strajki łóżkowe należy wyrzucić
      z arsenału kobiecych środków.
      • mujer_bonita Re: Jest coś takiego jak prawo nabyte? 21.10.08, 15:43
        polld74 napisał:
        > i sprawa ostatnia
        > Nigdy nie próbujcie karać partnerów strajkiem łóżkowym w odwecie
        za
        > zachowanie nieakceptowane przez was. Nawet jeśli takim zachowaniem
        > jest pijaństwo, przemoc, czy zdrada to można się rozwieść, ale
        jeśli
        > nie decydujecie się na rozstanie, to strajki łóżkowe należy
        wyrzucić
        > z arsenału kobiecych środków.


        No to kolego pojechałeś ;) Pije, bije ale daj mu d...!
        Możecie mi zarzucać 300% nieobiektywizmu ale dla mnie maksymalne
        przegięcie!
      • aandzia43 Re: Jest coś takiego jak prawo nabyte? 21.10.08, 21:45
        > i sprawa ostatnia
        > Nigdy nie próbujcie karać partnerów strajkiem łóżkowym w odwecie za
        > zachowanie nieakceptowane przez was. Nawet jeśli takim zachowaniem
        > jest pijaństwo, przemoc, czy zdrada to można się rozwieść, ale jeśli
        > nie decydujecie się na rozstanie, to strajki łóżkowe należy wyrzucić
        > z arsenału kobiecych środków


        A nie przyszło ci do głowy, ze to nie strajk łóżkowy i manipulacja seksem tylko
        zwykłe obrzydzenie do pijaka, dziwkarza czy damskiego boksera? Nawet jeśli
        jeszcze kołacze się resztka miłości i chęci ratowania tego, co być może da się
        uratować.

        Skąd w ogóle wytrzasnąłeś te z pozycji kutasa urojone ludowe mądrości? W trakcie
        rozwiązywania problemów małżeńskich, leczenia alkoholizmu jednego z partnerów
        czy terapii przemocowca abstynencja seksualna czy nawet separacja ma miejsce i
        bywa jak najbardziej pożądana.
        • krzysztof-lis Re: Jest coś takiego jak prawo nabyte? 22.10.08, 11:21
          > Skąd w ogóle wytrzasnąłeś te z pozycji kutasa urojone ludowe
          > mądrości? W trakcie rozwiązywania problemów małżeńskich, leczenia
          > alkoholizmu jednego z partnerów czy terapii przemocowca abstynencja
          > seksualna czy nawet separacja ma miejsce i bywa jak najbardziej
          > pożądana.

          Nie było mowy o "leczeniu alkoholizmu" tylko o "odwecie za (...) pijaństwo".

          Jeśli czujesz obrzydzenie
          • aandzia43 Re: Jest coś takiego jak prawo nabyte? 22.10.08, 23:57
            Gdyby ludzie rozwodzili się za każdym razem, gdy poczują niechęć (nawet silną)
            do partnera, to nie mielibyśmy małżeństw ze stażem większym niż parę miesięcy.
            Dobra rada "rozwiedź się" na każdą sytuację konfliktową w związku jest równie
            głupia jak dobra rada pod tytułem "sypiajcie ze sobą za wszelką cenę".

            Pomiędzy pełną akceptacją wszystkich zachowań partnera a rozwodem jest jeszcze
            cały ocean różnych uczuć, reakcji i decyzji. Czasem reakcją na konkretne
            postępowanie małżonka czy małżonki jest właśnie niechęć do zbliżeń z nim. To nie
            przekreśla szans na dogadanie się po rozwiązaniu problemu. Również na ponowne
            dogadanie się w łóżku. Mała szansa, by to dogadanie się nastąpiło w asyście
            obowiązkowych zbliżeń.
            • teklana Re: Jest coś takiego jak prawo nabyte? 23.10.08, 13:50
              Ja tu czegoś nie rozumiem.Nie znaczy nie,obojetnie czy mamy
              doczynienia z kolega z pracy,gwałcicielem z ulicy czy z
              mężem.Rozmowa tak,ale jak i do sexu do "tanga trzeba dwojga"inaczej
              jak grochem o sciane.Ludzie moga byc podobni,ale różnia sie tak
              znacznie i nie tylko płcia ,że mozna sie dobierać pod wzgledem łózka-
              jesli to jest dla kogos priorytetem,ale z biegiem czasu tez i
              preferencje sie zmieniaja.Nie tylko pod wzgledem stażu
              zwiazku ,tylko czynnikow jest tak wiele jak np.stan zdrowia,zarowno
              psychiczny jak i fizyczny,wiek czy nawet jakieś małe
              niepowodzenie....Zmierzam do tego,że można powiedziec widziały gały
              co brały.......NAJWAZNIEJSZY W TYM WSZYSTKIM JEST SZACUNEK DO
              DRUGIEJ OSOBY-jeśli tego brakuje,nie bedzie ani miłości,ani dobrego
              sexu ani w sumie nic dobrego ;-)
            • eeela Re: Jest coś takiego jak prawo nabyte? 23.10.08, 14:50
              Jaka Ty madra baba jestes, Aandzia :-)
              • aandzia43 Re: Jest coś takiego jak prawo nabyte? 24.10.08, 11:56
                eeela napisała:

                > Jaka Ty madra baba jestes, Aandzia :-)

                Genius loci mnie "natycha". A kto z kim/gdzie/kiedy przestaje, takim się staje:-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka