Dodaj do ulubionych

i co dalej....?

23.12.08, 12:12
opiszę wam swoją historię...
Mam 38 lat. Od lat 10 jestem męzem a od 5 lat ojcem. Ostatni raz kochałem sie ze swoją zoną 4 lata temu. Masakra- myslicie??? Jak stwierdziła ona seks jej nie jest do niczego potrzebny- chociaż przed slubem i przed urodzeniem dziecka było fantastycznie i odlotowo. Po czar prysnął... zapanowała zima w sypialni. Na nic moje próby i starania rozmowy... No i tu pojawia sie problem. Jak czegoś brakuje to sie gdzies cos znajdzie. I znalazem. Poznałem kobietę- męzatkę, której zalezało tez na seksie. I tak spotykaliśmy sporadycznie( 2-3 razy w miesiącu)przez kilka miesięcy. Przewrałem to, mysląc ze trzeba ratować rodzinę. Rozmowy z zoną, dyskusje, awantury nic nie dały.Oprócz zimy w sypialni zapanowała zima w rodzinie. Ona sobie ja sobie. I tak ciagniemy ten wózek juz kilka lat, miesięcy - moze dla dobra dziecka?
No i przytrafiło mi się! Klika miesiecy temy poznałem kobietę o kilka lat młodszą od siebie. Jest wolna! Lubie z nią rozmawiac, spacerowac. Przez te kila miesięcy dała mi wiecej niz żona przez 10 lat "pożycia" Czuję ze to kobieta mego zycia... Ale ona nie chce mi sie ładować w moje zycie z buciorami. A ja wiem ze związek z moją zona długo nie potrwa! Coraz poważniej mysle o rozwodzie!
Powiedzcie co ja mam robić? Co dalej?
Obserwuj wątek
    • kachna79 Re: i co dalej....? 23.12.08, 12:16
      Ona sobie ja sobie. I tak ciagniemy ten wózek juz kilka lat, miesięcy
      > - moze dla dobra dziecka?
      Na pewno dziecko w zimnej rodzinie czuje się jak ryba w wodzie:/

      > No i przytrafiło mi się! Klika miesiecy temy poznałem kobietę o
      kilka lat młods
      > zą od siebie. Jest wolna! Lubie z nią rozmawiac, spacerowac. Przez
      te kila mies
      > ięcy dała mi wiecej niz żona przez 10 lat "pożycia" Czuję ze to
      kobieta mego zy
      > cia...
      A czy podobne uczucie nie towarzyszyło Ci na pierwszym etapie bycia
      z żoną?

      A ja wiem ze z
      > wiązek z moją zona długo nie potrwa! Coraz poważniej mysle o
      rozwodzie!
      To zakończ małżeństwo i dopiero wtedy angażuj się w kolejny związek.
      Przydałaby sie też refleksja jakich błędów chciałbyś uniknąć.
    • yoric Re: i co dalej....? 23.12.08, 12:17
      > A ja wiem ze związek z moją zona długo nie potrwa! Coraz poważniej mysle o
      rozwodzie!

      znaczy co, 'dobro dziecka' już się nie liczy?
      • mujer_bonita Re: i co dalej....? 23.12.08, 12:25
        yoric napisał:
        > znaczy co, 'dobro dziecka' już się nie liczy?

        Znaczy to, że 'dobro dziecka' jest tylko usprawiedliwiactwem nie
        brania odpowiedzialności za własne życie.
    • sagittka Re: i co dalej....? 23.12.08, 12:41
      CZy gdybyś nie spotkał żadnej nowej kobiety, to zostałbyś z żoną na
      zawsze?


      Nie łącz decyzji o rozwodzie i nowym życiu z nową kobietą.
      To powinny byc dwie autonomiczne decyzje.
      Czyli rozwód, jeśli nie ma już szans na dobry związek z żoną.
      Zorganizowanie sobie życia, tak byś mógł uczestniczyć nadal w
      wychowaniu dziecka (pamiętaj, że nie możesz z nim się rozwieść!).
      Potem możesz się rozejrzeć dokoła, czy znajdzie się lek na
      samotność.
      • peterrrr1969 Re: i co dalej....? 23.12.08, 13:12
        Myśle, a wręcz przekonany jestem ze spotkanie "nowej" kobiety nie ma wpływu na to co sie stało... Juz od dawien dawna działo sie żle w naszym małżeństwie.Ciągle sprzeczki, awantury nie wynikające z czegoś poważnego...Wszysko sie wypaliło! Powiedziałem to żonie! Ona nie chce o tym słyszeć! Twiedzi ze do mnie coś jeszcze czuje i boi sie że sama sobie z tym wszystkim nie poradzi! To chyba szantaż? A ja jej przecież nie chce zostawic samej ztym wszystkim! przecież bedziemy razem wychowywać syna!
        • mujer_bonita Re: i co dalej....? 23.12.08, 13:30
          Peterr... isnieją inne znaki przestankowe niż wykrzyknik ;)

          Obawy żony są dość uzasadnione. Bardzo często większość obowiązków
          związanych z wychowaniem dziecka po rozwodzie spada na matkę. Chcesz
          wywrócić jej dość poukładane życie do góry nogami. Nie spodziewaj
          się współpracy.
        • sagittka Re: i co dalej....? 23.12.08, 14:26
          > Twiedzi ze do mnie coś jeszcze czuje i boi sie że sama sobie z
          tym wszystkim nie poradzi! To chyba szantaż?

          Pytanie, co ona czuje, bo z opisu waszego życia wynika, że raczej
          nie miłość. Jest pewnie przywiązanie, wygoda, wspólny cel - syn, ale
          jest równocześnie chłód, awantury, zdrady.

          Być może żona zagrożona wizją rozwodu zacznie się trochę starać, ale
          miłości to nie wskrzesi.
          Tak, czy siak przydałby jej się psycholog (nawet wam obojgu), żeby
          pomóc podjąć decyzje, pogodzić się z końcem związku, ułożyć sobie
          plan na dalsze życie, a przede wszystkim uwierzyć (myślę o żonie) że
          moze jeszcze spotkać mężczyznę, z którym będzie jej dobrze i dla
          którego nie będzie bryłą lodu.

          > A ja jej przecież nie chce zostawic samej ztym wszystkim! przecież
          bedziemy razem wychowywać syna!

          Tu jej obawy są uzasadnione, bo to "razem" wygląda mało
          sprawiedliwie. Zazwyczaj ojcowie ograniczają się do alimentów,
          wpadania raz w tygodniu na 2 godzinki, ewentualnie zabrania do
          siebie na weekend. Żmudne, nudne i trudne życie codzienne zostaje na
          głowie matki. To ona będzie siedziała z chorym dzieckiem w domu,
          podczas gdy ty wyjedziesz na romantyczny weekend z kochanką. Tak to
          niestety najczęściej wygląda.
    • krzysztof-lis Re: i co dalej....? 23.12.08, 13:01
      > Masakra- myslicie??? Jak stwierdziła ona seks jej nie jest do
      > niczego potrzebny- chociaż przed slubem i przed urodzeniem
      > dziecka był o fantastycznie i odlotowo. Po czar prysnął...
      > zapanowała zima w sypialni.

      Dla nas to nie jest już "masakra", tylko całkiem typowe dla wielu kobiet
      zachowanie
      • wers-alik Re: i co dalej....? 23.12.08, 13:35
        Uproszczone, jak konstrukcja cepa. Chrzanisz Krzysztof. Jeszcze bardziej niż autor wątku. Rozchylanie ud dla prokreacji lansuje kościół. Celibat jest domeną księży. Kończy się seks - kończy małżeństwo. "Stwierdziła ona!" A co Ty stwierdziłeś? Chyba rzeczywiście masakra? W Twoim mózgu. Przepraszam za dosadność.
        • murakami2 Re: i co dalej....? 23.12.08, 13:57
          wers-alik napisał:

          > Uproszczone, jak konstrukcja cepa. Chrzanisz Krzysztof. Jeszcze bardziej niż au
          > tor wątku. Rozchylanie ud dla prokreacji lansuje kościół. Celibat jest domeną k
          > sięży. Kończy się seks - kończy małżeństwo. "Stwierdziła ona!" A co Ty stwierdz
          > iłeś? Chyba rzeczywiście masakra? W Twoim mózgu. Przepraszam za dosadność.

          Nic nie rozumiem. Kogo krytykujesz? K. Lisa czy autora wątku?
          • wers-alik Re: i co dalej....? 24.12.08, 10:34
            Murakami - jednego i drugiego. Zeszli się w korcu.
            • krzysztof-lis Re: i co dalej....? 30.12.08, 09:03
              Zanim zaczniesz obrażać się na fakty, poczytaj sobie to forum i sama zrozumiesz,
              że często powodem spadku niechęci na seks u kobiet jest zrealizowanie zamierzeń
              prokreacyjnych.

              I to nawet na zasadzie takiej, że kobiety same się sobie dziwią "przed ciążą
              lubiłam seks, teraz już w ogóle nie mam na niego ochoty".
    • yoric Re: i co dalej....? 23.12.08, 15:03
      > Myśle, a wręcz przekonany jestem ze spotkanie "nowej" kobiety nie ma wpływu na
      to co sie stało...

      awantury i brak seksu jakoś nie przeszkadzały przez 4 lata :)

      Laska ma rozum w głowie, że nie chce się pakować w żonatego. Jaką ma gwarancję,
      że po krótkim acz burzliwym romansie facet nie zachowa się jak 95% gości i nie
      stwierdzi, że jednak ten brak seksu i awantury nie były takie złe, i że warto
      "ten [małżeński] wózek jeszcze trochę pociągnąć". Dla dobra dziecka.
    • prosty_facet Re: i co dalej....? 23.12.08, 15:06
      peterrrr1969 napisał:

      > Powiedzcie co ja mam robić? Co dalej?


      Na to pytanie musisz sobie sam odpowiedzieć :-)
      Jak nie masz siły to idź na terapię ...
    • murakami2 Re: i co dalej....? 23.12.08, 20:13
      Przez te kila mies
      > ięcy dała mi wiecej niz żona przez 10 lat "pożycia" Czuję ze to kobieta mego zy
      > cia..

      No pewnie. Jesteś w stanie "wygłodzenia", więc wydaje ci się, że to cud świata,
      a to tylko kolejna kobieta, która nieobciążona doświadczeniami życia
      małżeńskiego - długiego - jest przytulna, kochana, inteligentna, rozumiejąca i
      na każdy moment.

      A ja wiem ze z
      > wiązek z moją zona długo nie potrwa! Coraz poważniej mysle o rozwodzie!
      > Powiedzcie co ja mam robić? Co dalej?

      Podjąłeś decyzję o małżeństwie, to podejmij też samodzielnie o rozwodzie, nie
      pytaj ludzi, co masz robić. Ja bym jeszcze próbowała ze specjalista porozmawiać,
      bo nie wierzę w skuteczność rozmów ludzi rozgoryczonych bez pomocy człowieka
      patrzącego z boku.


      Jak stwierdziła ona seks jej nie
      > jest do niczego potrzebny- chociaż przed slubem i przed urodzeniem dziecka był
      > o fantastycznie i odlotowo. Po czar prysnął... zapanowała zima w sypialni.


      Ja bym się też nad sobą zastanowiła - dlaczego zdrowa, normalna kobieta u
      szczytu seksualności nie chce się kochać. I to aż 4 lata! Coście robili po
      narodzinach dziecka? Nie dawałeś jej odczuć, że się zmieniła fizycznie?
      Pomagałeś jej przy dziecku? Czy ona czuje się atrakcyjna? Czy byłeś dobrym
      kochankiem przedtem? Czy ona miała kłopoty ze zdrowiem? Co z poziomem jej hormonów?

      Weź się zastanów, zanim się rozwiedziesz, bo mam wrażenie, że niewiele wiesz o
      swojej żonie. Na razie napisałeś tylko, że ona nie chce seksu. To mało informacji.
      • herbatka.jasminowa krótko, na tamat i okrutnie... 23.12.08, 20:58
        Rozejdź się
        - czy takiej oczekujesz odpowiedzi?
        Poza tym jak wyobrazasz sobie "razem wychowywać dziecko" jesli ty nie będziesz w zwiazku z jego matką? czy bywanie w weekendy lub w innej formie to jest normalne wychowywanie dziecka? a co z nową partnerką?- może ona nie zaakceptuje twojego zaangazowania z była zona? moze bedziesz mial "nowe" dziecko i nie wystarczy ci czasu na "stare"? nie łudźmy się, ze to takie łatwe i bezproblemowe..
        • herbatka.jasminowa na tamat= temat 23.12.08, 20:59
          sorki, literówka z pospiechu
      • peterrrr1969 Re: i co dalej....? 24.12.08, 14:20
        "wyglodzenie"??? pewnie tak! Jak czegos brakuje to sie szukaaaa. Z
        Twojej wypowiedzi wynika, ze ta czy inna kobieta - zawsze bedzie tak
        samo? Mnie sie wydaje ze tak nie jest.

        A jesli chodzi o 4 lata bez sekasu malzenskiego to wina jak zwykle
        lezy po srodku. ona sie wycofala ze wpsolzycia, ja nie nalegalem.do
        czasu... dawlem jej odczuc ze fizycznie nic sie nie zmienila, ze
        dalej wyglada atrakcyjnie jak przed urodzeniem dziecka. Pomagalem
        duzo przy dziecku. Mycie, nocne wstawanie, przewijanie to bylo na
        mojej gowie. A jesli chodzi o jej zdrowie- to wszysko jest ok- na
        ciele, a na umysle? Hmmm nie wiem!
        Teraz jest aktrackcyjna 35 letnia kobieta. Potrafi sie zaje...cie
        ubrac. faceci sie za nia ogladaja. No coz ale nie ja! ja juz nic do
        niej nie czuje
        • herbatka.jasminowa Re: i co dalej....? 24.12.08, 14:25
          "ja juz nic do
          > niej nie czuje"


          no to nie rozumiem w czym mamy ci pomóc? przecież się z nią za ciebie nie rozwiedziemy, decyzji tez nie podejmiemy, nie szkoda czasu na fora? jak nic nie czujesz, to sie pozegnaj grzecznie i heja!
    • glosatorr Stary chłop jak dziecko... 26.12.08, 03:08
      peterrrr1969 napisał:


      > Mam 38 lat. Od lat 10 jestem męzem a od 5 lat ojcem. Ostatni raz kochałem sie z
      > e swoją zoną 4 lata temu. Masakra- myslicie??? J
      > Powiedzcie co ja mam robić? Co dalej?

      Wicie co? A mnie takie listy już nie wzruszają.
      Facet ma 38 lat!! Nie zdiagnozował wogóle czemu żona mu nie daje.
      I jeszcze uwierzył, że jego żonie to niepotrzebne. Ona mu powiedziała a dorosły chłop., prawie 40-cha na karku i uwierzył.

      A teraz już jedną zaliczył i drugą i na końcu zachowuje się jak ciota!
      "Co mam robić!?"

      Chłopie - jeszcze nie wiesz co masz robić?
      Żona Ci nie daje - odpowiedz sobie na pytanie - czemu!?
      Nie co ona Ci gada, bo to ściema! Tylko zacznij od tego:
      - od czego się to zaczeło
      - czy żona nie wysyłała mi jakichś sygnałów.
      - czy ona mnie kocha?
      - Czemu mnie nie pożąda?! I od kiedy to się zaczeło?
      I parę jeszcze innych.

      Od tego się chłopie zaczyna.

      A Ty co zrobiłeś? A znalazłeś sobie kochanki.
      Młodsza Ci się spodobała?
      No to super - idź i ją rypaj jak Ci leży.
      Ale stary - nie wchodź tutaj pytając się jak dziecko: co masza robić.
      Ja Ci powiem - a wykop starą z domu, wprowadz kochankę i zrób sobie z niej żonę. Pojawi Ci sie na etacie kochanki wakat.

      Albo inna rada - weź kochankę pokaż żonie i powiedz: Hej stara - ty się już nie chcesz obracać, więc oto Twoja zastępczyni - a Ty stara spadaj.

      Albo: Wyprowadź się i zamieszkaj u kochanki.
      Tylko na końcu zadaj sobie pytanie:
      CZY Z KOCHANKĄ NIE BĘDZIE DOKŁADNIE TAK SAMO JAK Z ŻONĄ?

      Bo widzisz - tak długo jak będziesz rżnał głupa i nie dasz sobie odpowiedzi na kilka pytań:
      1. Co się stało, że wybrałem na partnerkę kobietę, która się na poczatku ze mną bzykała a potem nagle przestała?
      2. Czemu z kobitą ze mną tak jest, że na poczatku chce się bzykac jak ta lala, a potem mi d... nie daje?!
      3. Czy to nie dawanie d.... to jest przypadłość kobiety (w co szczerze wątpię, bo każda to lubi, tylko nie każdy facet umie to kobiecie co lubi dać) czy Twoja - bo widzisz, tacy durni faceci, co to nie wiedzą co robić z kobietą by kobieta wyła na parę przecznic po tym jak jej robisz dobrze - to najczęściej owoc działania faceta. Na prawdę. To faceci potrafią tak schrzanić kobitkę, że ona nie chce tego robić. A na ilę znam życie, kobieta Twoja już dawno komuś daje, ale Ty tego też pewnie nie zauwazyłeś. :-)

      Myślenie ma kolosalną przyszłość... większą niż ciupcianie na boku, kiedy żona nie daje.,,.
      • sobakapawlowa Re: Stary chłop jak dziecko... 26.12.08, 09:09
        Przeczytałem wpis glosatorra i muszę powiedzieć że jestem pełen podziwu. Cóż za głęboka analiza przyczyn rozkładu pożycia nieznanej osobiście pary ( to oczywiście tylko przypuszczenie- mogę się mylić)dokonana na podstawie opisu tylko jednej strony, i to tej niezadowolonej. W połączeniu z błyskotliwą diagnozą ogółu problemów seksualnych wszystkich małżeństw daje to podstawy do jedynego słusznego wniosku , wszyscy inni - do utylizacji. Wiadomo nie od dziś ,że wszystkiemu winne te ciamajdy co nie potrafią -tu nieudolnie zacytuję " bo widzisz, tacy durni faceci, co to nie wiedzą co robić z kobietą by kobieta wyła na parę przecznic po tym jak jej robisz dobrze - to najczęściej owoc działania faceta" i nijakie inne czynniki tu w grę nie wchodzą - oj w jednym ma rację glosatorr- myślenie nie boli, ale przyszłość to ono ma u niewielu.
        • misssaigon polecam zajrzec do archiwu do starszych wpisow .. 28.12.08, 14:10
          naszego drogiego znowu obecnego Glossa, ktory z zapalki potrafi zrobic drzewko
          bozonarodzeniowe ze swieczkami :))

          ale w jednym ma racje

          nie nalezy pochopnie odrzucac wersji kochanka - jest to okolicznosc, ktora
          pojawia sie czesciej niz odrzuconym mezom sie wydaje

          zwykle uwazja za oczywiste, ze oni zdradzaja...ale zona????? przeciez ona nie
          chce seksu...owszem nie chce

          ale tylko z nimi... ;D
          • urquhart Re: polecam zajrzec do archiwu do starszych wpiso 28.12.08, 21:11
            misssaigon napisała:
            > zwykle uwazja za oczywiste, ze oni zdradzaja...ale zona????? przeciez ona nie
            > chce seksu...owszem nie chce
            > ale tylko z nimi... ;D

            Droga Miss, Gloss używa kochanka jako uniwersalnego straszaka w służbie lepszego starania się męża. Ale to jego jakże naiwne uproszczenie nie przyjmujące do wiadomości że w przyrodzie a już szczególne w seksie występuje habituacja i tak ta natura wredna że kochanek da dużo więcej namiętności niż starający się mąż tylko dlatego że jest nowy i inny :)
          • glosatorr Słusznie, że polecasz ;) 29.12.08, 00:32
            misssaigon napisała:

            > naszego drogiego znowu obecnego Glossa, ktory z zapalki potrafi zrobic drzewko
            > bozonarodzeniowe ze swieczkami :))

            No widzisz - lepszy jestem od MacGivera ;)

            >
            > ale w jednym ma racje
            >
            > nie nalezy pochopnie odrzucac wersji kochanka - jest to okolicznosc, ktora
            > pojawia sie czesciej niz odrzuconym mezom sie wydaje
            >

            Właśnie Miss M - i reakcja Pani na rozmowę Gościa poniżej pokazuje, że Pani niestety wcześnie zrobiła Panu rogi i po skoku w bok dostała tzw. klasycznego zamurowania cipuchny, co jest efektem ubocznym zdrady.

            > zwykle uwazja za oczywiste, ze oni zdradzaja...ale zona????? przeciez ona nie
            > chce seksu...owszem nie chce
            >

            No właśnie - nie chce... i to lecenie do zrobienia śniadanka jest smieszne, bo z całej rozmowy z Panem wniosek był taki - nie rozłożę przed gościem nóg, ale zrobię mu śniadanie.. I jaki efekt?
            Nasz Pożal się Boże facet - zastanawia się co to znaczy!

            No jak to co to znaczy! Ona ma problem! Bop do tej poryt miała wygodnie. Facet się między nogi nie wciskał, coś tam kwękał pewnie już dupcy sobie na boku a tu nagle pojawia się problem - bo nagle kobita znajdzie się sama i jak tu się utrzymać? Gdzie mieszkać?!
            Bo kochanek na dochodne pasuje, ale zamienić męża na kochanka?
            Teraz ona ma problem :))))

            > ale tylko z nimi... ;D

            No własnie...
            Wibrator przez 4 lata faceta nie zastąpi. Paluszki także!
            ;) Dzieki za reklamę MissM
        • glosatorr Re: Stary chłop wciąż jak dziecko... 29.12.08, 00:27
          Ześ chłopie nic nie skumał z tego co napisałem to wiem...

          Zastanów się nad moim ostatnim zdaniem:
          Myślenie ma kolosalną przyszłość... większą niż ciupcianie na boku, kiedy żona nie daje.,,.

          Zastanów się jeszcze bardziej a nie dramatyzuj. Jeśliu facet mi tu pisze, to ja pisze do faceta co ma robić. I napisałem właściwie. Zobacz, facet poszedł i pogadał z żoną. I nadal się zastanawia, tym razem czemu zona nagle mu śniadanie zrobiła!

          No oczywiście, że zrobiła, bo leżąc w łóżku i zastanawiając się co dla niej oznacza, że zostanie bez meża a może z gromadką dzieci nagle zaczęła kalkulować, czy bardziej jej się opłaca dalej udawać dobrą żonkę czy się rozstać. Osobiście mi jego rozmowa z żoną pokazuje, że oni ze sobą wcześniej wogóle nie rozmawiali a autor wątku chce by ludzie na Forum myśleli za niego. Bo sam nie rozumie, że jak są problemy, to należy je rozwiązywać przed pójściem na skróty czyli przed dupczeniem kochanek a nie po.
          Teraz można się li tylko rozstać, co zresztą pokaże dalsza dyskusja.

          A co do Twojego smędzenia... czytaj uważnie i się nie podniecaj :)
          Bo na razie żeś załamał ręce pokazując, że nic co ja napisałem, nie skumałeś.
          Tak... facet w związku odpowiada ze swej strony w 100% za pomyślność związku i jak mu żona dupy nie daje, to oznacza, że on coś zawalił. Zawalił może już wybierając tę a nie inną pidnę na swoją ślubną, albo zawalił tym, że miał ją gdzieś, że może czymś ją do siebie zbrzydził, że może nic jej nie pomaga ale non stop smędzi...

          Więc zamiast się użalać nad tym co piszę a Czego nie skumałeś, sam zaproponuj coś mądrzjeszego gościowi ;)

          Pa
      • peterrrr1969 rozmawialem z zona... 28.12.08, 10:06

        wczoraj kilka dobrych godzin rozmawialem z zona na temat
        naszych "stosunkow" i naszego zycia. nie bede sie rozpisywal o
        szczegolach...
        ale ja powiedzialem ze nie widze naszego malzenstwa dalej i chce
        odejsc ze z pewnoscia zanjdzie sobie faceta ktory ja pokocha a ona
        jego i ze czas ulozyc sobie nowe zycie bez frustracji, nerwow i z
        sekasem...
        ona przyznala mi racje na poczatku... a trakcie rozmowy do niej
        docieralo o czym rozmawiamy i pod koniec nie byla juz taka tego
        pewna.
        ja zdecydowanie o rozstaniu...
        noc spedzilem na kanapie
        a dzis od rana metamorfoza- "zona" sniadanko zrobila, tak jakas inna
        jest- co sie dzieje?
        co jej po glowie krazy?
        sam nie wiem co o tym myslec?
        • sobakapawlowa Re: rozmawialem z zona... 28.12.08, 10:26
          Po prostu przez noc kobieta przemyślała sprawę i doszło do niej ,że to nie przelewki i ty tak na poważnie. Nie wiem jak w waszym małżeństwie wyglądają sprawy finansowe - ile kto zarabia, ale rozstanie zawsze wiąże się z podziałem dobytku , spadkiem poziomu bezpieczeństwa finansowego itp. problemami. Widocznie żona doszła do wniosku, że mniejszym problemem będzie "poświęcić się" niż znosić wszystkie niedogodności związane z rozwodem. Nie zdziw się jeśli nawet w łóżku przez pewien czas będzie normalnie- do czasu aż ci " miną te głupoty o rozwodzie" . Po pewnym czasie sytuacja wróci do normy- jej normy oczywiście.
          • 37justysia Re: rozmawialem z zona... 28.12.08, 10:47
            Podzielam zdanie przedmowcy.
          • peterrrr1969 Re: rozmawialem z zona... 28.12.08, 11:10
            wlasnie tego sie obawiam ze po jakims czasie wroci to do "normy"!
            twardo tkwie przy swoim.
            sprawy finasowe beda najtrudniejsze do rozwiazania, ale nic nie jest
            niemozliwe
        • misssaigon Moj Drogi.. 28.12.08, 14:13
          bodziec zwany powazna rozmowa grozba zakonczenia stabilnego i wygodnego zycia u
          meza, ktorego traktuje sie jako nieszkodliwego misia, co to posprzata, przy
          dziecku pomoze, ale do seksu juz sie nie nadaje, zwykle trwa bardzo krotko


          kiedy ty odprawisz kochanke, zona poczuje sie znowu pewnie w siodle, wszytko
          wroci do starej dobrej normy...tylko ty pewnie zostaniesz na kanapie :D
          • peterrrr1969 Re: Moj Drogi.. 28.12.08, 14:30
            :):) najgorsze jest to ze "kochanke" (jak ja nie lubie tego slowa)
            odprawilem :) To nie byla "tylko kochanka" to przyjaciolka, swietna
            kobieta do rozmow, spacerow itp.Lubilismy swoje towarzystwo. Teraz
            nie wiem jak ja odzyskac? Znaczy sie czy ona bedzie chciala wejsc
            drugi raz do tej samej rzeki- a z drugiej strony nie tej samej?
            • misssaigon odprawiles? 29.12.08, 21:35

              a co to za zwrot?
              tak sie mowi o sluzbie a nie o partnerce do seksu, w stosunku do ktorej milaes
              podobno jakies plany...

              fuj... wtopa

              a dla "odprawionej " kochanki to lepiej, tylko nie zawracaj juz jej d...bo
              szkoda jej czasu na czekanie kiedy facet bez jaj sie w koncu zdecyduje
    • zawsze-balbinka Re: i co dalej....? 28.12.08, 14:54
      Nic gorszego nie można jak ciągnąć związek dla dzieci, dziecko
      mądrzejsze od rodziców i widzi co się dzieja , oby nie zaczeło
      obwiniac siebie za zaistniałą sytuacje , jak możesz walcz jeszcze
      dla zasady ..miłości jeżeli jest ....może Ona ma kogoś?? pobaw się w
      detektywa...warto...może zostwcie dzicko pod opieką i zrób jej
      weekend dla Was.
      Rozwód to ostateczność. Powodzenia
    • malamila5 Re: i co dalej....? 28.12.08, 17:04
      jesli moge Ci radzic to rozwiedz sie i bądz z tą kobietą, jesli ja
      naprawde kochasz . Wiesz ja jestem kobieta która ma troszke ponad
      40 lat i tez mam nizły problem i tak naprawde tez potrzebuuje
      porady , moze i męzczyzny moze mógłbys mi pomóc???? pozdrawaim
      serdecznie
      • peterrrr1969 Re: i co dalej....? 28.12.08, 19:55
        zalezy mi na mojej przyjacilce- jest zjawiskowa,ale nie chce jej w
        to wszystko wmieszac. a z drugiej strony boje sie ze mi zniknie.Moze
        zaczeka?
        A w jaki sposob mialbym Ci pomoc?
        • zawsze_karolka Re: i co dalej....? 28.12.08, 21:53
          taaa zaczeka.... buhahahahaha :-D
          dawno się tak nie uśmiałam
        • ewolwenta Re: i co dalej....? 29.12.08, 00:03
          peterrrr1969 jakie to proste. Przeciętny pierwszy kryzys pojawia się
          po 7 latach małżeństwa. Właśnie sobie z nim nie poradziłeś. I za
          stary jesteś by nauczyć się jak sobie radzić.

          Z tą nie wyszło wezmę następną. Czy ta jeszcze aktualna żona, 10 lat
          temu, nie była tą jedyną, z którą było cudownie? Za 10 lat z tym
          nowym cudem, już wtedy niecudnym i kolejnym dzieckiem dojdziesz do
          przekonania, że... masz 48 lat i...

          Sztuka w budowaniu relacji to widzieć obie strony i obie racje.
          Umieć iść na kompromis i jednocześnie być asertywnym. Co zrobiłeś
          dla ratowania tego małżeństwa?
          Znalazłeś dwie kochanki?

        • murakami2 Re: i co dalej....? 01.01.09, 15:34
          peterrrr1969 napisał:

          > zalezy mi na mojej przyjacilce- jest zjawiskowa,ale nie chce jej w
          > to wszystko wmieszac. a z drugiej strony boje sie ze mi zniknie.Moze
          > zaczeka?


          Na podstawie tych i wcześniejszych odpowiedzi wnioskuję sobie, że z
          realistycznym pojmowaniem sytuacji to Ty masz poważne problemy i dawanie Ci rad
          jest bezużyteczne. Ani nie dowiesz się, dlaczego żona Cię nie chce, ani nie
          podejmiesz rozsądnych decyzji. A przyjaciółka, jeśli ma myślówę podobna do
          Twojej, to pewnie poczeka, a później będzie wylewała żale na forum "Kochanki".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka