smutna-23
25.04.09, 11:44
Jesteśmy razem 3,5 roku, studiujemy i nie jesteśmy małżeństwem, choć mieszkamy
razem. No i jesteśmy swoimi pierwszymi seksualnymi partnerami. Na samym
początku było super, czyli przez jakiś rok. Choć nigdy nie uprawialiśmy seksu
codziennie, bo wtedy jeszcze nie mieszkaliśmy razem, to 1-2 razy w tygodniu mi
wystarczało. Ale później było coraz rzadziej. Najpierw raz na 2 tyg., potem
raz w miesiącu, o ostatnio nawet 3 miesiące mieliśmy przerwy, a byłoby jeszcze
dłużej gdybym po prostu się do niego nie "dobrała". Wiem że jest w tym troszkę
mojej winy, bo sama też nie wychodzę z inicjatywą, ale to dlatego że jak
wcześniej to robiłam to on potrafił mi odmówić wykręcając się zmęczeniem, albo
po prostu mówiąc że nie ma ochoty. Jestem atrakcyjna i chciałabym żeby mi to
okazywał również w łóżku. Wprawdzie na co dzień jest czuły, dużo przytula mnie
i buziakuje (choć nie całuje bo ja twierdzi to go kręci, tak jakby było coś w
tym złego), to trochę mało. Ja również staram się żeby mu było ze mną dobrze.
Niestety mieliśmy już kilka poważnych kłótni, bywało że z mojej winy, czasem z
jego, ale też niestety z braku seksu. Może niektórzy uznają że szukam dziury w
całym, ale ja po prostu nie chcę żyć w związku bez namiętności. Choć nie
potrafię też go zostawić bo go kocham. Nie wiem jaka jest faktyczna przyczyna
jego zachowania, bo nie chce mi tego wytłumaczyć, tylko zawsze twierdził że to
przejściowe i że będzie ok. Choć to chyba za długo trwa jak na coś
przejściowego. No a ostatnio uznał że jestem nimfomanką bo chcę chociaż raz na
tydzień i żebym nie wymuszała bo to tylko pogarsza sprawę. To ja już nie wiem
czy on w ogóle mnie kocha, bo daje dość sprzeczne sygnały...