10.12.09, 15:51
Przeczytałam "ChAD to psychoza". Dziś w nocy tak przeczytałam.
I zacząła drążyć mnie nieznośna myśl: czy ja w ogóle choruje?
Tymczasem mam głupawkę i chęć dołączenia do Megan w jej braku
choroby.
Jak do diabła sprawdzić, czy jest się chorym? Pójść na konsultacje
do 5 psychiatrów? Każdy może postawić inną diagnozę...
Obserwuj wątek
    • dr.zabba Re: ? 10.12.09, 16:04
      ...ale to tak sama z siebie nie wiesz, że masz chad? Ja to po prostu już wiem.
      Tyle razy epizody się powtórzyły, że stwierdziłam, że tyłek za bardzo boli i
      wierzę już w chorobę i grzecznie się leczę.
      • kamyczek_0 Re: ? 10.12.09, 17:02
        nazwa jak nazwa. Ciężko mi było usłyszeć diagnozę. Właśnie przez słowo
        "psychoza" i to, co w związku z nią znalazłam.
        Nie mogę zaprzeczyć, że rok temu dniami żyłam na takiej górze, że ho ho. Nigdy
        nie ćpałam, ale życzliwi mi ludzie (troszczący się o mnie) wprost pytali, czy
        ćpam. Nie uwierzyli w moje zapewnienie, że nie.Kilka osób eksperymentowało z
        narkotykami stąd ich pytania. próbowałam odstawić leki (pisałam o tym) uparcie
        wierząc, że to placebo a mi nic nie jest-szczególnie w hipo. Ale nie mogłam
        ZAPRZECZYĆ, że one działają !!! coś w tym jest. Czyli wiem, że mam chad.
        Diagnoza 2 lekarzy. Może to mało,ale oboje nie wiedzą o sobie. Drugi nie
        wiedział o diagnozie mojej psych. Próbowałam zaprzeczać jak się tylko da. To
        było głupie i to baaardzo.
        Kochana możesz spróbować z innymi lekarzami. Jeżeli to cię upewni to osobiście
        nie widzę w tym nic złego. Tylko nie odstawiaj leków.

      • 36.a Re: ? 10.12.09, 21:41
        Jak usłyszałam diagnozę, posmutniałam na 5 min, ale generalnie ani mnie to grzało, ani ziębiło...
    • kamyczek_0 Re: ? 10.12.09, 17:10
      "Osoby, które doznają stanu psychozy doświadczają, zaburzeń świadomości,
      spostrzegania, a ich sposób myślenia ulega zwykle całkowitej dezorganizacji.
      Osoba znajdująca się w stanie psychozy ma przekonanie o realności swoich przeżyć
      i wydaje się jej, że funkcjonuje normalnie. Istotą psychozy jest brak krytycyzmu
      wobec własnych, nieprawidłowych spostrzeżeń i osądów"

      Jak można interpretować "realność swoich przeżyć".
      1. ma się urojenia?
      2. funkcjonuje się na takim haju, że wydaje jej się to "normalne"- cytując tekst?

      Osąd własny - takie funkcjonowanie to NORMA!!! wmawiają mi, że to nie jest
      NORMALNE. Wg mnie było, a dołki były depresjami. Wg mojej opinii w tym czasie.
      Miałam TYLKO depresję, po której zaczęłam się czuć zajebiście. To było DOWODEM
      na wyjście z niej. Wtedy nie miałam jeszcze rapid cyckling.

      Mogłam zabić za tekst " to jak się zachowujesz nie jest normalne".
      Tyle osób mi tak mówiło. Miałam swoją teorię -patrz wyżej.
    • majagor Re: ? 10.12.09, 17:45
      36.a napisała:

      > Jak do diabła sprawdzić, czy jest się chorym? Pójść na konsultacje
      > do 5 psychiatrów? Każdy może postawić inną diagnozę...

      Osobiście nie muszę mieć diagnozy, by sama nie spostrzec, że jest dziwnie ze
      mną. Że nie jest tak, jak być powinno. Sama to czuję, sama to widzę i nawet,
      gdyby lekarze sądzili, że jestem zdrowa - to wiedziałabym iż jednak racji oni
      nie mają. Nawet gdy leków nie brałam to wiedziałam, że coś mi dolega.
      Nie do końca potrafię określić co mi jest, nie potrafię może tego właściwie
      nazwać, ale jednak wiem, że chora jestem.

      Teraz z moją nową Panią Ładną [psychiatrą] dyskutowałyśmy na temat diagnozy. Jak
      na razie są dwie opcje [które ja sama także brałam pod uwagę - nie powiedziałam
      jej o swoich domysłach, sama na to wpadła]. Ale pani doktor stwierdziła, że
      muszę jeszcze pochodzić do psychologa, by diagnozę można już mocno postawić, aby
      można ją napisać czarnym długopisem na białym papierze - na razie ta rubryka w
      moich papierach jest pusta..

      Jeśli będzie to CHAD - spoko, już się z tym oswoiłam, gdy będzie ta druga opcja
      to pewnie popłaczę chwilkę..
      • ives1983 Re: ? 10.12.09, 21:11
        jeśli można spytać, jaka jest ta druga opcja ??
        pytam gdyż sama się miotam w swoim dziwnych stanach, i też się zastanawiam co jest do cholery ze mną !!!???
        • majagor Re: ? 10.12.09, 21:23
          ives1983 napisała:

          > jeśli można spytać, jaka jest ta druga opcja ??
          > pytam gdyż sama się miotam w swoim dziwnych stanach, i też się zastanawiam co j
          > est do cholery ze mną !!!???

          Przepraszam najmocniej, ale ta druga opcja jest dla mnie na tyle przykra i
          trudna do zaakceptowania, że nawet nie jestem w stanie jej tu napisać.. Nie
          teraz, nie jeśli to tylko podejrzenia.
          Jeśli oczywiście zostanie potwierdzona.. to postaram się napisać..
          • ives1983 Re: ? 10.12.09, 21:55
            rozumiem.
            trzymam kciuki, by diagnoza okazała się tym mniejszym złem
    • czubata Re: ? 10.12.09, 18:19
      Ja też czuje że jestem chora,kiedy jestem chora.Nauczyłam się tego z
      czasem.Zaczynam dziwaczeć,jestem jak niebo i ziemia,jak ogień i woda,ze
      skrajności w skrajność.Oczywiście łatwiej jest wyczuć u siebie depresje niż
      manię.W depresji mam natrętne myśli,lęki i niestety do tej pory mam problem z
      odróżnianiem prawdy od rzeczywistości.Nieraz się zastanawiałam czy w istocie nie
      jestem schizofreniczką,ale nie spełniam wszystkich kryteriów.Uważam że słowo
      psychoza dobrze odzwierciedla stan mojego umysłu w czasie choroby,nawet bardziej
      niż określenie choroba afektywna dwubiegunowa,bo to drugie wydaje mi się zbyt
      łagodną nazwą.Dla mnie to nie są tylko moje afekty,mam raczej wrażenie że wpadam
      w jakąś czarną czeluść która niszczy mój obiektywizm,rozsądek,wręcz moją
      tożsamość.A koniec jest taki że jak już powycieram sobą wszystkie kąty jak
      pospolita sciera,to popadam w stan całkowitego braku afektu,wyzuta z uczuć jak
      ten kwiatek w doniczce na stojaku przy piecu.I to się wciąż powtarza kolejny raz
      i kolejny,i tak już pare wstrętnych lat.To jest choroba.

      czasem uśmiecham się przez łzy
      • dr.zabba Re: ? 10.12.09, 19:15
        Ze studiów pamiętam, że ktoś nam powiedział, że są tylko dwie prawdziwe
        psychozy, czyli choroby psychiczne: schizofrenia i cyklofrenia. Jakoś tak bardzo
        to zapamiętałam i zawsze miałam w głowie, mimo iż nie wiedziałam jeszcze, że
        jestem chora. Czyli że np. nerwica nie jest chorobą psychiczną. Nie ważne, czy
        ten ktoś miał rację, czy nie.
        Wierzę, że ze schi i z chad można normalnie żyć.
        • chin_chilla Re: ? 10.12.09, 20:05
          > Ze studiów pamiętam, że ktoś nam powiedział, że są tylko dwie prawdziwe
          > psychozy, czyli choroby psychiczne: schizofrenia i cyklofrenia.

          A wiesz, że mnie na studiach powiedzieli dokładnie to samo? I wiecie co? Mimo
          wszystko trochę zabolało.
          Co do choroby - wiedziałam, że jest ze mną coś nie tak długo zanim trafiłam do
          psychiatry.
          Nikt nie mógł zrozumieć czemu chciałam się zabić, a to nie wynikało z depresji
          czy zawodu miłosnego, ale z tego, że byłam potwornie zmęczona tym, że bez
          przerwy było albo bardzo dobrze albo bardzo źle. Ale nigdy normalnie. Dopiero
          leki dały mi kilka tygodni w roku względnego spokoju. I jak powiedziałam kiedyś
          koleżance - nie ważne jaką diagnozę mi wpiszą, jeśli tylko dadzą mi coś, co
          sprawi, że będę mogła normalnie żyć.
          • dr.zabba Re: ? 10.12.09, 20:27
            a jakie to studia?
        • czubata Re: ? 10.12.09, 20:07
          A mnie pewna "mądra"pani psychiatra powiedziała że chad jest zaburzeniem ale nie
          chorobą.

          czasem uśmiecham się przez łzy
    • 36.a No bo tak... 10.12.09, 20:56
      "ChADII może być uznane za odrębną jednostkę [od ChADI chyba?]"
      cytuję z pamięci.

      Nie. Nie mam poczucia ciężkiej choroby. W hipomanii chyba tylko raz
      domieszała się drażliwość.
      Równo rok temu szłam ostro w górę (wg słów lekarza), przeszło.
      Nie mam poczucia bycia psychotykiem. Nie chcę nikogo obrażać,
      myślę... Zresztą - objawy psychotyczne (urojenia i inne) nie muszą
      występować w ChAD. W hipomaniach na pewno ich nie ma.
      ChADII na pewno jest lżejszą formą...
      Bo mam niejasne wrażenie, że nie napisał tu jeszcze (w tym watku) z rozp. II...
      • majagor Re: No bo tak... 10.12.09, 21:05
        Nigdy nie miałam "prawdziwej manii". Tylko hipo, które nie było nawet dla moich bliskich "ciężkie" czy zauważalne.
        Urojeń, zwidów, majaczeń - czy co tam jeszcze też w życiu nie posiadałam.

        Nie trzeba być przysłowiowym wariatem, aby być świadomym choroby. Nie trzeba nie wiem czego stracić, co przeżyć, by wiedzieć, że jest się chorym.
        Moim [MOIM] zdaniem trzeba znać siebie, umieć obserwować otoczenie, innych ludzi. Ja pamiętam doskonale siebie sprzed choroby. Widzę ludzi, którzy nie posiadają choroby - doskonale widać różnicę. Chociażby to skłania mnie do myślenia, że chora jestem smile

        Nie mówię, że moja choroba jest ciężka. Mówię, że istnieje. Po prostu jest sobie. To wielka różnica. A wielce ciężka nie jest - bo przecież żyję, bo przecież studia pięknie skończyłam, bo pracowałam ładnie, bo żyję wśród ludzi, bo robię to, co robią moi rówieśnicy - czy gdyby była to ciężka choroba dałabym radę?
        • 36.a Re: No bo tak... 10.12.09, 21:15
          Mam wgląd w to, co się ze mną dzieje...

          I jakoś mi nie bardzo pasują urojenia etc. do hipomanii. Do manii - tak.
        • czubata Re: No bo tak... 10.12.09, 21:25
          a więc ja mam ciężką chorobe...
      • dr.zabba Re: No bo tak... 10.12.09, 21:08
        Nie do końca zrozumiałam, ale chyba Ci o to chodziło...
        Ja mam typ II. Ale urojenia i delikatne omamy wzrokowe miałam. W hipo i mojej
        krótkiej, acz prawdziwej manii.
        Wiesz to trochę zależy jak zdefiniowac psychozę. Wiki daje taki dość dramatyczny
        opis. Urojenia i omamy to wg psychiatrów to objawy wytwórcze, a to nie
        jest to samo co, psychotyczne. Psychoza to raczej synonim choroby psychicznej.
        • dr.zabba Re: No bo tak... 10.12.09, 21:09
          ta kursywa to przez przypadek
    • 36.a Kurczaki... 10.12.09, 21:35
      Nie chciałam, aby ten wątek był taki hm rozogniony.

      Naczytałam się w nocy w innym miejscu w sieci historii ChAD-owców.
      Zerowa identyfikacja. Nie rozumiem, o co chodzi uncertain Wiem, czym są
      depresje, mysli samobójcze, a tam czytałam MROK, MROK, MROK.
      Nie chcę nikogo urazić.
      Robocza hipoteza, że II jest lżejszy, nie tak bardzo "mroczny".
      Jestem zaburzona smile) na pewno, ale czy psychotyczna? Nie...
      • 36.a Re: Kurczaki... 10.12.09, 21:38
        Podobno wariat nie wie, że jest wariatemwink
        Ale wariat nie znałby tego zdania.
      • dr.zabba Re: Kurczaki... 12.12.09, 18:58
        a może linka wkleisz?
    • singapurkaa Re: ? 10.12.09, 22:10
      Niepotrzebny mi sztab psychiatrów, aby dowiedli że jestem chora. Ja to sama
      wiem... że mnie rzuca to w tą, to w tamtą stronę...
      Dzisiaj "rozwaliłam" czoło bliskiej osobie (oby blizn nie było). Emocje wzięły
      górę.... tak nie zachowuje się normalny człowiek... Zresztą ja nie wiem co to
      jest normalnośc, bo ciągle mnie coś albo zwala z nóg w otchłań depresji, albo
      wznosi na wyżyny hipomanii.
      Efekt jest taki, że nie wiem jaka jestem naprawdę.
      Nie panuję nad sobą, wystawiam złe świadectwo ludziom chorym na CHAD np. poprzez
      niemożliwośc kontrolowania złości; zdałam sobie dziś sprawę, że w furii mogę
      stanowic zagrożenie.
      Idę do lekarki z tym odkryciem..
    • balbina_alexandra Re: ? 10.12.09, 23:47
      Ja jestem zdiagnozowaną oficjalną II. Z przeważającymi ciężkimi epizodami
      depresyjnymi, łącznie z próbami samobójczymi w przeszłości. Nie miałam nigdy
      epizodów psychotycznych, choć wydaje mi się że moje epizody hipomaniakalne coraz
      bardziej przybierały na sile i starały się coraz bardziej ekstremalne -
      wszystkie moje ostatnie wyczyny pasują jak ulał do książkowego opisu manii, ale
      nie miałam urojeń ani omamów. Powielam rodzinną historię, mój wuj też przez
      wiele lat leczony wyłącznie na depresję miał sporadyczne wybryki, aż po wielu
      latach pełnoobjawowa mania, rzucił pracę, rodzinę, stwierdził że będzie robił
      karierę muzyczną a rodzina go tylko w tym hamuje (fakt, był bardzo uzdolniony),
      zniknął na jakiś czas, odnalazł się na drugim końcu PL, bardzo podejrzane
      znajomości, długo by można ciągnąć...
      Nawet nie do końca zdawałam sobie sprawy jakie plany ja snuję, ile dziwnych
      znajomości zawieram, ile razy o mało co nie wyszłam za mąż, ostatnio miało się
      to wiązać z wyprowadzką na koniec świata, dobrze że nie złożyłam wymówienia w
      pracy...

      Nigdy nie zadawałam sobie pytania, czy ja choruję. Jak byłam młodsza nie
      dopuszczałam do siebie myśli że coś może być ze mną nie tak. Nie mogłam znieść
      pewnych rzeczy - tego straszliwego uczucia, okropnej drażliwości, wrażenia że
      chodzę po świecie pozbawiona skóry i wszystkie nerwy są na wierzchu i każdy
      krok, każdy ruch tak strasznie boli. Wszystko odczuwam tak mocno i głęboko,
      każde słowo zapada głębiej. Czasem się cieszyłam, np w liceum i na studiach,
      spałam po 4 godziny i byłam idealnie wyspana, zawsze byłam the best student i
      uwielbiałam skupiać na sobie uwagę wszystkich. Pracowałam jak szalona, uczyłam
      się jak szalona, robiłam tyle rzeczy naraz i byłam dziko szczęśliwa. A potem
      przychodziła pora mroku i nie chciało mi się żyć. Moja mama cierpi na ciężką
      jednobiegunową depresję od wieków, wiem jak to jest, wychowałam się z tym. Nie
      miałam siły umyć głowy, ja - zawsze zafiksowana w kwestii wyglądu, nie mogłam
      wstać z łóżka, nie wychodziłam z domu, płakałam całymi dniami.
      Wiedziałam że moje reakcje są przesadzone. Nigdy nie umiałam reagować normalnie.
      Jak czegoś nie lubiłam, to nie mogłam na o patrzeć, jak lubiłam, jadłam tylko i
      wyłącznie to, codziennie. Albo kogoś kochałam, albo nie znosiłam. Albo
      pedantycznie sprzątałam, albo miałam niewyobrażalny bałagan w domu. Albo wpadłam
      we wściekłość, albo w histerię. Nie znam stanów pośrednich. Jak przechodziłam na
      dietę, to nie umiałam nigdy wyhamować, zawsze spadałam do niskiej wagi tak że
      zaczynało to już budzić jakieś komentarze...

      Jakoś nie mam potrzeby pójścia to innego lekarza, nie muszę mieć diagnozy czarno
      na białym, tylko mojemu ufam na tyle że mogę o tym wszystkim szczerze
      opowiedzieć. Ufam mu, jest dobrym diagnostą, dzięki lekom poczułam że zaczynam
      żyć jakoś normalniej.
      Jedna definicja w tym przypadku nie jest w stanie zmienić mojego podejścia do
      choroby.
      • chin_chilla Re: ? 11.12.09, 08:47
        dr.zabba - pedagogika. Śmiech na sali, nie?
        balbina_alexandra
        Właśnie przeczytałam opis własnej osoby. Napisałaś dokładnie to co ja myślę i
        czuję a czego nie potrafiła bym wyrazić słowami. Jestem w niezłym szoku.
        • balbina_alexandra Re: ? 11.12.09, 23:35
          Miło mi. Wszyscy trochę jesteśmy do siebie podobni, prawda? też mam czasem
          uczucie deja vu, jak czytam co ktoś napisał...
        • dr.zabba Re: ? 12.12.09, 19:00
          chin_chilla, no co Ty...?
    • awanturka Re: ? 11.12.09, 21:48
      Parę słów o tym czy CHAD to psychoza. Dawniej diagnozę CHAD stawiano tylko w najcięższych przypadkach zaburzeń afektywnych - takich właśnie w których są bardzo wyraźne objawy psychotyczne w związku z tym utarło się mówić o CHAD jako o psychozie i mówi się o niej tak do dzisiaj (siłą przyzwyczajenia), ale coraz rzadziej.

      Z czasem zaczęto mówić o CHAD u osób z mniej ciężkimi i nie psychotycznymi zaburzniami nastroju. W DSM IV (międzynarodowa klasyfikacja chorób psychicznych) rozróżnia się w CHAD zaburzenia nastroju pschotyczne i niepsychotyczne więc najwyraźniej nie każda depresja czy mania to psychoza.

      Nawiasem mówiąc granica między psychozą a niepsychozą jest nieostra, ale to zupełnie inny temat.

      Co do mnie to zawsze, od dzieciństwa, wiedziałam, że jestem chora psychicznie - czasem w to wątpiłam i przekonywałam siebie, że to nie możliwe, że otoczenie by to zauważyło (nawiasem mowiąc byłam mistrzynią w maskowaniu się i to mi zostało do dzisiaj), ale nawet wtedy gdy wątpiłam w głębi duszy czułam, że jednak jestem chora...

      Potem przyszły stany, których nie dało się już maskować i które unimożliwiały mi zupełnie funkcjonowanie (w szkole średniej, w wieku lat 16 przeszłam tak ciężką depresję, tzk ciężką, że na rok przerwałam naukę).

      Raczej po 7 pobytach w szpitalach psychiatrycznych i elektrowstrząsach trudno udawać, że jest się zdrowym. Ale z drugiej strony jakie to ma znaczenie - liczy się jak jest, a nie to jak to co jest się nazywa. ja tam się diagnozami czy etykietami jakie nadaje mi społeczeństwo specjalnie nie przejmuję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka