majagor
21.01.10, 21:42
Chujowe uczucie, usłyszeć, że kończymy leczenie, że teraz czekamy.. czekamy na śmierć..
Niby już od dawna wiedziałam, że to właśnie tak się skończy, niby szykowałam się na to od ponad roku, a jednak spowodowało to, że zawalił mi się świat. Wiem, że od dziś już nic nie będzie tak jak kiedyś. Że już nic nie będzie normalne, nic nie będzie naturalne. Będzie szare, smutne i kurewsko trudne..
Boję się, boję się strasznie. Ten strach mnie paraliżuje, ten strach ogarnia całe me ciało, cały mój umysł. Strach nie pozwala normalnie myśleć, normalnie funkcjonować.
Pytasz, czego się boję?
Nie tyle boję się, że Jej tu obok nie będzie, że zostanę sama. Tak daleko jeszcze me myśli nie sięgają..
Boję się jutra, boję się każdej kolejnej nocy, boję się Jej gorączki, boję się Jej kaszlu. Wciąż zastanawiam się, czy to już objawy, czy Ona się dusi, czy to już..
Boję się, że nie mam dostatecznie dużo sił, by temu wszystkiemu podołać. Boję się, że po prostu nie dam rady. Boję się, że na koniec życia okaże się, iż jestem chujową córką.
Boję się, że nie będę miała siły Jej pomagać, że nie będę tego potrafiła, że nie podołam temu. Boję się, że nie uda mi się sprawić, by Jej ostatnie chwile ze mną były szczęśliwe.
A najbardziej przeraża mnie.. co Jej odpowiem, gdy Ona zapyta mnie o swój stan. Gdy już będzie leżała, cierpiała i będzie pytać, czy to już śmierć.. Kurwa, co wtedy się mówi?
Tyle rzeczy nauczono mnie w szkole, tyle bzdur nakładano mi do głowy, a nikt do cholery nie nauczył mnie jak się postępuje ze śmiercią.. Bzdura, co nie? Przecież każdego to spotka i chyba każdy powinien być do tego w jakiś sposób przygotowany. A ja czuję, ja uświadamiam sobie, że ani trochę nie jestem na to gotowa. Że po prostu dam dupy i nie spełnię swojego zadania, tak dobrze jak powinnam..
W Jej oczach widać śmierć.. To nie są już oczy mej Mamy. One były zawsze wesołe, pełne ciepła, z lekką nutką szaleństwa.. A teraz te oczy są puste, obojętne.. nawet ich zieleń zmienia się w smutną i przygnębiającą szarość.. Śmierć już w nie weszła i śmieje mi się w twarz.. Bo to przecież ona wygrała, nie my.. Śmierć okazała się sprytniejsza, szybsza, silniejsza.. Weszła już w Mamy oczy i wchodzi w Nią coraz głębiej i głębiej.. by za chwilę zawładnąć całym Jej ciałem..
Dlatego staram się nie patrzeć w Jej oczy. Unikam tego z wszystkich sił. Nie chcę patrzeć na ten smutek, na ten ból, na to cierpienie.. A może to tchórzostwo? Może po prostu nie mam odwagi..
A co czuje ma dusza? Nie wiem. Nie potrafię tego opisać. Nie potrafię Ci o tym opowiedzieć. To jest takie dziwne. Takie nowe dla mnie. Takie trudne. Z jednej strony to strach, z jednej strony to bunt i złość, z jednej strony to obojętność.. Wiem tylko, że nie za bardzo sobie z tym wszystkim radzę. Niby chcę być dzielna, niby chcę być pełna energii, niby wiem, że taka być muszę, muszę dla Mamy.. ale nie potrafię.. Ogarnęła mnie niemoc, ogarnął mnie strach..
Dobrze, że Cię mam. Dobrze mi, chociaż jesteś teraz tak daleko. Ale sama myśl, że jesteś, że wrócisz, że będziesz - działa na mnie jakoś kojąco. Potrzebuję Cię teraz. Bardzo mocno. Nie stawiam przed Tobą żadnych zadań, żadnych wymagań, żadnych wyzwań.. Po prostu chciałabym abyś był. Zdaję sobie sprawę, że nie sprawisz, że będzie miło i wesoło. Zdaję sobie sprawę z tego, iż dla Ciebie jest to także nowe i trudne.. Ale proszę.. bądź przy mnie. Przytulaj, kochaj, słuchaj, dotykaj… tylko tego teraz potrzebuję.. Z Tobą będzie mi na pewno łatwiej..
Kocham..