Szpital

17.08.10, 14:42
Piszecie, że wasz pobyt w szpitalu (ciągiem tak?) trwał 6 - 14 tyg.
Jezu, nie wytrzymałabym powyżej tygodnia. Mogłoby się to dla mnie źle skończyć
sad W szpitalu psychiatrycznym nigdy nie byłam, w normalnym owszem - kilka
razy. Dłuższy pobyt odbija się na mnie tragiczne. Wtedy dopiero zwariowałabym
na pewno. sad Strach mnie dopadł. Sam pobyt był dla was problemem? Chodzi o
zamknięcie, o bycie tu i teraz w zamknięciu, bez możliwości wypisania się.

Nie wiem dlaczego napisałam ten post, chyba się najzwyczajniej boję, że trafię
kiedyś na oddział... Samo słowo "szpital" przyprawia mnie o mdłości.
    • kamyczek_0 Re: Szpital 17.08.10, 14:44
      Można samemu się wypisać na własne żądanie? Zawsze to jakaś furtka, światełko,
      że można opuścić ten gmach. Przemawia przeze mnie lęk...
      • kebli Re: Szpital 17.08.10, 15:01
        Można się wypisać na własne żądanie. Tylko potem to trochę kiepsko wygląda w
        papierach, bo lekarz może narzekać, ze się leczyć tak na serio nie chcesz.
        Ja się zamknąć dałam tylko raz, jak wiedziałam, że bez tego nie dożyję
        następnego dnia. To był mój pierwszy i jedyny pobyt na oddziale zamkniętym,
        potem godziłam się tylko na oddział dzienny. Ale co się tam nałaziłam to moje.
        Teraz bym się zamknąć nie dała, bo bym się jeszcze gorzej czuła. W szpitalach,
        które mam do wyboru prywatności praktycznie zero. Nawet nie ma się gdzie ukryć,
        żeby się wypłakać uncertain
        • kamyczek_0 Re: Szpital 17.08.10, 15:11
          Dzienny - tzn, możesz na noc wrócić d domu? W szpitalu mogę przebywać nie dłużej
          niż 3-4 dni, potem wariuje sad
          • za_mszowe Re: Szpital 17.08.10, 15:17
            najdłużej byłam siedem i pół miesiąca (32 tygodnie). oczywiście so-nd
            często wychodziłam na przepustki. samodzielne wyjścia na spacery miałam dopiero
            gdzieś po 2 miesiącach. niestety, zdziczałam trochę i z "resocjalizacją" (tzn.
            przyzwyczajaniem się do funkcjonowania poza psychiatrykiem) było różnie.

            na dziennym u mnie jest 6 godz zajęć - od 8 do 14.
        • czubata Re: Szpital 17.08.10, 15:14
          Cztery razy na przestrzeni czterech lat. Pierwszy raz był
          tragiczny,był szok,myślałam że to pomyłka,że pomiliłam adres,że to
          nie miejsce dla mnie.Potem każdy kolejny raz już czułam się jak w
          domu.Najgorsze jest za pierwszym razem to ograniczenie wolnośći,to
          że nie możesz samodzielnie wyjść,uczucie uwięzięnia i
          ubezwłasnowolnienia,i generalne podejście personelu jak do wariatów.
          Nie mniej wiem że czasami potrzebuję tego by się odciąć od świata i
          od wszystkiego tego co jest po za murami szpitala, co mnie nakręca
          albo dołuje.Mózg odpoczywa od wszelakich bodzców.
    • dzedlajga Re: Szpital 17.08.10, 17:47
      Ja byłam max 4 tygodnie a w sumie dwa razy.

      Mimo, że wyjścia na teren miałam prawie od początku to zaczynałam naprawdę
      świrować. Gdybym ich nie miała to chyba bym do dziś nie wyszła, bo zamknięcie to
      chyba najgorsze, co może mi się przydarzyć. A gdyby rodzina nie odwiedzała mnie
      prawie codziennie to chyba bym się wypisała na własne żądanie.

      Starałam się też często o przepustki, choć w moim szpitalu jest taka zasada, że
      na noc trzeba wracać na oddział. To było o tyle trudne, że spałam tam bardzo
      czujnie, ciągle się budząc, albo wcale. Jak miałam przepustkę to najpierw
      odsypiałam kilka godzin i dopiero potem mogłam włączyć się do życia.

      Wniosek? Postanowiłam, że nie dam się więcej zamknąć. Na dzienny, bardzo proszę,
      ile tylko będzie trzeba, ale nie na zamknięty
      • barbelinka Re: Szpital 17.08.10, 21:07
        Czubata ma całkowitą rację.Ja BYŁAM o jeden raz mniej ale mam podobne wrażenia.I
        też przez cztery lata.tak po prostu jest.
    • tlenoterapia Re: Szpital 17.08.10, 22:42
      Właśnie ,możne trzeba się zabezpieczyć na taka okoliczność i namierzyć jakiś
      szpital o wysokim komforcie ..prywatny? i już zbierać pieniążki do skarbonki na
      ten moment w przyszłości...

      Niedawno o mało nie zdechłam na zapalenie płuc bo sie bałam szpitala ,a po
      szpitalu to zespół stresu pourazowego cala gębą miałam.

      W psychiatryku byłam 100 lat temu ,a wracam tam traumatyczna myślą choć w stanie
      jakim byłam to gwarantował mi schronienie przed życiem (na 6 miesięcy)któremu
      nie mogłam sprostać ...Nie umiem wybaczyć ze zaufałam lekarzom.
    • lolinka2 Re: Szpital 17.08.10, 23:02
      na tyle mi choroba dała w kość, że o szpital prosiłam sama
      kilkanaście tygodni - każdy bez wyjątku weekend w domu (przepustka,
      z pierwszej wróciłam po niepełnej dobie - nie dałam rady, zbyt
      silne lęki...), opcja wyjścia "na miasto" na mocy układu z lek.
      prowadzącym. Naprawdę fajny personel z ogromnym ładunkiem szacunku
      dla pacjenta. Do wypłakania się bezpieczny kąt - w gabinecie
      prowadzącego lub - zastępczo - w ogólnym pokoju lekarskim: taki
      miałam układ z lek. prowadzącym, że jak mi się nastrój załamuje (a
      łamał się do 6 razy na dobę), to mogę się tam schować.

      Reasumując: nie czułam sie "tu, teraz w zamknięciu, bez możliwości
      wypisania się". Czułam się: na urlopie od życia, jeśli nie chciałam
      zamknięcia - mogłam wyjść, gdybym nie zniosła szpitala - mogłam się
      wypisać, pisałam wcześniej jak negocjowano ze mną daty wypisu. I ja
      miałam świadomość, że to nie zagrywka, nie bluff - tylko faktycznie
      takie podejście prowadzący do mojego przypadku miał.
      • czubata Re: Szpital 17.08.10, 23:51
        lolinka2 napisała:

        > na tyle mi choroba dała w kość, że o szpital prosiłam sama

        Tak właśnie bywa teraz ze mną,chcę bo potrzebuje,potrzebuję szybciej wrócić do równowagi psychicznej bo czasami w warunkach domowych jest ciężej.Umysł potrzebuje odpocząć,schować się,niech świat nie widzi,niech NIKT nie widzi,niech dzieci się nie patrzą.Kiedy wariuje zamknięta w murach szpitala przynajmniej wiem że nikt się nie dziwi ani nie szokuje,ani nie cierpi z tego powodu.Gdzie można swobodniej wariować jak nie w szpitalu psychiatrycznym? Ale to jestem ja,nie wiem jak inni.Ja potrzebuje być izolowana dla dobra swojego ale i dla dobra innych także.Inni tego nie rozumieją akurat,ale ważne że ja rozumiem,dlatego też nie idę do szpitala jak na skazanie,ale idę z nadzieją.Ostatnim razem niezbyt się udało akurat,nie wiem kogo za to winić,ale najgorsze odbyło się tam a nie w domu i to jest ważne.
        Szpital na Nowowiejskiej to chyba nie jest klinika o najwyższym standardzie,ale byłam w gorszym szpitalu niż Nowowiejski więc nie narzekam,a zresztą w takich chwilach to ja mam gdzieś standard i dobre warunki,myślę tylko o tym niech mnie zamkną zanim zrobię coś głupiego.Dostać tam osobną salę nie jest trudno https://emotikona.pl/emotikony/pic/0sarcastic.gif
    • perfekcjonizm Re: Szpital 18.08.10, 10:30
      kamyczek_0 napisała:

      > Piszecie, że wasz pobyt w szpitalu (ciągiem tak?) trwał 6 - 14 tyg.
      > Jezu, nie wytrzymałabym powyżej tygodnia. Mogłoby się to dla mnie źle skończyć

      Kamyczku, jak kiedy trafiłam do szpitala nie szczególnie obchodziło mnie
      miejsce, w którym przebywam.
      Byłam bardzo zmęczona. Coś we mnie pędziło a ja nie mogłam tego powstrzymać.
      Byłam tak bardzo pochłonięta przez ten mój wewnętrzny pęd, że nawet nie robiły
      na mnie wrażenia niekiedy dość spektakularne zachowania innych pacjentów.

      > Chodzi o zamknięcie, o bycie tu i teraz w zamknięciu, bez możliwości wypisania
      się.

      Możliwość wypisania się jest, są też możliwe przepustki, to wszystko w
      zależności od stanu pacjenta.

      > Nie wiem dlaczego napisałam ten post, chyba się najzwyczajniej boję, że trafię
      > kiedyś na oddział... Samo słowo "szpital" przyprawia mnie o mdłości.

      Ja też tak myślałam o szpitalu. Mój terapeuta i moja lekarka nauczyli mnie
      jednak traktować szpital jako sprzymierzeńca. Być może ludzie tacy jak my.
      Często miotani silnymi uczuciami, potrzebujemy czasem odpocząć od życia. Po
      prostu zostawić je "na zewnątrz", odciąć się i pozwolić by zajęli się nami inni.

      Kiedy ja znalazłam się w szpitalu byłam na granicy psychozy. Przez wiele
      miesięcy wcześniej borykałam się z wieloma trudnymi sytuacjami. Na skutek ich
      spiętrzenia omal nie odleciałam, dopiero szpital pomógł mi się zatrzymać i
      pozbierać.

      Teraz uważam, że jeżeli kiedykolwiek będzie mi się działo tak jak wówczas, to
      mam tę pewność, że jest miejsce, gdzie spokojnie mogę się udać a tam już się mną
      zaopiekują.

      Także nie martw się tak kamyczku. Poza tym w szpitalu poznałam bardzo fajną
      dziewczynę, z którą do dziś utrzymujemy kontakty.
      • kamyczek_0 Re: Szpital 18.08.10, 11:20
        Ufff to mi ulżyło smile
        • sensi41 Re: Szpital 18.08.10, 13:14
          To dobrze,że Ci ulżyło. Ja dodam ,że w szpitalu spędziłam "tylko"4
          tygodnie".Traumy nie przeżyłam,ale wrócić tam nie chcę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja