jednym uchem słucham relacji z akcji wydobywania 30 górników z kopalni w Chile. 68 dni pod ziemią. wjeżdżają na górę w wąskiej kapsule. euforia, łza mi kapnie czasem.
skojarzenie z depresją (Izo, jak jest dół po łac.?) i ŚWIAT, znowu. zachłychnięcie się. opowiadałam ostatnio psychiatrze, że dobrze mi na świecie. "co jest pięknego?"
- no wszystko, każdy krok, głęboko wciągnięte powietrze w płuca, to tak jak z satori, z oświeceniem [tu zaczęła coś pisać w karcie, pewnie napisała: świr
uwielbiam dowcipy żydowskie i mądrości ludowe też:
Mosze przychodzi do rabina pomarudzić na warunki mieszkaniowe. Żona, dzieci, synowe, zięciowie, wnuki - hałas, ścisk, rwetes. Nie daje się wytrzymać. Na to mądry stary rabin mówi: Mosze, ty kup sobie kozę. Mosze zdziwiony ale przecież rabin mądry i słuchać go trzeba.
Mosze kupuje kozę, po tygodniu przychodzi kompletnie załamany. Cóżeś mi doradził rebe, żona, dzieci, synowe, zięciowie, wnuki - hałas, ścisk, rwetes. A jeszcze koza beczy, śmierdzi, wszystko zżera, katastrofa, totalne pobojowisko.
Rabin: Mosze, ty sprzedaj kozę. Mosze kozę sprzedaje, wraca rozanielony. W domu sielanka - cisza, spokój, mnóstwo miejsca, wszyscy szczęśliwi.
depresja to koza...