Dodaj do ulubionych

niechęć do nauki

27.10.10, 17:36
Czy są wśród was osoby, które nie lubią się uczyć?
Ja właśnie z tego powodu nie skończyłam studiów. Nigdy nie lubiłam się uczyć.

Zawsze robiłam to na co mam ochotę. Zawsze robiłam to co mi sprawia przyjemność.
Mam tak do dzisiaj również w kwestiach zawodowych. Robię to co lubię lub wtedy kiedy mam na to ochotę. Właśnie ruszyliśmy to na terapii. Nie jest wesoło. Wczoraj miałam w domu jakiś mały atak histerii i nawet utraciłam na chwilę kontakt z rzeczywistością.

Dzisiaj rano byłam u mojej psychiatry. Mówi, że jest ok. To tylko reakcja na "nową sytuację".

Dlaczego ja tak nie cierpię tej nauki? Mieszkałam na wsi i chodziłam do wiejskiej szkoły.
Szkołę przestałam w kącie albo za drzwiami. Byłam ośmieszana przez nauczycieli, bo gadałam na lekcjach. Miałam tysiąc pomysłów na raz. Bywało, że byłam gospodarzem klasy, choć sprawowanie miałam poprawne tylko.

W domu byłam rozhisteryzowanym bachorem. Nie można mnie było o nic poprosić a już na pewno nic zakazać bo dostawałam spazmów.

Zawsze się buntowałam. Zawsze byłam obrzydliwie nieznośnym bachorem.
Matka nie bardzo umiała sobie ze mną poradzić, więc lała mnie paskudnie czasem do krwi.
Potem przepraszała. A ja sobie obiecywałam, że będą ją nienawidzić do końca życia.

Dlaczego nie chcę się rozwijać? Iść do przodu. Uczyć się nowych rzeczy.
Mam zwyczaj wyręczania się innymi. Spychania zadań na innych.
Umiem zadbać jedynie o moje koty, klientów i mieszkanie, żeby było czyste i przytulne.
Czasem dbam o ludzi, którzy są dobrzy i życzliwi. Bardzo sobie cenię takie osoby i uczę się takich cech.

Ale reszta.. reszta jest do kitu. Nie umiem być dorosła i odpowiedzialna za siebie.
Dzisiaj jestem bardzo zagubiona...
Obserwuj wątek
    • 36.a Re: niechęć do nauki 27.10.10, 19:40
      Roześmiałam się. (Tu chyba sporo podobnych osób... Dość niezależnych) Miałam swoje soul asylum w szkole i czytalam, czytałam, czytałam...
      W terapii też doszłam do tego, że moja praca musi mieć w sobie element ludyczny, bo inaczej zwariuję. Żeby było jasne - mało czuję się homo ludens(em). Też nie skończyłam studiów - dalej uważam, że praca magisterska to denna kompilacja z wielu źródeł i szkoda czasu, nerwów itp.
    • 36.a Re: niechęć do nauki 28.10.10, 12:49
      hihihi

      kompleksów - nie, bo wiele młotków (co tam: zwykłych TŁUCZKÓW) ma magazyniera aka magistra-tornistra. jest obecnie nadprodukcja ludzi z tym mądrym papierkiem. zresztą, to jest nic. doceniam dopiero ludzi po habilitacjachbig_grin
      nie przeczę, świstek ciutek by ułatwił, ale daję sobię radę i bez świstka. wielu ludzi których cenię studiów nie skończyło (ja ich po prostu nie skończyłam). ale a propos bohatera książki "Wystarczy być", który o polityce mówił jak o ogrodzie - nie, to nie jabig_grin

      kolejny troll, buzi
      • kara.mija Re: niechęć do nauki 30.10.10, 11:47
        Ja miałam róznie z tą nauką bo czasem lubiłam się uczyć ale to zazwycaj zależalo od nauczyciela - musiał "mieć podejście" lub od tematu. Nieznosiłam nakazów od małego, zawsze się buntowałam. Ale byłam zdolna więc podstawówkę jakoś przeszłam. W liceum mnie utemperowali i generalnie miałam wtedy jakiś spokojniejszy, zakompleksiony okres - przeszłam na trójach ale przy zarywaniu nocy. Studia to była fraszka - uczyłam się tylko na zaliczenia i egzaminy - skończyłam ale do dzis nie wiem po co - nic nie dały. Też mam jakiś dziwny problem z pracą - zaczynam z zapałem a potem jest co raz gorzej, gorzej i mi się odechciewa ... Głównie głupota ludzka mnie wkurza, czepianie się rzeczy nieistotnych i nie mających wpływu na pracę ..... Też powinnam robić to co lubię, tyle, że ja nie wiem tak naprawdę co to jest ... bo wszystko co robiłam raz lubiłam a raz nie .... tak samo było z nauką.
        • beatrix-kiddo Re: niechęć do nauki 30.10.10, 13:10
          kara.mija napisał:
          > Też mam jakiś dziwny problem z pracą - zac
          > zynam z zapałem a potem jest co raz gorzej, gorzej i mi się odechciewa ... [...] Też powinnam robić to co lubię, tyle, że ja nie wiem ta
          > k naprawdę co to jest ... bo wszystko co robiłam raz lubiłam a raz nie .... tak
          > samo było z nauką.

          Miałam i mam to samo, raz uwielbiałam się uczyć, a innym razem jechałam na urobionej wcześniej pozytywnej opinii.
          W pracy - podobnie - czasem ją uwielbiam i haruję jak rasowy pracoholik, a czasem jestem zniechęcona i agresywnie rzucam się na kolegów, szefa - bo wkurza mnie sam fakt bycia wśród tych ludzi. I czuję się jak oblepiona jakimś beznadziejnym szlamem...
          Ciekawą rzecz mi wczoraj pani psychoterapeutka rzekła - że skoro miałam huśtawkę w dzieciństwie (nie rozwijam, byłoby długie) to teraz sama robię sobie huśtawkę w dorosłym życiu, bo nie znam nic innego.
          Czyżby tak i w pracy było?
          W każdym razie jakoś Cię rozumiem.
          • xsenia Re: niechęć do nauki 30.10.10, 14:33
            za to xsenia lubi sie uczyc, ma switeną absorbcję intelektualna, lubi analizować i rozwiązywać zagadki, lubi pracować intelektem i goovno z tego ma. ani kariery, ani kasy, ani sławy. nic.
            zapewne z powodu a) obsesji na temat swojej niekompetencji b) obsesji na temat niekompetencji innych c) obsesji na temat obsesji d) obsesji na temat obsesji na temat obsesji

            zatem, wy którzy nie lubicie się uczyć, nie upatrujcie przyczyny swoich niepowodzeń w nieuctwie, bo zaprawdę powiadam wam jest ona gdzie indziej.
            z resztą, trzeba było pomyśleć za wczasu i urodzić się jako paris hilton, a nie teraz zrzędzić. ewentualnie złe urodzenie można skompensować chodząc na wódkę z odpowiednimi osobami.
            • beatrix-kiddo Re: niechęć do nauki 30.10.10, 14:40
              xsenia napisała:

              > ewentualnie złe urodzenie można skompensować chodząc na wódkę
              > z odpowiednimi osobami.
              To ja chetnie skompensuje (wodka yeees), tylko kto jest odpowiednia osoba?! No przeciez nie Paris Hilton!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka