Miły weekend zakończył się tym, że straciłam telefon. Tzn. skradziono mi go. Wczoraj wieczorem.
Nie mam ładnego telefonu, nie mam numerów [bo w głowie ich nie mam, nigdzie w notesie ich też nie zapisywałam], nie mam zdjęć, które były w telefonie i mini filmiku z Maminką, który też tam był - tylko tam mogłam posłuchać Jej głosu [oczywiście byłam tak mądra, że nie zgrałam go sobie na pc]
Przepłakałam pół nocy. Teraz załatwiam jakieś formalności, których załatwić się po mojej myśli nie da i znów płakać mi się chce....
To już drugi telefon, który mi skradziono. Następny chyba na sznurku będę miała - przywiązany np. do torebki....
P.S. Chyba było już zbyt ładnie i musiało się coś z*ebać, abym za bardzo zadowolona nie była...