balbina_alexandra
09.01.11, 14:24
O matko huto, dziewczyny i chłopaki, ratujcie. Bo zaraz wyeksploduję i źle siem to skończy, jak koty moje kocham. Zle mi jak cholera. Schodzę z venla - wszyscy wiemy co to znaczy, ostatnio nawet sporo z nas to robi, ja się nie zdążyłam dopisać ino

- więc mi słabo, rzygam i mdleję. Rzygam i mdleję bo mam złe wyniki, anemia, ciśnienie znów do dupy i takie tam. Moja dr - ogólna, żeby nie było - powiedziała żartem, że mam syndrom chronicznego zwolnienia i pod przymusem wysłała mnie na parę dni zwolnienia... Cykl mi się rozpieprzył na prochach totalnie. Prolatktyna w górę, co nawet z punktu widzenia fizjologii nie dziwi, progesteron w dół z automatu, w efekcie słaniam się i krwawię, co z połączeniu z anemią galopującą robi już ze mnie zombie, albo coś co ma się w zombie zaraz przepoczwarzyć. Ale nic to. Mój ukochany został przed gwiazdką postrzelony w klatkę piersiową, w Afganistanie, i to jest prawda, ja nie zmyslam, choć wiem, że to brzmi jak z filmu! Poznałam go jako człeka z zupełnie innej branży i gdyby nie fakt, że widziałam jego zdjęcie gdzieś tam kiedyś w mundurze, bym nie miała pojęcia że dochrapał się stopnia oficera... (Polakiem nie jest, ale jest tu już parę lat i tu zostanie). Została mu do zrobienia jedna misja - "hun, I had to go - either this or prison", w dodatku nie mógł mi powiedzieć, i został postrzelony ostatniego dnia w talibańskiej zasadzce. Przecież gdyby mi to ktoś opowiadał nigdy bym nie uwierzyła... Uparł się jednak wrócić do PL, bo przecież mi obiecał... NO i biedaczysko na prochach, na szczęście płuco ma całe, kula przebiła się przez kamizelkę i przebiła opłucną. Ergo, widzicie jakie to wszystko do dupy, już nie wspomnę o tym, że po raz pierwszy od wieków mam problemy z płynnością finansową! Ale, ale - do czego zmierzam. Otóż, usiłuję uczyć się i pracować, mam do napisania ciężką pracę, tak między innymi. Sąsiadów mam spokojnych. Ale nie dziś!!!! Pode mną mieszkanie wynajmują jacyś studenci. I qrfa w dupę nie powiem co mać!!!! robią sobie jakąś próbę czyco... łomot jakich mało! Czuję jak poziom agresji urósł do niewyobrażalnego poziomu. Zwłaszcza, że od czasu jak mam krwotoki i mdleję niczym XIXw dziewicza nie chodzę już na krav magę i nie mam gdzie się wyżyć. Qrfa, co robić? Przecież ja tam zaraz zejdę i zrobię taką rozpierduchę, że sprzęt będzie ino fruwał i drzagi polecą, chłopców z zaskoku też mogę uszkodzić - w końcu te sztuki walki to ja z przerwami całe życie trenuję, zawsze lubiłam napierdalanki, jednak mam w sobie coś prymitywnego - i skończy się tak, że mnie w kaftan zawiną i stosowny zastrzyk w dupkę dadzą...
Uffff... może jak się trochę rozpiszę to mi wściekłość przejdzie?